/td_Page_001_0001.djvu

			STANlstAW G
BALA 


TEATRALNOSC 
I DRAMATYCZNOSC 


GOMBROWICZ - ROZEWICZ - MROZEK 



 


BIELSKO-BlALA 2005 
WYDAWNICTWO ATII
		

/td_Page_002_0001.djvu

			Redaktor Naczelny: 
Redaktor DZIalu: 


RecenzenCl: 


prof. dr hab. inz. J6zefMatuszek 
prof. dr hab. Ell1l1 Tokarz 
prof. dr hab. Wlodzimierz W6jCIk 
dr hab. Tomasz St<;pien, prof. ATII 
mgr Grzegorz Zamorowski 
Dariusz Loranc 


Sekretarz Redakcji: 
Sklad i lamanie: 


Adres Redakcji - Editorial Office - Adresse de redaction 
Schriftleitungsadresse: 


Wydawnictwo Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Bialej 
43-309 Bielsko-Biala, uL WiUowa 2 
tel.lfax (033) 827 92 68 


Druk: Wydawnictwo ,,Prasa Beskidzka" Sp. z 0.0. 
43-300 Bielsku-Biaia, uL Dubois 4 
tel.lfax (033) 8193958 


ISSN 1643-983-X
		

/td_Page_003_0001.djvu

			SPIS TRESCI 


Wst<;p . . . . . . . . . . . . 


l.GOMBROWICZ ..... ........ ........ 
Teatr Gombrowicza . . . . . . . .. .. 
I1t'ona, ksie=nic=ka Burgunda, czyli ,,fozmowa z kanlieniem n ... 
ArcydranlatGombrowicza............................ . 
Historia pisze partytur<;: operetki? .... . . . . . . . . . 


2. ROZEWICZ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
Od Kartoteki uporz'ldkowanej do Kartoteki ro
r
lIconej ... 
Przestrzen dla ;;lowa - przestrzen dla czlowieka . . . . . . . . . . 
Rozewicza dranlaturgia in nuce . . . . . 
Monolog, dialog i milczenie. . . 
"jestem sU'iadldem wygasania" 
Smiercipit;knei brzydkie............................ 
Smierc Bohatera, czyli jak dalej grac Kartoteke? . . . . . . . . . 
Metateatrahm refleksja Rozewicza. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 


3. MROZEK. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
FomlY dranlatyczne SlawomiraMroZka ......................... 
"Najlepiej podpar,.
e{; i rO::II'inqF' - jak MroZek budowal swoj teatr? 
Ojciec, SyniWOdz.. ......... 
Part; refleksji MroZka 0 teatrze ....... ........ 
R::-e::nia, czyli kres dranmturgii "Ja". . . . . . . . . .. ........ 
Emigranci - arcydzielo dranlaturgii "Ja i Ty" . .. ........ 
Mi<;:dzy Szekspirem aCzechowem..... ......................... 
Trzy monografie .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. 


Nota bibliograficzna . . . . 
Indeks nazwisk . . . . . . . . 
Streszczenie _ 
Sunmlary..................................................... . 
Zusanmlenfassung .............................................. 


5 


13 
13 
19 
32 
46 


59 
59 
70 
81 
90 
96 
107 
114 
116 


149 
149 
160 
184 
191 
196 
208 
222 
226 


238 
239 
243 
245 
247
		

/td_Page_005_0001.djvu

			WST
P 


Ten zbior szkicow obejmuje teksty pisane i - w przewaiaj'lcej cz<;Sci drukowane 
w ci'lgu nmiej wit;cej cwiercwiecza. Najstarszy ("R.::-e::nia", c::yli Afro::ka ro
prml'a 

 "dllchem" - tu pod tytulem: ..R.::-e::nia", c::yli kres dramaturgii ..Ja ") powstal jesz- 
cze w koncu lat 70., najnowszy (Cor historia pis
e partytllre operetAi?) - juz na po- 
cZ'ltku 2005 r. Czy skladaj'l sit; one w jaklls wyrazist'l calosc? Raczej w pewien zarys 
calosci - w dodatku nakreslony lini'l dose czt;sto przerywall'l; brakuj'lce m i owdzie 
odciuki konturu zustaly zaledwie zaznaczone jednym czy dwoma punktanli. 
Trzej pisarze, ktorzy S'l ich bohateranli. pojawiali sit; w kr<;gu moich zaintereso- 
wait w roinych latach i w kolejnooci odwromej niz sugerowana w podtytule. ,,Poja- 
wiali sit; w kr<;gumoich zainteresowait"... Czasem trzebanapisac najbardziej wytarty 
frazes, zeby uswiadomic sobie, jak bylo naprawdt; - a naprawdt; Oni sit; nie tyle "po- 
jawiali". co objawiali; kaZdy z Nich z osobna objawil mi sit; w swoim czasie - i byly 
to moje kolejne epifanie. 
Najpierw Mrozek - jeszcze w pierwszej polowie lat 60. Byl dla nmie wowczas, 
jak dla wit;kszooci czytemikow, demaskatorem zwyklego powszedniego absurdu; od- 
krywCI} mechanizmow rz:j	
			

/td_Page_006_0001.djvu

			6 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc I droma/ycznosc. Gambrowicz - R6zewlcz - Mrazek 


w ParyZu trafil w moje rt;ce trzeci tom D
iennika. Byl rok 1976. Mniej wit;cej trzy lata 
wczesmej rozwialy sit; nadzieje na krajowe wydanie dziel Gombrowicza. Ponad polo- 
wt; D::iennika przepisalem na nmszynie. Odt'ld ;;talo sit; to moinl stalym zwyczajem, 
do czasu szerszego upowszechnienia bezdebituwych wydawnictw na pocz'}tku lat 80. 
W szafce bibliotecznej rosl stos grubych kartonowych teczek z tekstanli Gombrowi- 
cza (niektore przepisywalem w calosci) i paru innych autorow (glownie emigracyj- 
nych). 
Swiadom absurdamusci i aIlachronicznosci tej pracy kupisty, wmawialem sobie, 
ze Jest to - nieslychanie czasochlolllla wprawdzie. ale nader gruntowna - fomla lektu- 
ry. A kiedy w jednym z esejow Konstantego A. Jelenskiego przeczytalem takie oto 
stwierdzenie: "Od dawnajestem przekonany, ze jedyll'l doskonal'llektur'lksiqi:kijest 
jej przetmnlaczenie na obcy jt;zyk"l - uczepilem sit; go kurczowo, tmnlaCz'lC sobie i 
innym, ze owo przepisywanie jest dla nmie (niewladaj'lcego dos1atecznie biegle iad- 
nym jt;zykiem obcym) najdoskonalszym rodzajem lektury. 
Ale do rzeczy... Od D
iennika do sztuk teatralnych Gombrowicza wiedzie daleka 
droga, ktora niekoniecznie kaZdego czytelnika musi do nich zaprowadzic (czego do- 
wudem liczne ksi'lili - chocby te stanowi'lce poklosie Ruku Gombrowiczuwskiego - 
ktore starannie omijaj'l dorobek dranlatopisarski autora Kos1I10slI). Znacznie blizej 
bylo mi do arcyteatru debiutanckich opowiadait, Ferdrdllrke czy Trans-Atlant)'kll, nie 
wspominaj'lc juz 0 theal/'ll1l111111ndi sanlego D
iennika. Przykladow nie bt;dt; m poda- 
wal, z wyj'ltkiem jednego (wyznajt;: szczegomie ukochanego przeze nmie), ktory uznajt; 
za geniame uchwycenie kwintesencji teatralnooci: 


Pylaszczl,eW1cz, zamm odpoW1edzml, zImerzyl go spOJrzeniem ]3snym 11agodnym, 
ale pelnym wewn
trznej rnocy. Az takim spojrzeniem nie magI odpowiedziec inaczej jak 
rnocno. Odpowiedzial tedy, cofajllc si
 0 hok: 
-Za idealy gotowjestem oddac Zycie!2 


Oto sanla istota teatralizacji Zycia spolecznego: organiczne i dialektyczne zespo- 
lenie "grymasu" i "frazesu". Zacytujt;jeszcze tylko jedno zdanie, ukazuj'lce odwracal- 
nose tej metanlUrfozy: 


Frazes przeistoczyl si
 w grymas, a grymas - pusty, czczy, prorny, jalnwy - zlapal i 
nie puszczal (s. 62) 


Oczywiscie, Gombrowicz musial podj'lc probt; zmierzenia sit; z teatrem. Wynik 
tej proby dlugo jednak czekal na uznanie, 0 wiele dluZej niz eksperymenty prozator- 
skie. Pytanie Jalla Blonskiego (ktore m sit;jeszcze pojawi): .,Po kiego licha Gombro- 
wicz pisal sztuki?" - wprawdzie na pol iartobliwe, kryje w sobie tez ciefi irytacji - jesli 
nawet nie wlasnej irytacji znakomitego krytyka. to przynajnmiej tej, z ktorej wyrazanli 
musial sit; spotykac wielokromie. Nie szczt;dzil ichnp. Gombrowiczowi... ROZewicz, 


I Tajny ladunek korsarskiego okn;;tu. Na marginesie tlumac=enia " Trans-AtlCllltyku", [w:] Konstanty 
A. Jelenski, &kice, Krakow 1990, s. 58 
2 FeJ"{
1'dllrke. D=iela, t. II, Krakow 1986, s. 33.
		

/td_Page_007_0001.djvu

			WST
P 


7 


wplataj'lc juz w Didaskalia i II\l'agl zAktll pr
e/J"'anego pewll'lnadzwyczaj jadowit'l 
zlosliwosc ("Oddaj'lc jednak Witkacemu, co jest Witkacego, i Gombrowiczowi, co 
jest Witkacego, pragnt; stwierdzic, ze S'l to dla nmie klasycy,,3). Krytycyzm Rozewi- 
cza wobec tego ,,klasyka" wyrazil sit; zreszt} najpemiej w rozmowach z Kazinlierzem 
Braunem (Je
'ki teall'll), obficie przeze nmie cytowanych (por. Afetateatralna reflek- 
sja R6::e\l'ica). 
I na tym jednak - najbardziej kontrowersyjnym chyba - obszarze swej tworczosci 
Gombrowicz odniosl \V koncu peIne zwycitt.stwo; "za grobem n . 
A Witkacy? Dlaczego w tej ksi'lice nie ma Witkacego? Skoro zacz'llem od bardzo 
(moze za bardzo?) osobistego wyznania. dotycz'lcego moich epifanii. wyznam i to 
rowniez, ze lektura Witkacego nigdy nmie glt;biej nie poruszyla; ,jakbym jadl papier", 
zebyposluZyc sit; slowanu Ojca zPlIlapki Rozewicza 4 To on, mi
y innynu, wyciq- 
gnql esencjt; z Witkacego, ktor'lija wchlonqlem. Rozpuszczona na powrot w moder- 
nistycznym wieluslowiu, w nieustamlej mt;cZ'lcej blazenadzie, w kumplemej dowol- 
nosci Czystej Fom1Y- stracila dla nmie jakikolwiek smak. Ale najprecYZYJniej przy- 
czyny fiaska moich wielokromie (dajt; slowo!) ponawianych prob zblizenia sit; do 
Witkacego dalyby sit; opisac slowanli Konstantego Puzyny - adnliratora i wydawcy 
dranlatopisarskiego dorobku, w ktorym dostrzegal wielokierunkowe prekursorstwo, 
stawiaj'lc mu rownoczeSrtie fundanlentalny zarzut: "Nie chwytanlY juz regul gry; 
a skora wszystko jest dozwolone. nic nie budzi zainteresowania n5 . 
Mrozek, ktory w sztucePies
o przywolal na chwilt; na scent; Witkacego (w posta- 
ci Superiusza) jako swego literackiego poprzednika. w opowiadaniu Kogllt, Lis i ja, 
pochodz'lcym z tego sanlego okresu, sfommlowal ustanu swego bohatera-narratora 
(ktorym jest ,ja") zelazll'l zasadt;: ,'praw naleiy przestrzegac pod kar'l nicosci". 
Z zalem stwierdzam, ze un1krujl mi w teJ pracy pasjonuj'lcy temat wzajenmych 
relacji pomi
 moinli bohateranli. WlaSciwie tylko Rozewicz wypowiada sit; tu za- 
rowno na tenmt Gombrowicza jak iMroZka. Powinienem byl dac prawo rewanZu Mroz- 
kowi, ktory parokromie pisze (przewaZnie bardzo krytycznie) 0 Rozewiczu chocby 
w listach do Jana Blonskiego. Zostawianl to jednak na inn'l okazjt;, albo komu inne- 
mu. Bardziej interesuj'lce bylo dla nmie tropienie MruZkowych pastiszow, tworzo- 
nych w mysl innej zasady: "Najlepiej podpatrzec i rozwm..c". Ona zreszt'l najdobit- 
niej podkreSla biegunow'l odnuennosc postaw obu pisarzy. 
Dobrze, ze "Jest trzeci mit;dzy dwoma biegunanli!",jak pisal Kazinuerz Wierzyn- 
ski w slynnym wierszuAfanifest s
alonr. NaszaXX-wieczna dranlaturgiajest wyraz- 
nie trojbiegunowa. Zeby l1Ilikn:tc sporu 0 Witkacego, dodanl od razu skwapliwie: ale 
posiada cztery szczyty. Zostawmy zreszt'l tt; karkolonlll'l konstrukcjt;. Chodzi mi 0 to. 
ze Witkacy nie stworzyl projektu nowej teatralnosci i nowej dranlatycznosci; nie stwo- 
rzyl rowniez nowego jt;zyka teatru, pomieszawszy uprzednio wszystkie. Dlatego nie 
zajmowalem sit; m Witkacym. Myslt;, ze Witkacemu oddane juz zostalo chyba wszyst- 
ko, co Witkacego... 


5 Tadeusz Rozewicz, Teatl", t. 1, Krakow 1988, s. 390. 
4 Teatl". t. 2. s. 348. 
SKonstanty Puzyna, ITitkacy, [w:] Stamslaw Ignacy WitkiewlcZ,DrCl11laty, t. 1, Warszawa 1972, s. 30.
		

/td_Page_008_0001.djvu

			8 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc I droma/ycznosc. Gambrowicz - R6zewlcz - Mrazek 


Natonnast nie zgadzanl sitt. z zarzutem Rozewicza, postawionynl Gombrowiczowi 
w rozmowach z Kazinlierzem Braunem (Je
)'Ai teatl'll), jakoby - razem z Witkacym 
- dokonal wyl'lcznie dziela destrukcji; ze zniszczyl sacl'llm w teatrze. Chyba pozegna- 
nie "dwoch genialnych likwidatorow" (" Wit;c zegnajmy dwoch geniamych likwidato- 
row, klaniajmy sit; inl, ale nie szukajmyu nich :hOdel odnowy !") bylo zbyt pospieszne. 
Upieranl sit; przy twierdzeniu, ze "Iikwidator" byl jeden; Gombrowicz zastal juz 
ruiny teatru-kosciola. To w nich zaczyna sit; przeciez Sillb: ,,(Krajobra
 pr..:")'gniatajq- 
0; be
nad::iejn}: W mrokachfi'agment)' 
nieks
talconego kosciola.)". Panli<;tajmy, ze 
dla Gombrowicza - jak dla Szekspira - caly swiat byl teatrem a teatralnosc inmlanent- 
nIl cech'l sanlego ismienia. W Sillbie ogi'ldanlY przejmuj'lce proby kreowania sacl'llm 
poprzez teatralizacjt; i rytualizacjt; slow, gestow, zachowait; poprzez ustanawianie no- 
wego podnioslego i uroczystego ceremonialu, ktory raz po raz jest burzony przez po- 
czucie smiesznooci nawiedzaj'lce Henryka, nie mowi'lc juz 0 brutamych aktach de- 
strukcji, imcjowanych przez Pijaka. W I akcie powtarza sit; czt;sto kilka kluczowych 
slow: ,.,naturalne n , "sztuczne n , "uroczyste"... Henryka smieszy sztucznosc; chce bye 
naturalny, a nie uroczysty. Mowi: "Smiac mi sit; chce: jakze uroczysty jestem!,,6 
(s. 105); ,,[...] chct; bye naturalny / Nie chct; bye uruczysty!" (s. 125) Chce bye natural- 
ny. bo naturalnosc chroni przed Srtuesznooci'l.. asztucznosc. ceremonialnosc nieuchron- 
nie naraia na smiesznosc. Ale cos, jakas przemoZna sila nie wiadomo nawet czy 
\Ve\Vn
zna, czy ze\Vn
zna - pcha go ku sztucznosci i ceremonialnosci; ku wznio- 
slo"ci. 
Gombrowicz i Rozewicz tworz'l nowe sacrum z tego sanlego nmterialu: z naj- 
prostszych slow i gestow, zwyklych, powszednich, ktorych codziellile powtarzanie 
niepostrzezenie staje sit; uswit;conym rytualem. Gombrowicz deifIkowal w D
iennikll 
rt;kt; kemera z Cafe Querandi; Rozewicz cale niebo unlieszczal w izbie rodzinnego 
damu, pisz
c \V wierszu Pml'rot: 


Tu w niebie matki robil1 
zielone szaliki na dmtach 


brZ
CZil rnuchy 


ojClec drzenne pod piecem 
po szescm dmach pracy. 


Szkoda, ze Rozewicz ulegl autusugestii, l'lCZ'lC Witkacego i Gombrowicza w ja- 
k'ls dwuglow'l hybrydt;. Ale. jak wiadomo, pisarze rzadko bywaj'l dla siebie nawzajem 
sprawiedliwymi krytykanli. Sprawiedliwosc zreszt'ljakos - per saldo - zatriunlfowa- 
la. bo to, czego odnlowil Gombrowiczowi Rozewicz, oddal mu z nawiqzlq Mrozek. 
Opisu tej relacji takZe jednak m sit; nie podejmt;. 
Muszt; natomiast koniecznie podj'lc probt; wyjasnienia pojt;cia. ktorym poslugujt; 
sit; w kilku szkicach poswit;conych utworom wszystkich trzech dranlatopisarzy - dra- 


(, Cytuj
 ""''Ydanie: Witold GombroViricz, D=iela, t. VI, Krakow 1986. Da1ej na oznaczenie tej edycji 
-wprowadzam shot Dz i podaj
 numery tornow oraz stron.
		

/td_Page_009_0001.djvu

			WST
P 


9 


maturgia ",Ja i Ty". Manl nadziejt;, ze ograniczenie we Irstepie egzemplifikacji wy- 
l'lcznie do obszaru tworczooci Gombrowicza nie postawi pod znakiem zapytania za- 
sadnooci odnoszeuia tego pojt;cia rowniez do utworow (nie tylko dranmtycznych zresztj) 
Rozewicza i MroZka. 
Peter Szondi 7 okresla dranlaturgit; ekspresjonistycZll'l. wywodz'lC'l sit; ze Strind- 
berga, mianem dranmturgii "ja". Odzwierciedla ona skrajnie pesymistyczn'l filozofit; 
czlowieka, postrzeganego jako izolowana jednostka w wyobcowanym swiecie (s. 101). 
Ten sposob widzenia czlowieka byl dominuj'lcy na znacznym obszarze literatury cale- 
go XX w. Dopiero po jego polowie do literatury zaCz<;ID przenikac inna wizja czlowie- 
ka. Tak pisal 0 niej w r. 1953 w D
iennikll Witold Gombrowicz: 


Zach6d ZyJe ponnmo Vi'SZYStkO. "''lLJ11 czloW1eka odosobmonego 1 absolutnych wartOSC1. 
Nam zasi
 w spos6b bardzleJ namacalny poczyna objaw13c si
 formula: czloW1ek plus 
czloW1ek, czloW1ek pomnozony przez czloW1eka -1 me na1eZy byna]mmej lqczyc jeJ Z 
jakirnkolwiek kolel-tywizillem. Buber, Zydowski filozo( Vi'Ca1e niezle okreslil to rno-wiqc, 
ze dotychczasowa indywidualistyczna filozofia juz; si
 "''Ykonczyla i ze najwi
kszymroz- 
czarowaniem.jakie oczel-uje Iudzkosc w najbliZszej przyszlosci, b
dzie bankructwo filo- 
zofii kolel-tywnej, l-tma ujrnujllc jednostk
jako funkcj
 masy, poddaje jl1 wrzeczywisto- 
sci abstrakcjom tal-im jak klasa spoleczna, panstwo, narod, rasa; a dopiero na trupach 
tych swiatopogl::td6w urodzi si
 trzecie widzenie czlowieka: czlowiek w zwiqzl-u z dru- 
gimkonkretnym czloW1ekiem,]a wZW1qzl-uztobI11Z rum... (DzVII. s. 34/35) 


KsIqi:ka Martina Bubera Ja i 1'1' ukazala sit; na pocz'ltku lat 20. ubieglego wieku. 
,,Filozofia kolektywna" rozpoczynala dopiero sw'l ofensywt; w realnym swiecie poli- 
tyki. Gombrowicz na pocz'ltku lat 50. czytal eseje Bubera z widoczn'l satysfakcj'l, 
jako potwierdzenie swoich inmicji, ktore wyraial juz w najwczeSrtiejszych utworach: 
czlowiek w nieruzerwalnym zwiqzku z druginl konkremym czlowiekiem, czluwiek 
w ,,rzeczywistooci zwierciadlanej". czlowiek w pulapce lustrzanej symetrii... Buber 
tworzyl jednak wizjt; wzniosl'l i optymistycZll'l. natonllast inmicje Gombrowicza by- 
waly nawet przeraiaj'lce, a realizowaly sit; w obrazach groteskowych. Zaninl je sobie 
przyponminlY, przytoczmy jeszcze part; zdait z D
iennika: 


Czlowiek poprzez czlowieka. Czlowiek wzgl
dem czlowieka. Czlowiek stwarzany czlo- 
wiekiem. Czlowiek spo
owany czlowiekiem. Czy to moje zludzenie, ze widz
 w tym 
utajoilli nowil rzeczywistost? 


Znajdujemy mtaj zupelnie serio sformulowallil wykladnit; filozoficZll'l wizji rze- 
czywistosci, ktora we wczesnych utworach otrzymala ksztalt czysto groteskowy Gest 
to jedna z prawidlowosci pisarstwa Gombrowicza). Tak bylo chocby w opowiadaniu 
Tance,.
 mecenasa Krm*01l'sAiego. w ktorym bohater-narrator czynil niezwykle wy- 
silki, aby zwiqzac mecenasa z sob'l w merozerwalnej relacji Ja i Ty. Ale mechanizm 
powstawania tego rodzaju zwi'lzku pokazal autornajbardziej precyzyjnie w Ferdydllr 
ke. W tej powieSci zacz'll konsekwenmie budowac swoj teatr interakcji, wl'lczaj'lc 
wen takZe widownit; (czytemikow), do ktorej (ktorych) bohater-narratur raz po raz 


7 Teoria nawoc=esnego dra11latu1880 1950. PrzeloZyl EdnnmdMismlek Warszawa 1976.
		

/td_Page_010_0001.djvu

			10 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / drama/ycznosc. Gambrawicz - R6zew/cz - Mrazek 


kieruje swoje komentarze, anawet zwraca sit; wprost w drugiej osobie liczbynmogiej. 
Jest to sytuacja rodem jeszcze z tradycyjnego teatru, w ktorym postaci sceniczne ko- 
munikuj'l sit; z sob'l niejako za posrednictwem widowni, ale dostrzeganlY juz m chwi- 
lami niezwykle napit;cie pochlaniaj'lce cal'l uwagt; bohaterow, stanowi'lcych wzajem- 
nie dla slebie lustra - cz<;sto krzywe albo odwracaj'lce proporcje. Tak jest w pocz'ltko- 
wej scenie z Pin1k'l: 


[...] on usiadl, wobec czego ijarnusialem usiQsc [mJ; On siedzial z sensem (bo czytal), 
a ja bez sensu siedzialem. Uczynilem l-urCZOVi'Y "'rysilek. by powstac, lecz wlasnie wtym 
rnomenCle spo]rzal na IlUl1e spod bmokli poblilZliwle 1 nagle -zmalalem. noga stala Sl
 
noZkIl, r
ka -rqczkit. osoba -os6bkq, lStOta -lStotk:t, dzie10 -dzlelk:1em. cialo -clal- 
kiem. on zas vi'Zrastal i siedzial spogllldajllc oraz czytajllc skrypt rnOj na wieki wiekow 
amen -siedziaf'. 


Zasada symetrii, ktora uwit;zila bohatera-narratora, obejmuje m rowniez skladnit; 
(czt;sty chwyt u Gumbruwicza): "On siedzial z sensem (bo czytal), a ja bez sensu 
siedzialem." Ponmiejszaj'lce spojrzenie Piruki si<;ga aZ do istoty wewnt;trznej Jozia 
czyli do jego ,ja", ktorego usiluje bronic rozpaczliwym krzykiem: 


-Duch! -krzyknqlem. -Ja! Duch! Nle autorek! Duch! Samzywy! Ja! 


W tym krotkinl fragmencie zostal zaznaczony punkt. ktory po:htiej filozofia egzy- 
stencjalistyczna okreSlila slowanli "spojrzenie innego". W swoinl p,.
e\l'odnikll po 
filo
ofii w s
es{; god::in i k\l'adrans, czyli wykladach dla zony Rity i Dominika de 
Roux wyglaszanych w ostatnich miesi'lcach Zycia, Gombrowicz tak streszczal pogl'l- 
dy Sartre' a w tej kwestii: 


Jestesmy "''YsraW1em na spo]rzeme mnego. Trzeba, rzecz ]3Sna, Z komeCZIlOSCl uznac 
istnienie iIlllego. Jest to oCZ)'Wistosc. Sartre nie znajduje ragi filozoficznych dla uzasad- 
nienia tego istnienia. Spojrzenie iIlllego odbiera nam wolnosc, okresla nas. Dla iIlllego 
jesteSmy rzeczq, przedmiotem. posiadamy charal-teritp. Kn5tko ruo-willc, spojrzenie iIllle- 
go zaprzecza Virprawdzie naszej wolnosci, lecz ja sam uwalniam si
 od spojrzenia iIlllego 
tylko dzi
ki uznaniu wolnosci innego. Cala sartrowska ruoralnosc opiera si
 na pozna- 
wallin i afirmacji wolnosci. (Dz XIV, s. 100/101) 


Sartre. stoj'lcy na gruncie filozofii indywidualistycznej. mial problemy z uzna- 
niem istnienia innego. Gombrowicz, okreSlany przez krytykt; mianem "indywidualisty 
integralnego", nie mial takich problemow, gdyz inmicyjnie tworzyl wizjt; czlowieka 
nierozerwa1nie zwiqzanego z druginl czlowiekiem, "czlowieka spot
owanego czlo- 
wiekiem ". Dla niego. ktory swoj D
iennik zacz'll czterokromym powtorzeniem ..Ja". 
w istocie to "Ja" - podobnie jak dla Bubera - nie ismialo w izolacji; zawsze wi'lzalo 
sitt. z jakinlS "Tyn w slowo podstawowe "Ja- Tyn. 


8 D=iela, t. II, s. 17, 18-19.
		

/td_Page_011_0001.djvu

			WST
P 


11 


Buber: 


Podstawowe slowa me sllPOJedynczynn slowann, lecz parann slow 
Jednym podstawnwym slowem jest para slow Ja- Tl. 


Byl to najczt;sciej zwi
k polemiczny, walka 0 donrinacjt; (intelektuah1'l. ducho- 
w'l). Bo tez - trzeba to, niestety, powiedziee wbrew Buberowi - istot'l zwi'lzku Ja i Ty 
jest walka 0 donrinacjt;. Niekiedy (raczej rzadko) ta walka sublinluje sit; w sposob 
prowadz'lcy (bardzo krt;tymi droganu) do uznania rownorz
ej podnliotowosci dru- 
giegu czlowieka. 
Relacja Ja- Ty bywa czt;sto koszmarem nie do zniesienia; wtedy rozlega sit;, jak 
w zakonczeniu Ferdydllrke, darenme wolanie: "Przyb'ldZ trzeci czlowieku". Minlo ze 
ta groteskowa scena zanlykaj'lca powiesc ukazuje najbanalniejsz'l- bo romansow'l- 
relacjt; Ja- Ty, wypeh1ia j'l dranlatyczne napit;cie, ktore trzeba traktowac calkiem serio. 
Pulapka symetrii. niemoZnosc odsunit;cia sit; na dystans a nawet zachowania poczucia 
fizycznej odrt;bnooci to wcale nie komiczne zagrozenia: 


PrzybqdZ. trzecl czloW1eku. do nas dwO]ga, przyJdz. Vi'YbaW1eme. :.t:Jaw Sl
, mech Sl
 
cieme uczepi
, "''Ybaw! Niech przyb
dZ1e tu zaraz. natychnnast. trzeci czlowiek. obey, 
nieznany, cWodny lZlIDllY, 1 czySty, daleki i neurralnY,Jak falarnorska mech uderzy swo- 
jll obcoscill w t
 swojskosc parujllCIl, niech nmie oderwie od Zosin. 0, trzeci, przyjdZ. daj 
Illi podstaw
 OPOnt, dozw61, bym z ciebie zaczerpn:tl, przyjdZtchnienie ozywcze, przyjdZ. 
silo, odczep mnie, odtrQc i oddal! LeczZosia przytuIila si
 czulej, cieplej i tkliwiej. 
- Dlaczego wolasz i krzyczysz? Jestesmy sami. 
[ podala Illi g
b
 swojll_ A nmie zabraklo sil, sen napadl jaw
 i nie rnoglem - rnusia- 
lem ucalowac SWojll g
b:'1jej g
b
, gdyZ ona swojll g
bll rnojll ucalowala g
btt. 


W spos6b nieslychanie precyzyjny przedstawil m Gombrowicz schenmty dwoch 
modeli dranlaturgii: "Ja i Ty" oraz "Ja, Ty i Un". Ten pierwszy stwarza ekstrenmme 
zagrozenia dla Ja - aZ do unicestwienia w fomue wchlonit;cia przez Ty. Ten drugi 
zdaje sit; miec wbudowany niezawodny mechanizm zabezpieczaj'lcy suweremlOsc Ja, 
ktore moze zwit;kszac lub znmiejszac dystans pomi
 sob'l a Ty i On, aZ do ich 
zanliany wl'lcznie. Tak wydaje sit; Joziowi - ale czy nie jest to zludzenie? 
Pozostawiaj'lc to pytanie na razie bez odpowiedzi (ktor'lprzynios'l konkretne sy- 
tuacje dranlatyczne z utworow nie tylko Gombrowicza), trzeba wczeSrtiej postawic 
inne, pimiejsze: czy muZna buberowskie kategorie udnosic do zredukuwanych psy- 
chologicznie postaci z kr<;gu ..teatru absurdu" (rozszerzonego mtaj 0 utwory narracyj- 
ne wyraZnie ci'l4ce ku temu teatrowi)? Nie ryzykuj'lC odpowiedzi nazbyt jednoznacz- 
nej, przyznajmy sobie prawo do takiej proby, co z pewnosci'l nie bt;dzie naduiyciem, 
gdyz Buber mowi m. in. rowniez 0 tynl sanlynl procesie nieuchrOllllego urzeczowienia 
czlowieka (zanuanie Ty w To. wedlug nmego polskiego przekladu): 


9 Marhn Buber, Ja i 1)'. IT)'bor pism filo=QfiC=ll)'ch. Wybral, prze10zyll wstgJ naplsal Jan Dol-tm. 
Warszawa 1992, s. 39.
		

/td_Page_012_0001.djvu

			12 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / drama/ycznosc. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Jest ]ednak Vi'ZlllOSht rnelanchoIw naszego przeznaczema. ze wnaszym sW1ecle kazde 
Ty musi SI
 stae Ono. Nawet ]esli ]ego obecnosc w bezposredIl1eJ relacji byla v..'Yhtczna, 
z chwilllzakonczema oddZ131ywania lub skalama przezposredmctwo, stale Sl
 ono przed- 
Illiotem posr6d przedmiot6w, bye maze najbardziej dostojnym. lecz mima to jednym 
z nich, zmierzonym i zamkni
tym granicami lO 


Zastanawiaj4 slowa mowUtce 0 "skalaniu przez posrednictwo". A wittc "trzeci 
czlowiek", do ktorego nienml modlil sit; Jozio, w oczach Bubera jest posrednikiem ze 
wszech miar niepoz'ldanym. bo profanuj'lcym; ale tez opisywana przez niego relacja 
Ja- Ty jest w swej peh1i i autentycznosci biegunowym przeciwienstwem zafalszowanej 
od pocz'ltku relacji Jozio-Zosia. 
Buber ujmuje proces urzeczowienia jakby jednokierunkowo: Ja reifikujt; Ciebie. 
A Gombrowicz w Ferdl'dllrke niejaku dopuwiada: i Ja sanl jestem nieustannie reifIku- 
wany przez Ciebie. 


Zaprawd
, W SWleCle ducha odbywa SI
 gwalt permanentny [ n] 


- obwieszcza stylem biblijnego proroka. 
Buber i Gombrowicz ukazuj'ljakby dwa biegunytych sanlych zjawisk; pierwszy- 
biegun dodatni, drugi - biegun ujenmy. Obaj 8'1. oczywiscie, swiadomi istnienia prze- 
ciwleglego bieguna. ale swoj'l uwagt; skupiaj'l raczej na tym przez siebie wybranym. 
Oto jak np. Buber pisze 0 milooci poslugui'lc sit; tym sanlym slowem "mit;dzy", ktore 
w gombrowiczowskiej wykladni mechanizmow dzialaj'lcych w swiecle ludzkinl stalo 
sit; kategori'l kluczow'l: 


Nle ]estto przenosma leczrzeczywlstoSC: Imlosc me jest ZW1qzana z Ja wtakJ spos6b, 
by Ty rniala UWaZ3C tylko za "trest". za przednnot; ana istIl1eJe mif.lL"}' Ja i Tyll. 


to Tanri:e, s. 48-49 
II Tanri:e, s. 47.
		

/td_Page_013_0001.djvu

			1. GOMBROWICZ 


TEATR GOMBROWICZA 



.Dzielo Gombrowicza stwierdza na w.asn
 r
k
 to, co za- 
CZ}'Ila odkr}wac wspolczesna m}.sl - «smierc czlowieka» 
nast
puj
ca po «smierci BOgID). M}.sl wspolczesna W}Tszla 
poza okres redukcji tego co ludzkie do poziomu biologii 
i ekonomii (co bylo zamierzeniem poZ)'1)'Wizmu i marksi- 
zmu). Epistemologia Foucault, strukturalizm Le"i-Straus- 
sa, psychoanaliza Lacana, neomarksizm Althussera maj
 
jeden wspoluy mianownik - odrzucaj
 znaczenie swiado- 
mosci na rzecz podSw1.adomosci, kt0l	
			

/td_Page_014_0001.djvu

			14 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / drama/ycznosc. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


"Dranlatycznosc" Gombrowiczowska Jest, zdamem Blonskiego, inna od Szekspi- 
rowskiej czy Molierowskiej. Dr"z'lC "Gombrowiczowskie rozunuenie dranmtyczno- 
Sci" krytyk stwierdza: 


U Szekspira cz
sto nie wiemy, co wlaSciwie powoduje postaciami Ale nie mamy wq:tpli- 
wosci, ze one same wiedz:t, co robill... U Gornbrowicza rnoZ:na natorniast spostrzec cas 
jakby szczeg61nllloteri
. Do dzialania zdaje si
 popychac ludzi pozqdanie lub, szerzej, 
wewn
trzny proces, 1.-t6ry dla samych bohaterow nie jest bynajrrmiej czytelny. 


I konkluduje: 


Paradoksalme - najbardzteJ dramatyczna jest mdetemnnaCJa tych procesow. [no] Taka 
jest - pod p16rem GombroW1cza - »dramatycZIlosc« epoki Freuda 1 Nietzschego 4 . 


Rownie interesuj
ce dla nas jest Gombrowiczowskie rozlUllienie "teatralnosci". 
Rzecz ciekawa; w wypowledziach ROZewicza czy MroZka pOJt;cie to nabiera cz<;sto pe- 
jomtywnego zabarwienia - Gombrowicz natonllast nadaje mu z reguly walor dodatni. 
Czy moma mowic 0 "teatrze Gombrowicza", skoro spod pi6ra tego pisarza wy- 
szly zaledwie trzy sztuki teatrame, nie licz'lc niedokonczonej Historii? Z cal'lpewno- 
Sci'l moina, gdyz tworzyl on swoj teatr nie tylko we wsponmianych utworach dranla- 
tycznych, ale i w opowiadaniach, powieSciach przede wszystkinl w F erdrdllrke 
i Trans-Atlant)'kll - anawet w D
iennikll. W repertuarze teatramym znalazly sit; zresz- 
t'l adaptacje niektorych jego opowiadait (np. Zbrodni 
 premed)'tacjqJ, wszystkich po- 
wieSci jak rowniez D::iennika. 
o "iywiole teatru". przenikaj'lcym cal'l tworczosc Gombrowicza, pisal mz po jego 
smierci Konstanty Puzyna w zwit;zlym omowieniu, ktore z pewnosci'l trzeba zaliczyc 
do najcemiejszych: 


Zywiol teatru.. jali fascynuje Gombrowicza. t:1.\\ri [on] nie tylko w jego sztukach, ale 
i w prozie - bo t:1.\\ri w jego problematyce czlowieka. Jest to zywiol al-torstwa. zywiol gry 
- zawsze zbiorowej, zawsze mi
dzyludzkiej, zaVi'Sze opartej na bezustannym. napi
tym, 
czujnym kontakcie s . 


Dla Gombrowicza, jak dla Szekspira. teatrem byl caly swiat. Warto m przylOczyc 
stwierdzenie dotycz'lce Sillbll: "to sanla wyzwalaj'lca sit; teatramosc ismienia." (Dz 
VII, s. 87) W teatramosci dostrzegal wit;c inmlallentn'l cecht; ismienia. Andrzej Fal- 
kiewicz, krytyk, ktory w dzielo Gombrowicza wnikn'll bardzo glt;boko, okreslil te- 
atramosc jako "wrodzuny czlowiekowi sposob bycia"6. 
Brigitte Schultze i Jan Comad w rozprawie Afetateatr IHtolda GomhroU'ica 7 
pisz'l podobnie: 


4 Tanri:e, s. 258. 
S Pestka, [w:] Konstanty PuzynaBur:::lhm pogoda. Felietony teatralne, Warszawa 1971, s. 42. 
6 C::lowiek teatralny, "Dialog", 1988, nr 9, s. SH. 
7 "Patagoiic::ykw Berlillie" Tritold Gombrawic:: w oc::ach krytyki niemieckiej. Wybor i opracowanie 
Marek Zybura przy wspolpracy Izabeli Surynt. Krakow 2004, s. 430.
		

/td_Page_015_0001.djvu

			1. GOM BROWICZ 


15 


ldealnym rnedimn. uIllozliW1aJllcym "''Yfazeme przekonama 0 ..naturalnym al-torstwle" 
i teatralnym charal""terze ludzkiej egzystenCJl, Jest wedlug GombmWlcza dramat 1 teatL 
BOW1em wlasme tu mazna naJprosciej zamscenizowac dysl--u:rs dotyczqcy POJ
C kluczo- 
"''Ych takich jak "rola", "al-tor", ,;widz" etc. Tym samym dramaturgia Gombmwicza staje 
si
 rniemikiem conditio hU11lana, a takZe przestrzenill dla refleksji nad egzystencjalnll 
Sytuacjll czlowieka. 


Tu autorzy dodaj'l przypis zaczynaj'lcy Sit; take 


W tekstach Gombmwicza dajll si
 odnalcic efel-typoznawcze innych dyscyplinnaukowych 
[czyZby jego pisarstwo tral-rowali tilie jako dyscypli
 naukowq? - SO], np. psychologii 
psychologii gl
b1. filo2Ofii. a w szczegolnosCl antropologii spolecznej i socjologii teatru. 


Sanl Gombrowicz okreslal swoj teatr mianem "teatru idei". bardzo zdecydowmrie 
protestuj'lc przeciw l'lczeniu go z "teatrem absurdu"_ W 1965 r. pisal w liscie do Ste- 
fani Hunzinger: 


To nie jest teatr absurdu, lecz teatridei, l--t6ry narodz1l si
 daleko ad centrow kultu:ralnych 
i l-t6ry ""''YPIacowal sobie wlasne srodki Vi'Yfazll. Ta mania krytyki wrzucania nmie do 
wsp61nego worka z Ionesco i Beckettem Vi'Ydaje mi si
 na tyle szkodliwa. ze chcialbym 
przeclwko me] zapratestowac w prasle memieclaej8. 


Nie byl jednak "czlowiekiem teatru"; w wywiadzie przeprowadzonym przez Ar- 
lette Sayac 9 mowil: 


PorOVi'llU]1l mme do Ionesco i Becketta. W1em n . Gdy Vi'Ydawano mme w Niemczech, mu- 
sialem dodac w:zmiank
 z wyjasnieniem, ze swoje ksiqZl...i napisalem grubo przed nimi. 
KaZda epoka ma swoje wlasne tendencje duchowe. Beckett i Ionesco tworz:t sw6j teatr,ja 
tworz
 sw6j. Podobni jestesmy w sposobie tral-towania rzeczywistosci, w elementach, 
jakie jej podkradamy i z jakich konstruujemy nasze sztuki Jest we mnie peVi'lle pokre- 
wienstwo z Ionesco, tali sam spos6b dostrzegania w swiecie grateski i absurdum Napisa- 
lem tylko crn'le sztula teatralne [obecme G. pracu]e nad drugll ('! - SG), Operetkq]. Wol
 
powiesc; forma teatralna zbytwiele narzuca - jestprzyci
Zka. staraswiecka. malo ruchli 
wa. tak samo jak al-tor, l-t6ry moze wyrazic si
 tylko w lillie. 


Dek1arowal Sit; nawet jako wrog teatru, np. w rozmowie z Tadeuszem Nowakow- 
skinl dla Radia Woma Europa, przeprowadzonej 22 wrzesma 1963 r., a w jednym 
z ostatnich wywiadow mowil: 


[.n] nigdy nie chodz
 do teatru. Za to bardzo lubi
 kino i telewiLj
. Kino interesuje mnie 
znacznie bardziej niz teatr. (Dz XIV, s. 404) 


Swoj'l niech<;c a przynajnmiej brak zainteresowania dla teatru podkreslal wielo- 
kromie; twierdzil, ze poci'lga go wyl'lcznie fomla dranlatyczna. a trud nadania jej 
scenicznego ksztaltu pozostawIa innym: 


f>TarnZe. s.16. 
9 SpotkClllle w T"ence z ITitolde11l G011lbrawic=e11l, autore11l .,Kos11losu", [w:] D=iela, t. XIV leiria, 
s. 302. NasHame cyrary b
dll oznaczane sk:r6tem Dz oraz nmnerem tomu 1 strony.
		

/td_Page_016_0001.djvu

			16 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / drama/ycznosc. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Kiedy p1Sz
 me rnysle 0 sztuce: laedy komponu]
 dramat me rnysl
 0 teatrze. Nie ]estem 
zawodowym dramaturgIem. Mysl
 w spos6b bardzo prosty; troszc
 Sl
, aby to, co rno-wl
, 
nie nudz1lo czyte1nika i zeby mm bohaterovi'le byh dostateczme plastyczni - 0 me W1
Cej. 
Nie rno-wi
 sobie, ze pis
 dla teatru.. piSZI(, co chc
, i koniec. DramatrnogllPotem Vi'Ystawic 
alba nie, zadaniem reZysera b
dzie rn
zyc si
 nad inscenizacjll_ (Dz XIV: s. 403) 


W dalszej cz<;sci tej wypowiedzi czyni znanuenne wyznanie: 


W gruncie rzeczy rnysl
, ze jestem bardzo konserwatywny, i uwaiam. ze wszyst:1.ie rnoje 
dramaty napisane SIl wedlug dobrze znanych kanonow. Zawsze nasladuj
 fonn
 klasycz- 
illb ",rykorzystuj:,!-c form
 istniejllc:,!- daj
jej w1asill! trese. 


Trudno wi<;c przyplsac Gombrowiczowi zanliar rewolucjonizowania czy chocby tylko 
refomlOwania dranmtu i teatru. Przyjmuje on po prostu panuj'lce w teatrze konwencje. 
Dodajmy od razu. ze podobnie post<;puje MroZek, a zupeh1ie inaczej ROZewicz, ktory 
z inlpetem iscie WitkaCOWSkinl burzy zastane konwencje teatrame i dranmturgiczne. 
Przytoczone slowa 0 braku zainteresowania realizacj'l teatram'l trzeba jednak ze- 
stawic z uwaganli zanotowanynli partt.lat wczes.niej w D=ienniku w zwiqzku z prac4 
nad Operetkq: 


Teatr to rzecz zdradIiwa. kusi zwi
z}osci:t, 0 ilez latwiej zdawaloby si
, dobm:tc do koncaze 
sztuk:t, niZ z wie1ostronnicow:.tpowiesci:'1I Ale, gdy raz dasz si
 "'
c we wszystkie za- 
sadzki ttj fonny obrnierzlej - niepor
znej, sztywnej, przestarzalej - gdywyobraZnia poczuje 
si
 przywalona ci
Zarem ludzi na scenie, t'1 niezgrabnoscllt "pmwdziwego" czlowieka.. od 
l--t6rej trzeszcz:.t deski podlogi... gdy pojmiesz. ze trzeba ci ten ci
zar uskrzydlic, zamienic w 
znal. w bajk
. w sztuk
m ba. wtedy jedna za drugi,f wer
a idzie do krnza i ten drobiazg 
ki1koal-rowy zaczynanabrzrmewac rnieslllcann twojego zyCla. (Dz IX. s. 217) 


Tak sugestywnie przedstawial Gombrowicz silt; ci.,zenia nad jego dranlatopisar- 
stwem wizji scenicznej_ Znaj'lC plastycznosc i wizuah1'l konkretnosc jego wyobraZni, 
wyznanie to musinly uznac za w pelni wiarygodne. 
Jak Gombrowicz postrzegal fOmlt; dranmtyczn'l? Zastanawiaj'lC sit; nad fenome- 
nem Wyspiaitskiego notuwal w D
iennikll: 


Naturalme fonna dramatycznazawsze bywa obliczonana W1e1kosc - TO slec, l-t6r
 wszyst- 
ko co drobne si
 wymyka. Ale teZ jest pewne, ze tworcZ)' jest drobiazg, konkretny jest 
szczegol, nie zas rnonumentalizrny. (Dz VII, s. 243) 


A nieco wczesmej tak wspominal pocz'ltek pracy nad Sillbem: 


Zacz:.tlem szkicowac dramat Slub,juZwyrai:nie i, powiedzialbyru... bezwstydnie nastawia- 
jllc siebie na genialnosc, ce1ujllc w cos na rniar
 szczytow, na rniar
 Hamleta lub Fausta, 
w czym wYPoW1edz13lyby si
 me tylko bole epoki, ale i rodz:.tce Sl
 nowe odczuwame 
ludzkoscim JakZe latwe wydawaly rni si
 wie1kosc i genialnosc, latwiejsze bodaj od po- 
prawnosci, l-t6rej wymaga przeci
tnie dobry tekst [.n] (Dz VII, s. 222) 


FOffim dranmtyczna zatem, w rozunneniu Gombrowicza, moze sluZyc wyl4cznie 
probom przedstawienia calosciowej wizji swiata i losu ludzkiego, moze i powinna bye
		

/td_Page_017_0001.djvu

			1. GOM BROWICZ 


17 


wieik'l sunml'l filozoficZll'l i historiozoficzn'l. W opinii autora ffik'l sunml'l stal sit; 
Sillb. 0 jego wyj'ltkowym znaczeniu we wlasnej tworczosci pisal i mowil wielokrot- 
nie, anajdobimiej chyba w wywiadzie przeprowadzonym przez Piera Sallavio w listo- 
padzie 1968 r.: 


[n.] ]esh chodZ1 0 lUllleJ
tnOst pOW1edzema Vi'Szystlaego w]ednej tylko kSlqzce, dla IlUl1e 
najwainiejszym dzie1em pozostaje Slub. (Dz XlV, s. 399) 


Dodajmy od razu, ze nie wszyscy czytemicy i widzowie teatralni tt; autorsk'l oce- 
nt; podzielaj'l. CZ<;SC z nich najwyzej ceni 11l'onl,!; wynuenic m trzeba takZe Tadeusza 
Rozewicza, ktory wsponmial tt; sztukt; w panlit;tnej rozmowie z Czeslawem Milo- 
szem. 11l'ona miala rowniez rekordow'lliczbt; zagranicznych premier. Jeszcze in1l'l 
ocent; sfommlowal Kazinuerz Braun w rozmowach z ROZewiczem (Jl,!
-ki teall'll), 
ktory najwyzej stawial Operetkl,!, deprecjonuj'lc pozostale sztuki. 
Gombrowicza, Rozewicza i MroZka, podkreShny raz jeszcze. zdecydowmrie roini 
stosunek do awangardy teatramej, z ktor'l identyfikuje sit; tylko drugi z nich. Nato- 
nllast zarowno Gombrowicz jak i MroZek nie tylko neguj'ljej osi'lgnit;cia. ale S'l wrt;cz 
apologetanli teatramej "starzyzny". Czt;sto cytowane stwierdzenie Gombrowicza: 


Przewozic najal-tualniejszQ kontraband
 takimi landarami jak Trans-AtlCllltyk lub POJ7lO- 
grafia - to Illi odpowiada! 


... naleiy odnieSc rowniez do jego tworczosci dranlatopisarskiej. To poczucie dunlY 
z przewoienia ,,najaktuaffiiejszej kontrabandy takinu landaranu" trzeba tez koniecznie 
powiqzac z wyj'ltkowo jadowitynu uwaganu 0 awangardzie, jakie zanotowal Gumbro- 
wicz w D
iennikll we fragmencie poswit;conym rozrachunkowi z 20-leciem. (przy oka- 
zji nasuwa sit; pytanie czy sarkazm, z jakinl pisal wielokromie 0 roinych awangardach 
i eksperymentach teatramych MroZek, nie wyplywa z Gombrowiczowskiej inspiracji?) 
Chyba nie ma bardziej wyeksploatowanej "Iandary" jak operetka. Gombrowicz 
si<;gn'll po ni'l juz w pierwszej sztuce, ktorej tytul - 11l'ona, ksil,!::nicka Bllrgllnda 
... odsyla, oczywiscie, do operetki. Operetka najwyraZniej fascynowala autora od po- 
cZlltku, czego dowodem opowiadanie Tancer::: mecenasa Kraykmt'sldego, kt6re zaczy- 
na sitt. slowanri: 


Trzydziesty juZ i czwarty raz "''Ybralem si
 na przedstawienie operet:1.i "Ksi
Z:na Czar- 
doszka" [...]. (Dz I, s. 5) 


Przekrt;cenie tytulu operetki Kmrnana Ksie::nicka cardas
a, numo uprzedniego 
33-krotnego jej ogi'ldania, moze swiadczyc albo 0 t<;pocie bohatera, albo 0 jego du- 
Zym spoufaleniu z bohaterk'l. 
Miejsce akcjil1l'onr... palac krolewski - bylo wowczas. wpolowie lat30., postrze- 
gane jako scena operetkowa, na ktorej rozgrywaly sit; glownie milostki i intrygi; praw- 
dziw'lpolityk'l zajmowali sit; bowiem dyktatorzy. Warto wsponmiec kariert;, jak'l zro- 
bilo okreSlenie "operetkowy krol" albo "operetkowy wladca". Teatramy obszar ich 
panowania, ktorego centrunl zajmowala operetka. rozci'lgal sit; ud Kr61a Vb" Alfreda
		

/td_Page_018_0001.djvu

			18 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / drama/ycznosc. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Jarry' ego do, powiedzmy, Spiqcego ksiflcia Terence' a Rattigalla (popularnosc tej sztu- 
ki ukoronowala ekranizacja Laurence'a Oliviera z Marilyn Momoe w roli aktoreczki 
kabaretowej). 
W kaZdej z trzech sztuk Gombrowicza pojawia sit; dwor krolewski a przynajnmiej 
ksiq:i:t;cy. Jest to, Oczywiocle, czytema metafora swiata. ktorego hierarchiczny porZ'l- 
dek zalanmje sit; albo juz legl w gruzach. Jego odbudowa wydaje sit; autoro\vi tylez 
konieczna, co niemozliwa. 


Gombrowicz 0 Witkacym 
Zafascynowanie "Iandaranu" nie przeslonilo jednak Gombrmviczowi znaczenia 
teatramych dokonait Witkacego. 


Absurdalne dramaty Witkiewicza stanOw11l chyba jeden z najbardziej radykalnych 
eksperyment6w; dokonanych w teatrze 


- pisal w parostronicowym szkicu zatytulowanym Witkac)'. NajwaZniejszy l'lcznik 
tworczooci Witkacego ze wspolczesnosci'l widzial w demoniznue, przejmviaj'lcym sit; 
przede WSzystkinl w cynizmie intelektualliym i brutalnosci seksualliej (Dz XIV, s. 44). 
Dalsze wywudy rowniez wymagai'l doslownegu przytuczenia: 


Do tych dwoch potwomoSC1- L-ynizm intelel-ru.. brutalnosc seksu - dodajrny trzeeill: 
potwomosc absurdu. Bezsilny wobec bezsensu swiata. zrozpaczony, oburzony, dopro- 
"''3dza w sobie absurd do absurdu: jesli wszystko jest zwariowane, to i ja z siebie zrobi
 
Vi'3riata. taka b
dzie rnoja ludzka zemsta. rn6j ludzki protest. Tu Witkacy "''Ydaje si
 bli- 
slim l-uzynem Lautreamonta. Jarry' ego, i iIlllych wielkich blaznow naszej epoki. 
I Vi'Ieszcie czwarta potwornosc: rnetafizyki. [.n] Dojst do ...meszczu rnetafizyczne- 
go". "''YfYVi'3]llcego z codZ1ennoscl1 staw1aJllcego lStOt
 ludzkll w bezposredmej StyCZIlO- 
Scl z jej niedocieczonll ta]emmclln. [...J Ta rnetafizyka wszakZe me uwzmosla czloW1eka. 
ale go hanbi Czlowiek Witkacego jest pokracz:ny w swaim l-u:rczowym podniecaniu si
 
wlasnll otchlanill. Zimny sadyzm... z jakim ten autor tral-ruje dzieci swojej "''Yobrai:ni, nie 
folguje ani na chwil
, rnetafizyka jest dla niego orgill, l-t6rej si
 oddaje z za",'Zi
toscill 
wariata. 
Te demony nie Sll obce naszej terai:niejszoscim NienCls)'cenie jestrownie kategorycz- 
ne w swoim trzezwym szalenstwie, co inne bolesne utwory, Joyce'a, CeIine'a czy 
Lautreamonta. czy Kafu.l-tbre uchylily drzWl naJgorszym diablom epoki CzloW1ek dzi- 
siejszy rozpozna Sl
 w tym utworze, l-t6ry lat temu cZTerdztescl byl pIsany, przyznaJrny, 
troszk
 puur epater les bourgeois. Dzis juz nil-t si
 nie zgorszy, natomiast tym silniej 
wnas uderzy istotna przedziwnosc tego teatrum te wampirzyce rozbebeszone... ci artysci, 
oficerowie, intelektualisci, skornlllCY, WyjIlCY, rozpieklenim (s. 45)
		

/td_Page_019_0001.djvu

			1. GOM BROWICZ 


19 


IWONA KS/fZNlCZKA BURGUNDA, 
CZYU "ROZMOWA Z KAMIENIEM" 


[...J Iwona bardziej jest rodem z biologi
 nii: z socjo- 
logii. 10 


Iwona, ktora si
 nie a nie nie starzeje... ll 


[...J oto pierwsza i najbardziej Ocz}'W1.sta teza Gom- 
browiczowskiej ontologii i antropologii; wszystko na t)'1Il 
(na ktorym?) swiecie domaga si
 jakiegos dopelnienia: 
ludzie i rzeczy okreslaj
 si
 poprzez swoje odniesienia, 
nie nie jest osobno, wszystko bierze udzialw nieprzerwa- 
nej d}'Skusji, z ktorej W}'tania si
 sens. 12 


Zwrocmy uwag
, ze mot)'W zs.LOkowanego spojrze- 
nia outsidera na obc
 illn calosc symboliczno-spoleczn
, 
na obc
 illn w calosci przestrzen symboliczllo-spoleczWl, 
powtarza si
 u Gombrowicza wielokrotnie, we wszystkich 
prawie opowiadaniach Pamifillika, a takZe w innych tek- 
stach polskiego okresu, przede wszystkim w Iwonie. ksir=- 
niczce Burgunda. 13 


W artykule Heinricha Kunsllilanna 0 ..l1l'Onie, ksie::nicce Bllrgllnda" Gombro- 
. 14 ytan 
1I'ZC=a CZ lY: 


[wona Jest Lon] uperson(fikowWl)'11l milc::ellie11l przec1wko frazesoW1. Utwor Gom- 
broW1cza "''Yfaia ponadto (co tu podda]e S1((. pod dysl-us]ti) - moze 1 meswmdomle, 
w kaidym r3Z1e zdumle\\'a]IlCo wczesme - pe\\'lle poglqdy i refleks]e styczne z kaTegona- 
mi nowoczesnej psychologii. Bez trudu moZna by wypreparowac z Iwony istotne cechy 
odpowiadajllce odkryciom psycho- i socjomamy. Rozmaite, wywiedzione z doswiadcze- 
nia twierdzenia socjometrii czy dynamiki grup znajdujll potwierdzenie w tym tragiko 
micznym studimn zachowaD. w obr
bie krolewsko-filisterskiej grupy spolecznej. WlaSnie 
w swietle opozycyjnej postawy postaci tytuIowej wielce zysl-lljll na wadze psychologicz- 
ne kategorie kontal-tu. dystansu lub izolacji sprzeciwu lub teZ i obrony. 


Zacz'llem od przytoczenia opinii niemieckiego krytyka. gdyz ta sztuka Gombro- 
wicza od dawna jest przednliotem zainteresowania roinojt;zycznych widowni teatral- 
nych. 


to Witold Gombrowicz, D=iela, t. X, s. 40. 
II Jan Blonski FOJ7lla, s11liech i r=ec-=t' ostateC::lle, s. 253. 
12 Michal Pawe1 Markowski, C'::ann: nurt. Gombrowic::, swiat, literahlrCl, Krakow 2004, s. 92. 
13 Ewa Graczyk, Pr=eclwybuche11l 
str=qsnqc. 0 tWOrc-=OScl ITitolda G011lbrowic::a w okresie mif.cL"}'- 
wojellll)'11l. Gdallsk 2004, s. 26. 
14 "Patagoiicg'kwBerlillie". ITitold Gombrawic::w oc::ach krytyki nie11lieckiej, s. 118.
		

/td_Page_020_0001.djvu

			20 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / drama/ycznosc. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Mit;dzynarodowa kariera 11l'onr trwa nieprzerwanJe od konca lat 60. W nastt;p- 
nych dwoch dekadach wystawiana byla kilkadziesi'lt razy w teatrach niemieckojt;- 
zycznych, a liczba ta zostala z pewnosci'l co najnmiej podwojona na innych obszarach 
jt;zykowych 15. Izabela Surynt i Marek Zybura pisz'b ze 11l'ona 


stala Sl
 [.n] kultO"w:.t sztuk:tmemleclaego pokolema '681 awansowala do rangI na]cz
- 
sciej "''Ystawianego dramatu Gombmwicza wteatrach niemieckoj
zycznych> 1.-t6r:t to po- 
zycj
 zachnwuje do dziS 16 . 


A nieustaj'lce zainteresowanie wyjaSniaj'l nast<;puj'lCO, powornj'lC sit; na opinie nie- 
mieckich interpretatorow: 


Utrzymujllcll si
 Vi'Ci&i: w latach 90. supremacj
I11'o1iY [no] tlumaczyc rnoZ:na tylez jej 
"kompatybilnoscill z zasadniczym. filozoficznym niemal, tematem niemieckiego teatru 
owej dekady: problematyzacjll relagi rni
dzy spoleczenstwern a jednostk::{', co okolicz- 
noscill, ze tekst ten, latwiej zapewne aniZeli inne teksty pisarza. pozwalal si
 reZyserom. 
k:rytykom 1 czyrelnikoIDrwidzom zawsze "W}llsywac w coraz to iIllle komeksty mterprem- 
cyjne, czy to literackie (np. szekspirowsli dramat kr6Jewski, tean- absurdu, paralela 
Biichner -Gombrowicz), czy generalnie socjologiczne, dlakt6rych haslami "''Ywolawczy- 
Illi by)y poj
cia-etykietki np. "feudanzmu przemyslowego", "drobnomieszczallstwa" cry 
,,spoleczenstwa rnultiopcyjnego"17 


Moina chyba zaryzykowac stwierdzenie. ze 11l'ona poddaje sit; kaZdej interpreta- 
cji, peml'lC jakby funkcjt; lustra, w ktorym wszyscy mog'l sit; przegl'ldac. JeSli tak, to 
trac'l wszelki sens spory 0 poszczegome interpretacje, gdyz uczestnicy tych sporow 
mowi'l tylko 0 tym, co sanu wi	
			

/td_Page_021_0001.djvu

			1. GOM BROWICZ 


21 


czyms jeszcze me r6wnym Ilune: rno]e odr6zmeme ad mega 1 IllOJa re1aCJa wzgl
dem 
niego nie SIl .wtedy ]eszcze czloW1ecze. Wtedy bOW1em me rno-wl
 do mega, lecz 0 rum. 


PoniewaZ proba zagadnit;cia Iwony spotkala sit; z jej upartym milczeniem, Ksi
 
ostentacyjnie wyraia sit; 0 niej jak 0 przednuocie. dokonuje jej urzeczowIenia: 


KSIA-.Z:e Cyrylu. daj Jlltu - la6I Sl
 zgadza! (s. 21) 


Na pocz'ltku II aktu wydaje Cyrylowi polecenie: 


PosadZ]ll llita].ls. 23) 


A Cyryl mowi 0 Iwonie, jakby byla jakinlS cit;Zkinl bagaZem: 


Ale to zupelnie co iIlllego rnaly zarcik na smeZym pnwietrzu, a co iIlllego taszczyc jll tu, 
do rnieszkania. (s. 24) 


Jednak gra, jalq prowadzi KSklZ<;, jest znacznie subtemiejsza i perfidniejsza; raz 
traktuje I wont; jak martwy przednuot, innym razem jak robaka; ale naprawdt; potrze- 
buje jej jako zdegradowanej istoty ludzkiej, jako ,,kogos duzo gorszego", z kinl moma 
konfrontowac sit;, zeby zyskac rozkoszne poczucie wlasnej "Iepszosci": 


Widocznie. zebypoznac sWQ lepszosc, trzeba "''Yllalezc soble kogos duzo gorszego. Bye 
nominalnym ksit;Clem, to jest nie - bye istotnym kSl
clem. to rozrnmem 


- mowi (s. 24/25). 
Ostatnie slowa Ksit;cia ujawniaj'l pragnienie przywrocenia hierarchii spolecznej 
opartej 0 jakieS niedyskusyjne i niepodwaZame kryteriunl podzialu ludzi na istoty "Iep- 
sze" i "gorsze", wyzsze i nizsze. Kiedys istnialo takie jasne kryteriunl (urodzenia), ale, 
jak panlit;tamy, zustalo zdruzgotane przez rewolucjt; francusk'l i zast'lpione utupijny- 
mi idealanli wolnosci, rownooci i braterstwa. Porewolucyjny porZ'ldek swiata tolero- 
wal tylko ksi"z'lt nominamych. I oto (w latach mit;dzywojennych) zacz'll sit; wlasnie 
wylaniac nowy porZ'ldek, oparty na rownie prostym jak tamten przedrewolucyjny i - 
co szczegomie podkreSlano - rownie naturamym podzmle na nadludzi i podludzi. 
To jedna z dose oczywistych mozliwosci interpretacji sztuki Gombrowicza. 


"Demoniczne milczenie" Iwony 
Czy Iwona jest demoniczna? W potocznym rozunueniu tego slowa Jest jak najdal- 
sza od demonicznosci. witt.cej: moze nawet uchodzic za zaprzeczenie demonizmu. 
Taka "cinlcirymci". A jednak... Kierkegaard za przejaw demonicznosci uwaial her- 
metyczne zan1knit;cie iniech<;c do komunikacji 19 , ate cechy Iwona posiada wnajwyz- 
szym stopniu. Zagrozenie, Jakie ona stanowi dla dworu. moma scharakteryzowac slo- 
wanu Markowskiego: 


19 Opieram si
 tu na ""''Ywodach Michala Pawla Markowsliego zawartych w ksiqice C'=ClJ71Y nwt. 
Gombrawic=. swiat. literatllra, Krakow 2004, s. 70-72.
		

/td_Page_022_0001.djvu

			22 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / droma/ycznosc. Gambrow/cz - R6zew/cz - Mrozek 


W sW1ee1e eodztennyeh relaCJ1, poddanyeh regulom powszeelmej komunikaCJi, me ma 
m1ejsea na medostgJnll demonieZIlIl osobnosc, alboW1em burzylaby ona stabilny hory- 
zont oczek:1wan, okreslajllCY kaZde zdarzeme. Nie W1
e dztvi'llego, ze nagle "'rtargm
eie 
hennetyeZIlej samowsobnosci rozrywa rutynowe relacje wewnlltrz swiata i wystawia smat 
na dzialanie demon6w
0. 


Demonow przychodz'lcych wprost z piekla, gdyz,jakpisze Kierkegaard w Boja:: 
ni i dr::enill: ,,JVIilczenie jest zasa	
			

/td_Page_023_0001.djvu

			1. GOMBROWICZ 23 


Obcosc Iwony uniemozliwiaj'lca zawi'fZanie relacji ".Ja- Ty" 
Znanuenne S'l klopoty Krolowej ze znalezieniem odpowiedniej fomlY, w ktorej 
moglaby sit; zwracac do Iwony: 


Smakowalo? Co - smakowalo? Prawda? Najadla si
 dziecina? (usmiecha sif; calujqc 
Iwone.J (s. 43); C02 tal? Nie mamy apetytu? 0, to nie1adnie. C02 teraz b
dziemy robili? 
Co? C02 b
dziemy robiIi? (s. 44); Talie to niesmialem Takie rnilutkie, ciche. Trzeba by 
tylko maze, zeby ad czasu do czasu si
 odezwalo. (do 111'011):) Zebys ad czasu do czasu si
 
odezwala. ptaszyno. To nietrudno. Trzeba czasem cas powiedziec. dziecinko - tego v..'Y- 
maga przyzwmtosc. e1ementarna przyzwmtosc. Nie chcesz chyba bye meprZYZw01tam 
Co? No, W1
C cozterazpoczmemy? Czym Sl
Za]mlemy? Co? 


Krolowa w kolejnych kwestiach, a nawet w obrt;bie jednej kwestii, zwracai'lc sit; 
do Iwony zmienia fomlY granlatyczne: ona. my, ty. to. Ci
le niepowodzenia nawiqza- 
nia relacji z ni'l sprawiaj'l, ze wszyscy S'l tylko "wobec niej" (s. 55). 


Etykieta dworska, konwenans 
Iwona stwarza zagrozenie, gdyz ignoruie wszelk'l etykiet
 i konwenans, ktore ca- 
lej zhierarchizowanej spolecznosci daj'l (zludne) poczucie bezpieczenstwa. Pierwsza 
sztuka Gombrowicza pokazuje jeszcze konwenans jako parawan, za kt6rym czlowiek 
moze ukrywac swoje wstydliwe sekrety i wady; swoje sztuczne zt;by czy sztuczny 
biust, ale takze swoj'l zbrodnit; POpelniOll'l w mlodosci - a wit;c z'ldanie usunit;cia 
tego parawanu moze miee za sob'l racje morame. Sillb bt;dzie natonuast prob'l odbu- 
dowania konwenansu, ktory znow - po doswiadczeniach wojny - zacz'll bye postrze- 
gany jako fomm sanlOobrony przed agresj'l drugiego czlowieka. 


".Jej kaidy moze dotkn'lc!" 
Etykieta dworska. konwenans uniemozliwiaj'l ..dotknit;cie", stwarzaj'lc mi<;dzy 
ludzmi fizyczny dystans_ Iwona, ignoruj'lc konwenans, nieswiadomie wszystkich 
z niego wyzwolila - rozp<;tala zywioly instynktow i 4dz, ktore on uwit;zil. Konwe- 
nans (etykieta) jest kagaitcem, ktory swiadomie(?) zaloiyl sobie czlowiek-zwierzt;. 
,,Zakaz jest kultUf'l" - napisal arcytrafuie Jan Blonsk? W sztuce Gombrowicza punk- 
tem wyjocia procesu destrukcjikonwenansu jest stwierdzenie Ksit;cia: ,,Z niJlna wszyst- 
ko moma sobie pozwolic." Te slowa, wypowiedziane "poufuie" do Krola, wywoluj'l 
poploch adresata. ktory przywoluje na pomoc Szanlbelana, a wit;c urzt;dowego obron- 
Ct; etykiety: 


Co? co? Na wszystko? Ja sobie nanic nie pozwalam. Czego chcesz ode nmie? Szambe1a- 
nie... (cola sif.) (s. 55) 


Ale Szanlbelan rowniez czuje sit; zagrozony destrukcyjnym "dotknit;ciem": 


KsiqZ
.jezeli ksiqZ
 mnie dotknie, to jam 



 FOJ7Ila, smiech i r.::ec.:y ostatec=ne, s. 125.
		

/td_Page_024_0001.djvu

			24 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / droma/ycznosc. Gambrow/cz - R6zew/cz - Mrozek 


Iwona natonllast jest zupelnie pozbawiona oslony konwenansu. KSk1Z<; mowi 0 tym 
- w dalszym ci'lgu "poufuie" - Krolowi, ktorego reakcja warta jest wnikliwej uwagi: 


KSIP,Z1j (pouf11ie) 
Do niej kaidy maze si
 zbliiyc. Za wlosy zlapac. Za ucho! 
KR6L (11ogle) 
Ha, ha. ha! (11lillmie Z{[Wst)'cl=ony) Te... tego... Hm.. 


Powkladajmy najpierw we wlaSciwe miejsca przemieszane wczesniej puzzle; cy- 
towana uprzednio kwestia Szanlbelana pada wlasnie teraz. Destrukcyjne "dotknit;cie" 
KsiqZ<; interpremje jako niewinilll infantyln'l zabawt; ("Za wlosy zlapac. Za ucho!"), 
najwyraZniej wywornj'lC w ten sposob u Krola wsponmienie dziecinstwa, nieskrt;po- 
wanego jeszcze etykiet'l. Szanlbelan, ktory jest wrt;cz personifikacj'l konwenansu, 
panicznie boi sit; takiego - wtr'lcaj'lcego w infamylizm - dotknit;cia. Ale i Krol szyb- 
ko ,,111ilknie zawstydzony", przypominaj'lc sobie zapewne, ze stanowi sanl szczyt hie- 
rarchicznej i hieratycznej konstrukcji zbudowanej na fundanlencie konwenansu. Szcze- 
lina w fundanlencie, ktora powstala za spraw'l Iwony, jest tym niebezpieczniejsza, ze 
przeswimje przez ni'l idylliczna kraina dzieciitstwa, kusz'lca ulatwienianll Zycia. 


"Latwos
" 
- to bt;dzie kluczowe slowo w nastt;pnych kilku kwestiach Ksit;cia. Zycie stalo sit; 
latwe, bo ubalone zostaly zakazy i nakazy. "W szystku molna!", "W szystko womu!" 
- wykrzykuje zachwycony KSklZ<;. ,,Ach. jak latwo!" - powtorzy dwukromie i doda 
jeszcze: ,,znowu odzyskalem latwosc!". 
W nast<;pnej kwestii Ksit;cia pojawia sit;juz ton cyniczny, ktorego noSnikiem jest 
zmiana jednej drobnej cZ'lstki wyrazu - zmiana przedrostka czasownika ("odzyskac" 
na"wyzyskac"): 


[no] postanowilem "''YZYskac peWlllllatwosc, 1.-tma nagle zapanowala w naturze dzi
ki 
tobie... 


Zastanawiaj'lce jest m rowniez slowo ,,natura", do ktorego trzeba bt;dzie jeszcze 
wrocic. Na razie skupmy uwagt; na tej fascynuj'lcej Ksit;cia "latwoSci" obcowania z 
IWOilll. wynikaj'lcej z odrzucenia konwenansu. W dwoch pierwszych aktach sztuki wszy- 
scy podejmowali proby unueszczenia I wony w swiecie rZ'ldzonym przez konwenans. 
Bywal on wprawdzie lanlanY - niekiedy drastycznie (KrOll Szanlbelan wsponrinaj'l 
wspomy gwalt na szwaczce, ktora pozniej popelnila sanlObojstwo - s. 4'1) - ale nigdy 
dot'ld nie zostal po prosm zignorowany i uniewaZniony. Konwenans bez w'ltpienia krt;- 
puje i utrudnia Zycie, ktore bez niego staje sit; zdunuewaj'lco latwe i... smiertemie nie- 
bezpieczne. Ksiq:i:t; moze np. powiedziee z cai'l prostot'l. lekkoSci'l i otwartoSci'l: 


Iwono, rnusz
 poczynic ci pewne zwierzenia. WlaSnie przed chwilllzdradzilem ci
 z Iz'1. 
Przestajesz bye rnojll narzecz0ill!. Przykro Illi, ale nie na to nie rnog(( poradzic. Nie masz 
sex appealu, l-t6ry Iza posiada W "''Ysokim stopniu. Nie rniej do nmie mazy, ze zawiada- 
rniam ci
 w ten spos6b, tal lekko, ale postanowilem "''YZYskac peWlllllatwosc, kt6ra na- 
gle zapanowala wnaturze dzi
ki tobie... dzi
ki tobie, skarbie. (s. 57)
		

/td_Page_025_0001.djvu

			1. GOM BROWICZ 


25 


Zwroty: "pOCzynic zwierzenia", "przykro mi", ,,nie miej do nmie urazy" Sq. Oczy- 
wiscie, czysto konwencjoname, ale w tym wypadku nie lagodz'l drastycznosci "zwie- 
rzenia", lecz raczej j'l wyostrzaj'l. Ksiq:i:t; posluguje sit; ninli z nieukrywaJl'l irom... 
ktor'l naS'lcza rowniez slowo z jt;zyka zakochanych - "skarbie". W relacji z IZI} Ksiq:i:t; 
natycmniast odbudowuje zrujnowany konwenans; np. caluJ'lC j'l w rt;kt; mowi: 


0, kaZdy tak:1 gest uzelraWIa. (s. 58') 


"kwestia zmiany tORU" 
Ksiq:i:t;: 


Zmienilem ton i zaraz wszystko si
 zmienilo! (s. 58) 


I mow pojawia si
 slowo "Iatwo" w wypowiedzi Ksi
cia: 


Szalenie latwo zerwac lq.cznosc z czlowiekiem.jest to przede wszyst:1.im l,\'est1a zmiany 
tonn. (s 59) 


W swiecie, ktorym rZ'ldzi konwenans, nie ismiej'l mi<;dzy ludzmi wit;zi uczucio- 
we. "L'lcznosc" z drugim czlowiekiem zostaje nawiqzana (Iub zerwalla) przy pomocy 
rytuamego gesm lub zmiany tonu. Poniewaz byloby to jednak przy oslabieniu wit;zi 
uczuciowych mit;dzy lud:hni - zbyt latwe. trzeba bylo stworzyc sZlUczne wit;zy kon- 
wenansu, zapewniaj'lce jalq ffik'l trwalosc i spoistosc struktury spolecznej. Zjawienie 
sit; Iwony, wprowadzaj'lce "latwosc" w stosunkach mi<;dzy ludzmi poprzez zerwmlle 
p<;t konwenansu, etykiety, stanowi smierteme zagrozenie dla owej struktury. Nie nm 
rady; trzeba zabic I wont;, korzystaj'lc z owej "latwooci": 


Tak:t cherlaczk
zabic bardzo latwo. ana sarna Sl
 0 to proS1 (s. 61) 


- mowi Ksiq:i:t;. 
Gombrowiczowi przypisujemy prekursorstwo w wielu dziedzinach; sanl przypo- 
nllnal w tytule jednego z tekstow publicystycznych: Bylem pienl's
'm struktllralistq. 
Moze naleiy uznac go takZe za prekursora wiktymologii, bior'lc pod uwagt; chocby 
reakCJt; Cyryla na przytoczone slowa Ksit;cia: 


Do czego ana cleme me zmusza m laJdaczka! 


A wczesmej jeszcze Ksi
 tak uskarial przyszll} ofiart;: 


Ty samanie lubisz siebie i jestes swaim Vi'TOgiem. dlatego wszyst:1.ich podswiadomie pro- 
wokujesz i judzisz przeciwko sobie, dlatego z tobll kaid). czuje si
 zbOjem i lotrem. 
(s.58) 


To oskarZenie trzeba potraktowac z cal'l powag'l i odczytac w ninl nieslychanie 
przenikliw'l diagnozt; psychologiczn'l czy nawet psychoanalityczn'l (w tt; stront; kiem- 
je nas slowo "podswiadomie"). Autor powiedzial cos bardzo istomego 0 najtrudniej
		

/td_Page_026_0001.djvu

			26 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / droma/ycznosc. Gambrow/cz - R6zew/cz - Mrozek 


uchwytnych przyczynach mi<;dzyludzkich antypatii i wrogosci, ktore rodz'l sit; (po- 
dobnie jak milosc, a przynajnmiej sympatia) od tzw. pierwszego wejrzenia i nie pod- 
daj'l sit;juz weryfikacji. Gombrowicz odkrywa m fenomen "czlowieka toksycznego", 
ktory w ludziach z ninl obcui'lcych budzi demony, jakich w sobie nawet nie podejrze- 
wali. 


"Utrudniam" 
OczywiScie, slowa "latwy", "rutwosc", "ulatwienie" musialy natychmiast przyci&- 
gll'lC (ta zasada przyci'lgania sit; ladunkow dodamich i ujenmych dziala w swiecie 
Gombrowicza z bezwzgl<;dnosci'lprawa fIzyki) swoje antonimy: "trudny", "trudnosc", 
"utrudnienie". "Utrudnianl" - mowi w pewnej chwili Szanlbelan, wyjasniaj'lc KrOlo- 
wi sens swoich pozomie bezsensownych czynnosci: 


KR6L 
Utrudniasz? 
SZAMBELAN 
Siadanie na przyklad. Trudniej usiQsc, gdy fote! tal st01. (smiejesie.J MoZ:na si:tsc obok.. 
KR6L 
Szambe1ame, po co te pest:1.i podrzucasz? 
SZAMBELAN 
<-llodzenie utrudniam. (s. 66/67) 


Etykieta dworska utrudniala wszystko: chodzenie, siadanie, rozmowt;,jedzenie... 
Najprostsze czymlOsci przeksztalcala w tru	
			

/td_Page_027_0001.djvu

			1. GOM BROWICZ 


27 


Iwona reprezentuje naturf 
Dlatego nie chroni jej konwenans, ktory jest wytworem kultury. Juz wczesniej 
KsiqZ<; porownywal j'l do robaka (s. 24) czy glisty (s. 30), kwestionuj'lc jej zdomosc 
odczuwania po ludzku. (Trzeba tu pudkreSlic, ze Gumbrowicz nasZ'l uczuciowosc uwaZa 
za wytwor kultury; przy czym, w zgodzie z nowymi kierunkanu psychologii, uczuc nie 
unueszcza we wnt;trzu czlowieka. lecz mifdzy ludzmi, sprowadzaj'lc je do interak- 
cji 13 ). Warto przytoczyc jeszcze slowa Szanlbelana. mowi'lcego "z niesmakiem" 0 tej 
niezdomusci Iwony: 


Powiedzialbym, ze nawet bac si
 nie potrafi. Niel-tme z dam dworu bojll si
 cudnwnie 
- z wdzi
kiern> z pikanterill- a ta tal jakos na golo. (z nieS11lClkie11l) Na golasa! (s. 48) 


Smutek natury 
S'l dwa. skrajnie odnuenne, spojrzenia czlowieka na przyrodt;; jedno dostrzega 
w niej niewyczerpane :hodlo radosci (w spiewie ptakow, cykaniu swierszczy, knmka- 
niu zab, szelescie lisci, szunne potok6w, uroku wschodow i zachodow slonca itd.), 
drugie odkrywa bezbrzeiny smutek natury. To drugie spojrzenie w wiekuXX zdaje sit; 
niepodziemie donllnowac w literaturze pod wplywem odkryc antropologow. ktore zna- 
lazly sw'l najbardziej lapidamll syntezt; w tytule, wydanego na pocz'ltku II polowy 
tamtego smlecia, dziela Claude' a Levi-Straussa Smlltek tropiko1l'. Ale juz na przelo- 
mie XIX i XX wieku na wlasn'lrt;kt; "smutek tropikow" odkrywal np. Joseph Comad. 
Szczegomy wplyw na zmiant; stosunku du natury w naszej literaturze pierwszych dzie- 
sit;cioleciXX W. wywarly niew'ltpliwie wyprawy 1 dziela Bronislawa Malinowskiego. 
Jego wspo1towarzyszem w jednej z wypraw byl Witkacy, co przypomina w niezwykle 
wyrafinowanej aluzji Mrozek w sztuce Pies:.:o, w ktorej Superiusz- Witkacy wchodzi 
na scent; maJ'lc 


Na jednej nodze e1egancki, z61ty but sznurowany aZ do kalana (w takich butach udawali 
si
 Europejczycy do Afryki, lub brali udzial w"''Yscigach automobi16w w latach dwu- 
dziestych tego stulecia), druga noga nwini
ta grubymi szmatami 24 . 


Ale to bardzo odlegle echo literackie. Prawie pol wieku wczeSniej dalo sit; ono 
uslyszeC w debiutanckich opowiadaniach Gombrowicza z tonm Pamietnik :.: okresll 
dojr:.:e\t'ania. W jednym z nich (D:.:ie\t'ict\t'ie) wypusaiyl nawet buhatera w iyciorys 
przypominaj'lcy koleje iycia Comada. Ow bohater. narzeczony ubOstwianej przez sie- 
bie Alicji, tak wspomina egzotyczne dziewcz<;ta: 


Uderzylo go. ze tamte]sze dztewlce. me ma]llc spodmcy am bluzkJ. cale S'1na W1eIZChu. 
[n] 
- Ty Mom - Buaro - rnaw131 do JedneJ Murzynl."'l - ty gala... me numemc Sl
m czama, 
"''Yszczerzona, grotesknwa - ty nie rnozesz poj:tc tego boskiego zaZennwania niewinno- 
sci, spowitej materill, kt6ra l
kliwie odwraca glow
. (Dz I, s. 87) 



3 Por. np. uwagi na ten temat Maurice' aMerleau-Ponty'ego w eseju Film i n011'Cl psychologia (Estef)'- 
kCl i.film, Warszawa 1972, s. 190). 
24 "Dialog" 1980, ill 8.
		

/td_Page_028_0001.djvu

			28 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / droma/ycznosc. Gambrow/cz - R6zew/cz - Mrozek 


Tak oto zostal sfommlowany problem nagosci i stroju, ktory przewijal sit; b<;dzie 
przez cal'l tworczosc Gombrowicza. Trudno nie zwrocic uwagi, ze podobnie postrze- 
gal Szanlbelan I wont;, ktora nie potrafila bac sit; z wdzit;kiem i swoj strach ukazywala 
,.,na gold', ,.,na golasa". 
Iwona przeiywa tylko uczucia negatywne; strach, smutek. Doswiadczyla, zdaje 
sit;, takZe poz'ldania, co natycmniast zauwaiyl Cyryl (s. 30). Niezdoma jest natomiast 
do przeiywaniaradooci, do usmiechu. Sk'ld sit; bierze jej smutek, bezwomosc, apatia? 
Iwona wydaje sit; sparalizowana swiadomuoci'l biulogicznego detemunizmu, ktory 
zan1krujl czlowieka w blt;dnym kole cyklicznej powtarzamooci procesow zacho	
			

/td_Page_029_0001.djvu

			1. GOM BROWICZ 


29 


wania, przymilnosci, pozy, kokieterii, gry. To ostatnie slowo wynmga szczegomego 
zaakcentowania. Iwona jest organicznie niezdoma do podjt;cia jakiejkolwiek gry, kto- 
ra w swiecie Gombrowicza nabiera patetycznego wymiaru losu czlowieka: Zycie to 
gra a czlowiek tu aktor. 
PoniewaZ te stwierdzenia zbanalizowmy si
, trzeba je "odswieZyc", uswiadanlia- 
j'lC sobie, czym byloby Zycie bez gry i kinl bylby czlowiek odrzucaj'lcy jakikolwiek 
kanluflaZ rZ'l	
			

/td_Page_030_0001.djvu

			30 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / drama/ycznosc. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


- ..Jak to jest" - pyta w ]ak:Jms IllleJSCU pana bohater - ..ze dwo]e doroslych ludzt 
odrzuca raptem fonn
 i godzi Sl(i na ZYWlO}, Ict6ry lch upokarzaT I W W1ele stron dale] 
otrzymu]e rozbra]aJllcll W SWeJ prostocie odpoW1edZ: "T a k to jest! C'est la vle!".. 
- Jest to dialog Pierwszej Reakcji z Przyzwyczajeniem. Pierwsza Reakcja adkTywa 
istot
 rzeczy i jest bolesna. Przyzwyczajenie usmierza b61 i na po-w:rot zakrywa problem. 
Czlnwiek dojrzewajllc, nie rozwillZUje sprzecZIlosci, jakie napotyka w punkcie v;')'jscia, 
lecz jedynie uodpamia si
 na ich jad. 


"Zywiol, ktory upokarza" - czy nie to mial na mysli KSlqZt; mowi'lc 0 "dzikich 
pretensjach natury"? 


Naga uczuciowosc Iwony 
Niewrazliwosc uczuciowa wielu bohaterow GombrowlCza jest problemem intry- 
guj'lcym. WsrOdnich Iwona zdaje sit; bye wyj'ltkiem. Nowa psychologia. stwierdzaj'l- 
cakategorycznie: 


[no] emocja nie jest :fal-tem wewn
trznym i psychicznym. ale zmianll naszych stosunk6w 
z iIlllym i ze swiatern, czytelrnt w naszej cie1esnej postawie [...p2 


zdaje sitt. uchylac dociekania na tenmt autentycznosci llCZUC, szczerosci wyzn.ali, we- 
wnt;trznej prawdy przeiycia itp. Na plan pierwszy wysuwa sit; kwestia "czytemosci" 
zachowall n13.Difestuj
cych "zmian
 naszych stosunkow z innynl i ze 8wiatem"; a wi
c 
przyj<;tych spolecznie kodow. I wona jest wSrod bohaterow Gombrowicza pOstaC1'l ana- 
chroniczn'l, bo jej emocje S'l wyl'lcznie faktanu wewn<;trznymi i psychicznymi, kto- 
rych nie zanlierza w zaden sposob komunikowac; a jeSli juz je ujawnia. to numowied- 
nie i z ponrinit;ciem akceptowanych przez konwenans kodow. 
Cyryl mowi w pewnej chwili du Ksit;cia: 


A to dopiero... Przeeie ona eiebie... wehlania oezarni.. Nami
tnie! Nami
tnie, psiakrew! 
Ona si
 dobiera do eiebie... tak po swojernu... Ona do eiebie! Do eiebie! Uwaiaj - jej 
slabowitosc jest nami
tna, pozqdliwajak wszyscy diabli! (s. 30) 


Cyryl, w najwyzszym stopniu zdunliony nanlit;tn'lpoufalosci'l spojrzenia. ktorym 
I wona sci'lga Ksit;cia do swojego poziomu, przede wszystkinl przywraca wlasciwy - a 
wit;c nieprzekraczamy - dysians mi<;dzy niau, powtarzaj'lc jak magiczn'l fommlt;: "Ona 
do ciebie!" (zwrocmy uwagt; na skokowo wznoSZ'lC'l sit; intonacjt; w tej fommle). 
KSklZ<;, wywindowany przez Cyryla na wlasciw'l wysokosc, moze tylko wyrazic obu- 
rzenie; ale daj'lc sit; nadnliernie poniesc oburzeniu, ktore popycha go do obrailiwych 
wyzwisk, znow spada w dol, w infantylizm ujawniony wsponrnieniem odraiaj'lcych 
dziecio;cych ..zabaw": 


Ona jest t etc.). Ona jest bezwsrydna! To bezwsryd! Specyfiezny bezwsryd! Jak snnesz Sl
 
ezepiat, ty glisto! Przypieezerny jll? Wez pogrzebaez i rDriarz do bialosei - dopiero b
- 
dzie skakat! Puscimy jll wtaniee! 


32 Maunee Merleau-Ponty, Film i nowa psychoLogta, Iw:J Estetyka i.film, s. 190.
		

/td_Page_031_0001.djvu

			1. GOM BROWICZ 


31 


"Ty" 
Tt; kwestit; Ksit;cia trzeba czytac z najwyzsz'l uwag'l slowo po slowie. Jej poczq- 
tekjest najzupemiej zgodny z etykiet'l. protokolem, savoir-vivre'em, regulanu sztuki 
dyplomacji, kt6rynl czyni zadosc owo "etc.", umieszczone w nawiasie. Ksi
 mowi 
o Iwonie per "ona" (ta fomla trzecioosobowa zawsze sluZyla podkreSlaniu i utrzymy- 
WmllU dystansu wobec ludzi nizszej kondycji). Niestety, jak juz sit; rzeklo, Ksiq:i:t; da1 
sit; ponieSc oburzeniu, ktore rozj'ltrzal w sobie powtarzaj'lc trzykromie zarzut "bez- 
wstydu" (0 magicznej mucy powtorzen w utworach Gombrowicza juz sporo napisano) 
i popelnil niedopuszczamy, z punktu widzenia regul etykiety, blqd: zwrocil SIt; bezpo- 
SrednlO do Iwony per "ty". Wprawdzie tylko po to, aby rzucic jej obelgt; - ale w ten 
spos6b dystans, ktory rozci'lga sit; mi<;dzy ,ja" i "ona", zostal zlikwidowany. Mit;dzy 
,ja" i "ty" nie nm dystansu; ,ja" spotyka sit; z "ty" na jednym poziomie nawet wtedy, 
gdy miota obelgi. Stalo sit;; mit;dzy Ksit;ciem i Iwonq zostala nawiqzana relacja "ja"- 
"ty". [minlo ze w nastt;pnej kwestii Ksiq:i:t; usiluje przywrocic dystans, wracaj'lc do 
fomlY trzeciej osoby, wykluczaj'lcej bezposredni'l komunikacjt;, to jednak specyficzne 
prawo grawitacji oci'lga go znow w dol do poziomu Iwony. Wprawdzie probuje jesz- 
cze bronic dys1ansu, poprzez uZycie fomlY "pani" (l'lcz'lcej sit; z trzeci'l osob'l granm- 
tycznV. ale szybko zeSlizguje sit; z powrotem na ow'l plaszczyznt; bezposredniej ko- 
munikacji "ja" z "ty": 


W me] jest cos me do pIZelkm
c1a! Co€;_ czego me rnomazmesc! Pam rnl
 obraZa! Pam 
rni
 ObraZ3 do gl
b1! Nle chc
 znac W1
CeJ pamnych klopot6w - ty pesynnstko. ty - ty 
reahstkom 


Ostatnie obelgi warte s'l chwili zastanowienia. Iwona, jak juz wielokromie pud- 
kreSlalem. reprezentuje naturt;, obiektywll'l reamosc. Ksiq:i:t; nieustannie neguje natu- 
rt;, manifestuj'lc czyst'l wirtuaffiosc. "CO to za dzikie pretensje natury!" - wykrzykiwal 
na pocz'ltku aktu II, protesmj'lc przeciw odrzuceniu I wony jako nieudanego tworu 
natury: 


Dlatego ze dziewczynina jest taka,jaka jest, to juZ ma si
 nikomu nie podobac? (s. 24) 


OkreSlenie I wony: ,jest taka. jaka jest" uswiadanria nanl, ze wszyscy pozostali bo- 
haterowie sztuki sIl inni niZ sIl, to znaczy najusilliiej staraj'l sit; wydac innymi niz S'l. 


Negatywny W)'Ilik eksperymentu 
Powtorz<;: 11l'OIla jest eksperymentem teatramym polegaj'lcym na probie wykreowa- 
nia "czlowieka naturalnego", nieskaZonego zadnynl konwenansem, a wittc :i:adnynl za- 
klanmniem. Ten eksperyment zostal podj<;ty na scenie, zanim Gombrowicz dyskursyw- 
nie (np. w D
iennikll) sfommlowal tezt; u ,,nienaturamosci" czlowieka. Ale mysl u tym, 
ze czlowiek jest w glt;bokinl konflikcie z natur'b przewijala sit; w jego tworCZOOCI nienml 
od pOCZ'ltku; na dowod wystarczy przyponmiee slowa Jozia z Ferdydllrke: 


Natura. Nle chc
 natury, dla IlUl1e natur.t sllludzIe, [on I wol
 sClsk w kinematografie mz 
ozon poL Kto pOW1edzial, ze wobec natury czlowiek sta]e si
 maly? PrzecH\'llie, olbrzy-
		

/td_Page_032_0001.djvu

			32 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / drama/ycznosc. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Imej
 1 rosn
, delikatIl1eJ
, ]estem]ak obnazony 1 podany na polmlsku ogronmych pol 
pIzymdywcalej menaturalnoscl czleczej [...].33 


Postawiwszy kwestit; tak kategorycznie, Gombrowicz sprobuje jednak po:htiej 
(w D::iennikll czy w Kos1I10sie) na powrot zwiqzac (zintegrowac?) swojego nnienatu- 
ramego" czlowieka z natur'b chocby poprzez intryguj'lce (np. Czeslawa Milosza 34 ) 
stwierdzenie: bOl jest jeden - przypisuj'lC tt; san1'1 wrazliwosc na bOl zukowi na plaiy, 
przewroconemu na plecy i poruszaj'lcemu bezsiffiie noZkanu, musze bzycZ'lcej na le- 
pie i... czlowiekowi. 
Jednak wynik pierwszego eksperymenm byl zdecydowanie negatywny. 


Puz)'na 0 Iwonie 


W Iwonie prawie nie ma psychologii indywidualnej,jestpsychologiazbiorowa. wszy- 
scy t
sknimy za autentycZIlosci:t, ale wSrod iIlllych ludzi osi:tgrulc jej nie spos6b, a na 
bezludnej "''Yspie - takZe nie: Robinson alba nie rnialjuZ w agate tego problemu (bo to 
przecieZiIllli go nam stwarzajq) alba - co bardziej pr3wdopodobne - dalej gral sam siebie 
przed samym sobl'!_ Jest tylko gra. gra luster i gra masek, wielkie W1
zienie Fonny, z kt6- 
rego rozpaczhw1e chcemy SI
 Vi'yrwac - bezsk-uteczme. Gdyby odrzucic wszystkie fanny 
i gesty, za kt6re SI
 chowamy przed mnynn, me pozostame z nas mc,]ak z cebuh, kledy 
zechcemy zdjQc z niej wszystkie warstwy, aby zobaczyc, co jest"w srodku". Nic nie rna 
"w srodku". 
Dla ak-tora znaczy to: nie ma charak-teru,jest tylko sytuaga. Nie ma samotnego rno- 
nologu, rnonologuje si
 t:akZe przed kims?5 


ARCYDRAMAT GOMBROWICZA 


Ach, wi
c ta "teatralnosi:", nazywana niekiedy trudnym W}'- 
razem "tabu", chroni innych przed agresj
 z mojej strony! 
A wi
c "totus mundus histrionem agit". to prawda. ale ..ta 
komedia" zabezpiecza nasz
 pr)'Watnosi:, umozliwia nam 
bezkolizyjne obcowanie - dzi
ki czemu I
czy nas, ludzi, 
w spoleczenstwo. 36 


33 D=iela, t. II. s. 192. 
34 W Tritl=elliach ncul ZalOkcl Sail FrancIsco (Krakow 1989) "''Yfazme polennzowal z Gombrowlczem: 
,,[ no] uczlowieczajllc bol, tzn. rozci:tgajllc bol, taki, jakiego doznaje cz}owiek, na wszystko, co iyje, po- 
pelnia si
 bl:td iIlllY niz wtedy, kiedy zwierz
ta uWaZano za Zy\\'e maszyny, ale przezto niewiele lepszy." 
(s. 23/24) Polemika ta zreszt:t nie byla konsel\\'entna, bo kilkadziesillt stron dalej, opowiadajllc SWojll 
przygod
 z :i:ukiem w basenie, napisal zadziwiajllce zdanie: "Niesmiertelnosc rnojej duszy,jezeli:i:uk nie 
jest niesmiertelny, razi nmie jako uzurpaga." (s. 69) 
35 Pestka, [w:] Gombrowic= i kJ1'h'c1', s. 165 
36 Andrzej Falk:1ewlcz, Czlowiek ie
trabn', "DIalog", 1988. nr 9, s. 94.
		

/td_Page_033_0001.djvu

			1. GOM BROWICZ 


33 


Swiat, w kto£)'m prZ)'chodzi zyc bohaterom Gombrowicza, 
jest swiatem opart)'m na represji, w)'Parciu tego. co swojskie. 
ktore powraca przemienione w niesamowite pod wplywem 
inwazji element" demonicznego. [...J Ale teraz talde ij
Z)'k, 
dot
d scisle prZ)'legaj
cy do rzeCZ)', nagle si
 ad nich odkieil 
(bo przeszedlprzez sfer
 demonicznego, samowsobnego mil- 
czenia) i zwariowal, przesuwaj
c si
 w sfer
 CZ)'stego belko- 
tll, albowiem niesamowitosc j
zyka odpowiada niesamowi- 
tosci swiata, ktory przestal juz bye swiatem bezpiecznym. 
prZ)'h11nym i skonwencjonalizowanYllL 37 


Sillb jest istomie arcydranmtem czyli arcydzielem dranmtycznym, choc arcydzie- 
lem nieco klopotliwym - przez nadnuar autorskieJ sanlOswiadomosci warsztatowej. 
a przynajnmiej przez nadnliar szczeroSci autorskich wyznait, juz m zreszt'l cytowa- 
nych: 


Zaczqlem szkicowac dramatSlub,jui Vi')'T3inie i, powiedzialbyru... bezwstydnie nastawia- 
jllc siebie na genialnosc, celujllc W cas na rniar
 szczytow, na rniar
 Ham/eta lub Fausta, 
w czym ""''YP0wiedzialyby si
 nie tylko bole epoki, ale i rodzqce si
 nowe odcZllwanie 
ludzkoscL. 38 


Przyznajmy. iz czytaj'lC tego rodzaju wyznania czujemy sit; niepewnie. Zaczyna 
nas bowiem drt;czyc pytanie: czy efektem takiego autorskiego nastawienia moze bye 
autentyczne arcydzielo, czy tylko inlitacja arcydziela? Lektura dalszej czt;Sci wynu- 
rzen poglt;bia tylko nasz'l rozterkt;: 


Jakie latwe wydawaly Illi si
 wielkosc i genialnosc, latwiejsze bodaj od poprawnosci, 
kt6rej wymaga przeci
tnie dobry tekst 


Zastanawiaj'lca konstatacja... Zdaje sit; ona dotykac pewnej ciekawej anomalii, 
ktor'l dotknit;ta jest nasza literatura. OW'l anomalit; wskazywano juz wiele razy - jest 
ni'l niedustatek przecit;mie dobrych utworow 0 aspiracjach ograniczonych do rzetel- 
nego opisu otaczaj'lcego swiata. przy obfitoSci poronionych arcydziel 0 nieograniczo- 
nych kreacjonistycznych anlbicjach. Anomalia ta zdaje sit; obejmowac wspolczeSnie 
rowniez inne dziedziny tworczosci, z ktorych wynuenic trzeba przede WSZYStkinl fihn. 
OdpowiedZ na pytanie 0 jej genezt; wydaje sit; nader prosta: wsponrninn'l anonmlit; 
zrodzil polski ronmntyzm. absolutyzuj'lC natchnienie Jako jedyll'l silt; motoryczn'l twor- 
czoSci. 
Jakie byly konsekwencje tej absolutyzacji? Zgola fatame; trzeba bowiem zaliczyc 
do nich rozluZnienie - jeSli nie wrt;cz zniesienie - dyscypliny tworczej, jak rowniez 
uchylenie intelektuamych rygorow tworczoSci, ktora stawala sit; nazbyt latwa. Z wroc- 
my uwagt;, ze w druginl sposrod cytowanych wyzej zdait z D
iennika Gombrowicz 
dwukromie powtarza ten przynuotnik, stopmuj'lc go: ,,latwe", ,,latwiejsze". Nie od 


37 Michal Pawe1 Markowski, C::Clnn'mut. ., s. 86/87 
38 D::iela, t. VII, s. 222. .
		

/td_Page_034_0001.djvu

			34 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / drama/ycznosc. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


rzeczy b<;dzie wsponmiec, ze w D::iennikll niejednokromie gromil autor nasz'lliteratu- 
rt; wlaSnie za ow'l nadnlieffi'llatwosc slowa, nie poddawanego kontroli intelektuamej. 
Sprawa jest jednak bardziej zlozona, gdyz Gombrowicz nie ukrywarownoczesnie 
swojej fascynacji oW'llatwooci'l- przynajnmiej wowczas, gdy staje sit; ona jego wla- 
snym udzialem. Autor D
iennika nie kwapi sit; z wZlt;ciem cit;zaru pelnej odpowie- 
dziamosci za kaZde wypowiedziane i napisane przez siebie slowo. Nader czt;sto spoty- 
kanlY u niego zwroty w rodzaju: powiesc mi sit; pisze - sugeruj'lce swoiscie mediu- 
miczne rozunuenie procesu tworczego. Jednu z kluczowych stwierdzen, jakie padaj'l 
z ust Henryka, bohatera Sillbll, brznu: ..to nie my mowinlY slowa, lecz slowa nas mo- 
wiq,,39. Ale zdanie to wyrasta juz z innego, niz romantyczny, konteksm kulturowego. 
W opinii sanlego autora, wyraionej w roku 1967 w artykuleBl'lem pienl's0'm struktll 
ralistq, wyprzedzalo ono ujt;cia strukturalistow. 
Niech nas wit;c nie ludzi pozorna bliskosc tej postawy w stusuuku do przeSwiad- 
czenromantykow 0 funkcji poety Jako mediunl, przez ktore tzw. sily wyzsze objawiaj'l 
swiam jego przyszle losy. Tak bliskie obcowanie poety romantycznego z "silanu wy- 
zszymi" niejednokromie rodzilo u niego megalonlaitskie pokusy; zapragll'll on nriano- 
wicie purzucic rolt; bezwomegu mediunl i aktywnie wsp6lksztaltowac rzeczywistusc 
przy pomocy demiurgicznego gestu i slownego zaklt;Cla - rakie zarozunrialstwo bywa- 
10 jednak surowo karane, 0 czym przekonuje nas chocby final fJlelJ.-iej Impro1\'i
acji 
Komada. 
Myslt;, ze pora juz postawic wyjsciow'lhipotezt; - niezbytoryginah1'l zreszt'l: Sillb 
jest szyderstwem z tej megalomanii ronlalltycznej, ktor'l bezlitoSnie skompromituwa- 
la historia; wyszydza latwosc wieszczego slowa - raz po raz popadaj'lcego w belkot 
- i latwosc demiurgicznego gesm, ktory nie jest w stanie stworzyc zadnej rzeczywisto- 
oci, kreuj'lc tylko patetycZll'l fikcjt;. I druga hipoteza: najblizszy uklad odniesienia do 
Sillbll tu nie Hamlet i Fallst, ale nasz wielki dranmt romantyczny i modemistyczny4o. 
Te wyjsciowehipotezynie oznaczaj'l bynajnmiej, ze zanuerzanl rnterpretowac Sillb 
w kategoriach Ii tylko parodii. B<;illtc parodi'l wieszczego dranmm romantycznego, 
arcydranlat Gombrowicza sanl zawiera przeczucie przyszlosci,jej mglisty zarys - jest 
wit;c utworem profetycznym. Parodia i szyderstwo w Sillbie maj'l za zadanie oczyocic 
nasz'l wyobraZnit; i uwoffiic nasz intelekt od balasm zwietrzalych wizji i anachronicz- 
nych przeswiadczen 0 swiecie. Od powodzenia tego oczyszczaj'lcego zabiegu zaleiy 
bardzo wiele; zalezy po prosm nasz byt w swiecie wspolczesnym i przyszlym. Wy- 
obraZnia i unlysl Polakow S'l beznadziejnie chore na anachronizm - ta diagnoza po- 
wtarza sit; nienml we wszystkich utworach Gombrowicza, a z najwit;ksz'l dobimosci'l 
w D::ienniku. 
Nasze mysli S'l skierowane ku przeszlosci trzeba wit;c zrobic wszystko, aby ob- 
rocic je ku przyszlosci. Zadna racjonahm argunlentacja ani perswazja nie jest w stanie 
tego dokonac, gdyz - jak pisze Andrzej Falkiewicz: 


39 D=iela_ t. VL s 163 
40 Ten kontekst wskazywal ]UZ M1Chal Glnwmskl w Komentar:::ach do "Slubu" ("D1a1og", 1975, 
ill II).
		

/td_Page_035_0001.djvu

			1. GOM BROWICZ 


35 


Stereotyp mazna pokonac stereotypem. Imt mazna ZIl1SZCZYC nnwym Imtem. ImtologI
 
rnitologill- mestety alba na szczt;scie: tak dzIala czlmvlek 41 


Gombruwicz zroLunlial tt; prawdt; bardzu wczeSnie. Wlasciwie tylku w pierw- 
szych opowiadaniach przede wszystkinl w KrotAim pamil,!lIlikllJakllba C
arniecAie- 
go - walczyl z mitolo
 w imit; racjonamooci, kompromitowal roine jt;zyki Tajenmi- 
cy, sprowadzaj'lc je do infantymego belkom: "cianl banl biu, minu nmiu...". 
Poiniejsza cala jego tworczosc jest wlasnie budowaniem nowej mitologii, ktora ma 
wyprzec z naszej wyobraZni star'l; jest prob'l tworzenia nowego nmgicznego jt;zyka. 
poszukiwmriem nmgicznego gesm. Konstanty A. Jelenski napisal juz w roku 1957: 
"Gombrowicz jest pisarzem metafIzycznym".42 Ale kiedy cytowany m Falkiewicz 
usilowal zbyt,,niecierpliwie", zdaniem autoraSlllbll, przenikn'lc metafizykt;tego utwo- 
ru, Gombrowicz zanutowal w swoinl D
iennikll ffik'l otu przestrogt; pod adresem in- 
terpretatorow: 


Tylka z naJwl
kszynn ostrOfuOSC13llll 1 krok za krokiern schodZC1e do gl
bszych warstw 
utworu - nigdy nie zgubcle zWlqzl-u pOW1erzclln z gl
bill. U]Illl]cie na]pitlw dzIelo 
w jego ksztalcie najlatwiejszym, tym "dla publicZIlosci", a dopiero potem idZcie za 
kulis)'. Metafizyka, tak, ale trzeba zaczQc ad fizyki. Ujrnijcie tez dzie10 w zwiqzl-u 
z przeszloscill, Z literatur.t bardziej klasyczillb bo ostatecznie kaZda, najbardziej rewo- 
lucyjna nowalia Viryrasta z fann dawnych, do kt6rych odbiorca jest przyzwyczajony. 
I przyjrnijcie za zasad
, ze jesti cas znajduje swoje uz3sadnienie w fizyce utworu, maze 
cz
sto obejst si
 bez rnetafizyki. Na wlasnej skorze nieraz doswiadczylern, ze porusza- 
no mebo i Z1erni
, aby Virytlumaczyc przecinek. k""1ory po prostu wynikal z konstrukcJi 
zdama... (DzVIII, s.175) 


Tt; przestrogt; trzeba potraktowac jak najbardziej serio. Zatrzymajmy zatem przez 
chwilt; wzrokna sanlej powierzchni... Juz lektura pierwszego monologu Henryka prze- 
konuje nas, ze najblizszymkontekstem, przywolywanym przez autora Sillbll,jest wielki 
dranlat romantyczny i poezja wieszcza: 


Zaslona wz:niosla si
... Niejasny koscioL 
I niedorzeczny strop... Dziwne sklepienie.. 
A piecz
c tonie otchlaD. w otchlan czamej 
ZastygleJ sfery sth 1 kannen kannen.. 


Tu wrota niemozliwe co wci&i: przemysliwam 
Tam oltarz ZIlieksztalcony obcego pasterza 
Zamkni
ty k1amr..t bezsensu kielicha 
Co w bezruch grqZqc dqZy si
 pasterza... (Dz VI, s. 99) 


Jest to oczywista parodia "wieszczego" belkom, w ktorym ezoterycznosc i pozor 
glt;bi staj'l sit; wartoscianli sanlynu dla siebie. Na uwagt; zasluguje regulamosc wier- 
sza: dwie strof'y czterowersowe, jedenasto- i trzynastozgloskowiec, wyrazisty ryllil. 


41 Andrzej Fa:Jl...iewicz,Polski kosmos, Krakow 1981, s. 208. 
42 Bohaterskie niebohaterstwo GombJUwic=a, "Kultura", 1957, ill 9.
		

/td_Page_036_0001.djvu

			36 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / drama/ycznosc. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Autor demonstruje nanl, jak latwo sens staJe sit; pashv'l tego rytmu, jak lahvo tworzy 
sit; nastroj dziwnosci, tajenmiczosci, grozy, sugeruje sruchaczowi perspektywt; nie- 
skonczonosci itp. Oczywiscie, czytelnik jest w lepszej sytuacji, niz widz w teatrze, 
ktory naderlahvo (znow ,,lahvo"!) moze zosiac uwiedziony aktorskll deklanmcjl}. Czy- 
telnik jednym rzutem oka obejmuje caly leksykon sztanlpowych epitetow i metafor 
sluZ'lcych ,,robieniu" nastroju: ,,niejasny kosciol", ,,niedorzeczny strop", "dziwne skle- 
pienie", ,,zastygla sfera sfer", "wrota niemozliwe", "oItarz znieksztalcony", ,,klan1fa 
bezsensu"... "Wielka inlprowizacja" Henryka grl}Zy sit; w bezsensie - moZna by pu- 
wiedziec, parafrazuj'lc jego wlasne slowa. Bohater zaczyna jeszcze trzeci'l stroft;, ale 
zdola sklecic tylko jeden pelny jedenastozgloskowy wers, po czym utyka: 


Pustka. Pustyma. N1C. Ja sam tu ]estern 
]asam 
]asam 


Trudno w tynl miejscu - nawet nllnlO mocnegu postanowienia, iz puzostaniemy 
na razie na powierzchni tekstu nie zauwaZyc, ze bohater utkrujl na progu solipsy- 
zmu. Istomiejsze bt;dzie jednak dla nas w tej chwili inne spostrzeZenie: iz zatrzynml 
sit; na granicy, za ktor'l zaczyna sit; kroleshvo bohatera ronlalltycznego - sanlOmOSC. 
Tej granicy nie przekroczy iaden z bohaterow Gombrowicza; iaden nie powie dunmie 
i wzgardliwie: "SanlOtnosc - coz po ludziach". Zmienila sit; bowiem bardzo istotnie 
treSc pojt;cia "SanlOmOSC". Dla bohatera romantycznego me bylo ono synoninlem "pust- 
ki" czy "pustyni" istnial przeciez Bog. Zadne slowo ani gest ludzki nie uchodzily 
jego uwadze. Bog byl przynajnmiej widzem, jesli juz nie chcial bye - jak w III cz<;Sci 
D
iad611' - partnerem czlowieka-aktora. W sanlOmosci, ktora jest po prostu pustkll. 
aktorstwo staje sit; bezsensowne, absurdallie; dzialania i gesty czlowieka me odbijaj'l 
sit; w iadnych oczach, jego slowa nie docieraj'l do iadnych uszu. W pustce kOsnlOSU 
nie ismieje zadne zwierciadlo, w ktorym czlowiek-aktor moglby sit; przejrzeC - musi 
zatem stworzyc swego sobowtora. Oto jak dokonuje sit; akt kreacyjny: 


Amaze me ]esrem sam.. lao W1e co jest zarnillb maze na przyklad, maze cas... laos z bol-u.. 
na uboczu.. na uboczu,jakis idiom idiota. nieokielznany, nieopanowany, idiotowaty, idio- 
dotykalny, k-tOry dotykam in (ze strachem) lepiej nie ruszac si
m i nie ruszajrny si
m bo 
jesli ruszymy si
m to on got6w ruszyc si
m i do1:kn:tc si
m (niepokoj w=rasta) 0, zeby 
cos, alba ktos tu skqds gdziesna przyklad zebYm aha, tam cas... (wylcl1lia sif; WLADZIO) 
Wladzio! To Wladzio! (DzVl, s. 99-100) 


SanlOmOSC nie ismieje. SanlOmOSC jest wytworem ronlalltycznej wyobraZni. Czlo- 
wiek znajduje sit; w ,,rzeczywistosci zwierciadlanej" (to pojt;cie znamy juz z Ferdy 
dllrke) - zawsze wobec drugiego czlowieka. Sk'ld bierze sit; It;k Henryka? Z niepew- 
nosci, jakie odbicie ukaie mu sit; w tym zwierciadle. Ale jest jeszcze jednu ZrOdlo 
It;ku. Zauwazmy. ze w drugiej cz<;sci monologu Henryka aZ trzykrotnie pojawia sit; 
slowo 0 kluczowynl w Slubie znaczeniu, slowo, kt6re wprowadza nas w sfertt. magicz- 
ll'l. wyznaczaj'lc rownoczeSnie jedno z najwaZniejszych praw "fizyki utworu". Naj- 
pierw pojawia sit; w zastanawiaj'lcym zroscie ,,idiodotykalliy", po:htiej jeszcze dwu-
		

/td_Page_037_0001.djvu

			1. GOM BROWICZ 


37 


kromie w fomlach czasownikowych: "dotyka" i "dolkn'lc sit;". Zaraz po ninl wystt;pU- 
j'l w nawiasach infommcje 0 rosll'lcym It;ku, w jaki wprawia Henryka to slowo. Nie 
pierwszy to bohater Gombrowicza wykazuj'lcy podobn'l idiosynkrazjt;43. (Neologizm 
,,idiodotykalliy" stanowi zreszt'l wyraZrut aluzjt; do tego pojt;cia: jest skrotuwym okre- 
sleniem idiosynkrazji - czyli wrodzonego uczulenia - na dotknit;cie.) Pozostawmy 
jednak psychoanalitykom dociekanie przyczyn tej anonmlii wielu gombrowiczowskich 
postaci, bacznie obserwuj'lc raczej proces artystycznej sublinlacji, w trakcie ktorego 
staje sit; una wlasnie jednym z praw fizyki w swiecie utworu. 
Idiosynkrazja na dotknit;cie sprzyja. rzecz jasna, wyolbrzymianiu znaczenia tego 
rodzaju kontaktu pomi<;dzy ludZnu; przypisywaniu mu mocy nmgicznej. Dotknit;cie 
przez kaplana w roznmitych rytualach religijnych spelnia zazwyczaj funkcjt; sakrali- 
zuj'lC'b natomiast u Gombrowicza nienml zawsze desakralizuje, profanuje, a nawet 
zgola unicestwia. Bo dotknit;cie jest rowniez najpros1sz'l fOml'l empirii, jest spraw- 
dzianem autentycznosci kreowanego swiata. A poniewaz swiat kreowany przez Hen- 
ryka jest nader kruchy, palec Pijaka stanowi smiertelliie niebezpieczne narz<;dzie de- 
strukcji. 
Wrocmy jednak du wylonionej z mroku pustaci Wladzia. Od pierwszych jego slow 
nie nmmy w'ltpliwooci. ze jest sobowtorem Henryka. sobowtorem. ktory zasl'lPil Boga 
z dranlatu romantycznego. Zeby zrozunliee ten fragment Sillbll, musinly sobie uswia- 
domic, ze Bog z dranlatu romantycznego byl wlaociwie juz zupeh1ie kinlS innym, niz 
Bog biblijny; ograniczal sit; do roli biernego widza i sluchacza, nie chcial podj'lc wy- 
Z\vania Komada i zaangaZowac sit; w sprawt;jego narodu. Min"lo jeszcze part; dzie- 
si'ltkow lat, zaninl Fryderyk Nietzsche odkryl przyczynt; tej biernosci. Odt'ld krzyk 
czy westchnienie: ,,Boze!" jest tylko wyrazem bezsimosci i zagubienia czlowieka. 
Albo cytatem literackinl - jak w ustach Henryka, ktory znow zaczyna deklamowac 
w ronlalltycznej kunwencji: 


HENRYK 
[on] Przepraszam ci
, jakos sztucznie Illi si
 mowi n nie rnog
 rua-wit w spos6b natural- 
ny... 
I stokrotny smutek 
0, zalosc bezgraniczna i bezbrzeZ:na 
I jakies przygnttbienie straszne, ghtche. Clemne. 
Opanowaly dusz
 IllOJIl. Boze! 
BozeiBoze! 
WLADZIO (mlocl=iellC=o) 
Naco ci B6g..jezeli maszrrmietutaj? 
Przeciez widzisz, ze jestem tak:i jak ty! 
Po diabla przejmowac si
 majakami 
Jdeli ty ijajesteSmY z krwi i kosci 
Ijesti ty jestes takijakja. aja takijakty! (Dz VI. s. IUu/IOl) 


43 Plsalem 0 tym w szlicu Gombrawic=a praJ.:1yki magic=ne. pmmeszczonym w rno]ej kSlqzce Wsn5d 
s.......ydercow i grl=ie im/=iej lKatowlce 1981)
		

/td_Page_038_0001.djvu

			38 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / drama/ycznosc. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


KaMe slowo nm mtaj nieslychnn'l wagt;, wagt; nowej wizji swiata. Bog unlafl, a 
zatem nie ma nieba i Zycia wiecznego. Spojrzenie wznoszone do gory napotyka tylko 
pustkt;. Trzeba zwrocic je ku drugiemu czlowiekowi, konkretnemu, z krwi i kosci, jak 
my sanli. To, co ja mu uczynit; dobrego lub zlego, on uczyni nmie. Na tym polega 
ludzka ,,rzeczywistosc zwierciadlana", w ktorej rZ'ldzi bezwzglt;dne prawo symetrii. 
Ono wyznacza now'l strukturt; przestrzellillj, Z tej przestrzeni ludzkiej, rozdzielonej 
osi41ub plaszCzyzn4 synletrii, nie moma uciec. Nie moma np. uciec ,,na zewlliitrz", 
bo nie :i:adnego "wewlliitrz" i ,,na zewll4trz". A zatenljesteSnlY uwitt.zieni w ,)"zeczy- 
wistosci zwierciadlanej"? Alez ona jest jedyll'l rzeczywistosci'l- inne byly wytworem 
naszej fantazji. 
Trzeba nie lada wysilku intelektuamego i wysilku wyobraZni, zeby przyj'lc takll 
wizjt; swiata. Moze sit; ona wydac nawet dose przeraiaj'lca. W szystko jednak zaleZy 
od tego, jakll twarz zobaczymy naprzeciw, jako odbicie naszej wlasnej. (panu<;tanlY 
It;k Henryka spowodowany niepewnosci'b jakie oblicze wyloni sit; z mroku.) 
W cytowanym fragmencie pada jeszcze jedno slowo 0 kluczowym w Sillbie zna- 
czeniu: "sztucznie" - "sztucznie mi sitt. mowi", stwierdza Henryk, i jest to wyraz tej 
nowej swiadomooci (0 ktorej bylamowajuz w Ferdydllrke), wpruwadzaj'lcej precy- 
zyjne rozroznienie pomit;dzy ,ja" i ,,nmie"; rozroznienie pomi<;dzy: ja mowit; a mnie 
sit; mowi. [ m rowniez Gombrowicz okazal sit; prekursorem - tym razem nowych 
kierunkow psychologii spolecznej, jak to wykazal Zdzislaw Lapmski w swoinl znako- 
mitym studiunl Sillb 11' kosciele IIld::kim 44 . Dojmuj'lce poczucie sztucznosci (sytuacji 
i wlasnych wypowiedzi) jest wielokromie artykulowane przez Henryka - bynajnmiej 
nie po to jednak, zeby sit; tej sztucznooci przecl\vstawic, wrt;cz przeciwnie: bohater 
Sillbll wybiera sztucznosc i teatramosc jako srodki slu4ce tworzeniu nowej obrzt;do- 
wosci, budowaniu owego ,,kosciola ludzkiego". 
Trzeba w tym miejscu pudkreSlic, ze w utworach wczeSniejszych sztucznusc wszel- 
kich rytualow, od patriotycznych po towarzyskie, byla dla Gombrowicza wyl'lcznie 
przednuotem kpiny. Podobnie rzecz wygi'lda w Trans-Atlantykll, najbezwzgl<;dmej 
unicestwiaj'lcym aIlachroniczrt'l polsk'l obrzt;dowosc. tym bardziej absurdaffi'l. ze 
wszystkie te patriotyczne rytualy i zaklt;ciamialy sluZyc tylko ukryciu katastrof'y, kto- 
ra juz sit; dokonala. Trans-Atlantrk jest szyderstwem z rytualu zdegradowanego do 
czczej teatramosci, Sillb usiluje \
ynieSc teatrah1'l sztucznosc do rangi rytualu. 
Rzecz znanuelllla: w obu utworach gesty i formuly nmgiczne zostaly poddane 
empirycznym sprawdzianom - bohaterowie wykonuj'lje ,,na probt;", bacznie obser- 
wuj'lC skutki. W Trans-Atlanl)'kll te proby maj'l zawsze charakter komicznu-grotesku- 
wy4'; przyponmijmy sobie chocby slymle: .Janakolana padlem". Odslonit;ta m zosta- 
la smiesznosc patetycznego gesm, ktory stal sit; bezsimy; spoza uroczystego patosu 
wyjrzala trywiamosc. Inaczej w Sillbie. Tu trywiamosc jest punktem wyjscia. Swi<;to- 
oci dawnego swiata. ktory zostal unicestwiony, lez'l unurzane w blocie: dom rodzinny 
zanlieniony w karczmtt., rodzice w karczmarzy, narzeczona w karczen1illi dziewktt.. 


44 "Tw6rczost", 1966_ nr 9. 
45 Szerze] na ten temat w szk:1cu: Gombrawicza praJ.:1yki magic
le.
		

/td_Page_039_0001.djvu

			1. GOM BROWICZ 


39 


Wojna obalila wszelkie hierarchie, odbieraj'lc ludziom nawet poczucie czlowieczen- 
stwa. To, oczywiscie, truizm, ale jego przyponmienie jest konieczne dla wlasciwego 
zrozunuenia pocz'ltkowych (i zarazem kluczowych) scen dranlatu, ktore w insceniza- 
cjach teatramych bywai'l roznmicie udziwniane. Przeczytajmy uwaZnie slowa Hemy- 
ka. ktorynll przyzywa rodzicow: 


<-llodZC1e tutaj blizej 
ZblizCle Sl
m Zblizcie Sl
, rn6W1
 
Bliie], tu, blizejm Slowo daj
, mam takie Vi'l"3Zenie jakbym l-urym k-ury wabiI.. 
[...] Ach. ach, zupelnie jakbym ryby... ryby !owi! na w
dk
. (Dz VI, s. 104) 


Przede WSzystkinl trzeba zauwaZYc, ze slowa te dowodz'l wywrocenia do gory 
noganli uswit;conej wiekow'l tradycj'l hierarchii; Henryk, wychowany w szlacheckinl 
domu 0 patrlarchamych tradycjach. zapewne w wieku chlopio;cym nieraz byl przyzy- 
wany dobrotliwym i protekcjonah1ym: ,,zbliz sit;, chlopcze n - ale skierowmrie tego 
rodzaju wezwania do rodzicow byloby czyms nieslychanym. Gombrowicz, tak bardzo 
wyczulony nakonwenans, wloiyl zapewne w aroganckie slowa Henryka wit;cej treSci, 
niz mozemy dzis odczytac. Ale bardziej jeszcze istome S'l dalsze slowa, w ktorych 
pomieScil autur w najwit;kszym skrocie tu przeraiajl}ce doswiadczenie, jakie wyniesli 
ludzie z wojny; doswiadczenie rozkoszy bezwzglt;dnego panowania nad druginl czlo- 
wiekiem, ktoremu - dla zabawy - moma bylo na przyklad kazac gdakac albo szcze- 
kac, ktorego moZna bylo przyci
c, jak zlowioll'l na haczyk rybt;, i zabijac powoli, 
w sposob wyrafinowany. 
I w tym miejscu musinly wrocic do idiusynkrazji postaci Gombrowicza na du- 
tknit;cie. Owa idiosynkrazja w Sillbie posiada juz motywacjt; daleko przekraczaj'lc'l 
sfert; psychologii indywiduah1eJ. Ludziom, ktorzy przeiyli wojnt;, dotknit;cie musi 
kojarzyc sit; z agresj'l, z zagrozeniem godnooci i iycia. Wielu ludzi wynioslo z wojny 
tylko jedno uczucie -l'lcz'lce ich ze swiatem zwierz'lt - strach. Taki wlasnie zwierzt;- 
cy strach kieruje zachowmriem rodzicow Henryka. Ich nieszczt;sciem natonuast jest 
to. iz w ludzkiej ,,rzeczywistooci zwierciadlanej" strach jednych wywornje nieuchron- 
nie agresjt; drugich. To bezwzgi<;dnie dzialaj'lce prawo psychologii spolecznej przy- 
ponmial Gombrowicz w autorskinl "streszczeniu" dranmm, pisz'lC 0 Krolu-Ojcu: 


Zac-=)'1la bac si€ wlasnego s)'nQ i ten strach pr:::etwClr:::aHenryka w prcm'cl=iwegozclrajcf; 
[...]. (DzVI, s. 96) 


Strachmoma zneutralizowac tylko poprzez przywrocenie najdoslowniej rozunlia- 
nego dystansu pomi<;dzy ludzmi, owego - znanego z obserwacji zachowania przedsta- 
wicieli wyzszych gatunkow zwierZ'lt dystansu bezpieczenstwa. Trzeba przede WSzyst- 
kinl przywrocic czlowiekowi poczucie cielesnej nietykamooci. Czlowiek musi sit; od- 
sun'lC od drugiego czlO\Vleka poza zasi<;g jego n,ki. ktora moze uderzyc. zniewolic. 
zabic. 
COZ moze bye dla ludzi - przez cale lata stloczonych w stadzie jak zwierz<;ta. 
nmltretowanych i zabijanych setkanu, tysi'lcanli - najpewniejsz'l gwarancj'l bezpie- 
czenstwa, cielesnej nietykamooci? Oczywiscie, ceremonial przywracaj'l9 dystans
		

/td_Page_040_0001.djvu

			40 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / drama/ycznosc. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


pomi<;dzy czlowiekiem a czlowiekiem. Trzebakoniecznie odbudowac ten ceremonial, 
ktory powinien bye maksynmlliie sztuczny; miee w sobie cos z teatru i cos z mszy. Tt; 
swiadomosc zdaje sit;posiadac Henryk, kiedy na zach<;tt; Wladzia: ,'pomow z ninu po 
prosm, Henrys" (chodzi 0 rodzicow), odpowiada: 


nJ me rnog
 rnoW1C po prostu, gdyz w tym wszystk:1m 
Jest cas uroczystego i tajemniczego 
Tak wlasnie,jakby msza si
 odprawiala! 
Smiac Illi si
 chce: jakZe uroczysty jestem! (Dz VI, s. 105) 


Henryk nm racjt;; z ludZnu, ktorzy przeszli przez takie doswiadczenia. nie moma 
mowic "po prosm", zwyczajnie usciskac na powitanie (0 tym za chwil<;); trzeba oto- 
czyc ich - daj'lcym gwarancjt; bezpieczenstwa - ceremonialem, usmierzyc strach, kto- 
ry jest jedynym uczuciem przez nich przezywanym. Dlatego powitame syna z rodzica- 
mi musi bye sztuczne, teatrame; dlatego Henryk nie podbiegnie "po prosm" do Ojca i 
Matki, zeby ich usciskac, ale wyrecytuje kwestit; ograll'l w teatrze do granic mozliwo- 
oci: ,'pojdz, niech cit; uSCiSkanl". A Ojciec z Malk'lpowtorZ'l parokromie - pot<;guj'lC 
teatrah1'l sztucznosc tej sceny, pozbawiaj'lc j'l nawet cienia spontanicznosci i natural- 
nosci: "Talc, talc, usciskajrny si((", ,,Ana, to uSciskajrny si
", "p6jdz, niech ci
 usci- 
skanl" - i w tym momencie, gdy - wydawaloby sit; - teatrama sztucznosc przywrocila 
rodzicom Henryka pelne poczucie bezpieczenstwa, Ojca znow chwyta paroksyzm stra- 
chu: 


OJCIEC 
Zara... Zaram Nie rnoZ:na tak. 
HENRYK (nahmie) 
Przecie to mama! 
OJCIEC 
Mam nie mama_ a lqn z daleb. 
HENRYK 
PrzeClez jam syn ]esrem. 
OJCIEC 
Syn nie syn.. a lepi z daleka .. Pewnieze syn.. ale kto to maze wiedziec, co si
z syna przez 
te latazrobilo. 
Zaraz by si
 tylko sciskaL (ostro) Amnie niktnie b
dzie sciskal, bo ja nie Hornak :kaden, 
zeby kaZden nmie 
Po k:'1tach sciskal,]ak rnu 81ft Zywme podoba! 
HENRYK (do IT1acl=ia) 
Zwanowali. 
WLADZIO (doHenryka) 
Zwariowali. 
OJCIEC 
I ja na zadne takie podufulosci nie pozwol
, bo z tego tylko patem takie drallstwo swin- 
skie ostatnie, ze po IllOflT m albo i co innego, zadnego poszanowania, zadny wzgl
dnosci, 
tylko si
 draD. jeden z drugim napcha (cie=ko, sklerotYC=llie) i dopiro po pysku dr
czy, 
Ill
CZY, ach. okropme przesladu]e bez litoSC1. bez Illl1oslerdzJ.a zadnego, ani wzgl
du na 
wiek, zon
, z toIll ZlOSClOIll bezmiloslemom. pIekle1noIllm (Dz VI, s. 106/107)
		

/td_Page_041_0001.djvu

			1. GOM BROWICZ 


41 


Przede WSZYStkinl trzeba zauwaZyc w wypowiedziach Ojca ci'lg pejoratywnych 
skojarzen, jakie wywornje slowo "usciskac". Zostaje ono zast@ione dwuznacznym 
"sciskac", stanowi'lcym aluzjt; do losu Mani, dawnej narzeczonej Henryka. Z kolei 
Ojciec mowi 0 biciu i drt;czeniu, ktore bylo jego wlasnym udzialem. Warto podkreSlic, 
ze caly czas znajdujemy sit; w polu semantycznym slowa "dotknit;cie". 
Cytowane wypowiedzi Ojca zdaj'l sit; przeczyc tym interpretatorom, ktorzy Uak 
np. Michal Glowiitski w szkicu K01l1entar
e do "Slllbll") twierdz'b ze historyczne 
realia w dranlacie Gombrowicza nie maj4 istotniejszego znaczenia, ze "Gumbrowicz 
jest plsarzem rownie konsekwenmie apsychologicznym. co ahistorycznym". Stwier- 
dzenie to uwaiam za jedno z najbardziej jaskrawych nieporozunllen. Oczywiscie, po 
jego przyjt;ciu znika wszelka motywacja dzialait postaci i utwor szybuje w rejony czy- 
stej teatramosci. Tego rodzaju interpretacje zdaje sit; uprawniac sanl autor, ktory napi- 
sal na temat Sillbll w D
iennikll: "tu sanla wyzwalaj'lca sit; teatramosc ismienia" - 
nienmiej jednak przytoczone fragmenty dowodZ'l. iz nie jest obojt;tny moment histo- 
ryczny, kt6ry "wyzwala" czy raczej narzuca OW4 "teatra1nosc istnienia". 
(Tu nmla dygresja: wydaje sit; rzecz'l zastanawiaj'lc'b ze Gombrowicz - inaczej, 
niz np. Mrozek - tyle wagi przywi:jZuje w swych utworach, niekiedy ucieraj'lcych sit; 
o czyst'l fantastykt;. do realiow historyczno-geograficznych. Ale to osobny temat...) 
Twierdzenie 0 apsychologicznosci jest jeszcze bardziej zdunuewaj'lce. Trudno 
byloby znalezc w Sillbie choc jednll scent;, ktora by je uzasadniala. Przeciwnie: moty- 
wacja psychologiczna jest m nieslychanie konsekwentna - rzecz tylko w odpowiedzi 
na pytanie. jalqpsychologit; Gombrowicz akcepmje czy niekiedy wrt;cz odkrywa, ale 
takiej odpowiedzi udzielil juz przeciez Zdzislaw Lapinski. Skoro jednak dotknt;lismy 
kwestii psychologii, powrocmy na chwilt; do ostatniego wersu z cytowanej wypowie- 
dzi Henryka: "Smiac mi sit; chce: jakZe uroczysty jestem!". Zawarte m zostalo nader 
istotne z punktu widzenia psychologii spostrzezenie: anlbiwalencji odczuc bohatera 
stwarzaj'lcego podniosly ceremonial. Henryk ma stanowczo zbyt wiele w'ltpliwooci co 
do wlasnego dziela. M'ldre ono czy grnpie? Msza to czy blazenada? Ta anlbiwalencja 
odczuc z pewnooci'l dyskwalifikuje Henryka jako ideologa. Ona rowniez stanie sit; 
przyczyll'l tragedii, kiedy Henryk, zmt;czony tym stworzonym przez siebie swiatem 
na niby, w ktorym mozliwe S'l wszelkie metanlOrfozy, zapragnie, aby co;; zdarzylo sit; 
naprawd\" aby dokonalo sit; cos nieodwracamego - i popchnie Wladzia do sanlObOj- 
stwa. Ale na razie ci
le wlasciwie jestesmy w punkcie wyjocia akcji Sillbll. 
Myslt;, ze liczni interpretatorzy nie poswit;caj'l dostatecznej uwagi owemu punk- 
towi wyjocia: sklonni S'l traktowac go nawet jako czysto unlOwny. Tymczasem jeSli 
zlekcewaZymy wagt; realiow historycznych, w ktorych autor bardzo mocno osadzil 
swoj dranlat. autonmtycznie zanlkniemy sobie dostt;p do nader istotnych jego warstw 
znaczeniowych. Niezrozunliale stan'l sit; dla nas kolejne paroksyzmy strachu Ojca, 
a jego wyniesienie do godnosci krola przez Henryka b
ie nanl sit; wydawalo wy- 
l'lcznie aluzj'l do Szekspira. Trzeba przyznac, ze "szekspiryzm" Sillbll wyakcentowal 
sanl autor, ale przeciez jego wykladnia nie musi bye dla nas obowi'lzuj'lca; tym bar- 
dziej, ze niekiedy zwyczajnie wprowadza w blqd. Ot, chocby takie zdanie: "Henryk 
wynusi ojca swego du gudnuoci krola, a to izby ojciec udzielil mu slubu" (Dz VI, s. 91).
		

/td_Page_042_0001.djvu

			42 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / droma/ycznosc. Gambrow/cz - R6zew/cz - Mrozek 


Jest m zawarta sugestia. jakoby mysl 0 slubie z Mani'l wyprzedzala akt wyniesienia 
Ojca do godnosci krola. Oglt;dnie mowi'lC, Gombrowicz bardzo niedokladnie streScil 
wlasn'l sztukt;. Przyjrzyjmy sit; zatem uwazme, jak doszlo do tego wyniesienia. 
Ojciec od sanlego pocz'ltku instynktownie ucieka w ceremonial przed niebezpie- 
czeitstwem agresji przybyszow. Teatrahm sztucznosc obr
owych gestow i fomml 
daje mu poczucie bezpieczeitstwa. Szczegolnie waina wydaje mi sit; scena. w ktorej 
Henryk z rodzicanu i Wladzio zasiadaj'l do stolu. Ojciec usiluje nadac temu rodzinne- 
mu posilkuwi jak najbardziej ceremoniamy charakter; tym bardziej ceremunialny, im 
bardziej dotkliwa jest swiadomosc calej doswiadczonej nt;dzy i upokorzenia. Ojciec 
przyobleka sit; w godnosc patriarchy, ktoremu naleZy sit; nieustanna czolobitnosc. 
Kilkakromie zwraca uwagt; Henrykowi: "W strzynmj sit; synu z lyZk'l swojlb bo Ojciec 
twoj jeszcze nie podniosl do ust lyzki swoi"; "W strzymaj sit; z lyZk'l. bo ja jeszcze nie 
podnioslem do ust moich lyzki moji"; "Ty przywUjzanym i zacnym jezdeS mlodzieit- 
cern, a zatem nie b
iesz wyprzedzal w jedzeniu rodzica swojego, ktory cit; splo- 
dziL" (DzVI, s. 109/110, 111) 
Dalsze wypowiedzi Ojca rowniez zasluguj'l na najwyzsz'l uwagt;: 


OJCIEC 6akby kcccl1lie mbwi) 
..Bo nima ty czci, ty rnilosci, 1.-t6rej by syn ojcu swojemu nie byl pnwinien, a bo Ojciec 
ad wielrn wiekaw 
amen nietykalnie SW1entem 1 USW1enconem. ogronmem przednnotem synnwsk:1ego nabo- 
zenstwa jezd pod 
groz'1 k arywieczystej.. 
HENRYK 
Ja jestem syn wGjny! 
OJCIEC 
Akto by na Ojca swojego r
k
 swi
tokradcz:t. ten zbrodni
 tal okropn:t, tal niewymow- 
illb tal ach piekielillb 
Diabels:k:L nieludzk:t. ze z pokolema w pokoleme w krzyku strasznem. w ]
l-u_ we wsty- 
dzte. w udr
czemu ad 
Boga i NaruryVi'Yklenry, przeklemy, "''Yfzucony, pozosrawmny, opuszczonYn 
HENRYK 
Ten staryboi si
, zebym go nienabiL. (DzVI, s. 111) 


Ostatnia kwestia Henryka jest tylko na powr trywiahm; w istocie stanmvi odkry- 
cie i najbardziej lapidame ujt;cie prawdziwego sensu celebrowanego przez Ojca rytu- 
alu. Ten zalosny rytual stanmvi ucieczkt; przed Z\vierz
ym strachem. Ojciec recytuje 
fomlulki katechizmowe jak zaklt;cia nmgiczne, ktore maj'l odp
ic zlo, a przynaj- 
nmiej utrzymac je na bezpieczny dystans; powstrzymac agresjt; drugiego czlmvieka. 
Katechizmowe formulki Sib oczywiocie, bezsime po smierci Boga. Nietykamosc 
Ojca, budowana na boskich zakazach i nakazach, jest nader krucha; z trudem moze co 
najwyzej uchronic przed agresj'l syna. Kiedy jednak zJawiajl} sit; obcy, Ojca ogarnia 
nowy paroksyzm strachu i zaczyna histerycznie krzyczeC, ze jest "niedotykamy", na 
co Pijacy odpowiadaj'l szyderczo: "Cie, cie, cie, krol, krol, krol niedotykalliy!" (Dz 
VI, s. 124). Jest to zwrotny moment w akcji Sillbll, bo oto szyderczo rzucone slowo 
,,krol" nabiera mespodziewanie mocy nmgicznego zaklt;cia.
		

/td_Page_043_0001.djvu

			1. GOM BROWICZ 


43 


Zastanowmy sit;, czy ten zwrot da sit; zinterpretowac inaczej, niz tylko w katego- 
riach inmlallentnej logiki rozwoju wydarzeit w dranmcie. Slawonrir Mrozek w Tangll 
- ktorego scisly zwiqzek ze Sillbem sanl stwierdzil 46 - wloiyl w usta Arturanastt;puj'l- 
ce slowa: "Tylko wladza da sit; stworzyc z niczego. Tylko wladza jest, chocby niczego 
nie bylo". Czy te dwa zdania nie moglyby sit; okazac pomocne przy interpretacji wspo- 
nmianego zwrotnego momenm w akcji Sillbll? Bo wlasnie "obiektywnie" jest to mo- 
ment stworzenia wladzy - z niczego, na gruzach starego swiata, po wojnie, ktora uni- 
cestwila wszelkie wartosci. A "subiektywnie" - z punktu widzenia Ojca - ,,krolew- 
skosc" stanowi najskuteczniejsze zapewnienie nietykamosci. Rzecz jasna, Krol-Oj- 
ciec sit; my Ii - od wladzy nieodst<;pny jest strach, tyle ze strach innego rodzaju. Wkrotce 
to zrozunne i zacznie bac si
 na nowo - tynlczasem jednak chroni si
 w ,.kr61ew- 
skosc" przed tanltym zwierz<;cym strachem; strachem przed biciem i maltretowaniem 
przez drugiego czlowieka. 
Sprzecznosc pomit;dzy "obiektywruj" i "subiektywll'ln interpretacj'l "krolewsko- 
oci" b
ie ZrOdlem dalszych powiklait akcji, ktore juz sprowadzaj'l sit; do szekspi- 
rowskiego stereotypu walki 0 wladzt;. W owym stereotypie jednak zostaje pomiesz- 
czona bardzo wlasna. ubsesyjna niemal, problematyka Gombrowicza. Bo coz oznacza 
wyniesienie Ojca przez Henryka do godnosci krola? Oznacza rekonstrukcjt; ..ojczy- 
zny" w takinl sensie tego slowa, jaki nadal mu Gombrowicz w Trans-Atlanl)'kll w 
slYllllej dyskusji narratora z Gonzalem; oznacza zatem przywrocenie absolutnej domi- 
nacji ojca nad synem, kulm tradycji i dawnego obyczaju. Ojciec zywi zludzenia, ze 
tanlten patriarchamy porzqdek moma przywrocic i ucieka sit; nawet do proby swoiste- 
go "przekupstwa", zeby pozyskac dla swego zanliaru syna; obiecuje rou mianowicie 
"przyzwoity, porzondny" slub z Mani'l. 
Jednak zanim to nast'lPi, Henryk wykonuje brzenuenny w skutki gest nmgiczny: 
uklt;ka. Wykonuje go wlasnie niejako na probt;, ,,nieco na boku" - jak wyjasniaj'l 
didaskalia: wykonuje go w zgola odnliellllej intencji. niz narrator w Trans-Atlanl)*". 
ktorego "padanie na kolana" przed JW Poslem Kosiubidzkinl Feliksem sprowadzalo 
uroczysty rytual do farsy. W Sillbie - jak juz zaznaczalem - dokonuje sit; proces od- 
wrotny; przywraca sit; moc osmieszonym gestom i zaklt;ciom magicznym. Dianletral- 
nIl zmiant; sytuacji uswiadanua nanl chocby kontrast pomit;dzy: "Ja na kolana pa- 
diem" bohatera-narratora Trans-Atlanl)'kll a slowanli Henryka: "ukl'!klem tak jakos 
cicho" (Dz VI, s. 126). Od tego gestu zaczyna bohater Sillbll budowt; ,,kosciola mit;- 
dzyludzkiego" - uklt;ka w karczmie, w miejscu splugawionym; uklt;ka przed popycha- 
diem, 1Z0nym i bitym. Co nanl to przypomina? Alez oczywiscie, ludzkusc juz raz (czy 
tylko raz?), prawie przed dwonm tysUjcanli lat. zaczynala budowt; kosciola ludzkiego. 
w ktorym na oltarzu obok abstrakcyjnego Boga mial stan'lc konkretny czlowiek, ze- 
1Z0ny, udrt;czony i wreszcie zanlOrdowany. Stworzenie takiego kosciola mialo odnue- 
nic los ludzkosci, przeobrazic czlowieka. Czy przeobrazilo? Ktos moze utrzymywac, 
ze negatywna odpowiedz na tu pytanie jeszcze niczego nie przeS'ldza, bowiem w tanl- 
tym ludzkinl koociele nader szybko znow czlowleka zwycit;iyla abstrakcja, trzeba wit;c 


46 11Ja i e list)" "Dialog", 1978, ill 2.
		

/td_Page_044_0001.djvu

			44 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / droma/ycznosc. Gambrow/cz - R6zew/cz - Mrozek 


bylo derrnitywnie rozprawic sit; z abstrakcj'l, w inlit; ktorej czlowiek drt;czyl i zabijal 
drugiego czlowieka. Tak, ale dranlat Gombrowicza wychodzi wlasnie od skutkow owej 
definitywnej rozprawy, ktore S'l nader przeraiaj'lce; tak przeraiaj'lce, ze ludzie za po- 
moc'l wszelkich znanych sobie zaklt;C nmgicznych probuj'lje "odczyniac". S'l to usi- 
lowania zalosne w swej bezsilnooci - a jednak nie mozemy sit; od nich powstrzymac. 
Jak Ojciec, ktory odprawia egzorcyzmy zarowno "w inlit; Ojca i Syna",jak i uciekaj'lc 
sit; do zakl<;C wzit;tych z ludowego zabobonu: "zniknij przepadnij, nie bylo, nie nm" 
(Dz VI, s. 132, 133). Ale przeciez bylo i jest. 
Najwyzsza pora obj'lc chocby krotkinl rzutem oka akt II i III Sillbll. Zacznijmy 
rowniez od "fizyki". W akcie II obowiqzuje jeden nadrz
y zakaz: nie dotykac! 
Rzecz jasna, tego rodzaju zakaz rodzi nieuchronnie pokust; - wit;cej: 4dzt; - dotknit;- 
cia. Dranmturgit; tego aktu b
ie wit;c wyznaczalo napit;cie pomi
y panicznym 
It;kiem Ojca przed dotknit;ciem a nieokielznaruj 4	
			

/td_Page_045_0001.djvu

			1. GOM BROWICZ 


45 


Zfozunuenia istoty owego "mlt;dzy nanu" wiedzie (i chyba musi wiese wlasnie tt;dy- 
edukacja bohatera Sillbll jest przeciez powtorzeniem drogi, ktor'lludzkosc przebyla w 
swojej najnowszej historii) przez doswiadczenie brutalnej sily, niezbt;dnej do narzu- 
cenia innym swego: ,,Ja jestem Bogiem!". (Warto zwrocic uwagt; na slowa Henryka: 
"Ja w tej chwili / Potrzebujt; nieco brutamosci", s. 181.) Z cal'l brutalnooci'l dowodzi 
wit;c empirycznie, ze dostojeitstwa, nawet najwyzsze, w jakie przystroili sit; ludzie, S'l 
po prosm baitk'lmydian'lpryskaj'lc'lpod dotknit;ciem palca. Te dotknit;cia degraduj'l 
czlowieka. redukuj'l du ciala, ktore juz tylko udczuwa bOl i strach. Tegu rudzaju empi- 
ria stallowi jednak pulapkt;: odzieraj'lc swiat z fikcji. unlOwnosci. wtr'lca nas w kosz- 
nlaf. 
Wrocmy jeszcze raz na chwilt; do I aktu, w ktorym Henryk mowi rodzicom: "Ja 
juz nie jestem synem"; "Ja jestem syn wojny!" (s. Ill). Teraz, w akcie III, padaj'l 
slowa stanowi'lce kwintesencjt; doswiadczenia wojny: "Ojciec tu taki sanl urZ'ld, jak 
krol" (s. 185). To jedno zdanie uchyla zaslony, zaktor'l ukrywa SIt; kosznlaf wynikly z 
zerwania wszelkich wit;zow mit;dzyludzkich, wl'lcznie z najblizszymi wit;zanu krwi. 
Dlatego w slowach Ojca wyczuwanlY niezwykle stt;zenie grozy: 


Terni slowami 
Otwieraszwrota strasznemu nieszcz
sciu 
Co z gl
bi samy dmiem Bozen 


Jednak zakoitczenie Sillbll jest nienmL. dydaktyczne. To przewrotny dydaktyzm, 
bo neguj'lcy ismienie winy i odpowiedziamooci - nienmiej daje on cieit nadziei na 
roZfzedzenie GeSli nie zneutralizowmlle) grozy ostatnich historycznych doswiadczeit 
ludzkusci. W tym zakoitczeniu "rzeczywistosc zwierciadlana" przejmuje funkcjt; an- 
tycznej Nemezis. Henryk. patrZ'lc na trupa Wladzia. przy ktorym stant;lo czterech 
Dostojnikow, rozkazuje: 


Jdeli jednak czterech z was stan
}o tam. przy nim. to niech czterech z was stanie tu, przy 
mme 
On 1 jam Czterech 1 czterech n Tam 1 nt... 
[n] 
Gdy tak tu stoj
 
I rno-wi
m 
Niech wasze r
ce 
Mnien dudtkrntn 
(stojqcy za nim StJ"{l
licy klculq mu r€ce na rclmiona)
		

/td_Page_046_0001.djvu

			46 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / droma/ycznosc. Gambrow/cz - R6zew/cz - Mrozek 


HISTORIA PISZE PARMUR
 OPERETKI? 


Formy - w ktorych my wietrzymy "nieprawd
", "teatral- 
nose" - s
 [...J narz
dziami nadaj
cymi ludzki sellS swiatu. 
zaspokajaj
cymi nasz
 potrzeb
 senSlL "Pi
kne" slroje, "ele- 
ganckie" Cormy towarZ}Tskie, "bezcenne" przedmioty kni- 
tu... Zlote oltarze i podobizny bogow; szaty dostojnikow i 
suknie ad Diora; korony krolewskie, papieskie tiary i chlop- 
cy z gol
 glow
 postrz}':zeni w z
bek; rytualne gesty kapla- 
na W)Tkouywane wobec tlum" wiernych i nieodl
czny ad 
ludzkiego obcowania savoir vivre... Tak oto W)Tlania si
 weale 
pokazna klasa pozornie roznych zjawisk, ktore skladaj
 si
 
w ludzki ceremonial [...J. Wszystkie najstarsze W}Tnalazki 
czlowieka [...J rodzina, religia, sztuka kulinarna, mowa 
naturalna W)Tkazuj
 u sW)'ch zacz
tkow t
 ceremonial- 
nose, czyli "nienaturalnose"; t
 "teatralnose" etykiety. [...J 
Dzisiaj nalezy juz rozumiee -ze wszystkie decyduj
ce zma- 
gania historii s
 (talde!) starciem si
 dwu ceremonialow, 
zmaganiem si
 alegoryj.47 


Autorski K01l1entar
, otwIeraj'lcy Ope/ptke. zaczyna sit; take 


Tekst sztuki nowoczesnej coraz mmej nada]e Sl
 do czytama. Coraz bardzJ.ej sta]e Sl
 
partytuTIt,l-t6ra Zyc zaczyna dopiero na scenie, w grze, w spel.-taklu. 48 


Czyzby Gombrowicz na serio chcial nas zniecht;cic do czytania teksm swojej sztu- 
ki, czy tez, wr
cz przeciwnie, chce nas zmusic do lektury uwaZniejszej, nastawionej 
takZe na odczytywanie wpisanych w tekst literacki znakow teatramych? Odpowiedz 
jest chyba oczywista. 
Zacznijmy zatem od scenografii. Trudno nie zauwaZYc, ze Ope/ptke pol'lczyl au- 
tor tozsanlOsci'l miejsca, w ktorym zaczyna sit; akcja, z 11l'onq. Porownajmy: 


lIJiejsce pr=echcu/=ek - clr=eH'a, w gl€bi lctH'ki, public
lOSC swiqtec
lQ. 
(Jwona, ksie=nic=ka Burgunda) 


Plac pr=ecl koiciole11l. Dr:::eH'a, lctH'ki, miejsce pr:::echacl::ek 
(Operetka) 


Gombrowicz, ktory nieslychanie serio traktowal architektonikt; wlasnego Zycia i 
pisarstwa, swoj'lsk'lP'l tworczosc dranmtycZll'l.licZ'lc'lzaledwietrzy utwory (ponriit- 
my m niedokoitczoll'l Historie, wydobyt'l z rt;kopisow po smierci pisarza), rozpi'll 
niejaku na skrajnych punktach skali foml dranlatycznych, na ktorej najniZszym stup- 
niu unliescil operetkt; (sanl nazwal jib w cytowanym juz K01l1enra"
II, "bOSkinl idioty- 


47 AndrZej Falk:1ewlcz, Czlowiek teatrabr)'. "D1alog", 1988, ill 9, s. 94, 96. 
48 D=iela, t. VI, s. 227.
		

/td_Page_047_0001.djvu

			1. GOM BROWICZ 


47 


zmem"), ana najwyzszym - Hamleta. Te trzy sztuki ukladaj'l sit; w zastanawiaj'lcy 
tryptyk, ktorego dwa skrzydla boczne stanowi'l utwory nawiqzuj'lce do owej najniz- 
szej fomlY teatramej, a cz<;Sc Srodkowa usiluje dosi<;gn'lc szczytu wyznaczonego przez 
najwit;ksze dziela Szekspira. 
Na architektonikt; pisarstwa Gombrowicza trzeba jednak spojrzee takZe z innej 
perspektywy, ktora ukaie szczegome miejsce i funkcje jego utworow dranmtycznych 
jako punktow zanlykaj'lcych poszczegome odcinki drogi tworczej, a rownoczeSnie 
otwieraj'lcych nast<;pne. Perspektywt; tt; przyj'll Fran
ois Bondy w szkicu, drukowa- 
nym u nas jeszcze na pocz'ltku lat 70.. Irirold Gombr01l'ic c::)'li sdachcica polskiego 
pojed)'nAi cienio1l,49. Zwrocil on uwagt; na pewll'l stale powtarzaj'lc'l SIt; sekwencjt; 
w pisarstwie Gombrowicza. ktor'l moma by nazwac takZe laitcuchem transfomlacyj- 
nym: 


Obraz. rnysl stajll si
 dramatem. a dramat zostaje doprowadzony do paroksyzmu. so 


Otoz sanl Gombrowicz zwracal uwagt;, ze rowniez jego sztuki teatrame S'l swego 
rodzaju paroksyznlallU, stanowi'lcynu czys4 erupcjt; wyobraZni. W D
iennikll znaj- 
dujemy np. takie stwierdzenia, dotycZ'lce Sillbll: 


[on] Slub me jest opracowamem anystycznym]al'egos problemu czy syruaCJi [no] ale 
luZ:nym "''Yladowaniem "''Yobraini, "'ryt
zonej, co prawda, W okreslonymkierun1..-u. S1 


Ow kierunek w Sillbie, podobnie zreszt'l jak w Operetce. wyznacza historia, a 
raczej ostatni historyczny kataklizm, ktory obrocil w ruint; prywatny swiat Henryka. 
W gruzach legly dwie podstawowe instytucje tego swiata - Koociol i Dom. Bohater 
dranlatu podejmuje heroiczrt'l probt; ich odbudowy. Tym bardziej heroiczrt'l. ze wy- 
zbyt'l zludzeit 0 istnieniu Boga. Budowany przez Henryka kosciol b
ie zatem "ko- 
ociolem ludzkinl", w ktorym dokona sit; ubostwienie czluwieka. 
,Lume wyladowmrie wyobraZni", jakim jest w rnterpretacji sanlego autora Sillb. 
daje pocz'ltek arcyclekawej refleksji w D
iennikll na tenmt niepokojow metafizycz- 
nych wspolczesnego czlowieka. Refleksja ta rozgalt;zia sit; w rome strony, prowoku- 
j'lC polemiki autora z glownynu systenlallu swiatopogr..dowynu tanltego czasu, a zwlasz- 
cza inspiruj'lc rozprawt; z racjonalizmem. Wizja ..koociola ludzkiego" jest punktem 


49 Najpierww "Pami
tniku Literackim" (1973, z. 4), poZniej w antologii opracowanej przezZdzisla- 
"''3 Lapillskiego GombJVwic= i krytycy (Krakow 1984) i Virreszcie, pod nieco zmienionym tytuIem (IT/told 
Gombrawie albo: s=lachcica polskiego poje{
1'llki cienibw) w cytowanej juZ tu parokrotnie antologii 
..Patagonc=t'k w Berlillie". ITitold Gombrawie w oc=ach krytyki niemieckiej. 
so Tal brznn to zdame wprzekladzte RomanaZ1ill.3lldaz francuslieJ wersji eseju (GombJUwk-= i kJ),(\,(t., 
s.140), a takwtlumaczemuKrzyszrofaJadnmczaka zVirersjimemleclaej: ,)(azdypomysl, kaZda idea st
e 
si
 dramatem. intensyfikowanym nastgJnie aZ do paroksyzrnu." ("Patagonc=ykw Berlillie", s. 62) 
Bardzo podobne stwierdzenie sfonnulowala Ewa Graczyk: ,,[no] wtrakcie opowiadania transformacji 
ulegajll rownieZ mysli i idee, stajllc si
 przygodami, fabularyzujllc si
 pod -wplywem materii literackiej, Z 
Urnll wsp61istniejll." (Peed wybuchem wsteqsnqc. 0 twon-=osci ITitolda Gombrawiea w okresie mi€- 
CL"}'11'oje1l11ym, Gdallsk 2004, s. 46) 
51 D=iela, t. VII, s. 101.
		

/td_Page_048_0001.djvu

			48 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / droma/ycznosc. Gambrow/cz - R6zew/cz - Mrozek 


wyjscia najbardziej moze ryzykownych rozwaZait 0 poziomym i pionowym obrazie 
ludzkosci, ktorych j'ldro stanowi "Deklaracja Nierownosci", rzucona w twarz egalita- 
rystycznie nastawionym spolecznikom w Tandilu: 


Powiedzialeru... ze idea ro-wnosci jest sprzeczna z ca1:t st:ru1..--rur1l gatun1.-u ludzliego. Co 
jest najwspanialsze w ludzkosci, co "''YZIl3cza jej genialnosc w stosunl.-u do iIlllych ga- 
tunk6w, to wlaSnie, 12 czlowiek nie jest rowny czlowiekowi - gdy mn5wka jest ro-wna 
mIa-wee. Oto dwa wielkie klamstwa wsp6lczesne: klamstwo Kosciola. ze wszyscy majll 
tall'! sam:t dusz
; klamstwo demokracji ze Vi'SZYSCY majll to sarno prawo do rozwoju. [no] 
rni
dzy czloW1eklem a czloW1eklem POWstaJIl rornice stokroc W1
ksze mz w calym sW1e- 
cie zwierz
cym. POIm
dzy Paskalem lub Napoleonem. a chlopkiem ze WSl W1
ksza jest 
przepasc, niz rni
dzy koniem a glist'1_ Ba, nmiej si
 romi chlop ad konia niz ad Valerego 
lub SW. Anzelma. Analfabeta i profesor tylko na pozor SI'! talimi samymi ludzrni Dyrek- 
tor jest czyms iIlllym niz robotnik5
 


Tu juz jestesmy daleko od wywawnej refleksji; filozof przeobraia sit; w aktora, 
ktorego porywa wlasny monolog - i ponosi nieco za daleko, czego Gombrowicz ma 
pein'l swiadomosc ("Powiedzialem rzeczywiscie za duzu. To bylo niepotrzebne. 
A jednak czujt; sit; lepiej... ta agresywnosc wzmocnila nmie"). Tak oto wI'14 sit; ogni- 
wa kolejnego segmenm laitcucha transfomlacyjnego. 
Stwierdzilem wczesmej, ze pierwsze ogniwo tego segmenm, powstalego juz na 
enugracji, ;;tanowila mysl 0 ostatnim katakliznue historycznym - wnet obj<;la ona jed- 
nak call} historit;, a przynajnmiej taki fragment dziejow. ktory wyraZnie zaprzeczal 
tezie 0 prostolinijnym ich biegu (panu<;tanlY szydercze "znowui" i "wcilji" z Trans- 
Atlano*", podkreslaj'lce fatah1'lpowtarzamosc katastrofw naszej historii). Dodajmy, 
ze Gombrowicz myslal 0 historii nader niecht;mie, proponuj'lc wydobyc sit; spod jej 
ci'lZenia. Pisal w D
iennikll: 


Historia? Trzeba abysmy si
 sta1i burzycie1ami w1asnej historii, opierajllc si
 ty1ko na 
naszej terainiejszosci - gdyZ w1asnie historia stanowi nasze dziedziczne obciqienie, na- 
rzucanam sztuczne "''Y0braZenie 0 sobie, zmusza abySmY upodabniali si
 do historycznej 
dedukcji zamiast Zyc w1asill! rzeczywistoscill.53 


Ta niecht;c do historii wyladuje sit; rowniez w paroksyzmie dranmtycznym - Ope- 
'Ptce wlasnie. Gombrowicz rozprawia sit; z histori'l na swoj sposob - nie oskaria jej, 
tylko osmiesza, redukuj'lc do mody, ktora narzuca ludziom obowiqzuj'lce przez jeden 
sezon stroje-ideologie. Nieodl'lczn'l cz<;sci'l stroju S'l maski zakrywaj'lce nasze ludz- 
kie oblicza. Niestety, zmiana strojow i masek nader rzadko odbywa sit; bezkrwawo; w 
pierwszych dziesit;cioleciach XX wieku upust krwi, ktorego dokonala moda-historia. 
byl wyj'ltkowo obfity - dlatego nawet sanl mistrz Fior wykrzyknie ze zgroz'l: 


Przeklinam 1udzli strOj, przeklinam mask
 
Co nam si
 w cia10 ",riera, okrwawiona 


5
 D=iela, t. VIII, s. 79--80. 
53 D=iela, t. VII, s. 173.
		

/td_Page_049_0001.djvu

			1. GOM BROWICZ 


49 


W radosnym finale Operetki - tak odnliennym od zakoitczeit wczeSniejszych sztuk 
Gombrowicza - zwycit;Zy nagosc "zmartwychwstalej Albertynki". Bt;dzie to prawdzi- 
wie operetkowe zwycit;stwo nad mod'l-histori'l. Dodajmy: zwycit;stwo zbyt latwe. 
Zakoitczenia utworow Gombrowicza wpisuj'l sit; z reguly w jeden z dwoch wyra- 
zistych i biegunowo przeciwstawnych schematow: tragiczny lub komiczny. Albo pada 
w nich trup, albo wybucharozbrajaj'lcy smiech i wszyscy puszczaj'l sit; w ekstatyczny 
taniec (w pierwszym opowiadaniu - Tancer
1I111ecenasa Krayk01l'sAiego - byl to "ba- 
chicznytaniec" epileptyka). Final OperetAi, musi bye, oczywiscie, operetkuwy, a wit;c 
rozspiewany i roztaitczony. Bardziej mogl dziwic podobny final np. w Trans-Atlan!)'- 
1i1.I, ale tanlten w spos6b rownie oczywisty nawiqzywal przeSnliewczo - do zakon- 
czenia Pan/1 Tadells
a. Sztucznosc tych Gombrowiczowskich happy-endow jest wprost 
krzycZ'lca i zdaje sit;jawnie drwic z formuly: "wszystko dobre, co sit; dobrze koitczy". 
Z zakoitczenianli utworow Gombrowicza jest w ogole klopot... Michal Pawel 
Markowski zwraca uwagt;, ze najbardziej cenione przez niego utwory (Pornografia i 
Kos1l10s) koitcz'l sit; "byle jak""'. Pisarz juz w swojej pierwszej powieSci pott;rnie 
zadrwil sobie z czyteffiika. ktory z wypiekanli na twarzy pochlanial ksiqi:ki, powtarza- 
j'lC tylku jedno pytanie: ,jak to sit; skoitczy?". Manl na mysli, uczywiscie, slynny dwu- 
wiersz zanlykaj'lcy Ferdrdllrke 55 : 


Komec 1 bomba 
A kto czytal, ten 1r.tba! 
rr:c. 


Bo tak naprawdt; zakoitczenie jest warne tylko w powiesci sensacyjnej, krynrinal- 
nej czy melodranmcie (oraz ich udpowiednikach teatramych i fiffilOwych). W anlbit- 
nej literaturze. teatrze czy fiffiue 0 wiele waZniejszy jest pocz'ltek. Jak zacZ'lc? - to 
prawdziwy problem tworcy XX (i pewnie rowniez XXI) wieku. Jak zaCZ'lC, aby od 
razu, od pierwszego zdania zdobyc sluchaczy swej opowieoci? A zdobywa sit; ich z 
coraz wit;kszym trudem, w miar<;jak rosme ilosc opowiadaj'lcych 56 . 
Warto moze przyponmiec, jak zaczynaly sit; powieoci Gombrowicza. 
Trans-Atlan!)*: 


Odczuwam potrzeb
 przekazama Rodztme. krewnym 1 przyJ3Clo}orn rnmm tego oto za- 
CZQtku przyg6d rnoich, JltZ dz1esl
C101etIl1ch, wargentyJiskiej stoliey. 


54,,1 no] 1 POJ7logra:fia. 1 Kos11los, l-rorym przyp1SU]
 kluczowe znaczeme w pOW1eSClOWej tw6rcZOScl 
Gornbrowlcza. koncz'1 Sl
 w spos6b mesyntetyczny. kulawy 1 koslawy, byle]31 [no]" (CZClJ71Y nUJ1. Gom- 
brawie, swiaT, literahu"Cl, Krak6w 2004, s. 45). 
55 Ewa Graczyk pisze 0 bral-u zakonczenia w Ferclydurke: "Brak zakonczenia, nieobecnosc fabulame- 
go dornkni
cia> sugeruje potencjalrnt cyklicZIlosc, powtarzalnosc przyg6d J621a - raz Vi'yrwany z domu 
:kr.tZyc moze po rornyeh srodowiskach.. basenach, morzach jak okr
t-widIl1o, moze przezywac bez konea 
rornego rodzaju przygody" (Pr:::ecl wybuche11l wstr:::qsnqc, s. 49) 
56 Trudno mi w tym miejscu oprzec si
pokusie przytoczenia slow Andre Gide'az TraJ.:1ahl 0 Nwr'y::ie: 
"Wszystko zostalo juZ opowiedziane; ale poniewaZ nikt nie slueha. trzeba zawsze zaczynac od nowa." 
(I11l11loJ"Cllista i inne U111'OJ)', przeloZyla Izabella Rogozillska. Warszawa 1984, s. 31)
		

/td_Page_050_0001.djvu

			50 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / drama/ycznosc. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Pornoara ifi a' 
6 . 


OpOW1em warn lIlll1l przygod
 rnO]1b ]edna chyba z na]bardzte] fatalnych. 


Kosmos: 


OpOW1em lIlll1l przygod
 dZ1WIl1ejSZQn 57 


Czytelnik coraz czt;sciej stosuje .,kryteriunl pierwszego zdania". 0 ktorym pisal 
np. Jerzy Pilch". Zakoitczenia S'l nieistotne, bo S'l wlasciwie pozorne; opowiadanie 
nigdy sit; bowiem nie koitczy, moze zostac tylko przerwane, zawieszone. Przyponmij- 
my jak dobimie pozornosc zakoitczenia swojej Kartoteki podkreSlil Rozewicz w roz- 
poczynai'lcych sztukt; didaskaliach: 


Swiatlo nie gasnie, na11'et kie{
1' opavviadcl1lie jest skoiic::une. Kurtynu nie zapada. Bye 
moze opowiadcl1lie jest tylko pr:::enmne? Na gocl=illf;, na rok.n 59 


Zakoitczenie Operetki jest nader wyraziste, zdecydowane, jednoznaczne; to po 
prosm konwencjonamy operetkowy final- radosny, rozspiewany i roztaitczony. Napi- 
salem .jednoznaczne". nmj'lc namysli strukturt; dranlatyczn'l (zakoitczeme czyli roz- 
wiqzanie akcji) a nie sens historiozoficzny, 0 ktorym tak pisal jeszcze w 1971 r. Jan 
Bloitski: 


57 Problem "poczq:tku noweJ opoW1esci" podjqI clekaW1e Slawoillll Mrozek w opow1adamuKogul, Lis 
i ja tUme tu jeszcze zostanie przywolane), kreujllc postac autora. pragnllcego bye zarazem jednym z 
bohaterow. Autor uswiadamia Kogutowi i Lisa-wi jakie sllregu1y gatun1.-u i st:ru1.--tura utworu: "To b
dzie 
poczQtek nowej opowiesci."; "Gpo-wiese v;rinna bye ciekawa."; ,,- Opowiesc nie jest przeznaczona dla 
ciebie. Ty jestes tylko bohaterem opowiesci." Mo-wi im takZe 0 oczekiwaniach czytelnika: "Jako autor 
jestemzalemy ad czytelnika. a ten ma swoje Vi'YJll3gania. Nie mog
 mu dostarczac opowiesci, l.-tme by go 
nie interesowaly. Opowiesc wi
c musi bye mezwykla. bo rzeczy zwykle nikogo nie interesujll. Wy zas. 0 
ile was dobrze rozrnmem, domagaCle si
 ode mme zwykloscL Jese, spac, me ruszae Sl
... I zeby, bron 
Boze, me przytrafilo Sl
 wammc nadzwycza]nego. Kogo to mteresu]e?" (Slawom1f Mrozek Opawicula- 
nia, Krakow 1981, s. 87-89) W efekcie nadmiar swiadomosci bohaterow prowadzi do katastrofy i autor 
moze tylko pr6bowac odwlec nieucmonne fatalne zakonczenie... A wi
c sformulowany zostal tu takZe 
problem bral-u wyrainego, jednoznacznego zakonczenia opowiesci, bOra ulega tylko zawieszeniu i cill- 
gle podejmowana jest od nowa. 
58 Jego krotka wypowiedZ. zamieszczona w "Gazecie Wyborczej" (3 paidziernika 2003 r.) wzwiqzl-u 
zprzyznaniem literackiej Nagrody Nobla Johnowi Ma.."'(wellowi Coetzeemu, zaczyna si
 tak: ,,Przeczyta- 
lem jedrnt kSlqzk
 noblisry - Haiibf;. Kupilem]1l z powodu plerwszych dwoch zdan: »Uwaia. ze ]ak na 
m
zczyzn
 w tym W1eku - ma 52 lata 1 jest rozwledz1Ony - problem seksu rozwlqzal me na]gorZej. W 
kaZdy czwartek po poludniu jedzie autem do Greenpoint«. Mam kryterium pierwszego zdania - to mi si
 
spodobalo." 
59 To intrygujllce (dwukrotnie tutaj powtorzone) w sztuce teatralnej slowo opowiadanie przykulo 
uwag(( Grzegorza Niziolka w ksi:tzce Cialo i s1011'0. Szkice 0 teatr=e lluleusza Rozewic=a, Krakow 
2004: "Swoje opowiadanie Bohater podejmuje na nowo i wci&i: porzuca - to jeden z charal.-terystycz- 
nychrytm6wmamatu."(s.17/18)
		

/td_Page_051_0001.djvu

			1. GOM BROWICZ 


51 


Jak Goethe Fausta, GornbroW1cz zaopatrzyl Opereth;; w podw6]ny final. LudzkosCl. cala 
twOJa hlstona jest blazenstwem - moW1 Jedna z twarzy Janusa. LudzkosCl, zaczyna] na 
nowo, ]estes wieczna - rua-WI druga.60 


Ale to zakoitczenie sztuki zostalo wpisane w jeszcze jednll strukturt;; dose efeme- 
rycZll'l wprawdzie. jednak wart'l tu wsponmienia. Idzie mi 0 pierwodruk Operetki w 
trzytomowym - autorskinl - wydaniu D
ielUlika61 . Owe trzy tomy zostaly spi<;te szcze- 
gom'l klanlf'l, ktor'l tworzy otwieraj'lce tom pierwszy - czterokromie powtorzone - 
"Ja" oraz zanlykaj'lce tom trzeci - i powtorzone az dwunastokromie na ostatnich trzech 
stronach a dziewit;ciokromie w sanlym zakuitczeniu(!) - "To my!". Klanlfa- bye moze 
- przypadkowa. choc trudno mi uwierzyc. ze mogla zostac file zauwamna przez auto- 
ra, pewnie z jeszcze wit;ksz'l uwag'l wpatruj'lcego sit; w slowa niz w patyczki, grudki 
ziemi i kanlyki na drodze w czasie spaceru, opisanego w D
iennikll, w ktorym zreszt'l 
opozycja ,ja" i "my" jest nader czt;sto przednuotem rozwaZait. 
Uwagt; interpretatorow zaprZ'lta jednak raczej ..zmartwychwstanie" nagiej Alber- 
tynki, ktora spiewa w tercecie ze Zlodziejaszkanu: 


Ach.. Albertynka. to cud dZ1ewczynka. z grobu powsta]e
 W1eczyscle mloda. na trumme 
tanczy, bawic Sl
 chce 


Albo tercet Fiora, Szamm i Firuleta: 


Nagoscl W1eczme m10da wita]! 
Mlodosci wiecznie naga "Witaj! 


Moj'l uwagt; przykuwaj'l natomiast przede WSZYStkinl ostatnie slowa ekstatyczne- 
go rrnalu, powtarzaj'lce sit;jak przy udtwarzaniu starej uszkodzonej plyty: 


ZLODZIEJASZKI 
To my! 
To my! 
To my! 
ALBERTYNKA 
To oni
 tak.. to OilL ach.. to om ",'Szak
 to OilL ach
 to OilL tak
 to OilL ach. to OilL ach.. ach
 
ach.. to om ach to om 


ZLODZIEJASZKI 
To my! 
To my! 
To my! 
WSZYSCY 
To oni wszak
 to om ach to OilL tak.. to OilL 


60 Historia i operetka, "Dialog", 1971, ill 6. Przedruk w: GombJVwic= i krytycy. Wybori opracowanie 
Zdz1s1aw Lapinski, Krakow 1984. Ja cytuj
 wydanie: Jan Blonski, FOJ71la, smiech i r:::ec=y ostatec
le. 
Shulia 0 Gombro11'ic
LKrakow 1994
s. 211. 
61 Torn trzecl ukazal Sl
 w r. 196tJ nakladem Instytutu Literack:tego w Paryiu.
		

/td_Page_052_0001.djvu

			52 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / drama/ycznosc. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


ZLODZIEJASZKI 
To my! 
To my! 
To rny!
 


Zainlki ,,111y" i "oni" w naszych owczesnych potocznych rozmowach odnosily sit; 
przede WSzystkinl do najwaZniejszegu konfliktu tanltej epoki, konfliktu mi<;dzy spole- 
czenstwem i wladz q 63 . Wyrai:enia zainIkowe" To my!" - "to ani"" wytyczaly wyrafrut i 
nieprzekraczain'lgranict;, przecinaj'lc'lJaiGjkolwiek komunikacjt;64 . Trudno oprzec sit; 
skojarzeniu owego twardego i pozbawionego operetkowych ozdobnikow "To my!" z 
pieSni'l masow'l czy rewolucyjn'l poezj'l Majakowskiego lub Broniewskiego; a trzy- 
krome powtorzenie posiada moc zgola nmgicZll'l. ..To oni" powtarza sit; natonuast w 
kwestii Albertynki az dziewi<;c razy, ale oslabione egzaltowanynu wykrzyknikanu ("ach, 
ach, ach") i rytmem (podkreSlonym rymem) wybijaj'lcym oksytoniczne zakoitczenia 
czterosylabowych odcinkow: "To oni, tak, [I] to oni, ach, [I] to oni wszak"... Lekki, 
taneczny, synkopowany rytm na "cztery czwarte" zustaje tu zderzony z suruwym nlaf- 
szowym rytmem na ..dwie czwarte" ("To my!"). Powstaje wraienie, jakby w oddalaj'l- 
cych sit; tanecznych podrygach cichlo stopniowo slowo "oni", podczas gdy ,,111y" roz- 
brznliewa ci'lgle z rowll'l moc'l. I tak final operetkowy, z wlasciw'l sobie lekkosci'l, 
rozwi'lzuje najwaZniejszy konflikt epoki... 
Ale awo zakonczenie maze zabrzmiec, oczywiscie. zupelme inaczej. Trzykrotnie 
powtarzajqce Sl
 "To my!" maze np. zostac zaspiewane w rytmie na "trzy czwarte", w 
ktorym "osemki" (chodzi mi 0 wartosci nut) zaledwie punktuj'l melodit; lekkiego, 
zwiewnego walczyka. Taki ksztalt muzyczny nadal finalowi Operetki Maciej Malecki, 
autur muzyki du spektaklu Polskiego Radia BIS, ktory 10 paidziemika 2004 r. zustal 
nagrany w Studio Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutoslawskieg0 65 . To 
ostatnie nazwisko musialo sit; tu pojawic - przynajnmiej jako patrona Studia Koncer- 
towego - zeby chociaz cZ'lStkowo speh1ilo sit;, po uplywie paru dziesit;cioleci, marze- 
nie Konstantego puzyny 0 sukcesie teatramym Operetki: 


Gdybyja1.iS Lutoslawsli napisal do ni
 ro-wnie rnistrzuwsk:t rnuzyk
, nowoczesllll a utrzy- 
m.:Irul w klasycznym wiedenslim stylu, pe1n:'1jadowitego hurnafU, ale i gl
bokiej po-wagi 
- bylaby to sceniczna bomba, sukces na wiele sezonow. 66 


Rzecz jasna. nie bt;dt; ocenial, czy muzyka Macieja Maleckiego si<;gn<;la wYZyn 
takiego mistrzostwa; w kai:dynlrazie w rooich uszach "To my!" rozbrznnewanadal w 
n13.fSZowynl rytmie na "dwie czwarte", w kt6rynl "cwiartki" (nutowe) mocno zazna- 



 D=iela. t. VI. s. 320, 321. 
63 PrzypOIlUll]rny, ze Teresa Toranska tak:1e TyTUly dala swmm dwu kSlqZkom (Oni, Londyn 1985; 
Alt" Warszawa 1994). 
. 64 Nie zrywalo jej np. niegdys przeciwstawienie "my i v..'Y", znane chocby z publicystyki pozytywi- 
stycznej. 
65 Spel..-takl, wedlug scenariusza i wreZyserii Piotra Cieslaka. ukazal si
 na dwoch ply tach kompal-to- 
wvch 0 munerach PRCD 484-485. 
- 66 Pestka, [w:] tego:z, Bur:::liwapogoda, s. 43.
		

/td_Page_053_0001.djvu

			1. GOM BROWICZ 


53 


czaj'l miarowy krok proletarlackiego pochodu. (W finale Operetki jest juz przeciez po 
rewolucji.) W moim wyobraZeniu bylaby to, oczywiocie, parodia pieSni nmsowej w 
wykonaniu Zlodziejaszkow-Iunlpenproletariuszy. Gorzej, ze w finale radiowego spek- 
taklu CieSlaka i Maleckiego zabraklo konfrontacji: "To my!" - "To oni"... 
Zabraklo chyba tez wit;kszego zroznicowania rytnucznego, ktore wyrainie sly- 
chac w tekscie Gombrowicza - final spektaklu radiowego kr<;ci sit; przewazme w ryt- 
mie walca, kt6ry, rzecz jasna, w operetce wiedenskiej zdecydowanie dominowal, ni- 
gdy jednakze nie wpadaj'lc w monutonit;. Ucieczk'lprzed ni'l mogla bye np. polka czy 
n13.fSz. 
Poniewaz operetka wiedeitska stanowi niew'ltpliwy wzorzec Operetki, nie od rze- 
czy bt;dzie podkreslic, ze Gombrowicz Oak zawsze w swoich utworach) poczynal so- 
bie Z Gwynl wzorcem dose przewrotnie. Libretta operetkowe, przesycone erotyzmem, 
pelne seen frywolnych, dalekie byly wszakZe od wulgarnosci. W warstwie jt;zykowej 
stronily nawet od dosadnej jednoznacznosci - przeciwnie: ich zywiolem byla aluzyj- 
nose i dwuznacznosc. W swiecie scenicznynl, tworzonynl przez operetk
 wiedenskll 
(pomijanl tu operetkt; paryskll- kr6lestwo kankana; to raczej do niej odnosi sit; okre- 
slenie "podkasana muza", pudczas gdy operetka wiedeitska zasluZyla sobie na pu- 
etyczn'l nazwt; ..nlafzenia w rytnlie walca ..67), bezwzglt;dnie obowi'lzywaly "dystyn- 
gowane nmniery". Nagosc byla tanl tak sanlO nie do pomyslenia. jak wulgarnosc. Gom- 
browicz z sadystyczn'l przyjenmosci'l druzgocze ow rrnezyjny i elegancki wzorzec, 
ktory sk'lilln'ld obdarza najwyzszym komplementem, nazywaj'lc "teatrem doskona- 
lym, doskonale teatramym"68. 
Operetka jest eksperymentem idllcym poniek'ld w odwrotnym kierunkunizD.:ien- 
nik, ktory autor uwaial za czwarty swoj debiut, ze wzglt;du na zmiant; jt;zyka, jakiej 
musial dokonac 69 W tej szmce dokonal kolejnej, najbardziej chyba radykalliej zmia- 
ny. "Slowo proste" D
iennika okazalo sit; nader wyrafinowane i znakomicie sluiylo 
artykulowaniu problemow ontologicznych, epistemologicznych, egzystencjamych. 
psychologicznych, spolecznych... dlugo by jeszcze moma wyliczac - ktore w Operet- 
ce zostaly zlikwidowane kr6tkinl "rzyg". Otoz czytaj'lC sztukt; w kontekscie D
ienni 
ka, z ktorym stworzyla w pierwszym wydaniu ksi:ji:kowym jednorazow'l, niepowta- 
rzah1'l konstelacjt;, trudno oprzec sit; wraieniu, ze Operetka jest rowniez w jakinlS 
stopniu autoparom.. wymierzoll'l w niektore partie D
iennika. Przyklad: panli<;tanlY, 
ile stron autor poswit;cil w D
iennikll budowaniu "pionowego obrazu ludzkosci", kto- 
rego destrukcji dokonal pozniej w takinl oto dialogu z Operetki: 


67 Por. Janusz Ebert, Bli=q 11lu::yki - Encyklopeclia, Warszawa 1994, s. 316. W ZW1qzl-U Z tym okresle- 
niem warto zacyto-w3c l\\'esti
 Hufnagla: "Jak ten wale rozmarza. hej, hej!" (s. 281). Oczywiscie to kon- 
cowe "hej, hej!" musi nam ll3SUJl:lC skojarzenie ze slynnym okrzykiem Sajetana, rozbrzmiewajllcym na 
poczq:tku S=eH'cOw Witkacego: "Nie b
dziemy gadat lliepotrzebnych rzeczy. Hej! Hej!". 
68 W Komentacu otwierajllcym Operetke (D=iela, t VI, s. 227). 
69 Pisal w T. 1960: ,,0, drzalem Virtedy! Porzucilem j(
zyk gmteskowy rnoich dotychezasowych utwo- 
row, jak si
 zdejrnuje pancerz - tak bezbrOIlllY si
 czulem w dziennil...-u.. taki straeh nmie bral, ze w tym 
slnwie prostym wypadn
 blado!" tD=tela, t. VIII, s. 224)
		

/td_Page_054_0001.djvu

			54 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / drama/ycznosc. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


KSII;ZNA 
[no] Nagosc, phosz
 panstwa. jest demagoglczna, jest "''Phost soc]a1istyczna (hlbalnie), 
bo i coz by bylo, 
gdyby gmin odkhyl, ze nasza dupa taka sarna?! 
FIOR 
H
? 
KSL\ZI; (hlbalnie) 
Rzeczywiscie, Fehnanda ma poniekqd hacj
, coz by to bylo, gdyby si
 dowiedziano, ze 
nasza dupa nie-wiele 
si
 h6mi. 
KSII;ZNA (hlbalnie) 
Wlasnie dupa, podkheslam. wlasnie dupa! Bo,jesli idzie 0 h
ce, nagi, konczyny w agale 
lub twarze, to hasa 
bahdziej jestwidoczna. Ale dupa! (do lokaja) Niech no Jan oczysci buci1..i! 
KSIp,zI; (hlbalnie) 
Co phawda bywajll i w naszej sferze rnrarze gohsze ad dupy. (do lokaja) Wypucowac 
i nmie. Kurz. 7o 


Wprawdzie Gombrowicz swoj "pionowy obraz ludzkoSci" odnosil do indywidual- 
nych roznic potencjalu duchowego, dziel'lcych ludzi (tak czynil w cytowanej tu wcze- 
Sniej Deklaracji Nierownosci czy w slymlej polemice z Barnar'l Szubsk'l7\ a nie do 
anachronicznej hierarchii spolecznej, ale owe roznice indywiduamych potencjalow 
likwiduje z kolei ,,rzyg". Warto rowniez przyponmiec dwukromie - w D
iennikll i 
Operetce - przywolane powiedzenie Milosza. ironicznie hierarchizuj'lce intelektuali- 
stow, ktore najwyraZniej bardzo spodobalo sit; Gombrowiczowi. Przytacza je w D
ien- 
niku: 


On sam, Milosz, kiedys powiedzial cas w tym rodzaju: ze rainiea pomi
dzy intelektuali- 
St:l z3chodnim a wschodnim na tym polega, 12 piITwszy nie dostal dobrze w d.. -2 


A w Operetce wklada w usta Hufuagla: 


Intelel-tualisci dzielll si
 na dwie kategorie: takich, co nie dostali kopniaka w tylek. i 
takich, co dostali kopniaka w tylek Ci drudzy Sll rozsadniejsi 73 


W D
iennikll Gombrowicz jednak polenllzowal z Miloszem. Oto dalszy ci'lg cytatu: 


W rnysl tego aforyzmu ann nasz l whtczam w to 1 sleble) stanoW11oby, ze ]estesrny przed- 
stawicielami kulhw)' zbrulali=U1mnej, a wi
c bliZszej Zycia. Ale Mi}osz sam doskonale 
zna granice tej prawdy - i byloby Zalosne, gdyby naszprestiz rnial zasadzat si
 Vi'Ylqcznie 
na tej zbitej c
sci clala. Gdyzzbita c
se ciala nie jest c
scill ciala w stanie normalnym. 
a filozofia, literatura. sztuka rnuszQ bye jednak na uZytek os6b, l-tfuym nie pOVi'Ybijano 
z
b6W; nie podbito oczu i nie zwiclmi
to szcz
li. 


70 D=iela, t. VI, s. 278. 
71 Por. Alak i Kontralak, [w:] D=iela, t. XIV, s. 209 i 213. 
72 D=iela, t. VII, s. 23. 
73 D=iela, t. VI, s. 285.
		

/td_Page_055_0001.djvu

			1. GOM BROWICZ 


55 


W Ope/ptce natonuast cudowne - uzdrawiaj'lce - skutki kopniaka me budz'l iad- 
nych w'ltpliwooci. Profesor, kopni<;ty przez Hufnagla, wylewnie mu dzit;kuje: 


Och! Bog zaplac! To jest, zaplac, ale nie Bog. Boga nie ma. Jest sytuacja. Ja jestem w 
sytuacji. Musz
 
Wybrac. WYbieramrewolucJ
. JUZIllllep1ej. Rewoluc]a! 
HUFNAGlEL 
Tak. rewolucJa! 
Rewolucja proletariatu! 74 


Gombrowicz, ktory w D
ielUlikll polenuzowal z egzystencjalizmem, ale przestrze- 
gal przedjego ignorowmriem 75 , tu osmiesza go bezwzgi<;dnie, denmskuj'lc sprzecz- 
nose pomi<;dzy dwoma fundanlentalliynu stwierdzenianli egzystencjalistow: ,jestem 
w sytuacji" i ,,musz
 wybrac". Rzecz w tynl, ze sanla "sytuacja" nie moze bye przed- 
miotem wyboru, a bt;	
			

/td_Page_056_0001.djvu

			56 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / drama/ycznosc. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Mowa pt;kla - i z jej wnt;trza wy laly sit; wszelkie nieczystooci. Wyschly za to 
ZrOdla tryskaj'lce wstydem 78. 
Hrabia Szarm zazdrosci Zlodziejaszkom: 


Przekl
te psy! Im wszystko wolno 
A ja si
 rnusz
 wstydzic! 79 


Ale ten przymus takie zostal uchylony. Po dwoch rewolucjach - socjamej i seksu- 
amej - juz "wszystko wolno" WSZYStkinl, bo wszyscy s'lrowni,jako ze obalone zosta- 
ly zarowno nierownosci spoleczne jak i kulturame (nie ma zadnych kanonow dobrego 
wychowania. narzucaj'lcego przymus wstydu). Nikt juz niczego nie musi SIt; wstydzic. 
Zadne zakazy nie kr<;puj'l spontanicznosci ludzkich zachowait. Chyba, ze... zakaz zo- 
stanie zast'lPiony nakazem i zakazana niegdys nagosc stanie sit; obowiqzkowa. Choc- 
by tylko jako obowiqzuj'lca moda. Posluchajmy uwaZnie "Iustrzanego" dialogu Fim- 
leta i Szamm. w ktorym ow nakaz formulowany jest jeszcze pOllfilie: 


FIRULET (pOUfilie) 
Rozbierz si
m 
SZARl\..I (pO
filie) 
Hozbierz si
m 
FIRULET (u:t'.:ywcljqco) 
Zdejmuj
 spodnie! 
SZARl\..I (u:t'.:J'wcljqco) 
ZdeJmu]
 spodme!80 


Albertynka nlafZY 0 nagosci. ktora jest dla nieJ nmnifestacj'l wolnosci od zakazow 
kultury. Ale ta wolnosc szybko moze doprowadzic do nowego, i bardziej jeszcze do- 
tkliwego, zniewolenia. Final Operetki jest radosnym zwycit;stwem nad sklerotycZfi'l. 
zmurszal'l kultur'l, opart'l na anachronicznej hierarchii, kultywuj'lc'l "dystyngowane 
nmniery" i bezwzgi<;dnie nakazuj'lC'l (ten nakaz sfommluwala jeszcze Krolowa w 111'0- 
nie): .,trzeba zawsze wVovyz, anigdy w dol!'''''. Jakie latwo jednak spontaniczna nmni- 
festacja radooci moze zostac przeksztalcona w barbarzyitski rytual, w ktorym uczest- 
nictwo bt;dzie przymusowe. Ten nowy przymus najskuteczniej zlikwiduje dawne hie- 
rarchie, zrownuj'lc wszystkich w upokarzaj'lcej i zawstydzaj'lcej nagosci. Ale przeciez 
wstydu juz nie bt;dzie. bo zostanie po prostu zakazany. 


78 Tu rnus
 zacytowac cz
to przywolywany wnajnowszych pracach 0 Gombmwiczu fragmentD:ien- 
nikcL ale bezzamiaru akcentowania po raz kolejny problemu hornoseksualizmu pisarza; idzie Illi bowiem 
tylko 0 sarno pOCZUCle wstydu ZW1qzanego z seksualnosClll-]ak Sl
 "''Yda]e, JltZ w agale zamkaJllce: 
,Zrodla rnoje bl]ll W ogmdZ1e, u wrat bfuego 8to1 aniol z rnieczem ogmsrym. Nie rnog
 
tam wejSt. Nigdy si
 nie przedostan
. Skazany jestem na wieczyste k:rqZenie wok61 rniejsca. 
gdzie swi
ci si
 rnoje najprawdziwsze oczamwanie. 
Nie wolno rni, bo... te irodla wstydem tryskaj:t,jak fontanny!" (D=iela, t. VIII, s. 110) 
79 D=iela, t. VI, s. 288. 
80 Tanri:e, s. 287. 
81 Tanri:e, s. 21.
		

/td_Page_057_0001.djvu

			1. GOM BROWICZ 


57 


Final Uperetki trzeba komeczme zestawic z rrnalem R::-e::ni MroZka - autora, kto- 
rego refleksja zawsze konsekwentnie po	
			

/td_Page_058_0001.djvu

			58 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / drama/ycznosc. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


WSZYSCY (proc= Lokai) 
Bylismy, bylismy, byliSmy, ex, ex., bylo 
Cie=ko 
To bylo, bylom 8S 


85 D=iela, t. VI, s. 311. Ten cytat przywoht]e skOJarzeme z POJ
clern znanym z hteratury rosYJslae:J - 
..byli ludZ1e".
		

/td_Page_059_0001.djvu

			2. R6zEWICZ 


OD KARTOTEKI UPORZf\DKOWANEJ 
DO KARTOTEKI ROZRZUCONEJ 


"Boj
 si
 wszelkiej mistyki jak ognia..." 
,,[...J m6j »niepok6j« nie by. niepokojem metafIzycznym." 
"Koniec. Nie ma tajemnicy." 
(0 0pow1adanm Smieri: w starych dekoracjach)1 


Kartoteka - jak panut;tamy - zaczyna Sit; take 


BOHATER Ie::)' z rekCl11li zalozoll)'mi poel glawq. IT")'ciclga n:kf., tr=ymQ jqpr=ecl oC-=)'11la 
To jest rnoja r
ka. Ruszam r
k:t. Moja r
ka. porusza palwlIli Moje pa1ce. Moja zywa r
ka 
jest taka posmszna. Robi wszystko. co pomysl
. Och1'rQCa sif; do sciall)'. .Alo::e zasypia. 
IT I. s. 70)' 


Jest to swoista ekspozycja dranlatu, czy raczej antydranlatu, jak nazwali utwor po 
jego prapremierze teatramej niektorzy krytycy. 
Po takiej autoprezentacji Bohatera cisnie sit; na usta jeszcze jedno "anty" - anty- 
bohater. To okreslenie takze znalazlo sit; juz w pierwszych recenzjach Kartoteki 
- i trudno sit; dziwic, skoro w sanlym utworze Chor Starcow wyraia sit; 0 Bohaterze 
nader pogardliwie: 


STARZEC III Zlitu]Cle Sl
, to me bohater. To po prosru snnec! (T 1, s. 76) 


Weszlismy od razu w Sanl srodek gry, jalq Rozewicz pudi'll z konwencjanu te- 
atramymi. wprowadzaj'lc swego Bohatera na scent; w pozornie najnilllej dranmtycz- 
nym momencie Jego biografii. Prawdziwie dranmtyczne jej epizody - wojnt; oraz po- 
wojenny wysilek odbudowy swiata wewn<;trznego i zewn<;trznego pokazal w wier- 
szach i opowiadaniach. 
Ale tez zauwaiyc trzeba. ze teatr. do ktorego wprowadzal Rozewicz swego Boha- 
tera, juz od dobrych kilku lat przestal inscenizowac akcje i fabuly, pokazuj'lC raczej 
statyczne, niezmienne sytuacje ludzkie - demonstruj'lc bieme trwanie a nie dzialanie. 
Taki przynajnmiej byl teatr Sanmela Becketta. 0 ile jednak Beckett ukazywal indywi- 


I TadeuszR6zeWICZ. RO
llau,' ciClg dals...-.'
 [w:] Pro=a
 t. 3
 Wroclaw 2004, s. 248, 255, 256 
2 Cytu]
 "''Ydame: Tadeusz R6zewi
z> Te
tr, t. 1 i 2, Krakow 1988.
		

/td_Page_060_0001.djvu

			60 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / drama/ycznosc. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


duaffiy los czlowieka w wynllarze metafizycznym, 0 tyle Rozewicz - podobnie zreszt'l 
jak Gombrowicz i Mrozek - postrzega los ludzki jako okreSlony przez zbiorowosc 
i historit;. Vladimir i Estragon darenmie czekaj'l na Godota. Dwaj wloczt;dzy, spt;dza- 
j'lcy noce w rowie. uparcie wracaj'l pod to sanlO drzewo przy wiejskiej drodze. Czeka- 
j'l od okolo 1'100 roku, a wit;c przeszlo pol wieku licz'lc do daty opublikowania 
sztuki. To jedyna wskawwka dotycz'lca czasu historycznego, ktory jednak nie nm tu 
wit;kszego znaczenia. Wzmianka 0 roku 1900 mowi tylko tyle, ze obaj czekaj'l na 
Godota cale Zycie. 
Wrocmy jednak do przerwanej kwestii Starca III i posluchaJmy jeszcze fragmenm 
dialogue 


STARZEC III [no] Gdzie si
 podzialy dawne bohatery, orfeusze, woje, proroki. [no] 
STARZEC II wykr=y-wiajqc sif; ironic
lie To jest teatr na rniar
 naszych wielkich 
czasow. 
STARZEC III Czasy sllniby duZe
ludZ1e troch: mah. (T 1
 s. 76) 


Chor Starcow przywt;drowal tu, oczywiscie. z teatru. ktory kreowal wielkich bo- 
haterow. Moina nawet powiedziee, ze przyszedl wprost z tragedii antycznej, zeby 
obnaiyc nicosc tego Bohatera, ktory nie tylko zrezygnowal z wplywu na losy swiata 
(w ostamiej scenie Dziennikarz pyta: "Pan wie. ze w pana rt;kach lez'llosy swiata?"). 
ale i z jakichkolwiek prob ksztaltowania swego wlasnego losu. 
Przytoczmy drug'l czt;SC jego monologu, w ktorej przenosi wzrok z rt;ki na sufit: 


BOHATERzapala papierosa, patey w sufit Lez
. Lez
! Szefowie IZqd6wi sztab6w 
pozwolili Illi lezec i patrzec w sufit. Sufit. Pi
lmy, czysty, bialy sufit. Kochani S'l 
ci szefowie. MoZ:na sp
dzic spokojnie niedziel
. (T 1, s. 74) 


Za chwilt;jeszcze raz wroci do tego w'ltku w rozmowie z Olg'l: 


Nie masz POJ
C1a. Om.]ak Sl
 Clesz
, ze rnog
 lezec. Mog
 lezec. obcmac paznokCle. 
sluchac rnuzyki. 
SzefOW1e ofiarowalirnl cal:tmedZ1el
. (T 1, s. 75) 


Podobne wypowiedzi w pelni uzasadniai'lokreslenie "antybohater". Jego aktyw- 
nose zapewne nie wyszlaby poza obserwacjt; wlasnych palcow czy sufim. gdyby nie 
usilowania i prowokacje postaci, ktore przewijaj'l sit; przez jego pokoj-ulict;. ChOr 
Starcow probuje go sklonic do jakiegokolwiek dzialania, pragll'lc po prosm ocalic 
teatr ("Rusz sit;, inaczej teatr zgubisz"). 
Inne postacie z'ldaj'l dzialait wailich, donioslych. Ojciec donmga sit; aktu skru- 
chy, Olga rachunku z calego Zycia Bohatera. Oczekuj'l wit;c gestow prawdziwie te- 
atramych, na nllart; tej konwencji, ktor'l sanIe reprezenmj'l. Olga np. z pewnosci'l 
przyszla z teatru mieszczaitskiego (doskonale Jeszcze miescilaby sit; w D01l111 kobiet 
NalkowskieJ), gdzie egzaltowane bohaterki raz po raz manifestowaly swoj'l dezapro- 
batt; dla czyichS niestosownych wypowiedzi czy zachowait. Zwrocmyuwagt;,jak Olga 
usiluje narzucic Bohaterowi pewien szablun dialogu teatramego:
		

/td_Page_061_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


61 


OLGAPHttnaScte lat Cl
 me bylo! Co U clebie? Co z toh. 1 ? Wytlumacz Sl
, pOW1edz 
coso 
BOHATER OpoW1em Cl dOWClp. 
OLGA Dowcip. W takiej chwili! To jest okropne. On Illi powie dowcip, po pi
tnastu 
latach.__ 
BOHATER Napilbym si
 herbaty. 
OLGA Herbata w takiej chwili, kiedy ja pragn
 rachunl.-u z calego twego Zyciau 
Zawiodlam si
 na tobie, Henryku' 
BOHATER Ja mam na imi
 Wil-tor! 
OLGA Wiktorze, zawmdlam Sl
na tobie. Jestes SVi'1ll11l1 oszustem. (T 1, s. 74) 


Ostatnie slowa s'l juz, jak to sit; mowi, "z innej sztuki" a nawet z innego teatru. 
Rozewicz z upodobaniem mieszakonwencjeteatrame. doprowadzaj'lc cz<;sto do zgrzy- 
tliwych zderzeit. W kaZdym razie Olga moglaby na pewno wypowiedziec kwestit;: 
"o! Janieszcz<;Sliwa!", ktor'l autor zdaje sit; uznawac zakwintesencjt; teatramej sztucz- 
nosci, 0 czym swiadczy napisana part;nascie lat po Kartotece krotka scenka pt. D
id::i- 
hobo C=J'!i milosc romanl)'c=na c=ekaju:= pod dr="I'iami. 
o ile Olga, podobnie jak Ojciec i Matka. nmJ'l swoj wyrainy teatramy rodowOd 
(rodzice Bohatera wywodz'l sit; najoczywisciej z "teatru absurdu"), 0 tyle Sekretarka 
jest raczej postaci'l z dowcipu rysunkowego, a w kaZdym razie pierwsza scena z jej 
udzialem wpisuje sit; w nie maj'lc'l koitca serit; dowcipow rysunkowych, ktorych bu- 
haterem jest dyrektor i sekretarka. a tenmtem pikantne pomieszanie stosunkow intym- 
nych i sluzbowych. Oto jej pierwsza kwestia: 


KOBIEC"'Y GLOS SPOD KOLDRY: Panie dyrel-torze, czas na posiedzenie. (T 1, s. 72) 


Podobna scenka zdaje sit; zapowiadac tylko dose frywom'l farst;, tymczasem nie- 
spodziewanie rozmowa Bohatera z Sekretark'l. poprzedzaj'lca wejscie Dziennikarza, 
wmosi sit; na wYZyny wielkiego dialogu filozoficznego. Jest to jakby odwrocenie pro- 
cesu "zeslizgiwania sitt dranlatu w komeditt", 0 kt6rynl autor pisal w ROJJlO1t'ie; tu 
sublinluje sytuacje farsowe, komedit; podnosi do rangi dranlatu. 
I to jest glowna zasada dranlaturgiczna KartoteAi: ci
la zmiemlOsc nastrojow, 
zderzanie z sob'l biegunowych przeciwieitstw, osmieszanie patosu infantylnym belko- 
tem i odkrywanie w dziecinnej zabawie palcanli tragizmu ludzkiej egzystencji. 
Musinly panlit;tac, ze Ogi'ldanlY na scenie czlowieka. kt6rego biografit; pisze wy- 
l'lcmie historia - ktory nie posiada iadnego azylu prywatnosci (domu, zony, dzie- 
ci.. .). Postacie ze sztuk ROZewicza zostaly wyposawne w szczegolll'l wrazliwosc na 
wydarzenia polityczne, wstrz'lSaj'lce raz po raz wspolczesnym swiatem - dodajmy: 
jest to wlasna wrazliwosc autora, ktora podyktowala mu np. takie slowa w Akcie pr
e- 
I) "U'anJ 111: 


Kiedy zaSladlem do plsama teJ sztukJ, bylem w doskonalym hmnGrze. Przyznam Sl
, ze 
pisz:.tc didaskalia prawie si
 bawilem. Jakie bylo Zrodlo tej beztroski, tego optymizmu? 
Po prostu Vi'I3Z z ca1:t ludzkoscill odetdm:t1em. Apokalipsazaslonila swoje oblicze. Swiat 
"''Ydaje Illi si
 od jakiegos czasu konstrukcjll trwalsz:.t i solidniejsz:.t. Nie b
d
 ukrywal, ze 
na zrnian
 Illojego nastroju wplyn:t1 al-t polityczny 0 znaczeniu ogolnoludzlim. Mysl
 
o zakazie prob z bronillj:tdrow:t. (T I, 403)
		

/td_Page_062_0001.djvu

			62 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / droma/ycznosc. Gambrow/cz - R6zew/cz - Mrozek 


Bohaterowie si<;gaj'lpo gazett; rownie czt;sto jak autor (ktory wielokromie pisal 0 
tej swojej nanlit;mosci czy nalogu). Niekiedy stanowi ona dla nich juz cos w rodzaju 
narkotyku. W sztuce Stara kobieta 1I')'Siadllje toczy sit; taki dialog: 


"STARA KOBIETA Gazety czytasz? 
KELNER Nami
tnie, szanowna pani 
STARA KOBIETA I co w tych twoich gazetach? Co na tym waszym zalichanym 
swiecie? 
KELNER Sytllaga znow bardzo napu
ta. 
STARA KOBIETA Trzeba rodzic. kto tylko maze. pOVi'1ll1en rodzit. 
KELNER W Ie] Syru3CJl podztW1am pani odwag
. 
STARA KOBIETA Sytuacja jest zawsze jednakowa. [n.] 
I co tam w tych waszych gazetach pisz:.t? 
KELNER U Thant rzucil swiatu dramatyczne ostrzezenie. 
STARA KOBIETA Jakiez to ostrzezenie rzucil ten wasz U Thant? 
KELNER.=agccety "JesteSmY dzisiaj swiadkami wstgJnego stadimn trzeciej wojny 
swiatowej" . 
Slam Kobieta smieje sif;, ., cala" sif; tr:::esie. (T 2. s. 12) 


Przyponmijmy daty - juz dose odlegle: Akt pr
eIJ"'anl' napisal autur w r. 1963, 
sztukt; Stara kobieta 1I')'Siadllje w 1968. W ci'lgu plt;ciu lat dziei'lcych powstanie obu 
utworow Apokalipsa tyle razy odslaniala i zaslaniala swoje oblicze, iz ta nieustanna 
zmiennosc musiala doprowadzic do paradoksamego wniosku, ze sytuacja jest zawsze 
jednakowa. Stara Kobieta dystansuje sit; ud niej w charakterystyczny i najpowszech- 
niej praktykowany sposob - uiywaj'lc drugoosobowych foml zain1kow dzieriawczych 
zawsze poprzedzonych zainiliem wskazuj'lcym: te twoje (wasze) gazety, ten wasz 
zakichany swiat, ten wasz U Thant. Tak nmnifestowalo sit; poczucie wyobcowania 
tzw. zwyklego szarego czlowieka. 
Bohater Karloteki byl rownoczesme nanlit;mym i ironicznym czytelnikiem gazet, 
ktorym po krotkiej paZdziemikowej "odwilZy" 1956 roku znow ograniczono wolnosc 
slowa, rozunuarutprzede WSZYStkinl jako swobodt; krytyki roznych wynaturzeit Zycia 
zbiorowego. W pewnej chwili czyta z emfaz'l artyknlik 0 naduiyciach w sprzedaZy 
piwa, oskarzaj'lcy winnych w prokuratorskinl tonie tzw. pryncypiamej krytyki: 
"W handlu piwem wystt;puje karygodny brak odpowiedziaffiosci. Z tym trzeba skoit- 
czyc. Trzebakarac..." (T I, s. 76) Wysoki tungroteskowokontrasmjez blahym tenm- 
tem artykulu. 
Knrtoteka jest mocno zakorzeniona w realiach historycznych przelomu lat 50. i 60., 
ktory byl czasem rozrachunku z tzw. wtedy ,,111inionym okresem" albo - eufemistycz- 
nie - "okresem blt;dow i wypaczeit". W tym czasie halasliwych rozrachunkow poli- 
tycznych Bohater darenmie poszukuje ciszyniezb
ej do rozrachunku z sanlym sob'l. 
Tt; ciszt; ci'lgle zaklocaj'ljacys intruzi. PraWle wszyscy. ktorzy przewijaj'l sit; przez 
pokoj Bohatera. maj'l do niego jakieS pretensje. stawiaj'ljakieS z'ldania. egzanlinuj'l 
go - czyli narzucaj'lmu schenmtyczne role albo wrt;cz sprowadzaj'l do tzw. statystycz- 
nej Sredniej (Dziennikarz w koitcowej rozmowie). 
A Bohater wlasnie wyzwolil sit; z wszystkich narzuconych rol i wrocil niejako do 
pocz'ltkow egzystencji, przezywaj'lc na nowo radosc znall'l tylko nmlemu dziecku,
		

/td_Page_063_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


63 


obserwuj'lcemu wlasne poruszaj'lce sit; palce. WreSZCle jest sob'!, "doszedl do sie- 
bie". Ten ostatni frazeologizm Sekretarka rozunlie doslownie i pyta: 
Do siebie? Jaktam "''Yglllda? Cotamjest? 
BOHATERNic. Wszystkojestnazewlllltrz. A tams::tjakies twarze, drzewa. obloki, mnaI- 
Ii... ale to wszystko tylko przeplywa przeze mnie. Widno:kr.tgjest corazrrmiejszy. Najle- 
piej wi
. kiedy zarnkn
 oczy. Z zarnkni
tymi oczyma widz
 rnilosc. wiar
. prawd
m 
IT I. s. 102) 


Sekretarka chce zajrzee do "wewnt;trmego" teatru Bohatera. To okreSlenie. kto- 
rynl autor posluZyl sitt w Pr=J'roscie natllralnJ'm, maze stanowic klucz do \Vielu seen 
zjego sztuk. Ich bohaterowie zwykle sanli pragn'lpokazac, co sit; dzieje w ich teatrze 
"wewnt;trmym", usirnj'lc udranlatyzowac jego pustkt;; to ,,nic", ktore Bohater Karto- 
teA? uiawnia z cai'l bezwzgl
 szczerosci'l. Chc'l sit; wydac partnerum bugatszynu 
wewnt;trznie. skomplikowanymi i tajenmiczynll. Np. Kobieta z II cz<;Sci S1I'iadko1l'. 
infantylna g'lska paplaj'lca bez przerwy, na czule lecz lekcewa4ce slowaMt;zczyzny: 
"Jestes taka dziecinna" - odpowiada: "Ale i ja nmm swoje tajenmice. Male cienrne 
k'lciki." (T I, s. 191) A w cz. III tej sztuki Drugi mowi, mieszaj'lc egzaltacjt; ronlall- 
tyCZll'l ze stylem sprawozdania sportowego: ..We nmie w tej chwili szaleje burza. Ko- 
Cbanl i nienawidzt;. Szkoda. ze nie mozesz tego zobaczyc." (T I, s. 202). 
Przytoczona wczesmej wypowiedz Bohatera nm kluczowe znaczenie dla zrozu- 
mienia jego postawy. M6wi 0 ucieczce ze swiata, z kt6rego wykorzeniono podstawo- 
we wartosci: milosc, wiart;, prawdt; - w siebie, gdzie jeszcze moze je udnalezc. Wyda- 
je sit;, ze Kartoteka (i nie ona jedna w dorobku pisarSkinl Rozewicza) jest zaprzecze- 
niem Gombrowiczowskiego teatru interakcji z jego podstawow'l ide'l ,,kosciola mit;- 
dzyludzkiego". (Wiele lat pohtiej, w rozmowie z Kazinlierzem Braunem zatytulowa- 
nej Je
 -Ai teatl'll, odrzuci tt; idet; bez wahania.) W teatrze Rozewicza nic nie rodzi sit; 
mit;dzy ludzmi ich konrakty S'l jalowe 1 zdawkowe. I takinli pozostarut - zdaje sit; 
mowic autor-moralista - dopoki kaZdy czlowiek z osobnanie podejmie trudu odbudo- 
wania (czy tylko odnalezienia) w sobie owych trzech podstawowych wartosci. Trzeba 
te rohtict; podkreslic, maj'lc w panut;ci chocby zarzuty niektorych sposrOd pierwszych 
recenzentow Kartoteld, iz jest ana wtoma wobec Gombrowicza. 
Scent; teatru Rozewicza zapemiaj'l przede WSzystkinl ludzie 0 pustym wnt;trzu 
(chcialoby sit; powiedziee: Eliotowscy "wydr..zeni ludzIe"), ktorzy zapewniaj'l sit; 
wzajenmie - uZywaj'lc najbardziej wyswiechtanych frazesow literackich - ze "kocha- 
j'l i nienawidnj". Tt; wypowiedz Drugiego ze S1I'iadko1l' poprzedza rownie dobime 
zapewnieme Trzeciego: .,No, ja tez nie jestem pozbawiony wnt;trza." Pragnienie od- 
slonit;cia tego wnt;trza przed innym czlowiekiem urasta do rangi najwaZniejszej spra- 
wy Zyciowej. Drugi upewnia sit;: ,,Ale czy uwazme srnchasz? Bo to jest bardzo dla 
nmie waZrte. To prawie decyduje 0 moinl ismieniu." Spektakl inscenizowany z takinl 
trudem na pustej scenie wlasnego teatru "wewnt;trmego" wynmga wytt;zonei uwagi 
widza. ktora by ten trud inscenizatora uzasadniala, nadawala mu sens. 
Najczt;sciej w wynuennych rolach aktora i widza w takinl teatrze wystt;puj'l Ko- 
bieta i Mt;zczyma Gak w II cz. S1I'iadko1l'), czyli tzw. para. Moze ona dac pocz'ltek 
rodzinie, ale moze rowniez pozostac tylko "egoistycZll'l sp6l!Gl', jak okreSla j'l Hen-
		

/td_Page_064_0001.djvu

			64 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / droma/ycznosc. Gambrow/cz - R6zew/cz - Mrozek 


ryk, bohater sztuki fJ'l's
edl 
 d01l111, apologeta tradycyjneJ - wielopokoleniowej ro- 
dziny, ktor'l tworZ'l ,,111qZ, Zona, dzieci, tesciowa, dziadek, a nawet wujek...". Taka 
rodzina jednak w latach 60. juz nie istniala, gdyz zerwalla zostala komunikacja mit;- 
dzypokoleniowa, co Hemyk przedstawia dose obrazowo: "Dziad wasz wpad! do stud- 
ni po pijanemu i nie mial czasu na spisanie testanlentu, nie zdqZyl mi przedstawic nic 
ze swego wielkiego doswiadczenia, ja jestem w szcz<;sliwszym poloZeniu i chct; wanl 
przekazac, czego nie z	
			

/td_Page_065_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


65 


Ruch, aktywnosc fizyczna postaci zostaly najbardziej chyba ograniczone w S1I'iad- 
kach. Pierwsza czt;SC sztuki to poenmt Nas
a mala stabili
acja, deklanlOwany - jak 
infommje autor w didaskaliach - przed kurtYll'l przez dwoje recytatorow. W cz. II 
obserwujemy za to nadaktywnosc postaci - zwlaszcza Kobiety. W cz. III postacie 
znow nieruchomiej'l unlieszczone w fotelach ustawlOnych przodem i tylem do widow- 
ni. ,,Fotele stojq obok siebie, ale d.:ielije taka odlegloH;,::e 1I')'ciqgniete rece sied::q- 
c)'ch nie mogq sie 
etknqc" - czytamy w didaskaliach. (T I, s. 199) 
Rozewicz wydawal sitt zafascynowany eksperynlentuwaniem na scenie, przekra- 
czaniem granic wyznaczanych przez techniczne mozliwosci teatru. 0 tych technicz- 
nych ograniczeniach pisal wiele w Akcie pr
eIJ"'an)'m. W pocz'ltkach swojej twor- 
czosci dranmtycznej bardzo rozbudowywal didaskalia, unueszczaj'lc w nich rozwaZa- 
nia 0 szerokiej skali tematycznej, wykraczaj'lce niekiedy daleko poza teatr. Didaska- 
liom przypisywal ogromne znaczenie: "S'l tak waine dla mojego teatru, jak narz<;dzia 
dla chirurga (oczywiscie w czasie operacji)." (Akt pr
eIJ"'anl') 
Warto przyjrzeC sit;, jak operowal tymi narz<;dzianu w roznych okresach swojej 
tworczosci. Jeszcze w Akcie pr:::eIJ
t'anJ'm nie tyle operowal ninri, co je demonstrowal 
- czt;stu Zartubliwie. Zastanawiaj'lce S'l wskawwki dotycz'lce czasu trwania roznych 
scen. ktory w tej sztuce jest nader rozci'lgliwy: ..Po chwili - ktora w zaleznooci od 
reiysera i recenzenta moze trwac minutt; do 5 nllnut (Pi<;c minut moZna stosowac 
tylko wwypadku bardzo wyrobionej, lub zupeh1ieniewyrobionej widowni) [...]"; "Scena 
ta moze trwac od I minuty do 3, a w okolicznosciach sprzyjaj'lcych nawet do 7 mi- 
nut." (T I, s. 391, 392) 
WyraZnie slychac m tonacjt; Zartobliw'l. anawetkpi'lc'l. Autor nie szcz<;dzi uszczy- 
pliwosci pod adresem inscenizatorow i reiyserow (przy okazji dostalo sit; rowniez 
recenzentom) dokonuj'lcych "trepanacji D
iad611' i Afa
ep)'''. W didaskaliach daje 
wskawwki, ktorych szczegolowusc jest jawnie absurdahm (okresla np. szerokusc nu- 
gawek spodni - ,,29 do 34 cm" [I] ktore niesie kobieta), ale przez zarty i dowcipy 
przebija wyraZnie dqZenie do precyzyjnego zapisu wlasnej wizji scenicznej, do stwo- 
rzenia swoistej "partytury teatramej" (pojt;cie to spopularyzowal znakomity teatrolog 
Zbigniew Raszewski). Takie partytury tworzyl Sanmel Beckett, okreslaj'lc precyzyj- 
nie np. kaZdy ruch aktora i dlugosc pauz w wypowiadanych przez niego kwestiach. 
Oto fragment didaskaliow z Radosnl'ch dni: 


Dluga pClu::a. Pr:::encliwy cl:='1'iek cL.1'Ollka - ok% 10 seJ..-,md. JJillll;e nie rusza si€_ 
Pau::a. Zn011'll cl:='1'iek cL.1'OIlka, jes=c::e banl::iej pr:::encliwy - ok% 5 seJ..-,md. JJilln;e 
si€ bucl=i. D::wunek ustaje. JJilln;e pudnusi glaw€, putcy pr:::ed siebie. Dluga palca. 
JJilln;e wypmstowuje si{, opiera dlonie na ::iemi, odr:::llca glo11'f. W tyl i patey w niebo. 
DlugapClu::a. S 


W pozniejszych sztukach Rozewicz formuluje swoje wskawwki juz bez "przy- 
mruienia oka", buduj'lc wizjt; sceniczn'l glownie na fundanlencie trzech opozycji: 
mowienia (cz<;sto przybieraj'lcego fOmlt; niepowstrzymanego slowotoku, powodzi slow) 


S Samuel Beckett, Teatr, Warszawa 1973, s. 269.
		

/td_Page_066_0001.djvu

			66 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / droma/ycznosc. Gambrow/cz - R6zew/cz - Mrozek 


i milczenia. ruchu (nierzadko tylez gor'lczkowego, co bezcelowego) i bezruchu, wreszcie 
cienmoSci i swiatla. Ta trzecia w Kartotece jeszcze nie wysttd'uje; zdarzenia rozgry- 
waj'l sit; m w pelnym swietle. W didaskaliach CZytanlY: 


Pr:::e:: cal)' c::as swiatlo w pokoju jest jecbwko11'e. D::ienne, mocne swiatlo. Swiatlo nie 
gasnie, nawet kie{
1' opawiculanie jest skoiic::one. (T 1, s. 70) 


Bardzo istotn'l rolt; pelni natonllast opozycja swiatla i cienmosci w III cz. S1I'iad- 
k01l', ktora zaczyna sit; take 


W cie11lllosci. Slychac stlu11lione, pr:::eciClgle 11J'cie oD'J'f'IlJ' alClJ71wwej. W cis::)' zapala si€ 
swiatlo. (T 1, s.199) 


Symbolika swiatla i cienmosci zmienia sit; dianletramie w sztuce Do piachll, jak- 
by autor przestawil znaki plus i minus. Tu bezpieczny azyl stwarza cienmosc; swiatlo 
niesie z sob4 Snlierteme zagrozenie. 
Ta sztuka rozwija pewien parokromie powracajQcy w tworczosci Rozewicza W4- 
tek. Jego bohater - chlop-partyzant zastrzelony z wyroku sqdu polowego -pojawia sit; 
juz w debiutanckinl tonriku opowiadait Echa Idne, gdzie nosi identyczne, jak w sztu- 
ce Do piachll, inlit; Walus. Mial sit; pojawic jako Chlop (0 nazwisku Wrona) rowniez 
w Kartotece, ale scena z jego udzialem - wraz z innymi Odmianami tekstu, kt6re nie 
weszly do ostatecznej redakcji sztuki - zostala opublikowana w "Odrze" dopiero w r. 
1971. Mowi tam do Bohatera: 


Pan podchor.tZy to jui nie pami
ta. jak nmie rozwalil? (T 1, s. 111) 


Publikacja Odmian tekstll, w ktorych wyst<;puje podzial na akty, postawila na nowo 
problem konstrukcji Kartoteki, zmuszaj'lc do zastanowienia nad pojt;ciem "dranlatur- 
gii otwartej", b
cym juz wowczas w szerokinl obiegu. 
W utwor wpisany jest bowiem zarys zan1knit;tej struktury dranmtycznej - stwu- 
rzonej jeszcze w staroiytnosci - z pieSnianu choru, w tym wyraZnie wyodrt;bnioll'l 
pieSni'lna wejocie (parodos) i wyjscie (exodos). W obu funkcjach wyst<;puje fragment 
tego sanlego utworu - Ody do mlodosci Adanla Mickiewicza. Jako pieSit na wejocie 
Chor Starcow recytuje go "bardzo wyraZnie, dzwit;cznie, mlodzieitczymi glosanli", 
jako pieSit na wyjscie - "deklanmie szeptem", zeby nie obudzic Bohatera. Patetyczne 
slowa Mickiewicza zostaj'l wit;c sprowadzone do funkcji takiej sanlej usypianki. jak 
wierszyk "Aaa. kotki dwa", ktory jest drug'l "pleSniq" ChOru. Trzeci'l stanowi recyta- 
cja hasel slownikowych na litert; "t": "Trqd / tr'ldzik / trefl [. . .]". Zestawienie wszyst- 
kich "pieSni" ujawnia ich swoisty uklad symetryczny - czwarta i pi'lta to wiersz sanle- 
go Rozewicza oraz frywome i pikanme utwory Kochanowskiego (Day cegoc nie IIbe- 
d..-ie i Nie IIciektI); ma rada), przedostatnia to znow slownikowa wyliczanka. tym ra- 
zem na litert; ,,k": "Koziol / koziolek / kozioroZec [.. .]". ChOr Starcow jest oczywiscie 
groteskowy i stanowi wrt;cz kabaretow'lkarykaturt; chorow z antycznej tragedii. Moz- 
na powiedziec - maj'lc w panut;ci jego wlasn'l opinit; 0 Bohaterze ("to nie bohater. To 
po prosm smiec! "): jaki bohater, taki chOr.
		

/td_Page_067_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


67 


Ale moze zaleznosc jest odwrotna? To raczej "chor" - czyli zbiorowosc - ograni- 
cza Bohatera, redukuj'lc go do statystycznej sredniej. Zbiorowosc Polakow jest zupel- 
nie szczegoma; rozmilowana w romantycznym frazesie, kultywuj'lca indywidualizm 
ronlalltyczny, rownoczesnie niech<;tnymi oczyma patrzy na jednostki wyrastaj'lce po- 
nad przecit;mosc. Dlatego recytacja Odr do mlodosci sluiy raczej usypianiu niz bu- 
dzeniu. 
Rzeczywistosc powojelllla. ktora byla domen'l frazesu, zaanektowalarowniez fra- 
zes ronlalltyczny. Krolowal on w szkule ("Chupin ukryl w kwiatach arnmty, paniepro- 
fesorze. i spopularyzowal inlit; Polski na swiecie") tak sanlO. jak w 20-leciu mi
y- 
wojennym (por. Ferdydllrke), z t'l roinic'l, ze zanliast ronlalltycznego mesjanizmu, 
ktory byl zwalczany jako przejaw wstecznictwa, eksponowano ronlalltyzm post<;powy 
i rewolucyjny. 
Bohater Karloteki, podobnie jak Jozio z Ferdrdllrke, zus1aje ponownie - w bar- 
dzo JUz dojrzalym wieku - objt;ty obowi'lzkiem szkolnej edukacji, ktora homogenizu- 
je treoci kultury, burZ'lc tym sanlym - zanuast budowac - hierarchie wartosci. Ta bu- 
dowa, czy raczej odbudowa, systemu wartosci byla glownym zadaniem,jakie posta\vil 
sobie zaraz pu wojnie bohater wierszy Rozewicza. Bohater Kartoteki znow stui 
(a ocislej leZy) na gruzach systemu wartosci. tym razem odnlawiaj'lc juz uczesmictwa 
w kolejnej pozorowanej probie jego odbudowy. Koitcowa rozmowa z Dziennikarzem 
nie pozostawia co do tego iadnych w'ltpliwosci. ,,Za pozno pan przyszedl" - mowi mu 
Bohater w roku 1960 i powtarzajeszczeraz te slowa w roku 1992 - w Kartotece ro
- 
r
lIconej. Koitczy sit; ona tak sanlO, tyle ze cytuwane slowa - powtorzone przez obu 
Bohaterow - zyskuj'l na dobimosci. 
W Kartotece ro
r
lIconej autor posluiyl sit; chwytem z literatury czy fiffim scien- 
ce fiction - przedstawiaj'lc rownoczeSnie na scenie Bohatera I i II, czyli Bohatera 
z roku 1992 i 1960. Ten pierwszy liczy sobie juz ponad 70 lat i jest raczej w zlej 
kondycji fizycznej: 


Na scellie s::pitalny 11'ozek W WO=/..?l siecl::i Bohater I ju:: barcl::o st{lJ')
 ma dlugcl brodr;. 
Obok 11'o=ka - kroplbwka pr:::enosna; Bohater mo::e jq nosi/:, kiedy 11'staje 


- CZytanlY w didaskaliach (K KR, s. 83) 6. 
Knrtoteka lV
r
IICOna powstala jako wynik ciekawego eksperymenm teatralnego, pod- 
jt;tego przez sanlego autora. Od 17 listopada do 2 grudnia 1992 r. na nmlej scenie Teatru 
Polskiego we Wroclawiu RoZe\vicz przeprowadzil dziesi<;c prob Knrloteki, dokonuj'lc jej 
uwspolczeSnienia. 7 Radykalnie rozwiqzal przede wszystkim problem starzenia sit; Boha- 
tera, z ktorym borykali sit; kolejni inscenizatorzy teatralni i telewizxini sztuki 
Bardzo dobimie podkreSlil rowniez nowe realia spoleczno-polityczne - a takZe kultu- 
rowe - pOCZ'ltku lat 90. Do tych ostatnich naleZy np. kult Gombrowicza. ktory - oczywi- 
ocie obj'll rowniez szkolt;, gdzie przybral fOmlt; ,,karnego kamuenia Gombrowiczem". 


(, Ten skrot oznacza "''Ydanie: Tadeusz R6zewicz, KratotekCl. Kwtoteka ro::r:::llcona, Krak6w 1997. 
7 Por. tarnZe: Zbigniew Majchrowski, Otwienl1lie "Kwtoleki", s. 19/20 oraz: Maria D
bicz> Notatki 
z prob .,Kwtoteki ro::r:::uconej".
		

/td_Page_068_0001.djvu

			68 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / droma/ycznosc. Gambrow/cz - R6zew/cz - Mrozek 


W Kartotece '92 dominuje ZywlOl parodystyczny, ale w zannarze glt;bokiego prze- 
orania kanonicznego teksm z 1960 roku autor uprawia takze autoparodit;, knZ'lc np. 
Bohaterowi I przypominac sobie mozolnie ("Aha, jak to bylo?? ..."j slowa Bohatera 
(czyli jego wlasne sprzed lat 30.) otwieraj'lce tanlt'l Kartoteke: 


BOHA1ER I To jest IllOJa r
ka. Ruszam r
k:t. Mo]ar
ka. MOJe pa1ce. M6] paled (oglclcla 
palec) Aha,jak to bylo?? [on] nie pami
tam. __ rnoja glowa. __ a! serdeczny, serdeczny._ 
rnOj pa1ec serdeczny. _ _ (K KR, s. 83) 


Scena. ktora byla kiedys przejmuj'lc'l metafor'l sytuacji czlowieka po raz kolejny 
przewroconego przez historit;, zostala sprowadzona do doslownej zabawy wlasnynu 
palcanli zdziecinnialego staruszka. Autoparodia idzie jednak dalej; oto Bohater II. ten 
mlodszy 0 30 lat, jeszcze raz zaczyna swoj mono log, szyderczo go trywializuj'lc: 


BOHATER II (glcu/=i kobiecq stope) To ]estrnOJa rt:ka. _ _ rno]a noga. rno]a noZka. _ _ rno]e 
pa1uszl, u n6:Z:1..i. (K KR, s. 83) 


Potem w obu Kartotekach nastt;puje scena z rodzicanli (w Kartotece ro
r
lIconej. 
gdzie jest dwoch Bohaterow. s'l oczywiscie dwie pary rodzicow). Zasadnicz'l roinict; 
mit;dzy dwienm epokanu historycznymi zdaje sit; widziec autor w odnliennooci mode- 
Ii kariery. W Kartotece Matka narzekala: "Ma czterdziesci lat i jest dopiero dyrekto- 
rem adnrinistracyjnym operetki"; teraz Matka II jest rownie rozczarowana: "JVIa czter- 
dziesci lat i jest dopiero poslem na sejm. . .". 
Sejm - obok bazaru i zalewaj'lcego nas zewszqd slowotoku reklanl - urasta 
w oczach Rozewicza do rangi symbolu Polski pOCZ'ltku lat 90. Na probach Kartoteki 
ro
r
lIconej autor mowil aktorom: "Sceny z parlamenm to nie ma bye satyra. To tragi- 
komiczny dranmt naszej demokracji.,,8 Tt; tragikomiczrt'l dranmtycznosc wyekspono- 
wal w sposob szczegolny - czYm..c komentatoranu obrad sejmu RP z jesieni 1992 r. 
ks. Piotra Skargt;, autora Ka
afz sejm01l')'ch, i Jozefa Pilsudskiego, autora slynnych 
inwektyw, ktore miotal na glowy poslow. 
Koniec PRL-u przyniosl wydarzenie nieslychanej wagi dla literatury: smierc alu- 
zji politycznej. W III RP nie mowinlY juz 0 wladzy jt;zykiem ezopowym - od 1989 r. 
mozemy wreSZCle mowic wprost. Ale literatura, ktora przez dziesit;ciolecia doskonali- 
la swoj jt;zyk aluzji, podnOSZ'lC unliejt;mosc poslugiwania sit; ninl na wYZyny kunsztu, 
chyba nie czuje sit; w tej nowej sytuacji najlepiej, gdyz mowienie wprost 0 sprawach 
politycznych nie daje sit; artystycznie wysublinlowac. 
Kiedys w cenie byla celnosc i subtemosc aluzji: gdy w Kartotece Bohater czytal 
w gazecie artykul 0 piwie, Chor Starcow pytal (ta scena znalazla sit; rowniez w Karto- 
tece ro::::r::::uconej): 


Czy w tym piwie 8'1 a1mje do wladzy, podteksty, symbole, a1egorie, czy naszBohater jest 
szennierzem? 


8 Tarni:e, 8.145.
		

/td_Page_069_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


69 


Dwa lata wczeSrtiej Slawomlf Mrozek w swoinl debiucie teatramym - Policji 
- unuescil scent;, w ktorej Sieriant-Prowokator tak objasnial Naczemikowi Policji 
glt;bokie podteksty najniewinniejszych na pozor slow, skierowanych przez siebie do 
kioskarza sprzedaj'lcego piwo: 


"Prosz
 dwa male piwa pod IZ:.ld." UWaZ3 pan naczelnik? Pod rz
d. Ze to niby IZ:.ld 
nawarzyl piwa alba cas taliego, ze niby male i tak dalej 9 


W tamtych czasach istomie kaZda wzmianka 0 piwie nabierala charakteru poli- 
tycznej aluzji. W Kartotece ro
r
lIconej autor kaZe czytaC aktofOm dlugi szereg arty- 
kulow prasowych 0 pl\vie. a w didaskaliach wyjaSrtia: 


Autor lkg'l na to, zepo polgocl=inie cg'lcl1lia 0 piwie public=nosc zac
lie opuszc::ac sail;; 
albo zasnie. (K KR, s. 112) 


Gdyz publicznosc dawno juz stracila ow'l wrailiwosc - czy raczej nadwrailiwosc 
- na aluzje, do ktorej przez part; dziesit;cioleci (zawsze z gwarantowanym sukcesem) 
odwolywali sit; autorzy. Prowokacja Rozewicza zdaje sit; polegac na tym, ze uparcie 
ponawia proby wydobycia dzwit;ku ze struny dawno zerwanej - wiedZ'lc, oczywiScie, 
z gory, ze iaden dZwit;k sit; nie rozlegnie. 
W Kartotece Starzec I mowil 0 Bohaterze: "U niego piwo znaczy piwo, mucha to 
tylko mucha. Nic wit;cej" - a mowil tu do widowni, dla ktorej jedno i drugie zawsze 
znaczylo wit;cej. Bohater po prosm odnlawial udzJ.alu w powszechnej grze aluzjanli 
i podtekstanu. 
W Kartotece ro
r
lIconej jest nmiej dialogow. Ograniczeniu ulegla rowniez rola 
ChOru Starcow, ktory nie recytuje juz np. Od)' do mlodosci. Wit;cej jest scen pantonu- 
micznych, monologow, artykulow gazetowych i tekstow publicystycznych. Autor za- 
tem wrocil do swojej ulubionej "techniki kolazu" (okreslenie wprowadzone niegdys 
do "rozewiczologii" przez Martt; Piwiitsk'l). Heterogenicznosc teksm utworu wydaje 
sit; bye odpowiednikiem niezbornosci otaczaj'lcego swiata. ktory juz nie poddaje sit; 
iadnym zabiegom porz'ldkuj'lcym. 
A przede wszYStkinl zmienila sit; dranlaturgiczna funkcja Bohatera. W ..Kartote- 
ce" byl on stale obecny na scenie; wszystko ogl'ldalismy Jego oczyma 1 ogarnialismy 
poprzez jego swiadomosc. W Kartotece ro
r
lIconej Bohater I i Bohater II nie pehIi'l 
juz tej funkcji nadrz
ej swiadomosci, czyni'lcej jeszcze wysilki scalania obrazu 
swiata. Otaczaj'lca rzeczywistosc rozpadla sit; derrnitywnie i jest prezentowana w ci'l- 
gu bezposrednio przewijaj'lcych sit; przed oczynm widza "zywych obrazow" (bazar, 
szkola, sejm, salon warszawski). Rzeczywistosc ulegla maksymamej teatralizacji, ale 
stracila ostatecznie swoj'l dranmturgit;, czyli jaiGjkolwiek wewnt;trZfi'l spoistosc. Jest 
rzecz'l charakterystycZfi'l. ze jako moraliSci i komentatorzy naszej wspolczesnosci 
zostaj'l przez autora przywolani (trocht; jak w Ireselll) bohaterowie historyczni. Jest 
w tym chyba przyznanie sit; pisarza do bezmdnosci. 
Warto zwrocic uwagtt., ze w Prologll, wygruszanynl przez Bohatera, osmieszone 
zostaly te sanle proby "oddzielenia swiatla od cienrnoSci", ktore podejmowal autor 
u progu swojej powojellilej tworczosci poetyckiej w slyllilym wierszu Ocalon)'. 


9 Utwor)' scellic
le, t. I, s. 15.
		

/td_Page_070_0001.djvu

			70 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / drama/ycznosc. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Bohater postanowil- a postanowienie to jest dokladnie datowane: "To sit; zacz<;lo 
28 wrzesma 1992 roku" - zmienic sit; od jutra na lepsze. Ale od jntra znaczy - nigdy. 
Zrobic cokolwiek moma tylko dzis. Czy jednak dzis w ogole moZna zrobic cokol- 
wiek? W powszechnym zgielku, w oglupiaj'lcym belkocie, ktory rozlewa sit; wsz(,'dzie 
- od sejmu po bazar? PoniewaZ sejm znow staje sit; bazarem, autor oddaje glos dwom 
najwit;kszym krytykom polskiej sejmokracji, ks. Piotrowi Skardze i nlafszalkowi Jo- 
zefowi Pilsudskiemu. Ks. Skarga zjawia sit; takZe w Salonie 1I'ars
ml'ski1l1, ktory przed- 
stawia obraz rownie gursz'lcy i odpychaj'lcy, jak tamten z III cz. D
iad611', a przy tym 
rownie groteskowy, jak Zwi'lzek Kawalerow Ostrogi z Trans-Arlanr)'kll. 
GI6wnynl tenlatenl rozmow w Salonie 1t'ars=uwskim jest roztrntsanie, komu po- 
dac rt;kt;, komu nie podac; anajczt;Sciej powtarzanym slowem - "baitba". Czasem 
sprawa sit; komplikuje, bo nie wiadomo, kto komu nie chce podac rt;ki: ,,( on nmie nie 
chce podac? ha ha ha / przeciez to ja mu podac nie chc<;)". 
"Salon" wydaje nieublagane wyroki na cal'l PRL-owsk'l przeszlosc, kt6ra dziw- 
nym i ironicznym ZfZ'ldzeniem losu zan1kn<;la sit; w wieszczej liczbie ,,44". 
Kartoteka ro
r
lIcona bylaniew'ltpliwie najwit;kszym eksperymentem teatramym 
autora. Sanl tak 0 ninl napisal w Info17l1acji dOI)'cqcej scenr "c)'tania [(a
et": 


Cala koncepcja polegalanaci:tglymrozrzucaniu tekstu, seen, dia1ogow... [n.] Trzymanie 
si
jakiegos stalego tekstu literacliego jest pozbawione sensu i przeciwne rnojej koncep- 
cji, kto nie maze tego zrozrnniec, niech robi "nonnalmt' ,J(artotek
" alba niech nie nie 
robi 
Teksty zahtczone 8'1 VirymieIllle, kaZdy al-tor maze czytac teksty, 1.-tme (al-tualnie) go inte- 
resujll. Strumyk informacji zamienia si
 w rzek
, a rzeka w pnw6dZ.l-t6ra za1ewa i nisz- 
czy wszystko (r6wmez "mformaCJ
", czyli tekst). (K KR, s. 100) 


PRZESTRZEN DLA StOW A - PRZESTRZEN 
DLA CZtOWIEKA 


Przed kilkunasm laty "Dialog,,10 opublikowal ciekawy monolog Tadeusza ROZewlCza 
zatytulowany ad tego sie 
ac)'na... Monolog skonstruowany z odpowiedzi na pytania 
Marka Robinsona (ktory 4 maja 1987 r., podczas pobytu poety w Nowym Jorku, prze- 
prowadzil z ninl wywiad dla "Theater Magazine") nm wlaSll'l dranmturgit;; jest ostry 
w tonie, chwilanu zaczepny. Znajdujemy w ninl rakie oto okresleme wlasnego mieJsca 
ROZewicza w teatrze: ,,[... J nie czujt; sit; obecny w glownym nurcie swiatowego teatru; 
czujt;, ze jestem z boku". Nieco wczeSniej pisarz uczynil nast<;puj'lce wyznanie: ,,[...] 
jestem dranmtopisarzem dochodz'lcym. To znaczy manl cale okresy, kiedy teatr nmie nie 
obchodzi w ogole. I nagle bUM sit; we nmie wielkie... wielkie zainteresowanie". 


to Zob. T. R6zewlcz, Oel tego sif;zacg'1la n, "D1a1og" 1988, nr 1.
		

/td_Page_071_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


71 


Tak sit; skladalo, ze ten "glowny nurt swiatowego teatru" wyznaczali wowczas - 
moZna to powiedziec bez megalomanii - Polacy: Kantor i (nieco wczeSrtiej) Grotow- 
ski, obaj zreszt'l przywolani przez Rozewicza. Byl to wit;c teatr zdonllnowany przez 
inscenizatorow i plastykow, od ktorego autor Kartoteki wyraZnie sit; dystansowal. 
Posluchajmy wit;kszego fragmentu "monologu": 


Cllc131bym "odzyskaE" teatr me przez ..mscemzaCJ
" am przez coraz WWksze lIlllOw3ge 
formalne. Chc131bym odzyskac teau dla ludZ1 przez s}owo. W koncu ]estem poetQ. I teatr, 
"''Ydaje Illi si
, ze jesti si
 odrodzi,jesli odzyska publicZIlosc, to - maim zdaniem - przez 
s}owo. Nie przez inscenizacj
, nie przez niezwykle scenografie, swiatla. kostiumy i pla- 
styk
. Kantor to jest plastyk, czy Szajna, ale to iIllli ludzie. Ja rnysl
, ze gdybym rnial 
ambicj
, bo nie, nie mam. nie,juz talich ambicji nie mam. nie bardzo Illi si
 chce. Na- 
prawd
u. Ale gdybymjeszcze odzyskal "ambicj
", to bym cheial teatr odnowic przez 
slowo, jako poeta. na poczq:tku bylem przeciez poehh nie zadnym tam komediantem czy 
cyrknwcern. To waZne. to jest dla Ilune wazne. Przez tekst. przez s}owo. 


Mimo ze w dalszej czt;sci tekstu dystansuje sit; rowniez od swoich wypowiedzi 
sprzed lat dwudziestu, trudno w tym miejscu nie przyponmiee jego slow sprzed dwu- 
dziestu pit;ciu lat. ktore padly w rozmowie z Konstantym PUZYll'lII, gdyz dowodz'lone 
niezmiennosci pogi'ldow Rozewicza w tej nmterii: "Ja chct; wszystko i to jest naj- 
gorsze! - w slowie, przy pomocy slowa robic. I to komunikatywnego, zrozunlialego, 
potucznego nawet." 
Ale wrocmy do wypowiedzi Rozewicza w rozmowie z Markiem Robinsonem: 


Nie W1em. czy pan zna mo] Pr=)'rost natllralll)' [no] _ OtM]a tam me m0W11em 0 tym. ze 
teatr Sl
 skoiiczyl czy sztuka Sl
 skonczyla. tylko rnovi'llem. ze jest corazmmeJ przesrrze- 
ni dlaiycia, dla ludzi, pIzymdYm dla gry, dla teatru, poniewaz jest.. robi si
 na swiecie za 
ciasno,jestjuzza malo przestrzeni dla slowa. dla gestu, dla akcji Mbwilem. na przyklad. 
ze nagle zrobi si
 tak ciasno,jak w rnetrze w Tokio i jakikolwiek gest, powiedzmy blogo- 
slawienia, gest jaliegos kaplana czy Ietom zacznie si
 lamac, skr
cac_ Vi'Yfodniec i zamie- 
ni Sl
 w nic. Ze jest juztak C13Sll0, te PW.c rnihardow ludZ1m Ze odegranie Krola Leara w 
wagonil-u metra w Japanii alba w autobusie w Polsce w godzinach szczytu - zamieni si
 
w piekIo... I to jest Pr=)'rost natllralllY. Jeszcze... to jest wai::ne, ze kiedys i slowo czyli 
tekst, i gest profetyczny, gest Shakespeare'R, Ramleta czy Mickiewicza - Mickiewicza 
w Wielkiej Improwizacji z D=iculbw - ze to wszystko mialo przestrzen, w l-t6rej moglo 
rozrastac si
 slowou. do Boga, do ludzkosci.u Aja w Pr=yroscie natllJ"Clbr)'11l zrobilem 
tal:, ze ]est]eszcze nmi
 przestrzem mzm13L. ma dziS Kantor, GroTOwsl, CZY1Illll. Wszysr- 
ko si
 sprasowalo i w mal:t tak:t kulk
 si
 zmienilo. Jeszcze nmiej miejsca; kulka ugnie- 
ciona ze smieci, slow i gest6w. 


I jeszcze jedno zdanie z nastt;pnego akapitu: 


Bye moze odzyskam t
 przestrzen dla slowa, przestrzen dla slowa i dla mysli, odzyskam, 
rozpychajllc fizycZIlose, zevi'll
trznose, przedmioty.. 


Coz jest przestrzeni'l dla slowa? Milczenie. Powiedzial to w Pr::yroscie natural- 
nJ7ll wlaSnie: 


II ITokol clJ"Cl11latllJ"gii otH'ClJ"tej, "DIalog" 1969, nr 7.
		

/td_Page_072_0001.djvu

			72 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / drama/ycznosc. Gambrawicz - R6zew/cz - Mrazek 


Aby Istmaly fonny 1 aby te fanny mog1y IOzwi]3C SI
, rnuszQ Imec pewnll przestrzen 
wolrnt dakola. Maze to bye Imlczeme. 12 


Od poczqtku glowne napit;cia dranmturgiczne w jegu teatrze powstawaly mi
y 
slowem a milczeniem, czy raczeJ mi
y slowotokiem a milczeniem. Tak bylo juz 
w Kartotece, ktorej Bohater raz po raz odnlawial udzialu w "akcji", uciekaj'lc w mil- 
czenie. Wedlug pierwomego pomyslu mial uparcie milczec przez caly czas trwania 
przedstawienia, strofowany przez Chor Starcow: 


Mow cas, rob cas, 
Posuwaj akcj
, 
W uchu chociaZ drub! (T 1, s. 90) 


Ten ChOr Starcow byl oczywiscie symbolem najbardziej szacownej tradycji te- 
atramej, si<;gaj'lcej jeszcze staroiytnosci. ChOry w tragedii greckiej wyraialy zawsze 
sluwem pudnioslym zbiorow'l m'ldrusc i szlachetnusc uczuc. Moina puwiedziee, ze 
pieSni choru okreSlaly wysokosc tonu tragedii. Chor Starcow w Karrotece tez zaczyna 
gornie - od patetycznej recytacji Ody do mlodosci (pod koniec sztuki jeszcze raz j'l 
podejmie - tym razem szeptem, zeby nie obudzic Bohatera), ale juz druga "pieSit" 
Choru Starcow jest niedopuszczamym obnizeniem tonu do poziomu czystego infanty- 
lizmu: ,,Aaa. kotki dwa". ChOr sci'lga w dol Bohatera, zannast podnosic go na kotum. 
Jego slowotok znmiejsza przestrzeit dla Slowa. Slowotok tradycji literackiej, slowo- 
tok szkomego nauczania (,,ze smierci'l krola Daniela rozpocz'll sit; okres upadku Rusi 
Czerwonej"), slowotok tzw. pryncypiamej krytyki prasowej ("W handlu piwem wystt;- 
puje karygodny brak odpuwiedziamosci. Z tym trzeba skoitczyc. Trzeba karac...") 
i prasowych k'lcikow porad sercowych (,,Jedna Marysia zakochala sit; na wczasach 
w Wacku") skladaj'l sit; na gigantyczny smietnik slow, ktory zasypuje Bohatera. Ulica 
przechodz'lca przez jego pokoj jest nieustamlle zasmiecalla slowanli zuiytymi, wy- 
swiechtanymi, wrt;cz sprostytuowanymi. Przyjrzyjmy sit;jej przez chwilt;. 
Autorska wizja sceniczna tworzy w tej sztuce przestrzen rownoczeSnie zan1knitt.tt 
(pokoj Bohatera) i otwart'l (przecho	
			

/td_Page_073_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


73 


Krytyk trafuie podkreSlil integramosc autorskiej wizji scenicznej i struktury dra- 
nmturgicznej Kartoteki. Trzeba dodac, ze tego rodzaju konstrukcja przestrzeni okaza- 
la sit; jedyna i niepowtarzahm. Wprawdzie Rozewicz pozniej jeszcze wielokromie 
lokowal swoich bohaterow dranlatycznych w roinych przestrzeniach zan1knit;tych 
i otwartych; pokojach, przedzialach wagonow, na tarasach kawiarit albo plaiach, ale 
nigdy juz nie si<;gn'll po rozwi'lzanie z Kartoteki. Okazalo sit; ono znakomit'l wizuah1'l 
konkretyzacj'l stanu ducha Bohatera, obiektywizacj'l jego stosunku do otaczaj'lcego 
swiata ludzi. Wszyscy uni S'l pu prostu przechudnianli; kontakty Bohatera z ninli S'l 
zdawkowe. z reguly pozbawione tresci emocjonalliych. Takpostawt; Bohatera charak- 
teryzowala od pOCZ'ltku krytyka. Autorska wizja sceniczna tt; problenmtykt; wyostrza; 
ulica to miejsce, gdzie ludzie ustawicznie sit; mijaj'l, przecho	
			

/td_Page_074_0001.djvu

			74 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / drama/ycznosc. Gambrawicz - R6zew/cz - Mrazek 


dzial wok61 Uznal j'l za bezsensowll'l i poloiyl sit; do 10Zka - ale to byl jego suweren- 
ny wybOr. A moze wybralrowniez taki punkt widzenia, z ktorego inni ludzie mog'l sit; 
wydawac tylko przechodnianu na ulicy? Ojciec, Matka, Olga, Wujek, Tlusta Kobieta. 
Dziewczyna... W zyciu kaZdego z nas inni ludzie pojawiaj'l sit; na dluZej lub krocej 
i odcho	
			

/td_Page_075_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


75 


Szukam nauczyciela 1 Ill1strza 
[n] 
mech oddzteli SW1atlo ad clemnoscL 


Oczywista jest aluzja do Ksiegi Genesis; oddzielenie swiatla od cienmosci bylo 
jednym z pierwszych dokonait Stworcy. Ale swiatlo i cienmosc w teatrze Rozewicza 
nmj'lniekiedy wartooci odwrome. Przeczytajmy uwaZnie fragment didaskaliow ze sztuki 
Do piachll: 


Noc. S=WIl clr:::eH
 skr:::ypienie konaraw, szelest. Stlu11lione, dochocl=qce Z oddali kroki. 
Tr:::ask ga1e:::i.lIJetaliC=1l)' c0'Sry' {L
11'iek. Cisza. Oc{glos krokaw. Oc/cleek Tenl::: pod buta- 
mi chr:::f.sci ::'1'iJ: S11l11g11 swiatla z re.fleJ.:1oJ"Cl, swiatlo os!re, ws:::ystko wic/ai: jakna dloni. 
W swietle :::nieruchomialy r::;clcl postaci. Po kilku sekll1ulach swiatlo gllsnie. W cie11l1losci 
ZQc-=)'1la sie mars=. Skr:::ypienie r:::e11lieni, stlu11lione kroki. Cie11l1losc glf;bsza. (T2, s. 247) 


Tu cienmosc jest bezpieczna, przyjazna ludziom, a swiatlo oznacza Snuerteme zagroie- 
nie. Czas wojny poprzestawial znaki wartooci. wyrzucilludzi z ich domowych azyli. 
inaczej nacechowal przestrzeit. Glownym zadaniem na lata powojenne bylo przesunit;- 
cie owych znakow wartosci na ich wlasciwe miejsca; 0 tynl wlasnie mowH Ocalony. 
A potem przyszla ,,nasza mala stabilizacja", podszyta roznmitynu It;kanu a przede 
WSzystkinl niepewnosci'l jutra. dlatego niemal otwarcie sankcjonuj'lca egoizm. Lu- 
dzie zaczt;li aranZowac swoj'l przestrzeit Zyciow'l zaczynaj'lc, rzecz jasna. od wyty- 
czenia jej granic, ktorych potem strzegli niemal zbrojnie. 
Warto by sit; blizej przyjrzec tym nowym azylum, wn<;1:rzom uwych licznych "Vovy- 
klych, przecit;tnych pokoi". w ktorych Rozewicz unueszczal swoich bohaterow. Naj- 
bardziej znany jest ten z Kartoteki: 


Wszystkie przedmioty i rneble s'1prawdziwe. Ich rozmiary SIl trocht_ wi
ksze ad normal- 
nych. Z"''Ykly przeci
tny pokOj. 
Stiil. Etccerka z ksicl=kami. Dwa kr:::esla. Zlew itd. Lo=ko na 111'8okich no::kach. Wpokoju 
nie 11Ul okna. (T 1, s. 69) 


To byl najnizszy standard, ale w nast<;pnych sztukach zostal un tylko nieznacznie 
podniesiony. W Grupie Laokoona znow mielismy: 


Z11:t*ry' pokoj. Umebl011'wry ni nawoc=einie, ni staJ"Os11'iecko. Na scianach ni to, ni 011'0. 
Alimo 11's=)'81ko ur:::clc!=enieswicuk'=yo "peH'nym smaku". Jec!Jrym slowem, 11'11€1r.::e miesz- 
kania inteligencji pracujqcej bye moze ,,111'on-=0". (T 1, s. 132) 


Wlasciwie w tym sanlym pokoju moma zagrac krolk'l scenkt; D
id.:ibobo, cyli 
milosc romantyc=na c=ekaju:= pod dr="t'iami. Autor tynl razenl tak go opisywal: 


Jakis pokoj. Na scicl1lachjakiei "reprudllkcje". Jakas 1kanina" {lr1ys1y('
lU". JakieS pi- 
sma illlS1rawcl1le.Alo=e te= byejakas mlL"}*a z yculia albo adaptera. (T 1, s. 451) 


Wszystko jest "jakies", czyli nijakie, ,,ni to, ni owo". Tej nijakosci i bylejakosci 
mieszkaitcy Vovyklych, przecit;mych pokoi probowali nadac jakis indywiduamy wy-
		

/td_Page_076_0001.djvu

			76 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnasc / drama/ycznosc. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


raz, wieszaj'lc np. na scianJe reprodukcje jakichS dZlel malarskich; ale ilosc sprzeda- 
wanych w sklepach reprodukcji byla ograniczona, dlatego w co trzecinl, jesli nie co 
druginl mieszkaniu "inteligencji pracuj'lcej" znalazly sit; slYmle Slonecniki van Go- 
gha. W telewizyjnym przedstawieniu Grupy Laokoona z 1970 roku ogl'ldalismy pokoj 
oklejony tapet'l ze Slonecnikami. 
W sponmiee jeszcze trzeba 0 przestrzeni "sakralnej" Zyciarodzinnego. Tu konieczny 
jest cudzyslow, bo wielokromie "uswit;cal" tt; przestrzeit wlasnie egoizm, zanlykaj'lc 
j'l dla obcych pod groi:b'l najdoslowniej pojmuwanej kary smierci. TakIl przestrzeit 
pokazal Rozewicz w krotkiej scence Rajski ogrodek. W jt;zyku dialogu moina usly- 
szee tu przedziwn'l kakofonit; roinych stylow literackich - od szkomej czytanki dla 
najmlodszych poczynaj'lc (,,0, moja slodka manlUs, dzit;kujt; Ci!"; ,,Moja sliweczka 
z mojego drzewka, trala la! trala la!") a na dranlacie naturalistycznym i literaturze 
protestu spolecznego koitcZ'lc ("Czego tu szukacie, kobieto?"; "Won, bo psanli." po- 
szla!"; ,'pewnie dzieci wyp
ily." "). Ta kakofonia znakomicie oddawala stan ducha 
ludzi nawyklych do dwojmyslenia, ludzi, ktorych powojemle "wychowmrie socjali- 
styczne" uwolnilo od "przesqdow", czyli zasad moramych opartych na Dekalogu, ale 
nie zdolalu inl zaszczepic zadnych zasadnowych, owej ,,11loramusci socjalistycznej", 
o ktorej grznualy wszystkie ruby propagandowe. 
Tadeusz Rozewicz ma absolumy sluch jt;zykowy, ktory - podobme jak absolumy 
sluch muzyczny - jest zapewne cech'l wrodzoll'l. Warto by postawic pytmrie 0 teatral- 
nIl edukacjt; przyszlego autora Kartoteki w okresie dziecmstwa i wczesnej mlodooci. 
Z roinych drukowanych w ostatnich latach wsponmieit wynika, ze byla ona raczej 
nikla. Stanislaw ROZewicz Jest w tej nmterii ZrOdlem infomlacji najbardziej wiarygod- 
nym. Jego ciepla i pelna humoru opowieSc 0 pierwszych kontaktach z teatrem w pro- 
wincjonamym Radomsku 15 podkreSla ich rzadkosc i odswit;mosc. Przy okazji opubli- 
kowal "sztukt; teatrah1'l w 3 ubrazach" pt. NedJlicy nale4c'l do juveniliow Tadeusza 
Rozewicza. Jej lektura nasuwa przypuszczenie, iz mlody autor postfzegal teatr jako 
doment; sztucznosci. NajwyraZniej bawil sit; mieszaniem archaizowanego, kotumo- 
wego jt;zyka roinych ranlot teatramych z Zywym jt;zykiem codziemlych rozmow, okra- 
szonym nierzadko slowem "grubym". W pierwszym z owych jt;zykow zostaly sfomm- 
lowane takie np. kwestie: 


OjC1ec (do Syna): Ty n
dznik-u! 
Syn (do Qjca): Jam twOj pierworodny, wi
c synemn
dznikajestemjako n
dznik! 


A W druginl ta: 


"Qjciec (do Syna IV): T:rzymaj nmie! Bo psiakrewja tego n
dznikaze skOry obedr
! To 
tak ci
 matka "''Ychowala?'' 


W pierwszym pojawiaj'l sit; rowniez latwe do rozpoznania cytaty z Sienkiewi- 
czowskiej Trylogii: 


IS StamsJaw R6zeWICZ, K1-=y'wda. "Notatnik Teatralny" 1991, Jato, s. 18
		

/td_Page_077_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


77 


QjClec: I czego rzyszpsl synu?! 
Syn III: Jeslim]a pSI syn. to ty pIes, sobaka. me ]estes godny Ill1ana O]ca, n
dzny kreaturo! 


Sparodiowana zostaje takZe pewna konwencja teatrallia. ktora coraz tu nakazy- 
wala aktorom mowic ,.,lla stronie". To "na stronie" pojawia si
 w krotkiej scence ai 
trzykromie, w tym raz jest to beztroski smiech na stronie, ktory rozlega sit; po kapital- 
nej kwestii Ojca wypowiedzianej rowniez "na stronie": "W rynsztoku cit; n
 suko 
z barlogu podnioslem!" Ten barlog w rynsztoku to juz obraz prawie surrealistyczny. 
W Obra
ie II uwainy czytemik w postaci Matki"z nmseczk'l z jajek i szczypiorku 
na twarzy", ci'lgle ginlnastykuj'lcej sit;, robi'lcej przysiady, prt;z'lcej ranliona itp. moze 
dopatrzyc sit; pierwszego szkicu postaci Kobiety ze S1I'iadko1l'. Matka jest jeszcze 
jedn'l figur'l czysto farsow'l, a komizm sytuacyjny ma wyrain'l inspiracjt; w prostych 
gagach z komedii fiffilOwej wczesnego okresu kina. Przyklad: 


Syn I: Zjadlbymjajecznic
ze szczypiorkiem... [no] 
Matka: [n.] (Zbieramaseczk
ztwarzy, rzucana patelniti). 


Ale koitcZ'lcy tt; scenkt; dialog przesycony jest komizmem bardziej subtemym: 


Qjciec (w drzwiach): Tylka nie przypal szczypiorl-u. dziecinko! 
Matka: Dranie! Co ja przy was uZylam! 
Syn I: Ale my Clf; za to kochamy! 
Syn II: Kochamy Cl
! 
Matka (ociera lzy): Z ilujajek?! 


Dla porownania przeczytajmy urywek dialogu ze S1I'iadko1l': 


KOBIETA Czy nmie kochasz? 
MI::ZCZYZNA11lilc-=)' 
KOBIETA Powiedz, czy nmie kochasz. 
MI::ZCZYZNA Sluchaj, kochanie. 
KOBIETA Kochasz nmie? 
MI::ZCZYZNA Alez tak nie moma. 
KOBIETAPowiedz. 
MI::ZCZYZNA Oczywiscie. 
KOBIETA Powiedz "kocham ci
", a nie "oczywiscie". 
MIjZCZYZNAKocham ci
. 
KOBIETA Zjedz cas przed v;'y:jsciem. 


Stanislaw Rozewicz wyznal: "Nachodzi nmie czasem pokusa - wystawic Ned::ni- 
k01l' dzisiaj." Pokusa zrozunuala, bo Ned::nicy to teatr Rozewicza in nllce. Moina 
chyba zaryzykowac twierdzenie, ze jego punktem wyjocia byla parodia. Parodystycz- 
ny charakter w Ned::nikach mialy chyba takZe bardzu lakoniczne didaskalia. ,Jzba 
zasobna" - rak okreslil autor miejsce akcji: moze w stylu didaskaliow do takich sztuk. 
jak Chlopi i wystohTaci czy Bogata 1I'd01I'a, w ktorych grywal ojciec? W ten sposob 
zacz'll tworzyc - nmiejsza 0 to, czy juz w pemi swiadomie - przestrzeit sceniczn'l 
swojego teatru.
		

/td_Page_078_0001.djvu

			78 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


DOtykanlY m wainej kwestii wyobraZni plastycznej autora, ktory, aczkolwiek dy- 
stansowal sit; od plastykow realizuj'lcych swoje wizje na scenie teatramej, mial prze- 
ciez takze wizjt; sceniczrt'l swojego teatru "realistyczno-poetyckiego"; i to wizjt; nie- 
slychanie szczegolow'l, co stwierdzil np. Kazinlierz Kutz: ,,[...] ma fotograficzn'lpa- 
mit;c do wlasnych szczegolow. On nm w glowie ideain'l wersjt; wlasnej inscenizacji 
i dlatego trudno mu dogodzic. ,,16 
Fotograficzna panlit;c szczegolow i absolumy sluch literacki to chyba najwaZniej- 
sze cechy Rozewicza-dranmtopisarza. W niektorych sztukach obdarza tym sluchem 
swoich bohaterow. Wykazuj'l oni szczegome wyczulenie na falszywy patos i egzalta- 
cjt;, zdaj'lc sobie w pelni sprawt;, ze tonacja wspolczesnego jt;zyka konwersacyjnego 
ulegla znacznemu obnizeniu. Jego wulgaryzacja - tak bardzo ra4ca estetow i pury- 
stow Jt;zykowych - czt;sto sprawia wraienie kotwicy, ktora trzynm nasz jt;zyk wspol- 
czesny na uwit;zi przy zienu, zeby nanl znow nie poszybowal w obloki. Wulgarnosc 
stala sit; now'l konwencj'l, ktora nader skutecznie wyrugowala anachroniczne style 
konwersacji 0 rudowudzie jeszcze XIX-wiecmym. Najbardziej bezwzgl
e bylo zde- 
rzenie tej noweJ konwencji z egzaltowanym stylem romantycznym, ktory wklada 
w usta bohaterow literackich deklaracje w rodzaju: "KOChanl i nienawidzt;". 
To zderzenie zabawnie pokazuje krotka scenka pod dluginl tytulem D
id::ibobo, 
cyli 1I1ilosc r01l1ant)'cna ceka jll:: pod dr.:
I'ia1l1i. Jej bohaterowie, 18-lemi chlopak i 
17-letnia dziewczyna czyli On i Ona, zostali wyposaieni w nadswiadomosc jt;zykow'l 
przyponrinaj'lc'lpostacie ze sztuk Witkacego. Swoj dialog zaczynaj'l w konwencji obo- 
wiqzuj'lcej nastolatkow z lat siedemdziesi'ltych: 


ONA b
dz1emy Imeli bobo stary 
ON co to jest bobo stara 
ONA dzldzl story 
ON jalie dzidzi starn 
ONA tycie 
ONtycie?(T l,s.451) 


Ale po chwili Ona popemia niewiarygodne ji:lIIx-pas wypowiadaj'lc kwestit; z teatru 
ronlalltycznego, wyswiechtan'l do niemozliwosci w teatrzykach niezliczonych epigo- 
now romantyzmu: 


"ONA (zwwsi si'r:placsf'11l) o! Ja nieszcz
sliwa! 
ON (wydmuchujqc z gum." do =ucia "bwlke", J.:1ora 1"oSnie mu w ustach wreszcie peka) 
jak rnoglas powiedziec "o! ja nieszcz
sliw3"? zrOZlUll, ze talie jedno powiedzenie nisz- 
czy wszystko niszczy ciebie nmie i ten dramat sztuk
 (T 1, s. 454) 


PoznieJ dodaje jeszcze: ,,111owa jest tym kleJem kitem cementem dzit;ki ktoremu 
wszystko kupy sit; trzyma... ". 
Trudno nie zauwaZYc, ze z tej wypowiedzi przebija wiara w magicZIl4moc slowa. 
Czyiby dezrntegracja jt;zyka poci'lgala za sob'l dezintegracjt; rzeczywistooci. a nie 
odwromie? Czy to jest wiara postaci teatramej, czy sanlego autora? 


16KazmnerzKutz, Choc/::ellle na nie..D1'Iecl=ia, C-=)	
			

/td_Page_079_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


79 


Tadeusz Rozewicz zdaje sit; wierzyc w magiczn'l moc slowa poetyckiego. Przy- 
ponmijmy: ono nm "odzyskac" teatr. Co osi
a poprzez slowo poetyckie - podniosle, 
odswit;me - w swoinl wlasnym teatrze? Zeby odpowiedziee, trzeba sit; uwaZnie przyj- 
rzeC tym miejscom w sztukach, gdzie ono sit; pojawia. Np. w II czt;sci S1I'iadko1l' jest 
taki moment, w kt6rym Kobieta nagle przerywa infantyln'l paplanint; obojga niespo- 
dziewanym wybuchem: 


Jakty rnozesz do nmie tak ruo-wit 
Czy nie widzisz jak ja si
 rn
cz
 
Ja wiem ze ty tego nie widzisz 
jak to si
 stalo ze nagle osleples 
nie widz1sZ nmie 
ale ja ciebie widz
 
glos kobiety przechodzi w krzyk 
o jak dobrze widz
 
gdybys wiedzial 
jak wyrainie widz
 
jak bardzo ciebie nie ma 
glos pr=echocl=i w s=ept 
jak ciebie tu nie ma 
jak bardzo jestes nieobecny w tel ChW1h 


To jest moment odzyskania przez ni'lludzkiej gOdnOScI. Jej krzyk i szept zdolal 
wzniesc sit; na krotko ponad codzienny slowotok, ktory mial ich oboje wiqzac z sob'l, 
a naprawdt; wypeh1il przestrzeit ich wspomego Zycia czyms w rodzaju papki slownej 
czy waty dlawi'lcej ubojga. Te wszystkie pieszczotliwe zwroty, ,,kutku", "piesku", 
okazaly sit; degraduj'lce do pozycji domowych czworonogow lasz'lcych sit; i merdaj'l- 
cych ogonanli. Moina powiedziee, ze slowo poetyckie w teatrze Rozewicza podnosi 
postacie z pozycji "na czworakach" do postawy pionowej. 
Ta pozycja,,na czworakach" zbyt czt;sto powtarza sit; w sztukach Rozewicza, zeby 
nie poswit;cic jej chwili uwagl. Czasem jest ona po prostu symbolem sanlOdegradacji, 
sanlOupodlenia. Tak jak np. w Kartotece (Bobik, czyli Pan z Przedzialkiem). Inaczej 
w S1I'iadkach, gdzie Drugi i Trzeci dlugo obserwuj'ljakis poruszaj'lcy sit; ksztalt, ktory 
moze bye zarowno psem jak i czlowiekiem na czworakach. Pijanym (" Trzynm w py- 
sku kwiaty")? Chorym? Smiertemie rannym? W kazdym razie pustac na czworakach 
robi darenme wysilki. zeby sit; podniesc. 
Z kolei sztuka Na c
l'Orakach zostala zanllerzona Jako studiunl tej postawy, jako 
laboratoryjny zgola eksperyment. Tak mowil 0 tym fragment didaskaliow, ktory nie 
wszedl do ostatecznej wersji teksm, a ktory autor opublikowal oddziemie: 


mSztuka ta rozgrywa si
 (przewaZnie) na czworakach. Nie jest to jakas rnetafoI"3. alegoria 
itd., nie chodzi Illi wtym "''YPadh.-u 0 "poziom moralny" bohaterow Gesli na czworakach, 
to pewnie na poziornie zwierz
cym itp.). Nie jest to przemiana czlowieka w psa, malp
, 
s",rini
 czy inne "bydl
". W sztuce tej chodzi nie 0 przernian
 "kondycji" ludzliej 
w zwierz
c:t.lecz 0 pewien efekt sceniczny, kt6ry ma Vi'ywolac dodatkowe spittcia drama- 
tyczne (i optyczne). PozostaW13ID ludzioID wszystko, co ludzl,e. Chodzi tu 0 ZIll1antt.
		

/td_Page_080_0001.djvu

			80 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


pozycji clata, 0 to. aby IllC)"Wlli, gestykulowah. walczyli wsponnnali kochah Sl
 (Jednym 
slowem: iyli) na czworakach. 17 


Zastanawiaj'lcyeksperyment... 
W sztuce Do piachll sprawa jest prostsza: Walus przycJ'lgnit;ty na powrozie za- 
dzierzgni<;tym na szyi zostaje wepchnit;ty do psiej budy. Postawt; pionow'l bt;dzie mogl 
przyj'lc dopiero prowadzony na rozwalkt;. A wit;c m pozycjt; na czworakach wymu- 
szaj'l warunki przestrzellile; po prostu przestrzeit dla czlowieka skurczyla sit; do roz- 
nriarow psiej budy. 
W PlIlapce rowniez Ogi'ldanlY stworzenie najcht;miej poruszaj'lce sit; na czwora- 
kach; to niedorozwini<;te unlyslowo dziecko Franza i Grety, ktore broni sit; zaiarcie 
przed probanli narzucenia przez matkt; ludzkich zwyczajow jedzenia ly
. siedzenia 
na krzesle przy stule... To stworzenie broni sit; podswiadomie, zeby nie zostac czlo- 
wiekiem. Moze rnstynkt sanlOzachowawczypodpowiadamu. ze w swiecie. w ktorym 
juz zaczyna sit; polowanie na ludzi, lepiej bye psem? 
Dranlaturgia Rozewicza od Kartoteki do PlIlapki uklada sit; w mozaikt; 0 dose 
czytemym rysunku, ale jakby odwroconym. Ostatnia sztuka zapowiada to, co w pierw- 
szej bylo obsesyjnym wsponmiemem, od ktorego usilowal uwomic sit; Bohater. Jakby 
autor chcial pokazac obrot wstecz kola historii. 
Czymze jest ta nasza historia? Ci
l'l waik'lludzi 0 przestrzeit do Zycia, ktora 
nieuchrollilie sit; kurczy. Kiedy ludziom jest juz za ciasno, walka przemienia sit; 
W WOJntt.. 
Czy z rownie fatah1'l nieuchrolliloSCI'l musi kurczyc sit; przestrzen dla slowa? Na 
to pytanie Rozewicz zdaje sit; udzielac odpowiedzi niejednoznacznej. Pr.:yrost natu- 
raIny mowi wprost 0 takiej fatamej nieuchrollilosci. Ale przeciez rownoczeSrtie autor 
wierzy w nmgiczn'l moc poetyckiego slowa, ktore jest w stanie ,,rozepch11'lc fizycz- 
nose, zewn<;trznosc. przednlioty...". a wit;c poszerzyc przestrzeit duchow'l czlowieka. 
Tu jednak czyha na poett; pulapka: w poszukiwaniu slowa magicznego, poszerzaj'l- 
cego przestrzeit. produkuje miliony slow tt; przestrzeit ograniczaj'lcych czy wrt;cz za- 
Srtuecaj'lcych. Tak wit;c paradoksalnie literatura zwraca sit; przeciw Slowu, dewaluuje 
je, nlafginalizuje, spycha do smietnika. Ten paraduks iest iednll z ci'lgle powracaj'lcych 
w tworczosci ROZewicza obsesji. ktora z kolei rodzi pokus<; ucieczki w milczenie. 
Znana jest jego fascynacja postaci'l Waleriana Lukasiitskiego, 0 ktorym zanlierzal 
nawet napisac sztukt; teatrain'l. Czlowiek skazany na milczenie przez trzydzieSci kilka 
lat... "Jak wyrazic milczenie tego czlowieka?" - pytal poeta w rozmowie z Kazinue- 
rzem Braunem 18 . pytal raczej siebie niz rozmowCt;. Ale probowac wyrazic czyjekol- 
wiek milczenie, to znow znaczy mowic. Maze wi
c po prastu przerwac mowienie 
i pisanie? 
WsrOd krotkich scen. przypominaj'lcych te, ktore pisal dla domowego "Teatru 
Widowisko" jeszcze przed wuill'l.jest part; "autotenmtycznych". PrzewaZnie nmj'l one 


17 Tadeusz Rozewlcz, lIJw"1!Jnes, alem ..Odra" 1972. nr 4. 
18 Kazmnerz Braun, Tadeu
z Rozewicz, Je0']d teatru. Wroclaw 1989.
		

/td_Page_081_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


81 


charakter Zartobliwy, ale jedna jest prawdziwie przejmuj'lca - Sob01l,tor. Ma dwoch 
tylko bohaterow - Poett; i Drugiego. Sobowtor, czyli "drugie ja" Poety, zjawia sit;, aby 
wykonac wyrok (czyj?), ,kazuj'lcy na milczenie. Zakleja okno w pokoju Poety czar- 
nym papierem, odbiera mu pioro, papier, kaze spakowac ksiqiki - ale ulega prosbie 
i pozwala mu zachowac trzy, z'ldaj'lC podania tytulow i uzasadnienia wyboru: 


POETA Prosz
 0 ten stary tom plsm Adama Mlclaewlcza nakladem kSl
m Westa 
w Brodaeh 1911 rokEwcl1lgelif; Swif;lq Palla Naszego Je=usa ChryslUsa 1 ]eszcze Jedrntn. 
maze Daykowskiego Nas=qpr=yroclf: 
DRUGI Jesli uzasadnisz ten "''Yb6r to otrzymasz "''Ybrane ksi
 
POETA Ja spozywam te ksi
 z tych ksi:tg rosn
 tymi ksi
 oddycham slowa tych 
ksi:tg zmieniajll si
 w rnoje cialo 
DRUGI Nic ciekawego nie powiedziales czy chcesz jeszcze cas dodac 
POETA Nie czego dotkn
 zamienia si
 w literacli frazesu 


Wyznanie, ktore przejmuje dreszczem. Czyzby Poeta byl anty-Midasem, ktoremu 
wszystko, czego dotknie, zmienia sit; w literacki frazes, czyli smieci? Zatem lepiej nie 
dotkac niczego, zaprzestac fabrykowania slow, zanulkrutc. Czy rowniez przestac czy- 
tac? W kazdym razie radykalliie ograniczyc lektury do tych przyslowiowych trzech 
najwaZniejszych ksi'liek, ktore chcialoby sit; zabrac z sob'l na bezludnll wyspt;. Czytac 
w gl'lb a nie wszerz. 
Moze wtedy objawi sit; Slowo? 


ROZEWICZA DRAMATURGIA IN NUCE 


W rozmowie z Czeslawem Miloszem, zaaranzowanej przez Renatt; Gorczyitskll a od- 
bytej w lipcu 1999 roku w garderobie Ludwika Solskiego w Teatrze Slowackiego 
w Krakowie, Rozewicz mowil 0 dranlaturgach-poetach i dranmturgach-prozaikach. 
Jego sanlego krytyka juz dawno okreSlila jako dranmturga-poett;, nie ma wit;c sensu na 
nowo roztrz'lSac tej kwestii; bardziej interesuJ'lca wydaje mi sit; sprawa drogi czy ra- 
czej drog, ktorymi doszedl do tworczooci dranlatycznej - a drogi te wiodly rownocze- 
Snie od strony poezji i od strony prozy. Po tej drugiej pewnie doszedlby nawet szybciej 
do dranlatu (przeciez pisanie Do piachll zacz'll w roku 1955), gdyby nie roinegu ro- 
dzaju ograniczenia swobody tworczej (cenzura ale i chyba autocenzura). Zwiqzek sztuki 
Do piachll z debiutanckinli opowiadanianli z tomu Echa leSne jest zupelnie oczywisty 
i w tej chwili dla nmie nmiej interesuj'lcy (piszt; 0 ninl w szkicu Smierci piekne i 
br::ydAie) ud pewnych zawiqzkow dranmturgicznych, ktore tkwi'l np. w mikroopowia- 
daniach z tomu Usmiechy. Moj'l szczegoln'l uwagt; przykuwaj'l te z nich. 
w ktorych autor zdaje sit; szkicowac pewne modele sytuacyjne dranmturgii Ja i Ty. 
Przyjrzyjmy sit; dwom bardzo rozm..cym sit; nastrojem, rodzajem prezentowanych 
zdarzeit a nawet foml'l narracji. W obu, podobnie jak we wszystkich utworach z tego
		

/td_Page_082_0001.djvu

			82 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / droma/ycznose. Gambrow/cz - R6zew/cz - Mrozek 


tonm, bardzo istotne znaczenie ma usmiech pojawiaj'lcy sit; lub gasll'lCY na twarzy; 
obserwowanej bacznie, anawet z niezwyklym napit;ciem. To obustronne napit;cie stwa- 
rza szczegolna sytuacja, w ktorej dwoje (Iub dwoch) ludzi staje naprzeciw siebie 
i zaczyna grt;, b
c w niej zarowno aktoranu jak i jedynymi widzanli. Ta sytuacja jest 
zawsze punktem wyjocia dranmturgii Ja i Ty: dwoch (czy dwoje) ludzi idzie sobie 
naprzeciw. Mog'l sit; spotkac albo min'lc. Jesli przynajnmiej jeden pragnie spotka- 
nia. musi drugiego zagadn'lc; podj'lc probt;nawiqzaniarozmowy. Mijac albo spotkac 
sit; mOl:na rownie dobrze na pustej drudze (por. opowiadanie MroZka Spotkanie), jak 
i we wspomym mieszkaniu. Czytaj'lc krotkie opowiadanie Nie 1I'iad01l10, skqd warto 
chwilt; uwagi poswit;cic wlaSnie mieszkaniu, a scisleJ temu pokojowi, w ktorym siedzi 
Piotr z gazet'l w r<;ku i do ktorego z takll dziwll'l niesmialosci'l i oci'lganiem wchodzi 
jego zona. Otwiera drzwi i zatrzymuje sit; na progu, najwyraZniej czekaj'lc, aZ Piotr 
odwroci glowt; i popatrzy na ni'l, zacht;caj'lc przynajnmiej wzrokiem, jesli juz nie 
slowanli, do wejscia. Ale Piotr nie odwraca glowy nadal patrz'lC na ociant;przed sob'l. 
Do mojego streszczenia juz miesza sit; interpretacja, gdyz w tekscie Rozewicza 
wlasciwie nie nm wzmianki 0 tym, ze zona zatrZ)'Illuje sil' na progu. Przytoczmy 
zreszt'l dwa zdania ukazuj'lce ten moment: "W tej chwili drzwi sit; powuli otwieraj'l 
i Piotr wie, ze do pokoju wchodzi zona. ale nie odwraca sit; do niej. Zona zachodzi 
wit;c z boku i staje tak ze Piotr musi j'l zohaczyc." 19 Fakt jej zatrzynmnia sit; w drzwiach 
jest m jednak wyraZnie zasugerowany jako oczywisty - musiala bye ta chwila darem- 
nego uczekiwania na zacht;caj'lce spujrzenie mt;za; chwila peh1a wahania: wejsc czy 
zawrocic. cicho zanlykaj'lc za sob'l drzwi? Ale kobiett; pcha jakas przemoZna sila. 
,,zachodzi Wlt;C z boku...". Dlaczego zona Piotra z tak'l niesmialosci'l granicZ'lc'l 
z It;kiem porusza sit; po jego pokoju? Slowo "zachodzi" sugeruje nader ostrome poru- 
szanie sit; po luku. Punkt. do ktorego dochodzi kobieta, jest rowniez wart uwagi; nie 
staJe po prosm naprzeciw mt;za, co byloby niewyhaczain'l nachamosci'b ale zatrzymu- 
je sit; w jego polu widzenia, tak ze musi j'l spostrzec przynajnmiej k'ltem oka. Ten 
moment trzeba koniecznie zobaczyc okiem kanlery fiffilOwej rejestruj'lcej go sekunda 
po sekundzie, llla on bowiem kluczowe znaczenie w mikrodranlacie, kt6ry sitt. zaraz 
rozegra w pokoju Piotra. Bo to jestnajwidoczniej jego pokoj, jego wlasna przestrzen. 
w ktor'lnikt nie ma prawa wchodzic. Przynajnmiej w takich momentach kryzysow,jak 
ten, ktory wlasnie przeiywa. 
Ale gdybysmy mieli posluiyc sit; kanler'b czyli dokonac adaptacji fihnowej, trze- 
ba by bylo wypelnic tt; przestrzeit, w ktorej zaraz rozegra sit; pewien mikrodranmt, 
sprz<;tanu i przednliotanli unlOzliwiaj'lcymi widzowi odpowiedzi na pytania w rodza- 
ju: kinl jest Piotr? czym sit; zajmuje? co robi w tym pokoju? Autor wydziela nanl 
infomlacje na tenmt tej przestrzeni nader oszcz<;dnie, wspominaj'lc sciant; z jakimis 
planlanli i smuganli sadzy, krzeslo i drzwi, ktorymi wchodzi zona. Jest jeszcze jeden 
rekwizyt - gazeta, ktor'l Piotr trzynm w rt;ce a potem opuszcza na podlogt;. To wszyst- 
ko. Wypelnijmy zatem arbitramie "miejsca niedookreSlenia". Powiedzmy, ze'h np. 
Piotr jest pisarzem, ktory nagle utkn'll w pol zdania. "W glowie nm zupelnie pusto 


19 Korzystam Z "''Ydama III, "przeJrzanego 1 poszerzonego" l Wroclaw 2000).
		

/td_Page_083_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


83 


[...]". "Wzbiera w ninl zlosc." WlaSnie w tej chwili "do pokoju wchodziZona". Trud- 
no 0 gorsz'l chwilt;. Zlosc ogarniaj'lca cale cialo Piotra musiala rozlac sit; na prze- 
strzeit jego pokoju. Ta jego wlasna przestrzen nie mogla w tym momencie stac sit; 
przestrzeni'l wspoln'l, przestrzeni'l spotkania. Mimo to Zona w ni'l wchodzi pewnie 
swrndonm ryzyka. 
Gdyby Rozewicz byl egzystencjalist'l. tt; chwilt; wahania, jalq przeiyla zona 
w otwartych drzwiach pokoju Piotra, uczynilby wt;zlowym punktem swego mikrodra- 
nmtu, pudubnie jak Canms w powieSci Obey uczynil wt;zlowym punktem kuffirinacyj- 
nej sceny na plaiy chwilt; wahanla Meursaulta czy zrobic jeszcze krok w stront; Araba, 
czy zawrocic. Meursaulta pchal do przodu Zar bij'lcy z plaiy w jego plecy. Literatura 
perna jest opisow takich momentow wahoo, ktore rozstrzyga jakas przemoZna sila 
pchaj'lca bohatera do przodu, ku katastrofie. Kobiett; z opowiadania Rozewicza pcha 
przemome pragnienie pokazania mt;zuwi nowego plaszcza - "pierwszego plaszcza po 
wojnie" - ktory byl przednliotem wielu wspomych rozmow, narad dotycZ'lcych fasonu 
i koloru. Czy jednak nie jest przesadll uiycie na okreSlenie finalu opowiadania slowa 
,,katastrofa"? OdpowiedZ na to pytanie w znacznym stopniu zaleiy od sposobu, w jaki 
wypelnimy wsponmiane "miejsca nieduokreslenia". Ja proponujt;je wypernic w spu- 
sOb. ktory sugeruje filozofia spotkania. ukazuj'lca z wyj'ltkow'l wnikliwosci'l wszyst- 
ko, co dzieje sit; poml<;dzy Ja i Ty; nie pomijaj'lc iadnego drgnienia twarzy, spojrze- 
nia. gesm, slowa... Odwolanie do widzenia okiem kanlery fiffilOwej nm m szczegome 
uzasadnienie, bo kanlera daje nanl nie tylko mozliwosc zblizenia dowomego fragmen- 
tu obrazu, ale i spowomienia ruchu, gestu, zatrzymania w stop-klatce np. grymasu 
ust.. 
Wydarzenia dranmtyczne zwyklismy dzielic na wielkie i male. Tym pierwszym 
przypisujemy znaczenie zwrome w iyciu czlowieka, tym druginl czt;sto odnmwiamy 
znaczenia. (Oczywiocie pomi<;dzy biegunanu wielkosci i blahosci jest wiele stopni 
posrednich.) Otoz dranmturgia Ja i Ty uniewaZnia ow'l hierarchit;, przypisuJ'lc cz<;sto- 
kroc tym druginl rangt; momentow decyduj'lcych 0 dalszym biegu iycia dwoch czy 
dwojga ludzi. W filozofii spotkania kluczowego znaczenia nabiera slowo, ktorym tak 
czt;sto poslugiwal sit; Gombrowicz - pomi
zy. Jest to zamzem kluczowe pojt;cie 
nowej psychologii, ktoraodrzucakategorit; ,,reamosci wewn<;trznej"20 Pomi<;dzy dwoj- 
giem ludzi, obserwuj'lcych sit; nawzajem z niezwykle natt;Zoll'l uwag'b ro widzialne z zewnlltrz. [on] PoniewaZ emocja nie jest :fal-tem wewn
trznym i psychicznym. 
ale zmianll naszych stoslUlk6w z iIlllym i ze swiatern, czytelrnt w naszej cielesnej postawie, nie mazemy 
rua-wit, ze jedynie oznaki gniewl.l czy Illilosci SIl dane obserwatomwi z zewllllITz. i ze rozrnniemy innych 
posrednio, poprzez interpretage tych znak6w. Pnwinnismy natomiast powiedziec, ze iIllli objawiajll si
 
namjako zachowanie." (C)rt. za: Estetyka ifil11l. Redal-tor naukoVi'Y Alicja Helman. Warszawa 1972, 
s.190.)
		

/td_Page_084_0001.djvu

			84 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / droma/ycznose. Gambrow/cz - R6zew/cz - Mrozek 


wywoluJ'lcych je przyczyn_ Ale, jak juz podkreSlalem, wlasnie to zobiektywizowane 
narz<;dzie miary trzeba odrzucic. KaZdy czlowiek tworzy sobie wlasne narz<;dzie nria- 
ry wamosci spraw, a raczej tworzy sit; ono pomi
' Ja i Ty. WlaSrtie ten proces 
pokazuje z niezwykl'l wnikliwosci'l krociutkie opowiadanie Rozewicza. Pokazuie go 
oczynm i poprzez swiadomosc Piotra. 
Czyni on naprawdt; nie lada wysilki, zeby nie absolutyzowac wlasnej miary wai- 
nosci rzeczy i spraw, i nie narzucac jej Lonie; uznaje, "ze ten plaszcz jest dla niej 
rzeczywiocie waZ:rut spraw'l". Wit;cej: posrednio przyznaje nawet, ze byl wain'l spra- 
W'l dla nich obojga, skoro sanl bral udzial w domowych naradach. wybieral material. 
fason... Nie, to nie wygi'lda tak prosto. Strategia Piotra jest w tym miejscu dose po- 
kr<;tna. W przytoczonym cytacie uznaje wamosc plaszcza wyl'lcznie dla niej. To 
z przytoczonych slow zony dowiadujemy sit; 0 jego osobistym zaangazowaniu w spra- 
wt; plaszcza ("przeciez sam mowileS, wybierales... "), natomiast w narracji, ktora kon- 
sekwentnie prezenmje jego swiadomosc i punkt widzenia. pojawiaj'l sit; nieosobowe 
fomlY czasownikow, unlOzliwiaj'lce Piotrowi podanie w w'ltpliwosc takiego bezpo- 
Sredniego zaangazowania ("dlugo 0 nim mowiono, naradzano sitt. nad nmterialem, 
krawcem"). 
Wsponmialem 0 slowach zony. Wlasciwie tylko ona mowi w tym opowiadaniu. 
czyni'lc darenme wysilki wyci'lgnit;cia od Piotra chocby jednego slowa aprobaty. 
Pomiej, w miart; przedluiania sit; jego nieznosnego milczenia, bt;dzie juz pragll'lc 
jakiegokolwiek slowa - nawet dezaprobaty. Zeby w pelni uswiadomic sobie wiel- 
kosc napit;cia dranlatycznego tej krotkiej sceny, trzeba j'l opisac - jak juz sugerowa- 
lem - w kategoriach, ktorymi operuje filozofia dialogu. Zona, ktora, pokonuj'lc wy- 
rame wewn<;trzne opory, zdecydowala sit; numo wszystko wejsc do pokoju Piotra, 
musi za wszelk.4. centt. nawi4Zac rozmow((., zeby nie ezue sitt. intruzem; obcym w jego 
przestrzeni. Ta przestrzeit musi stac sit; wspolna. zeby mogla w niej powstac relacja 
Ja i Ty. Warunkiem jej zaistnienia jest wlasnie nawi'lzanie dialogu. Jak zacz'lC roz- 
mowt;? - to pytanie zadajemy sobie tysi'lce razy w tysi'lcach romych sytuacji Zycio- 
wych. Rowniez dialogicy szczegom'l wagt; przywiqzuj'l do zagadnil'cia. Zona wy- 
biera prawdziwie kobiec'l strategit;, ktora okaie sit; nader ryzykowalla - ale pewnie 
wydaje sit;jej, ze nmiej ryzykuje pytaj'lc: ,,- Wit;c nie podoba ci sit;T - niz gdyby 
zapytala po prosm: "Podoba ci sit;?" - bo to drugie pytanie w przedluiaj'lcej sit; 
i peh1ej napit;cia ciszy pobrzmiewaloby irytuj'lC'l pewnosci'l siebie i kobieq kokie- 
teri'l. Tymczasem zona akurat w tym momencie jest jak najdalsza ud kokieterii; 
i numo ze nasladuje z zalosn'l nieudomosci'l zachowanle modelki. obracaj'lc sit; 
dokola, jest bliska placzu. Stawiaj'lc to pytanie pewnie ma cieit nadziei na zaprze- 
czenie przeczenia - a wit;c na akceptacjt;, ale przede wszystkinl za wszelk'l cent;; 
a zatem nawet za cent; OdnlOWY akceptacji; pragnie nawi'lzac rozmowt;, ktora na 
powrot stworzylaby relacjt; Ja- Ty - bo tt; relacjt; trzeba ci'lgle na nowo ustallawiac 
i podtrzymywac, ilekroc chlodno taksuj'lce spojrzenie Ja zanliast Ty spostrzega To, 
czyli reifikuje partnera. 
Zona obserwuje Piotra z niezwykle natt;zoll'l uwag'b ktorej nie moze unlkn'lC za- 
den grynms na jego twarzy. Czytajmy: "Piotr krzywi sit; 1 nic nie odpowiada. Ale jego
		

/td_Page_085_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


85 


grynms jest zauwarony." Oboje s'l dla slebie nawzajem rownoczeSnie aktoranli i wi- 
dzanri, ale ich wzajenme nastawienie jest biegunowo przeciwstawne. 
Piotr toczy wlaSrtie wewn<;trZll'l walkt; z sanlym sob'l i ta walka nieznosnie sit; 
przedluZa. Nakazuje sobie wprawdzie: "Odezwij sit;" - ale uparcie milczy, nie mog'lc 
przezwyci
Zyc zlosci, ktora mow \V nim rosnie "i nie wiadomo, skqd si
 bierze." 
Kolejne zagadnil'cia pozostaj'l bez odzewu. Piotr patrzy na zont; w milczeniu, a jego 
spojrzenie na zmiant; raz zwit;ksza, raz zmniejsza dystans obcooci mit;dzy ninu. Czy- 
taimy uwaZrrie: ,,Plaszczyk jest taki sobie, skronmy, ale przyjenmy. Ladny kolor, zno- 
sny fason. Jednym slowem - przyjenmy. I nawet dobrze jest w ninl zonie. Piotr mysli 
o tym wszYStkinl i patrzy w milczeniu na stoj'lC'l przed ninl kobiett;. Nie chce mu sit; 
mowic. Nie chce mu sit; i koniec. Zona tymczasem obraca sit; dokola i z coraz smut- 
niejszynl wyrazem twarzy oczekuje na to, co on powie." Trudno nie zwrocic uwagi na 
zastanawiai'lc'l kolejnosc okreSleit: zona - kobieta - rona, sygnalizuj'lc'l najwyraZniej 
owe zmiany emocjonamego dystansu, ktory w koitcu wydluiy sit; nieskoitczenie 
o poczucie pogardy i wrogosci: "Piotr patrzy na zont;jakby pogardliwie i wrogo. Jej 
oczy przygasaj'l i z twarzy niknie nawet slad zalosnego usmiechu." Trudno takZe nie 
odczuc ogronmego napit;cia tego momenm ostatecznego udarenrnienia - przez odpy- 
chaj'lce. wrogie spojrzenie Piotra - rozpaczliwie podejmowanych przez zont; prob 
odbudowania relacji Ja- Ty. 
W sponmialem 0 wybranej przez ni'l ryzykownej strategii, ktora od pocz'ltku kryla 
w sobie niebezpieczeitstwo przecit;cia przez Piotra ostrym "Nie" jej tylez dranmtycz- 
nych co nieSmialych i niezrt;cznych prob nawi'lzania rozmowy. I to "Nie" wreszcie 
pada. po kolejnym. czwartym juz. zagadnil'ciu: ,,- Piotr. co tobie? Moze cit; glowa 
boli, nie jestes chory? Moze chcesz proszek, przyniost;." 
Oczywiscie, to "Nie" moglo zabrznlie6 inaczeJ, lagodnieJ; moglo znaczyc tylko: 
nie boli nmie glowa, nie jestem chory, nie chct; proszka. Moglo oznaczac nawet "dzit;- 
kujt;". Zabrznlialo jednaknajostrzej: ,,- Nie. - To jest pierwsze slowo wypowiedziane 
przez Piotra, wypuwiedziane tak ostro, ze przecina mozliwosc dalszej rozmowy. Po 
tynl zimnynl, ostrynl ...nie" Piotr nie maze ze siebie nic wi
cej wydusic. A zlosc w DinI 
rosnie 1 roSrtie. Zona stoi jeszcze chwilt;, a potem odwraca sit;, k'ltem oka Piotr widzi 
jej przygarbione plecy. Plaszcz wisi na ranlionach jakos tak zalosnie, jakby byl bardzo 
stary, nawet wydaje sit;, ze stracil swoj jasny kolor i pocienmial." 
Tak koitczy sit; opowiadanie Nie 1I'iad01l10, skqd z tonm zatytulowanego US1I1ie- 
chy. Tu zabraklo usmiechu, ktory zostal zgaszony przez najblizszego czluwieka, oka- 
zuj'lcego nagle i niespodziewanie obcosc i wrogosc. Czy byliSrtlY swiadkanli tylko 
jednego z przejsciowych kryzysow, czy moze ostatecznej katastrof'y unicestwiaj'lcej 
relacjt; Ja i Ty? Oczywiscie, pytania te musz'lpozostac bez odpowiedzi, choc podobna 
sytuacja w roinych wariantach pojawia sit; parokromie w utworach Rozewicza 21 . 
Opowiadanie Nie 1I'iad01l10, skqd S'lsiaduje bezpoSrednio z utworem 0 zupelnie 
innym nastroju pogodnym i pemym cleplego hunlOru. Cd01l'iek
 rrqbkq opowiada 0 
zdarzeniu rownie blahym (gdyby mierzyc je WSpomiallil tu wczesmej i odrzucon'l ska- 


21 TIZeba tu wskazac jeszcze przynajrrmiej opowiadanie pod sarkastycznym tytulem JTzoJVwe mal=el1- 
8111'0 z tego samego tomu Usmiechy, a takZe drugll cz
sc s:ztu1..i Swiculkawie.
		

/td_Page_086_0001.djvu

			86 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / droma/ycznose. Gambrow/cz - R6zew/cz - Mrozek 


l'l waZnosci), jak wejscie zony do pokoju mt;za; ale to drugle zdarzenie jest odnlielllle 
od tanltego pod kaZdym wzglt;dem. Odnlielllla jest rowniez fomm narracji (pierwszo- 
osobowa) i jej styl akcenmj'lcy ironiczny - a przede wszYStkinl autoironiczny - dy- 

1ans. 
Juz pierwsze zdanie podkreSla niezwykly kontrast dzwit;kowy: "Cisza panuj'lca 
w domu pt;kla." Bohater znow jest sanl w pokoju, ale tym razem nie wchodzi do niego 
iaden intruz, tylko panuj'lc'l ciszt; rozrywaj'l przerazliwe dzwit;ki. Czytajmy dalej: 
"Ruzlegl sit; wrzaskliwy, nieznoSnY glus tr'lbki. Tak jakby pusta blaszana baitka toczy- 
la sit; po schodach:' 
o szczegomym wyczuleniu autora na efekty akustyczne moina by napisac wiele. 
Z pewnosci'l to wyczulenie wywodzi sit;jeszcze z doswiadczeit wojellllych". Kontrast 
ciszy i halasu (wrzasku, huku...) jest w tworczosci Rozewicza rownie nabrznlialy zna- 
czenianu jak kontrast swiatla i cienrnooci. Tt; wrazliwosc posiada takZe bohater-narra- 
tor opowiadania, ktory, rzeczjasna. musi zidentyfikowac sprawct;halasu: "Otwarlem 
drzwi. W mroku nakorytarzu stal czlowiek. Namoj widok zagralramego,jakby woj- 
skowego nlafsza, potem odj'll tr'lbkt; od ust i czekal." Oczywiscie, czlowiek z tr'lbk'l 
nie udwaZy sit; przekroczyc progu pukoju bohatera-narratora, nie \vtargnie w jego 
wlasn'l przestrzen, pozostaj'lC w przestrzeni. powiedzmy. publicznej korylarza czy 
klatki schodowej. Ich spotkanie, krotkotrwale i jednorazowe, nie wynmga wspolnej 
przestrzeni. Jest to okolicznosc niezwykle waina. bo daj'lca poczucie bezpieczeit- 
stwa, ale takZe nie stwarzaj'lca - wydawaloby sit; - cienia szansy na powstanie relacji 
Ja- Ty, gdyz wykluczarowno
osc podauotow. Autur jednak od poczqtkurubi wszyst- 
ko, zeby znmiejszyc - a w koitcu nawet zartobliwie zniwelowac - ich nierbwnorz<;d- 
nose. Oto po wstt;pnych oglt;dzinach intruza. ktore mogly nasUll'lc nazbyt oczywisty 
i banamy wniosek, ze jest zebrakiem, bohater-narrator zwraca uwagt; na zachowanie 
staregu wyraZnie podwaiaj'lce tt; oczywistusc: "Nie wyci'lgnql do nmie rt;ki ani nie 
zdj'll czapki. 23 Wygl'ldalo to tak, jakby na tf'lbce gral dla wlasnej prZYJenmosci. ana 
schodach znalazl sit; przypadkowo." DzieJe sit; m wit;c od pocz'ltku cos zupeh1ie inne- 
go niz w poprzedninl opowiadaniu; spojrzenie bohatera nie degraduje starego czlo- 
wieka z tr'lbk'l. ale dowartosciowuje; jest w tym spojrzeniu Zyczliwe zainteresowanie 
(ktorego Piotr odnlowil wlasnej zonie). 
Bohater -narrator nie zanlierza jednak zaprzeczyc oczywistosci - czlowiek z tr'lb- 
k'l najwyraZniej oczekuje przeciez jakiegos wsparcia, datku czy jak to jeszcze moma 
nazwac, unikaj'lc jednak slowa "jammma": "Zacz'llem w kieszeni szukac drobnych, 
trwalo to dusc dlugo." Jego zachowanie charakteryzuje sit; niezwykl'l- nazwijmy to 
tak - oglt;dnosci'l. Jak wielu bohaterow ROZewiczanm on takZe niezwykle wyostrzone 



 PoprzestallmY w tym rniejscu na przyponmieniu tytulu znanego wiersza W cis::)' tak clrogo okupionej. 

3 Bohater-narrator odwoluje si
 do repertuaru gest6w zwiqzanych ze stereotypem zebraka: "''Ycill- 
gni
cie r
li (prosba 0 jahnuZ:nti), zdj
cie czapki (manifestacja pakmy). Zarazzobaczymy jeszcze jeden z 
tego repertuaru gestow - zacieranie r.lk. Przy okaLji warto przyponmiec, ze taki tytu1 ma jedna z kr6t:1.ich 
scenek dramatycznych opublikowanych na poczq:tku lat 70 Do tego typu czytelnych ijednoznacznych 
gestow odwofuje si
 rovi'llieZ np. rerren pnw1aIZany przez oboje recytator6w w poemacie Nasza mala 
stabili::acja: ,.zaklada Sl(i nog(( na nog((".
		

/td_Page_087_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


87 


poczucie czasu (podobnie jak Piotr z poprzedniego opowiadania) - i takqZ sanl'l cecht; 
jest sklollilY przypisac przybyszowi: "Zeby staremu skrocic oczekiwanie, odezwalem 
sit;: - Co to wygrywacie na tej tr'lbce? Jakis utwor, co to jest?" PoniewaZ na zadane 
pytanie nie doczekal sit; odpowiedzi, sprobowal przynajnmiej odgadnllc przyczynt;jej 
braku: "Stary byl zaskoczony tym pytaniem. Widocznie nikt nie wypytywal go 0 wy- 
konywane utwory." 
Te dwa zdania wynmgaj'l chwili uwagi. W pierwszym bohater -narrator postawil 
- z calkowit'l pewnooci'l siebie - pewll'l hipotezt; (ktora, oczywiocie, okaZe sit; bl<;dna), 
w drugml. zblizaj'lc sit; do stylu heroikonucznego. si<;grujl po temnn z recenzji muzycz- 
nej ("wykonywane utwory"), ktory wprowadza ow wsponmiany ironiczny dystans. 
W przeciwieitstwie do poprzedniego opowiadania, w ktorym autor operowal jed- 
nIl tonacj'l stylistycZll'l. tutaj slyszymy roine tonacje. Warto np. wsluchac sit; w dlui- 
szy mono log bohatera-narratora, podjt;ty, jak juz wiemy, "zeby staremu skrocic ocze- 
kiwanie". WyraZnie pobrznuewa w ninl ton autentycznego wspolczucia, podszyty jed- 
nak pewll'l irytacj'l: ,,- 0 tej porze lepiej by wanl bylo lezec w 10Zku - ci'lgn'llem- 
81arzy juz jesteocie. Dzieci nie nmcie? Przeciez tu nic przyjenmego chodzic po tym 
blocie i deszczu. A granie tez wanl jakos nie idzie. S'l takie domy, w kt6rych opiekuj'l 
sit; starymi ludzmi." 
I w tynl momencie wreszcie bohater-narrator moze wynagrodzic oczekiwanie sta- 
rego: wsypuje mu do rt;ki kilka drobnych monet odnalezionych z trudem w kieszeni, 
w ktorej .,perno bylo zwykle roinych kartek. kluczykow. spinaczy, a nawet garstka 
siana". (Ta zawartosc kieszeni musi bye intryguj'lca dla czyteffiika.) RownoczeSnie 
wychodzi na jaw pewne nieporozunuenie, ktore naleiy do kategorii ulubionych chwy- 
tow teatramych i fihnowych: ,,Zlapal nmie za rt;kaw i powiedzial trocht; niewyraZnie: 
- Niech panoczek glosniej gadaj'l, bo jo gluchy... Nic nie slysza..." Wszystkie wysilki 
bohatera-narratora okazaly sit; wit;c darenrne - ale opowiadanie nie zmierza bynaj- 
nmiej w stront; farsowego konuzmu ani groteski (choc postac gluchego grajka wydaje 
sit; pochodzic z tanltego rejonu), ale w stront; liryzmu zaprawionego cieplym - dic- 
kensowskinl chyba albo prusowSkinl- humorem. Zakoitczenie opowiadania Cd01l'iek 

 trqbkq rozswietla usmiech. ktory w porzednim opowiadaniu zostal tak bezwzglt;dnie 
zgaszony. Ten usmiech na twarzy starego jakby rozkwital: "Usmiechillli sit; przy tym 
nieSmialo, przepraszaj'lco. Czekal, co powiem. Trzeba by znow zaczynac od pocz'lt- 
ku, ze zimno, ze starosc, ze lepiej w 16Zku. 
- Ladnll macie tr'lbkt;! - wrzasnqlem staremu do ucha. Jego szara. jakby zakurzo- 
na twarz rozjasnila sit;." 
Usmiech stworzyl mit;dzy ninu wit;z; zrownal ich w ludzkiej kondycji i uczynil 
partneranli w wynrianie rownowartosciowych "dobr": "Nie byl zebrakiem. Wynlieni- 
lismy tylko pewne dobra: ja mu dalem okruchy ze swojego «maj'ltku ziemskiegm>, a 
on obdarowal nmie za to calym swoinl artystycznym kunsztem." 
Oczywiscie, to bohater-narrator zostal hojniej obdarowany, bo calym artystycz- 
nym kunsztem (znow temnn z jt;zyka krytyki muzycznej), podczas gdy sanl dal zaled- 
wie okruchy swego ,,111aj'ltku ziemskiego" (zwrocmy uwagt; na cudzyslow jeszcze 
ponmiejszaj'lcy ten ,,111aj'ltek", wobec artystycznego kunsztu bez cudzyslowu).
		

/td_Page_088_0001.djvu

			88 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / droma/ycznose. Gambrow/cz - R6zew/cz - Mrozek 


Czy bylo to juz spotkanie w rozunueniu buberowskinl? W kaZdym razie zostaly 
speh1ione wszystkie warunki do takiego spotkania, ktorych speh1ienia tak zdecydowa- 
nie odnlowil Piotr w opowiadaniuNie 1I'iadomo, skqd. Te dwamikroopowiadania sta- 
nowi'l jakby warsztatowe cwiczenia na ten sanl tenmt realizowany przy biegunowo 
przeciwstawnych zalozeniach. W pierwszym widzinlY najblizszych sobie ludzi, mt;za 
i zont;, pomit;dzy ktorymi nagle rozwiera sit; przepasc; w drugirn ludzi nie tylko 
sobie zupelnie obcych, ale i na powr rozdzielonych ogronrnym dystansem spolecz- 
nym, ktorzy, chocby na krolk'l chwilt;, spotkali sit; jak rowny z rownym. 
Rozewicz wielokrotnie w swojej tworczosci analizowal ze szczeg61nll wnikliwo- 
oci'l- najbanaooejsze w naszej pochopnej ocenie - zdarzenia i sytuacje, ktore kryj'l 
w sobie ogronmy potencjal dranmtycznych napi<;e sprawiaj'lcych, ze ludzie sobie naj- 
blizsi odczuwaj'lnagle wzajenm'l obcosc czy nawet wrogosc. Jednll z najciekawszych 
tego rodzaju analiz zawiera II czt;SC S1I'iadko1l'. 
Nie odkladajmy jednak jeszcze tomu USmiechr 1 sit;gnijmy po jedno z najkrbt- 
szych opowiadait - Pr0'goda 11' Domll Pracy T\I'orcej. Tytulowy Dom Pracy Twor- 
czej autor dokladnie unliejscowil a zdarzenie opatrzyl datil: 1956, S
klarska Poreba. 
Prezentowana nrikroscenka jest arcyzabawna. ale uwagt; czytelnika przyci'lgaj'lprzede 
WSzystkinl subteme gry stylistyczne. mieszaj'lce poetyckie metafory (chocby .,stru- 
mieit roz" czy "krysztalowa gwiazda na dloni") z temlinolo
 podrt;cznikow'l (np. 
,janm ustna") i wyraZenianli kolokwiamynu (np. "sprochniale pieitki zt;b6w"). Z dra- 
nmturgicznego punktu widzenia utwor - niecu Zartobliwie - muZna udczytac jako 
eksperyment polegaj'lcy na wprowadzeniu na scent; trzeciego aktora. brutalnie nisz- 
cZ'lcego rodz'lC'l sit; relacjt; Ja- Ty. Tym razem zostajemy wprowadzeni od razu in me- 
dias res; dwaj aktorzy S'ljuz na scenie i prowadz'l dialog Gednak i m w pewnej chwili 
otworz'l sit; drzwi, przez ktore wejdzie trzeci aktor, przerywai'lc ow dialog). Wprowa- 
dza nas weit tylko jedno zdanie narracji: 
"Stroz Wladyslaw patrzy na nmie oczkiem z mgly." 
Ta zwit;zla infomlacja jest niezb<;dna dla zrozunlienia przyczyn pewnych trudno- 
oci jt;zykowych, na jakie napotykastroz Wladyslaw; ale infommcja posluguje sit; srod- 
kanu poetyckinli - "oczko z mgly". Dlaczego tylko jedno? Moze patrzy z ..przymruie- 
niem oka", co przydawaloby szczyptt; ironii jego solennemu wywodowi. A moze dru- 
gie oko jest przymknit;te, gdyz utrzymanie obu powiek uniesionych jest zbyt wielkim 
wysilkiem dla stroza Wladyslawa? Zostawmy jednak domysly, ktore moglyby nas za- 
prowadzic za daleko i posluchajmy intryguj'lcego ..wywodu 0 pochodzeniu pchel": 
,,- Panie rektorze, panie aktorze... panie redaktorze - poprawia sit; - te pchly rodz'l sit; 
z kurzu albo z trocin!" 
Wykrzyknik na koitcu wygloszonego twierdzenia powinien rozwiac wszelkie w'lt- 
pliwosci, ale poniewaz buhater-narrator jednak takowe zglasza (,,- Mnie sit; zdaje, ze 
one wyskakuj'l z ogona Gapka -,,). stroz Wladyslaw stawia prawdziwosc owego twier- 
dzenia poza jaiGjkolwiek dyskusj'l: ,,- Panie aktorze, przysi<;ganl Bogu! Z trocin... 
kiedy bylem drwalem..." 
Pomijai'lc oczywisty fakt, ze taka przysi<;gamusiala rozwiac wszelkie w'ltpliwosci 
na temat pochodzenia pchel, warto zwrocic uwagt; na jeszcze jednego aktora, wynue-
		

/td_Page_089_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


89 


nionego m z inlienia (Gapek), ktorego zobaczymy jednak dopiero w ostatnim ujt;ciu 
(to mikroopowiadanie jest wlaSciwie gotowym scenariuszem fih11owym). Wywod stroza 
Wladyslawa nie urywa sit; zreszt'l w tym miejscu, tylko przestaje bye slyszany przez 
bohatera-narratura pochloni<;tego naglym odkryciem, ktore przynioslo odpowiedz na 
intryguj'lce go juz wczesniej pytanie ("Sk'ld m roze pachn'lT'): 
"Acha, to Wladyslaw pachnie roz'l. Pachnie oszalanliaj'lco jak piers odaliski. 
Z jego janlY ustnej, przez sprochniale pieitki zt;b6w, plynie strunlieit roz." 
Tu nastt;puje cit;cie montaZowe i w kadrze pujawia sit; ow trzeci aktor wchudz'lc 
przez drzwi, ktore swoJ'l nieskaziteln'l biel'l wykluczaj'ljako zupemie absurdame po- 
dejrzenie, iz w tak sterymym obiekcie moglyby lstniec pchly: 
"Otwieraj'lsit; biale, Jakierowane drzwi. Wchodzikierowniczka DomuPracy Twor- 
czej z krysztalow'l gwiaz	
			

/td_Page_090_0001.djvu

			90 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


przede WSzystkinl W percepcji wzrokowe); twarze :.lony Z opowiadaniaNie 1l'iadomo, 
skqd czy czlowieka z tr'lbk'l odkrywaj'ljuz swoj'l "stront; wewn&zruj". Czyi slowa 
Levinasa, przytoczone przez ks. Jozefa Tischnera w ksiqice Filo
ofia dramatu na po- 
cZ'ltku rozdzialu zatytulowanego 1\l'ar
q 11' tll'a,.
, nie s'l mtaj najtrafuiesz'l interpreta- 
cj'l: "Myslt;, ze dostt;p do twarzy jest od razu etyczny. Kiedy widzi pan nos, oczy, 
czolo, podbrOdek i moze je pan opisac, zwraca sit; pan ku blimiemu jak ku przednuo- 
towi. Najlepszym sposobem spotkania blimiego jest niezauwaZenie nawet koloru jego 
oczu! Kiedy obserwuje sit; kolur oczu, nie pozostaje sit; w relacii wspomotuwej 
z bliznim. Zapewne. relacja z twarZll moze bye zdominowalla przez percepcjt;, lecz to. 
co specyficznie jest twarz'b nie sprowadza sit; do percepcji,,16. 
Tak, bohater-narrator opowiadania C
101l'iek 
 trqbkq spotkal blimiego; zobaczyl 
go w przebraniu zebraka z szar'b jakby zakurzoll'l twarz'l - ale nie dal sit; zmylic 
przebraniu. A Piotr nie dostrzegl blimiego nawet we wlasnei zunie. I nnnt;li sit; we 
wlasnym mieszkaniu, rozcho	
			

/td_Page_091_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


91 


znacznie dalej, stwierdzaj4c, ze milczenie jest rownowamynl slowu tworzywem po- 
ezji. Niewielu poetom przypisuje jednak swiadomosc tego faktu. W najwyzszym stop- 
niu posiadal jib zdaniem ROZewicza, Norwid. Przeczytajmy pocz'ltek Tego, co 
ostalo 
= nienapisanej ksiq:Hd 0 Norwid::ie: 


Milczeme otacza poe:z:J
 NOrwlda. WystldJu]e cz
sto Im
dzy zwmtkann W1ersza n przed- 
luZa trwanie poeLjin 28 


W milczenie zaCz<;ID sit; rowniez zapadac poezja Mickiewicza po - tak bardzo 
fascynuj'lcych Rozewicza - lirykach lozaitskich. Pisze 0 tym na swoich Kartkach 111'- 
dart)'ch 
 d::iennika. przeciwstawiaj'lc Mickiewicza Slowackiemu: 


8.lIJilc::enie lIIICkie11'tc=a i tflea Slo11'Clckiego 
Poe:z:ja Miclaewlcza oSI:tg31a coraz W1
ksz:t »g((stosc« 1 po hrykach lozallslach zacz
la 
sit( zapadac w siebie, w rnilczenie... to rnilczenie zamienilo sit( w »antypoeLj(((
 w dziala- 
nie, Virreszcie w Snllerc. Mickiewicz »robil« poeLj((. PoeLja Slowackiego rosla jak ballka 
rnydlana, przemieniala si(( w t((cz
. nadymala pi
knoscill slow i metator, Virreszcie wspa- 
niala i pusta lUliosla sit( do nieba i p
kla. Slowacli pisal poeLj((.29 


I jeszcze jeden cytat. W swoim przemowieniu na uroczystosci wrt;czenia Zlotego 
Lauru, ktory przyznano mu w nmcedoitskiej Strudze w r. 1987 przemowieniu zatytu- 
lowanym po prosm SlO11'o i milcenie - postawilow wsponmiany wCzeSniej znak row- 
nOSci: 


DZ1((kuj&c Warn za to pw.kne "''YfozIl1eme. chC131em SI(( z Wann. drodzy pIZYJ3Clele, po- 
dztelic nie Tylko mmmi starymi W1eISzaml, ale ro-wmeZ al-rualnynn w:ttpliWOSC13llll, rrud- 
nosciami, nie tylko slowem poety, ale i milczeniem poety, poniewaZ waga tych rzeczy- 
moim zdaniem -jest ro-wna?O 


"Jednako waiy slowo i milczenie" - chcialoby sit; sparafrazowac zdanie z naj- 
slymriejszego chyba wiersza ROZewicza, gdyby nie fakt. ze on sanl czasem nawet przy- 
znaje wit;ksz'l wagt; milczeniu niz slowu. Na przyklad w teatrze Czechowa. ktory opi- 
sywal z niezwykhl wnikliwosci4. w Pr=yroscie naturalnym: 


To, co dZ1eJe Sl
 W dramatach Czechowa.]estrzeczQ drugorz
dnlb me nmtrYgI", "rozwUI-- 
zania". ale ..powietrze" tych dramat6wpann
ta sw zawsze. CZll]e si
 zrnyslami ich atrnos- 
fer
. pustk
 ml
dzy zdarzemann, milczeme ml
dzy slowann, oczekiwanie. Bezruch, ame 
ruch jesttam istot'1 s:ztu1..i (przedstawienia ).31 


I dalej: 


JakZe cz
sto mi
dzy slowami "''YP0wiedzianymi przez "bohater6w" jego sztuk znajduje 
si
 zwmt: "chwila milczenia". I jak wiele u niego te "chwile milczenia" waZQ. Dla nmie 
prawie tyle, co wszystkie slowa W dramacie "''YPowiedziane. <-llwile ciszymi
dzy slowa- 


28 Pro=a, t. 3. Wroclaw 2004, s. 114. 
29 Tanri:e, s. 359. 
30 Tanri:e, s.160. 
31 Teatl", t. I. Krakow 1988, s. 428.
		

/td_Page_092_0001.djvu

			92 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambrawicz - R6zew/cz - Mrazek 


I111, Im
dzy zdarzem3llll.u buduJIl cz
sto 1 posuwa]ll"akCJ
" dramatu. Wazne jest to. czym 
8'1 "''YPelnione te "chwile rnilczema", czym SIl "''YPelmone przez "bohaterow" Jego sztuk. 
przez autora 1 przezW1dzow-sluchaczy?2 


Dalszy ci
 wywodu zawiera rozwaZanie 0 treSciach, jakie wypemialy "chwile 
milczenia" w teatrze Czechowa: a wit;c, wracaj'lc do przywolanej na pocz'ltku termi- 
nologii podrt;cznikowej, mozemy powiedzlec, iz dotycz'l zawartosci owej trzeclej 
(a moze w hierarchii wainosci pierwszej) fomlY podawczej dranmm. Rozewicz bar- 
dzo precyzyjnie rozroinia m niejako trzy warstwy treSci, wpisywane przez "bohate- 
row" (to pojt;cie zawsze ujmuje w cudzyslow), autora i widzOw-sluchaczy. Ostatnie 
okreSlenie moze sit; wydawac juz nazbyt pedantyczne - wiadomo przeciez. iz widz 
teatramy jest zamzem sluchaczem. Nie, nie nm m zadnej pedanterii, gdyz wiadomo 
tylko, ze widz powinien bye takZe uwainym sluchaczem; bywa jednak nader cz<;sto 
bezmysmym - a przynajnmiej roztargnionym - gapiem. A ROZewicz wynmga uwaZ- 
nego widza - i czytelnika: 


[no] to jest dla IlUl1e na]waZmejsze: uwaine czytame tego, co plSZ
. Ja po prosru "''YJll3- 
gam czytelnika uwainego?3 


U1I'a::noH: - taki tytul dal jednej z notatek w Pieskll pr::ydro::nl1l1 Czeslaw Mi- 
losz. Nakaz bycia uWaZnym znalazl w ksi'lice buddyjskiego nmicha. ktor'l wlasnie 
czytal- i w tym zaleceniu dostrzegl zbawiellll'l radt; dla nas, "mt;czemrikow sunlienia. 
przeiuwaj'lcych swoje dawneupadki, [...J wyobraiaj'lcych sobie ze strachem, co zda- 
rzy sit;jutro". Zakoitczyl Zyczeniem: 


Oby rnoje wiersze pomog1y ich czytelnikowi zamieszkac w teraz. I obym jako czlowiek 
zostal "''Yleczony z chorob pami
Ci?4 


A na pOCZ'ltku notatki wtr'lcil w nawiasie infommcjt;, ze slowo uWaZnose moina 
znalezc juz u Mikolaja Reja. To slowo, ktore trzeba koniecznie przywrocic wspolcze- 
snej polszczyinie, wyznaczanow'l plaszczyznt; znaczeniow'l dla pojt;c: monolog, dia- 
log i milczenie. Plaszczyznt; szczegolnie istotn'l w dranlacie. gdzie np. milczenie part- 
nera dialogu moze oznaczac zarowno uwamosc jak i brak uwagi, lekcewaienle, du- 
chow'l nieobecnosc. 
W trzeciej czt;Sci S1I'iadko1l' albo nas
ej malej stabili
acji jeden z rozmowcow 
natrt;mie donmga sit; uwainego sluchania: 


DRUGI Czy mnie slyszysz? 
RZECINie. 
DRUGIPytalem, co terazrobisz. 
TRZECI Sluchalem tego, co rno-wisz. 


32 Tanri:e, 8.429. 
33 Kazimierz Braun. Tadeusz R6zewlczJe::t'ki teatru. Wrodaw 1989, s.40. 
34Piesekpr=ydro
ly.Krak6w 1997, 8.19. .
		

/td_Page_093_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


93 


DRUGI Ale czy uwazme sluchasz? Bo to jest bardzo dlamnie wazne. To praW1e decydu 
je 0 rnmm lstnienm. 
TRZECI Slucham. slucham. Mow dale]. 
[n] 
DRUGI Jesti nie b
dziesz nmie sluchal uwaZnie, to nie b
dziesz wiedzial, jaki ja jestem. 
TRZECI =ie11'Cl Slucham. slucham?S 


Warto przyponmiec, ze bohaterowie tej cz<;sci sztuki zostali tak szczegolnie usy- 
mowani na scenie, ze nie mog'l sit; widziee; ich kontakt zatem jest wyl'lcznie slucho- 
wy. Wszystkie infommcje, ktore w nomlamej sytuacji wzrokuwegu kontaktu mieSci 
w sobie obraz. m musz'l bye przekazane w slowach. Tak jest chocby w rozmowie 
telefonicznej - zeby si<;gll	
			

/td_Page_094_0001.djvu

			94 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


zakoitczeniu deklamacji i natychnriast interpremje owo milczenie jako wyraz aproba- 
ty: "Jednak ci sit; podobalo. Wierszyk tez cos tam czasem..." Trzeci wraca w sanl'l 
port;, zeby nie wzbudzic podejrzeit, iz jego milczenie bylo po prosm dowodem nie- 
obecnosci. A poniewaZ Drugi akurat wspominal swoje dziecmstwo, wtr'lca ni w pi<;c, 
ni w dziewi
c: "Dzieci. Dzieci nie 84 takie niewinne..:- Wtr
ca zresztll bardzo nie w 
port;, bo Drugi zbliza sit; wlasnie do punktu kumllnacyjnego i prosi, zeby mu nie 
przerywac. Ale wlaSnie ta najwazmejsza czt;SC jego wyznania zostanie zagluszona 
przez narastaj'lcy zgielk wielkiego miasta: 


cis=a. W ciS=f; naplywajq cEwieki, odglOS)
 Ury-wki J"O.=11l0W, pr:::e11loU'ie1l. Glos)' wielkie- 
go miasta. Rosnqcy stru11liel1 =gielku. Sly-chat jes=c::e pojeclync::e slawa Drugiego: ,,1'0- 
soL. bulionm ojciecm kochale11lm straS.=1le m bulionm wlosm" Zgielk JVsnie. ITielae 1"11- 
ellY ww:g Drugiego. lIJoU'i jakby z wielki11l trude11l. C::ase11l zaciska usia. Pote11l lekki 
I"llch ww:g Usmiech. rr ulic::n)'11l zgielku pr::ewija sif; stI1l11lion_1
 ban/::o daleki cEwiek 
.s:t'reny alw71wwej. Nagle cisZQ. W cis..."}': 
DRUGI To JltZ wszystko. 0 okupagl nie b
d
 opo\V1adal, znasz to z wlasnego dosw1ad- 
czenia. Masz teraz dose "''Ysolae 1 odpoW1edzialne stanoW1sko. Pamn
tam. przysn
galem 
sobie Virtedy, ze juZ nigdy, rozumiesz, nigdy. A jednak nie dotrzymalem. To Vi'SZYStkO. 
TRZEClmilc=l8 


Cytowane wyzej didaskalia stanowi'l znakomity przyklad tego, co sanl Rozewicz 
llilZ\val, nieco zartobliwie, w rozmowach z Kazinlierzenl Braunem ,,re:i:yserowaniem 
na papierze"39. Moina m dopatrzyc sit; takZe fragmenm .,partytury teatramej"; autor 
zmierza bowiem wyraZnie do zaprojektowania peh1ego ksztaltu scenicznego epizodu, 
ktory ma bye zbudowany z precyzyjnie okreSlonych znakow teatramych: drobiazgowo 
opisuje, pokazywaJl'ljakby w fih110wych zblizeniach, minlikt; aktora, okresla efekty 
dzwit;kuwe, ktore nm.i'l narastac aZ do ogluszajl}cegu zgielku, przerwanego nagll} ci- 
sZ'l. 
Jak zwykle Rozewicz zderza efekty dranmtyczne i komiczne, co nadaje calej sce- 
nie wynuar tragifarsy. Milczenie Trzeciego zostaje, oczywiscie, znow bl
e zinter- 
pretowane, jako wyraz wzruszenia, ktore odbiera glos: 


DRUGIMilczysz. 
TRZECI Czas to najlepszy lekarz. 
DRUG! Tok. 
TRZECI Shtchaj, stary. Nie trzeba dzielic wlosa na czworo, nawet jesli si
 go znajdzie w 
swoim rosole. S11lieje sif; Dobre co? 
DRUGIDobre? Doskonale, bruCIe. doskonale. Wiesz. rnysl
, ze tyrnaszwlaSctwe podeJ- 
sCle do ZyC1a. K1edy C1ebie slucham. CZU]
, W1em, ze sam wyolbrzymilem cal:t spraw
. po 
c/ndli Chodzilem z tym przez dwadziescia lat. A nawet przez dwadziescia trzy lata... 
Dzi
kuj
 ci. 40 


38 Tanri:e, s. 207. 
39 Por. Je::t'ki teatl"u. 
40 Teatl", t.' 1, s. 208.
		

/td_Page_095_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


95 


A jednak ta scena jest prawdziwie przejmuj'lca. Widz-sluchacz, ten uwamy, 0 
ktorego upominal sit; Rozewicz, na pewno doslyszy w slowach Drugiego rozpaczliw'l 
detemrinacjtt., gotowosc do sanlooszukiwania sitt. nawet wbrew oczywistosci, do wnla- 
wiania sobie, ze zustal wysluchany z uwag'l i przejt;ciem. Ze milczenie sluchacza tu 
wyraz wspolczucia a nie oboj<;tnoscl. 
"Sluchacz"... Kto to taki? Czy to slowo nie jest juz aIlachronizmem? Istnieje po- 
dobno jeszcze grupa sluchaczy radin. ktorych sit; nazywa ,,radiosluchaczanu", ale to 
raczej jakas sekta. W szyscy pozostali, a wit;c miaZJ4ca wit;kszusc, jestesmy widza- 
mi - przede WSzystkinl telewidzanu (czy telewidowniq). bywanlY (rzadko) widzanli 
teatramynu czy kinowymi (tez nieczt;sto). Czy potrafimy jeszcze bye sluchaczami, 
uwamynu SluChaCzanli? Utkwila mi w panut;ci wypowiedz Andrzeja Wajdy w wywia- 
dzie radiowym, ktory uslyszalem przed laty. Tematem rozmowy byl teatr Polskiego 
Radia, bardzo niegdys ceniouy i obsypywany nagrodanu. Wajda powiedzial, ze ta for- 
nm jest dla niego nie do przyjt;cia, gdyz zawsze ma wraienie, ze slyszy jakieS glosy 
zza zamkni<;tych drzwi i chce zawolac: "Wejdzcie do srodka!". 
Zastanawiaj'lcy jest ten eksperyment, ktory przeprowadzil Rozewicz w III cz<;sci 
S1t'iadko1t', uniemozliwiaj
c ruzmowcom wzajenme widzenie si
. Bez w
tpienia jest 
m jakis zanlysl parodystyczny, przywoluj'lcy slylllle sceny "spowiedzi" wielkich boha- 
terow literackich, np. Marmieladowa ze Zbrodni i kmy. Marmieladow swoj'l popiso- 
W'l scent; spowiedzi gral wielokromie, dosiadaj'lC sit; do nieznajomych, a za publicz- 
nose maj'lc stalych bywalcow obskurnego szynku. Jednym z tych nieznajomych byl 
Raskomikow. W S1I'iadkach rzecz rozgrywa sit; na tarasie kawiami, ktorej jedyuymi 
goscnu S'l Drugi i Trzeci. (GdzIe jest Pierwszy i kto ninl jest? Na to pytanie probowal 
ostatnio odpowiedziec Grzegorz Niziolek 4l .) Autor bardzo precyzyjnie okreSla w di- 
daskaliach ich miejsce na scenie: 


Wfotelach siecl=i Ch1'l5ch me=C-=)'=11 W nieokreiloll)'11lwieku. Sq ubJ"llni prctwie elegllllcko. 
Jeclen z me=C-=)'=11 siec/::i OCh1'J"ocony do wiclawni tylem, drugi tWllr:::q. roo] Fotele stojq 
obok siebie, ale cl::ieli je taka odleglosc, ze 11')'ciClgnif;te n/lce siecl::qcych nie mogq sif; 
zetknqc. 


Jako zrodla inspiracji moma sit; tu domyslac jakiegos obrazu. Moze jest to uwspol- 
czesniony teatramy wariant mT
esl01l'ienia Andrzeja Wroblewskiego, zanlieniaj'lcy 
krzesla na fotele - symbole awansu spolecznego, do ktorego dochodzilo sit; nierzadko 
po trupach, a fotela trzeba sit; bylo trzymac "rt;kanu i noganli" a nawet "zt;banu i 
pazuranli"? Nie wiem czy nie byloby zbyt trywlamie doslowne takie rozunlienie owe- 
go obrazu: za mIejsce w fotelu placilo sit; traC'lc z oczu innego czlowieka i oddalaj'lc 
sit; od niego daleko poza zasi<;g wyci'lgni<;tej rt;ki. W kaZdym razie dwa nlallekiny w 
fotelach zapewniaj4 sitt. wzajenmie, ze nie 84 pozbawione "wn
za", ze "kochaj4 i 
nienawidz
i', slowem ze nieobce im nic, co ludzkie. To 84, oczywiscie, eliotowscy 
"wydrqieni ludzie": 


41 W kSlqZce Cialo i slowo, s. 53/54
		

/td_Page_096_0001.djvu

			96 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Slucha]... rnUSlSZ Ilune poznac. rnUS1SZ IlUl1e naprawd
 poznac. Ty na pewno rnyshsz, ze 
ja ]estem mny. OczywisCle,]8 W1em. ze ]estem. ale ty tez rnUSlSZ \V1edZ1ec. Musz
 bye 
w tome obecny. Jak robak w serze,]ak skrzypce w futerale, ]ak clemnosc w poko]u. Jesti 
ty nie potwierdzisz tego, co ja ci 0 sobie powiem. to. n Musisz zaswiadczyc. 42 


"Wydf'lZeni IU(lzie" musz'l (to slowo powtarza sit; m ai pit;ciokromie) nawzajem 
zaswiadczac swoje ismienie, bo inaczej grozi inl cos w rodzaju inlpluzji; zapadnll sit; 
w pustkt;, ktora jest w nich. Przede wszystkinl musz'l mowic. slyszeC sit; wzajenmie. 
Milczenie Jest smiertelme niebezpieczne; jest szczelin'l. przez ktor'l wsysa pustka. 
W szyscy boinly sit; milczenia, ktore odslania pustkt; nicooci a wit;c mowinlY, 
mowinlY, mowinwu "KaZda sylaba jest wygrallil sekundq" - stwierdzal Henryk z Po- 
pio1611' Becketta. A reszta - czyli cala wiecznosc - jest milczeniem. 


"JESTEM SWIADKIEM WYGASANlg 


To stwierdzenie zostalo wtopione przez autora w dlugi slowotokDlls.:::rcki43. 
Bez w'ltpienia ten wlasnie utwor powinien stac sit; punktem wyjscia do rozwaZait 
o tworczosci Tadeusza Rozewicza z drugiej polowy lat 70. i pocz'ltku 80. Napisany na 
przelomie 1975/1976 roku, nie wywulal, u ile panli<;tanl, Zywszych reakcji. Wydawal 
sit; rejestrem ROZewiczowskich obsesji. z wyraZrui donrinacj'l erotycznych. Pod wzglt;- 
dem fomlamym takZe nie byl w stanie zaszokowac nowooci'l; tego rodzaju monolo- 
gow napisal ROZewicz juz wczesmej kilka. Zastanawiaj'lc'l nowosci'l byla natomiast 
ta banahm, rodem z dziecit;cego katechizmu, "duszyczka" Aninmla. Czyzby Roze- 
wicz w swojej refleksji 0 Zyciu czlowieka wracal do katechizmowego dualizmu? Ra- 
czej wracal do putocznych wyobraieit, uksztaltowanych \V dzieciitstwie przez naukt; 
katechizmu: wracal rowniez do archaicznych znaczeit potocznego slowniClwa, kto- 
rym poslugujemy sit; na ogol bezrefleksyjnie: 


Vi.srod ogloszen w gazecle 
zawiadoIllleme 
pogrzeb odb
dZ1e Sl
 
"''YPI"0wadzenie zwlok 


wi
c to t31 


tu chodzi 0 ciebie 
zwloki to ty 
z czego zw16czy si
 cialo 
z niczego z duszyczki 


cma w nocy 
animula 


42Teau
t. 1, s. 203. 
43 Tadeusz Rozewlcz, Dus::yc::ka, Krakow 1977.
		

/td_Page_097_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


97 


ManlY m wit;c raczej dociekania etymologiczne niz metafizyczne. Zreszt'l sanlO 
zdrobnienie "duszyczka" wyklucza glt;binow'l refleksjt; filozoficZll'l; pochodzi bowiem 
z kr<;gu wyobraieit niejako przedrefleksyjnych; tego sanlego, do ktorego nalez'l aniol 
czy diabel. Moina zatem stwierdzic, ze wejscie na scent; "duszyczki" (np. w PlIlapce) 
bynajnmiej nie oznacza wprowadzeniu dualizmu: dusza - cialo. Przeciwnie: ta banal- 
na "duszyczka", jak z obrazka w dziecit;cym katechiznue, jest u Rozewicza znakiem 
nicooci ("z czego zwloczy sit; cialo / z niczego z duszyczki"). Zauwazmy jeszcze, ze 
w tym znaku nie ma nawet cienia ironii czy kpiny - zostalo w ninl natomiast zan1knit;- 
te jakieS uczucie zgola rozdzierajl}ce, podszyte bezsilnosci'l i rozpacz'l. Jestesmy m na 
przecl\vleglym biegunie w stosunku do niezrozunlialej satysfakcji niektorych nmteria- 
listow, ktorzy rozprawiwszy sit; z dusZ'l. Bogiem i kinl tam jeszcze, stant;li wobec 
niezmierzonej pustki, wobec niczego. Ta pustka i nicosc jest oczywiocie obiektywnym 
faktem - ale czy moze on cieszyc czlowieka? Rozewicz z pewnosci'l takZe jest mate- 
rialist'l - ale materialist'l zrozpaczonym. Podobnie jak np. Grochowiak, ktory pisal 
w wierszu Plonqca ::yrafa (moze nawet pod wplywem Rozewicza): 


Bo Zycie 
Znaczy 


Kupowac rnl
SO C'vi'lannW3C rnl
SO 
Zabijac rni
so Uwielbiac rni
so 
Zapladniac rni
so Przeklinac rni
so 
Nauczac rni
so i grzebac rni
so 


I wbit z rni
sa I rnyslec z rni
sern 
I w imi
 rni
sa Na przek6r rni
su 
Dla ]utra rni
sa Dla zguby Im
sa 
Szczegolnie szczegolme w obrome Im
sa 


A ONO SII;! PALl 


Istnieje tylko cialo - mit;so; cialo, ktore chcialoby Zyc wiecznie, a wie, ze jest smier- 
teme; ktore boi sit; bolu, a jest ci'lgle torturowane; cialo, ktore gOf'lczkowo kupuluje 
z innym cialem. zeby zapeh1ic pustkt; wszechSwiata. Oto zakoitczenie Dlls
ycki: 


czuwamy wszyscy juZ SpIll sW1atla pogasly slysz
 twOj oddech nasze cmla CZUW3]11 to 
nieprawda ze caly dam caly hotel cale Imasto caly kra] Spl czy slyszysztam tu blisko obak 
ktos si
 poruszyl slyszysz westchnienie smiech placz nad nann obak kochajll si
 dwie 
ludzkie istoty to my strumienie krwi spenny lez potu plynll strumie:6. bialka :i:rodlo tryska 
w noe we wszechSwiat StWarz3 Zycie w rosllllcej pustce jasne jeszcze 


Rozewicz nie po raz pierwszy si<;gn'll po obrazy z Rabelais'go rodem; ale ten 
niezwycit;zony i nieposkromiony u Rabelais' go zywiol Zycia m jakby tracil inlpet w 
rosll'lcej pustce. Strunlieit bialka plynie jeszcze. Co jest w tym "jeszcze" - nadzieja 
czy brak nadziei? 


***
		

/td_Page_098_0001.djvu

			98 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Warto zauwaZYc, ze Rozewicz, w kt6rego tworczosci zawsze obecne bylo do- 
swiadczenie wojellile - ale wyl'lcznie to wyniesione z drugiej wojny swiatowej i hitle- 
rowskiej okupacji, w utworach dranlatycznych z drugiej polowy lat 70. i pOCZ'ltku 80. 
si<;ga do czasu pierwszej wojny i okresu tt; wojnt; bezposrednio puprzedzaj'lcego. 
W literaturze polskiej nmmy m istotn'llukt;, donmga]'lc'l sit; wypemienia; I wojna 
swiatowa jest bowiem prawie zupemie nieobecna w naszej literaturze. Gorzej, ze byla 
ona takZe nieobecna w swiadomosci Polakow, ktorzy ksztaltowali nasz'l rzeczywi- 
stusc politycZll'lokresu mi<;dzywuinia, a raczej obecna w ubrazie zafalszowanym, jako 
wynlodlona przez romantycznych wieszczow "wojna powszechna za wolnosc lud6w". 
Jeden z najwit;kszych paradoksow polskiej historii: pierwsza wOJna swiatowa przy- 
niosla nanl niepodleglosc, druga - mogla nas zmieSc z powierzchni ziemi. Euforia 
niepodleglosciowa, ktora przeslonila Polakom prawdziwy obraz Wielkiej Wojny jako 
kosznmmej rzezni, wytworzyla mentalnosc, ktorej podstawow'l cech'l byla sklollilosc 
do "myslenia iyczeniowego" i niecht;c (czy zgolaniemoinosc) do wyci'lgania wszyst- 
kich wnioskow z tzw. obiektywnych faktow. Ta euforia byla malk'l wszystkich zludzeit 
piel<;gnowanych aZ po pierwsze dni wrzeSrtia 1939 roku. Zreszt'lzludzenia wielu ro- 
dakow S'l niesmierteme; ale nawet ci trzezwiejsi, ktorzy wyzbyli sit; ich na sanlym 
pocz'ltku wojny, nie zdolali sit; wyzbyc pretensji do owczesnych sojusznikow i w ogo- 
Ie do calego swiata. ze okazal sit; wiarolonmy i podly. A przeciez gdyby nasi pisarze, 
historycy, publicyoci podjt;li w dwudziestoleciu kluczowy problem roinicy doswiad- 
czeit wyniesionych z Wielkiej Wojny, moze nmiej byloby wSrOdnas oburzonych okrzy- 
kanli Francuzow, ze nie chc'l umierac za Gdaitsk, a przede wszYStkinl nmiej smpro- 
centowo przekonanych, ze w dniu 3 czy najpozniej 14 wrzeSnia 1939 dywizje francu- 
skie z inlpetem rUll'l na wspomego wroga, opuszczaj'lc bezpieczne schronienie legen- 
damej linii Maginota. 
To dygresja moze zbyt daleku idllca; wrocmy zatem du Rozewicza, podeimuj'lce- 
go Spoinioll'l ale niezb<;dn'l probt; rozszerzenia kr<;gu historiozoficznej refleksji na- 
szej literatury, ktoraniechc'lcy zafalszowala obraz calego smlecia. Z naszego polskie- 
go punktu widzenia wygi'lda ono bowiem dose niezwykle. Zaczyna sit; wojll'l. ktora 
byla dla nas ismym blogoslawieitstwem, ufiarowuj'lc nanl dar wymodlony przez boha- 
terow dwoch powstait - niepodleglosc. Po uplywie lat zaledwle dwudziestu nastt;puje 
zdunliewaj'lca i zupemie niezrozunliala katastrofa. Jakiez wnioski moze wit;c wyci'l- 
gll'lC szary czlowiek, ktoremu udalo sit; przeiyc kataklizm? Ten jeden tylko, ze jest 
igraszk'l wichrow historii, ktore ninl miotaj'l, a wszelkie proby przeciwstawiania sit; 
inl S'l darenme. (Do takiego wniosku doszedl np. Bohater Kartoteki.) 
Czy poszerzenie obszaru refleksji historiozoficznej prowadzi do weselszych wnio- 
skow? Nic podobnego; obraz XX smlecia ulega nawet znacznemu przyczernieniu - 
ale po prosm przybliza sit; do historycznej prawdy, ktora chocby najczarniejsza jest 
jednak zawsze lepsza od rozowych zludzeit. bo daje jakies twarde oparcie zbiorowym 
wysilkom. Intuicja Rozewicza jest trafua: powtorkt; z najnowszej historii musinly za- 
CZ'lC od I wojny swiatowej. Jakie doswiadczenia przyniosla nanl, Polakom, a jakie inl, 
na Zachodzie i W schodzie? Jalq mentalnosc i jakie postawy uksztaltowala u nas, 
ajakie unich? Jaki unas przyniosla plonrefleksji w literaturze inauce, ajaki unich?
		

/td_Page_099_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


99 


Nie chct; twierdzic, ze wszystkie te pytania tkwi'l w utworach Rozewicza, ale z 
pewnosci'l rodz'l sit; na marginesie lektury, z pewnooci'l S'l przez ni'l prowokowane. 
Talqprowokacj'ljest juz sanl tytul scenariusza widowiska telewizyjnego, zaczerpnit;- 
ty z Litanii pielgr....-)7Jlsldej Mickiewicza: 0 11'ojne p01I's=echnq =a 1t'olnosc lud01t, pro- 
simy Ci(;, Panie - wprowadzaj4cy nas w sanlO centrunl wieszczych wizji i urojen, 
ktore tak szczelnie i skutecznie przeslonily nanl rzeczywistosc historycZll'l. ze nie 
zdolal w port; przedrzeC sit; do naszych unlyslow taki jej obraz, jaki do swiadomooci 
ludzi Zachodu wprowadzila chocby literatura pacyfistyczna zaraz po Wielkiei Wojnie. 
A oto jak zrealizowaly sit; marzenia 0 ..wojnie powszechnej za womosc ludow": 


Lipiec 1915 rok gdy plSZ
 te slowa rnih]ony ludZ1 rzuca Sl
 na slebie Z wscleklosClll. 
Szalenstwo Op
tanych> ]edm drugIch rozszarpaliby na kawalk:11 wszystko to dZ1eJe Sl
 
w
"X wiel-u.. 19 wiekaw uplyn
}o ad chwili gdy KsiqZ
 pokoju zstqpil na ziemi
 naszQ 
19 wiekow jak kaznodzieje gloszQ calemu swiatu nauk
 Boga a tymczasem wszystkie 
armie Europy Vi'Zajemnie si
 rnorduj:'1jak dzicy na wielkich pustyniach. Filozofnwie bu 
dowali Teoryje, Prorocy rzucali anatemy poeci plakali a pomimo to potwar ohydny gra- 
suje na calym swiecie, nazywamy go Wojill!. POjdZcie za IlUlIl na pole bitew sp6jrzcie na 
trupy przeszyte kulami poszarpane odlarnkami granat6w i szrapneli wsluchajcie si
 
w gluchy szcz
k bagnet6wJttki i "''YC1e konaJllcych; wpatrzC1e Sl
 wtwarze wykIzywlone 
b61eru... wstr
tne 1 straszne wyrazem snnertelnej menawiscl, wezcie do r
k1 kawalek clala 
jeszcze cieply i drgajllCY przed chwil:t, byl to czlowiek Zyv.'Y czersrn'Y czujllCY si
 Boha- 
teremm44 


Rozewicz zapewnia w U1I'agach konc01l')'ch, ze korzystal z rt;kopisu oryginamego 
dziemrika. To oczywiste, ze najautentyczniejsi pacyfisci wyszli wprost z okopow Wiel- 
kiej Wojny. 
Autor dziemrika. minlo ze Jest postaci'l rzeczywist'l. mieScI sit; znakomicie w ga- 
lerii Rozewiczowskich bohaterow, ktorzy nalez'l do kategorii tzw. szarych prostych 
ludzi. Prezenmj'lnanl oni swoje widzenia swiata "od dorn" ,jak to okreslil JozefKele- 
ra w Te
ach 0 R6::e\l'icII 45 . Tylko tacy prostaczkowie uponrinali sit;jeszcze w tamtym 
stuleciu 0 poszanowanie Zycia ludzkiego. tylko oni nie obawiali sit; smIesznosci. nio- 
S'lc swoj lament do uszu moinych tego swiata: 


ach! co za barbarzyllstwo, co zarnsciwost? C62 warn ci ludzie winni? ze ich tak niszczy- 
cie i ze swiatazgladzacie?! 


- wola nasz prostaczek na widok ofiar ataku gazowego. 
Janusz Majcherek 46 wspominaj'lc innego Rozewiczowskiego prostaczka, Walusia 
ze sztuki Do piachll, porownuje go z bohaterem Soli 
ie1l1i Jozefa Wittlina. Myslt;, ze 
w sposob bardziej zasadny moZna by zestawiac Piotra Niewiadomskiego wlasnie 
z anoninl0wym autorem dziennika ze scenariusza widowiska telewizyjnego 011'ojne 
p01I's
echnq... Biedny Walus w zwierz<;cym strachu jest JUz w ogole niezdomy do 


44 "Dialog", 1978, ill 9. 
45 "Dialog". 1979, ill 2. 
46 RO=e11'iczi "Pulapka". "Dialog", 1983, ill 7.
		

/td_Page_100_0001.djvu

			100 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


refleksji 0 swiecie, 0 wojnie, 0 wlasnym losie nawet. A tak byl tego swiata ciekawy! 
Jego rozmowa z Siekierk'l w obrazie pierwszym, zatytulowanym Panny cie bedq 1I'ita 
ly, odslania nienasycoll'l. zachlannll ciekawosc dziecka: 


WALlIS Wi Siekierka, czasem to se rnysle, pade z tego lasti we swiat do Cz
stochnwy 
alba do KrakOW3m 
SIEKIERKA A co ty tam b
dziesz w Cz
stochowie robiI? 
WALUS Poogllldam. born tam nigdy nie by!. 


Ale juz niedlugo swia1 Walusia skurczy sit; do rozmiarow psiej budy, w ktorej 
b
ie oczekiwal na egzekucjt;. 
Do piachll jest pozycj'l zupelnie wyj'ltkow'l w dorobku dranmtopisarskinl Roze- 
wicza. Sila ekspresji tej sztuki wrt;cz paraliiuje czyteffiika. nie mowi'lC juz 0 widzu 
w teatrze. Zreszt'l jej teatrame Zycie bylo krotkie i trudno przewidziee. kiedy (i czy 
w ogole) sit; zacznie na nowo. Furia. jakll wywolaly w SrOdowlSkach kombatanckich 
przedstawienia w Teatrze na Woli. wprawila w przeraienie nie tylko potencjamych 
przyszlych realizatorow, ale i sanlego autora. Niestety, z podobn'l reakcj'l tych srodo- 
wisk spotkala sit; dziesi<;c lat po:htiej inscenizacja telewizyjna zrealizowana przez 
Kazinuerza Kutza. Co waZniejsze jednak, potwierdzila ona, ze Do piachll jest goto- 
wym scenariuszem widowiska telewizyjnego. Zaraz po jej publikacji ro:hti krytycy 
podkreSlali, iz sugerowany przez autora wizuamy ksztalt poszczegomych scen jest 
cz
sto nie do zrealizowania w teatrze. Fascynacja Rozewicza srodkanli technicznynli 
fimm czy spektaklu telewizyjnego byla zreszt'l od dawna widoczna. 
Didaskalia w sztuce Do piachll jednoznacznie donmgaj'l sit; pemi iluzji. Oto part; 
przykladow: 


Zaczyna padae deszcz. Ludzie maszerujll w deszczu. (T II, s. 251) 
Mi
dzy sosnami, na poprzecznym dr.tZ1--u.. \Visi sVirinia, na pol oczyszczona i "''Ybebeszo- 
na. Dakola swini uwija si
 rozebrany do pasa Z IZeZnicl,.im nozem w dloni stary, wqsaty 
wojok. (s. 253) 
Ludzte, b&zy "opraW1a]::{' S"''1ll1
, me pIZeryw3JIlswOJego za]
C1a n shabub "''Yc1na]1b 
polewajll gotujllcll wod:t, odkladajll do rnisek "podroby" itd. (s. 254) 


Oczywiscie, moZna w teatrze zrezygnowac z tych scenek zakladaj'lc, iz widz wie 
doskonale, ze czlowiek to takZe tylko mit;so. ktore mo:hta powiesic na sznurze. roz- 
platac nozem albo zwyczajnie przebic kul'l; ale Rozewicz zawsze podkreSlal przepasc 
mit;dzy wiedzianym a widzianym - dlatego tak czt;sto wprowadzal swoich narrato- 
row i bohaterow w "stany ustrego widzenia". To "ostre widzenie" to przede WSzystkinl 
widzenie w zblizeniu, widzenie nienml mikroskopowe. Tak wlaSnie nm zobaczyc widz 
(ale w teatrze to jest zwyczajnieniemozliwe) scent; egzekucji Walusia. Mit;so ludzkie 
tym sit; ro:hti od mit;sa zwierz<;cego, ze jest bezuZyteczne; dlatego wykonawcy wyroku 
Snlierci na WaluslU nie przejmuj'l sit; tym, ze mozg z rozlupanej czaszki rozpryskuje 
sit; na buty, a krew wsi'lka w ubranie. Zupeh1ie inaczej post<;powali ,,rze:hticy", odkla- 
daj'lc starannie do misek kaZdy kawalek mit;sa czy podrobOw. Didaskalia opisuj'lce 
Snlierc Walusia wyraZnie zakladaj'l fihnow'l realizacjt; tej sceny:
		

/td_Page_101_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


101 


KILINSKl daje
Ulk. Zelceo str=ela. ITa/us "pac/a bokie11l na kupf. ::ie11li, gJ":::ebie palea- 
mi w piasku, 11:t'11'J"{lca sif: na 11'=llak. tH'Clr:::q do nieba, lapie pawietr::e otH'ClJ"t)'11li llSlClm!. 
Zelcco str:::ela Walusiawi w pierS - kreH' zac:::ynQ bie z piersi jakmale c:::erU'one :=rodelko, 
ro:::lewCl sit;; po ubrcl1liu. Party:::ant bier:::e Walusia za nogi. 
ZELAZO PrzecieZyv.'Y_.. 
Party:::c11l1 pus=c:::a nogi. Kilblski pochyla sif: ncul ITa1usie11l, 11)'ciclga parabellum, mier:::y 
z bliska w glawf:. Oele/aje jeden steal, dobijajqcy - wic/ai: stal zbyt blisko, bo krew 
i str::fjJ1' m6='f!J1 ObnS.f!llh'mu huh' i nogawkf. spodni. 
KILINSKI Z:ikopci
 go 
 torbll, z
 wszystkim. 
Partyzant spycha WalusJa do dam, potem Vi'IZUca za rum czapk
. 
Kilillsk:1 chowa parabellum.. garSC11l sci6lk:11 mchu CZYSCl buty, zapa1a papIerosa. 
Partyzant zdjqI czapk
, "''Yciera tWaIZ i czala r
kawem i dlonill. 
Zelazo odloZyl karabin, bierze lopat
, bOra lezala obok dom. 
Cisza. Slychac Spie11'leSnego ptaka. (s. 286/287) 


Do piachll, opublikowane dopiero w 1979 roku 47 , pisal Rozewicz w latach 1955- 
1972. Miala wit;c ta sztuka szanst; stac sit; debiutem dranmturgicznym autora Kartote- 
la, zmieniaj'lc zarazem - jak zauwaiyl Janusz Majcherek - caly obraz jego dranmtopi- 
sarstwa. Ktu wie, czy pojawilby sit; wowczas w ugole problem "dranmturgii utwartej", 
ktory przez tyle lat zaprz'ltal uwagt; krytykow? - ale tego rodzaju dociekania wydaj'l 
si
 dose jalowe. lstotniejsze natonliast jest illlle spostrzezenie - rowniez uczynione 
przez Majcherka - ze Rozewicza drogana scent; wiodla nie tylko od strony poezji, ale 
takze od strony prozy. Czyli byly to wlasciwie dwie odr<;bne drogi. Pierwsz'l opisal 
trafnie przed laty KrzysztofWolicki"", pokazuj'lC jak bohater liryczny wierszy Roze- 
wicza przeistaczal sit; w Buhatera Kartoteki. Pozostaje zatem du opisania nie nmiej 
interesuj'lca druga droga, na ktorej epicka narracja ulega transfommcji w Cl
 obra- 
zow scenicznych. Zastanawiaj'lce jest zreszt'l upodobanie autora do tego typu kon- 
strukcji sztuk teatramych czy scenariuszy; wczeSniejszy podzial na akty, czt;sci czy 
odslony zast<;puje - pocz'lwszy od Bialego mal::ellstll'a - podzialem na obrazy, ktore 
nmj'l swoje tytuly, niczym rozdzialy w tradycyjnej powieSci. 
W ogole obraz nabiera w dranmturgii Rozewicza kluczowego znaczenia. Dzieje 
sit; rak od dose dawna. bo od sztuki Stara kobieta 1I')'siadllje, a wit;c od koitca lat 60. 
o ile wczeSniejsze utwory dranmtyczne Rozewicza cechowala zdecydowana domina- 
cja slowa, co autor zreszt'l glosil progranlOwo i teoretycznie uzasadnial, 0 tyle w jego 
tworczosci z lat 70. i 80. widac dIlZenie do tworzenia pelnowynuarowego spektaklu, 
w ktorym element wizuaffiy traktowany jest rownorzt;dnie w stosunku do tekstu dialo- 
gow czy monologow. Pojawia sit;rowniez (wlaSnie w sztuceDo piachll) bogata"tka- 
nina dZwit;kowa". ktora czasem nawet w wit;kszym stopniu niz slowo tworzy napit;cia 
dranlatyczne. Za przyklad mog'l posluZyc chocby didaskalia, ktorymi Rozewicz za- 
czyna obraz drugi, zatytulowany Afars
: 


Noc. S=1l11l e/r:::e11
 skr:::ypienie konaraw, s=elest. Stl1l11lione dochocl=qce z oe/e/aU kmki. 
Tr=ask gllle=i.lIJetalic=ny c'0'sry' e/
1'iek Cis=a Oc{glos kmk6w Oe/e/ec/l)
 Terce pod bu- 


47 "Dialog", 1979, ill 2. 
48 lluleusza R6=e11'ic=a dmgll na scene. [w:] KrzystofWohcla, Ws...-ystkojec/no co 0 1930. S=kice 0 
literatw-::e w teatr:::e. Warszawa 19tJ9.
		

/td_Page_102_0001.djvu

			102 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


tami chr:::esci =wiJ: Smugll swiatla z re.fleJ.:1oJ"Cl, swiatlo ostre, 11'8::)'81/..-0 wiclai: ja/..- na dlo- 
ni. W swietle ::nieruchomialy r::;Clcl postaci. Po kilku sekulldach swiatlo gasnie. W cie11l- 
nosci ZQC-=)'1la sif: maJ"sz. Skr:::ypienie r:::e11lielll, stlu11lione kmki. Cie11l1losc glf:bsza. Bli- 
skie 11:t'J"{L-
lle lie kroki. chr:::esci pod nog1l11li 
1'iJ: lIJaszerujq szosq..lIIaJ"sz W cie11l1losci 
trWQ 3-5 minut. Wgh;;bokiej cis..."}' m::lega sif:glos.. (T II, s.. 247) 


Uderza tu szczegolowosc wskazowek dotyCZllcych skladnikow owej "tkaniny 
dZwit;kowej". Autor precyzyjnie okresla czas trwania poszczegolnych dZwit;kow, 
wydluzaj'lc tt; niem'l scent; do granic wytrzymalosci widza w teatrze (3-5 minut!). 
Nastt;pnie pada kilka kwestii dialogu, kt6re poza swoj'l zawartosci'l semantyczll'l 
w oczywisty sposob S'l rowniez komponentami "tkaniny dzwit;kowej", rozwijaj'lcej 
sit; - jesli tak moina powiedziec - przed uszanli publicznosci teatramej w ryllilicz- 
nie odnlierzanych odciukach czasu. Ten ich walor czysto brzmieniowy podkreslany 
jest dodatkowo przez cienmosc na scenie - autor osi
a tu efekt podobny do chwilo- 
wego zacienmienia obrazu na ekranie kinowym, kiedy cala uwaga odbiorcy skupia 
sit; na dZwit;kach. Moina mowic 0 swoistej kompozycji muzycznej tego epizodu, 
opartej 0 zasadt; kontrapunktu. 
Part; slow komentarza trzeba rowniez poswit;cic szczegolnej dmstycznosci nie- 
ktorych scen i wyj'ltkowego zagt;szczeniu wulgaryzmow. Daly sit; slyszeC zarzuty, ze 
Rozewicz przekroczyl w tej sztuce granict; naturalizmu. Jest to zarzut sfommlowany 
z pozycji estetyzuj'lcych, gdy tymczasem problem nm wynuar etyczny i filozoficzny. 
Od pocz'ltku swujej tworczooci ten pisarz mial swiadomosc niebezpieczeitstwa roz- 
mywania SIt; doswiadczenia wojny w abstraktach takich jak .,bohaterstwo". .,mt;czeit- 
stwo", "ofiamosc", "poswitt.cenie", "okrucieiLstwo" itp. Jeszcze w koficu lat 50. napi- 
salopowiadanie FJj'ciec=ka do JJllCeUJJl, w kt6rynl przewodnik po muzeunl oswitt.cim- 
skinl opowiada zwiedzaj'lcym 0 nlartyrologii wit;zniow, raz po raz odwoluj'lc sit; do 
stereotyp6w literackich ("trzebaznac podstt;pnosc i charakter KrzyZakow. co tak pit;k- 
nie opisal Sienkiewicz w Kr
y:::akach i Kraszewski w Starej basni''''') i szermuj'lc 
ogomikowynu frazesanli 0 "prawach ludzkooci". Tak wygi'ldalo przyswajanie i prze- 
kazywmrie nastt;pnym pokoleniom doswiadczenia wojny i okupacji. Protest Rozewi- 
cza byl uczywiocie bezsimy, bu skierowany przeciw prawom psychulogii, ktore S'l 
rownieniezmiellile. jakprawa fizyki. W mysl tych praw wlasnie dokonywalo sit; "oswa- 
janie" I "przekladanie" przeiyc naocznych swiadkow na jt;zyk zrozunualy dla tych, 
ktorym doswiadczenie wojny zostalo oszcz
ne. Uczynic cos zrozunrialym, to zna- 
czy porownac to do czegos znanego. Ale swiadkowie przeiywali swoje doswiadcze- 
nie wlasnie jako zupeh1ie wyj'ltkowe i z niczym nieporownywalne. Ta sprzecznosc 
wydaJe sit; bez wyjscia.. 
Rozewicz nie pr6buje jej rozwiqzywac; trwa tylko niezmie1lllie w swoim sprzeci- 
wie wobec "oswajania" i "przekladania". Dlatego drastycznosc nie jest u niego 
w iadnym wypadku spraw'lprzyj<;tej konwencji literackiej, lecz wynikiem bezwzglt;d- 
nego nakazu moramego: dac swiadectwo. troszcZllc sit; wyl'lcznie 0 jego autentycz- 
nose, a nie dydaktyczn'l uiytecznosc. 


49 ".'i-dee-3m do 11l11=eIl11l, Warszawa 1966, s. 14.
		

/td_Page_103_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


103 


Do piachll wydaje sit; zan1knit;ciem osobistego rozrachunku autora z II wojn'l 
swiatow'l. Pisarstwo Rozewicza nie bylo zreszt'l nigdy monotenmtyczne. Przeiycie 
wojny nie utrudnilo mu kontaktu z rzeczywistosci'l powojellll'l na zadnym z jej "za- 
kr<;tow". Wsponmiany wyzej imperatyw moramy obejmuje czas calego zycia pisarza. 
Natonliast "wycIeczka'. Rozewicza \V przeszlosc z pocz4.tku wieku moze stanowic dla 
czytelnika pewne zaskoczenie, choc posiada ona bardzo gruntowll'llogiczn'l motywa- 
cjt;, ktora usilowalem juz tu przedstawic. 
Dwa utwory dranmtyczne, 0 1I'ojne p01I's
echnq... i PlIlapka, penetrui'l- z grub- 
sza bior'lc, ten sanl czas historyczny. Czego w ninl szuka swiadek II wojny? Najkro- 
cej mowi'lc - wyjasnieit. Nic dziwnego wit;c, ze jego uwagt;przykuwa postac czlowie- 
ka. ktory na pocz'ltku stulecia przewidzial podobno nieuchronnie nadci'lgaj'lc'l kata- 
stroft;. Ale Franz Kafka z PlIlapki jest postaci'l wprawiaj'lc'l czytemika (nie mowit; 
o widzu teatramym, ktory ogl'lda w roznych przedstawieniach roznych Franzow) 
w glt;bok'lkonfuzj<;. ROZewicz dose radykalnie zakwestionowalprofetyzm Kafki, czy- 
ni'lc go zwyczajnie slepym na rzeczywistosc zewn&Zll'l. No tak, ale prorocy przeciez 
nie musz4 patrzeC na swiat otaczaj
cy, zeby wiedziee, co si
 w nim dzieje; obraz 
terazmejszosci i przyszlosci nosz'l w sobie. Rzecz w tym jednak. ze Franz niczego 
w sobie nie nosi poza strachem; leillilotivem wit;kszosci jego wypowiedzi jest: "bojt; 
sit;". Proroctwa, przypisywane Franzowi. wyglasza w sztuce... jego ojciec(!). Franz 
przeiywa swoj dranmt egzystencjamy w absolumej izolacji, w najzupelniejszym ode- 
rWmllu od realiow swego czasu historycznego. Istotq tego dranlatu jest sanlOwstr<;t; 
poczucie obrzydzenia do wlasnego ciam, pragnienle uwolnienia sitt. z niego. "Jestenl 
pulap
. moje cialo jest pulap
. w ktor'l wpadlem po urodzeniu" - mowi. 
Nieuniknione kontakty ze swiatem zewnt;trznym utrzymuje wyl'lcznie w sposob 
posredni. Maks, ktory przyj'll na siebie rolt; takiego pusrednika. pyta w pewnym mu- 
menCle Franza: "Czemu ty w obliczu zycia wyrt;czasz sit; innymi ludzmi?". Nieco 
pozniej Greta w rozmowie z Maksem postawi kropkt; nad "i": "On przez pana, jak 
przez protezt;... dotykal pewnych problemow iycia... ktore budzily w ninl wstrt;t 
i strach...". Ijeszcze postawi nast<;puj'lC'l diagnozt;: "on wolal chorobt;, niz zycie ro- 
dzinne...". 
Prorok zaglady? COZ to za prorok, ktoremu brak poczucia elementamej wit;zi 
z ludZnu? Ojciec: "On wszystko zaczyna od ja... jajaja... czy ty nigdy nie wykrztusisz 
slmva»my«?" JakpisaIJerzy Stempowski w Esejll dlaKassand/')', tragedi'lprorokow 
bylo to, ze ludzie sit; od nich odwracali, nie chc'lC ich sruchac. SanlOmUSC Franza nie 
jest bynajnmiej sanlotnosci'l czlowieka odrzuconego przez zbiorowosc; jest sanlOizo- 
lacj'l- co nie zmienia faktu, iz stanmvi jeszcze jeden powod do sanlOudrt;Czenia. W 
obrazie trzecim, zatytulownym Z1I'ie/:::e ofiarne, Franz bu	
			

/td_Page_104_0001.djvu

			104 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


tworczoSci napisalPr:::emiane, noweltt., kt6rej tenlatem jest przepoczwarzenle sitt. czlo- 
wieka w karalucha. I jeszcze raz posluchajmy Franza, bohatera sztuki Rozewicza: 


brzydz
 si
 swaim cialem. czuj
,jak we nmie wszystko gnije, rozklada si
m 


Jestesmy w sanlym centrunl- chclaloby sit;powiedzleC - odwIecznej problematy- 
ki ROZewicza: gnicie, rozkladaj'lce sit; cialo, smrOd, smietnik - i coraz slabsza, gaSll'l- 
ca nadzieja, ze jeszcze raz z gnij'lcego smietnika wytrysnie ZrOdlo bialka, ZrOdlo zy- 
cia. Rozewicz cal'l swojl} tworczooci'l mowi nanl: trzynmjmy sit; kurczowo tej nadziei! 
Dlatego nieuchronnie musial wejsc w spor z Franzem Kaflq. 
Trudno wyobrazic sobie glt;bsze i bardziej zasadnicze roznice niz te, ktore dziel'l 
obu pisarzy. Na najwyzszym pi<;trze uogolnienia dadz'l sit; one sprowadzic do afimm- 
cji i negacji wartosci zycia. Negacjarzadko wyst<;puje w czystej, nihilistycznej posta- 
ci; czt;sciej nmnifesmje sit; w pogardzie dla ciala i apoteozie ducha. Taka byla postawa 
Skrzypka z R.::-e::ni MroZka. sztuki, ktorej PlIlapka wydaje sit; miejscanli bardzo bli- 
ska. (Nic dziwnego, gdyz z koleiR.::-e::nia podejmowala pewne w'ltki, przewijaj'lce sit; 
w tworczooci ROZewicza.) Porownajmy np. cytowane wyzej slowa Franza z takinl oto 
wyznaniem Skrzypka: 


Brzydz
 si
 natl1r.t. brzydz
 si
 t'1 materilllepkll i plugaw:t, gnilnll i rozrodc
 tym sle 
pyrn. IOJemem Sl
, mmeramem 1 rOZIDllaZamem. 


ObaJ uciekaJ'l od tego budz'lcego w mch wstrt;t zycia w tym sanlym kierunku: do 
tworczosci artystycznej, a wit;c w gl'lb siebie. Uciekaj'l, by swoj'l tworczosci'l inlito- 
wac... zycie. Posluchajmy, co mowi Maksowi Franz, zaj<;ty paleniem jakichs pap ie- 
row: 


to me SIl "paplery", pal
 Zyv.'e lStOty, slysz
 placz 1 krzykn to IllOJe mewydarzone dZ1eCl, 
l-t6re splodzilem sam ze sobll___ nasienie tryskalo do "''ll
trza.. 


Jest to najkrotsza derrnicja osobowosci skrajnie egotycznej, zan1kni<;tej, niezdol- 
nej do otwarcia sit; na innych ludzi. Na prozno wczeSniej Ottla przekunywala Franza: 


To wszystko bierze si
zzarnkni
cia. [n.] Wystarczy otworzyc drzwi. 


Tworczosc jest jednak bardzo nlaffi'l inlitacj'l zycia, zdoln'l oszukac niekiedy tylko 
sanlego inlitatora. 0 ile nie posiada dose autokrytycyzmu. Franz posiada go aZ w nad- 
nriarze, dlatego mowi Maksowi: 


nasza pisanma. drag1 PIZYJaclelu, jest wstydliwQ brzydkll zabawQ W obliczu ZYC1a m 


W istocie rzeczy Franz podziela w'ltpliwosci swego otoczenia co do wlasneJ "pi- 
saniny". 
Przy tych w'ltpliwosciach warto sit; chwilt; zatrzynmc. S'l one przejawem kom- 
pleksu nizszosci pisarza, ktory w najglt;bszych zakan=kach mozgu nosi podejrzenie, 
ze jego praca jest jakinlS unikiem wobec zycia, ucieczk'l: ze wit;c pisarstwo jest zawo-
		

/td_Page_105_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


105 


dem w'ltpliwej wartosci spolecznej, zgola wstydliwym w porownaniu z profesjanli 
o oczywistej uZytecznooci. Takie podejrzenia wyraiaj'l w sztuce Ojciec, Felice, nawet 
fryzjer - a przede WSZYStkinl, jak sit; przekonalismy, sanl Franz. Matka, oczywiscie, za 
nic by sit; nie przyznala do swojej w'ltpliwosci w tej kwestii, ale zdmdza j'ljej nieswia- 
dome zachowanie, moZna powiedziee: fizjologia. (Ojciec mowi do niej z CZUlOOCI'l: 
"usnij, posiedzt;jeszcze przy Tobie, moze Ci cos poczytac... usypiasz, kiedy cos czy- 
tam na glos. Nie martw sit;.") Ojciec z najbardziej brutaffi'l otwartosci'l kwestionuje 
wartusc "pisaniny" Franza, ktora jest dla niegu po prosm niezrozunriala: 


Owszem. czytalem Goethego, czytalem Raabego... to teZ piSaIZem maze nawet"Wi
ksi ad 
Maksa i Franza...jakos wszystko rnoglem zrozrnniecn. a tunic...jakbymjadl papier. 


W'ltpliwosci fryzjera zostaly zanmskowane zawodow'l grzecznooci'l: 


Mialern zaszczyt uslyszec ad naszego wsp61nego znajornego, ze pan prokurent jest 
w wolnych ad powaZniejszej pracy chwilach autorem ksiq:Zek powiesciowych cenionych 
takZe w Wiednium 


Najradykalniej degraduje jednak tzw. pract;tworcz'l sanl Franz w rozmowle z Mak- 
sem na tenmt Jany Slowik: 


MAKS Jana jest pornywaczkll_ Nie kelnerk:t, nie bufetow:t, tylko pomywaczkll_ 
FRANZ M6wisz Illi to, co wiemn Jana zmywa naczyniam to jest poZyteczniejsze od 
pis3ll1a zlych kSlqZek lub malnwama lichych obraz6wm jest teZ IlUl1ej szkodhwe ad fehe- 
tanoww gazemch... stolarz, ogrodnik, szewc. 


Maks bardzo precyzyjnie uswiadanlia Franzowi, ze jego wybranka zajmuje ostatni 
(no, moze przedostatni) szczebel drabiny spolecznej: nie kemerka, nie bufetowa, tylko 
pomywaczka. Franz przemilcza pogardliw'l nazwt; tego zawodu, przenosZ'lc uwagt;na 
to, co jest jego istot'l: "Jana zmywa naczynia". I natycmniast lokuje to zajt;cie wyzej 
w skali spolecznej uZylecznooci. niz tzw. dunmie tworczosc artystyCZll'l. Wprawdzie 
mowi 0 pisaniu zlych ksiqiek i nmlowaniu lichych obrazOw, ale jest to bardziej prowo- 
kacja wobec Maksa, niz pelny wyraz wlasnych w'ltpliwooci. Maks zreszt'l nie daje sit; 
sprowokowac: 


Wiem! MOj ty tragarzu.. cIesla, znam TWOJe aforyzmYm OCZywlscle para butow, l--t6re uszyl 
Tolstoj, byla wi
kszym dzie1em niz ITojna i pok6j, ana dodatek nie rnusiszw tych butach 
chodzic! 


Rozterki, ktore dr<;cz'l Franza, nieobce byly nawet najwit;kszym jak swiadczy 
o tym chocby przywolane nazwisko Tolstoja. Chyba zreszt'l S'l przede wszystkim 
udzialem najwlt;kszych. Wynueitmy jeszcze Mickiewicza, ktory napisal w Zdaniach 
i II\l'agach: "Trudniej dzien dobrze przezyc niz napisac ksi<;gt;". Hm... Myslt;, ze nie 
nm sensu weryfikowac tych aforyzmow przy pomocy potocznego kryteriunl prawdy. 
Wainiejsze jest co innego: ze w'ltpliwooci te S'l holdem, ktory duch sklada nmterii. 
Ten sanl duch, ktory jakZe czt;stu tynu sanlymi ustanli (np. Tulstoja) glosi swoj'l po-
		

/td_Page_106_0001.djvu

			106 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


gardt; dla materii, dla "gnusnego" czy ,,111dlego" ciala. Czyzby duch miewalprzeblyski 
instynktu S3ll10zachowawczego?50 - bo przeciez \Vie juz, ze istniee moze tylko w ma- 
terii, a niesmiertemosc jest zludzeniem. Jesli tak "pojrzeC na onmwiallil kwestit;, to 
wszysikie zlosliwosci, przeSmieszki, uszczypliwosci prostaczkow wobec tytanow du- 
cha objawi'l nanl sit; jako opatrmosciowe proby przytrzymywania tegoz ducha "za 
nogi", zeby nie wzlecial zbyt wysoko, nie oderwal sit; od materii, albo - co gorsza - 
w przystt;pie megalomanii nie zapragnql miszczyc tego balastu u nog, co moglby 
zrobic i co par') razy probowal juz zrobic, w tym dwa razy na skalt; swiatow'l. Nie, to 
nie jest oskarZenie denmgogiczne; wojny to istomie sprawka "ducha". NiedamlO OJ- 
ciec w rozmowie z Franzem oskarza poetow, literaturt; 0 podbijanie bt;benka szowini- 
stycznego i ekspansjonistycznego. 
Najbardziej przejmuj'lcym epizodem PlIlapAi jest obraz trzynasty, zatytulowany 
ld!: i 
obac... Zaczyna sit;prob'lkamlienia debimego dziecka Grety (i Franza?). Chlo- 
piec nie chce Jesc "po ludzku", dopiero gdy Greta stawia miskt; na podlodze, wylizuje 
jej zawartosc jak pies lub kot. Greta ukrywa chlopca-monstrunl przed Maksem, ktory 
jeszcze raz wyst'lPil w roli poslaftca, a wit;c posrednika ("Idi i zobacz"). Tak wit;c 
Franz nie dowie sit;, ze jest ojcemjeszcze jednegu "niewydarzonego dziecka", ktore 
prawdopodobnie rakZe zostanie spalone. jak jego paplerowe ..niewydarzone dzieci". 
Franz, zbyt zaabsorbowany wlasnym unlieraniem, ktore ara11Zuje mozliwle naj- 
efektowniej, jak spektakl teatramy, nie widzi chylkiem uwijaj'lcych sit; po scenie opraw- 
cow; W og61e niczego nie widzi, nie slyszy, wpatrzony i wsluchany wyl
cznie w sie- 
bie. Dlatego Rozewicz pozbawia go proroczego jasnowidzenia, przypisuj'lc je Ojcu, 
ktory kieruje do syna swoje ostatnie slowa: 


ty jestes slepy kreL. ty me W1dZlSzte] sfory PsGw co mega po Zleml, po wstach 1 Imastach. 
po lasach i uhcachm me slyszysz ich szczekamam a ja CZU]
 maim chlopsk:1m nosem, 
nosem biedaka. co wqcha ziemi
 i drzewo, i chleb, i rni
so, ze oni SIl na naszym trOpiem 
oni nas dopadrnt na ziemi i pod ziemill, oni ci
 znajillt wtwoim schroniem oni nas wszyst- 
kich "''YdUSZl i Spa11l___ Oni ci
 znajillt w piwnicy i pod 16:Z:1..iem. i w szafie, i w scianien 
najlepiej jak Ty Amschel pojedziesz na wies do \VUja Siegfrieda, on na koniu "''Ygllldana 
fraj-baronan. alba jedz do OO1i... "''Ykopac sobie jam
pod pniem tego starego drzeW3m 
tylko zr6bcie dwa v;'y:jscia albo trzy oddalone od jamYm bo psy szczekajllm one ma]1l 
w
ch Vjciec nasluchuje Om ]UZ nadcho
n. Om iillt po nas... (T II. s. 415) 


Na scenie pod Czaffi'l ocinn'l smierci pozostanie Animula - "duszyczka" Franza. 
"Wychudly, nagi chlopczyna w staroswieckich k'lPielowkach po kolana. Stoi i patrzy 
onienllaly na ludzi" - CZytanlY w didaskaliach. To juz nawet nie duszyczka z obrazka 
w katechizmie, ale postac z bardzo starego zdjt;cia w rodzinnym albunue, ktory dziw- 
nym trafem ucalal. Przetrwal puzar, ktory spupielilludzi. Patrz'l na nas, onienuali, ze 
zdjt;c. 


*** 


so Por. przeStTogl wobec ducha w fehetome J\.lmZka Cialo i duch (lIJale list)', Krak6w 1982, s. 44)
		

/td_Page_107_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


107 


PlIlapka odnioslana scenach olSniewaj'lcy sukces, wynagradzaj'lc jakby autorowi 
niefortUfUl'l przygodt; teatralilll sztuki Do piachll. Jest to bez w'ltpienia najwit;kszy 
sukces teatramy po Bialymmal::ellstll'ie. Rzecz warta podkreslenia: ROZewicz zdobyl 
zwyczajn'l- nie elitarll'l czy snobistyczillj publicznosc. Zaplacil za ten sukces pew- 
nym ulatwieniem fomlY i rezygnacj'l z eksperymentow w tej dziedzinie. A moze po 
prosm znudzilo mu sit; eksperymentowmrie i rozbijanie tradycyjnych kanonow sztuki 
dranlatycznej, ktore tylekroc juz zostaly skutecznie rozbite? Jak by rzecz sit; nie miala. 
trzeba uznac decyzjt; autora za nader szczt;sliw'l. Zanuast wytykania teatrowi jego 
ograniczeit. Rozewicz wpisuje w swoje sztuki projekt realizacji tak konkremy, ze sanl 
narzuca koniecznosc uiycia takich a nie innych srodkow technicznych. Ale zarowno 
realizacje teatrame jak telewizyjne - tak bardzo przeciez odnuernle - mieszcz'l sit; 
w obrt;bie wizji autorskiej, ktorej bogactwo jest zgola zdunliewaj'lce. Teatr nie moze 
na przyklad pokazac w zblizeniu zt;bOw Felice (,'piekiema otchlait pelna swiec'lcych 
zt;bow!" - mowi FrallZ). Na scenie unlykaj'l rowniez widzowi pewne subtemosci 
w zachowaniu Franza; chocby jego spojrzenie zahipnotyzowanego ptaka. ktory patrzy 
w rozwart'l paszczt; wt;za. Spektakl telewizyjny natonuast moze znakomicie wypunk- 
towac te wszystkie niuanse, eksponuj'lc "freudowskie" pudteksty sztuki. 
W "Iaboratoriunl foml nieczystych,,51 tworzy Rozewicz swoj teatr. ktory ci'lgle 
przekracza jakies granice i wymyka sit;jednoznacznym okreSleniom. 


SMIERCI PI
KNE I BRZYDKIE 


Przednliotem rozwaZait bt;dzie m szczegomy "tryptyk" literacki, na ktory skladaj'l sit; 
Echa lesne Stefana Zeromskiego, Echa lesne Tadeusza Rozewicza uraz iego sztuka 
teatralna Do piachll. Zap0Zyczaj'lc dla swojego debiutanckiego tonriku tytul od Ze- 
romskiego, wskazal Rozewicz niew'ltpliwie jedno ze :i:rodel insplfacji wlasnej twor- 
czosci. Jego debiut mial zreszt'l dwoch patronow: Zeromskiego i Slowackiego. Wybor 
ten nie zaskakuje oryginalnosci'l; moglibysmy go nawet okreslic jako wybOr w zakre- 
sie szkomego kanonu lektur. Skojarzenia narzucaly sit; niejako sanle; czas wojny, le- 
Sue zycie oddzialu partyzanckiego, zasadzki na wroga. to wszystko wpisywalo sit; 
w znane fabuly literackie. Wit;cej: owo zycie leSne, dose w sunlie szare i monotolllle, 
donmgalo sit; uwznioslenia i dowartoociowania. Echa lcSne ROZewicza zrodzily sit; 
niew'ltpliwie z zanuaru stworzenia patetycznej legendy - ale w realizacji tego zannaru 
bardzo przeszkadzala autorowi ostrosc widzenia, ktora nie pozwalala mu przemilczec 
trywialnych stron partyzanckiego zycia. Z tej sprzecznosci pomu
dzy legendotwor- 
czym zanlyslem a realizmem obserwacji wynikla tak charakterystyczna dla calej poi- 
niejszej tworczosci Rozewicza oscylacja pomi
y wznioslooci'l i trywiamooci'l. 


51 NaW1&ZU]
 tu do tytuIu kSlqzli Hahny FilipoW1cz (Laboratorill11l }01711 niec=ystych. DrCl11latllrgia 
lluleusza R6=e11'ic=a, Krakow 2000).
		

/td_Page_108_0001.djvu

			108 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Trzeba dodac od razu, ze w Echach lesnych autor nigdy nie przekraczal granicy 
wulgarnooci. Dopuszczalna m byla co najwyzej aluzja do dowcipu ,,koszarowego" 
(nmiejsza 0 nieadekwamosc owego okreSlenia gatunkowego do sytuacji leSnego od- 
dzialu). TakIl aluzjt; znajdujemy na pocz'ltku wsponmieniaD1I'a spotkania 
 kapralem 
Dl,!bem: 


Bylo popomdme upalne, Vi'lZesmowe. pacl1rntce Zyvi'lCIl, peIne roZgW3ru. SiedZ131em so- 
bie beztroskliW1e narnchu t"zeby me ten rnech, TOby czloW1ek zdech'') 1 czyscilem SWO]1l 
luSni
; abak siedzial BryndzuS, brunecik ognisty, i wazelinowalluf
, tudziez ruchem 
niewq:tpliwie uroczym wpychal wt
ze luf
 dlugi "''Ycior. GwarzyliSmyposp61nie 0 mila- 
, - - - - . - 

 
SC1, 0 wo]me 1 0 zarclU.-- 


Warto m rowniez zauwaZYc nakreSlony w pierwszym zdaniu zarys pejzaZu, ktory 
doskonale znamy z literatury. Tt; konwencjt; literack'l parodiowal jeszcze na pocz'ltku 
lat 30. Witold Gombrowicz: 


Ach, teW1elkie, te famastyczne dm Vi'lZesmowe! Pachmaly one,]akVi'Yczytalem w ksJ&i::- 
ce, Vi'lZOsem i rni(
t:t. by1y zwiewne, gorz1..ie, pa11lce i nierzeczywiste. 53 


Rozewicz natomiast zdaje sit; ow'l konwencjt; traktowac calkowicie serio. Opisy 
przyrody z Ech Idnych S'l mucno zadluiune u dziewi<;tnastowiecznej literatury'4, sta- 
nowi'lc najbardziej konwencjonalne fragmenty utworow debiutanta. Przytoczmy jesz- 
cze jeden: 


Lashuczaljak czame organy, szly po drzewach nocne poglosy, trworne, wiatrowe. [.n] 
Szla tedy masna. wiatr na fujarkach wierzbowych jakies nowe rnelodie grae poczynaL z 
czamych rnartwych galqzek liscle "''Ywijaly Sl
 delikatne. Z1elone. (Zmowcie pader:: za 
dusz€ sieJ-::allla GcmOla) 


Warto poswit;cic chwilt; uwagi tym szkicom pejzazu, chocby ze wzglt;du na rolt;, 
jaklliesny krajobraz odegra w sztuce Do piachll. W debiutanckinl zbiorze widoczne 
jest upodobanie do szerokiej panoranlY; manlY m wit;c "Iasy rozlegle", "bory ogrom- 
niej'lce", "lqki szerokie". A moze jestto raczej wynik ciSnienia konwencji literackiej, 
rozmilowanej w wieloslownym nmlowaniu krajobrazOw? Tak czy owak w Echach 
Idnrch bardzu juz prawdziwi ludzie poruszai'l sit; jeszcze jakby na tie nmlowanych 
dekoracji. 
To nmlowanie dekoracji sluZy zreszt'lrowniez zanlyslowi legendotworczemu. PrZ)'j- 
rzyjmy sit; na przyklad fragmentowi ukazuj'lcemu postac Walusia. Pojawia sit; ona 
w Echach Idnych tylko marginesowo - i zapewne czytemiknie zwrocilbynani'l wit;k- 
szej uwagi. gdyby tego sanlego imienia nie nosil bohater Do piachll. To zapewne od- 


5
 Echa leine, Warszawa 1985, s. 23. 
53 Pami€tnik Stefana Czamieckiego, [w:] Witold Gornbrowicz, D=iela, 1. I, Krakow 1986, s. 24. 
54 Potwierdzenie :fal-tu.. iz Rozewicz "termmowal" wtym zakresie u pisarzy XIX -wiecznych, przynosi 
opowiadanie lIRoc!::icl1l Glmmcki Alekscl1lder obyc::ajami u'.::orou:t'1lli zalecajqcy Si€m, W l-t6rym podej- 
rnuje prob
 opisu p:rzyrody wedlug nast
ujllcego zalecenia Boleslawa Prusa: "opisac laajobrazy unika- 
jllc v;ryrazOw oznaczajllcych ko1orm" (Tadeusz Rozewicz, Proza, t. 3, Wroclaw 2004, s. 231).
		

/td_Page_109_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


109 


wrocona kolejnosc lektur sprawila, ze sklomll jestesmy widziec w tym fragmencie 
posmiertne wyobraZenie Walusia beatyfikowanego: 


Ogronmy park szumi jak czarna rnuszla, wsr6d odwiecznych lip bialy rnilcz:.tcy palae.. 
wszystko jest rnartwe i ustawione jak teatralna dekoraga. U wejscia do parku 8toi poste- 
runek na dlugiej ISlli:,!cej lufie zatkni
te p
ki gwiazd jak galqiki bzun. To strzelec Walus 
udrapowany w romantyczny plaszcz gwiaZdztste] nocy nabler3 :funtastycznych cech. 
(ITi.:yca) 


A tymczasem ow portret strzelca Walusia w fantastycznym plaszczu z nocnego 
wygwiezdZonego niebamial zapewne charakter Zartobliwy czy zgola heroikomiczny. 
Talq interpretacjt; sugeruje zestawienie dwoch portretow Walusia w s'lsiednich opo- 
wiadaniach. W kolejnym, Nogi... nogi, chrapi'lcy strzelec W. zostaje przedstawiony 
jako wlasciciel dwoch czamych stop wystaj'lcych spodkoldry i wydzielaj'lcych okrop- 
ny fetor. W tym druginl fragmencie nmmy rowniez element stylu heroikomicznego 
w koiLcuwynl purownaniu: 


Najbardziej Smierdzi prawyrogziemianki, tam to leZy pod koldrZ)'ill! "''Ych:nmamtprzy- 
czyna nwych okropnych woni: dwie wielkie stopy z czamymi pnwykr
canymi palucha- 
Illi... na drugim koncu czerwonej koldry leZy glowa wlasciciela owych odnoiy i fetoru, to 
strzelec W., swista przez nos, pochrapuje i szczerzy z61te z
by do jaliegos seIlllego w1- 
dziadla. maze sili mu si
 dluga kielbasa, zakr
cona jak archanielska trl'lba. 


HunlOrystyCzna intencja. z jalq autor unosi do nieba t
 najbardziej przyzienlli'l 
istott;. wydaje sit; oczywista - ale poza ni'ljest cos jeszcze; jest czysty liryzm, ktory 
uwzniosla ow'l trywiain'lpostac. 
Oczywiocie, mozna byloby dociekac,jaka bylarzeczywistachronologia wydarzeit 
i czy Walus zEch Idnych i Walus ze sztukiDo piachll to tasanm osoba, ale zprzyjt;- 
tego mtaj punktu widzenia jest to nieistome; nie tropit; bowiem w utworach sladow 
faktow obiektywnych, lecz mechanizm legendotworstwa. Przyjmuj'lc do wiadomooci 
stwierdzenie JozefaKelery, dotycz'lceDo piachll, ze 


abak Kartoteki jest to najbardziej osobista. a w sferze zdarzeil i reali6w w jeszcze wi
k- 
szym stopniu autobiograficzna sztuka R6zewicza 55 


- kierujtt. swoje zainteresowama nie ku "sferze realiow", ale kontekstow literackich, 
w jakie owe realia zostaly wpisane. 
Debiutanckie Echa Idne poprzez zapozyczenie tytulu odsylaj'l wprost do opowia- 
dania Zeromskiego. ale dopiero sztuka Do piachll pokazuje now'l wersjt; zdarzenia, 
ktore bylo przednliotem tanltego opowiadania. Porownanie historii Walusia i Rymwi- 
da prowadzi do wniosku, ze Rozewicz w swej sztuce dokonal konsekwenmej i drobia- 
zgowej destrukcji pewnego stereotypu literackiego. 0 ile wit;c zanlysl debiutanckiego 
tonm mozemy ukreSlic jaku legendotworczy, u tyle zanlysl, ktory zrodzil Do piachll, 
jest wyraZnie legendoburczy. 


55 Oel ,,Kw101eki'' do "Pulapki", ,.Dialog", 1985, nr 5.
		

/td_Page_110_0001.djvu

			110 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Zauwazmy przede wszYStkinl, iz ow legendoburczy zanlysl obejmuje rowniez przy- 
rodt; - ten las, niegdys ukochany, ktory autor nazywal swoinl "domem ogronrnym". 
Ten las, po ktorym kilkuosobowy oddzial hl'ldzi noc'l w darenmym poszukiwaniu du- 
zej sosny, stanowi'lcej punkt orientacyjny, stal sit; oboj<;tny, jesli nie znienawidzony. 
Oczy partyzantow nie ogarniaj'l wielkich przestrzeni; moma powiedziee, ze spoza 
drzew nie wi	
			

/td_Page_111_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


111 


przez kilka smleci byla wspoma dla dwu narodow, wybral sobie zapewne dlatego pseu- 
doninllitewski, zeby podkreSlic to poczucie wspolnoty. A jakim postaciom nadawala 
nasza literatura inlit; Walus? Stajennym, parobkom, cienmym chlopom, popychadlom, 
o ktorych mowilo sit; czasem w przyplywie chrzeScijaitskich uczuc, ze to tez ludzie. 
Nieprzypadkowo Gombrowicz, ktory mial chyba absolutny sluch literack
 dal swemu 
ideamemu parobkowi z Ferdydllrke inlit; Walek. Kluczem do zrozunuenia postaci Wa- 
lusia ze sztukiDo piachll S'l wlasnie treSci, ktorynu tradycja literacka wypelnila to inlit;. 
Rozewicz nm zdunuewaj'lcy dar przekladu abstrakcyjnych tresci na obrazy. Oto 
jeden z takich obrazow. mowi'lcy nie tylko wszystko 0 statusie spolecznym Walusia, 
ale i 0 jego sytuacji egzystencjamej. Kilkuosobowy oddzialek prowadzi Walusia, kto- 
ry po napadzie na plebanit; ma zostac oddany pod sqd. Czlowiekowi, ktory popemil 
zbrodnit;, wiqie sit; zwykle rt;ce, a czasem i nogi, zeby nie mogl uciec. Walusia prowa- 
	
			

/td_Page_112_0001.djvu

			112 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Jednym z najwaZniejszych punktow ceremonmlu jest ostatnie slowo skazanca. 
Rymwid zawiera w ninl swoj patriotyczny testament. To jego ostatnie slowo zdradza 
wytrawnego mowct;, swiadomego wszelkich efektow retorycznych. Walus zapytany 
przez Kiliitskiego: "Chcesz cos powiedziec?" - odpowiada: "Nie winl...". Czego nie 
\Vie? Wlasciwie niczego nie \Vie. Nie \Vie, co powiedziee; file \Vie, ze \V og61e trzeba 
wyglosic jakies "ostatnie slowo", zeby wypelnic patriotyczny stereotyp utrwalony 
w wielkiej literaturze. Jak sit; rzeklo, w ogole nie zna tego rytualu, w ktorym przyszlo 
mu odegrac glowll'l rolt;. 
Wreszcie moment juz naprawdt; ostatni. Rymwid patrzy w lufy karabinow nie- 
ustraszenie i z pogardll. nie pozwalaj'lc zawi'lzac sobie oczu, Walus w paroksyzmie 
strachu wyproinia sit;, spuszczaj'lc spodnie. Ow gest spuszczenia spodni nm cechy 
najjaskrawszej profallacji wznioslego rytualu. 
Rozewicz unicestwilow 81ereotyp literach denmskuj'lc jego falszywy patus. Wielk'l 
scent; egzekucji Walusia zbudowal z sanlych elementow trywiamych, ale - rzecz zdu- 
miewaj'lca! - ich sunla, ich niezwykle spi<;trzenie daje w efekcie patos najprawdziw- 
szy, najczystszy. Tanlten stereotyp byl juz zbyt odlegly od rzeczywistosci. Ostamia 
wojna obnaiyla du kuitca jego aIlachronizm. Ale nie wystarczy sanla wiedza do obala- 
nia stereotypow i mitow literackich. Jak trafuie zauwaiyl Andrzej Falkiewicz w ksiqi- 
ce 0 Gombrowiczu: 


Stereotyp rnoZ:na pokonac stereotypem. Imt rnoZ:na ZIl1szczyc nowym Imtem. ImtologI
 
Imtologillfm].S8 


Rozewicz nie tylko daje swiadectwo prawdzie; Rozewicz tworzy now'l mitologit; 
i nowe - nie bojmy sit; tego slowa - stereotypy literackie 
Temu zadaniu nie mogl podolac jeszcze podchorqiy Satyr, autor Ech Idnrch. 
Wymagalo ono przede WSzystkinl przelanlania pewnej bariery jt;zykowej. Przepusz- 
czala ona wprawdzie pojedyncze wulgaryzmy jaku cytaty z innego, pozaliterackiego 
jt;zyka. ale wykluczala uiycie jt;zyka obscenicznego jako glownego tworzywa literam- 
ry. Zapewne dlatego tak malo jest dialogow w Echach ldnrch, a jeSli juz bohaterowie 
zostaj'l dopuszczeni do glosu jak w opowiadaniu Zm611'cie pacier
 
a dlls
e siel-::an- 
ta G,.
mota - to narrator cenzuruje ich wypowiedzi, wykropkowuj'lc nawet stosunko- 
wo lagodne wulgaryzmy. na przyklad: ..a zreszt'l w... nmie pocalujcie". Ta pruderia 
jest zrozunliala w warunkach, w jakich powstawaly pierwsze utwory Rozewicza, ktore 
nllaly rowniez spelniac proste zadania dydaktyczne i wychowawcze. Ale zapewne 
wyczulone na iyw'l mowt; ucho debiumj'lcego pisarza lowilo zachlannie soczyste roz- 
mowy w uddziale. Na razie musialy one pozu81ac poza nlafginesem pisanych utwo- 
row, podobnie jak i pewne szczegolnie drastyczne zdarzenia. ktore w Echach Idnvch 
zaledwie S'l wsponmiane. Ale te lakoniczne wzmianki dla czytelnika. ktory zna juz 
sztukt; Do piachll, nabieraj'l szczegolnego znaczenia. 
Na przyklad w opowiadaniu Hejnal 
 THe:']' AfariacAiej: 


58 Polski kosmos, Krakow 1981, s. 208.
		

/td_Page_113_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


113 


PrzymegaJIl mm ganey. Meldun10 ustne 1 pIsemne. AkcJa na poczt
 1 urzqd gnnnny prze- 
prowadzona. 
Wyroki Snl1erCl "''Ykonane. 
Wyroki chlosty "''Ykonane. 
Rel\\rizycje w sp61dzielniach i dworach ukonczone. 


Nie ulega w'ltpliwosci, ze Do piachll lezy na prostej linii prowa	
			

/td_Page_114_0001.djvu

			114 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


czy chrzt;st zwiru pod noganu) niz pokazac. Inaczej niz w fihnie, ktory moze opero- 
wac wielkinl zbli:i:eniem. 
Ale w zakoitczeniu sztuki Rozewicz si<;ga wlasnie po srodki fiffilowe, aby poka- 
zac tu, od czego zwykle tradycyjna literatura odwracala oczy czytelnika. Pulkownik 
Rozlucki z Ech lcSnrch Zeromskiego tez odwrocil oczy, czekaj'lC na trzask salwy. 
Rozewicz kaZe nanl patrzee do koitca,jak brzydko unuera jego bohater, w przeciwieit- 
stwie do tylu innych bohaterow naszej literatury, ktorzy unuerali tak pit;knie. Ale Walus 
nalezal do ludzi, ktorym przez cale smlecia udnlawianu prawa do pit;knej smierci za 
ojczyznt; na polu chwaly, gdzie zatem i kiedy mJeli sit; nauczyc ladnego unlierania? 
Rozewicz oddaje hold ich brzydkinl smierciom, przenueniaj'lc sobie tylko zna- 
nym sposobem smiesznosc i wulgarnosc w patetyczny tragizm. 


SMIERC BOHATERA 
CZYU JAK DALEJ GRAC KARTOTEKf? 


W przedstawieniu Karroteki wyreiyserowanym przez Krzysztofa Raua na Scenie Ka- 
meramej Teatru inl. Wyspiaitskiego w r. 2001 Bohater unlarl. Sanl sobie - ostatnim 
ruchem rt;ki, ktora, jak panut;tamy, w POcz'ltkowej scenie byla przednuotem radosne- 
go, dziecit;cego prawie, podziwu ("To jest moja rt;ka. [...J Moja zywa rt;kajest taka 
posluszna.") - zan1krujl powleki. Ta inscenizacja zakoitczyla sceniczne dzieje Bohate- 
ra jako czlowieka wspolczesnego widzowi. NieuchromlOsc takiego zan1knit;cia czter- 
dziestolemiej historiiKartoteki w naszych teatrach byla oczywista jesli nie od sanlego 
pocz'ltku, tzn. od warszawskiej prapremiery w Teatrze Dranlatycznym w r. 1960, to 
w kaZdym razie od bielskiej inscenizacji z r. 1971. ktor'lprzygotowal i w ktorej wys4- 
pil znow w roli Bohatera JozefPara, starszy 0 lat jedenascie. Od tego czasu w kolej- 
nych przedstawieniach coraz trudniejszym problemem dla inscenizatorow stawal sit; 
wiek Bohatera. 
W r. 1979 telewizyjne przedstawienie Karwreki wyreiyserowal Krzysztof Kie- 
slowski z Gustawem Holoubkiem w roli Bohatera. juz prawie sZeSCdziesit;ciolemie- 
go. Uplyw czasu zostal dodatkowo podkreslony przez wykorzystanie fragmentow po- 
przedniej inscenizacji telewizyjnej z r. 1967; na ekranie telewizora w mieszkaniu Bu- 
hatera na warszawskinl Ursynowie ogl'ldalismy Chor Starcow z tanltego panu<;tnego 
spektak1u, przygotowanego przez Komada Swinarskiego z Tadeuszem l.onmickinl 
jako Bohaterem. 
W miart; starzenia sit; Bohatera jegu lezenie w 10Zku tracilu stopniowo charakter 
manifestacyjnej OdnlOWY udzialu w iyciu zbiorowosci. wyraiaj'lc raczej niemoznosc 
aktywniejszego zaangazowania. Poprzez swoje nieustaj'lce rozpanu<;tywanie spraw 
sprzed dwudziesm i wit;cej lat Bohater coraz bardziej oddalal sit; od terazmejszosci. 
Inscenizatorom pozostawaly do wyboru dwie drogi: albo zaCZ'lC traktowac Kartoteke
		

/td_Page_115_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


115 


jak sztukt; historycZll'l i wystawiac j'l z calym pietyzmem, podkreSlaj'lc realia z po- 
cZ'ltku lat 60., albo, traktuj'lc te realia jako drugorz<;dne i wrt;cz elinlinuj'lc, wprowa- 
dzic smialo na scent; terazmejszosc, z ktor'ljuz nie jest w stanie nawiqzac kontaktu 
81arzej'lcy sit; Bohater. Najsmielej poszedl w tym kierouku sanl autor, tworZ'lc w trak- 
cie prob Kartoteki w r. 1992 we wroclawskinl Teatrze POISkinl Kartoteke ro
r
lIconq. 
Po niej mogla nast'lPic juz tylko smierc Bohatera, ktor'l ogl'ldalismy na scenie 
katowickiego teatru. KrzysztofRau konsekwenmie odwracal znaczenia kanonicznego 
teksm Kartoteki. Otu np. ostami gest Buhatera ukazal sit; dusc niespudziewaruj inter- 
pretacj'ljego slow: "Najlepiej widzt;. kiedy zan1knt; oczy. Z zan1kni<;tymi oczynm wi- 
dz<; milosc, wiart;, prawdt;". Istomie, zeby je zobaczyc, wystarczy zanlkn'lc oczy. Po 
raz ostami. 
Szczegolnie intryguj'lcy w tym przedstawieniu byl ChOr Starcow. PoniewaZ osiem- 
dziesit;cioletninl starcem przykutym do 10Zka byl przeciez sanl Bohater, scent; dziar- 
skinl krokiem wielokrotnie przemierzal Chor Mlodych, przystaj'lC od czasu do czasu 
na chwilt;, zeby kpi'lco skomentowac jego glt;dzenie. Trzech mlodych yuppies w czar- 
nych garniturach i z telefonanu komorkowynu usilowalo pobudzic zniedolt;inialego 
Bohatera du jakiejkowiek aktywnosci nie dlategu, zeby uczynic zadosc wymogum 
konwencji teatramych. ale dlatego. ze ich sanlych rozpierala energia i bezruch czlo- 
wieka lez'lcego w 10Zku wydawal inl sit; czyms nienomlamym. 
I jeszcze ta szczupla dziewczyna. 0 chlopit;cej wlasciwie sylwetce, w 10Zku 80- 
lemiego Bohatera... Tu juz nie bylo nawet cienia trywiamego erotyzmu z niezliczo- 
nych dowcipow rysoukowych 0 dyrektorze i jego seksownej sekretarce. 
Kartoteka jest utworem szczegolnym. 0 jej wyj'ltkowej pozycji w naszej dranla- 
turgii wspolczesnej nie trzeba przekonywac, bo dowodzi tego przeszlo czterdziesto- 
letrria historia teatrama. Szczegomosc tego utworu polega wlasnie na konieczllOoci 
odnoszenia kaZdurazowej inscenizacji du dnia dzisiejszego. Zustala ona zaprogranlO- 
wana przez sanlego autora, kt6ry bye maze nie uswiadanlial sobie w momencie pisa- 
nia sztuki wszystkich skutkow jej scenicznej dlugowieczllOoci, a w kaZdym razie na 
pewno nie zadawal sobie pytania, jaki ksztalt sceniczny bt;dzie miec Kartoteka po 
nieuchronnej smierci Buhatera? Pytanie tylko pozomie absurdame. Z pewnosci'lmoz- 
liwa jest przynajnmiej jeszcze jedna iscenizacja - ze zwlOkanli Bohatera lez'lcynu na 
10Zku i dodatkowo co najnmiej dwoma Bohateranli; tymi z KartoteAi ro
r
lIconej. 
A potem b<;dzie juz mozliwa na scenie tylko Kartoteka historyczna. w ktorej Bo- 
hater na przelomie lat 50. i 60. robi swoj nie koitcZ'lcy sit; rachunek sunlienia: "Bo 
widzi wujek... Szkoda mowic... Klaskalem. Okrzyki wydawalem." I odrzuca latwe 
sanlOusprawiedliwlenie, ktore podsuwa mu Wujek: "W szyscy klaskali" - powtarzaj'lC 
swoj przejmuj'lcy monolog: "Ja wiem, ze wielu klaskalo, ale oni juz zaponmieli. Teraz 
zajmuj'l sit; nlafkanli sanlOchodow albo bawi'l sit; na balach maskowych, a ja ci
le 
jeszcze skladanl rt;ce i tamto klaskanie klaszcze we nmie. We nmie jest czasem takie 
ogronrne klaskanie. Jestem pusty jak bazylika w nocy. Klaskanie, wujku, klaskanie... 
cis=a" 
Bt;dzie powtarzal te slowa nowym ludziom XXI wieku, pustym jak marmurowy 
hol banku - tej bazyliki nowego stulecia - w nocy. Trzeba te slowa powtarzac z nie
		

/td_Page_116_0001.djvu

			116 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


gasll'lc'l nadziej'l, ze w pustym holu moze sit; odezw'l jakieS echa z przeszlosci, 
w ktorej ludzie miewali jeszcze wyrzuty sunuenia, a nie tylko depresje i zle sanlOpo- 
czucie, ktorym moze zaradzic psychoanalityk i odpowiednie srodki farnrakologiczne. 
Bo nllnlO ze za
1rzegal si
 w 'Zmrie patef)'C.:71J'm, iz mowi ,.,nie do potonmych", 
a jedynie do swych wspolczesnych, Rozewicz bt;dzie mowil "do potonrnych". I to nie 
tylko w tym smleciu. 


METATEATRALNA REFLEKSJA ROZEWICZA 


Trzeba by jej poswit;cic wlasciwie oddziem'lksi'lZkt;. Tu zdecydowalem sit; tylko przed- 
stawic wypowiedzi pisarza. zaznaczaj'lc zaledwie nmogosc problemow. ktore podej- 
mowal. Metateatrahm refleksja Rozewicza, podobnie jak cala jego tworczosc, jest 
najscislej zwiqzana z czasem, w ktorym sit; rodzila; nie womo wit;c roztrz'lSac jej 
w oderwaniu od historycznego konteksm. Przestrzega nas przed tym sanl autor, nie 
ukrywaj'lc irytacji: ,,Powiem cos w ruku 1958 na tenmt puezji albo teatru, a potem 
cytuj'l i cytuj'l, ai do smierci... Tymczasem tanlte wypowiedzi nie S'ljuz aktuame.,,60 
Pozostaj'l jednak niezmJellilie (i mezmiernie) interesuj'lce, choc czasem ktos napo- 
mknie 0 "natrt;ctwie metateatramych i metadranlatycznych refleksji,,61. Krytyk wska- 
zuje m glownie didaskalia, ale tego typu refleksja przewija sit; rowniez w dialogach 
i monologach postaci (chocby w Kartotece). 
Stala obecnosc metateatramej refleksji cechuje zreszt'l tylko utwory z lat 60. 
- pohtiejsza tworczosc dranmtyczna Rozewicza jest woma od tego ,,natrt;ctwa". Do- 
piero w drugiej polowie lat 80. owa refleksja poplynie wartkinl nurtem w publikowa- 
nych przez "Odrt;" ruzmuwach z Kazinlierzem Braunem 0 Je
)'kach teat/'/I (w 1989 r. 
lIiamj sit; one w ksi'lZce pod tym sanlym tytulem). Te rozmowy warte S'l ponownej 
uwahtej lektury po kilkunastu latach. Zacznt; Jednak od przyponmiema Rozewiczo- 
wej diagnozy stanu polskiego teatru z pocz'ltku lat 60. 


"Trzeba cZ)1:ac chocby Chwistka" 
W fJ)::naniach alltora. otwieraj'lcych Akt p/::e/J,,'any a napisanych 8 paidzierni- 
ka 1'163 r., Rozewicz zawarl druzgOC'lC'l ocent; owczesnego stanu polskiego teatru: 
"Nasz teatr (nasz dranmt) nie dlatego jest zly, ze jest «nowoczesny»,jest zly, poniewai 
jest nijaki. Jest to teatr bez koncepcji i bez idei." Warto zwrocic uwagt; na wyrahte 
postawienie znaku rownosci pomit;dzy teatrem i dranmtem. Dalszy ci'lg wypowiedzi 
zawiera kpint; z plagi adaptacji, ale po latach, w rozmowie z Kazinlierzem Braunem 
(Je
)'Ai teat/'II) Rozewicz bt;dzie juz ogi<;dniej mowil 0 przerobkach i adaptacjach, 
zdradzaj'lc za to niepokoj, czy teatrowi w ogole jest jeszcze potrzebny dranmt: 


60 RO
llmm_ [w:] Pm=a, t. 3, s.241/242. 
61 Por. Grzegorz Nlz1O}ek, Cialo i 81011'0.
		

/td_Page_117_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


117 


,,A moze wanl jest niepotrzebny autor? Moze chcecie juz calkowicie wejsc w epo- 
kt; przerobek, adaptacji - czym ja nie pogardzanl - wszystkiego, od Biblii pocz'lwszy, 
poprzez N01l')' Testament (0 niedolo ludzka, tez przerabiany na scenariusze... bardzo 
ryzykowne...)" (IT, s. 84/8St 2 
Cytowane pytanie moze bye, oczywiscie, odwrocone: czy autorowi potrzebny jest 
teatr? Rozewicz podejmuje probt; odpowiedzi na oba. 


o oczekiwaniach wobec teatru i rezysera - oraz reZ)'Sera wobec dramatopisarza 
"Ja bym. Kazinuerzu, odwrocil role i domagal sit; od ciebie. zebys ty mi powie- 
dzial, co ja napisalem." (IT, s. 41) 
"Jak gdybym oczekiwal od inscemzatorow PlIlapki czegos! Czego'! Sanl nie wiem. 
Czegos, co oni mi poka4... Czekanl, ze oni mi ukaZ'l tt; sztukt; w takinl ksztalcie. A ja 
bt;dt; siedzial i bt;dt; sit; pytal, czy to ja napisalem..." (IT, sA3) 
"Chcialbym, abys wyszedl, powiedzial m
 widzisz, tys to napisal. A ia bym powie- 
dzial: to ja naprawdt; zrobilem? To jest ta mojanajwit;ksza satysfukcja autora." (IT, s. 43) 
"TR.: Sluchaj, Kazinlierzu, ale wy staliScie sit; w jakinlS momenCle nmgikami. 
Wy staliscie sit; sanlOwystarczalni. Bo przeciez ty mozesz z Jasia i Malgosi zrobic 
wstrZ'lsaj'lcy horror, albo rzecz 0 Majdanku i Oswit;cinliu. Nie mowi'lc juz 0 Czerwo- 
nym Kapturku. Wy jesteScie nmgicy. I ty jako magik powinieneS mi wytmnlaczyc, 
czegu ty chcesz od dranlatopisarza. 
K.B.: [...] Po pierwsze - jezeli juz jestem teatramym nmgikiem (w pewien spos6b 
jestem), to nie oczekujt; od dranlatopisarzy, aby rowniez zajmowali sit; nmgi'l teatru, 
jego technilq i maszynen... a ogolnie fOml'l. Oczekujt; od nich natonuast nmgii mysli, 
oczekujt; filozofii, oczekujt; metafizyki, oczekujt; odniesieit do swiata wartosci. Wit;c 
nie rozwiqzait teatramych, ale materii duchowej. [...] 
A po drugie - uczekujt; od dranlatopisarza przyjaznej, Zywei obecnuSci w prucesie 
teatramej kreacji. Zasada obustronnego nieograniczonego zaufania jest m najbardzlej 
owocna. Teatr to proces, interakcja, komunikacja, teatrto wspolnota. Pisarz jest w mej 
potrzebny nie tylko jako reprezentant pewnej szczegolnej sprawnosci, jako jeden 
z zawodowcow. Jest tez, wierz mi, potrzebny jako osoba. Jako czlowiek. 
Teatry, ktore stroni'l od bezposredniego kontaktu z autoranu, b'ldZ nie rozunliej'l 
roli ich obecnusci, b'ldZ nmi'l wobec pisarzy nieczyste sunlienia... A i dranmtopisarze, 
ktorzy niech<;tni s'lkontaktom z ludZnu teatru. zubozaj'l siebie sanlych." (IT. s. 89) 


Potrzeba bezposredniego kontaktu autora z ludzmi teatru 
Rozewicz pisal 0 niej w PI-=J'roscie naturalnpJl: 
,,Pierwszy chyba raz - od czasu jak piszt; "sztuki teatrame« - odczuwanl tak wie!- 
k'lpotrzebt; rozmowy z reiyserem. scenografem. kompozytorem. aktoranli... z calym 
teatrem. Ale jestem (m i teraz) sanl. Czujt; koniecznosc bezposredniego kontaktu 
z tymi ludZnli juz w trakcie pisania. WlaSciwie moglbym w tej chwili zacZ'lc proby 
widowiska. Mogt; zrezygnowac z pe!nego teksm literackiego sztuki na rzecz scenariu- 
sza. Ale jestem sanl i jestem zmuszony do pisania utworu literackiego, do opisywania 



 Shot JT oznacza Je::yki teatru.
		

/td_Page_118_0001.djvu

			118 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


tego, co latwiej byloby przekazac w bezposrednim zetknit;ciu sit; z zywynu ludzmi." 
(T I, s. 420) 
"Wielokrome proby zapisu przerywalem, zniecht;cony swiadomoSci'l. ze lepiej to 
wszysiko inlprowizuwac razem z zespolem." (T I, s. 421) 


W 1I czt;Sci opowiadania Sob01l,tor, stanowi'lcej jeszcze jedn'l rozmowt; z sanlym 
sob... pisarz odpowiada na pytanie swego sobowtora czy interesuje go teatr, dranmtur- 
gin, realizacja jego sztuk: 
"Najbardziej podobaj'l mi sit; w teatrze proby. Kiedy reZyser walczy ze wszYStkinl 
i WSzystkinll. Dranmt walki 0 ksztalt »przedstawienmK Nie mogt; oceniac sm przed- 
stawien, jedno przedstawienie jest zdarzeniem jednorazowynl, opis }}tego«, a nie inne- 
go przedstawienia, jest recenzj'l mowi'lc'l 0 jednorazoW)'Ill zjawisku, zdarzeniu. Prze- 
ciez teatr to nie film, a zespol Zywych ludzi tu nie projekcja tasmy fihnowej. Wielkinl 
przeZyciem byla dlanmie proba Math, ktor'lprmvadzil rez. Jarocki z aktoranli Teatru 
Starego w Krakowie. To bardzo intensywne, proces powstawania: ci'lgle jestem pod 
wraZeniem tej proby. Walki. Rodzi sit;przedstawienie. »Geniahm« gadanina jest nmiej 
wa:i:na.,,63 


Rozewicz oczekuje od teatru awangardowosci - "ukierunkowania w przyszlosc" 
W drugiej czt;Sci rozmow z Kazinlierzem Braunem, ktora toczyla sit; dwa lata 
poiniej w jego mieszkaniu w Buffalo, Tadeusz Rozewicz sfommlowal zaraz na sa- 
mym pocz'ltkn nast<;puj'lc'l ocent; biez'lcych dokonait teatramych w Polsce: 
,,[...] iadne z przedstawieit czolowych tworcow, ktore widzialem, czy 0 ktorych 
slyszalem, nie bylo ukierunkowane w przyszlosc. Nie bylo w ninl perspektywy rozwo- 
ju. Ani w zakresie form teatramych, ani gry." (IT, s. 131) 
,,K.B.: [...] Powiedz, ktu w kraju teraz duchodzi du glusu? 
TR.: Do glosu? Wszystko i Nic dochodzi do glosu. 
KB.: Slyszalem 0 teatrze w Zakopanem... Dobre i ciekawe glosy... 
TR.: Tak, w Zakopanem. Znlafly Tadeusz Brzozowski robil tam scenografit;: po- 
nmgal inl... Widzialem w telewizji fragmenty... Od strony ukladu przestrzeni, sceno- 
grafii to nie najnowsze, ale w sumie ciekawe. Tak, ciekawe. 
KB.: No i S'l Gardzienice. OSrodek bardzo wainy w skali teatru na swiecie. 
TR.: Jest jeszcze teatr M'ldzika na KUL-u. Slyszalem 0 ninl wiele dobrego. 
KB.: Prace M'ldzika S'l pit;kne i ciekawe, a ich charakter nie zmienia sit; od lat, z 
tego cu wiem." (IT, s. 130/131) 
,,Aha. wlasnie przed wyjazdem widzialem Witkacego LIld::koH: 11' obled::ie. spek- 
takl Grzegorzewskiego. Kompozycjt; fragmentow sztuk i eseistyki. Ale to nie wyszlo. 
Bo naprawdt; nikt mu chyba nie przeszkadzal, iadna cenzura... jak gdyby przy wszyst- 
kich mozliwych srodkach i przy talencie reZysera nast'lPila kompromitacja pewnych 
foml. 
KB.: Witkacego? 


63 Pro=a, t. 3, s. 421/422. NastgJne cytaty ztego toruu b
d
 oznaczal skr6temP31 numerem strony.
		

/td_Page_119_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


119 


T.R.: Nast@iloskompromitowanieWitkacegoprzypomocyzuZytych»srodkow<<... 
Manl nadziejt;, ze Grzegorzewski sit; na nmie nie obrazi... Tu chodzi 0 Witkacego." 
(IT, s. 134/135) 
Z kolei Rozewicz pytal 0 anlerykaitsk'l awangardt; teatrain'l: 
,'powiedz, na podstawie najwybimiejszych, no niekoniecznie najwybimiejszych, 
przedstawieit, ktore ogl'ldaleS, czy ty tam gdzieS nie wyczuwaleS tej furtki, przez ktor'l 
moglibysmy probowac przejsc na drug'l stront;? 
KB.: Na drug'l stron<) zwierciadla. jak Alicja w krainie czarow... 
T.R.: SpoJrzec ku zienu obiecanej... 
KB.: Te wszystkie furtki, ktore pootwieraly sit; tu w koitcu lat sZeSCdziesi'ltych 
i w latach siedemdziesi'ltych, te wylomy, jakos sit;pozasklepialy, pOzanlykaly... Z tego, 
co wiem, z ogl'ldania przedstawieit, z rozmow z ludZnu, z lektury czasopism teatral- 
nych. nie nm nowych otwarc. [... j 
Wit;c nie, nie widzialem nic takiego, co wyraZnie wychylaloby sit; w przyszlosc." 
(IT, s. 142) 


B1'ld 
klasycznej" awangardy 
,X.B.: [...j teatr powinien jednak spelniac tt; rolt; sprawiedliwego. ktory mowi 
rzeczy powame, mowi 0 wartoociach. Choc mowi to czt;sto z gorycz'l odtr'lcenm. 
Teatr jest czt;sto odtr'lcany. Ale powinien jednak mowic posrOd zgielku masowych 
Srodkow przekazu, posrodku powodzi tych wszystkich tanich, szmirowatych produk- 
cji pseudo-sztuki, l'lcznie z cz<;sc1'l przedstawieit teatramych. Teatr glt;bszej refleksji 
i glt;bszego doswiadczenia ludzkiego jest ci'lgle potrzebny. 
T.R.: Jest potrzebny. Tylko czy tobie sit; nie wydaje, ze teatr, nazwijmy to, »kla- 
sycznej« awangardy popelnil zasadniczy bl'ld. On odtr'lcil swiadomie »szerok'l« pu- 
blicznosc. Nawet ograniczaj'lc liczbt; widzow na spektaklach. »Nanl wystarczy trzy- 
dziesm, p,,;tnasm, jeden, czterdziesm czterech. ZanlykanlY drzwi. Koniec«. »Popular- 
nosc« byla grzechem. Obraz'l. A ja jestem populamy. I ty byles popularny. Na spekta- 
kle moich sztuk w twojej reiyserii przychodzily dziesi'ltki tysit;cy ludzi. Panlit;tasz, 
jak ci mowilem, ze janie chcialem z nikogo zrezygnowac? Nawet z glupkow. Tez bym 
chcial, zeby przyszli. Nie chct; odtr'lcac. A niektorzy tworcy najpierw odtr'lcili, a po- 
tem poczuli sit; odtr'lceni. 
KB.: Oni zapewne chcieli sit; porozunuewac wyl'lcznie z tynu, 0 ktorych s'ldzili, 
ze nmj'l na nich wplyw, ze nawiqzuj'l z ninli kuntakt... 
T.R.: Bezposredni. A ,>reszta«jest niezdoma do tego... do tej »komunii«... 
KB.: Natomiast to nie dZIeje sit; chyba na podstawie selekcji i tego nie moma do 
koitca przewidziec, tylko to sit; zdarza, to sit; okazuje w czasie spektaklu. 
T.R.: Pewne typy awangardy wytracily zwiqzki z iyciem. 
KB.: I z tego powodu uwi<;dly. Bo przestaly sit; zywic otaczaj'lc'l rzeczywistosci'l. 
Jak dlugo moze sit;jakis organizm Zywic sanl sob'l? Jakis uklad sanl slebie napt;dzac? 
Tylko w ograniczonym czasie. Potem nast<;puje zanik. Rozpad Smierc. 
T.R.: To byly teatry dla wybranych i wtajenmiczonych. Jakby teatr schronil sit; za 
klauzurt;. "Obcy« nie maj'l wst<;pu. Ale przeciez oni dbaj'l bardzo, aby w srodkach
		

/td_Page_120_0001.djvu

			120 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


nmsowego przekazu, w gazetach, w telewizji jak najszerzeJ 0 tym mowiono. Dbaj'l 
o to znacznie skuteczniej niz ja czy ty. Znacznie lepiej. Zeby infomlOwac wlaSnie 0 
tym, ze to jest teatr zan1knit;ty, niedost<;pny, ubogi! Oglaszac wszem wobec, ze nie nm 
wst<;pu. Ale oglaszac. Ja mialem zawsze inn'l koncepcjt; teatru. Choc 0 publicznose 
sit; nie ubiegalem... Ale wydawalo mi sit;, ze trzeba siec zarzucac jak najszerzej. 
I wszystko co sit; da z tej wody wylowic. W szystko. Tym sit; roinilem. Od tych kla- 
sycznych awangardzistow. Nie czulem nigdy nienawisci do iadnego typu teatru. Czy 
nazywal sit; variete, czy klasyczny, czy nowuczesny. Mnie wszystkie teatry intereso- 
waly. A sanl jako pisarz chcialem si<;gac najszerzej, najglt;biej tt; siee zarzucac i wy- 
c
c co sit; da... Moj awangardowy teatr byl w jakis spos6b masowy." (IT, s. 189/ 
190) 


Awangardowosc. eksperymentalnosc i sukces frekwencyjn} 
Ten fenomen awangardowego teatru nmsowego wyraZnie fascynuje pisarza: 
,'p,.
)'rost natllralnr, sztuka - dla wygody nazwijmy - »eksperymentallia«. I to 
bardziej eksperymentallia od wszystkich sztuk Tytusa Czyiewskiego czy Gombrowi- 
cza, a muze Witkiewicza. A publicznuse szla na tt; >,eksperymentah1'l« sztukt; iak na 
Fredrt;! Co to jest za zjawisko!T (IT. s. 55) 
Mowi takZe 0 sukcesie frekwencyjnym Bialego 1I1acellstll'a (s. 54), Kartoteki 
w Sofii, Pr
)'rostll natllralnego (s. 55/56). Do sukcesu Bialego 1I1al::ellstll'a powraca 
jeszcze raz w trakcie czytania fragmentow rozprawy Witkacego: 
"Ilu widzow moglo bye naBial)'1I1111acenstll'ie? Na 600 przedstawieniach? 
K.B.: Ja jestem slaby w matematyce, ale to moina obliczyc - 330 razy 600 to jest 
198 000. Ale niektorzy przychodzili po part; razy... 
T.R.: Okolo 150000 ludzi idzie na spektakl! Ja nie robit; teatru dla sm osob czy 
czterdziesm, ja nie mowit; »nie przychudzcie, bu m sit; dziej'l rzeczy tylko dla wtajem- 
niczonych«. Zreszt'l Teatr Laboratoriunl stal sit; z czasem snobistyczny ita »otoczka« 
nllala przy pozorach glt;bi filozoficznej, elementy zwyklej smiesznosci." (IT, s. 112/ 
113) 


"trafilem na »zapotrzebowanie«" 
,,0 dziwo! Pisz'l do nmie 0 tym nauczycielki szkol podstawowych, uczniowie tech- 
nikow,licealisci. Czytelnicy. W jakis sposob odpowiedzialem na zapotrzebowania ich 
»duszy«, nie zapotrzebowanie estetyczne. I to sit; stalo wlasnooci'l wielu bardzo ludzi. 
Roinych zawodow. Z roinym wyksztalceniem. To nmie trzynm. Nie nagrody, nie nuty 
w encyklopediach. To jest to. co mi dalo wsparcie. Zrozunualem. ze nie rzucaj'lc sit; 
na dorain'l tematykt;, nie goni'lc jej, nie scigaj'lc sit; z innynu pisarzanu, trafilem na 
}}zapotrzebowanie«. 
Ruzunuesz, ze nie chodzi m u robienie kumplementow sanlemu subie. Ale u rze- 
czy wazmejsze. 0 Sanl'lIStott; tych utworow. z ktorynu ja poszedlem do ludzi. I z tynu 
fomlallu, trudnymi, z t'l moj'l »metafizyk'l« w jakis sposob i w teatrze, i w poezji 
doszedlem nawet do populamosci. Popularnosci, ktora zawsze byla dose podejrzliwie 
traktowana przez »koneserow<<... ,>no, to jest takie... na poziomie pomi<;dzy Konop-
		

/td_Page_121_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


121 


nick'l a Jachowiczem...« Bo nie ma tych pseudofilozoficznych glt;bokich wartosci, 
w ktorych nasi intelektualisci uniwersyteccy 1ubi'l tOll'lc... bez ratunku... I to mi daje 
odpornosc. Ta akceptacja. Nie walmlbym sit; j'l nazwac nawet plebejsk'l. Bo jednak, 
jak idzie 150 albo 300 tysit;cy ludzi na sztukt;, ktoranie jest kabaretem, tu swiadczy, ze 
nmie sit; udalo pewne formy zrealizowac i zbliiyc..:' (IT, s. 116/117) 
Ta populamosc jest tym bardziej zdunliewaj'lca, ze panuje 


"t
sknota do repertuaru teatrzykow ogrodkowych" 
,.Dzis w Polsce obserwujt; wrt;cz t<;sknott; do »teatrzykow ogrodkowych«. Gra sit; 
Baluckiego... Tt;sknot
 do repertuaru teatrzykow ogrodkowych i do tego typu stosun- 
kow w teatrzykach ogrodkowych. Do wodewilu. Mowi sit;, ze publicznosc glosuje 
noganli na takie spektakle. Takie S'l rzekomo z'ldania publicznosci. A tworcy cht;mie 
na to odpowiadaj'l. Tworcy pewnego gatunku. W rezultacie jest to jakieS szkodnictwo 
kulturalne. Sale na takich spektaklach S'l rzeczywiscie wypelnione. Sztuki uzupemia 
sit; piosenkanli. Juz Dostojewskiemu, zdaje sit;, dopisuj'l piosenki. Czasem mi sit; 
wydaJe, Kazinuerzu, ze to, czego szukamy, sit; nie spelni..:' (JT, s. 147) 


"Ciemne oblicze swiata" - czy okrucienstwo w sztuce oczyszcza? 
,,K.B.: Bywaly takie glosy, ze jana przyklad do przedstawieit twoich sztuk dobu- 
dowywalem uptymistyczne zakoitczenia. 
T.R.: Nadzieje... 
K.B.: W moinl glt;bokinl przekonaniu ta nadzieja tkwila w sanlym mateflale. Nie- 
raz glt;boko ukryta pod warshv'l rozpaczy. Ale byla. Dlatego ja po te sztuki sit;galem. 
Wyramym przykladem moze bye »moja« Stara kobieta, zwlaszcza ten polski spektakl 
telewizyjny, ale i irlandzki, teatralny takZe. Tanl w zakoitczeniu kobieta jednak znaj- 
dowala swojegu syna. Rudzilu sit; iycie. Ujawniala sit; muzliwosc przetrwania kata- 
klizmu. To jest wpisane w Starq kobiete. Podobnie jak tt;sknota za znmrtwychwsta- 
niem jest wpisana w PlIlapke. Tt;sknota za zmartwychwstaniem po smierci w komorze 
gazowej, po zagladzie, po katastrofie, po Shoah... 
T.R.: To jest w PlIlapce wyraZone przez Animult;. 
K.B.: Oczywiocie. I dlatego w moinl spektaklu Aninmla koitczyla cal'l akcjt;. Po- 
jawiala sit; na kuitcu. Zwycit;ska. 
T.R.: To. co powiedziales. jest chyba bardzo waine dla atmosfery duchowej. 
i atmosfery psychicznej, w ktorej by - bye moze - mogla powstac nowa sztuka teatru. 
PoniewaZ do tej pory najwit;ksze osi'lgnit;cia teatru wspolczesnego byly pol'lczone... 
Wymieitmy te elementy bez trwogi... Z grzechem, okrucieitstwem, dewiacjanu umy- 
slowynu i duchowymi, cierpieniem. I jeszcze raz powtorzt; - z okrucieitstwem. JeSli 
wymienit; Artaud i Becketta. tu tylko jako przyklady. W nich i w innych nie bylu cienia 
nadziei... I od razu znajdowali sit; scholastycy, najinteligenmiejsi krytycy i recenzenci. 
filozofowie, ktorzy mowili, ze to oczyszcza. Przeprowadzali takie scholastyczne do- 
wody na to. Mowili, tak, ta a ta sztuka jest okropna, ale to okrucieitstwo oczyszcza. I w 
konsekwencji jest dzialaniem dobra. Jest obmyciem. Nie brali tych sztuk doslownie. 
Ja natonuast biort; to, cos powiedzial, wlasnie doslownie. Ze ty bys chcial widzOw 
skIlpac w swietle dobra.
		

/td_Page_122_0001.djvu

			122 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


KB.: Tak. W swietle... 
TR.: Ale cienme oblicze swiata. okrume oblicze, sadystyczne, sadonmsochistycz- 
ne, caly spis chorob, rozklad, agonia, to oblicze przerastalo, przeslanialo tanlto jasne 
oblicze. I te scholastyczne t1unmczenia byly przewrome. My wanl pokazujemy okru- 
cieitstwo, ale wy wychodzicie dobrzy. To nieprawda. To rowniez sprawialo czlowie- 
kowi raczej cierpienie. Cieplo ludzkie nazywali z pogard'l »krowinl cieplem<<... To 
cieplo nie nadawalo in1 sit; na nmterit;, z ktorej moina wykreowac teatr. Wit;c czy to, 
co mowisz, jest w ugole usi
alne? To bye moze jest osi'lgalne w poezji lirycznej. 
W ogole w poezji... 
KB.: Jest osi'lgalne w poezji, ale jest takZe osi
alne w rytuale. w obrzt;dach 
religijnych... Wierzt;, ze rowniez w teatrze." (JT, s. 177/178) 
"TR.: Ale wrocmy na polskiepodworko, niewielkie. Podwaliny pod wspolczesny 
teatr kladl Witkacy. 
KB.: Przed ninl Wyspiaitski.. 
TR.: I jakie masz elementy u Witkacego? Rowniez Mrozek nie jest dobroduszny, 
kochaj'lcy ludzi. Mowit; 0 jego tworczosci. Bo jako czlowiek jest moze szalenie do- 
broduszny. 
KB.: Jestprzemily. Ijestszyderc'l... 
TR.: Widzisz... u nmie byly te proby, byly elementy milosci, clepla... 
KB.: Wlasnie. I ja je tropilem. Ja je znajdowalem. 
TR.: Wit;c jakby byla ta tt;sknota... Ale jednak dominowalla w koitcu przez ciem- 
nose... Przez ciemne oblicze. Jakby tu jasne oblicze nie chcialo sit; odslonic. Bye 
moze znalazlbys to u Stachury?" (JT, s. 179) 


.JfZ)'k przesmiewczy a sacrum 
,Nnie zrozUlllianu fIe i upacznie. M6wiono, ze jestenl wrogiem pi
kna. sztuki, 
kultury srOdziemnomorskiej... Nie. Ja uwaialem. ze koitczyla sit; epoka pit;kna bez 
sacrunl. Poezja bez sacrunl stawala sit; igraszk'l i karykatur'l. Dlatego mowilem 0 Wit- 
kiewiczu i Gombrowiczu, ze byli »przedrzeiniaczanli pit;kna«. Wysmiewali sit; z po- 
ezji, wysmiewali sit; z poetow. Ich jt;zyk, nie w dziemrikach czy esejach, ale w ich 
dzielach literackich, byljt;zykiem przesmiewczym, byl parodi>}. [...j To bylo tu poka- 
zywanie jt;zyka, przeSmiewanie, wybrzydzanie, parodie dawnych stylow... Z tego nie 
moglo powstac nowe pit;kno. Godne. Nie moglo zaj'lc miejsca dawnego pit;kna. Daw- 
nego sacrunl. To moglo bye tylko etapem destrukcji, ubozenia." (JT, s. 106) 
"Wrocmy do Gombrowicza. Zasadnicza sprawa byla taka: nmie sit; wydawalo, ze 
nowego sacrunl nie wyrazi sit;jt;zykiem tylko przesmiewczym. wybrzydzaj'lcym, pa- 
rodystycznym, ktory jest domen'l sztuk i powieSci Gombrowicza. a takze sztuk Witka- 
cego (prozy juz w nmiejszym stopniu). [... j Ten jt;zyk bylza slaby, aby stworzyc nowe 
sacrunl. Tanlten etap sit; skoitczyl Krytyka - wl'lcznie z Sandauerem, a nawet Bloit- 
skinl - tego nie zauwaiyla. Nie zauwaiyla, w ktorym miejscu dzialanie Witkiewicza 
i Gombrowicza sit; skoitczylo. 
KB.: I stalo sit; bezplodne. 
TR.: Stalo sit; bezplodne." (JT, s. 107)
		

/td_Page_123_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


123 


Potrzeba nowego sacrum po wojnie 
"Czy jt;zyk Witkiewicza i Gombrowicza byl zdomy rzeczywiscie udZwigll'lC to, co 
trzeba bylo wyrazic zaraz po wojnie." (JT, s. 108) 
,
W moim wierszu z roku 1955, w 
1ulecie Snlierci Mickiewicza, w wierszu, ktory 
nm szeSc linijek, pod tytulem Chleb, ja piszt; 0 zywIeniu SIt; poezj'l MickiewlCza jak 
chlebem. 0 kamlieniu sit;. W tym byl jakis progranl. Przesmiewcza rola literatury jest 
tez waina. Wyst<;puje zreszt'l i u nmie. Zwlaszcza w komediach, i to silnie. Ale kpina 
jest tam tylko jednym z elementow. To nie jest substancja, z ktorej mogloby sit; naro- 
dzic nowe sacrunl. Wit;c zegnajmy dwoch genialliych likwidatorow. klaniajmy sit; inl. 
ale nie szukajmy u nich ZrOdel odnowy!" (JT, s. 109/110) 


Odrzucenie "kosciola mi
zyludzkiego" 
,,K.B.: A czy daloby sit; to nowe sacrunl jakos blizej okreslic? Tradycyjne rozu- 
mienie l'lczylo sacrunl z wiar'l, z postaw'lreligijn'l. Przeiywanie sacrunl bylo uczest- 
nictwem w swi<;tosci Boga. Czy sacrunl, 0 ktorym ty mowisz, byloby uczesmictwem 
w swi
osci czlowieka? 
T.R.: Swi<;tosc czlowieka? Nie. To byloby blt;dne. Zreszt'l to wlasnie masz u Gom- 
browicza. w Sillbie... Kosciol »mit;dzyludzki«, czy cos takiego..." (JT, s. nO) 


Beckett - "nowa synteza sacrum" 
,,Beckett ma w sobie pewne elementy tego, 0 czym my mowinlY. Po destrukcji 
Witkiewicza i Gombrowicza on daje probt;jakiejs nowej syntezy sacrunl. I nie przez 
jt;zyk przeSmiewczy. Przewagt; dala mu jego powaga." (JT, s. 113) 


"Co kielkuje na popiolach / Samuela Becketta?" 
Te uwagi wprost narzucaj'l skojarzenie z pocZ'ltkiem wierszaAfilosc do POpi01611', 
napisanego w r. 1982. Zawiera on m. in. taki opis teatru Becketta: 


"zelazna dyscyplina 
policzony kaZdy ruch 
w czasie i przestrzeni 
kaZde skrzypni
cie desek 
kaZdy oddech na scenie 
i na widoVi'J1i 
kaZdy wlos na gloW1e U 


Beckett - "prawdziwy glodomor" czy "falszywy"? 
"T-R.: Nanrnoiylo sit; falszywych glodomorow. 
K.B.: A kogo uwaialbys za prawdziwego glodomora? 
T.R.: Moze Sanmel Beckett byl prawdziwym glodomorem. Ale przyj'll nagrodt; 
Nobla. I w ten sposob stal sit; falszywym glodomorem. Wielu jest rakich, ktorzy uwa- 
zaj'l sit; za prawdziwych glodomorow. Ale w momencie pokusy, proby, ulegaj'l... Moze 
prawdziwi artysci glodu nalez'l do przeszlosci? Do dawnej kultury? Do dawnych sfer 
wrazliwosci? Bo prawdziwy gludomor nie poddaje sit;. Nie obchudzi go nic poza jego
		

/td_Page_124_0001.djvu

			124 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


glodem. Rozunliesz, co manl namysli? Joyce, Artaud, tak, oni byli prawdziwymi glo- 
domoranu. Nie obchodzilo ich nic poza dzielem... Ten jakis widowiskowy aspekt dzi- 
siejszego »glodowania« czyni je podejrzanym. Moj glodomor nie jest pustelnikiem, 
nmichem, nie zanlyka sit; w medytacji. Przeciwnie, jego akt ma znaczenie tylko jako 
akt publiczny. Ale popatrz, co stalo sit; z Zyciem? Jak zmienily to Zycie mass media. 
Jak latwo jest dzis uwierzyc falszywemu glodomorowi, ktory b
ie unliejt;mie nmni- 
pulowal obrazem... Albo odrzucic prawdziwego glodomora, ktory nie zrobil sobie 
odpowiedniej reklamy. Ta widowiskuwosc wspolczesnej kultury, a nawet wiary, nie- 
momosc zan1knit;cia sit; w prywatnosci. w sobie. odbiera aktowi »glodomora« jego 
godnosc i znaczenie." (JT, s. 153/154) 


o amerykanskim odtworcy roli Glodomora 
"TR.: To byl najlepszy Glodomor, jakiego widzialem. Bardzo glt;boko zanurzony 
w sztuce. I bardzo wyrazisty. 
K.B.: Victor [Talnmdge] potraktowal tt; rolt; bardzo serio. Prowadzil sanl studia 
nad glodem i w czasie prob poddal sit; dlugiej, rzeczywistej glodowce. Przez dwie 
i pol godziny spektaklu, pu ukulo gudzinnym przygotowaniu (przeprowadzal specjal- 
ne cwiczenia). byl w stanie transu. ogronrnej koncentracji. wibrowal w jakiejs niezwy- 
klej czt;stotliwosci fa] przekazywanych zarowno partnerom jak i publicznosci. Byl 
zarazem swiadomym »perfomlerem«, artyst'l wyst<;puj'lcym publicznie,jak i czlowie- 
kiem skupionym bez reszty na swoinl wlasnym jedynym, pochlaniaj'lcym go zaintere- 
SOWmllU, przezyciu. Byl zarazem ascetyczny, jak i ekspresyjny, enlallowala z niego 
pott;ma duchowa energia. To naprawdt; wielka rola. [...] Rolt; Autora, zannast ciebie... 
gral ciekawie Stanislaw Brejdygant - skupiony, wrazliwy. Bylo jeszcze duzo innych 
dobrych rol. 
TR.: Mnie jeszcze szczegolnie uderzyla Zona Impresaria. To tez byla wielka sce- 
na - jej z Glodomorem. Tu wlasnie, to jakies wychylenie sit;... poza slowa. Scena 
oparta 0 slowo, jednak to, co sit; w niej dzieje pomi
 ninli, jest waZaiejsze, osi'lga 
jakis wit;kszy wymiar, uogolnienia... 
K.B.: Zont; Impresaria grala Adela Leas, aktorka z Buffalo, istomie znakomita. 
L'lczyla realizm i doslownosc p04dania z uogomieniem i poetyckooci'l. »Mowi noc 
glt;boka«. Mowit; do clebie zarowno ja, jak noc. Mowit; do ciebie ja - kobieta 1 ja - 
natura. .. 
TR.: I publicznosc reagowala dobrze." (JT, s. 157/158) 


Siadami Kalki 
Zapis w Kartkach 1I')'dartrch 
 n d::iennika gli1l'ickiego n: 
,,3 strcnia 1958 r. 
Jestem w Pradze. Dom na ulicy »U Radnice« ill 5. 
Wtym domu urodzil sit; Franz Kafka." (p3, s. 331)
		

/td_Page_125_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


125 


".Jestem falsZ)'W)'Ill Hungerkiinstlerem" 
,,16marca 1958 r. 
L...] Czytalem Ein Hllngerkiinstler. Jestem z tej sanlej rodziny co Hungerkiinstler. 
Nie powinienem miee wit;c do nikogo zalu ani pretensji... Tymczasem... widocznie 
jestem sztucznym Hungerkiinstlerem, produktem literackinl... jestem falszywym Hun- 
gerkiinstlerem - ale tym gorzej dla nmie, bo muszt; przy tym znosic to wszystko, co 
znosil ten prawdziwy. Byl wit;c w lepszej sytuacji?" (p3, s. 334) 


Czego sil' uczyc od Kalki? 
"J:! maja 1958 r. 
L...] Od Kafki nie chct; sit; uczyc stylu, nie chct; brae pomyslow - to nie jest mi 
potrzebne, zbyt malo wlasnych rzeczy wykonalem, aby brae wzory od innych. Od 
Kafki moZna (i trzeba) nauczyc sit; skronmooci w stusunku do siebie, bezkompromi- 
sowosci w sprawach pracy literackiej, pokory, clerpliwosci L...]" (P3, s. 337) 


"Nie ma jednej interpretacji" 
,,K.B.: [...] Jeden z dziennikarzy zapytal cit;, jak ty sanl interpretujesz Odejscie 
Glodomora... 
T.R.: Nie ma jednej interpretacji. Nie ma w ogole czegos takiego jak jedna. po- 
prawna interpretacja jakiejs sztuki, obrazu... 
K.B.: ...przedstawienia teatralnego... 
T.R.: ...dla nillle. jako autora. kaMe rozunllenie. kaZda interpretacja jest dobra. 
ciekawa... moze bye tyle interpretacji, ilu widzOw na sali. Zeszlego roku, na przyklad, 
wydano w ChinachAfojq corecke i list do chiitskich czytemikow. Mialem infommcje, 
od tmnlaczki, ze ta ksiqika wywolala tanl oZywioll'l szerok'l dyskusjt;. Jej uczesmicy 
ponllnt;li jakby kilka istomych dla nmie spraw, ale wydobyli inne, niezmiernie cieka- 
we. Po prostu jeSli ktos chce rozunuee - to rozunlie. A jesli rozunue po swojemu. to 
dobrze." (JT, s. 155) 


Przeciw krytyce i Gombrowiczowi 
,,A powstalo wiele nieporozunlieit... Ale to juz wina tych naszych krytykonow 
i recenzentow, kt6rych, jak wiesz, ja na og61 nie cierpitt., poniewaZ 84 powierzchowni, 
s'l to efekciarze, niedoksztalceni, albo odwromie, zagubieni w swojej wlasnej erudycji 
jak Turczynka w szarawarach. Trac'l sensy. Jak zacZll'l gadac, gadac na przyklad 
o Gombrowiczu, przenosz'l gadanint; na plaszczyznt; niemal swi<;tej ksit;gi. Trzeba by 
sobie wreszcie powiedziee, ze Gombrowicz nie jest Dostojewskinl. DostoJewski po- 
kazywal duszt; czlowieka czy swojego narodu. A Gombrowicz pokazuje jt;zyk. JeSli 
nawet to genialnie robi... Przesmiewca rzadko duszt; pokazuje. Jest w tym robota din- 
belska oczywiocie." (JT. s. 64) 
,,K.B.: Operetka jest dla nmie inna. Zywa po prostu. Tanlte dwie, 11l'ona i Sillb - 
nadt;te, aIlachroniczne, nie inspiruj'lce ani intelektualnie, ani teatramie. Operetka jest 
przewrotna. inteligentna w sposob nie wymuszony, otwiera bardzo dalekie perspekty- 
wy, a takZe, posluguj'lc sit; - mi
y innymi - jt;zykiem muzyki, daje szanst; ustano-
		

/td_Page_126_0001.djvu

			126 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


wienia bardzo simego porozunlienia aktorow z widzanu. To sit; tak wyraZnie potwier- 
dzilo, gdy nasz'l Ope/Ptke gralismy za granic'l. Okazalo sit;, ze jest w ni'l wpisany 
uniwersalny jt;zykteatralny. Nie wyobraiam sobie natonllast wyraienia Sillbll czy l\l'on)' 
w tym uniwersalnym jt;zyku." (IT, s. 80) 


"Anty-Gombrowicz" 
"T-R.: Ty sit; glowisz... A tu ci nagle jakis Pimko wyskakuje z boku... Gombrowicz 
porobil jakieS zabiegi »genetyczne«. St'ld, gdy mowilismy 0 sprawie jt;zyka, to doszli- 
smy do tego. ze jt;zyk przestal bye zdomy do wyraZania tego. czego my teraz szukanlY. 
Gombrowicz doprowadzil do uswiadomienia pewnych ,miemozliwosci«. Dlatego moze 
ty si<;gasz do nmie, ale si<;gn'lles tez kiedys do Stachury, ktory byl calkowicie odlegly 
od Gombrowicza. Gombrowicz siedzial w kawiami, na gieldzie, czy tez w salonie... 
Stachura po prosm szedL. Przed siebie... Wit;c ty nie bez przyczyny si<;gn'lleS po 
niego. Aby sit; uwomic od literatury, nawet dobrej, ale literackiej, ze sit; tak wyraZt;. 
Stachura byl gorszym pisarzem od Gombrowicza, miejscanu ocieral sit; 0 grafonm- 
nit;... Ale to on dotknql »absolutu« nie Gombrowicz... 
K.B.: Mnie zawsze interesowalo poszerzenie granic teatru, udchudzenie ud tego, 
co juz sprawdzone. otwieranie okien teatru... Stachura dawal nadziejt; na dotknit;cie 
rzeczywistosci, wiatru... 
T-R.: A u Gombrowicza byla rzeczywistosc preparowana, obrabiana przez jego 
wieik'l inteligencjt;, przepuszczana. nicowana. genetycznie uszkadzana. Gombrowicz 
wiedzial, ze nie da sit; podtrzymac rzeczywistusci takiej, jaka byla - np. »sanacyj- 
nej<<... Oczywiscie, widzial to w inny sposob, na innej plaszczyhtie Kaden, takze Do- 
l<;ga-Mostowicz. I inni. Ale Gombrowicz wszedl w geny jt;zyka. obrazowania, sklad- 
ni. To sit; jeszcze nie stalo z jt;zykiem u Witkacego. Dlatego powtarzanl, ze jednym 
zpodstawuwych warunkow odnowy literatury jest przezwycit;zenie Gombrowicza. To 
sit; naszym krytykom jeszcze nie sm. 
K.B.: Znakomicie rozunlie GombrowiczaAndrzej Falkiewicz. On w swojej ksi.,z- 
ce wszedl w niego, wszedl w jego skort;, w jego mozg, do srodka. AnalizaFalkiewicza 
jest niew'ltpliwie odkrywcza i fascynuj'lca, choc tak bardzo osobista i inteligenma, ze 
aZ czasem hermetyczna... 
T.R.: Ja nanlawIaiem Andrzeja Kijowskiego, swietny unlysl, przed dwudziestu 
prawie laty, gdy pracowal w »Tworczooci«, mowilem: »Panie Andrzeju, >Anty-Gom- 
browicza< pan tylko moze w tej chwili napisac!« I wiesz, po smierci Kijowskiego 
Maci
 bodaj... napisal taki szkic, w ktorym upowiada, ze byla jakas dziwna historia, 
bo »Tworczosc« przez wiele miesi
y zapowiadala pract; Kijowskiego. ktora sit; nigdy 
nie ukazala. Mialo sit; to nazywac »Anty-Gombrowicz«. Nie pisalem na ten tenmt 
wyjasnienia, ale to bylo to wlasnie. Ja Kijowskiego na to nanmwialem. Z mlodych 
krytykow on byl czlowiekiem, ktory mogl »napocZ'lc« Gombrowicza." (JT, s. 162/ 
163)
		

/td_Page_127_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


127 


Teatr inscenizacji - dominacja scenografii, dekoracji 
,,K.B.: [...] Z pierwszej refomlY teatru najszerzej, najpowszechniej oddzialywali 
zostal zaakceptowany tak zwany teatr inscenizacji. Teatr bogaty, obfity, posluguj'lcy 
sit; romorodnymi elementanu, plastyk'l teatr
. zmiellilym swiatlem..." (JT, s. 91) 
"T-R.: Zwroc uwagt; na taki moj szkic Gqbka i kamien, gdzie ja mowilem 0 pew- 
nych niebezpieczeitstwach tego teatru inscenizacji, teatru monumentaffiego, widowi- 
skowego. Jego istot'l w pewnym okresie zacz<;l:y bye dekoracje, scenografia, ale, wiesz, 
jakie nioslo to z sob'l niebezpieczeitstwa... [...] Zacz<;lo tu przybierac fomlY, ktore 
grozily zwyrodnieniem." (JT. s. 93) 
"T-R.: Nasz teatr mial sit; zanuenic w jaklls wielk'l opert; narodow'l... 
KB.: I prowadzilo to do myslowego banalizowania teatru, do trywializowania 
artystycznego... 
T.R.: I przeceniania przez dlugi czas scenografii. Jak gdyby pruporcje zostaly za- 
chwiane. A poniewaZ zdarzylo sit; w scenografii kilka wielkich indywidualliosci, bez 
w'ltpienia, i to w tradycjach idllcych od Pronaszkow, Daszewskiego, poprzez Kosm- 
skiego... 
KB.: Wi<;c prawdopudubnie to bylu tym gromiejsze. 
T.R.: Byla tak wielka dominacja, powiem wrt;cz, dekoracji. To co ja wtedy mowi- 
lem, zostalo w ogole skwltowane - absolumym milczeniem. Zacz'llem widzie6 prze- 
rosty... Jako czlowiek, ktory ma w sobie zawsze ten element protesm przeciwko uci- 
skowi... dekoracji, musialem to powiedziee. Wl'lczyly sit;jakieS czujniki; jest za duzo, 
za duzo dekoracji. Plakat jest za dobry i przestaje bye plakatem. Staje sit; takinl dzie- 
lem sztuki, ze jest nieczytemy. Czyli wyrodnieje. Na takie "wypaczenia i blt;dy" za- 
wsze sit;jakies dzwonki we nmie odzywaly. Staralem sit; alamlOwac. PrzewaZnie nie 
bylo odzewu. 
KB.: Wracaj'lc do teatru inscenizacji. Slusznie powiedziales. takinl skrotem my- 
slowym, ze to bylo gdzies pomit;dzy cyrkiem a misteriunl. [...] Ja bym powiedzial, ze 
oba te elementy byly fundanlentanu teatru inscenizacji. Jego glt;bokie :hodla i cele 
byly misteryjne. Natomiast jego ewolucja, zwlaszcza w ujt;ciach epigonow, prowadzi- 
la do cyrku. (Nawet doslownie. S'l na to przyklady.) [...] Nic dziwnego, ze teatr insce- 
nizacji musial definitywnie wyczerpac swe moce. Jego doswiadczenie przej<;la panto- 
nrinm. musical. Teatr inscenizacji odszedl w przeszlosc historii teatru. Po pierwszej 
refomlie nast'lPila druga." (IT, s. 93/4) 


Sztnki plastyczne jako zrodlo inspiracji tworczosci R. 
,,K.B.: Ja cit; chcialemjeszcze pytac 0 inspiracje plYll'lce z nmlarstwa. 
T.R.: To jest olbrzynu obszar w moinl Zyciu. I w mojej tworczosci takZe. Ja, wiesz, 
Kazinuerzu, pol Zycia swiadomego, pol Zycia pisarza spt;dzilem w muzeach sztuki." 
(JT. s. 118) 
"To byly »moje uniwersytety«. To, czego mi nie daly studia na »Ujocie«, i to, czego 
nie mogl mi dac profesor Kopera czy Bochnak, czy Mole, bo nie byli w stanie mi tego 
dac, to daly mi te muzea i te obrazy. Ale rowniez przesiadywanie, juz nie gOdzinanli, ale 
dniami i nocanu w pracowniach naszych najwybimiejszych nmlarzy. To nie bylo tylko
		

/td_Page_128_0001.djvu

			128 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


ogi'ldanie ich obrazOw, ale zasYPlanie i budzenie sit; w ich pracowniach, to bylo sledze- 
nie narodzin obrazu od pOCZ'ltku... To byly dlugie rozmowy... [...] To byli blzie, z kto- 
rynu ja bylem duzo blizej niz z moimi rowieSnikanu literatanu." (JT, s. 119) 
,,K.B.: A jakinu druganli to wchudzilu w twoi'l puezjt;, w twoj'l dranmturgit;? Ty 
przeciez czt;sto piszesz tylko obraz. W dranmtach . to nie S'l »didaskalia«. to s'lobra- 
zy, wyobraZenia. to S'l zapisy, jak ty widzisz pewne akcje. osoby. przednuoty. Cz<;sto 
to jest wlasnie bardzo malarskie, jak nmlarstwo zroinych epok i stylow..." (JT, s. 120) 


"Malarstwo przyci'lga mnie z sil'l magiczn'l, rosn'lc'l z latami." (KarlAi 11')' 
darte
 "d::iennika gli1l'icAiego" -P3, s. 325) 


Wrailiwosc Rozewicza jest bardziej plastyczna niz pojl'ciowa 
"TR.: Tak. Wrazliwosc plastyczna. Bardziej plastyczna niz pojt;ciowa. Bardziej 
sensuaIDa. Byla to sztuka. ktorej moglem dolkn'lc. obj'lc, jak w wypadku rzezby. po- 
czuc sit; W jakinlS wn<;trzu, jak w wypadku swi'ltyni [.. T (IT, s. 121) 
Halina Filipowicz pisze 0 "wizuamym charakterze teatru ROZewicza" i przytacza 
opinit; Petera Brooka, z ktor'l, jak twierdzi, zgodzilby sit; nasz dranmturg: ,,nmsinly 
przeiyc okres przesytu obrazanu, by na nowo wylonila sit; potrzeba jt;zyka [...], bo 
przeciez, jak sit; zdaje, dzisiejsi pisarze nie potrafi'll'lczyc w slowach poj<;c i obrazow 
- z sil'l epoki elZbietaitskiej,,64. 


Druga reforma teatralna 
,,K.B.: [...] Druga refomla podj<;la ten. bardzo intensywnie obecny juz w dziele 
Appii i pracy Osterwy w'ltek misteryjny i w'ltek wspomotowy. To znaczy, mowi'lc 
o tym inaczej, w'ltek teatru podejmuj'lcego wielkie problemy i zadania duchowe, 
i teatru akcentuj'lcego wartosci ludzkie w przeciwstawieniu do estetycznych. A wit;c 
stawiano przed teatrem zadania typu spolecznego i religijnego, zadania uduchawiania 
ludzi, Ulllora1niania... 
TR.: Umoralniali i Racine, i Moliere... 
K.B.: Prawda. Bye moze, ze tu jest w rezultacie jedno z podstawowych ZrOdel 
i podstawowy obowi'lzek teatru. Zawsze oscyluj'lcego pomit;dzy etyk'l a estetyk'l. ale 
w swoich najlepszych dokonaniach integruj'lcego je obie:' (JT, s. 95) 


"Teatr wspolnoty" Brauna 
"Widzisz, w teatrze XX wieku, zwlaszcza za spraw'lAppii i Osterwy (ale i innych) 
zostaru bardzo wyrainie ujawniona, odkryta na nowo bardzo stara, podstawowa ener- 
gin teatrahm, jakll jest bezposrednie porozunuenie sit;, komunikowanie aktora z wi- 
dzem. Z udrzuceniem teatralnuoci, sztafazu, dekuracji... 
TR.: Tekstu! 
K.B.: Cz<;sciowo i tekstu:' (IT. s. 80) 
,,K.B.: [...] To bylo u Osterwy, bylo u Grotowskiego. To dla nmie sanlego jest 
fundanlent pracy i widzenia teatru. Ja swoj teatr, jak wiesz, nazywanl »teatrem wspol- 
noty«." (IT, s. 81) 


64 LaboJ"lllOriu11l {01711 nieC::YSl)'ch, s. 42.
		

/td_Page_129_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


129 


o teatrze Grotowskiego i jego pozmejszych eksperymentach mowi'l bardzo kry- 
tycznie, choc z zahamowanianu i przemilczenianli, ktore podkreSla Braun - R. stawia 
nawet pytanie: "Czy to moglo ci trocht; przypominac praktyki Towiaitskiego? 
K.B.: To trudno kojarzyc..." (IT, s. 82 - s. 51) 


Kompleks przemilczanego prekursorstwa 
"T-R.: Irielopole, Irielopole bylo dwadzieScia lat po Kartotece. Nie wynika st'ld, ze 
ja wnosz<; jakieS pretensje. Ja bardzo Kanotra cenit;, ale w takinl »sredninl« kraju jak 
Polska. mi
 Om.. i Wisl'l trzeba jednak wiedziec. co kto kiedy zrobil." (IT, s. 65) 
Nieco dalej mowi 0 zagadnieniu, "ktore probowal podejmowac Gombrowicz 
w swoich dziennikach, a ja je rozwiqzalem wczeSniej w poezji." (s. 66) 
o tym kompleksie swiadczy bez w'ltpienia takze wypowiedZ 0 Pr::yroscie natural- 
n.1111 (s. 55) iPoemacie dla doroslych WaZyka (s. 16). 
Nie jest woma od owego kompleksu i Kartoteka - wystarczy przytoczyc napo- 
nmienia Choru Starcow kierowane do Bohatera, a daj'lce do zrozunlienia. ze sztuka. 
w ktorej on po prosm leZy w 10Zku, jest eksperymentem dalej posuni<;tym niz awan- 
garduwy teatr Becketta, bo gru4cym wrt;cz unicestwieniem teatru. 
o prekursorstwie Rozewicza trzeba mowic jednak bez cienia ironii. Np. obecna 
inwazja nagosci w teatrze ma w ninl niew'ltpliwego prekursora - wystarczy wspo- 
nmiec skandal wywolany niegdys inscenizacjanu Bialego mal::ellstll'a. W czesmej byla 
wprawdzie naga Albertynka w OpelPtce, ale ta nagose zostala potraktowana w teatrze 
dose umownie. Prekursorem byl rowniez w sztuce Do piachll, wprowadzaj'lc wulgary- 
zmy do dialogow na skalt; wczeSrtieJ nieznall'l w pOISkinl teatrze i posuwaj'lc natura- 
lizm niektorych scen do skrajnej brutalliosci. 
Rozewicz zreszt'l zdaje sobie sprawt;, ze zbyt czt;sto powtarza to swoje: ,ja bylem 
pierwszy". Np. wsponrinaj'lc ruzwaiania 0 teatrze z AA-tu pr
eIJ"'anego, w ktorych 
podkreSlalobecnose komizmu w sztukach Becketta, dodaje: ..Muszt; mtaj. jak stary 
Irzykowski, powiedziec sobie komplement: »ja bylem pierwszy«." (JT, s. 100) Na- 
st<;pny przyklad: 
"T-R.: Tak, to jest waZrte, kluczowe. To moje wyp
e »pit;kna«. [...] Podobne 
rzeczy spotkalem w dziewi<;c lat po:htiej na Zachodzie. w esejach Caillois. I...] Nie 
chct; stale mowic jak Irzykowski: »ja pierwszy,ja pierwszy«. Ale rzeczywiscie to bylo 
dziewit;c lat wCzeSniej. Nie zrozunliano tego." (JT, s. 109) 
o dziewi<;c lat wyprzedzil Caillois, a z kolei fascynacje naszej krytyki Witkacym 
o szesnaScie czy dwadzieScia lat: "Ja w koitcu tego Witkiewicza, wiesz, juz w czter- 
dziestym pi'ltym roku dobrze przestudiowalem. Kupilem sobie part;jego rzeczy jesz- 
cze w lipcu czy sierpniu w ruiaach Warszawy, na ulicy. Przyjechalem tam, zeby sit; 
ujawnic jako Zolnierz Amui Krajowej. I czytalem Witkacego. Flaszen i Bloitski jesz- 
cze wtedy w krotkich majtkach grali w palanta po podworkach. Tak ze Witkacowskie 
rewelacje lat szesedziesi'ltych nie byly dla nmie iadnym objawieniem. Byly spo:htio- 
ne 0 szesnascie czy dwadzieScia lat." (JT, s. 107) 
Parokrotnie zarzuca wtomosc Gombrowiczowi, np. m6wi
c 0 j
zyku przeSnliew- 
czynl: "Witkiewicz zacz1l1 go stosowac dwadzieScia lat przed Gombrowiczem, co
		

/td_Page_130_0001.djvu

			130 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Gombrowiczowi nie chcialo przejsc przez gardlo." (IT, s. 106) Albo: "Nanl nie womo 
znow wychodzic od Ferdydllrke i bajac i robic mlodym jajecznict; w glowie. Oczywi- 
ocie atak Gombrowicza na Sienkiewicza jest sluszny. Ale Sienkiewicza to juz atako- 
wal Prus. Duzo glt;biej i ciekawiej. Zaraz po ukazaniu sit; glownych dziel Sienkiewi- 
cza. Wit;c jaka to rewelacja?" (IT, s. 108) 


"to ja pierwSZ}T" 
Trudnu oprzeC sit; natr<;tnemu skujarzeniu cytowanych wyzej wypowiedzi autora 
z fragmentem monologu Sitki ze sztuki Na c
l'Orakach: ..to ja pierwszy w tonriku 
»KAKA FONIE« w styczniu 1924 roku na wieczorku w Lumi powiedzialem to zda- 
nie, ktore on tylko rozwm..l panut;tam jak dzis swiadkiem Ptys to ja kladlem podwali- 
ny..." (T 2, s. 98) 
Sprawa jest jednak zbyt powaZna. zeby skwituwac j'l ironicznym stwierdzeniem, 
iz autor sanl wpisal sit; poniek'ld w groteskow'l sytuacjt; z wlasnej sztuki. Dla awan- 
gardowego tworcy owo "to ja pierwszy" nm fundanlentame znaczenie, najdoslowmej 
decyduj'lce 0 jego ismieniu - jako tworcy awangardowego wlaSnie. Dlatego Rozewicz 
- zapewne swiadom, ze ociera sitt. czasem 0 komizm rodem ze swojego teatru skaza- 
ny jest na powtarzanie: "to ja pierwszy". 
Oczywiscie, ma racjt; Halina Filipowicz pisZ'lc: "Rozewicz bylby moze postaci'l 
bardziej lubinn'l. gdyby w oficjalnych wywiadach nie mowil tyle 0 oryginamosci 
i wadze swojej tworczooci i nie wyraial sit; 0 wlelu swoich kolegach z ledwie skrywa- 
nym lekcewaieniem."65 0 ilez bardziej komfortowa jest np. sytuacja MroZka, ktory 
wybral inn'l strategit; pisarsk'l. najlapidarniej okresloll'l przez niego sanlego: "Najle- 
piej podpatrzec i rozwm.. c . ,,66 
Czasem to natrt;me przypominanie dat publikacji wlasnych utworow. ktore do za- 
granicznego czytelnika przebijaly sit; z trudem i nierzadko dopiero po uplywie dzie- 
sit;cioleci, nabiera patetycznego wymiaru walki 0 uwagt; wspo1czesnego swiata, ktory 
niecht;mie zadaje sobie trud sluchania tego, co mowi'lpoeci posluguj'lcy sit;jt;zykanu 
peryferyjnymi i egzotycznymi. Talq walkt; przez cale Zycie prowadzil takze Witold 
Gombrowicz. W poenmcie Francis Bacon cyli Diego Velti
qlle
 na fotelll dentrstrc- 
nJ7ll zwraca sit( Rozewicz do swego Uunmcza, Adanla Czemiawskiego: 


"powiedz rnu ze debmtowalem Niepokoje11l 
wrol-u 1947 


pisalem: ro.:Dwe Mealy 
P0C11'iw1011'ane 
wiszq w jatkach (.J 


W rol-u 1956 pIsalem: 


jes=c=e oclclychajqce mif-so 
wypelnione krwiq 


65 LaboJ"Cltoriu11lj0J711 niec::ystych, s. 9. 
66 JanBlonsla, Slawonm l\.lrozekLisl1'1963-1996, Krakow 2004, s. 176.
		

/td_Page_131_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


131 


jest po::ywieniem 
tych j01711 doskonalych 


zbiegajq sif; tak sze::elnie nad zdobye=q 
ze nawel mile::ellie nie pr=enika 
na zeH'nqtr:: LJ 


the breathing meat 
filleclwith blood 
is still the food 
for these peJ1ect 1017118 


aba] w
drowaliSmy 
przez »Zleml
]alow:t«" 


A poprzedza ten fragment nast<;puj'lce uzasadnienie prosby: 


"przeciez ja Adanne 
nie rnog
powiedziec 
Baconowi 
On nie zna j
zyka polskiego 
ja nie znam angielskiego" 


Minlu tu probuje nawi'lzac ruzmuwt;, cu jest usilowaniem pudwojnie absurdal- 
nym. bo w dodatku ewidentnie nawiqzuj'lcym do syluacji ze znanego porzekadla . 
poeta ogi'lda bowiem dokunlentamy fiffil telewizyjny 0 malarstwie Francisa Bacona. 
krory sanl interpretuje wlasne dziela: 


"Bacon rozmawial z Davidem Sylvestrem 
i nie zwracal na nmie uwagi 


cheialern go sprowokowac 
[n] 
Bacon udawal ze nie slyszy" 


Wobec oczywistego fiaska prob porozunuema bezposredniego, pozostaje zdac sit; 
na poSrednika: 


"powiedz rnu Adamle 
powiedz rnu 
pros
 »po angielsku(
 
ze dla nmie zarnkni
te usta 
sllnajpi
kniejszym krajobrazem" 


Tu juz zaczyna sit; polenrika (estetyczna i moze nawet etyczna) z malarzem, dla 
krorego najpit;kniejszym krajobrazem Gak z obraww Moneta) byly usta rozwarte 
w krzyku. Bacon najwyrainiej slyszal ten krzyk, bo omawiaj'lc jeden ze swoich obra- 
zow powiedzial. ze krzyk nie jest tu dose dZwit;czny. 
Warto jeszcze zwrocic uwagt; na cudzyslow, ktory odsyla najwyraZniej do innych 
znaczeit wyraienia przyinlkowego "po angielsku", wyst<;puj'lcego np. w powiedzeniu: 
"wyjsc po angielsku", tzn. dyskretnie, niepostrzezenie. A wit;c poeta podejmuje dys-
		

/td_Page_132_0001.djvu

			132 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


kretnlb zakanmflowall'lpolenrikt; z nmlarzem, wobec kt6rego odczuwa chyba pewien 
kompleks, bo nie maze rou powiedziee "to ja pierwszy"; mowi raczej ,ja takZe": 


"i powiedz rnu jeszcze 
ze Franz Kafka bal si
 otwartych 
ust i z
b6w pelnych rni
sa i z}otych koronek 
mniescilem to w sztuce Pulapka 
bOra byla grana w NorwIch" 


Swiadomosc wlasnego prekursorstwa 
W Kartkach 1I')'dart1'ch 
 "d::iennika gli\l'ickiego" przytacza slowa Staffa: ,'pan 
sanl nie wie... jest pan milowym slupem w poezji... zrobil pan now'l poezjt;..." (p3, s. 
327) 
,,[...] To, co robilem w poezji polskiej w latach 1945-1946, zostalo dopiero zuZyt- 
kowane w latach 1'155-1'157. Przed tym nie wiedziano, »0 co chodzi«. 
L...] Jesli chodzi 0 proz<;. to pewne rzeczy z N01l'ej s
kol)'filo
oficnej (przewte 
juz) moma bylo spotkac... Tego opowiadania nie zauwazono. Nikt pisz'lcy 0 pro- 
zie nie wymienia tego opowiadania. Powstalo ono przeciez przed Upadkiem Ca- 
musa i przed tym opowiadaniem Iwaszkiewicza, 0 ktorym tyle sit; mowi." (P3, 
s. 332) 
"Stworzylem now'l »poetykt;«, krorej zasadlljest to, ze jest otwarta. pozbawiona 
przepisow. Przyjmuje wszystko i wszystkich. Stworzylem jib aby znikn'lc. Ale kiedy 
zaczynanl znikac w dunlie. juz: anoninlowy... zloszcz
 si
 i wyzywanl. A przeciez 
powinienem odejsc w ciszy. Wiem 0 tym i bt;dt; sit; staral. Odzywa sit; we nmie pier- 
wome literackie poczucie wlasnosci... niestety." (p3, s. 333) 


Nieporozumienia z kr)'tyk'l 
"Nic nmie nie obcho	
			

/td_Page_133_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


133 


Szepty i krzyki 
Rozewicz nader rzadko wykorzysmje w swoinl teatrze krzyk jako srodek ekspre- 
sji. W rozmowie z Czeslawem Miloszem (w lipcu 1999 r.) mowil z niecht;ci'l 0 nad- 
uZywaniu krzyku w polskich teatrach, aktorskiej nadekspresji. Rozmowcy odwolali 
sit; nawet do Antoniego K<;piitskiego, krory uwaial histerit; za polsk'l cecht; narodow'l. 
Warto by zwrocic szczegoln'l uwagt; na te momenty w sztukach Rozewicza, 
w krorych rozbrznuewa krzyk. Np. w II cz. S1I'iadko1l' w poetycki monolog Kobiety 
autur wpisuje nast<;puj'lce wskazOwki dla wykonawczyni: glos kobiel)' p,.
echod::i 11' 
"7
'k; glos pr
echod::i 11' s
epr (T I. s. 192. 193). 


Beckett i Czechow 
,,JVIowienie na przyklad 0 prekursorstwie Witkacego wobec Becketta jest nonsen- 
sem po prostu. Ze wzglt;du na jt;zyk. Beckett jest duzu blizszy Czechowa. Jest - moinl 
zdaniem nowym wcieleniem Czechowa. Beckett to Czechow drugiej polowy XX 
wieku." (JT, s. 69170) 


Dramaturdzy poeci i dramaturdzy prozaicy 
Rozewicz: ..Szaniawski byl poet", A Ionesco na przyklad jest prozaikiem. Si<;ga- 
j'lC ku dranmtowi, nie wychodzil od poezji." (JT, s. 26) 
Kazinuerz Braun rowniez jt;zyk dranmtow Rozewicza wywodzi z poezji (JT, s.50). 


Ograniczenia srodkow "teatralnych" 
Od tej wlasnie kwestii zaczynaJ'l sit; Didaskalia i II\l'agi z Aktll pr
eIJ"'anego: 
,;Niestef)
 nie mo:=emy na scenie udml'odnic - pl'"0' pomocy srodkow "teatralnych" - 
::e d..-ie\I'c)'na 1I')je::d::a na 
ml's
e i::e 1I')je::d::a do A1I1elJ'ki Polnocnej." (T I, s. 387) 
Na kulejnych trzech stronach ai czterokrotnie autor rozpoczyna zdanie owym ,,nieste- 
ty", podkreslaj'lc ograniczenia, jakie stwarza scena teatrallia. Przy okazji fommluje 
ciekawe uwagi na temat ograniczonej uiytecznosci dialogu i monologu w funkcji eks- 
presywnej: ,,[Konstruktor] Bye 1I10::e la1l1ie sie 11' tel ch1l'ili albo nml'et 
ala1l1al, ale 
poka=ac tej 1t'alJ.--J 1t'ewnetl'Jlej nie mO=eJJlJ
 poniewa:= brak nam srodk01t' =ewnetr:::- 
nych. R6:=ne minJ
 gesf); a nawet oJi1:...-yJ.--J nie sq 11' »stanie« odmalml'ac cierpienia. 
Oc:::y1t'iscie mo:=na to ::alat1l'ic pr....-y pomocy dialogll, jest to jednak srodek wyjqtko1t'o 
1I'Itlgarnr i plaski. Leps
l'}est 1I10nolog." (T I, s. 388/389) 


Dramatycznosc i teatralnosc w rozumieniu Rozewicza 
W RO::1I101l'ie pomiescil ffik'l infomlacjt;: "Manl zacz
te cztery sztuki. Ale nic nie 
piszt;, przerwalem... Przeciez kaZda musi znalezc dla siebie odpowiedni'l dranmturgit;, 
szaty." (p3, s. 244) 
Trzeba postawic podstawowe pytanie: Jak Rozewicz rozunlie dranlatycznosc? Ja- 
kim zdarzeniom z zycia czlowieka sklonny jest przypisac cecht; dranmtycznosci? Po- 
tocznie jako dranmtyczne okreSla SIt; zdarzenia wyj'ltkowe, niecodzienne. Otoz Roze- 
wicz pojt;cie dranmtycznosci rozci'lga na calosc Zycia czlowieka we wszystkich jego 
codziennych i - wydawaloby sit; - banamych przejawach. Raczej m poszukuje praw-
		

/td_Page_134_0001.djvu

			134 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


dziwej dranmtycznosci czy prawdziwego dranlatyzmu, odnosz'lC sit; do tamtych, wy- 
j'ltkowych i niecodziellilych zdarzeit, z wyrain'l podejrzliwosci'b gdyz staly sit; one 
domen'l konwencjonamej teatralnosci. 
Warto w tym aspekcie jeszcze raz uwaZnie przeczytac Kartoteke, w zwi'lzku 
z ktOr'lpojawily sit; w recenzjach okreslenia: "antyteatr", "antydranmC i "antyboha- 
ter". Recenzenci mieli wyraine wyczucie konwencjonamej dranlatycznosci i teatral- 
nosci, kt6re w tej sztuce zostaly osmieszone i odrzucone. Ich rzecznikanli i reprezen- 
tantami S'l np. rudzice Bohatera, ktOrzy domagaj'l sit; ud niego rachunku sunuenia 
i akm skruchy. czy Olga z'ldaj'lca ni nmiej, ni wit;cej, tylko rachunku z calego jego 
Zycia - a wit;c donmgaj'l sit; gestow teatralnych, bo dranmtycznosc tego rodzaju prze- 
lomowych chwil w Zyciu czlowieka od dawna wyraia sit; w repertuarze znanych 
i powszechnie stosowanych gestow. Olga jestreprezentanlk'l konwencjonamej teatral- 
nosci i moglaby nawet wypowiedziec slowa: "o! Ja nieszcz<;sliwa!", ktore autur zdaje 
sit; uznawac za kwintesencjt; teatralnej sztucznosci (por. szkic Pr
est,.
en dla sloll'a - 
p,.
estr
en dla cl01l'ieka). 
Jak wczesniej oczyszczal Rozewicz poezjt; z konwencjonamej poetycznosci, tak- 
poczynaj'lc od Kartoteki - zacz'll uwamiac teatr ud balastu konwencjonamej teatral- 
nosci. Ale teatralnosc zostala juz gruntownie osmieszona chocby przez Witkacego; 
cale przedsit;wzit;cIe byloby wit;c jalowe, gdyby nie sluiylo nadrz<;dnemu celowi: od- 
kryciu nowych obszarow dranlatycznooci w Zyciu czlowieka. Prawdziwie dranmtycz- 
nym wydarzeniem stawala sit; obserwacja wlasnych poruszaj'lcych sit; palcow czy su- 
fim nad glow'lle4cego Bohatera, a nie spotkanie po 15. latach, staj'lce sit; okazj'l do 
,,rachunku z calego Zycia". 
Rzecz jasna, nie byl to wykoncypowany przy biurku eksperyment, ale podniesie- 
nie do godnosci sztuki (w tym wypadku teatralnej) nowego doswiadczenia czlowieka. 
wyniesionegu z wojellilych i powojellilych "czasOw pogardy". 


ZeSlizgiwanie sil' dramatu w komedil' 
To SfOffilulowanie znalazlo sitt. w ROJl101t'ie z P''"0"golmt'ania do 1t'iec=oru au/or 
skiego i odnosilo sit; do pierwszego doswiadczenia dranlatopisarskiego, czyli do Kar- 
toteki. Tymczasem zagadnienie jawi sit; czytemikowi jakby w odwromej perspekty- 
wie; to raczej sytuacje farsowe czy groteskowe, ktore stanowi'l w Kartotece punkt 
wyjscia (np. Sekretarka pod koldr'l- sytuacja jak z dowcipu rysunkowego), ulegaj'l 
sublinmcji nabieraj'lc akcentow dranlatycznych. Zreszt'l moze nalezaloby mowic 
o nieustannej uscy lacji, przechudzeniu od tonacji kumediowej czy nawet farsowej do 
tonu serio i z powrotem. 
Proces zeSlizgiwania SIt; dranmm w komedit; dokonuje SIt; przede WSZYStkinl na 
drodze zuiywania sit; konwencji teatralnych. Od tragedii antycznej az po dranlat miesz- 
c:z.aliski okrzyk: "o! janieszc
liwa!", kroremu w dranmcieXIX-wiecznynl niezmiennie 
tuwarzyszyla wskawwka w didaskaliach: ,
anosi sie placem", budzil co najnmiej 
wspolczucie widza. We wspolczesnym teatrze moze wywolac tylko salwt; smiechu. 
(T I, s. 454) Podobniejak egzaltowane: ,,KOChanl i nienawidzt;." (T 1, s. 202)
		

/td_Page_135_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


135 


Sposob W)'}lowiadania tekstu - intonacja 
Halina Filipowicz: "Tanl gdzie wypowiadane kwestie staj'l sit; zbyt nudne - dora- 
dz.a w Na c=:\t'orakach, Stare} kobiecie... i Bial)711 macellstwie - aktorzy powinni mo- 
wic bardzu szybko, zast<;puj'lc stopniowo dialog jego dzwit;kowym korelatem. W wie- 
lu sztukach aktorzy nmj'l wyglaszac swoje kwestie beznanu<;tnym glosem, ich intona- 
cja ma przyponllnac cas pomi
 przemowieniem a czytaniem, czasann zas musz4 
dotrzymywac kroku jt;zykowej wynalazczosci Rozewicza i rozkoszowac sit; nienml 
fizyczn'l konkremusci'l slow. ,,67 
W didaskaliach ze sztuki fJ'rs
edl 
 domll znajdujemy ffik'l wskaz6wkt;: ..Kobiera 
m611'i nie\I')'ra::nie. Potem d..-'1I'ieki pr
echod::q 11' slO1I'a." (T 1, s. 323) Brigitte Schult- 
ze i Herbert Mamschek, autorzy studiunlDramatr R6::e\I'ica 1I'pr
ekladach HemJ*a 
Bereski, pisz'l: ,,Praprenuera w 1965 r. w Teatrze Starym w Krakowie zastosowala sit; 
do wskazowek Autora, wywolui'lc u publicznooci irytacjt; - z pewuosci'l zanlierzo- 
nll.,,68 


"Rezyserowanie na papierze" i plany reZ}Tserowania Gral"
a 
Rozewicz myslal u reiyserowaniu i tu na dlugu przed probanli Kartoteki, krore 
prowadzil w r. 1992 na Scenie Kanleralnej Teatru Polskiego we Wroclawiu. W Karr- 
kach 1I')'darrrch 
 d::iennika wspomina kilkakrotnie 0 pracy nad adaptacj'l teatrain'l 
Graca Dostojewskiego (p3, s. 349, 351, 354, 363/4, 365/6). Zadajenp. pytania: "Kim 
jest m-lle Blanche? 1 co z adaptacj'lT' (s. 351). Rezygnuje: ,,A jednak nie bt;dt; robil 
tego Graca..." (s. 354) "Nie bt;dt; przerabial twojego opowiadania, Fiedin. powie- 
dzialem do siebie, dr<;czy nmie od dwudziestu lat, ajajestemjuz stary... (Notatka z 5 
sierpnia 1984 r. - s. 364) "Wit;c rezygnujt; - po tylu latach »podejsc« do tego teksm, 
chyba od dziesit;ciu lub pit;tnasm lat myslalem, a nawet »marzylem«, chcialem nawet 
sanl reiyserowac tt; sztukt; w teatrze... widzialem w roli Poliny aktorkt; z Bialego 
mal::ellstll'a. Chyba - z zalem. ale zrezygnujt;." (s. 354/5) I wraca do pomyslu: ..Poci'l- 
ga nmie praca nad Grac=em, cofanl sitt., to mow ruszanl, manl wieJ.lGt chtt.c to... reiyse- 
rowac?! Czytaj'lC tekst myslt; 0 aktorce, ktora moze zagrac Polint; (przy pisaniu moich 
sztuk nie myslt; 0 poszczegomych aktorach, rolach itp.)." (s. 365) 


o pracy nad Kartotekq 
,,30 marca 1958 r. 
[...J Od ralla czytalem gazety. Pohtiej pisalem sztukt; Kartoteka (skoitczylem 
1. akt). Ci
le nie nmm zaufania do siebie. Czasem mi sit; zdaje, ze robit; szmCZll'l 
sztukt; (nawet jesli mialaby zostac czytana wyl'lcznie przeze nmie) [...]. Kartoreka jest 
rozdarta. W fomlie, w treoci, we nmie." (Kartki 1I')'darte 
 "d::iennika gli\l'ickiego" . 
P3,s.334) 
o niecht;ci do ukoitczenia i opublikowania Kartoteki pisal18. wrzeSnia 1958 r. (s. 
339) 


67 LaboJ"Cltoriu11lf0J711 niec::ystych, s. 44. 
68 "Nasznauc::yciel lluleusz" Tculeusz RO=e11'ic:: iNiemc)', redakgaAndreas Lawaty, Marek Zybura, 
Krakow 2003, s. 131.
		

/td_Page_136_0001.djvu

			136 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


"Kazio z przedzialkiem" 
W Kartkach 1I')'dart1'ch 
 "d::iennika gli\l'ickiego" jest notatka. w ktorej pojawia 
sit; ,,Kazio z przedzialkiem" - to, oczywiscie, prototyp Palla z Przedzialkiem z Karto- 
teki (pomilimy jego nazwisko -latwe do odgadnit;cia): 
,,15marca 1958 r. 
[...] Marzec 1957 roku w Paryiu. Siedz<; z M., krory malzy w oczach. Ten dosko- 
naly poeta jest bliski placzu -lzy w dziecinnych niebieskich oczach. To 0 ninl napisal 
opowiadanie mt;czellllik socjalizmu, gladki Kazio z przedzialkiem na glowie, z prze- 
dzialkiem w... gladkiej prozie... St;dzia! St;dzia i oskarzony! »Zdrajca«. Teraz do 
M. lasz'l sit; nasze krajowe gnojki literackie, jak koty, kokoty... Zeby raz zwynuotowac 
naszymi »moralistami«." (p3, s. 333) 


"Czujt' sit' w tej chwili, jakbym mieszkal na ulicy" 
Notatka z 8 sierpnia 1958 r. (wtedy Kartoteka byla juz prawie gotowa): 
,,[...] PodwyZka komornego od I lipca. Boze, zeby oni juz sobie poszli. Glosy 
obcych ludzi w mieszkaniu - to jest zupelnie nieznosne. Rano byli z »adnlinistracji«. 
Ogl'ldali mieszkanie. Mierzyli. Czujt; sit; w tej chwili, jakbym mieszkal na ulicy albo 
w poczekaffii dworca kolejowego." (P3, s. 338) 
Myslt;, ze tkwi m bardzo istotna wskazOwka do interpretacji Kartoteki. Rozewicz 
odslonil swoje niezwykle wrailiwe poczucie prywamooci. Spot<;gowaly jepewnie jesz- 
cze kompleksy wojelllle. 


Gra konwencjami teatralnymi w Kartotece 
Cytowani juz Brigitte Schultze i Herbert Mamschek przytaczaj'l stwierdzenia So- 
phii Totzevej (Das theatrale Potential des dramatischen Textes), "ze w systenue ko- 
munikacyjnym dranlam i teatru stale naleiy uwzgl
iac trzy relacje binarne: (1) »pu- 
dwojny charakter«, tzn. fakt. ze tekst dranlatyczny obsluguje dwa procesy komunika- 
cyjne - monomedialll'llekturt; i polinledialll'l inscenizacjt;; (2) jednoczesny przebieg 
komunikacji wewnt;trznej i zewn<;trznej, tzn. wszystkich wewn<;trznych procesow ko- 
munikacyjnych w obrt;bie utworu oraz komunikacji mi
y gr'l sceniczn'l a widzanu; 
oraz (3) referencjt; tekstow dranlatycznych: z jednej strony do spontanicznego jt;zyka 
mowionego, z drugiej do literatury." ("Nas
 nallc)'ciel Tadells
", s. 132) Dalej poda- 
j'lprzyklady miejsc w dranlatach Rozewicza, "gdzie »podwojny charakter« zaznaczo- 
ny zostal metatekstualliie. W Kartotece na przyklad smiech Sekretarki »Ha, ha. hal« 
opatrzony jest dost<;pnym tylko dla czytelnika dopiskiem »tzn. smieje sit;«." (s. 133) 
Podobne gry zkonwencj'l uprawial. oczywiocie, Witkacy. Wystarczym wsponmiee 
chocby pocz'ltkow'l scent; S
e\l'c611', w ktorej Sajetan wielokromie powtarza swoje 
"Hej! Hej !", stanowi'lce parodit; mlodopolskiej stylizacji na ludowosc, a wprawiaj'lce 
w rozdraZnienie Czeladnika II: "Nie mowcie tak ci'lgle »hej«, bo nmie to dmzm."; 
"Jeszcze raz powiecie »hej«, a pojdem sobie od roboty precz. Nie nmcie pojt;cia, jak 
nmieto draZni.n; "Dobrze, zeScie nie rzekli }}hej« - a to ubilbynl was.,,69 


69 Stamslaw Ignacy Witlaewlcz, DrCl11laty, t. 2, Warszawa 1972, s. 513/514.
		

/td_Page_137_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


137 


Potem pojawia sit; Scurvy ze swoinl "Hehe", co juz przekracza granice wytrzynm- 
losci Czeladnika II: "A ten »hehe« znowu. Jeden »hej«, a drugi »hehe« - wytrzynmc 
nie moina." (s. 517) 


Konstrukcja Kartoteki - "dramaturgia otwarta"? 
Powstanie Kartoteki ro
r
lIconej sklonilo zapewne wielu czytelnikow do ponow- 
nego zastanowienia nad konstrukcj'l tamtej pierwszej Kartoteki. Jej nowa lektura 
w kontekscie Kartoteki ro
r
lIconej musiala ujawnic szczegome uporZ'ldkowanie, ktore 
uszlo niegdys uwadze czytelnikow powtarzaj'lcych za sanlym autorem oraz recenzen- 
tami, ze utwor me nm pocz'ltku ani koitca, ze zbudowany jest z wynllennych klockow 
itd. Tt; opinit; ugruntowala publikacja Odmian tekstll, czyli scen, krore nie weszly do 
ostatecznej redakcji Kartoteki (dziwne, ze na ogol nie zadawano sobie pytania: dla- 
czego nie weszly?). Kolejne inscenizacje rzeczywiscie przestawialy "klocki", uzupel- 
nialy tekst 0 poiniej opublikowane fragmenty, rozbudowywaly scent; czytania artyku- 
low prasowych, si<;gaj'lc po najswiezsze akmalnosci itp. Najdziwniejsze rzeczy dzialy 
sit; z Chorem Starcow, a z ninl chyba nalezalo obchodzic sit; szczegomie ostroinie, 
jako ze jest w utworze reprezentantem najbardziej szacuwnej teatralnej tradycji. Dla- 
tego warto moze jeszcze raz przejrzec Karroreke, zeby zobaczyc zarys dobrze znanej 
strukmry dranlatycznej przezieraj'lcy z "pieSni" ChOru Starcow. WyraZrui klanrrt; sta- 
nowi'l fragmenty Od)' do mlodosci recytowane mzpo wejociu i przed wyjsciem ChOru. 
Czyzby parodos i exodos? Po recytacji pierwszego fragmenm Od):.. nast<;puje dzie- 
cinna "usypianka" Aaa, kotki d\l'a. Poiniej ChOr recymje hasla slownikowe: "Tr'ld 
tr'ldzik trefl...... Z kolel podejmuje interwenCJt; z odwolaniem do Becketta, krora ma 
sklonic Bohatera do dzialania: 


"Rob cas, ruszaj si
, rnysL 
On sobie leZy a czas leei." 


Dalej: wiersz sanlego ROZewicza Nie b6j sie, dwa frywome i pikantne wiersze 
Kochanowskiego Day c=egoc nie ubed=ie oraz Nie llciekll)
 ma rada, mow slownik: 
,,Koziol koziolek koziorozec..." i na koniec, tym razem szeptem, zeby nie zbudzic 
Bohatera, jeszcze raz ten sanl fragment Od):.. 


"Czas" teatralny 
Uwagi 0 czaSIe w Akcie pr
eIJ"'an.1111 koitcz'l sit; takIl deklaracj'l: 
Jako realista nie llJzaje :=adnego "c=asu" teatralnego,filmml'ego, p01t'iescimt'e- 
go itp. C=as moj jest identycJzy = c=asem, Alor)" w)7Jlier:::ajq nas:::e :::egarki. Opisane 11' 
lej Ch1t'ili wydar:::enia "dramatyc:::ne" d=iejq sie np. 11' ciqgll tr:::ech minut. Pragllie- 
niem maim jest, aby potencjalny insceni:::ator ro:::ciqgllql te wydar:::enia na d=iesiec 
minut. Ale :::daje sobie spra\t'e ::: nierealnosci tych mar:::en 11' nas:::ych c:::asach. Teatr)" i 
reali=ator_"J' rnie m01t'iqc 0 pllblic=nosci) nie Jziosq tak konseht'entnego i brlltalnego 
reali::J/111 scenicnego. (T I, s. 393) 
Kwestia rozci
liwosci czasu teatralnego powracala w Didaskaliach i II\l'agach 
parokrotnie:
		

/td_Page_138_0001.djvu

			138 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Scena fa mo:=e trwac ad 1 minuty do 3, a 11' okolic=nosciach spr.....-yjajqcych nawet 
do 7 minut. (s. 392); Po Ch1t'ili - hlora 11' =ale:=nosci ad re0"Sera i recell:::enta mo:=e 
trwac minute do 5 JJlinut (piei: JJlinut mo:=na stoS01t'aC tylko 11' w)padku bard:::o 1IJ'ro- 
bionej Illb 
lIpelnie nie\l')'Yobionej 1I'id01l'lli) (s. 391) 
Autor okresla drngosc pauz czy bezruchu na scenie: 
Stai tak prawie 60 seti1.md, po/em wychod:::i srodkowymi dr="t'iami, hlore :::ostuwia 
IIchrlone (nie otll'arte, ale I)'lko IIchrlone).; W 45 sekllnd po 1I')jSCill Kobiel)'1I'chod::i 
do pokojll s
pak01ml)' 1I1l,!::c)"'na 11' Cie1l1nl1I111'i.:::rt01I')'1I1 garnitllr
e. (s. 391/2) 
A sanlO przedstawienie tnm hI' 1I10ich inrencjach) od 30 do 70 1I1inur. Takich 
f=-ec0' nie bylo nawet 11' leatr:::e awangardowym. Natomiast :::dar:::ajq sie 11' maim te- 
atr
e realiSI)'cn.1111, teat,.
e poel)'cki1l1. (s. 393) 
Ta rozciqgliwosc czasu zmniejsza sitt. w sztuce Do piachu: Afars::: 11' ciemnosci 
tnm 3-5 1I1inllt. (T 2, s. 247) 


Przestrzen teatralna 
Na ten temat Rozewicz wypowiada sit; bardzo zwit;Zle: "jesli chodzi 0 przestrzeit 
teatrah1'l [...] przywiqzujt; do niej wielk'l wagt; w moich sztukach." (IT, s. 75) Najwaz- 
niejszy eksperyment przeprowadzil juz w Karrorece. tworZ'lc syntezt; przestrzeni za- 
mkni<#J (pokoj Bohatera) i otwartej (ulica). 


Odrl'bnosc Do piachu - dwie drogi wiod'lce do tworczosci dramatycznej 
W rozmowie z Kazimierzem Braunem (IT, s. 29) Rozewicz wyjaSnial: 
"To naJpierw miala bye powieSC, albo duie opowiadanie. Notatki pierwotne ist- 
nialy w formie wielu kart prozy. I to uleglo przenrianie. Do piachll stanowi osobny 
rozdzial w mojej dranlaturgii. W sensie technik, zblizania sit; do prozy, tej fabulamej, 
opowiadaj'lcej, tradycyjnej." 
W tym wyjaSrtieniu,jakby wbrew sugestii Wyki. odwraca wskazany przez krytyka 
kierunek swojej drogi tworczej: to nie sztuka Do piachll zbliiyla sit; do prozy, ale 
drog'l wiodllc'l od prozy ROZewicz doszedl m do fomlY dranlatycznej. Do Kartoteki 
doszedl oczywiscie - co niejednokromie podkreSlano - od strony poezji. 
"W takiej sztuce jakDo piachll s'lpewne wplywy, no wplywow tanl nie nm. ale tak 
by mogli pisac niekrorzy anlerykaitscy naturalisci; Francuzi nie." (JT, s. 75) Wcze- 
Sniej podkreSlal odnuemlOsc wlasnej drogi do dranlam, w stosunku do drogi Witkie- 
wicza, Gombrowicza. MroZka: 
,,JVIoje mludzieitcze proby sceniczne szly w kierunku dranlatu naturalistycznego." 
(JT. s. 67) 


Latryna i glupi ff'alus 
Infomlacje 0 genezie Do piachll z opowiadania Sob01l,tor: 
"Teraz, w roku 1972, odgrzebalem pewll'l histurit; kror'l zacz'llem pisac w roku 
1948, a potem w roku 1955. LatlJ'na i gIll pi Wallis. Nieciekawa to sprawa zalosna 
brudna okrutna. OpowieSc z lasu. Tak ale nie opowieSc 0 bohaterach tchorzach wro- 
gach cudownych chlopcach tylko 0 h;pym cienmym mlodym parobku ktoremu smier-
		

/td_Page_139_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


139 


dzialy nogi i ktory »poszedl z oddzialu na bandziorkt;«. [...J A wit;c ten glupi Walus 0 
takinl czlowieku sklonni jestesmy mowic »bydlt;« no wit;c dobrze moja sztuka jest 0 
»bydlt;ciu« ludzkinl. [...] Otoz ja moj ty czlonku zwi'lzku cha cha chi chi otoz ja teraz 
dopiero dojrzewanl do tego zeby napisac rzecz 0 glupinl Walusiu. Nie 0 rycerzu, astro- 
nomie, filozofie, swi<;tym, jeno 0 glupinl smierdz'lcym clenmym parobku Walusiu 
krory urodzil sit; iyl i sczezl za czasOw narastaj'lcego faszyzmu. Nie wybralem boha- 
tera, wybralem smierdziela, wybralem lu	
			

/td_Page_140_0001.djvu

			140 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Tu nasuwa sit; pytanie czy okrzyk Stomila z Tanga: "Dajcle mi Boga, a zrobit; 
z niego eksperyment!" nie byl rowniez wynuerzony przeciw Grotowskiemu? 


Grotowskiego teatr konsekwencji 
W rozmowie z Kazinlierzenl Braunem Rozewicz akcentuje, ze konsekwencja pro- 
wadzi do jalowosci: ,,konsekwencja w poezji, w dranmturgii i w teatrze moze dose 
szybko wykoitczyc faceta..." (JT, s. 76) 
,,K.B.: Teatr Grotowskiegu to byl typowy teatr kunsekwencji. Doprowadzonej do 
ekstremunl. W rezultacie do sanlOlikwidacji." 
"T.R.: [...j Ja powiedzialem, ze jedyne wyjscie Jest w calkowitym ,>uwomieniu« 
sit; od fomlY. A jak wiadomo, w ogole sit; nie moZna uwomic od fomlY... Ani w sztuce, 
ani w biologii, w niczym... Wit;c byl to paradoks. Ale paradoks, ktory dawal mozli- 
wosc wyjscia. 
KB.: Filozofia Wschodu twierdzi, ze tylko myslenie paradoksalne jest tworcze... 
T.R.: FomlUla przez swoj'l dognmtyczn'l sztywnosc - zawsze zabija. I wydaje mi 
sit;, ze przewidzialem to w wyzszym stopniu niz Witkacy czy Gombrowicz." (s. 77) 


Grotowskiego "dialektyka drwiny i apoteozy" 
Jednak wczesna tworczosc sceniczna Rozewicza wydaje sit; nie tak odlegla od 
teatru Grotowskiego. Malgorzata Dziewulska pisze 0 "ofensywie cielesnooci w te- 
atrze swiatowym po drugiej wojnie" i dalej: "Upokorzenie cielesne zderzone z religij- 
nym uniesieniem bylo treSci'lprzedstawieit Grotowskiego." (s. 90) Calkiem podobnie 
bywalo w niekrorych sztukach Rozewicza, np. w pantominlicznej scenie gwaltu na 
Ewie w fJ5's
edl 
 d01l111 71. Tu raczej trzeba by mowic 0 dialektyce upokorzenia i 
uwznioslenia. 


Teatr "nieczystej Conny" 
"T.R.: Wiesz, to jest nie tylko »teatr niekonsekwencji«. W przeciwieitstwie do 
Witkacego »czystei fomlY« - tu jest teatr ,mieczystei fomlY«. Mo,i teatr. 
KB.: Zgoda. Patentujemy. 
T.R.: Patenmjt;: »Teatr nieczystej ComlY«. To jest Jakby druga czt;SC »teatru nie- 
konsekwencji«. 
KB.: Czy raczej druga strona? 
T.R.: Druga strona. I to jest wame. Kiedy piszt; lirykt;... To jest takZe takie krysta- 
lizowanie wiersza z JakichS materii nieczystych. Z nieczystych sytuacji. z nieczystych 
znakow. Z nmterii zabrudzonej krystalizujt; wiersz. W teatrze jest jeszcze inna sprawa. 
Obok teatru niekonsekwencji potrzebny mi jest jeszcze wlasme ten .,teatr toml nie- 
czystych«, krory mi daje wit;ksz'l mozliwosc ruchu w obszarze techniki pisania, robie- 
nia - ze sit; tak wyraz<; - dranlatu. Ja nie pracowalem w promi. Dzwigalem dziedzic- 
two literackie i tradycje. Teatr niekonsekwencji, teatr nieczystych foml wynikai'l takZe 
z tego. ze ja podlegalem romym zanieczyszczeniom." OT. s. 77) 


71 Anahzowalem]1l w kSlqzce Teatl" Ro=ewic=a (Wroclaw 1978, s. 83-86) posluguJIlC Sl
]akO kluczem 
poj
clem grotesla.
		

/td_Page_141_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


141 


Teatr realistyczno-poetycki 
"T.R.: Ja jestem tworc'l bardzo zwi'lzanym z nmterialnosci'l bytu, z jego fizyczno- 
oci'l. Moje idee teatralne ubrane w takie czy inne slowa i dialogi szukaj'l sobie zawsze 
ciala. A wit;c aktora, w ktorego musz'l wejsc, zeby zaismiee." (IT, s. 60/61) 
Warto zestawic te slowa z wyznaniem Gombrowicza z D
iennika (III 217). Roze- 
wicz stawia jednak tt; kwestit;jakby w odwrotnej perspektywie. 


Nowy teatr 
,Ja POCZ'ltkowo nie bylem autorem, ktory zapewnia teatrowi sukces. Bo zauwaZ: 
wielu z reiyserow, ktorzy na pOCZ'ltku si<;gali po moje sztuki, pracowalo z uczuciem, 
ze moze bye fatallia klapa. Teraz jest inaczej. Ale wtedy bior'lc moje sztuki znajdowa- 
lee sit; w srodku jakiegos laboratoriunl, nie tylko teksm, teksm komedii, czy jakiejs 
innej sztuki, dranmm czy tragedii, ale i w srodku jakiegos nowego teatru. Bylo dla 
nmie wai:ne i ciekawe,jak wy to b
dziecie rozpracowywac... 
KB.: Wit;c mozna by powiedziee, ze pisalee sztuki dla reiyserow... Przynajnmiej 
niektore... 
T.R.: Ja takZe pisalem wiele wierszy dla poetow, nie dla czytemikow. Nimi sit; 
poeci Zywili. Nie czytelnicy. Nie sruchacze na akademiach czy w szkolach. A bylo 
wiele takich wierszy, ktorymi sit; poeci kamlili, zeby poezja in1 nie wyschla, nie za- 
schla i w trociny sit; nie zanuenila. Ja ci'lgle pracowalem w wielkinllaboratoriunl. [...] 
Wit;c sztuki pisalem, cz<;Sciowo, dlareiyserow." (JT, s. 83/84) 


"Napil'cie mi
' teatrem a dramatem" 
,,K.B.: [...] rozwaialismy rolt; slowa w teatrze. Napit;cie mi<;dzy teatrem a dranm- 
tem. I energie powstaj'lce z tego napit;cia. To bt;dzie jedno z moich stwierdzeit }}staro- 
swieckich«: ruzwoj teatru byl i jest zwiqzany z dranmtem. Teatr znmgal sit; i znmga 
z dranlatem. Gdy mu ulegal. slabn'll. Gdy go odrzucal. rowniez sanl tracil. Tworcza 
byla zawsze walka. napit;cie mi<;dzy teatrem a dranlatem. [...] 
T.R.: Tak, oczywiscie, bo energia moze sit; wytwarzac tylko z walki tych dwoch 
elementow i jakiegos ich pol'lczenia. Wtedy nie musi sit; wychodzic puza teatr... Czu- 
lem, ze Grotowski musi opuscic teatr... nie wiem. czy sobie wtedy zdawal sprawt;. 
KB.: W pewnym momencie on sobie z tego zdal sprawt;. I wyszedl. Wyszedl z 
teatru. I to jest paradoks jego wielkosci. I wielkosc konsekwencji. A zarazem tragizm 
jego zniknit;cia ze swiata teatru. 
T.R.: [...] Gdy zostal sanl element gry, bez slowa, czy tylko kompozycji plastycz- 
nych, a to groziloby obunlafClem slowa. Gdy slowo opuszcza teatr... 
[...] 
KB.: W teatrze zostalaby sanm akcja. Srodki czysto teatralne. Z przewag'b nie- 
uchrollll'l. srodkow plastycznych." (IT, s. 159/160) 


"Skanseny teatru" a teatr tworczy 
,,K.B.: I w takinl momencie nastt;puje, paradoksalnie, zarazem zanik, uwiqd sanle- 
go teatru. Cos sit; koitczy. Zatem ten nastt;pny rozdzial, ktory chcemy jakos odcyfro-
		

/td_Page_142_0001.djvu

			142 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


wac. wyczytac przez zan1kni<;t'lokladkt;, to b<;dzie nowe dranmtyczne napit;cie mit;- 
dzy akcj'l a slowem w teatrze. Charakter tego napit;cia b<;dzie moze inny niz w prze- 
szlosci, niz obecnie, zapewne, zapewne inny, ale tylko to napitt.cie da nowe energie. 
B<;dzie nowym przynuerzem. 
TR.: Wit;c slowo bt;dzJe nadal potrzebne. 
KB.: Slowo w teatrze reprezenmje element ludzkiej mysli, tej specyficznej fomlY 
artykulowania ludzkiej duchowooci. S'l wit;c w teatrze, byly - zapewne bt;d'l- te dwa 
sposuby artykulowania ludzkiej duchowosci: puprzez fizycznosc i dzialanie oraz po- 
przez mysl i mowienie. 
TR.: Ale nastt;puje tez cos takiego: dranlat wspolczesny rozwija sit; w swoinl 
rytmie, bt;dzie istnial.., a obok niego, obok nurtu wspolczesnego, pozostaj'l teatralne 
muzea. skanseny z wielkimi klasycznynu sztukami. A moze wkrotce zostan'jjuz tylko 
takie skanseny teatru? Bye moze zreszt'l doskonale... tak martwe, ze doskonale. 
L...] 
TR.: [...] Skansen to nie jest teatr. Mowilem 0 Dostojewskinl. Dwoch dobrych 
aktorow mowi Dostojewskiego. Ale to nie jest teatr. 
KB.: To nie jest teatr, poniewaZ pomi<;dzy tekstem Dostojewskiego a akcj'l roz- 
grywallil przez tych dwoch aktorow nie ma napit;cia. Teatr powstaje z napit;cia pomit;- 
dzy tynu dwonm elementanu. Nie rodzi sit;, gdy one sit; tylko powielaj'l, duplikuj'l, 
biegll'l rownolegle. 
TR. Radziwilowicz i Stuhr S'l dobrynu narz<;dzianu dla przekazywania Dostojew- 
skiego. Oni go dobrze, przez siebie, przepuszczaj'l. Nie tanmj'l. Nie zatykaj'l. To przez 
nich plynie. Ale to jest powiesc dziewi<;tnastowieczna glosno czytana. Energia, wielka 
energia Dostojewskiego pracuje na to. Wielka... Ale to nie jest ta energia, ktorej szu- 
kanlY w teatrze wspolczesnym. 
KB.: I w teatrze przyszlosci. 
TR.: Ja chcialbym sit; zastanowic nad slowem. Ono jest podstawowym elemen- 
tem teatru. (JT, s. 160/161) 


"Teatr transcendentny" - slowo w komedii a slowo w tragedii 
Ci'lg dalszy wypowiedzi Rozewicza: ,,JViy mowinly 0 obliczu teatru. MowinlY 0 
istocie 0 }}boskinl« obliczu teatru. Moze to jest }}wysokie c«. Ale to jest potrzebne. 
KB.: Potrzebne S'lrozmowy serio. 
TR.: Wit;c my mowinlY 0 tym obliczu teatru, ktore sit; nie smieje. Lub nie 0 tym, 
ktore sit; smieje. 
KB.: MowinlY 0 teatrze transcendentnym. 
TR.: Bo bez takich rozmow nie pojdziemy dalej. Wit;c co zrobic ze slowem w 
komedii? Ze slowem komediowym? Janie nmm nikomu za zle, ze wystawia Baluckie- 
go. Czlowiek chce sit; smiac. Chce sit; bawic. Moina sit; smiac po drodze do wielkich 
celow. To zreszt'l zdrowo. Tylko m widzt; znowu jakies zanlknit;cie. Ja tez pisalem 
komedie... 
KB.: Ale przestaleS. W PlIlapce zostala wlaociwie juz tylko jedna scena kome- 
diowa.
		

/td_Page_143_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


143 


T.R.: Przestalem. 
KB.: Wit;c moze uwaiasz, ze jest jednak roinica mit;dzy slowem w komedii a 
slowem w tragedii? Roinica wagi i powagi. Pewnego cit;zaru gatunkowego? 
T.R.: Jakie slowo? Jaki jt;zyk? Jaki wynuar? Co jeszcze moZna zrobic? Co jesz- 
cze? Niewiele JUz by sit; dalo. Chyba, ze razjeszcze uciekniemy w farst;, wodewil..:' 
(JT, s. 161/162) 


"przezwycifzyles gadatliwosc Witkacego i »sztucznosc« Gombrowicza" 
,R.B.: [...] przeciez wlaSme ty przezwycit;iyleS i gadatliwosc Witkacego i »sztucz- 
nosc« Gombrowicza. (»Szmcznosc« w tym znaczeniu jakie on temu temnnowi nada- 
wal). Oczywiocie najpierw i przede WSzystkinl w poezji. Ale takZe w dranmcie. W 
dranlacie przezwycit;iyleS tez wielomowstwo Wyspiaitskiego... Gdzies stoi za tym na 
pewno Norwid. Ale dla nmie szalenie charakterystyczne jest, ze tak naprawdt;, scho- 
	
			

/td_Page_144_0001.djvu

			144 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


w ogole ignoruj'lJakiekolwiek dranlaturgie. Bior'lc tylko, jak mowisz, kawalki, strz<;- 
py, ochlapy. Moze oni szukaj'l nowych calosci? 
T.R.: Ale z reguly nie ma w tym napit;cia. Ono mogloby wrocic tylko wtedy, gdyby 
pojawil sit;nowy, wielki dranmtupisarz. Wit;kszy nawet... od Geneta... Przyponunam 
Geneta. bo go ostamio wystawIallo we Wroclawiu. Genet byl poet'l wielkiego fomla- 
m, prawda? 
K.B.: W szerokinl znaczeniu tego slowa, nie warsztatowynl. 
TR.: W znaczeniu ugomym, tak. 
KB.: Dranmty Geneta. rowniez w sensie warsztatowym. czy technicznym. S'l »tra- 
dycyjne«, w tym znaczeniu, ze nmj'l ci'lgl'l akcjt;, rozpit;te s'lpomit;dzy psychologicz- 
nie potraktowanynu postacianli; minlo ze niektore z tych postaci nmj'l trudnosci 
z wlasn'l tozsanlOsci'l, numo ze wyst<;puj'l unlafli, minlo ze rzeczywistosc jest zdefor- 
mowana. Te dranlaty jednak podejmui'lprobt; uporZ'ldkowania, wytmnlaczenia i sca- 
lenia rzeczywistosci. 
Jamyslt;, ze w ogole,juz od ostamiej cwierci XIX wieku, moZna bardzo wyraZnie 
obserwowac w szmce europejskiej te dwa wielkie procesy: scalania i dekomponowa- 
nin." (IT, s. 164/165) 


Oczekiwanie na NOWE sztuki 
,,K.B.: Wit;c musz'l bye pisane nowe sztuki. 
TR.: Tak jest. I moinl zdaniem nie S'l pisane. Bo przeciez nie jest NOW A sztukll 
kolejna nowa sztuka MroZka czy Frischa... 
KB.: Podobnie jak tutaj nie jest nowa nowa sztuka Sheparda... 
TR.: Ani sztuki tak zdomego, tak naprawdt; utalentowanego Iredyitskiego. Jego 
sztuki nie byly Nowymi sztukanu. One byly nawet na poziomie niektorych sztuk We- 
skerana przyklad... 
KB.: Tak. Tak. 
TR.: Na pewno nie byly gorsze. Podobnie jeSli sit; go porowna z innynu pisarzanu 
nowej fali angielskiej. 
KB.: Czy anlerykaitskiej... 
TR.: Ale to nie byly Nowe sztuki. 
KB.: A jakie cechy mialaby ta nowa sztuka? Naprawdt; nowa? 
TR.: 0 to pytanl ciebie. Ja mowit; 0 tym, jak stanqlem... Jak sit;jakos zatrzynm- 
lem... Z czego to wynika? 
KB.: Nie chcialeS wracac... 
TR.: Oczywiscie. nie moglem... Nie moglem sit; odwrocic od tego, co mialem 
przed sob'l. A widzialem cos przed sob'l. To dziwne uczucie..." (JT, s. 166/167) 


Elementy wysokie i niskie w dramacie 
Rozewicz upowiada 0 napisanej przez siebie (i ukrytej!) parodii sceny ze Starym 
Wiarusem. 
,,K.B.: W teatrze, w dranlacie, zawsze byly elementy wysokie i elementy niskie. 
S'l elementy liryczne, filozoficzne i S'l trywiaffie, dosadne. Tak jest w najlepszej dra-
		

/td_Page_145_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


145 


nmturgii swiata. u Szekspira. Kontrasty nmj'l wielk'l silt; dranlatyczn'l. Takie jest bo- 
gactwo Zycia." (JT, s. 171) 
"T.R.: Wiesz, interesuje nmie twoj stosunek do tych, nazwijmy to unlOwnie, ele- 
mentow trywialliych. One S'l w moich sztukach. W Starej kobiecie. W Na clI'orakach, 
nawet w PlIlapce; gdzie indziej teL. W Do piachll. Jest to Jakis teatr plebeJski. Ele- 
menty teatru plebejskiego. Czy one nmj'l dla ciebie, jako tworcy, jakies wartosci? I jak 
one S'l odbierane przez publicznosc? 
K.B.: Jak te sceny S'l odbierane przez publicznosc, to wiesz. Zywo. Bardzo zywo. 
I speh1iaj'l wobec widza waZ:rut rolt;, jakiegos, powiedzialbym, przecierania drogi, drog 
wio	
			

/td_Page_146_0001.djvu

			146 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


- Owszenl, n1a111 takie anlbicje. 
- Wit;c czemu pan znow powraca do starej, zuiytej smierci, a nie napisze politycz- 
nego dranlatu 0 Chinach, Ameryce, Rosji, Afryce, Gdaitsku, Berlinie, Izraelu, Egip- 
cie? 
- Widoczme nie potrafit;. 
- A czy pan probowal? 
- Tak, ale to koitczylo sit; przewazme na kilku dialogach, scenach... przechodzilo 
niepostrzezenie w komedi<;." (P3, s. 240) 


Pomysl komcdii polityczncj 
"Chcialbym - na przyklad jeszcze napisac komedit;, w ktorej probowalbym po- 
kazac i lewict; i prawict;. Obie strony. I nawet mialem taki projelct - jak ta lewica z t'l 
prawic'l sit; spotyka. jak one sit; mijaj'l; jak sit; mijaj'l w milczeniu albo mowi'l innymi 
jt;zykanli, albo udaj'l. Jest mozliwosc napisania 0 tym szalenie aktuameJ komedii. 
o »porozunlieniu« Polakow. Ale komedii, mowit;, komedii! 
KB.: 0 porozunlieniu-nieporozunueniu... Opartym 0 nieporozunlienie... 
TR.: Opartym u szereg nieporozunlieit. Tu cu na przyklad, moinl zdaniem, nie 
udalo sit; MroZkowi. Jego ostatnie sztuki nie »daj'lrady«. na przyklad Alfa. ktora porn- 
sza problem intemowania przywodcy. Wprowadzil tanl tez Kardynala'h Jemu sit; to 
nie udalo. Nie nm sit; co dziwic, ze mu sit; nie udalo, bo to jest za trudne, zeby sit; 
udalo... Myslt; 0 tym. Ale widzisz, ja jestem mieszkaitcem Wroclawia. Ja mieszkam w 
Polsce. I to tez przeszkadza. Przeszkadzaj'l mi It;ki... Inne S'l strachy w Paryill, inne 
we Wroclawiu. 
KB.: Lt;ki - przed czym, przed kinl? 
TR.: Lt;ki przed agresywllil glupotq,.. To co nmie tak dotknt;lo po Do piachll, 
wiesz... Bardzo ustro. A takZe po Bial)111 macelist1l'ie - nmiej... To nie jest tak, ze ja 
jestem Czarnym Piotrusiem. Psomym Dyziem. Bye Genetem w Gliwicach to jest inna 
sytuacja niz bye Genetem w Paryill. Jest sit; mtaj w innej sytuacji, gdzies pomi<;dzy 
Januszowick'l a Ostrowem TunlSkinl, pomit;dzy Warszaw'l a Krakowem, pomit;dzy... 
Sandauerem i Bloitskinl... WoroszylSkinl i Bramym... Trzeba sobie z tego zdawac spra- 
wt;. Nie jes1em typem pisarza pogardzaj'lcego spoleczeitstwem, upini'l publicZll'l. S'l 
tacy... Znasz te postawy: moja tworczosc wyraia pogardt;, oboj<;tnosc, nieobecnosc... 
Nieobecnosc w tym, co mtaj... Na »smietniku«. 
KB.: Jest obecnosci'l takZe w milczeniu? 
TR.: Tak. Jest ubecnosci'l w milczeniu. I, niestety, ten element milczenia zacz'll 
coraz wit;kszy obszar obejmowac. To milczenie nm walor. Ale ten walor jest tylko dla 
nmie zrozunlialy. I dla nielicznych. Bardzo bliskich ludzi. 
KB.: Czy bylby to zatem opis sytuacji pisarza w Polsce teraz? 
T.R.: We nmie element sceptycyzmu, czynawet cynizmu swego rodzaju, by!... jest 
jak u kaZdego czlowieka mysl'lcego... Ale to nie byl nigdy element sprawczy. To byl 
jeden z wielu jakichS odpryskow tworczoscl. I jest to, jezeli juz rak otwarcie roznm- 
wianlY, sytuacja bardzo cit;Zka. Wymagaj'lca bye moze napisania powieSci na tysi'lC 
pi<;cset stron... 0 pisarzu szescdziesit;cioszeScioletnim... w Polsce... Dzisiaj... Ja nie
		

/td_Page_147_0001.djvu

			2. ROZEWICZ 


147 


jestem w sytuacji Janusza Glowackiego, rozunliesz, co nmm na mysli, czy Hlaski... 
Jestem calkowicie innym typem pisarza. h1na tez jest sytuacja MroZka. h1na Milosza. 
Ana dodatek nie jestem w sytuacji kontestatora, walcZ'lcego lub filozofuj'lcego dysy- 
denta. W typie Solzenicyna czy Kolakowskiego. 
KB.: Wit;c jak bys okreSlil swoje milczenie? 
T.R.: Moje milczenie jest diagnoz'l sytuacji w Polsce. Rowniez mojej. 
KB.: Trudna diagnoza... 
T.R.: Dobrze, zesmy to poruszyli. WlaSciwie jeSli jest sit; pisarzem, tu trzeba by 
teraz napisac sztukt; Afilcenie. Nie »miazga« tylko »milczenie«... 
KB.: To moze wobec tego inna fomm literacka? Innaniz dranmt? Nie chct; wcho- 
dzic mtaj w dyskusjt;, na ile dranlat jest foml'lliterack'l. Rozunliesz nmie. Wit;c moze 
nie dranlat? Moze wlasnie ta powieSc na tysi'lc pi<;cset stron... Ktor'l tez powinieneS 
napisac..." (IT, s. 185/186) 


"milczysz za miliony"? 
,,K.B.: Mickiewicz pisal poezje »za miliony«, a ty »milczysz za miliony«? 
T.R.: Miliuny u nas gadaj'l. I gadaj'l wlaSciwie, co chq... Ja nie chcialbym cier- 
piee za miliony. Ja. jak kaZdy czlowiek, jestem rowniez egoist", ChcIalbym miee cza- 
sem trocht; »swi<;tego spokoju«, jak to sit; mowi. Ale bye moze ta mOJa aparatura jest 
taka, ze czy ja chct;, czy nie chct;, ona odbiera spokoj. Nawet wbrew mojemu rozunlO- 
wi, ktory mi mowi: »Co sit; b<;dziesz przejmowal tym barachlem. A niech to wszystko 
szlag trafi. Manl w dupie. Biort; swoje pieni'ldze i wyjezdzanl na Wyspy Kanaryjskie«. 
Otoz nie. Ja sit; bardzo przejmujt;, na przyklad, brakiem pisuaru w Parku Poludnio- 
wym we Wroclawiu. Naprawdt;. Smiecianu narogu Januszowickiej i Jaworowej. Psa- 
mi, ktore uwi'lzane przed sklepem szczaj'l na drzwi i butelki na mleko. I tak dalej... 
Skomplikuwana sytuacja. A drug'l stron'l czujt;, ze nie duroslem du tego wielkiego 
zadania »cierpienia zamiliony<<... Tak jakby »przepuszczony« przez Witkacego i Gom- 
browicza polski pisarz me mogl sit; takiego zadania podj'lc. Bo by sit; smial od srodka. 
Oni unieszkodliwili kaplana w pisarzu, zostawili blazna... trzeba to zmienic. 
KB.: Gombrowicz smial sit; rozglosnie... Ale moZna by jednak powiedziee, ze 
swoim smiechem wyraZai tez cierpienie. Kompleksy, bOl kompleksOw... 
TR.: Onnie »pow'lchal prochu«... wit;c bylo mu latwiej zostac >>szyderc'l<<". Psy- 
chika dezertera, dekownika... to w Polsce... tragedia... wit;ksza na przyklad niz we 
Francji. To jest kompleks Lorda Jima. 
KB.: Chyba nie chcesz zwalic calej winy na Gombruwicza... Za swoje sztuki nie 
naplsane... 
T.R.: Ja nmm swoje trudnosci. 
KB.: W tym jednak jest cos bardzo wamego, w tym, co mowisz 0 Gombrowiczu 
i 0 swojej sytuacji we Wroclawiu, i 0 swoim doswiadczeniu woje1lllynl. To jest tak, ze 
pewne Iqdy literatury, teatru zustaly zalane przez kataklizmy, przez procesy historycz- 
ne, przez ludzi sanlych.. 
T.R.: A my sit; staranlY odzyskiwac pewne Iqdy... 
KB.: ...i'ldy teatru...
		

/td_Page_148_0001.djvu

			148 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


T.R.: .. .lqdy teatru, ktore zostaly zatopione, zostaly utracone. Bo one istnialy kie- 
dys. Ale mowinlY tez 0 nowych jakosciach. Nowych. Ktore S'l waine dla teatru 
w ogole. Nie dla teatru Sto czterdzieSci cztery, czy dla teatru Zero-Zero, nie dla jakie- 
gosjednego teatru tylko." (JT, s. 187/188)
		

/td_Page_149_0001.djvu

			3. MROZEK 


FORMY DRAMATYCZNE StAWOMIRA MROZKA 


"Typowe dla teatru absurd" d
zenie do dramat" >>CZ)Tstego« 
CZ)T - jak mowiEsslin - protodramatu, najlepiej opisalIone- 
seD w swoich Notes et contre-notes. >>Chcialbym, zeby mi si
 
chac kilka r3Z)T "dalo - W)Tznaje tam wprost - oCZ)Tscii: akcj
 
teatraln
 z tego wSZ)Tstkiego, co w niej poszczegolne, z jej in- 
t:r)'gi, prz)'PadkoW)Tch cech postaci, ich imioo, pozycji spo- 
lecznej, umiejscowienia historycznego, zrozumialych prZ)T- 
czyn konfliktu dramatycznego, wszystkich uzasadnien. 
wSZ)Tstkich W)Tjasnien, calej logiki rozwoju konfli1.--ttI<(. I da- 
lej sam subie odpuwiada na p)'1:anie, jak to osi
gn
c: »To 
bardzo trudne. Sprobujmy poki co jak najmniej uszczegola- 
wiac, a za to odcielesnic w mozliwie najW)7:szym stopniu, alba 
tez rabii: CDS innego: W)'IIl).slii: zdarzenie jedyne w swoim 
rodzaju, do niczego niepodobne, nie prz)'Pominaj
ce zadne- 
go innego W)Tdarzenia«. A to W)Tdarzenie do niczego niepo- 
dobne, jak najbardziej wlasne. b
dzie zrozumiale dla innych, 
bo »absolutne J"a jest zarazem uniwersalne«. Podobnie jak 
Ionesco, pisarze teatru absurdu d
z
 do stworzenia akcji 
prototypowej, modelowej a zatem uniwersalnej.,,1 


Teatr MroZka zawarty jest in nllce w jego wczesnych upowiadaniach. Znajdujemy 
w nich jakby pierwsze szkice roznych absurdalnych sytuacji i wydarzeit, ktore pozniej 
rozwm..l autor w utworach scenicznych. W opowiadaniach szkicowal rowniez podsta- 
wowe relacje mit;dzy postacianu, powracaj'lce w roZllmitych wariantach w jego szm- 
kach teatralnych. 
Jednym z ciekawszych szkicow dranlatycznych wydaje sit; Spotkanie z tonm fJe- 
sele 11' Atomicach. Krotkie, dwustronicowe opowiadanie jest wlasciwie gotow'l scefik'l 
dranlatyCZll'l. ktor'lprawie w calosci -pozanarracyjnym wprowadzeniem i zakoitcze- 
niem - wypelnia dialog. Z fOml'l dranlatycZll'l pozornie kloci sit; pierwszoosobowa 
narraCJa: 


Droga byla pusta. Okresla]llc]1l W ten sposob, chc
 pOW1edZ1ec, ze me bylo na me] czlo- 
"Wieka. ani zwierz
cia, ani teZ przedmiotu. Szedlem tll drogll. Ja jestem czlo"Wiekiem. 2 


I Malgorzata Sugtera. Dra11lahu"f!fa Slctwomira lIJro=ka. Krakow 1996, s. 38-39. 
2 Cyt. "''Ydame: SlawOImr Mro
k Opawiculania. Krakow 1974.
		

/td_Page_150_0001.djvu

			150 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Scenkamieoci sit;jednak znakomicie w fommle dranmturgii ,ja", ktor'lposluguje 
sitt. np. Peter Szondi w swojej Teorii nmt'oc=esnego dramatll. 3 Owa fOffilula zostala 
wprawdzie odniesiona do dranlatu ekspresjonistycznego, ale tam wlasnie si<;gaj'l ko- 
rzenie tworczusci MroZka. podobnie jak calego "teatru absurdu". 
Z przytoczonych na pocz'ltku utworu zdait dowiedzielismy sit;, ze bohater -narra- 
tor, ktory jest czlowiekiem, szedl pust'l drog'l. ZarySOWalla m zostala zarazem sytuacja 
sceniczna i sytuacja egzystencjallia. Jest to obraz, ktory bardziej kojarzy nanl sit; 
z kinem niz z teatrem; ilez to fih110w zaczynalo sit; lub kuitczylo - albo zaczynalo 
i koitczylo - takll scen'l? Moze wit;c owo opowiadanie jest raczej nriniscenariuszem 
fih11owym? W tym miejscu nasuwa sit; nieodparcie skojarzenie ze scenariuszem fil- 
mowymAmor, w ktorym obraz pustej drogi, ktor'lprzemierza bohater, staje sit; zgola 
motywem przewodnim. Nie roztrZ'lsaj'lC dluiej tej kwestii, poprzestaitmy na stwier- 
dzeniu, ze tworczosc dranlaturgiczna MroZka byla od pocZ'ltku wielogatunkowa; nie- 
w'ltpliwle najwaimejszy jej nurt stanowi'l sztuki teatralne, ale obok nich pojawiaj'l sit; 
scenariusze fihnowe i sluchowiskaradiowe. Oczywiscie, decyduj'lce 0 wyborze danej 
fomlY znaczenie nm relacjamit;dzy slowem a obrazem; absolumy prymat slowareali- 
zuje sit; najpemiej w sluchowisku radiowym, rownowaZnusc slowa i obrazu donmga 
sit; raczej fomlY teatralneJ czy nawet fiffilOwej - od widowiska telewizyJnego, poslu- 
guj'lcego sit; w nmiejszym czy wit;kszym stopniu technik'l fiffilOW'b po fiffil kinowy, 
w ktorym nierzadko rola slowa zostaje upodrz<;dniona w stosunku do obrazu. 
W cytowanym opowiadaniu element wizuaffiy ogranicza sit; tylko do wyrazistego za- 
rysowania sylwetki drugiegu czluwieka. ktory nagle pujawil sit; na pus1ej dotjd drudze: 


W jal'eJs ChW1li ukazal Sl
 ktos, kto szedl I111 naprzeC1W. Troch
 v..'YZszy ode liune, 
o wiele szerszy w ramionach, rnial ro-wniez kapelusz, podczas kiedy ja kapelusza nigdy 
me nosz
. 


Nie ulega w'ltpliwosci, ze Mrozek odwoluje sit; m do stereotypowych wyobraieit, 
ktore narzucil nanl filrn. (Warto w tym miejscu przytoczyc opinit; Zygmunta KaluZyit- 
skiego, sfommlowall'ljeszcze na pocz'ltku lat siedemdzlesi'ltych: ,.WyobraZnia czlo- 
wieka XX w. stala sit; [...J nieuchronnie i raz na zawsze ekranowa''''). Sylwetka spotka- 
nego na pustej drodze nieco wyzszego ad nas i znacznie szerszego w ranrionach mtt.z- 
czyzny w kapeluszu musi wywolac niepokoj i poczucie zagrozenia. Autor wznmcnia 
je jeszcze realizmem psychulogicznym opisu reakcji bohatera-narratora: 


Myslalem. ze wszystko odb
dzie si
jak zwykle. Ja wstrzymam na chwil
 oddech, zeby 
powietrze roztrllcone nieznajomym i otaczajllce go nie przenikn
}o Illi do pille - i minie- 
my Sl
. 


JeSli czytemik byl sklonny traktowac bohatera-narratora jak jedn'l z MroZkowych 
nmrionetek, to przytoczone dwa zdania zmuszaj'l do - chwilowej przynajnmiej - iden- 
tyfikacji z ninl, opisuj'l bowiem nader zwit;Zle i cemie reakcjt; Zllall'l chyba kaZdemu; 


3 Peter Szondl, Teoria nawoc=eSllego clrCl11lahi. Warszawa 197tJ. 
4 Zygnnmt KaluZynsk:1, Po=eg1Ul1li; molocha. Warszawa 1972, s. 193.
		

/td_Page_151_0001.djvu

			3. MROZEK 


151 


wstrzynmnie oddechu w momencie mijania sit; z nieznajomym jest pewnym odruchem 
dyktowanym przez podswiadomosc, podobnie jak wci'lganie w nozdrzazapachu mija- 
nej atrakcyjnej kobiety. Ten moment identyfikacji osi
l autor w sposob prawdzi- 
\Vie mistrzowski
 "ja" bohatera-narratora staje sitt. od tego momentu naszym nia", 
a jego przygodamusi wywolac refleksjt; na temat odpornoocl psychicznej nas sanlych 
na roznmite proby wmowieit i zdominowania przez innych. 
Identyfikacja zostaje jeszcze wznlocniona po przeczytaniu pierwszych kwestii din- 
logu z nieznajomym, ktory bezceremonialnie zagrodzil drogt; buhaterowi-narratorowi: 


- Prosz
 si
 zatrzymac. Jutro, dokladnie 0 si6dmej, przyjdzie pan do nmie PospIZQtac 
rnieszkanie. 
Bylem tal zdziwiony, ze zapytalem tylko: 
-Ja? 
- Oczywiscie, ze pan. 
- Ale co to rna znaczyc?! - Odnalazlem VirreSZCle wJascH\'Y spos6b odpow1adama na 
zaczepla. -Co pan sobie "''Y0bma?! Prosz
 IlUl1e przepuscic! 
- Nlech Sl
 pan me unOS1. Prosz
 posluchac: woda biezqca jest na IllleJSCU, rOVi'll1eZ 1 
sciereczki 
- Czy pan naprawd
 8:.ldzi, ze jam 
- fuca z pozoru "''Ydaje si
 ci
zka> nie przecz
. ale jest przeciez Odh.-urz3CZ. 
- Jaki odh.-urzacz'!! 


Zareagowal dokladnie tak,jak powmien i jak - co do tego me manlY cienia w'ltpli- 
wooci - zareagowalibysmy sanli. Ale juz nastt;pna jego replika budzi podejrzenie, ze 
nasza identyfikacja byla pochopna: 


- Doskonaly Odl-u:rz3CZ. opewwanie nim to prawdziwa przyjemnosc. Zresztt moma trze- 
pac na dole, na podworku. 
- Ktore pi
tro? Pewnie szoste 
- Alez nie! Czwarte. W dodatku jest "\\rinda. Sam pan widzi, jalie warun1.i. 


Dalszy ci'lg dialogu jeszcze na chwilt; rozprasza nasze podejrzenia, gdyz bohater- 
narrator konsekwenmie odrzuca z'ldanie nieznajomego jako absurdallie, bezczeme 
i obrailiwe - ale ostrosc jego protestow oslabiaj'l dziwne wtrt;ty: 


- Ale z jakiej ragi ja mam panu sprz'1tac rnieszkanie?! 
- Bo juZ jest brudne i trzeba koniecznie troch
 odswieZyc. Dostanie pan fartuch. Zreszt:l 
prosz
 nie robic uwag. 
- Ale co to ma znaczyc wlasciwie?! 
- No bo przeciez nie b
dzie pan spIZQtal bez furtucha. Zreszt:uak pan chce. 
- Nle. nie, komeczme fartuch. Ale... jak pan snne! 
- W komorce obok 13Zlenk:1 zna]dZ1e pan rnlote.l1..i, SWlatlo rnUSl pan zapalic w przedpo- 
ko]u, bo w komorce spalila Sl
 zarowka. 
- Nie, to doprawdynieslychane!... Przydalyby si
szmaty filcowe...Ale zakogo nmiepan 
bierze wlasciwie, co?! 


Walczy wprawdzie jeszcze 0 zachowanie twarzy, nie rezygnuj'lc z sarkastycznego 
tonu ("Jak to, nie ma pan swojej froterki? Nie moZna bylo sprawic?"), ale faktycznie
		

/td_Page_152_0001.djvu

			152 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


juz u
l sit; przed aroganckinl 4daniem nieznajomego. Pointt; utworu zawiera jego 
narracyjne zakonczenie: 


Odszedl, nie ogllldajllc si
, krokiem sportnwca. Spoghtdalem za nim. dop6ki nie zniknql 
Kipiala we nmie obraZona duma. krzyczala zraniona godnosc osobista. 
Nagle zrobilo Illi si
 ghtpio, poczulem si
 bezradny, bezbrOIlllYm nie zostaW11rnl przecleZ 
amesu. 


Trzeba podkreSlic psychologiczn'l przenikliwosc tej pointy. Psychonmchia z nie- 
znajomym zakoitczyla sit; klt;sk'l bohatera-narratora, ktory zostal calkowicie zdomi- 
nowany. Ale "bezradny" i "bezbronny" - a wit;c nieszcz<;sliwy - czuje sit; z tego po- 
wodu, ze klt;ska nie zostala, by tak rzec, dopelniona i przypiecz<;towalla; nieznajomy 
nagle udszedl pozostawiai'lc bohatera sanlemu subie. 
JeSli spojrzymy na ten utwor jak na szkic dranlaturgiczny, to zapewne dojdziemy 
do wniosku, ze cofanlY sit; m niejako do pocz'ltkow rozwOJU dranmm jako gatunku - 
do tego momenm, kiedy obok sanlotnego aktora na scenie pojawia sit; drugi aktor. 
Odt'ld zasadt; formy dranmtycznej "stanowi wci.,z na nowo osi'lgalla rownowaga gry 
mit;dzyludzkiej" jak pisze Szondi 5 . 
F ommla ta moze znakomicie posluiyc za klucz do tworczosci dranlaturgicznej 
MroZka, ktorej filozofia i historiozofia jest najzupemiej pozbawiona pierwiastka me- 
tafizycznego i nigdy nie wychodzi w swych interpretacjach ludzkich losow poza kate- 
gorit; "gry mit;dzyludzkiej". W jego teatrze sytuacje i wydarzenia S'l zawsze wynikiem 
tej gry. 
Podkreslmy od razu, ze teatr MroZka zna Jeszcze wydarzenie - zeby ustrzec sit; 
przed pokus'l si<;gnit;cia po in11'l blyskotliw'l fommlt; Szondiego, iz jednoaktowka ,,nie 
zna juz wydarzenia,,6. Jak wiadomo, MroZek zostal uznany za mistrza jednoaktowki. 
Otoz swoistosci'l tego teatru wydaj'l sit; relacje mi"dzy sytuacjanu i wydarzenianli. 
Stwierdzenie to tr'lci truizmem, ale sanl dranlaturg zmusza nas mejako - 0 czym juz 
byla mowa - do powrom do punktu wyjocia wszelkiej dranmturgii; zatem nie It;kajmy 
sit; truizmow i postawmy pytanie: co jest pierwotne w teatrze MroZka - sytuacja czy 
wydarzenie? Pytanie 0 tyle istutne, ze udpuwiedZ na nie automatycznie wyznaczy au- 
torowi Tanga okreslone miejsce w obrt;bie dranlaturgii drugiej polowy XX wieku. 
Martin Esslin interpretowal "teatr absurdu" jako w istocie metafizyczny. Teatr Sar- 
tre'a, aczkolwiek do grunm ateistyczny, bezdyskusyjnie uznawal pierwotnosc sytu- 
acji, w ktor'l czlowiek zostal "wrzucony". Mrozek zdaje sit; zdroworozs'ldkowo S'l- 
dzic. ze to wydarzenie stwarza sytuacjt;, a zmienic moze j'l nastt;pne wydarzeme. 
A wszystko zaczyna sit; od spotkania czlowleka z druginl czlowiekiem. JeSli nie uda 
inl sit; nrin'lc, to z reguly nieuchronnie zaczynaj'l walkt; - przynajnmiej na slowa. Ale 
moze to bye walka zapaSrticza, jak w opowiadaniu Intenml. Bez wzglt;du na rodzaj 
\Valli chudzi w niej zawsze 0 to sanlO: u zdunrinuwanie drugiego czlowieka, zapanu- 
wmrie nad ninl. Walki, oczywiscie, bywaj'l rozstrzygni<;te i nierozstrzygni<;te. W Spo- 


'> Teoria nawoc::esnego drCl11lhl_ s. 42. 
6 Tanri:e, s. 89.
		

/td_Page_153_0001.djvu

			3. MROZEK 


153 


tkanill sily przeciwnikow byly tak nierowne, ze rezultat z gory moZna bylo przewi- 
dziee. Z kolei w Intenmlp spotykaj'l sit; zapasnicy absolumie rownorz
: 


Nastqpila dlugo oczekiwana walka rni
dzy dwoma wielkimi zapasnikami Spotkali si
: 
Szatan-Maty i Gross-pyton. Juz na poczq:tku widzowie zauwaZyli, ze zaden z nich nie 
maze uzyskac decydujllcej pIZewagi 
Ro-wnego Cl
Zaru.. podobnej budnwy. aba] dotychczas me ZWycH
_zem. aba] w atal-u spo- 
tykali si
 z ro-wme pot
Zrnt obron:t, obaj W obrome doro-wnywah gwahownoscl atal-u. 
Ruchy lch, szybkie na poczq:tku spotkania, stawaly si
 powolniejsze wrniar
.]ak aplatali 
si
 Vi'Zajemnie, jak ich ciala tworzy1y sploty coraz bardziej zawile. Rzeklbys, ze to nie 
dwaj rn
zczyZni walczqcy ze sablb ale jeden potwar, obdarzony podw6jrnt iloscill tych 
czlonk6w, jak:irui zwykle rozpoIZqdza czlowiek 7 


Ale wynikiem tego dlugo oczekiwanego wydarzenia jest sytuacja zupemie nie- 
oczekiwalla: absolutny klincz i zupelne znieruchomienie. Zapasnicy, ktorzy stali sit; 
jedn'l ,,kul'l napit;tych do ostatecznosci muskulow", decyzi'l s
iow "zostan'l opie- 
cz
towani tak, jak S'l. i pozostawieni na ringu az do wznowienia. Nazajutrz. po zerwa- 
niu plomb, nast@i rozstrzygnit;cie". Rzecz jasna, wiemy z gory, ze rozstrzygnit;cie 
jest niemozliwe i nigdy nie nast@i w ranmch obowi'lzuj'lcych regul walki zapasniczej. 
Sytuacjt; moze zmienic tylko nowe wydarzenie lanu'lce te reguly - ale takie ci'lgi 
dalsze dopisuje Mruzek juz w dranmtach. Przywolane m dwa opowiadania wydaj'l sit; 
najprostszynu modelanu dranlaturgii MroZka. albo - ujmijmy to inaczej stanowi'l 
demonstracjt; mechanizmow generuj'lcych fomlY dranmtyczne. 
PowtorznlY: u MroZka sytuacja jest zawsze wynikiem jakiegos wydarzenia. Sytu- 
acja moze bye dlugotrwala i oporna wobec wszelkich prob zmian, czyli prob aranio- 
wania nowych wydarzeit. Tak jest juz w pierwszej sztuce - Policji. Zaczyna sit; ona 
wydarzeniem, ktore zmienia wyj'ltkowo dlugotrwal'l i uci'lzliw'l sytuacjt;: po dziesit;- 
ciu latach codziennych konsekwentnych Odnlow ostami wit;zieit podpisuje akt lojal- 
nosci i wychodzi na womosc. Policjt; ogarnia panika. bo traci racjt; ismienia. Wobec 
niepuwodzenia prob pruwokacji pozostaje mistyfikacja: Sieriant-Prowukator nm du- 
konac sfingowanego zanmchu. rzucic bomb'l w Generala 1 pojsc do wit;zienia. zeby 
uzasadnic potrzebt; dalszego ismienia policji. Dziwnym przypadkiem bomba wybu- 
cha, a policjanci przeocigaj'l sit; we wzajenmych oskarzeniach i w efekcie wszyscy 
nawzajem sit; aresztuj'l. Powstaje nowa sytuacja, ktor'l moina okreSlic mianem pato- 
wej i ktora zapewne okaZe sit; nie nmiej dlugotrwala niz poprzednia. 
Wszystko to dzieje sit; w konwencji farsowej, a smiesznosc poszczegomych scen 
nie jest m jeszcze podszyta - jak w wielu poiniejszych sztukach . poczuciem zagroze- 
nia. Mrozek sanl cht;mie posluguje sit; okreSleniem gatunkowym "farsa" (co prawda 
akurat nie w odniesieniu do Policji), ale czyni to w spUsOb dose dowomy, nazywaj'lc 
np. farsanu zarowno Afl,!cenSt1I'O Piotra Ohey 'a, jak i Indyka (tego okreSla jako ,,111e- 
10far8<;"). Czytemik - nie mowi'lC juz 0 realizatorze teatralnym - musi wit;c z pewll'l 
ostroinooci'l odnosic sit; do autorskich okreSleit gatunkowych, gdyz Afl,!celist1I'o... 
reprezenmje zupeh1ie odnuenny typ dranmturgii, ktory najlepiej okreSla temnn zapo- 


7 Opawiculania, s. 262.
		

/td_Page_154_0001.djvu

			154 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Zyczony takZe od Szondiego "dranmturgia osaczenia',g . MieJsce tej sztuki jest obok 
znakomitych jednoaktowek: Na pelnl1I11110"
II, Karol i Strip-tease, ktore S'ljuz bardzo 
dalekie od farsowego komizmu. 
Stwierdziwszy tak kategorycznie, ze w dranlaturgii MroZka wydarzenie zawsze 
wyprzedza i stwarza sytuacjtt., trzeba wyjasnic, ze nie zawsze musi ono rozpoczynac 
sztukt;. W Indrkll np. zostajemy od razu wprowadzeni w sytuacjt;, ktora jest nastt;p- 
stwem jakiegos - jak sit; domyslamy - bardzo dranlatycznego wydarzenia. Tt; sytuacjt; 
Poeta okreSla slowanu: ,,111arazm i zastoj". Buhaterom sztuki pozos1aj'l dwie postawy 
do wyboru: rezygnacja z beznadziejnych wysilkow zmierzaj'lcych do zmiany sytuacji 
albo ich podejmowanie minlo wszystko, czyli minlo paraliiuj'lcego pytania "po co?" 
- wyraiaj'lcego zW'ltpienie w cel jakiegokolwiek dzialania. Rozm..c sit;jednak biegu- 
nowo postawanli, bohaterowie Indrka zgodnie oceniaj'l ismiej'lc'l sytuacjt; jako nie- 
nommh1'l. Wlasciwie kaZdy z nich moglby powiedziec 0 sobie jak bohater Polml'ania 
na lisa: "Jestem nOffimlnynllisem, ale w nienommlnej sytuaqi n . 
Wydaje sit;, ze to stwierdzenie mogloby bye jeszcze jednym kluczem do tworczo- 
oci scenicznej MroZka; najcz<;sciej pokazuje on nommmych - choc nmiej czy bardziej 
skarykaturowanych ludzi w nienomlalnych sytuacjach. Ale m nasuwa sit; nieudpar- 
cie pytame. kto stworzyl te nienomlalne sytuacje? OdpowiedZ nie nastrt;cza wit;k- 
szych trudnooci: ci sanli albo inni zupelnie nommoo ludzie. I tak zanlyka sit; bl
e 
kolo, z ktorego wyjocie unlOzliwia tylko radykallia zmiana regul gry mit;dzyludzkiej, 
ktore S'l takZe najzupemiej nommme - by nie rzec naturalne - i sprowadzaj'l sit; do 
jednej najprostszej: zawsze simiejszy bt;dzie probowal zdominowac slabszego. 
Te konstatacje brznu'l moze nazbyt serio przy okazji Imly*a, ktorego pogodny 
i niefrasobliwy komizm pozwala jeszcze na chwilt; zaponmiec 0 losie Piotra Ohey'a 
z poprzedniej sztuki MroZka. Po:htiej pojawi'l sit;juz wsponmiane jednoaktowki, po- 
kazuj'lce jakby na uproszczonych mudelach bezwzgl
 brutaIDusc mi
yludzkiej 
gry - i teatr MroZka b"dzie odt'ld na przemian pokazywal albo mvanie pewnej sytu- 
acji, nieznosneJ dla bohaterow, ktorzy jednak nie S'l w stanie jej zmienic, albo moment 
zmiany, ktory nieuchronnie prowadzi do czyjegos unicestwienia i powstania nowej 
sytuacji, czt;sto - jak w Tangll - jeszcze trudniejszej do zniesienia. 
Wyjsciowe sytuacje zarowno w Indykll,jak i Tanf!1I okreSlane s'lpudobnie: "nmrazm 
i zast6jU - mowi Poeta; ,,rozprzt(.:i:enie, chaos", "bezwlad, entropia i anarchia". "Ja nie 
mogt; Zyc w takinl swiecie!"; ,,ja chct; zapanowac nad sytuacj'l!" - wykrzykuje Artur. 
Ale nad sytuacj'l zapanuje Edek przetr'lcaj'lc Arturowi karlc Tak tragicznie dla ,,111
- 
ka" (puslui:my sit; ukreSlenianu Jana Bloitskieg0 9 ) skoitczylo sit; spotkanie z "chanlem". 
Po raz pierwszy na scenie teatru MroZka spotkali sit; chyba w Indrkll i juz wtedy 
doszlo do rt;koczynu: 


KAPITAN (chwytajqc Poell/; za klapy od sun/uta) Ja Cl
 naucz
 szacunl-u dla oficera! Ty_ 
pismal-u! 
POETA (hisleryc
lie, bojqc sie.J Preczz r
kann, ty, zoldal-u! 


8 Teoria nawoc::esnego dJ"llmahl., s. 9tJ. 
9 Meclrek cham i jeclnoaJ..16wka, [w: I Jan Blonsk:1, Ws...-ystkie szmki SlctH'omiJ"llllJro=ka, Krakow 1995.
		

/td_Page_155_0001.djvu

			3. MROZEK 


155 


Gdy w kolejnych wcieleniachjako AA i XX spotkali sit; w Emigrantach, to mt;- 
drek chwycil chanm za klapy nmrynarki. Popelnil duz'l nieostroinosc, ktora mogla go 
wiele kosztowac. Jednak m
ek-emigrant byl na ogol duzo ostroiniejszy od Artura; 
nie nrial juz np. anlbicji "zapanowac nad sytuacjq", okreSlaj'lc swoje zanuerzenia znacz- 
nie skronmiej: "Ja ci tylko ponmganl w uswiadomieniu sobie sytuacji. Skoro ty sanl 
nie potrafisz..." 10 - mowil do xx. Ale XX, Chanl bardzo juz - trzeba tak powiedziec, 
numo ze brznu to nazbyt paradoksalnie - wysublimowany, nie dose, ze potrafil uswia- 
domic sobie wlasnlj sytuacjt;, tu jeszcze bardzo skutecznie pumogl AA w uswiadomie- 
niu sobie przez niego wlasnej sytuacji, rozbijaj'lc jego megalonlaitskie zludzenia. 
Ewolucja w teatrze MroZka tej stalej pary antagonistow jest jednym z najciekaw- 
szych aspektow jego dranlaturgii. W Emigrantach S'l oni juz w pelni rownorzt;dnynu 
partneranli, a gra, ktora sit; mi
y ninu toczy, jest pasjonuj'lca w swoinl niezwyklym 
skomplikowaniu. 
Oczywiscie, tak idealne wyrownanie sil przeciwnikbw likwiduje mozliwosc roz- 
strzygnit;cia walki, jak w opowiadaniu Intenml, ale AA i XX wlaSnie w tej patowej 
sytuacji, w klinczu uniemozliwiaj'lcym wszelki ruch osi'lgaj'lpemit; sanlOswiadomo- 
oci, ktora jest chyba zarazem pemi'l czlowieczeitstwa. 
Emigranci niew'ltpliwie wyznacza]'ljeden ze szczytow dranlaturgii MroZka. Po- 
wtorznlY: jest to utwor, ktory chyba najdoskonaleJ realizuje przywolywall'l juz m 
w sfornmlowaniu Szondiego podstawow'l zasadt; fomlY dranmtycznej "wciqi nanowo 
osi
anej rownowagi gry mi
yludzkiej". Warto wit;c przyponmiee, ze dWallascie lat 
wCzeSniej (w roku 1962) MroZek napisal sztukt;, rowniez uznall'l za jedno z jego szczy- 
towych osi'lgmt;c, opart'ljakby na zaprzeczeniu tej zasady - Zabml'e. Gra moze sit; 
toczyc tylko mit;dzy przeciwnikanu dranmtycznymi, a w tej sztuce jeden z przeciwni- 
kow po prosm nie pojawil sit; na scenie. Wtargn<;lo na ni'l za to az trzech MroZkow- 
skich ChanlOW rownuczesnie; udswit;mie ubranych, z cal'l fantazj'l. na jakll ich bylo 
stac. spragnionych zabawy i skorych do bitki. bez ktorej przeciez nie nm prawdziwej 
zabawy. Tak mial zostac przypieczt;towany ich awans spoleczny; po raz pierwszy 
w Zyciu mieli bawic sit; razem z pananu, jak rowni, w paitSkinl salonie, przy paitskiej 
muzyce - tymczasem salon juz dawno opustoszal, a dekoracje po ostatniej zabawie 
(ich tandemosc, podobnie jak "gola flaszka" na stole kaill w'ltpic czy naprawdt; bawili 
sit; tu panowie) S'ljuz mocno zakurzone. To dopelnia miary ich rozczarowania grani- 
cZ'lcego z rozpacz'l. Chcieli udowodnic, ze nie S'l gorsi, a teraz mog'l tylko - po sta- 
rannym przyczesaniu sit;, na komendt;: "Trzy! Cztery! (1I's:::ySCI' stajqc na bacnoH;, 

godnl1l1 ch6rem, bard::o glosno)" - wykrzykn'lc du nieobecnych: "My nie gorsi!"n. 
Ale ta manifestaqa poprawia inl sanlOpoczucle tylko na krotko. Deklaracje slow- 
ne nmj'l wagt; tylko wtedy, gdy w kaZdej chwili mog'l zostac potwierdzone czynem. 
Parobek S mowi: "Najgorsze, ze ich nie mal Jakby byli, moina by sit; z ninu zmie- 
rzyc." A poniewaz nie llla "ich", czyli nie llla przeciwnika, kt6remu parobcy przeciw- 

1awiali swoje ,.,my", rozpada sit( uno natychmiast na "ja", "ty" i "on". Powtarza sitt. w 


to UtWOr!' scenic=ne nowe. Krakow 1975. s. 89. 
II UtwOJ;' scellic
le. Krakow 1973, t. I, s. 177.
		

/td_Page_156_0001.djvu

			156 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


innym wariancie schemat z jednoaktowki Na pelnl1l1 1I10r
lI. Ktos musi bye winien 
zaistnialej sytuacji, a winien moze bye tylko "on". "To przez niego", ,,Przez niego nie 
nm zabawy" - mowi Parobek B, odpowiednik Grubego z tamtej sztuki. "On" to, oczy- 
wiscie, znow najslabszy, placzliwy nmzgaj, rozzalony, ze niepotrzebnie kupil buty. 
W dodatku sanl nieopatrznie pOSUll'l1 pomysl, symuluj'lc wieszanie sit;. Ale mial wit;- 
cej szcz<;scia, niz Maly Rozbitek na tratwie, ktorego nie zdolala uratowac odnaleziona 
- wydawaloby sit; jeszcze w port; - puszka cielt;ciny z groszkiem. Kiedy SiB juz 
postanowili zrobic naprawdt; tu, co N robil naniby, "zabierai'l sit; do sprawy rzeczywi- 
ocie bez zlosci, lagodnie, po gospodarsku". rozlegaj'l sit; wreszcie dzwit;ki upragnio- 
nej muzyki: "Gdzies daleko sluchac typow'l wiejsk'lorkiestrt;, [...j graj'lC'lpowomego, 
sentymentalnego walca". N jest uratowany. Przynajnmiej chwilowo... 
Ta symulowalla proba sanlObojcza Parobka N warta jest chwili uwagi. Uzasad- 
nienie jej podjt;cia brznu calkiem przekonuj'lco: ,.Ja manl dosyc". "Co za Zycie?". 
,,Bez zabawy?" Prawie cwierc wieku po:htiej napisze Mrozek Kontrakt, ktory stano- 
wi jakby rozwinit;cie innego warianm finalu Zabml')'. Magnus, czlowiek stary i cit;z- 
ko chory, zyje w luksusowym niegdys hotelu z resztek kapitalu. Pienit;dzy starczy 
mu juz tylko na tydzieit - dokladnie na siedem dni, co jest chyba wystarczaj'lcym 
powodem do rozmyslait 0 komecznosci przerwania tego Zycia. Poniewaz nie ma 
jednak odwagi popelnic sanlObojstwa, zawiera z Morisem, pracuj'lcymjako portier 
w hotelu, osobliwy kontrakt: wlasnie za te pozostale jeszcze Magnusowi pieniqdze 
Moris pudejmie sit; go zgladzic mozliwie bezbulesnie i w chwili zupelnie niespo- 
dziewanej, kt6ra jednak nie moze wykroczyc poza owe najblizsze siedem dni. 
W interesie Morisa leZy jak najszybsze zrealizowanie kontraktu, bo pieni'ldze z kaz- 
dym dniem topniej'l. 
Ale Magnus natycmniast pu zawarciu kuntraktu zaczyna skutecznie uniemuzli- 
wiac jego realizacjt;. unlykaj'lc przed Morisem. a nawet zanlykaj'lc sit; na kilka dni 
w swoinl pokoju. Jest to postt;powanie latwe do wyjasnienia w kategoriach psycho- 
logicznych; wiadomo, ze nic tak nie podnosi wartosci Zycia, jak jego zagrozenie. 
Smiertema nuda moze sit; wydawac gorsza od smierci tylko do momenm, kiedy 
naprawdt; pojawia sit; widnlO tej ostatniej. Tak jest przynajnmiej w swiecie teatral- 
nym Mrozka, kt6rego mieszkaitcy nader rzadko decyduj'l sit; na wlasnort;czne ode- 
branie sobie Zycia. 
Wlasciwie tylko raz Ogl'ldanlY w teatrze MroZka wisielca-sanlObojct; na scenie 
- w alegorycznej powiastce Lis aspirant. Bohater tej scenki. aspiruj'lcy do wyzszego 
miejsca na drabinie ewolucyjneJ, wyglasza plomJenny monolog do nmlpy przykutej 
laitcuchem do katarynki. Lis traktuje j'l z cal'l atencj'l nale:ht'l stworzeniu unlieszczo- 
nemu w hierarchii gatunkow wyzej od niego - i ty lko 0 szczebel nizej od czlowieka. 
Z lisi'l chytrosci'l zanlierza wyludzic sekret czlowieczeitstwa, ktory ona, jako najbliz- 
sza czlowiekowi, mus! przeciez znac. Kiedy wspi'll sit; juz na szczyty patosu. jak 
w wielkinl monologu romantycznym, kiedy osi'lgll'll punkt kuffilllmcyjny swego hym- 
nuna czesc czlowieka i wykrzyczal swoje najwit;ksze pragnienie: "Czlowiek korona 
stworzenia. czlowiek - najwyzsza fOfllm bytu na tej ziemi. [... j Ja chct; zostac czlowie- 
kiem!" - zobaczyl w swietle rozjasniaj'lcym powoli cienrn'l dot'ld scent; wisz'lcego na
		

/td_Page_157_0001.djvu

			3. MROZEK 


157 


drzewie kataryniarza. "No to ja juz sobie pojdt;"12 . powiedzial jeszcze, jakby koit- 
cZ'lC zdawkow'l pogaw
t; i najwidoczniej rezygnuj'lc nagle z aspiracji osi'lgnit;cia 
najwyzszej fomlY bytu na tej ziemi. 
WczeSrtiej w teatrze MroZka wydarzylo sit; samobOjstwo Skrzypka z R::-e::ni, kto- 
rego pchn<;la do tego kroku kobieta. A jeSli jeszcze przyponminlY sobie, ze Artur 
z Tanga rzucaj'lc sit; na Edka tez popelnil prawie sanlObojstwo i tez zostal do tego 
sprowokowany przez kobiett; (bardzo nie w port; uczynionym wyznaniemAli: "Ja cit; 
zdradzilanl z Edkiem"), rolakubiet w swiecie teatralnym MroZka musi sit; nanl wydac 
wielce podejrzana. Nienrniej pozostaje drugorz
. na plan pierwszy wysuwaj'lc sit; 
w scenariuszach filnlowych - fJ)"Spip ro= i Amor::::e. Czy nie dlatego, ze - mowiqc 
najkrocej - mt;zczyzna to slowo, a kobieta to obraz? 
Zreszt'l- paradoksalliie - jeden z bardziej sugestywnych obraww kobiety wykre- 
owal Mrozek wlaSnie w R::-e::ni, a wit;c w sluchowisku; i wykreuwal, oczywiscie, slo- 
wanu mt;zczyzny - 0 ile rakmomanazwac Skrzypka. ktoremuMatka skutecznie unie- 
mozliwia mt;sk'l inicjacjt;. 
R::-e:Ollia stanowi ciekawy przyklad dranmturgii ,ja", ktora znakomicie realizuje 
sit; w fomlie sluchuwiska, nie stawiaj'lcej zadnych ugraniczeit wyobraini. Bohater 
iyje wyobraZni'l; w wyobraZni stwarza innych ludzi. zdarzenia, ale stwarza takZe . 
a moze przede WSzystkinl? - siebie. Posluchajmy, co mowi: 


Wyobraima jest rnmm kr61estwem. Czy tez]a ]estem kr6lestwem IllOJeJ "''Yobrazm? Cza- 
sann I111 Sl
 "''YdaJe. ze to ana IlUlIl IZqdZl., a nie]a mil. W C1&Z I111 podsuwa rozm.31te rnysli 
i obrazy. Ale czy w ag6le rnog
 lstmec maczeJ, ]ak tylko sam sieble sobie "''YobraiajIlC? 
Przeciez cokolwiek pornysl
 0 sobie, wszystko jestrnojll "''YobraZniIl_ Cokolwiekpomy- 
sl
, wszystko jest rnojll rnyslll_ Wi
c jezeli ja sam jestem zrobiony z rnojej "''YobraZni, to 
co dopiero rzeczy i zdarzenia, co dopiero cala reszta swiatam Takjajestem tylko rnojll 
"''YobraZnill, a wi
c tym bardziej caly swiat. 13 


WyobraZnia Skrzypka jest przede wszystkinl dZwit;kowa - to wystarczaj'lce uza- 
sadnienie wyboru fomlY sluchowiska. Z kolei szczegoma wraZliwosc na dZwit;ki uru- 
chanlia cz<;sto wyobraZnit;plastycZll'l. ktora przeklada je na obrazy. Posluchajmy jesz- 
cze, co bohater mowi 0 muzyce: 


To meprawda, ze rnuzyka me "'ryraZ3 mczego poza rnuzyk:t, rnuzykllJako tak:t, rnuzyka 
Sanl:l w sobie. 0, majll racj
 ei n
dzni dyletanei, ignoranei, ei pseudomuzyezni, senty- 
rnentalni partacze, 1..-t6rzy twierdz:t, ze rnuzyka odtwarza spiewy ptaszQt, szum wiatru i 
strumieni, ze odma1nwuje pejzaZe, wsehody i zachody slonea, a tille, ze oddaje ludzlie 
uczueia i przedstawia dramaty ludzliej dUSzy.14 


A oto przyklad, jak Mrozek steruje wyobraZni'l plastyczn'l sluchacza. Matka 
Skrzypka usiluje przep
ic dzieci, ktore halasuj'l na podworku. "D::ieci odp01l'iada- 
jq Afatce choralnl1l1, s::...derc")11111.,.
askie1l1" - infommje tekst poboczny. Za ktoryms 


12 Amor. Krakow 1979, s. 236-237. 
13 Utwon' scellic
le nowe, s. 26. 
14 TamZ
, S. tJ.
		

/td_Page_158_0001.djvu

			158 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


razem" m-:::ask d..-teci Pl-:::echod..-t 11' c\I'ierkanie 1I'r6bli ". I wtedy slyszymy slowa Skrzyp- 
ka: "Czyzby za kart; zanlienila je w ptactwo?" 15 
Mrozek po mistrzowsku opanowal wszystkie fomlY dranmtyczne i chybanie nale- 
Zy go poprawiac, przenosZ'lc np. sluchowisko na scent; teatrain'l. Kiedy slyszymy tyl- 
ko slowa Skrzypka. nasza wyobraZnia swobodnie tworzy obrazy ukazuj'lce przemiant; 
dzieci w ptactwo. Kiedy natonuast patrzymy na aktora graj'lcego na scenie rolt; Skrzyp- 
ka. praca naszej wyobraZni jest utrudniona, gdyz manlY przed oczyma juz konkretny 
obraz. MoZna by, uczywiscie, taiGj metamorfozt; pokazac w fihnie, ale po co, skuro 
jest ona wystarczaj4co wyraziscie zasugerowana w warstwie dzwitt.kowej ita sugestia 
zupemie wystarcza - ,,realistyczny" obraz fihnowy bylby trywializacj'l. 
Punktem wyjscia dranlaturgii "ja" jest, rzecz jasna. uswiadomienie wlasnej odrt;b- 
nosci, oddzielenie ,ja" od "ty": "ja to ja, a ty to ty. Jestesmy osobni i oddzielni" - 
mowi Skrzypek Matce. Bardzu podobne slowa padly w opowiadaniu Intenml: 


- Ja, to jam - stwlerdzil stanowczo Pyton. 
Szatan-Maty zdziwil si
. 
- Ja to ja - "''Yfazi1 sprzeciw - a nie ty. Ty, to calkiem co innego. 16 


Sytuacja Skrzypka jest analogiczna do sytuacji walcZ'lcych zapasnikow; zostalon 
rownie skutecznie opleciony i obezwladniony przez Matkt;; tym intensywniej wit;c 
pracuje jego wyobraZnia. ..Moja wyobraZnia przechodzi san1'1 siebie" - mowi. 
Tu jednak przebiega dose wyraZna granica gatunkowa pomit;dzy sluchowiskiem a 
teatralnynu fomlanli dranlatycznymi, dla ktorych nadnuar wyobraZni moze sit; okazac 
sil'l destrukcyjn'l. Teatr w ogole Zle znosi nadnliar wyobraZni - przede WSzystkinl 
plastycznej idose bezwzgl<;dnie narzuca ekspermentatorom swoje ograniczenia. 
MroZek zawsze respektowal te ograniczenia. a do eksperymentow teatralnych zdawal 
sit; miee stosunek ironiczny (czego dowodem eksperyment Stomila w Tangll). W pew- 
nym okresie jego tworczosci moma bylo nawet S'ldzic, ze holduje idealowi piece bien 
fait - sztuki dobrze zrobionej. Z tym wit;kszym wit;c zdziwieniem cz<;Sc krytyki i pu- 
blicznooci teatralnej przyjt;la sztuki jakby swiadomie Zle zrobione. np. PO/'tret. Ambi- 
walencjt; tych opinii chybanajlepiej uchwycil Bloitski, zaczynaj'lc dwakolejne akapi- 
ty swego omowienia dwiema biegunowo przeciwstawnym ocenanu: ,'portret jest ge- 
nialny"; ,'portret jest do niczego".17 
Podobne kontrowersje wywolala rowniez ostatnia sztuka MroZka - AfiloH: na KIY- 
mie. Nie wydaje sit; ona. tak jak Portret - celowo wykoleJoll'l fOml'l dranlatyCZfi'l. 
lecz fOml'l stworzoll'lprzezjakies piranlidame spi<;trzenie efektow teatramych (final 
sztuki na przyklad jest iscie operowy). Zaskakuje juz sanm ogromna liczba postaci, 
tym bardziej, ze Mrozek przyzwyczail nas raczej do teatru kanleralnego, cz<;sto tylko 
z dwoma-trzenla postacianli na scenie. 


IS Tanri:e, s. 26. 
16 Opawiculania. s. 264. 
17 ITs::ystkie szmkL., s. 207, 208.
		

/td_Page_159_0001.djvu

			3. MROZEK 


159 


Z tym tmnlem postaci poczyna sobie zreszt'l po " Witkacowsku": jednym kaZ'lC sit; 
starzee, innym nie, czy pozwalaj'lc sanlObojcy ogl'ldac na scenie zdarzenia, ktore na- 
st'lPily wiele lat po jego smierci. Nasuwa to podejrzenie, iz Mrozek w tej sztuce sklon- 
ny jest uchylic zasady dranmhngii, ktore dot'ld respektowal. 
Jednll z nich symbolizuje owa slylllla strzelba, ktora powieszona na ocianie w plerw- 
szynl akcie musiala wystrzelic W ostatninl. W }'filosci na Krymie wisi owa strzelba, 
w ktor'ljeden z bohaterow wpatruje sit;jak urzeczony. "Jak wisi, to musi po cos wi- 
siee" - mowi. Niecu pomiei przechu	
			

/td_Page_160_0001.djvu

			160 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


"NAJLEPIEJ PODPATRZEC I ROZWINA.C" 
- JAK MROZEK BUDOWAt SWOJ TEATR? 


"ZauwaZ, ze narodow
 form
 polsk
, naprawd
 narodo- 
W1b jest anegdota w literaturze, a w teatrze szopka." 
"Jakikolwiek W)'raz tego, CZ)'m si
 dot
d zajmowalem. 
nigdy nie by. zamierzony. Jezeli bylem »termometrem na- 
stroj6w«(, jezeli p6iniej je taki:e ksztaltowalem,jezelijesz- 
cze p6iniej je talde przepowiadalem, to wsZ)'stko to bylo 
spontaniczne, bez udziat" moich zamierzen ani swiado- 
masci, bralo si
 to z wulgarnego »trzeba CDS napisac«." 
"Interesuj
 mnie spi
cia, konfrontacje, dramatyczllosC 
CZ)'sta, st
d pewnie i pisanie sztuk, nawet do opowiadait 
teraz nie jestem zdolny. ..,20 


Zacytowane w tytule stwierdzenie z listu do Jana Bloitskiego, napisanego w Chiavari I 
czerwca 1964 (L, s. 176), moma uznac za dewizt; autora, ktory - rozwaiaj'lC "sprawt; 
Gombrowicza" - wypowiada sit; na tenmt takich kwestii, jak epigoitstwo i oryginalnusc. 
Przymaje, ze obca jest mu pokusa oryginalnoSci i nie boi sit; "majdowania sit; pod wply- 
wem" (wplyw Gombrowiczana wlaSll'l tworczosc okreSlal wielokrotnie jako oczywisty). 
Glownym tematem wsponrnianego listu jest ukoitczone wlaSnie Tango, w ktorym 
rozlega sit; slymlY okrzyk Stunula: "Dajcie mi Buga, a zrobit; z niego eksperyment!". 
Awangarda teatraffia byla wielokrotnie przednliotem kpiny MroZka. Okrzyk Stomila 
odbija sit; echem w wielu utworach. W scenie eksperymenm Stomila manlY jeszcze 
parodit; jt;zyka manifestow artystycmych awangardy teatralnej: "poprzez dzialanie 
bezp0Srednie wytwarzamy jednosc momentu akcji i percepcji"; ,Jenomen teatralny. 
Dynanrika faktu sensualliego" (US II, s. 48). Oczywiscie, nie moglo zabraknllc pojt;cia 
"sztukanowoczesna" (s. 49). 
W opowiadaniu Hamlet (z tonm Afale pro
y), ktore moma interpretowac jako 
kpint; z halasliwie gluszonych w latach 80. hasel demokratyzacji teatru, mow muwa 0 
"eksperynlencie awangardowynl o ,: 


Mamy JltZ reZysera. Ict6ry SI
 tego podeJIme, bardzo mtereSU]IlCY eksperyment, awangar- 
dowy. Rozszczqneme Hamleta na dZ1eVi'1
C osobOWOSC1, pan rozumie. (s. 153) 


Przednuotem jaduwitei kpiny byl rowniez Teall' totalny (taki tytul nm jeden zAfah'ch 
lisro1l') - najbardziej wowczas awangardowy: 


Kiedy bijllilune po wszyst:k:1chzmyslach ]ednoczesme, apelu]1l do Vi'Szyst:k:Ich Illmch wladz 
zmyslowych 1 mnyslowych, kaiQ Ill1 lQczyc wszystko ze wszyst:k:1m od IaZU, wtedy do- 


20 Jan Blo:6.ski, Slawomir Mrozek List)' 1963-1996, Krak6w 2004, s. 225, 226 i 240. Kolejne cytaty 
z tego wydania b
d
 oznaczalliter'1 L. Cytaty z Utworaw scenic=n)'ch oznaczam literami US, a z Utwo- 
row scenic=n)'ch naw)'ch USN. Ponadto cytuj
 wydania: lIJale pro=J'- Krak6w 1990; lIJale list)', Krak6w 
[982; D=iennik pawrohl, Warszawa 2000.
		

/td_Page_161_0001.djvu

			3. MROZEK 


161 


znaj
 I3CZeJ zam
tu mz olsmema. A dosyc mam swoJeJ wlasnej rn
tnoscl. zeby jeJ szukac 
wteatrze. (s. 103) 


Ci'lg dalszy wywudow zawiera porownanie teatru z fihnem: 


Nawet rnierny film "''Ywiera na nmie wi
ksze totalne dzialanie niz "''Ybitny totalny teatr. 
Dzialanie wszystko jedno jakie, ale dzialanie, 0 to tylko chodzi. Dzialanie w sensie wra- 
zenia (ad »",'I"3ZiC«), czyli odcisl-u.. odcisni
cia si
 we nmie, w sensie pIZemocy srodk6w, 
jakimi dysponuje, wdarcia si
 we nmie, rozbrojenia i ubezwlasnowolnienia. Dow6d? 
Ogllldajllc rnierny nawet film jestem znacznie nmiej roztargniony, nmiej mnykam temu, 
co si
 dzieje, nizwteatrze. Arnoja cz
st wsp61czesna szuka wlasnie ubezwlasnowolnie- 
nia, bezwladu. hlpnozy. To t31 rozkoszme bye blernym. Niech mill! trzeple. kolysze 1 
rzuea]31 chce. Szukam .wrazeD.. 
Bowiem kiedy juZ nie rnozemy, nie chcemy, nie mniemy, nie jestesmy w stanie rozunriec, 
pozostaje nam tylko Vi'I"aZenie." 


Wszystkie awangardowe eksperymenty zawsze nastawione byly na wywolanie 
u widza szoku, wstrZ'lSnit;cie ninl. Ale widz nieustamlle szukowany i wstrZ'lsany stup- 
niowo oboj<;tnieje, zatraca wrailiwosc i wymaga coraz simiejszych kuracji wstrz'lSO- 
wych, ktore oslabiaj'l rowniez jego refleksyjnosc. WlaSll'l postaWt; autor tak okreSla 
w zakonezeniu: 


Nieufnosc do spazmu, paroksyzmu i orgazmujako rnetody poznawczej. Stary gl6d zna- 
czen i znaczqcych relacji G16d i przyzwyczajenie juZ dz1siaj niestosowne. 


W felietonie Testament moj (D
iennik p01l'rotll), napisanym JUz po powrocie 
w Krakowie 30 nmja 1997, zastanawia sit; nad znaczeniem pojt;cia ,,nowoczesnosc": 


Wi
c najpierw wyjasni
, co ja przez to slowo rozrnniern w tym szczegolnym przypadl"1l. 
OtM na pewno nie nowoczesnosc wedlug tal-iej czy iIlllej awangardowej recepty. Awan- 
gardy straci1y sil
 rozp
du na rzecz inercji nieraz epigonstwa. CZltsto bezmyslnego. Ko- 
niec \V1eku ldeologii jest tille lch koncern; nowych teom, program6w, mamfest6w me 
wioot, stare zanneni1y Sl
 w popI:'1tame z zanneszamern. Na pewno tez. gdy rn6\V1
 "no- 
woczesnosc", nie chc
 przez to powiedziec "wybieganie w przyszlosc", czyli wiLjoner- 
skie wyprzedzanie teraZ:niejszosci. Wlasciwie wsp61czesnosc mam narnySli, scisle przy- 
Ieganie teatru do dnia dz1siejszego, a raczej wynikanie z niego, z Zycia, jal"im ono jest 
dz1siaj, z jego obecnych atrybut6w, wymogow i stylu. (s. 110/ Ill) 


Po ezynl wynlienia eechy "tej dzisiejszej nowoezesnoSci w teatrze": przejrzystosc 
("Selekcja, kondensacja, koncentracja, pelna swiadomosc zannaru i wykonania"), syn- 
kretyzm, szybkosc ("Ogronmie skrocila sit; droga asocjacji, wzrosla szybkosc i rozle- 
glosc kojarzenia"), wszechstronne wyksztalcenie, inteligencja, koherencja, prostota. 
wyrainosc, ekonomia srodkow. hunlOr (tu nastt;puje waine wyjaSnienie, ktore mowi 
o niecht;ci autora - nmnifestowanej juz w r. 1973 w Liscie na temat "R.::-e::ni" - do 
groteski i parodii), nowoczesny sprzt;t, materialy, technologia ("unuejt;mie stosowa- 
ne") i wreszcie - wynlieniona na konen, ale najwaZniejsza z eeeh nowoezesnosei 
- profesjonalizm ("Zadna z wyzej wymienionych cech charakterystycznych nowocze- 
snego teatru nie bylaby mozliwa bez profesjonalizmu").
		

/td_Page_162_0001.djvu

			162 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambrawicz - R6zew/cz - Mrazek 


Trzeba jeszcze przyponmiee sarkastyczne uwagi MroZka na temat rozunlienia 
pojt;cia "teatramosc", ktorynu poprzedzil swoj'l debiutanck'l sztukt; Policja (1958): 


Nie je8t to lace, ale to wcale nie je8t - sztuka "nawoc::esna" Clni "eksperY11lentalna". 
W-"daje mi sif;, ze nie tr=eba szer:::ej tlWllaC-=)'C, co si€ pr::e= to ro=u1Ilie. 
Zdajl;; sobie sprcm'f:, ze P011:tssze p08tulaty mogq11l1lie nClra::ic nazar::ut. ze nie wie11l. co 
to je8t teatJ"Cllnosc. Nie 0 to choc/::i, trye mo=e nie wie11l, co to je8t teatJ"Cllnosc Clni nawet 
cego nie c=uj€. NalOmiaSl je8le11l pewien i wie11l doklaclllie, ze peH'ne elemenT)' 1.:11: "le- 
atralnosci", teatrlllnegu myslenia, zbanali::mmly sif;, 
lJ/)'cily i sfetyszmmly same dla 
siebie, we8Z0' niejako jre do arsenalu myslenia be
llyslnego, automatyc
lego. lIJiecL"}' 
i1l11)'11li odC::yf)'11'Wlie sztuk jako "metafor", twon..-:e i nowe, mo=e lace pr::eh=1alcic sif; 
w je8Zc::e jedell [Cablon mysl011:t
 (US I, s. 6) 


Tak pejoratywnie rozunlinn'l "teatramosc" Mrozek atakowal nie tylko bezposred- 
nio w slownych filipikach ale i posrednio, poprzez demonstrowaniena scenie jej "chwy- 
tow". W Tangll jadowicie oSnlieszal teatramosc ,,no\Voczesn
" i "awangardo\Vq"; zgo- 
la inaczej jednak traktowal teatramosc staroswieck'l. kt6rej chwyty z nieukrywanym 
sentymentem nasladowal chocby w sztuce DllIgie danie. Znajdujemy tu np. parodit; 
pewnego typu dialogu teatramego eksploatowanego wielokrotnie w scenach tzw. salo- 
nowej konwersacji. Powstaje on ze zderzenia dwoch sprzecznych strategii rozmow- 
cow, z ktorych jeden pragnie drugiemu cos zakomunikowac, a drugi stara sit; mu to 
uniemozliwic poprzez nieustanne przerywanie toku wy]X)wiedzi pierwszego i zbacza- 
nie na inny tenmt: 


WIDMO (odchr:::clJ..7U{U'S::Y) Cllcialbym poruszyc pewnllprzy:kr.t spraw
.. 
ONA (pr::erywajqc 11111) Wi
c pan jest duchem? 
WIDMO Ostamio tal Sl
 sklada. 
ONA Upiorem? 
WIDMO Niestety. 
ONA Dlaczego "niestety"? Przeciez nie w tym z}ego. 
WIDMO Ale nmie to przeszkadza. JednakZe ja nie 0 tym... 
ONA (pr:::eJ')'11'CqqC) To musi bye niezwykle uczucie. 
WIDMO Zwyczajne,]akza grobem. WracaJllc do rzeczy, znanYJestpam zapewne :fall... 
ONA (pr.::f'/J'11'a) Czy pana to boli? 
WIDMOTen:fal-t? 
ONANie. To, ze panjestduchem? 
WIDMO Nie, to nie boll. Raczej bral-uje. 
ONA Czego? 
WIDMO Czegos. WC1&Z:Illl bral-u]e czegos. Jakbymme. Tu, ad srodka. C1llomczname- 
obecnosc. Rozrnme pam? Ale Vi'I"3Ca]IlC do naszej rozmowy... 
ONA (pr=eJ)'1m) Ajednak pana to rn
czy. (US II, s. 172) 


Oczywiscie, ten typ zdawkowej konwersacji w zderzeniu z "niesanlowitynl" te- 
nmtem dudatkowo wzmacnia efekt kumiczny. 
Drugi przyklad z tej sanleJ sztuki jest bardzJej zlozony. bo parodia jest tu wielopo- 
ziomowa i obejmuje zar6wno utarte w teatrze frazeologizmy,jak i caly zesp61 znakow 
przekazywanych przez aktora (intonacja, nrinrika, gest, ruch sceniczny). Warto zwro- 
cic uwagt; na ujt;ty w didaskaliach w cudzyslow zwrot "podaj'lc usta" - ten frazeolo-
		

/td_Page_163_0001.djvu

			3. MROZEK 


163 


gizm, wyeksploatowanyw ronmnsach typuAfi('d.::r IIstami a b,.
egiem Pllcham, wyko- 
rzystal Mrozek juz wczeSniej w Zabmt'ie, gdzie S mowi do B "tonem doradczym" ,jak 
infommje tekst poboczny: "Daj mu usta twe pai'lce." (US I, s. 192) (ZrOdlem komi- 
zmu jest tu wlasnie uzycie niewlaSciwej intonacji.) 


ONAt11'8wje) Chc
 odpoW1edzi! (pClll::a) 
WIDMO (pudnusi si€ majestatyc
lie) Ja bylem wszystkim! (Dna zCl11lyka uc.:y i UC::W"O- 
U'Clna icl::ie do ITiclma. ITle/mo, zCl1liepokojone) Co pam? (Dna staje tiC peed ni11l i oc/r=u- 
ea glowf-, "podajqc 1181a". ITie/mo, zaa!ClJ71WWCl1le, ro::glclcla si€ be::J"lu/nie) Co teZ pani 
rom?... (Ona zar:::uca mu n/lce na S::yjf;, u8ilujqc 
1l11sicje do pocalullku. ITicl11lo 11)'1)'11'Q 
sid Prosz
 mnie puscic! Ja mam iIlllIl ska1
! (uclaje sif;jej wres=cie jako tako pr::y-wr:::ec 
do ITiclma, J..1ore nie broni sif; dhcej. Z lewej stJVll)' wchoc/::i Tato z tr::e11lafili=ClllkCl11li na 
spoclkach i cukiemicq na tacy. Zatr::Y11luje sif;, pee:: c/m'ilf: obserwuje SCellf;) 
TATO (lodoU'Clto) Herbatagotowa. (Ona i IT7cl11lo m::lqc::ajqsif;, 
llie8Z{l1li. Dna odcho- 
cl::i w glqb scel
', wyjmuje lusterko i poprctwia sobze WIOS1
 ITicl11lo stoi, nie wiecl=qc, co 
poc::qc. Tato stawia tacf; na stole) 
WIDMO tze szwc::nq wesolosciq, zaciera}qc rf;ce) A, jest herbarka .. lW8.:"\'SC)' milc::q) 
...No to siadajmy. 
(Dna wyj11luje gr:::ebiel1 i c::es=e sif;, oclwrocona plew11li. Tato opiera sif; n:kami 0 kra- 
wf-cl= stolu, nieruchomy. ITicl11l0 podchocl=i do stolu, siada napr:::eciw Taf)
 pr:::ysuwa so- 
bie fili=ankf-, bier:::e cukieJ; mies=a nieco za energk
lie, bJ-:::f;c::qc glosno Iy=ec=kcl 0 fili- 
zankf-. Napof)'ka ut/...1'ionewsiebiespojr:::enie Taf)'. EneJgk
le br:::f;c::enie Iy=ec=ki zwolna 
ustaje, cc za11liera =upelnie. Chwila cis0') Czemu nie nie ma-wieie? (Tato, wcicl= oparf)' 
o krcfH'f-CC stolu, pr:::yglclcla mu sif; intenS)'11'nie) Chyba nie myslisz... (Tato nie
laC
lie 
pochyla sif; ku nie11lu. wpijajqc w niego w
.ok) To nie moja Virina... (Tato pochyla sif; 
jeszc::e baJ"Cl=iej, ITicl11lo pospies
lie) Zmeg okoheZIlosel. nieporozunneme... (Tato po- 
chyla sif;. ITiclmojeszc::e S0'bciej) ...Pomylka. przypadek, ehwila roztargmenia... (Tato 
mile-=)' z lWW:::q w= pr=yjego m'w:::)') 
KaZdemu si
 moze zdarzye.. 
TATO (dobitnie) Ty podstgJny trupie.. 
WIDMO (cofajqc sif; rcce11l z kr:::esle11l) Wypraszam sobie. 
TATO Ty lubieZ:na zrnoro.. 
WIDMO (=J)'1mjqc sif;) Tylko spokojnie! 
TATO (prostuje sif;, kr.:yc.:y) Dose tej komedii! 
WIDMO 0 eo ei ehodzi? (cofa sif;, Tato bier:::e do rf-ki parasol, /..10J)' 
lQjduje sif; na 
podorf-cl=iu - c-=)'li zawies=ony na oparciu kr:::esla - i postf-puje za ni11l. Dna siada pr=y 
stole na miejscu ITiclma i spokojniezac-=)'1la picjego herbatf;) (uS II. s. 176) 


Szczegolowosc tego zapisu wprost narzuca okreslenie "partytura teatrama". Mro- 
Zek musial wiele razy ogi'ldac w farsach podobne sceny, zeby sprowadzic je do mode- 
lu "czystej" teatramoSci, ktory m zostal sparodiowany. W bulwarowych teatrzykach 
widzowie ogi'ldali je zapewne dziesi'ltki razy w roznych sztukach powtarzane tak sanlO: 
slowo po slowie, nllna po minie i gest po geScie. Tak sanm powolnym i jednos1ajnym 
ruchem aktorzy pochylali sit; nad stolem. wpatruj'lc sit; w twarz skompromitowanego 
osobnika, ktory jeszcze probowal robic dobr'l nllnt; do zlej gry i maskowal swoj'l kon- 
f
tt "SztuCZllll wesoloscill" manifestow3.llii "zacieraniem r4k" (warto tu wsponmiee, 
ze taki tytul . Zacieranie rqk - nm jedna z krociutkich sztuk Tadeusza Rozewicza, 
tworcy rownie wyczulonego na "czyst'l", czyli pust'l. pozbawioll'lladunku dranmtycz-
		

/td_Page_164_0001.djvu

			164 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambrawicz - R6zew/cz - Mrazek 


nego, teatramosc) i zbyt energicznym mieszaniem lyzeczk'l. Tak sanlO na zasadzie 
mistrzowsko wytrzymanego muzycznego crescendo - narastalo w tych scenach napit;- 
cie az do koitcowego wybuchu i komediowego rozladowania przy pomocy tego sanle- 
go rekwizytu: parasola, ktory zawsze znajdowal sit; pod rt;k'l. Wlasnie parasol byl 
dyzumym farsowym rekwizytem, a nie np. laska, ktora mogla uczynic zdenmskowa- 
nej, zatem juz unieszkodliwionej, kreaturze wit;cej szkody. 
Oczywiscie, trzeba jeszcze wsponmiec, ze punktem wyjscia tej sceny jest przyla- 
panie in flagranti; mument zaliczaj'lcy sit; do wt;zluwych w kunstrukcji dranmtycznej. 
Mrozek spisal tt; parlyturt; teatralillj w sanl'l port; - zaninl odeszlo pokolenie akto- 
row, ktorzy mieli j'ljeszcze zapisallil w panlit;ci. Parodiuj'lc jednak "czyst'l" teatral- 
nose, sanl od czasu do czasu wykorzysmje j'l do tworzenia napi<;c dranlatycznych 
najwyzszej miary. Tak jest np. w Emigmntach, w ktorych po megalomaitskinl mono- 
logu AA, potrZ'lsaj'lcego XX-em, ten ostatni" wybucha" podobnie jak Tato w cytuwa- 
nym fragmencie Drugiego dania: "Ty biala gnido, ty blady kurduplu... Ja ci..." (USN, 
s. 117) Wsponmiany monolog AA zbudowany jest rowniez na zasadzie muzycznego 
crescenda. gwaltownie przerwanego wybuchem XX-a. 
DllIgie danie jest partytur'l teatraillii. w ktorej zostal zapisany szeroki repertuar 
farsowych sytuacji powtarzanych w wielu sztukach gest po gescie. Przyklady: 


llla/y biegllie na lewo pr=e= calq seenfl, w biegu porywCl bron ze slollll wybiega. Pau=a. 
Po clm'ili, bCln/::o p011'oli, W OIWClrft'ch clcwiach UkcCllJe sif; dubeltbwka, J..1orq lIlah' 
chawa za plew11li, cofajqc si€ tylem, 1mlno, kmkza krokie1Il. Za ni11l11'suH'Q si€ parasol, 
opw1y u jego pierlf. Za pwusolem Tato, J..1or)
 tr=Y11lujqc peed sobq wyciClgni(i;ty para- 
sol, popycha ni11lllJalego. Posmmjq si€ ro11'1w, patr=qc sobie w oc..::t
 Pawoli i ryhllic::- 
nie: pJ"cn1'Cl noga Tat)' -leH'Cl noga lllalego. Tata jllk ZClwsze w meZani].,?, i pebr)'11l stroju, 
rus=a U'{lsaJlli. Dochocl::q tak prctwie do polowX seen)' (US II, 183/4) 


Ta scena. bez iadnych prawie zmian, byla przez cale dziesit;ciolecia eksploatowa- 
na takze przez komedit; fihnow'l (rowniez w wersji aninlOwanej). Oczywiscie, ugrom- 
nIl rolt; graj'l tu rekwizyty (dubeltowka. parasoL melonik). charakteryzacja (w'lSy) 
i nienml baletowy ruch sceniczny. 
Przyklad drugi to pantominm Malego, ktory chce l1IliknJtc jednoznacznej odpowie- 
dzi na pytanie Taty: "To prawda. co on mowi?". Didaskalia tak opisuj'ljego zachowmrie: 


llla/y kiwa g1011'Cl potakujqco (Am rcL"')
 pote11l kn:ci glawqpr:::ec=qco (Am rcL"')
 a pote11l 
J"Cl= tak. a Tee tak i W ogole porus=a glawq, jakby go barc/::o uciskal kolnier=yk. (US II, 
s.184) 


Tu rowniez zostala precyzyjnie zapisana sekwencja znakow minlicznych i rucho- 
wych, ktora nalezala do zelaznego repertuaru Srodkow aktora komediowego. 
Niektore scenki pantominliczne maj'l charakter odrt;bnych etiud. Przykladem moze 
bye zachowanie Malego po kwestii Widnm: "Niech mi pan daruje jedno pytanie: czy 
nm pan ojca?". Maly, skonsternowanyw najwyzszym stopniu, usiluje wykonywac naj- 
banalniejsze czymlOoci, ale to usilowanie zmienia sit; w ci
 kompromimj'lcych kata- 
strof, ktore panUt;tamy z wielu kumedii fihnowych:
		

/td_Page_165_0001.djvu

			3. MROZEK 


165 


llla/y upu8Zc::a ly::ec::ke pod st61. Wstaje. stawia ostro::nie spodek ifili::Clllke na kr=eile. 
schyla sif; na c
1'OJ"llki po ly::ec::ke, zQwcu/::a nogcl 0 kr=eslo, strqca fili::allke, klcu/::ie 
peclllllf)'c
lie ly::ec=ke na kr=eile, schyla sif; po fili::allke, uder:::a g1011'Cl 0 st61. Stawia 
spodek ifili::llllke na stole, siada na ly::ec=ce. Nieruchomy i p011'll::nyjak pr:::eclte11l [...] 
llla/y wyj11luje spocl siec/::ellia ly::ec=ke, oglclcla,jakbyjq wicl::ial po Tee pierlt's::)' w ::yciu, 
i klcu/::ie ostro::nie na podlocl::e. (s. 179/180) 


Wszystkie dzialania Malego zakreslaj'l m bl
e kolo i wracaj'l do punktu wyj- 
ocia; lyzeczka znowu znajduje sit; na podlodze. 
Onmwiane sceny moma bez w'ltpienia interpretowac jako ucieczkt; w farst;, wu- 
dewil, 0 czym mowil Tadeusz ROZewicz w Je
ykach rearm (s. 162). 
Wlasnie "bulwarowo-wodewilowy warsztat" wskazywal ze zdziwIeniem Jerzy Ja- 
rocki, znakomity inscenizator paru sztuk MroZka. jako niespodziewanie pomocny przy 
realizacji Tanga w Starym Teatrze w Krakowie wr. 1965. Wspominaj'lc obsaJ<; aktor- 
skIl. okreSlaj'ljako ..nieco... eklektyczI1Jj". po czym dodajetakll uwagt;: 


Przedzwi'lle, ]31 to lch niby to stary, przedawmony, bulwarowo-wodevi'llowy warsztat 
i doswiadczenie nagle objawialy swoje tajemnice, magi
 i ad nowa na
h:vietlaly interpre- 
tacyjne rnoz1iwosci, nawet sztuk l\.lmZka. 21 


Zdziwienie Jarockiego dowodzi tylko faktu, ze wyraina fascynacja MroZka staro- 
swieck'l teatramosci'l byla wowczas ignorowalla w realizacjach scenicznych. Ulegal 
w nich takZe z reguly zatarciu stylizowany na staroswieckosc rytm dialogow. Jest to 
kwestia wynmgaj'lca szczegolnego wyeksponowania, gdyz Mrozek przywi'lzywal za- 
wsze wyj'ltkow'l wagt; do uksztaltowania brzmieniowego swoich tekstow. W liscie do 
Jalla Bloitskiego, napisanym z Berlina 30. III. 75 r., CZytanlY: 


Oczywiscie, ze jestem perfekcjonist'1 w zakresie stylu. Mam t
 rnani
, zeby przy rnini- 
Illmn srodkowpowiedziec jak najwi
cej i jak najskuteczniej. Mam pasj
 organizacji efek- 
tow, organizacji formalnej, ksztahu i rytmu. [...] Ale to u nmie nie jest swiadomy "''Yb6r, 
tylko "''Ynik tego, jakim jestem. Mam nieustajllcllPotrzeb
 organizacji i jasnosci, ponie- 
waZ czuj
 si
 zagrozony chaosem i ciemnoscill_ (L, s. 541) 
Nie interesuje nmie ecriture automatique (rnowiIlC, okreslajllc skrajnie i przesadnie to, co 
nmie nie interesuje). Opisy snow, jezeli je napotykam "W ksiqZkach, opuszczam z nudll_ 
Z jeszcze wi
ksz:t niech
cilb a nawet ze zdeklarowanll nienawiscill odnosz
 si
 do stylu 
dla stylu. aestetyzm wagGle budzt wemnie skrajme negatywne i gwaltowne reakcje [...1. 
Uwai3ill. ze me powmno Sl
 pIsac,]31 Sl
 mowi. po prostu dlatego. ze SIl to crn'le rorne 
funkcJe psychofizyczne I...]. Sluchame teZ organicznle Jest czyillS lIlllym mz czytame. 
Nie interesuJe mnie rozpozname rnnwy rnOVi'lOnej wrnowie pISaIlej, a kiedy rnowa pIsana 
zbYTJesT zblizona do rnowy rnowmnej, przeszkadza rni to. lL, s. 542/543) 


"ReZ}Tserowanie na papierze" 
To okreslenie, ktorego uiyl Rozewicz w Je0*ach teatl'll. moma odnieSc chyba 
w rownym stopniu do MroZka, ktory tworzy wizjt; scenicZll'l obejmuj'lc'l wit;kszosc 
znakow teatramych, z jakich budowany jest spektakl. 0 minlice, geScie i ruchu sce- 


21 "NaGlos" ill 3/1991, s. 221.
		

/td_Page_166_0001.djvu

			166 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambrawicz - R6zew/cz - Mrazek 


nicznym byla juz m mowa. Trzeba wskazac jeszcze fragmenty didaskaliow zawieraj'l- 
ce wskawwki dotycZ'lce intonacji. Np.: 
TATO (cicho, ale dobitnie) Kto ci pozwolil Vi'Zi:tC rnojll dubelt6wk
? (pOSlfH'ajq sif; 0 
dals::ych kilka krokaw. Tato, dobitnie, 0 jeclnq tonacjl;; wy::ej i prctwie skcl1ldujqc) Pytam: 
kto-ci-pozwolil-"\\'Zi:tc-rnojll-dubelt6wk
? (US II, s. 184) 


Wczesmej sfommlowal autor takie zalecenie dla teatramego realizatora sztuki: 


Nale0'pwllif;tat i scisle pr=estr=egac. ze ile Tee)' ITic/11l0 wystfltUje w kobieeY11l pr=ebJ"Cl- 
niu, nie 1mlno aJ..1oJUwi stosawai: intonacji glosll Clni ge91ow, J..1ore moglyby sugerawai: 
eJVf)'c
lq Cl11lbiwalelllnoSi: cej p08laci. Pr:::eciwnie. Glos i ruchypo::oscajqniech1'ILllaC=- 
nie mf:skie i wladc=e, w kuntJ"Clscieze stmje11l." (s. 178) 


Mrozek przywi'lzuje najwyramiej wieik'l wagt; do brzmieniowo-rytmicznego 
uksztaltowania teksm. Niekiedy dialogom nadaje ryllil zgolakatarynkowy, zeby nagle 
wprowadzic zaklocenie. W ponizszym fragmencie w kwestiach Taty pojawia sit; wy- 
raZnie wyodrt;bniony trzynastozgloskowiec (ze Sredniowk'l po siodnlej sylabie), z ko- 
lei w stychomytii znow przeplataj'l sit; kwestie pit;cio- i szeSciozgloskowe, ktorych 
sekwencjt; zanlyka podwojony szeociozgloskowiec w kwestii Widnm. Nastt;puj'lca po 
niej dluisza kwestia Taty najpierw wyraZnie zakloca ten ryllil, by wrocic do niego 
\V srodkowej cZ
Sci i znow odejsc \V koncowej: 


TATO [...] A tysi
zawsze t:tzy
 ztynri, co nag&ze. (wskccuje na S1
fit)Dobrze ci radz
. 
l\.IAL Y Papa teZ jest na g6rze? 
TATO Ja nigdy nie upadam! Jestem przyzwoity! 
J\.IAL Y To ja tam nie chc
. 
TATO Wolisz bye na spodzie? 
WIDMO Ja go rozunriem. 
TATO Wolisz jal"ies rn
ty? 
WIDMO On wcale nie woli On si
 tobll brzydzi. (pall::a) 
TATO (dotlmi€ty) A. brzydzi si
... Prosz
 bardzo!... Mn:,!J Tak? Mnl'! Sl
 brzydZ1... Esteta. 
co?... No to Ja ci pokaZ
.Jak on Vi'Yg1Ilda. (wska::llje na ITic/11lo) Jaznam t
 postac, zaraz 
ci pokaz
. co Sl
 pod mil kryJe. Tobie si
 zda]e. ze to Jest slicznotka'l No to uwazaj. a cos 
zobaczysz. Patrztylko! (s. 185) 


Stychom)'tia 
Wsluchajmy sit; we fragmenty dialogow i monologow z kilku sztuk, zwracaj'lc 
uwagt; przede WSzystkinl na ich strukturt; brzmieniow'l. Zacznijmy od "staroswiec- 
kiej" stychomytii. 
Jan Mukai'ovsky w swoinl studiunl Dialog a 1I10nolog pisze: 


Wobec tego, ze konteksty, ktme si
 w dialogu L...] przenikajll, Sll odrnienne, cz
sto nawet 
przeciwstawne, dochodzi na styku poszczegolnych replik do ostrych zwrotow znacze- 
nioVi'Ych. Irn zywsza rozrnowa. im kr6tsze Sll poszczeg61ne replil"i tym wyrainiej obja- 
wiajll si
 wzajemne zderzenia kontekstow; powstaje w ten spos6b szczeg61ny efekt se- 
mantyczny, dla kt6rego stylistyka stworzyla nawet wlasny ternrin: stychornytia 
. 


- ITsrod::nakiYw i SlJ"IlI..711r, Warszawa 1970, s. 193.
		

/td_Page_167_0001.djvu

			3. MROZEK 


167 


Od strony fonologIcZIlej znajduJIl zwmty znaczemowe swo] "''Yf3Z W ornmeIlllosci into- 
nacyjnej (np. wprzeciwstawieniu "''Ysokosci intonacji rni
dzy dwiema s:.tsiadujllcynri reph- 
kanri), w intensywnosci "'rydechu, zabarwienia (pm. np. ironiczne powtarzanie slow part- 
nera) oraz w tempie. Ro-WlleZ te srodki fonologiczne majll, rzecz jasna, potencjal znacze- 
niowy, "''Yf3Z
IlC cz
sto przeslUliecia znaczenniedoshaJne sfonnulowaniom slownym. Im 
bardziej rozmnwa opana jest na zwmtach znaczemowych, "''Yfll3ga ana ad rno-willcych 
tym wi
kszych zdolnosci wladania glosem pod Vi')iZej wsponmianynri wzgl
danri; totez 
konwersaga tow3Izyska maze bye wpelni kultywowana tylko w takich srodowiskach.. kt6- 
re posiadajll znakonrit:l kultur
 glosow:t, na odw:r6t zas. rozw6j towarzyskiej konwersagi 
pomaga w rozroZmanm subtelnych odcieni mtonacji, ",rydechu, zabarwiema i tempa. 23 


Uzbrojeni w wiedzt; teuretycZll'l. wr6Cmy du lektury (kuniecznie gloSnej) sztuk 
MroZka. W DllIgim danill autor wyraZnie rytnuzuje pewne fragmenty dialogu. Tu np. 
kwestie sZeSciozgloskowe przeplataJ'l sit; z pit;ciozgloskowynu: 


l\.lAL Y Pam I111 me W1erzy? 
WIDMO Ja table Wlerz
. Ty me Wlerzysz sobie. 
[m] 
J\.IAL Y Jill si
 naIDySlilem. 
WIDMO RzucilbyS wszystko? 
J\.IAL YPani dlamniewszystkim! 
WIDMO A wszyst:1."ie iIllle? 
MAL Y Panijestjedyna! (s. 183) 


Podobnie na nastt;pnej stronie: 


TATO (do ITicl11lCl) Chcesz mi uwiesc syna? 
WIDMO Jesli moglem tat
... 
[m] 
TATO Tego mi nie zrobisz 
WIDMO Ja go nawet wol
 
TATO Malo ci bylo? 
WIDMOTotymialesdosyc.(s.184) 


W kolejnym fragmencie rytm kwestii szeSciozgloskowych zostaje utrzymanynawet 
w dluiszej wypowiedzi Widnm. podzielonej rowniez na szeSciosylabowe segmenty: 


WIDMOTakis delikatny? 
TATO Ty byles zbrodniarzem' 
WIDMO Dawalemrozkazy. 
TATO Aznamy je, znamy. 
WIDMO Kto je "''Ykonywal? 
TATO Byles bez smnienia! 
WIDMO A kto]e ukrywal? (pClll::a) Jakos poZno wsta]e to TWOJe smnleme. To me fanny 
ptaszek. (s. 186) 


I jeszcze jeden z najbardziej zuiytych teatramych frazesOw; dwukromie m po- 
wtorzony; ujt;ty w fOmlt; wyraZnie rytnrizowanegu jedenas1ozg1uskowca, ze sredniow- 
k'l po pi'ltej sylabie: "Nieszczt;sny synu. wchodzisz na zle drogi!" (s. 184 i 185). 
W lanmsie anachronicznej frazeologii teatramej, stanowi'lcej kwintesencjt; sztuczno- 



3 Tanri:e, s. 194.
		

/td_Page_168_0001.djvu

			168 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambrawicz - R6zew/cz - Mrazek 


oci, moglby zaj'lc mieJsce obok slYllllego lamenm zrozpaczonej bohaterki melodranla- 
tow: "o! ja nieszc
li\Va" , kt6remu Rozewicz poswittcil uwagtt \V kr6tkiej sztuce D=i 
d....-jbobo c=J'!i milosc romantyc=na c=eka ju:= pod dI7:lt'iami 24 . 
Rytnuzacja pojawia sit; rowniez w monologach. Ten monolog Taty zaczyna sit; 
jedenastozgloskowcem, po:htiej pojawiaj'l sit; sZeSciozgloskowce, ana koniec trzyna- 
stozgloskowiec: 


Nie wierzrnu, synu. To bylo inaczej. Nie wierzrnu inie ufaj. Ja ci opowiem.jakto znann 
bylo. Smutna to historia. ale jll opowiem. tabie dla nauki. Ot6z panri
tam... przyszedl 
kiedys do mme. Bylem Virtedy mlody. sW1eZy ]3k faia 1]31 ty - mewmny. Wydal I111 SI
 
pi
kny. Wqsik Im31 "''Ytwomy 1 W1ellae Idealy. ZaczqI nmie namaw13c. Arn6wil tezpl
k- 
nie, nikt t31 nie umial 0 swaim poslannictwie, 0 dusz pIZeznaczeniu, 0 swietlanej p:rzy- 
sz}osci... (IT7cl11lo ZQc-=)'1la kr=tllsic sif; ze s11liechu) Co, nie t31 bylo? (US II, s. 190) 


Parodia i pastisz wiersza ronlalltycznego pojawialy sit; dose czt;sto we wczesnych 
sztukach MroZka, wystarczy wsponmiee Indrka czy Zabmt'e. 


Struktura muzyczna monologow i dialogow 
Szczegomie interesuj'lcych przykladOw organizacji brznueniowej dostarczaR.::-e::- 
nia. Tu juz trzeba mowic 0 strukturze muzycznej monologow i dialogow. Uruchanua 
ona rowniez - jako sluchowisko radiowe - "teatr wyobraZni". To drugie sluchowisko 
radio we w dorobkuMroZka (pierwszym byla Iroda). 
Otwieraj'lcy sztukt; monolog Skrzypkamaniew'ltpliwie strukturt; muzyczn'l i ana- 
lizowac trzeba go posluguj'lc sit; temlinanu muzycznynu. Zaczyna sit; dose zaskakuj'l- 
co - slowanu. ktore powinny raczej stanowic kulnrinacjt; monologu milosnego: ,,Ko- 
Chanl paniq". To tak, jakby aria tenorowa zaczynala sit; od wysokiego C zaspiewanego 
fortissinlo. Ale ten pocz'ltek monologu jest wlasnie jakby kulminacj'l granego wcze- 
Sniej utworu muzycznego, ktory Skrzypek nagle przerwal. Monolog nadal jest muzy- 
kIl. Oto klasyczne decrescendo (albo dinrinuendo): 


Czy kocha nmie pani Vi'Zajemnie? Czy rnog
 rniec nadziej
? Jezeli nie calqnadziej
, to 
chociaZ pol nadziei? 
Slad nadziei? Cie:6.? Pol cienia? 


Skrzypek operuje muzyczn'lpauz'b rozdzielaj'lc'lposzczegome frazy. Rzecz'l naj- 
wazmejsz'l w tym monologu jest wysokose dZwit;kow, sila glosu i tempo (warto np. 
zwrocic uwagt; na okreSlenie g\l'alt01l'nie; w partyturach wyst<;puje oczywiocie jego 
wloski odpowiednik: .fltrioso). 
A teraz przyklad crescenda i decrescenda: 


]a prosze. zqdam, rozkazu]
! Ja mam prawo zqdac .. Chyba Illam prawo... Dlaczego Ill1 
pam me odpowmda? 
(pau::a). 


24 Ten arcyfrazes znajdujemy ro-wmez w Smien:i poruc::nika Mrozka, sztuce uznanej przez krytyk
 za 
zbytIllechanicZIlllparodi
 utworow Adama Mickiewicza. ZosiaskarZy si
 tam: "Co ja terazpoczn
? O,ja 
nieszcz
shwa!" (Slawomir Mrozek Drama!)', Krakow 1990. s. 12).
		

/td_Page_169_0001.djvu

			3. MROZEK 


169 


W crescendo manlY wyrainy trojdZwit;k . trojdzwit;ki bt;d'l zreszt'l czt;sto wyst
- 
powac zarowno w monologach jak i dialogach. Przyklady: 


MATKA Synu, synl.-u. syneczl-uL.. (USN, s. 9) 
SKRZYPEK Pierwsz'l, jedyill!, uajwi
kszQ... (s. 12) 


(To odpowiedz na pytanie Flecistki: "Wit;c jestem twoj'l pierwsz'l milosci'l?") 
o dominacji muzycznych srodkow ekspresji swiadczy wielka ilosc znakow zapy- 
tania i wykrzyknikow. Intonacja nieustamlle wznosi sit; i opada. OdczuwanlY pokust;, 
aby wskazowki dotycZ'lce interpretacji tego monologu, jego wokamego wykonania. 
zapisac znakanli muzycznynri. 
Ale i w dranmturgii tej sztuki rozpoznajemy szablony, ktorynu wielokromie poslu- 
giwaly sit; libretta operowe; np. scena z Malk'l podsluchuj'lc'l za drzwianli (s. 13) jest 
jakby Zywcem wyjt;ta z jakiejs opery komicznej, gdzie lekcja muzyki zawsze byla 
znakomit'l okazj'l do milosnych inicjacji. Podsluchuj'lcy za zan1knit;tynu drzwianli 
81ary zazdrosny mqZ czy ojciec S'l tam dyzumynu figuranli komicznymi. Strzegli oni, 
oczywiscie. cnoty niewieSciej. Mrozek nicuje ten schemm. ka4c zazdrosnej nmtce 
stac na straZY niewinnooci swego syna. ale nicuj'lc stary schenmt operowy przybliza 
sit; chyba do naszej wspolczesnej rzeczywistosci. 
Autor ostentacyjnie podkreSla anachronizm parodiowanych konwencji teatramych, 
np. poprzez ui:ycie archaicznegu slownictwa - wyrazy "wypiastuwarunl" i "rozpustni- 
ce" w kwestiach Matki (s. 16) czy zwrot.. wybucha szlochem" w didaskaliach (s. 15). 
Zgo!a operowe S'l egzahacje i furie bohaterow, wyraZane najczt;ociej poprzez eks- 
klamacje. JeSli w dodatku zaczynaj'l sit; one od ,,0", poczucie anachronizmu zostaje 
spot<;gowane, np.: ,,0, tenjej szalik! Nienawidzt; go!" (s. 12). Notabene w tym mono- 
logu ,,0" powtarza sit; trzykromie. Skrzypek operowo miota sit; pomit;dzy ,,kOChanl" a 
,,nienawidztt". 
Na szczegom'l uwagt; zasluguj'l dialogi 0 muzycznej strukturze duetow i tercetow. 


Niszcz'lca sUa zdrobnien 
Rzecz jasna. kunsztowna struktura muzyczna nie jest m wartooci'l sanl'l dla siebie 
- "operowosC" R::-e::ni w iadnym momencie nie jest pusta. KaZdy z konwencjonalnych 
rodzajow teatramooci, ktorynu mistrzowsko zongluje autor, okazuje SIt; nader funk- 
cjonamym noSnikiem okreSlonych znaczeit. Oto np. znow si<;ga do arsenalu srodkow 
"bulwarowo-wodewilowych", zeby ukazac niszcZ'lc'l sil zdrobnieit. Zdrobnienia na- 
rzucaj'l szczegomie wyrazist'l intonacjt;, dlatego moma je rozpatrywac w scislym zwiqz- 
ku z zagadnieniem struktur muzycznych w dialogach i monologach. ZacZ'lc trzeba 
jednak od podkreslenia ich szczegomej funkcji dranmturgicznej. Mrozek zdaje sit; 
i mtaj post<;powac sladanli Gombrowicza, ktory w pocz'ltkach swojej tworczosci 
w opowiadaniu Pamietnik Stefana C
al1lieckiego wloiyl w usta prufesura historii 
i literatury ojczystej szczegom'lpochwalt;jt;zyka polskiego, wykazuj'lc'ljego niew'lt- 
pliw'l wyzszosc nad jt;zykiem francuskinl: "Jt;zyk nasz stokroc bogatszy od francu- 
skiego, ktory przeciez uchodzi za najdoskonalszy. COZ Francuz? Petit, petiot, tres 
petit - co najwyzej. A my, jakie bogactwo: nmly, malutki, maluchny, malusi, maleitki,
		

/td_Page_170_0001.djvu

			170 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambrawicz - R6zew/cz - Mrazek 


nmlenieczki, nmlusieitki i tak dalej." (Dz I, s. 20) Natonuast Mlodziakowa z Ferdl'- 
dllrke zdaje sobie juz sprawt; z niszcZ'lcej sily zdrobnieit, naponrinaj'lc rozbrykanego 
mt;za: "Wiktorze! Nie zdrabniaj! Nie zdrabniaj!" (Dz II, s. 163) 
W R::-e::ni jest arcysmieszna scena. ktora jednak ociera sit; 0 psychologiczny hor- 
ror. Matka, ignoruj'lc wyznanie syna. iz wlaSnie dowiOdI mt;skiej dojrzalosci z Flecist- 

. spycha go na powrot w infantylizm przy pomocy stopniowania zdrobnieit i nmoze- 
nia najrozniejszych pieszczotliwych okreSleit. Skrzypek, numo ostrzezenia Flecistki, 
ulega destrukcyjnemu dzialaniu zdrobnieit i spieszczeit: 


J\.IAIKA Jeszcze tujestes, rnoja rnuszko? 
SKRZYPEK Nie jestem zadnll rnuszla'lJ 
J\.IAIKA MOj rnalutki pasikoniku.. 
SKRZYPEK Nie jestemzadnym rnalutkim pasikonikiem ani brodaweczk:t, ani parampa- 
kaczapuszk:t, ani pieseczkiem! Jestem swinia! Rozunriemama? Jestem starn. dorosla Sw1- 
nia! Dosyc mam tych owadow. drobiu i rnalych zwierz'1tek! Jestem dorosly i nie jestem 
zadrnt rnuszla'lJ 
FLECISTKA Nareszcle! 
J\.IAIKA Nie? 
FLECISTKA Na to czekalam. 
SKRZYPEKNie! Jestemdoroslyjakbyk! Jak ..jak.. 
J\.IAIKA Kotek. 
SKRZYPEK Nie' Jak lew,jak tygrys!... 0 Boze, znnwu te zwierz
ta. to przez mam
.. 
Nie, nie jak Iew ani jak tygrys. ani zadne, najwi
ksze nawet zwierz
 mamy. tylko tal 
zwyczajnie, po prostu, normalnie dorosly. Jestem kochanJ...,em tt] pam, czyrnama tego me 
rozunne? Czego mamle]es:zcze W1
CeJ potrzeba, me "''Ystarcza to manrie? 
J\.IAIKA Koteczek. 
SKRZYPEK (z ro=pac::cO Koteczek'!! 
l\.IAIKA PokaZ czaJko, czaleczko, eale rozpalonem Ale to nie, to przejdzie 
SKRZYPEK Nie nie przejdzie, ja nie ehe
, zeby przesz}o. Nie przejdzie, to dopiero si
 
zaczyna, zobaczy mama, ja mamie pokaZ
,ja pokaZ
 mamie.. 
l\.IAIKA 0 tak pokaZ, pokaZ mamie uszka. Czy mnyles uszka? A TIlczl-i? PokaZ manne 
TIlczki A, fe! paznokietki znnwu brudne. Co ty robiles tymi TIlczkami, pewno znnwu 
dlubales w nosku. Pokaz noseczek. A szyjka? Czy mnyles szyjk
? 
FLECISTKA UWaZaj! UWaZaj, co mo-wisz, uWaZaj,jak si
zachnwujesz! 
l\.IAIKANo powiedzmamie, mojetypiesi-koei-lapci, moje tara-para-parnpa-ciapa-puszki... 
SKRZYPEK (z re=J:gllacjeO Umylem. 
FLECISTKA (do siehie) Ohyda. 
SKRZYPEK (bUllt0111lic-=o) Ale.. 
l\.IAIKA Ej, ej, ezy to ladnie tak klam3l:? Szyjka brudna. Nie wstyd ei ehoeiaZ przed 
pamll? 
FLECISTKA UJ!L 
SKRZYPEK mAle ja mam
 (coree slabiej)]a manne,]a mamY,]a .. (ze spokoje11l m=pa- 
c..::-:) ]a ehe
 UllllZec. 
FLECISTKA (do siebie) Nie,]a me mog(( na to pauzec,]a me mog(( tego sluehac. 
l\.IAIKA A be, a fe, widzi pam, co ja mam z tym niegrzeeznym brzilltcem? 
SKRZYPEK (do siebie) Nie, najpierw zabij
jlli siebie, a potem dopiero UIDI
. 
FLECISTKA (do siebie) Jeszcze troeh
, a zrobi mi si
 mdlo. 
l\.IAIKA JeZeli jtiZnie eheesz tego zrobic dla rrmie, to przynajrrmiej moglbyS umyc uszka, 
TIlczki i szyjk
, kiedy pam przyehodzi do nas. Pam nie lubi brudaskow. 
SKRZYPEK (do siebie) 0 Boze, czy to Sl
 kledys skonczy? (USN, s. 18/19)
		

/td_Page_171_0001.djvu

			3. MROZEK 


171 


I ten fragment dialogu wymaga bardzo precyzyjnej instrunlentacji glosowej, nie 
mowi'lC jui 0 stereofonii. Mrozek w R.::-e::ni operuje bardzo bogat'l skal'l efektow dZwit;- 
kowych, krore uruchanliaj'l "teatr wyobraZni". 


Radiowy teatr wyobraZni 
Dlaczego Mrozek si<;gn'll po fOmlt; sluchowiska radiowego? Na to pytanie odpo- 
wiedzial dose jasno w Liscie na temat "R.::-e::ni" do Konstantego puzyny'5, wyraiaj'lc 
przy okazji raczej lekcewaZ'lc'l opinit; na temat radia: 


Pisalem t
 Rze=lli€ tral-rujllc jll - jako utwor - ubocznie i bez przekonania. Wszystkie 
wady Rze
lL jej wady jako utworu literacliego_ SIl swiadome_ chcialem sobie pogawo- 
rzyc i dlatego pisalem dla railia. Radio gaworzy sobie; ]estem raczeJ zdama. ze pi
knOSCl 
i za1ety utworu tearralnego w radm me ma]1l znaczenia, ze radio lch me "''Ymaga 


Nie dociekaj'lc, ile w tym lekcewaZeniu swego utworu bylo kokieterii, trzeba pod- 
kreSlic, ze autur jakby numochodem okreslil tu typ wlasnej wyobraZni i sfommlowal 
tylez lakoniczn'l co trafll'l opinit; na tenmt degradacji radin. krora sit; dokonala w tanl- 
tym czasie. Nienmiej jednak perfekcyjnie wykorzystal wszystkie srodki wyrazu wy- 
pracowane przez teatr radiowy. 
Sztuki widowiskowe narzucaj'l wyobraini odbiorcy ograniczenia, ktore nie istnie- 
j'l w teatrze radiowym. Cemie i dowcipnie powiedzial 0 tym z okazji otrzynmnia pre- 
stiZowej nagrudy radiuwei aktor Adanl Ferency: 


Teatr Polskiego Radia jest jedynym teatrem. w kt6rym czlnwiek tali, jak ja, maze bye 
szczuplym blondynem. fWypowiedzw "Wiadornosciach" telewizyjnych4. XII 2000 r.) 


Teatr radiowy przez wiele dziesit;cioleci (a literatura od zawsze) byl najskutecz- 
niejszym stymulatorem wyobraZni odbiorcy, sugeruj'lc mu obrazy, ktore byly niemoz- 
liwe do zrealizowania w sztukach widowiskowych; przede wszystkim obrazy najroz- 
nmitszych metanlOrfoz, transfomlacji, przepoczwarzeit... Nie trzeba dodawac, ze fan- 
tastyczne metanlOrfozy zawsze fascynowaly sztukt;, ktora poddawala w ten sposob 
w w'ltpliwosc zastygly w niezmJennych ksztaltach obraz swiata. ujmowanego w hie- 
rarchiczne schematy, oddzielaj'lce nieprzekraczamynu granicanli ludzi od fauny i flo- 
ry. Najradykalliiej znosil te granice nmgiczny swiat basni. 
Nazwalem teatr radiowy stymulatorem wyobraini, maj'lc namysli po prosm to, ze 
stawia on wyobraZni odbiorcy konkreme zadania. W tym rwounueniu fih11 nie jest dla 
nmie stymulatorem wyobraZni. gdyz podsuwa gotowe rozwiqzania. Si<;gnijmy po przy- 
klady zR.::-e::ni, ktora wielokrotnie sugeruje metanlOrfozy rodem z basniowej fantasty- 
ki. Przyklad pierwszy. Krzyki dzieci dochodz'lce z podworka przeszkadzaj'l Skrzyp- 
kowi, krory przerywa grt;. Matka, siedz'lca za drzwianu, natycmniast interweniuje: 


Dzieci, cicho! 
SKRZYPEK Aha, juZ si
 odezwala. 
D::ieci Ollpowiadajq lIJatce choralnym. s::yderc-=)'11l wr:::askiem 
DZIECIEeeeee! 


25 "D1a1og" ill 9/1973.
		

/td_Page_172_0001.djvu

			172 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


l\.lAIKA IdZC1e Sle bawic gdzie mdzteJ. 
DZIECI Eeeeee! 
l\.IAIKA Ej, dziecl, bo strac
 clerpliwosc. 
DZIECI Eeeeee (11'J-:::ask ll=ieci pr:::echOll::i w h1'ierkll1lie wrobli) 
SKRZYPEK Czyzby za kar
 zamienilaje w ptactwo? (s. 26) 


Przyklad drugi: 


Slychac 11'olcl1lie Welbv11'llego r::emieilnika, Druciar::a. 
DRUCIARZ Gaaamki drutowaaac! 
J\.IAIKA Ej, czloW1eku! 
SKRZYPEK Aha... (pr::estajegrac) 
DRUCIARZ Gaaamki drutowaaac! 
J\.IAIKA IdZcie stqd! 
DRUCIARZ Gaaamki drutowaaac! 
J\.IAIKA Slyszeliscie? IdZcie sobie! 
DRUCIARZ Gaaorn1.c... 
J\.IAIKA Nie ma. nie ma. slyszycie? Nic nie rna. Nie ma tu nie dla .was! 
DRUCIARZ Drutowaaac.. 
Wolcl1lie Druciar:::a cichnie. Slychac skomlenie PSQ. 
SKRZYPEKBiedny druciarz. Druciarz czy pies? Byl druC13IZenl. ale maze]uz jest psem. 
To ples, pIes.. 
(skomlellie psa cic/l1lie W oddali) (s. 27/28) 


Te dwa przyklady zaledwie sugeruj'l mozliwosc metamorfoz, krore raczej s'l gr'l 
wyobraZni Skrzypka. a nie ,,reamymi" zdarzenianu nastt;puj'lcynu w swiecie przedsta- 
wionym. Przyklad trzeci posiada juz t
 ..reamosc" zdarzenia: oZywaj'lce popiersie 
Paganinlego. 
Otoz to, co kiedys konkretyzowalo sit; wyl'lcznie w wyobraZni indywiduamego 
odbiorcy, na pocz'ltku lat 70., kiedy powstala R::-e::nia, moglo juz zyskac peffi'l kon- 
kretnosc ,,realistycznego" obrazu fihnowego (technika fiffilOwa udoskonalila wow- 
czas znacznie "efekty specjame"). Fakt, ze Mrozek wybral fOmlt; sluchowiska radio- 
wego anie scenariusza filnlowego. moze swiadczyc 0 tynl. ze chcial pozostawic indy- 
widualliej wyobraZni przestrzeit zawlaszczall'l coraz agresywniej przez fih11, kt6ry juz 
w niedalekiej przyszlooci mial si<;gll	
			

/td_Page_173_0001.djvu

			3. MROZEK 


173 


Pies;;o jako "partytura teatralna" 
Rytmizowane fragmenty dialogu znajdujemy takze w sztuce Pies
o, w krorej wy- 
powiedzi postaci czasanu maksynmlliie zblizaj'l sit; do "naturamosci", by niespodzie- 
wmrie przejsc np. w pastisz dialogow ze sztuk Witkacego 17 . Tu rowniez autor zdaje sit; 
wskazywac wzurce rymuczne, wplataj'lc, zwlaszcza w akcie II, znane pieSni i przy- 
spiewki ludowe. Juz w zakoitczeniu akm I Porucznik Zieliitski i Drab zataczajl}c sit; 
spiewaj'l zadziofll'lpiosenkt; goralskll (s. 15). Autor zestawia najpopularniejszy reper- 
mar, krory w roznmitych progranmch rozrywkowych telewizji i na coraz liczniej wy- 
dawanych plytach nazywany jest "biesiadnym". W akcie II zaczyna go, spiewana 
choramie, piosenka Jak s
ybko mijajq ch1l'ile, potem Grajek wykonuje weSem'l przy- 
spiewkt; Jak cie bedq cepic, Porucznik Zieliitski i Drab, do ktorych przyl'lcza sit; 
Ojciec, spiewaj'l pioseuk" Lqko, lqko. lqko 
ielona! i kolejn'l piosenkt; goralsk'l: PO- 
d.."lI'a chlopcy bllcld 
bijoooc. Nast<;pne przyspiewki powtarzaj'l wzorzec rymuczny 
kupletow weselnych (czterowersowy sZeSciozgloskowiec z rymanli przeplatanynu): 
Afo1l'ila mi Afw')'s iDalabl1l1 ci, dala. To ten ryml slychac w czt;sto powtarzaj'lcych sit; 
w roinych sztukach MroZka kwestiach szeociosylabowych. Oczywiocie, pojawia sit; 
takZe osmiozgloskowiec, czasem dla wit;kszej wyrazistooci dzielony na pol Na przy- 
klad po kwestii Porucznika Zieliitskiego: ,,My jechali, a ich wieZli" - i "r
eC01t')'m" 
wyjasnieniu Nauczyciela: ..Transport". ktore stanowi wyraine zaklocenie rymuczne. 
nast<;puj'l cztery kwestie stanowi'lce krolk'l i dynanliczn'l stychomitit;. zbudowaJl'l na 
zasadzie przepolowiema oSnllozgloskowca: 


BABA Nic nie jedzie. 
DRAB Nic nie slvchac. 
PORUCZNIK ZIELINSKI Si
 zOO",alo. 
NAUCZYCIEL Tal:. zludzenie. (s. 22) 


To ryml dialogu z komediowego arcywzoru - Zemstr Aleksandra Fredry. Si<;gnij- 
mypoprzy
adnachybiltrafil: 
PAPKIN 
(wklculajqc kapelu8Z na bakier) 
Pardon rnovi'lsz? 
WAC'LAW 
Pardon, panie! 
PAPKIN 
Znasz me rn
stwo'! 
WAC'LAW 
Jakzly szel:tg! 
PAPKIN 
Boiszsi
IlUlie? 
WAC'LAW 
Nieslychame! 
PAPKIN 
POjdziesz ze Illrnt? 
WAC'LAW 
P6jd
, panie. 


27 "D1a1og" ill 8/1980, s. 14, 15.
		

/td_Page_174_0001.djvu

			174 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Ale Fredro dzielil osmiozgloskowiec, zeby dialogowi nadac szybszy ryllil, tym- 
czasem Mrozek poprzedzil cytowany dialog nast<;puj'lc'l infommcj'l: ,.,Mo1l'iqpodcas 
IIkladania sie i sad01l'ienia,jes
ce cis
ej i senniej." Cala scena 7 akm II rozgrywa sit; 
w tempie spowomionym. 
Przednuotem analizy musi bye takZe ksztalt scemczny sztuki, czyli teatramosc 
"dranlaturgii epickiej" (okreSlenie Bloitskiego) Pies
o. Autor czerpie m nie tylko 
z roinych konwencji teatramych, ale si<;ga takZe po srodki fihnowe (a w jednym wy- 
padku nawet pu cytat z fimm). Oto jak didaskalia opisuj'l final sceny ekstatycznego 
taitca: 


Syn odchoc/=i od Superiu8Za. SuperiufC ukry-wCl tU'w::; w dloniach. lIIu::ykanci pr=Y8pie- 
s=ajq tempo. Drab, POJ7lc
lik Zielb18ki, PCl1li i Nauc::yciel twor:::q public=nosc 11'0k61 
m::pascl1lej pClr)
 J..1orqDrab pocljucl::a je8Zc::e okr:::ykCl11li i poswistywcl1liem.lIIlL"}'ka wciq
 
pr:::yspies=a, a= Ojciec traci rawnowagf; i pr::eH'raca sif;, pociqgajqc za sobq Babf:_ Nie 
wypuszc::a jej jeclnakz obH;i:, Baba kU'ic'0
 nib)' usiluje sif; u11'olnii:, hwlajq sif; po ::iemi. 
Smiech i klaskcl1lie "public=nosci". Nanc Baba pr::estaje sif; bronic i kwic=ei:, parCl na 
::iemi nieruchomieje z Ojcem na wier:::chu, jeclnoc::esnie mu::ykcl1lci ll1)'11'ajq melodif:. 
a "public
lOSi:" pr::estaje smiac sif; i klaskac. 


ManlY m do czynienia z naturalistyczn'l doslownooci'l. a scena koitczy sit; mz 
przed erotycZll'l kuffirinacj'l. Nast<;pn'l otwieraj'l rownie obszerne didaskalia, krore 
zalecaj'l wprowadzenie naglych zmian tempa (srodek fih11owy), ktore wyraZnie odre- 
amiaj'l nazbyt jednoznaczne zachowania bohaterow, przesuwaj'lc je w stront; nmjaku 
se1lllego: 


Tercc ws::ystko sift; cl::ieje w nagle 
llielliollym, c=yli 
1'Olniollym tempie,jakby W s/"-'lpie- 
niu i pr=yc::ajeniu W naglej cis=y (slychae tylko clyszenie Ojca) WS0'SC)' s/..-'lpiajq sif; 
wokolle=qcej na =iemi par)
 otac::ajqjq. Ojciec powoli poclnosi Babie spoclnicf;. Drab 
odlo=yl ju= byl haJ7llonif; i oSwietla pare latarkcl ele/..1ryc::nq. 
Wtec
1' Syn poclbiega do Draba. Znowu =miana tempa na s0'bkie, .fJwaltawne. Syn usiluje 
wyclr:::ee Drabawi latarke. Krotkie szamotcl1lie sie, bleclne iwiatlo latarki miga we 11'80'st- 
kich kierunkach. Drab oclpycha Syna, /..10ry upada. Podnosi sif;, staje na c::wonlkach, 
Drab oSwietla go lacarkcl. po c-=)'1ll podchocl=i i kopie, 8.1'11 pr:::ewraca sif; ponownie. OJ- 
ciec 11'8taje z Bab.l
 Znowu =miwlU, 
1'Ulnienie tempa." (s. 22) 


Naturalistyczna drastycznosc jest m ustawicznie kontrastowana z onirycznosci'l. 
W warstwie slownej ta drastycznosc jest neutralizowana ryllilicznoSCl1} i eufoni'l: 


OJCIEC (do Draba, pawoli, dobitnie) Ty na syna?n 
Drab oclwraca sif; i oSwietla terce Ojca, iwieci mu prusto W oc-=)
 oslepiajqc go. Ojciec 
11li11l0 to pr=ybli=a Sif; do Draba, pawoli. 
OJCIEC Tyna syna, sl'urwysynu?! 


I znow didaskalia sugeruj'l pelnit; iluzji teatramej czy nawet fihnowej: 


Drab wyjmuje spocl plaszc::a siekierf;. Za plew11li Ojca Poruc::nik Zielblski siega do ka- 
bury po pistolet Ojciec zbli=a sif; naclal do Draba i poclnosi piese. Zac-=)'1la bye slyszabry 
i pawoli narasta nieSpies=n.l
 miWV1t)' Shlkot kol zbli=ajqcego sif; pociqgu.
		

/td_Page_175_0001.djvu

			3. MROZEK 


175 


BABA ledzte! 
Ten okr::yk ro::lculawuje napif;cie. Zmicl1lQ tempel, pr=Y8pie8Zenie. [no] 


Jednak iluzja i tym razem nie osi'lga naturalistycznej duslownosci, gdyz naklada 
sit; na ni'l symboL ktory z pocz'ltku zdaje sit; bye po prostu jeszcze jednym elementem 
konkremej realnosci; ale ow narastaj'lcy nieSpieszny, miarowy stukot kol zblizaj'lcego 
sit; poci'lgu jest tylko echem odbijaj'lcym sit; w zbiorowych wsponmieniach: 


Sqcl::qc Z odglosow pociqg powinien bye jll:: peed nimi, ale go nie wiclai:, je8l to pociqg 
niewicl::ialny. 
Nie8pies=ne, ro::klekotcl1le, cie::ko wylculowCllle wagon)' towaJ"Owe, shlkajqce po s::ynQch 
p011'oli. miaJ"awo. monotollllie. Grajekzac-=)'1la gJ"ClC- bCln/::o cicho -.,lIliastec::koBel::". 
Zebrcl1li pr::y loce stojq nieruchomo, gmpa zasf):gla w be::ruchu. Pociqg oddala sif:, 
slys=alnyjest coree slabiej i slabiej, ale je8Zc::e d/liga. Kiecly go jll:: nie slychai: -ustaje 
jeclnoc::emie me/oelia. 


Mrozek, powtorznlY, nie nm anlbicji awangardowych - 0 awangardach i ekspery- 
mentach teatramych wielokromie wypuwiadal sit; drwi'lco. Bez skrupulow si<;ga po 
wyprobowane Srodki teatrame. Niewidziaffiy poci
, jak zapewne wielu widzOw pa- 
mit;ta, wjezdZal na scent; w fH
ycip stars
ej pani Diirrellllmtta. Z t'l tylko roinic'b ze 
tam sit; niespodziewanie zatrzymywal i wysiadala z niego tytulowa bohaterka z nie- 
zwyklym orszakiem. Mrozek zbudowal onmwian'l scent; na zasadzie muzycznej; 
w oparciu 0 dlugie crescendo plyllllie przecho	
			

/td_Page_176_0001.djvu

			176 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Iilk Selmo pawoli i sellnie ukladajq sif; na nocleg 11'okol oglliska. T:vlko Syn stoi mif.cL")' 
nimi, nieruchomy. 
lIJawiqpodczas ukladania sif; i sculawienia, jes=c::e ciszej i selllliej. 
BABA Nic nie jedzie. 
DRAB Nic nie slvchac. 
PORUCZNIKZIELrNSKI Si
zdawalo. 
NAUCZYCIEL Tak. zludzenie. (s. 22) 


Grajek 
To jedna z najbardziej intryguj'lcych postaci w Pies
o. Postac niezwykle zlozona. 
zebyniepuwiedziee syntetyczna. Stanowi chybanajpeh1iejsz'lrealizacjt; dewizy: "Naj- 
lepiej podpatrzee i roZ\vm..c". Zaninl przeistoczy sit; w Grajka. pojawia slt;jako nieru- 
chonm postac w wojskowym szynelu siedz'lca na srodku sceny, tylem do publicznooci. 
Ojciec i Syn, pochlonit;ci rozmoW'b wcho	
			

/td_Page_177_0001.djvu

			3. MROZEK 


177 


A tak opisuj'l didaskalia tt; postac, ktora powrornie pojawia sit; na scenie - tym 
razem jako slepy grajek: 


Baba kr::yc::y pr=e8traszona, poniewCl= z prctwej strony nlu/choc/::i postal: w zolnierskim 
s::ynelu, dlugim do ::iemi, kolllier::: poclllie8i01l)
 glawa ogolona. Jeff! to fa sama postal:, 
co w scellie tcedej akhl pierwszego. fa SCl1IlQ. niero::po
utH'Cllna twar::: (autor proponu- 
je, zeby naciClgllQi: na glo11'f. aJ..1oJ"Cl pr:::e::roc-=)'slq, be::baJ"wnqponc=och{), ale 1)'111 J"Cl::em 
nie poplamiona krwiq. C'=ClJ7le, okrqgle o/..-,dwy slepca. Wjeclnej r€ce biala laska, ]mJrq 
11')'s
IJ....,lje clrogfr:_ Pod pClchq niesie skr::ypce. (s. 17) 


Tu autor najwyraZniej si<;ga po stereotyp fih11owy; postac falszywego slepca ze 
skrzypcanu pojawiala sit; w najroinieiszych gamukach fihnowych - od kryminalu 
i fih11u szpiegowskiego po komedit; (starsza cz<;sc polskiej widowni panlit;ta j'l chocby 
z Zaka
an.rch piosenek). Ale ten zbanalizowany stereotyp zostaje przez MroZka wzbo- 
gacony 0 wieloznacznosc symbolu, krory z jednej strony moze sit; kojarzyc widzowi 
z Chochulem graj'lcym na weselu w dranmcie Wyspiaitskiego, z drugiej z postaci'l 
Smierci w fihnie Bergmana: Grajek spemJa bowiem funkcje obu tych postaCI. a do 
fJ'esela odsylaj'l wprost jego slowa: ,,Przyszedlem na wesele. Slyszalem spiewy, ja 
zawsze po weselach chodz<; i granl." (s. 18) Ale Grajek jest muzykiem uniwersamym, 
dodaje wit;c od razu w nastt;pnej kwestii: ,,Mog'l bye tez chrzciny, albo stypa. Kame- 
mu wedlug potrzeby." Muzyka Grajka odt'ld tuwarzyszyc wit;c b<;dzie calemu zyciu 
czlowieka. Odt'ld - czyli od dnia zakoitczenia wojny. ,,Kamemu wedlug potrzeby"... 
To przeciez jeden z glownych frazesow nowej ideologii, czyli Nowej Wiary, krora 
glosila pewll'l utopit; spolecZfi'l. wykladanll w szkole jako podstawy nlafksizmu-Ieni- 
nizmu: w socjalizmie - kaZdemu wedlug pracy, w kumuniznue - kaZdemu wedlug 
potrzeb. Tak wit;c Grajek. trup w wojskowym szynelu, stanie sit; nieoill'lcznym towa- 
rzyszem Zycia w nowej, powojennej, rzeczywistoSci. Wczes.niej jednak wyprowadzi 
ze sceny Superiusza- Witkacego, krory nie chcial Zyc w tej nowej rzeczywistoSci. W szy- 
scy jui zasnt;li, wit;c Grajek nie musi dluZej udawac slepca: 


Po c/m'i/i GJ"Cljek wstaje i nie s
lk{ljqc j1l= clrogi Zaskcl. ale zachowujqc sif;, jakby mial 
pelnq sprm1'1losc 11':::ro/.."1', zbli=a si€ do miejsea, gcl:::ie spoc:::ywa Sliperill8Z obok PCl1li. 
Staje nad Sllperius:::em, Sllperius::: poc/nosi si€. 
SUPERIUSZ (po
glosem) Jill czas? 
Grajek c:::eka w milc:::eniu. Sllperiusz 11'staje ostro=nie. zeby nie Zbllc/:::ic s-piqeej tmm- 
r:::yszki. Grajek zac:::yna isc w stron€ prctwej /.."1diS)
 Superill8Z bier:::e neseseJ; w /..10rym 
:::najduje si€ br:::Yfwa, icl:::ie za Grajkiem. Pr:::yscaje, oc/11'raea si€ i pmr:::y na Syna, /..10ry 
byl i jest s-wiculkiem calej tej seen)'. Pr:::e::: c/m	
			

/td_Page_178_0001.djvu

			178 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


chcial mierzyc sit; Superiusz. Mrozek w owej symbolicznej scenie przedstawia sit; 
jako duchowy syn Witkacego. W now'l rzeczywistosc wprowadzi Syna oczywiocie 
Grajek - dzwit;kanliAfied.:ynarodo1l'ki. Te dZwit;ki buduj'l zreszt'l swoisty dialog dra- 
nmtyczny, poprzedzaj
e bowiem, wypuwiedziane tonem dziecinnej skargi, slowa Syna: 
"Janie chct;, nie chct;"." Nie chce tego nieuchronme nadcho	
			

/td_Page_179_0001.djvu

			3. MROZEK 


179 


Grajek na Zyczenie Draba ("Po naszemu!") zaczyna grac polkt;, a Ojciec i Baba 
taitcz'l ,,\I'iejsAi1l1-pr
ed1l1iejsAi1l1 sposobe1l1". To jest prawdziwy taniec godowy, pro- 
stacki, jumy, w coraz to szybszym tempie, aZ do utraty tchu i rownowagi. Swiemy 
II akt sztuki, podziwiany przez Jana Bloitskiego (Ws
ystAie s
tllAi Slml'01I1ira Afro::- 
ka). zbliza sit; do swojej kuffilinaCji. Mrozek osi'lga tu szczyty mistrzostwa teatrame- 
go; nieustannie zmleniaj
c konwenCJe, ryuny, nastroJe wyzwala cos, co trzebanazwac 
nm
 teatrah1'll'lcZ'lc'l biegunowe przeciwieitstwa: wulgarnosc z wznioslosci'l, natu- 
ralizm z poetyckinli symbolami, pozbawiony wstydliwego kanlUflazu popt;d seksual- 
ny z sacrunl. 
W jednej kwestii Ojca: "Nie znam cit;, szczylu. Nie widzisz. ze przyszla moja 
godzina?" - wulgarnosc zostala zderzona z patosem aluzji biblijnej. Jak panlit;tamy 
z Ewangelii sw. Jana w Kanie Galilejskiej na slowa Matki: "Wina nie nmjq", Jezus 
odpowiedzial: ,,zostaw to nmie, niewiasto, jeszcze nie nadeszla godzina moja". OJ- 
ciec w Pies
o mowi biblijnynu slowanu, ze przyszla jego godzina - godzina cudu 
poczt;cia Zycia. Dodajmy: najbanalniejszego i najtrywiaffiiejszego z cudow. Ojciec 
i Baba, podniecani wulgarnymi okrzykanu i dwuznacznynu przyspiewkanli, korzysta- 
j'l z "ostatniej chwili womosci". jak t1unmczy Synowi Superiusz, odwoluj'lc sit; naj- 
wyrainiej do nowych teorii antropologicznych. 
Trzeba by jednak naplsac tych part; stron analizy drugiego akm Pies
o. krorej po- 
trzebt; podkreslal Bloitski: 


Ten drUgI al-t Pies=o jest naprawdtt bezbl
dny. Skupm 1 zarazem rozwlja - rozprasza?- 
tyle rnotywow, ze pam stron trzeba b
dzie, aby]e dokladme rozpl:'1tac. KaZde prawie 
slowo, kaZde zachowame W1elOznaCZY, czyli maCZej rozwija sytuage, wq:tla, ternaty 29. 


Superiusz- Witkacy czerpal zapewne tt; wiedz<; antropologiczn'l z pierwszej r<;ki; nm 
przeciez jeszcze na jednej nodze but. bye moie. z wyprawy naukowej z Bronislawem 
Malinowskinl. Teraz wyklada Synowi, w najwit;kszym skrocie, teorit; wojny jako swi<;ta: 


Tylka wo]na dale przecl
tnym ludz10Ill wolnosc. PrzestaJIl bye k:1m Sib wzglttdme k:1m me 
SIl. Zalemie ad przypadh.-u. TwO] O]clec naleZy do pIITWSZeJ kategoni Widzisz.]ak SWw- 
tuj
? Ale Tylko do jutra" (S. 21) 


Pastisz Witkacego i... Rozewicza 
W ponizszym fragmencie Superiusz (,'polska publicznosc rozpozna latwo w Su- 
periuszu - Stanislawa Ignacego Witkiewicza" - pisze Bloitski, s. 226) ujawnia trawi'l- 
ce go - niczym Witkacowskich tytanow mysli pragnienie absolum: 


SUPERillSZ Pan nmie kaZe rnyslec? J\.Inie? Ja rnysli mam dosyc, aZ za duZo. Obrzyd1y 
Illi juz rnysli. 
NAUCZYCIEL W to truOOo uwierzyc. 
SUPERIUSZ A wie pan dlaczego? Bo zadna nie jest ostateCZIlIl, absolut::rnt nad-rnyslll. 
Nic, tylko rnotloch rnysli, jedna plodzi drugll, jedna zastgmje drugll, a wszystkie tyle 
sarno warte, ni nmiej ni wi
cej. 


29 ITs::ystkie SZhlki n' s. 231.
		

/td_Page_180_0001.djvu

			180 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Hierardlla rnysli jest ]eszcze ]ednym zludzemem. 
NAUCZYCIEL Widoczme bral-uje panu metody. 
SUPERIUSZ A pan ma narnysli pewme]
 konstruktYWlStyczno-pozytYWlStyCZillb naro- 
dowq. a moZe i sm:jo-spolecznikowsk:t. geofizyczno-politycZIlll i ekonomicZillb illIo-WCZ3Jl:l 
rnysl. Czy pan me, co to jest pragnienie ponad-rnysli? Jaka rn
ka - niemoZnosc rnysli osta- 
teczn
? Fonnuly finalnej? Bezksztalt a wi
c niedosyt absolutu? Jakie nienasycenie? (s. 14) 


Ale obok slownictwa naznaczonego autorsk'l sygnatur'l Witkacego (wystarczylo- 
by zreszt'ljedno slowo-identyfikator ,,nienasycenie") pojawiaj'l sit; pojt;cia z leksyko- 
nu Gombrowicza (np. ,,niemoZnusc"). 
Drugi fragment jest rownie latwo rozpoznawamym pastiszem Witkacego. krory 
z upodobaniem konstruowal wlelopit;trowe absurdallie przeklenstwa: 


SUPERIUSZ Nle takich wbi]alem na pal pod Persepohs Game GahC)']slae_ staCJa Szre- 
niawa Dalna, v..'Y, sknocony knechcle knedlowy. v..'Y. skretymaly kradm kretynoidalnej 
kretynokracii, v..'Y, kretonnwa krewetko.ls. 15) 


Kombatancki w'ltek sztuki prowadzi nas natonuast, jak nic Ariadny, w stront; ko- 
medii Rozewicza Spaghetti i miec. Wystarczy chocby porownac nazwiska oficerow 
- dwuczlonowe u Rozewicza: "porucznik Lew-Komiszon" vel "Lew-Ogorek", "pul- 
kownik Sroka-Dziurawiec", ,,komandor Ostroga-Mamlelada", au MroZka jui troj- 
czlonowe: "general Rozpor-Rumba- Trzepiszewski" (wymyslil je naprt;dce Superiusz). 
o ile czlony nazwisk bohaterow Rozewicza wzaJenmie sit; osmieszaj'l i senlalltycznie 
uniewaZniaj'l, 0 tyle trzy czlony nazwiska "generala" logicznie konstruuj'l zakanmflo- 
Wall'l aluzjt; (a kanlUflaz czyli nmskowanie zostalo w wojsku podniesione do rangi 
wyzszej koniecznosci) do ulubionej czymlOsci tego bohatera, przy czym czlon srodko- 
wy okreSlarytm owej czymlOsci. Warto podkreSlic takZe walor muzyczny zbitki "Roz- 
p6r-Runlba- Trzepiszewski", w krorej przechodzimy od gwaltownych i eksplozywnych 
dzwit;kow ,,r" (trzykrotnie powrorzone), "zp", ,,111b", poglt;bionych przez cienffi'l sa- 
mogloskt; ..u". do lagodnie szeleszcZ'lcych i szunlUjcych ..trz". ..sz". ..s", w dodatku 
rozjasnionych sanlOglosk'l "i". SanlO to trojczlonowe nazwisko w swojej warstwie 
brznlieniowej znakomicie oddaje kumllnacjt; napit;cia i jego stopniowe rozladowanie. 
A oto kolejny przyklad wyrazistego pastiszu. Obie cytowane nizej wypowiedzi 
parodiuj'l ten sanl wzorzec: Jt;zyk wojskowych komend gt;sto przetykanych \vulgary- 
znlallU, ale cytat ze sztuki MroZka Pies
o jest przy tym najwyraZniej pastiszem paro- 
dystycznego stylu Rozewicza, krorego probka pochodzi z komedii Spaghetti i miec 
(uznanej przez autora za jednll z dwoch prawdziwych komedii w jego dorobku): 


PAN III pr::ybiera p081ctH'€ zascu/nic=q Porucznik Lew-Korniszon rnelduje oddzial przy- 
gotowany do wspominania. Stan jak zwykle. Nieobecni: pulkownik Sroka, lqczniczka 
Mewa, porucznik Skrzetusli. plutonnwy Kozam Baooosc. Spocznij. Na prawo pauz... 
Na d... siad,ja warn takie jaja wstawi
m aniolki.. 30 


Mrozek rozbudowuje tt; parodit;: 


30 TadeuszRozewlcz, Teatl", t. 1, s. 263.
		

/td_Page_181_0001.djvu

			3. MROZEK 


181 


PORUCZNIKZIELrNSKI Czolem. rodacy! Bacznosc. spocznij, padm], powstan. WitaJ, 
jutrzenko swobody_ Oddat plemqdze i kosztownOSCl na fundusz v;ryzwolOllej O]czyzny, 
aber sclmelL Na ruG] rozkaz wszyscy w rz
dZ1e, r
ce do gory, laeszeme na wierzch. Kto 
nie odda, tego za zd:rad
. W praaawo patrz! Porucznik Zielillsli jestem. tal Illi J...-urwa 
dopom6z?1 


W Epilogll sztuki autor parodiuje jt;zyk propagandy z pierwszego okresu powojelllle- 
go stosuj'lC ROZewiczowskie enunleracje, sprowadzaj'lce do absurdu hasla ideologiczne: 


PANI [.u] Mamy kolosalnyprogram edukacji, reedukagi i kolaboragi (do Syna) Liczy- 
my zwlaszcza na rnlode pokolenie. 
NAUCZYCIEL Budnwy, odbudnwy i nadbudnwy_ Ogronme zadanie. [.u] (s. 25) 


Portret - "sztuka fie zrobiona" 
Kazinuerz Dejmek mowil 0 Portrecie w rozmowie z Elzbietll KoniecZll'l: 


[.u] Z tym utworem jest dziwna sprawa: posiada wiele defel-tow konstrukcyjnych, co jest 
zadziwiajllCe, poniewaz l\.Iro:Zekjestrnistrzemkonstrukcji, alemimo tego jest bardzo isto1mt 
i pow:ri:rnt sztuk:t. 32 


MroZek, autor wielu "sztuk dobrze zrobionych", najwyraZniej swiadomie psuje 
konstrukcjt; Portretll czy Afilosci na KIJ1I1ie. Do owych "sztuk (swiadomie) Zle zro- 
bionych", sztuk-hybryd zaliczanl takZe Drugie danie. W Portrecie demonstruje nie- 
moznosc stworzenia wspolczesnej tragedii, rozmywaj'lcej sit; w jakinlS melodranla- 
cie. w ktorym niegdysiejszy donosiciel zanlienia sit; w piel<;gniarza swojej ofiary przy- 
kutej do wozka inwalidzkiego. Po dranlatycznym, osi'lgaj'lcym wrt;cz wYZyny tragi- 
zmu, finale aktu II, w ktorym Anatol przyzywa magicznym zaklt;ciem ducha Stalina. 
po czym pada sparalizowany, w krociutkiej I scenie aktu III, w ktorej wypowiedziane 
zostaj'l zaledwie dwie wyraZnie rytnuzowane kwestie, autor sygnalizuje widzowi praw- 
dziwie karkolunffi'l zmiant; konwencii teatramej: 


ANABELLA Ja nie w swojej sprawie 
OKTAWIA Zaraz zawolam. NiechZe pani siaoo. 33 (T 1, s. 231). 


Ta zmianakonwencji zostaje zaakcentowana w jeszcze jeden sposob; w pocz'ltko- 
wych scenach aktu III w didaskaliach pojawia sit; kilkakromie slowo exit. 
Powraca rowniez charakterystyczny rytnl dialogow. Poszczegome kwestie dziel'l 
sit; wyraime na segmenty 5- czy 6-zg10skowe: 


ANABELLA <-llodzi 0 rnieszkanie. 
OKTAWIA Mieszkanie? Dla kogo? 
ANABELLADla Anatola. 
OKTAWIA Jak to, nie macie? Mo-wilrni Bartodzieju 
ANABELLA ToSmY stracili Mamy teraz male. 


31 "Dialog" ill 8/1980, s. 15. 
32 "NaGlos" ill 3/1991, s. 235 
33 Cytuj
 "''Ydanie: Slawomir Mrozek. Teatl" 1, Warszawa 1994. Oznaczam Je skrotem T 1.
		

/td_Page_182_0001.djvu

			182 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambrawicz - R6zew/cz - Mrazek 


[u.J 
OKTAWIA Winda bye rnUS1. Ale co Bartodz1tJu 
ANABELLA Slyszalam 0 mm., ze ma zna]OmOSCl, to maze by pom6gl. 
OKTAWIAB:utodziej? 
ANABELLA Gdzies cas zalatwil, pogadal z lim trzeba 
OKTAWIA Za poino, kochanie, on juZ nie nie maze. 
ANABELLA Nie zna nikogo? 
OKTAWIA To juZ nie te czasy. On daVi'110 W odstawce 
ANABELLAAjarnyslalamu 
OKTAWIA W szystko SIt; zImenilo. Kledys magI, to prawda. Ale me dZ1Sla]. 
ANABELLA Co ]a teraz zrobW._ 
OKTAWIADaj Illi pomyslec. Anarazie -siadaj. (T 1, s. 236/237) 


Slychac tu wyrazisty rytmjedenastozgloskowca (5+6) z tragedii i komedii Szek- 
spira, Odprmt'). poslo1l' greckich, poematow i dranlatow ronlalltycznych; tym wyra- 
zistszy. ze czt;sto zaklocany. 
Reguly "sztuki dobrze zrobionej" juznie funkcjonuj'l; dubeltowka wisZ'lcana SCIa- 
nie w pierwszej scenie nikogo W ostatniej nie zabija; Czelcow w}'filosci na Krymie w 
pewnej chwili po prostu strzela z niej pod stili. 


Portret - mil'dzy Ddadami a Don Giovannim 
Mrozek dose mechanicznie parodiowal D::iady w S1I1ierci po/'llcnika. Jan Zbi- 
gniew Slojewski zatytulowal swoj'l recenzjt; tej sztuki HII1I10r 
 allt01l1atll. W Portre- 
cie wielka scena wywolywania ducha Stalina jest kolejnym nawiqzaniem du utworu 
Mickiewicza. ale nieporownanie bardziej subtemym i dranlaturgicznie uzasadnionym. 
W kwestiach Anatola pojawl sit; najpierw odwolanIe do D
iado1l', ale ten adres zosta- 
nie natycmniast przekreSlony jako automatyzm skojarzeniowy, po czym zostanie wpi- 
sany inny, odsylaj'lcy do sceny z Komandorem w Don Giovanni1l1. W pierwsz'l z cyto- 
wanych kwestii zostal wpisany tytul dziela Mickiewicza, a w drug'l trocht; niedoklad- 
ny cytat z monologu Guslarza, ktory brzmi: "W jakiejkolwiek swiata stronie". Ale 
MroZkowy pastisz rownoczesme odsyla, rytmem jedenastozgloskowca i analogianli 
skladniowynu, do pocz'ltku innego, rownie znanego utworu Mickiewicza - ballady 
S1I'ite::: ,,Ktokulwiek bt;dziesz w Nuwugrodzkiej stronie". Tak wit;c Mrozek naklada 
tu na siebie cytaty, jak przezroczyste szablony wykonane na foliach: 


ANATOL Kultu I111 me wolno upraw13c? Dzmdom 1 pradzmdorn wolno bylo. a Ilune me? 
[u.J 
ANATOL Gdziekolwiekjestes, w jakiej swiata stronie.u Tfu, nie tal. Od poczq:tku. No, 
po prostu,ja, Anatol, wci&i: Zyv.'Y choe mialem bye umad y , zapraszam ciebie, umarlego, 
choe przeze mnie Zyv.'ego, na skronmy pocz
stunek PrzyjdZ.jesli masz honor i napij si
 
z gnojem. kt6rego zgnailes, to znaczy ze nm:t, i z maim koleg:t, kt6ry zawsze byl gnojem. 
Wzywam ci
 przez ogie:6. plutonu i pojedynczy. Wzywam ci
 przez wod
, t
 raczej ziIll- 
niejsz:t. Przez ziemi
 ci
 v;'zywam. czyli przez to, co pod ziemi:t, ty juZ wiesz co. Przy- 
b:tdZ. staw Sl
 1 ukaZ. pomewaZ]estes wezwany. fT I, s. 229/230)
		

/td_Page_183_0001.djvu

			3. MROZEK 


183 


Dejmek: "kaida generacja ma takie Ddady, na jakie sobie zasluiyla..." 


- Wjetbr)'m z11:t'"wiculbw pr:::ecg.taZCl11l. ze c::eka Pall na DZ13dy lIIm3\Cl i WeseleRo::ewi- 
ea. Tak pr:::ekomie llszeregawal Pall tych pisar:::y w sensie oc=ekiwwl. C
. Partret to ju:: 
le DZ13dy? 
[.u]Wydaje mi si
, zePw1JPtjestutworem.. kt&yniew:.t:tpliwie zaswiadcza 0 przelomie wjego 
twmczosci. Po tvm dramacie alba nie b
dzie nic, alba b
illtjakies D=icu/y. Na razie bowiem 
POJ1retniepe1ni t
 funkcji Innasprawa.. zekaZdywidzma takiegoHCl11l1eta, na jakiego sobie 
zasluZyl, kaZda generaga ma takie D=icu/y, na jakie sobie zasluZyla... Nie depregonuj
 tutaj, 
brrn5.Boze, aniJ\.IroZka.. ani nasz
 generacji, niemni
 s:.tdz
 zewpe1ni zasluZyliSmy sabiena 
D=icu/)' w fonnieP0J1rehl. Oczel"1lj
 na da1szy ci:tg tego utworu."34 


Portrety w sztukach Mrozka 
Pierwsze pojawily sit;juz w debiutanckiej Policji: 


DWCl portrety: jeclell - Infil1lta (niemowl€ w staJ"Omoclnym WO=/..?l albo cl=iecko w stylu 
portretaw mies=c=wlskich cl=ieci z XLI" wJ one clrugi Regenta (starego i gm;;;wgo pry- 
ka Z )1'clSami) (US I, s.7) 


Te portrety b
 od czasu do czasu przyci'lgac wzrok Wit;zma (p,.
)'staje. Pat,.
)' 
pr
e
 ch1l'ill,! na port/-el)' In(tlIlta i Jego fJitja Regenta. - s. 10), a funkcjonariusze policji 
bt;dIl in1 oddawac honory (p,.
ed port/-ettlll1i Infanta i Jego fJitja Regenta pre
' sil,! na 
bacnoSi: - potem osmm sil,! l1a AT
eslo. - s. 14). Sieriant zreszt'l za kaZdym razem 
wstaje, gdy wsponllna Infanta i Jego Wuja Regenta. a odwoluje SIt; do nich nader cz<;sto. 
Wit;zieit z kolei (nie\l'idocll); 
a OA71em) wznosi okrzyk: "Niech iyje nasz Infant i Jego 
Wuj Regent!!!" (s. 17) Identyczne portrety wisz'l w domu Sierianta-Prowokatora: 


Na scianie ::najome pOJ1rety Infil1lta iJego Wuja Regenta ora:: pOJ1ret slubny Sier::cl1lta- 
Prawokatora i jego zOllY. (s. 18) 


Takie s'lsiedztwo portret6w daje do myslenia. Infant i Jego Wuj Regent wcho	
			

/td_Page_184_0001.djvu

			184 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambrawicz - R6zew/cz - Mrazek 


Wsponmiec trzeba jeszcze jeden portret - w scenariuszu fiffilOwym P01l'r6t, napi- 
sanym i zrealizowanym przez autora w r. 1978, a opublikowanym w "Dialogu" dopie- 
ro w r. 1994 (m 9), pojawil sit;portret cesarzaFranciszka Jozefa 35 . 


OJCIEC, SYN I WODZ 


".Ta" syna przeciw ".Ta" ojca 
W Drugim danill zostaje postawiony fundanlentaffiy problem wyodrt;bnienia .,ja" 
syna w stosunku do ojca. Tato w rozmowie z Nill odnlawia swemu synowi prawa do 
mowiema 0 sobie ,ja". W perspektywie psychoanalityczneJ oznacza to wirtuame cof- 
nit;cie syna przez ojca do fazy wczesnego dziecmstwa, kiedy to fomla ,ja" jeszcze sit; 
nie pojawia Gak \viadomo, male dzieci mo\vi'l 0 sobie uZywaj'lc inlienia i trzeciej 
osoby 1. p.). Uiywanie fomlY ,ja" przez syna jest, zdaniem ojca, bezprawne, stanowi 
uzurpacjt;, ktorej ojciec przeciwsta\via wlasne ,ja". W ruzmuwie z Ni'l Tatu kilkakrot- 
nie powtarza to .ja", jakby pragll'lc uhvierdzic jego wyl'lCZll'l prawomocnosc: 


]a sam pOW1em. [...] Ja go znam lep1eJ ad cleble, tego twOJego rn
za. O,]a go znam do- 
brze, znam go ad siedemnastu lat. Chcesz, to ja ci powiem. k:im on jest: niedorostkiem, 
1.-t6rynawetnieumie byczonaty. (US II, s.152) 


Warto m zwrocic uwagt; na slowo ,,niedorostek", przy pomocy ktorego Tato spy- 
cha swego zonatego juz syna w infantylizm. W nast<;pnej kwestii "cofuie" go ai do 
niemowlt;ctwa. Tato zanlierza uwieSc J'b uhvierdzaj'lc ponad wszeik'l w'ltpliwosc re- 
lacjt; Ja- Ty i starai'lc sit; uniceshvic relacjt; Ty-On. Zainlek "on" sluZy mu najwyrai- 
niei do odsunit;cia od Niej syna na bezpieczny dystans. "On" nie moze bye "Ja", wit;c 
nie moZe wejsc w relacjt; z .,Ty". Tylko Tato ma prawo mowic 0 sobie "Ja". .,On" 
wszystko mu zawdzit;cza. poczynaj'lc od iycia. W czytajmy sit; uwaZaie w dalsz'l cZ<;SC 
dialogu, ktora zaczyna sit; podkresleniem autorytem "Ja": 


NleprzerYW3]! Jarno-wl
. [...] Bezenune]uzdawno byzgmqL WWcej:gdybyme]a,]ego 
by nawet me bylo na smecle! [m] Bo]a rnu dalem wszystko. Nawet Zycie! 
ONA On weale nie prosi!. 
TATO Ale wziQI. 


Ta szokuj'lca (bo zupelnie niespodziewana - zwykle podobne rozmowy, w ktorych 
dochodzi do wynuany kwestii w rodzaju: "Ja ci dalem iycie! - A ja wcale cit; 0 to nie 
prosilem!", w tym miejscu sit; po prostu urywajlj) replika zaczyna dluZszy monolog, 
wart przytoczenia w calosci: 


TATO L.u] Co tywiesz 0 nim, co ty rnozesz 0 nim wiedziec? Kogo typoznalas? Kogos, 
kto ruo-wi 0 sobie: ,ja", kto rua-wi: ,ja jestem", ,ja bylem", ,ja b
d
", ,ja chc
" ...Zupe1- 
nie jakby rnial do tego prawo. A tymczasem tylko ja jeden znam go naprawd
. Ja go 


35 W "''Ydaniu ksiqZkowym: lClria, t. 2, Jak zostale11l fil11lo11'ce11l. "Wyb6r i opracowanie Tadeusz Ny- 
czek. Warszawa 2004, s. 236.
		

/td_Page_185_0001.djvu

			3. MROZEK 


185 


widZ131em. ]31 czolgal Sl
 po podlodze. Jak bal Sl
 ClemnOSC1. Jak cleszyl si
 uClecillt 
kretyna, kiedy rnu si
pokazalo dwa pa1ce nakrzyZ. A potem "''Yst3Iczylo namego krzyk- 
n:tc, zeby trzqsl Sl
 ze strachu. Widzialem.]31 pokomie zbliZal Sl
 do liune, mepozbiera- 
ny, nieskladny, niezdamy, gotowy na wszystko i niezdolny do niczego. Jak - kiedy rnu si
 
zdawalo, ze na niego patrz
 - gapi! si
 przed siebie, obrnyslajllC rn
tnie i bezradnie spo- 
soby przymilenia si
 swiatu. (pr=eclr=e
liajqc) »Jak by tu, co by tu, l-t6n
dy tu, zeby 
tylko...({ CheiaI, zeby go przyjQc, "''PuScic, ulaskawic. A pofuiej znam jego szkolillb mal- 
pill blazenad
. Te jego zalosne pr6by "''Ydania si
 silnym i Virytrawnym. "",rydania si
 k:imS 
Oszustwo! Bufonada! Ja znam jego n
dz
. jego pok:ttne placze, znam jego male. odstr
- 
czajllCe sekrety. I dlatego W1em. co rn6wi
. To jest zaledwle Ill6j syn. (s. 152/3) 


Odslania sit; mtaj druga - ciemna - strona stusunku ojca do syna. Z wyraZnie 
sadystyczrt'l satysfakcj'l Tato wspomina strach i bezsilnosc wlasnego dziecka oraz roz- 
kosz bezwzgl
ego panowania nad ninl. Tu juz docieranlY do atawistycznego in- 
stynktu dominacji silniejszego sanlca w stadzie, ktory jednak z nieustaj'lcym niepoko- 
jem spogi'lda na mlodszego i slabszego osobnika. jako potencjamie zagraZaj'lcego 
jego donrinuj'lcej pozycji. W ostatnich slowach rozpoznajemy utarty frazeologizm, 
ktorym zwykle ojcowie manifesmj'l swoj'l dumt;: "To jest moj syn." Ale Tato, wtr'lca- 
j'lC weit przyslowek "zaledwie", nadal mu sens zupemie przeciwstawny -lekcewaZ'l- 
cy czy wrt;cz pogardliwy. Ktos. kto jest ..zaledwie" synem. nie ma prawa mowic 
o sobie ,ja". To ,ja" syna wobec ojcajest oczywisl'l uzurpacj'l- i to rozpanoszoll'lod 
razu we wszystkich trzech czasach: teraZniejszym, przeszlym i przyszlym (,ja jestem", 
,ja bylem", ,ja bt;dt;"). Najbezczelniejsza ale zarazem najlatwiejsza do zdenmskowa- 
nia uzurpacja dotyczy czasu przeszlego; z ni'l wit;c rozprawia SIt; Tato w pierwszym 
r
zIe (,,Ja go widzialem, jak czolgal sit; po podlodze [... ]"). Szczegom'l uwagt; trze- 
ba zwrocic na cytowallil przez Tatt; manifestacjt; woli syna - ,ja chct;". W ksiqice 
Karen Horney N01t'e drogi 11' ps)'choanali
ie na s. 293/4 znajdujemy przypis podkre- 
sla]'lcy ogronrne znaczenie wyraZenia przez dziecko wlasnej woli tynu slowanli. Od- 
mowa prawa do mowienia "ja chct(" oznacza ubezwlasnowolnienie. 
W slowach Taty znajdujemy konsekwenffi'l psychoanalityczrt'l wykladnit; poczy- 
nail syna jako wymierzonych przeciw ojcu i zmierzaj'lcych do przelanmnia jego domi- 
nacji. W tej wykladni malzeitstwo z Ni'l thnnaczy sit; rowniez jako akt wymierzony 
przecl\v ojcu i proba dorownania mu: 


TATO OczywisCle ty wolisz W1erzyt. ze ozeml Sl
 z tobll dla C1eme. T ymczasern ozeml 
si
 ty1ko dla Ilune. Bo chCla1 Ill1 si
 Vi'YdaC nareSZC1e dorosly, chClal Illi Sl
 Vi'YdaC l-nns. 
Zaimponowac Ill1- Ostatma, rozpaczliwa. beznadzJ.ejna 1 glupm pr6ba. Jak wszystko, do 
czego si
 bierze. Nigdy nie zapomn
 chwili, kiedy przyszedl do nmie z nowirnt. "OZeni- 
lern si
, tato" - powiada i tak na mnie patrzy, jakby chcial powiedziec: "Teraz jestern ci 
r6wny. Teraz Illi
dzy nann juZ kwita. Nie jestern juZ syn. Jestern mqZ". Tryumfalnie jak 
by. Kr6tko Ill6willC: bezczelnie. (s. 153) 


Klucz psychoanalityczny okazuje SIt; mezbt;dny do rnterpretacji tej sztuki. Bez 
tego klucza trudno byloby zrozunuee np. slowa Widnm. ktore przywoluje Tatt;: "Chodz 
no m blizej. [...] Blizej!" (s. 165) Takinu slowanu zwykle doroslyprzywoluje dziecko, 
manifesmj'lc swoj'l dominacj<;. W tym wypadku osobnikiem bezwzgl
e dominuj'l-
		

/td_Page_186_0001.djvu

			186 


STANISLAW G
BALA - Tea/ra/nase / drama/ycznose. Gambrawicz - R6zew/cz - Mrazek 


cym jest WidnlO, wobec ktorego Tata staje sit; bezwomym dzieckiem, ktorego obo- 
wiqzkiem jest posluszeitstwo. Wielu wladcow i wodzow, aZ po wiek XX wl'lcznie, 
ch<;tnie przyjmowalo tytuly "ojcow narodu", a podwladni czy zgola poddani okreslali 
sit; mianem ich dzieci. W Portrecie, w ktorym latwo dopatrzyc sit; nowego opracowa- 
nia tematu z onmwianej sztuki, Anatol wypowiada przed portretem Stalina znamiellile 
slowa: 


Tal:. bracie mOj, oto nasz rodzic. My wszyscy dzieci jego. 


I zaraz w nastt;pnej kwestii: 


Q:jca me uszanu]esz? Tego. co byl]est i b
dZ1e'! (T I. s. 229) 


Oczywiste jest. ze temu ..ojcu" przypisuje SIt; mtaj atrybuty boskie. Ojciec - WOdz 
- Bog; kaZda z tych trzech osob, tworZ'lcych wyraZrui hierarchit;, moze bye wciele- 
niem calej trojcy. 
Hierarchie bywaj'l odwracame przyklad tego znajdujemy w Sillbie Gombrowi- 
cza, gdzie Henryk - syn - uzyskuje to rozkosme poczucie bezwzgl
ego panowania 
nad starynu, upokorzonymi i bezsilnynu rodzicanli (analizuwalem tt; scent; w szkicu 
Arc)'dramar Gombro\l'ica. zwracaj'lc uwagt; na slowa Henryka: .Zblizcie sit;... Zbliz- 
cie sit;, mowit;"). 
Wodz, ktory tak skwapliwie przyjmuje miano "ojca", oczekuje, ze bt;dzie "uko- 
chanym ojcem" - a wit;c domaga sit; milosci. WidnlO przyponllna Tacie: "KochaleS 
nmie" (US II, s. 166) i nalega: "Kochaj nmie jeszcze" (s. 167) - domagaj'lc sit; milosci 
si<;gaj'lcej aZ poza grob, gdyz tylko milosc daje niesmiertemosc i broni przed unice- 
stwieniem: 


Czy ty me rozunnesz, W Jak:1eJ ]a ]estem sytuacji? To ghtpstwo, ze umarlem. Ale ]a go- 
rzej... 0 IlUl1e Sl
 powoli juZ zapomma. Nawet rnOj portret Vi')'IZUClli na snnetnik. [...] 
Nic, nicjuZnie zostanie. Obr6c
 si
 wnic. (s. 168) 


Powstrzymac tt; nieuchrollilosc moze tylko milosc: 


Milosc dziala cuda. Jdeli wsponmienie, chociaZ zatarte, maze to sprawic, ze masz nmie 
przed sablb to co dopiero milosiS? Ona nmie oiywi. Daj Illi SVir:.t milosc, aZlllartwychpow- 
stan
_ Wystarczy, bys nmie kochaL 


Slowo ,,111ilosc" otwiera slownik frazeologizmow doszczt;mie zbanalizowanych 
w dialogach z ksi'lZkowych i fiffilOwych melodranmtow oraz w tekstach niezliczonych 
piosenek 0 gOf'lcym uczuciu i zdradzie. WidnlO pyta: ,,Mozenmie zdradzileS?"; "Chcesz 
nmie porzucic?"; ,,Panlit;tasz? Byla jesieit..." - i blaga na kolanach: ,Zwroc mi swoje 
serce!". Upokorzenie Widnla si<;ga dna. Zasada symetrii wymaga. aby przepasc. 
w ktor'l sit; spada. byla tak glt;boka. jak wysoki byl szczyt. naktory sit; zostalo niegdys 
wyniesionym przeztmnlypochlebcow wykrzykuj'lcych: "Sloitce Ojczyzny!", "Hura- 
Ch aly " 0 " Z . h I" Lb I" W I . . I " ,M ' Op tr 
gan w ...,,, 
Clec wycu(suva. " awca.,,, yzwo lCte... " 4Z a zno- 
oci. Wielki Nauczyciel, Orzel Historii... [...J WOdz!" (s. 164).
		

/td_Page_187_0001.djvu

			3. MROZEK 


187 


Warto jeszcze zwrocic uwagt; na moment rozpoznania Widnla przez Tatt;: 


WIDMO Pozna]esz Ilune teraz? 
TATO (coja si€) N-me. prosz
 panau. (IT7clmo oclwraca sif; i zdejmuje YCl11U/l ze SciCl1l)
 
Podnosi do gOJ)' pllslq J"Clml;::, uJ'soko, ;akby TO byl ponret) 
WIDMOToja. 
TATO Slance Qjczyzny! 


".Ta" wodza 
"Ja n wodza istmeje na zasadzie wyl'lcznosci podwladni mog'l mowic 0 sobie 
tylko "my". Z tej anoninlOwej nmsy wodz czasem wyodrt;bnia jednostkt;, zwracaj'lc 
sit; do niej "ty"; a wyrozniona w ten spos6b jednostka zyskujenamoment swiadomosc 
swego indywiduamegu ismienia, przez chwilt; stai'lc sit; ,ja". Ta chwila moze dac jej 
poczucie spelnienia. szczt;Scia; za tt; krotk'l chwilt; wielu gotowych byloby oddac iy- 
cie - tynl bardzlej, ze czeka ich powr6t w anoninlowosc, utrata owego bezcellllego 
,ja", ktore znow pochlonie masa ludzka. 


"ja zawsze jestem po stronie synow" (US II. s. 186) 
Wodz proponuje Malemu przynuerze przeciw wladzy Taty (s. 186). Mrozek doty- 
ka m wainej kwestii psychologicznej: ,ja" wodza", ktore nabiera charakteru absolum, 
likwiduje "ja" ojca. Mowi'lc inaczej: autorytet wodza znosi wszelkie inne autorytety, 
od rodzicielskiego poczynaj'lc. W Odz potr'lca czul'l strunt;przyponrinaj'lc Malemu, ze 
Tato wrt;cz odmawial mu podnuotowosci. degraduj'lc go do przednliom posiadania: 


Tato... RodZ1CleL. Pot
ZnY wlasclclel swego syna. (s. 187) 


Mlody czlowiek, ktory dopiero co uswiadomil sobie swOi'lpodnliotuwosc i zanm- 
nifestowal j4 m6wi
c "ja". maze tego "ja" wyrzec si
 tylko na rzecz potw przerasta- 
j'lcej go nieskoitczenie i zgola abstrakcyjnej; b
ie natomiast rozpaczliwie go bronil 
wobec panosZ'lcego sit; "ja" ojca. WidnlO zreszt'l bezwzglt;dnie unicestwia to napu- 
szone "ja" Taty, ktory na oczach syna staje sit; bezwomym wykonawc'l upokarzaj'l- 
cych poleceit: przekazywanych nawet nie slowanu a tzw. rozkazuj'lcym gestem. Mro- 
Zek powtarza m sytuacjt;, ktor'l stworzyl wczeSniej w jednoaktowce Strip-tease: 


ITiclmo J"llchem dloni daje Tacie ::Jwk. zeby =c/jql SllJ"C/Ul. Tato 1mlno. patr=qc w =iemif;, 
wykonuje ro=ka::. Stoi z pochylonq glawq, Z opus=c::onymi n:kami, tr=ymajqc smrlut za 
kolllier:::. Poly sun/uTa 11'Cllajq si€ po ::iemi. 
ITiclmo ::JJ'1,'{l Tade me/onik z gl011J' i cuca go 11J,sokimlukiem w kCll. Tato nie reaguje. 
ITiclmo z kolei zbiera w garSc kami=elke na jego piersi i szarpnif;dem daje mu do =ro=u- 
mienia, ze nale::y sif; po=byc rawnie:: kami=elki. Tato upuszc::a sUJ"C/ut na podlogf; i obie- 
ma rekami ro=pina kami=elke. (US II, s. 187) 
Widmo do Malego: 
Albo pOjdziesz ze rnillb albo zostamesz taty mewolml,em. Tato Cl
 posmda, pomewaZ 
ma wszystko. A ty mc nie rnasz. 
TATO Jarnu dalemiycle. Czywzamalo? (US II, s.191)
		

/td_Page_188_0001.djvu

			188 


STANISLAW G
BALA - Tea/ra/nase / drama/ycznose. Gambrawicz - R6zew/cz - Mrazek 


Slowa Widnm odkrywaj'l drugie dno w tak na powr niewinnych stwierdzeniach 
jak np.: ,,Manl syna!". Mrozek dokonuje tylko podstawienia w miejsce slowa ,,nuee" 
wyraZniej reifikuj'lcego synoninm "posiadac". Tak bylo rowniez w jednoaktowceNa 
pebl.11111110r
lI, gdzie Maly na pytanie, czy nm nmtkt;, odpowiada: ,'pOSiadanl manm- 
sit;" (US I, s. 129) 
Ten wqtek, zawarty w Drugim danill, moma czytac "Gombrowiczenl": Widmu ru- 
dzi Malego perspektyw'l zrealizowania utopii "synczyzny" (,ja zawsze jestem po stronie 
synow"; "Ojcowie nie lubi'b kiedy ja przychodz<;"). Syn ulega denmgogii Widnm. ktore 
oczywiocie klanue, bo naprawdt; realizowalo niegdys inn'l utopit;: ojczyzny bez ojcow, 
ktorych bezwzgl
e elinrinowalo (nierzadko przy pomocy denuncjuj'lcych ich synow), 
uzurpuj'lC sobie pozycjt; i tytul jedynego ojca (narodu a bywalo, ze ludzkosci). 


"Ant}'tata" 
W zakoitczeniu Drugiego dania plany Widnla wzglt;dem Malego przekreSla Ona 
w momencie, kiedy zwycit;stwo Widnm wydawalo sit;juz przes'ldzone: 


Ja z niego zrobi
 iIlllego czlowieka. B
dzie antytat'1. (do Taty) Ty tez si
 raduj. My do- 
konczymy sen twojej m1odosci. Cieszcie si
 razern. (do lIlalego) A teraz za IllIlIl! 


Tatu wybucha: 


"Wynos Sl
! 1dZ za rum! DraZm Cl
 ruG] porzqdek, mo]a hlerarchia, mo]a tradyc]a, mena- 
"Widzisz wszystkiego, co rnoje. I dobrze, prosz
 bardzo! Ale przede wszystkim nienawi- 
dzisz siebie. Cokolwiek bys zniszczyl, ode nmie nie uciekniesz, bo ja ci
 stworzylem. 
Wi
c idZ. zniszcz siebie! 1dZ tylko za nim! On ci pokaie, jak to si
 robi! 
WIDMO My zbudujemy nnwy swiat bez taty! (US II, s. 194) 


Ten monolog Taty wart jest glt;bokiego zastanowienia. 


Ojciec i Syn w Pie,7.o 
W Epilogll tej sztuki Ogi'ldanlY zastanawiaj'lc'l scent;, ktora przy calej swojej reali- 
stycznej doslownooci ma niew'ltpliwie wynllar symboliczny. To scena, w ktorej Ojciec 
zanlienia sit; butami z Synem. Po nocynastal ,JJ
ien jasnl; slonecn}:" Na pust'l scent; 
wcho	
			

/td_Page_189_0001.djvu

			3. MROZEK 


189 


zgloskowe. Z kolei dwie dluZsze kwestie Ojca zbudowane S'l z trzech sZeSciozglosko- 
wych segmentow - wyraZnie oddzielonych i stanowi'lcych zan1kni<;te konstrukcje skla- 
dniowe. Ta rytnuzacja stanowi sygnal wieloznacznosci epizodu, ukazuj'lcego zanuant; 
butow. Ogi'ldanlY symboliczny moment zmiany w sztafecie pokoleit. Ten sanl moment 
pokazal MroZek w Drugim danill przy pomocy zupemie innych konwencjonalnych. 
Srodkow teatramych. Tutaj posluiyl sit; znakiem najscislej zwi'lzanym z prezentowa- 
nym czasem historycznym. Wojna dokonala radykalnego przewartosciowania w swie- 
cie przednuotow tzw. cudziennegu uiytku. Buty uczynila jednym z najcemriejszych i 
najbardziej p0Z'ldanych. Bywalo, ze 0 buty mit;dzy ojcem i synem toczyla sit; bez- 
wzglt;dna rywalizacja (0 takiej pisal np., si<;gaj'lc do wlasnych wsponrnieit z dziecm- 
stwa, JosifBrodski w esejuLIlj71' 1I'ojenne). W Epilogll Pies
o Syn nie tylko nie pozq- 
da butow swojego Ojca, ale Ojciec wrt;cz go zmusza do wlozenia swoich butow: 


OJCIECZdejrnuj. 
5:1'11 zdejmuje but z tej nogi, na J..1orq utykal. Ojciec siada obok niego i r011'llie= zac=)'na 
zdejm011'ClC buf)
 
OJCIEC Drugi. 
5:1'11 zdejmuje drugi but. Ojciec podaje mu sU'oje buty. 
OJCIEC Przynnerz IllOJe 
5:1'11 wklcula bUT)' ojcawe. 
OJCIEC Wstan teraz i przejdZ si
. 
,s:1'1111'staje i robi pan;; kmkow tam i z pawrotem. 
OJCIEC Dobrze? Cham tutaj. 
5:1'11 podchocl=i do Ojca i staje peed ni11l. Ojciec naciska c
lbki jego butow palwlIli. 
OJCIEC JakulaL (wklcula but)' Syna) Patrz.jakuros}es, maszjuZrnojllrniar
. (mocujesif; 
z butami syno11'skimi. J..1ore sq dla niego za ciasne) 
OJCIEC Cas podobnego! T wo]e tez pasuJIb]ak slowo da]
. 
SYN MUSZQ bye za male. 
OJCIECAle sklld znnwu! Noga Illi si
 kurczy, czy COm Moje juZ by1y dlaIlUlie za duZe. 
(koiicg's::lluraWCl1lit: but6w, wstaje i pr::yhlpuje, kr::y'wiqc sif; Z nieHJ:goc
1:) 
OJCIEC W sam raz. No widzisz? B
dzie dobrze. (s. 24) 


To pit;kna scena. Szczegomie wzruszaj'lce jest szlacheme klanlStwO Ojca, ktory 
nawet "daje slowo". Motyw seksualliej inicjacji Syna tez zostaje w Pies
o rozwiqzany 
inaczej niz w Drllgim danill. Nasuwa sit( raczej pewne podobienstwo do analogicznej 
sceny w Amor
e. ale tanl jej brutalnosc miala tragiczne konsekwencje. 


Kobiety w swiecie teatralnym Mrozka 
W Drugim danill wielki konflikt pomit;dzy ojcem i synem Mrozek sprowadza do 
farsy i rozstrzyga w najprostszy sposob, przypomina]'lc. ze ow konflikt rozwi'lZuje sit; 
sanl i niejako automatycznie; wystarczy aby syn zostal ojcem - a tt; metamorfozt; 
zawsze gotowa jest unlOzliwic jakas kobieta. ktora przecina mt;skie spekulacje inte- 
lektuallie z bezwzglt;dnosci'l i skutecznosci'l zywiolu natury37. Nie ma wit;c sensu 


37 W tym rnleJSCU trzeba komeczme zacytowac stwlerdzeme GornbrOWlcza z D::lellllika: ..kob1et
 od- 
rzucamzpowodu dZ1ecka; dlatego, mnymi sluwy, ze]
 funkgazanadto spegalna." (D::iela, t. VIII, 112).
		

/td_Page_190_0001.djvu

			190 


STANISLAW G
BALA - Tea/ra/nase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


spekulowac na tenmt "synczyzny", skoro nieuchronnie unicestwia j4 santa natura, prze- 
ksztalcaj'lc synow w ojcow. Ale dla Gombrowicza, araczej dlahomoseksualisty Gon- 
zala, ktory wymyslil "synczyznt;", ten automatyzm nie istnial Do jego swiata. pozba- 
wionego kobiet, prawa natury nie si<;galy. Dla Gombrowicza jest tu wit;c wielki pro- 
blem egzystencjamy; problem egzystencji, ktora zyskala sobie wit;kszy obszar womo- 
oci, gdyz nie podlega najpowszechniej obowiqzuj'lcym banalnym prawom natury. 
W Tangll Ala wypowiada w rozmowie z Arturem kwestit;, w ktorej najdobimiej 
przeciwstawione zostaj'l prawa natury mt;skinl spekulacjom intelektuamym, zawsze 
zmierzaj'lcym do zakwestionowania owych praw. Nieprzypadkowo pojawia sit; m alu- 
zja do slYmlego pytania Hanlleta (ktore przeciez bylo tylko angielskinl thnnaczeniem 
pytania sfommlowanego jeszcze przez staroiytnych Grekow), uwaianego za kwinte- 
sencjt; intelektualnych spekulacji podwaiaj'lcych porZ'ldek natury. Rozmowa dotyczy 
slubu, w ktorym Ala, w przeciwieitstwie do Artura, nie chce dostrzec "powainei spra- 
wi': 


Dlaczego znnwu taka pow:rina? Dlanune maze bye alba me bye. I tak.]eZeli b
d
Imala 
dZ1ecko, to ztob:t, anie zksl
dzem. Wi
c 0 co chodzi? (US II, s. 52) 


Rowniez zdrada, czyli zlanlanie slubu, nie jest dla Ali iadnll "puwain'l sprawq" 
- powain'l czyni j'l dopiero Artur w mysl wlasnej zasady sfommlowanej w tejze roz- 
mowie 0 slubie: "Wit;c jezeli ta sprawa sanla w sobie nie jest powaZna. to moZna j'l 
zrobic powain'l." Ala dobrze zapanut;tala te slowa i z peffi'l swiadomosci'l, jak po- 
waZrui sprawtt. zrobi Z owego lakonicznego wyznania Artur, mowi: "Ja citt. zdradzilanl 
z Edkiem." (US II. s. 97) - ramj'lc w ten sposob iycie wujowi Eugemuszowi, ktory 
nrial bye pierwsz'l ofiar'l szalonego planu "zbawienia swiata" poprzez zbrodnit;. 
Kobiety - strainiczki praw natury - tak wlaSnie unicestwiaj'l olmjkane plany ide- 
ologow, ktorymi S'l, oczywiscie, z reguly (a w swiecie teatramym MroZka wyl'lcznie) 
mt;zczyzni. Mrozek czerpie m inspiracje z bardzo starej kunwencii komediowej, sit;- 
gaj'lcej Li
'stra/)' Arystofanesa. 
W Drugim danill w analogicznej sytuacji, gdy WidnlO wodza jest juz pewne zwy- 
cit;stwa w rozgrywce z Tal'lo Malego i z okrzykiem: ,,JVIy zbudujemy nowy swiat bez 
taty!" otwiera drzwi: 


[no] Dna s=epce cos lIlalemu do ucha.lIJaly p011'olizQwraca i siada na kr=eile, na SroclJ..?1 
sceIlJ
pr::yproscellium) [.n] 
l\.IAL Y (be::banmie) B
dziemy mieli dziecko. (US II, s. 194) 


Jest to zwromy moment w akcji. I, co trzeba podkreSlic, ten zwrot dokonuje sit; 
z farsowym (a moze po prosm naturamym?) automatyzmem: syn zostal tal'l- zatem 
Tato przesuwa sit; automatycznie na dalsze miejsce w sztafecie pokoleit i pierwszy 
sklada synowi-tacie gratulacje. Warto zwrocic uwagt; na uklad rodzinnej grupy. 
w ktorej syn-tato zaj'll miejsce centrame. Brak tylko staroswieckiego aparam fotogra- 
ficznego (niechby nawet zepsutego, jak w Tangll), zeby uwiecznic ten moment:
		

/td_Page_191_0001.djvu

			3. MROZEK 


191 


(11'8.:)'8(" zbli=ajq sif; do lIlalego i otac::ajq go. Dna staje za kr:::eslem i klall::ie 11111 n:ce na 
rCl11lionach. Tato z jego prctwej Stroll)
 c::yli lewe} - patr:::qc od wiclowni. IT7clmo - pozo- 
st{[H'iU's
' clewi otwClrte na oscie= - z jego lewe} stronJ
 cg'/i prctwej - patr=qc od wi- 
dawni. Tato wykr=ykuje potr=qsajqc oburqcz be::wlaclnq dloniq lIlalego) A to zuch 
z ciebie! Winszuj
, ",rinszuj
! 


Tak szcz<;sliwe i gladkie rozwi'lzania konfliktow mozliwe s'l tylko w farsach; koit- 
cowe slowa s'l zreszt'l doslownym cytatem kwestii, ktor'l moglibysmy bez trudu ma- 
lezc w komediach Bliziitskiego czy Baluckiego. 
W jednym z list6w do Jana Bloitskiego (z 30.IIL75.) pisalMrozek: 


Kocham tylko rnetafizyk
 1 koblety. chac co do tego druglego praW1e me me przenik 
n
}o do tego, co P1SZt;\ kobiet praW1e me rna w tym, co plSZ
 1 Jest to zasadmcza 
ban era, ummejszeme, w tym co plSZ
, kolosalne oszustwo 1 prawie hipokryzJa. (L, 
s. 541/2) 


PAR
 REFLEKSJI MROZKA 0 TEATRZE 


Refleksja metateatrahm pojawiala sit; raczej rzadko w tekstach MroZka. W pocZ'ltkach 
tworczosci chyba nie przywiqzywal do niej wit;kszej wagi rozm..c sit; i pod tym 
wzglt;dem biegunowo od ROZewicza. Taki wniosek nasuwa przynajnmiej wzmianka 
w liscie do Jana Bloitskiego z 4 kwietnia 1965 r. 0 zaproszeniu, jakie otrzymal od 
Austriackiego Towarzystwa Literatury na zjazd krytykow, reiyserow i dranmturgow. 
Pocz'ltkowo nie zanuerzalpoJechac. tak t1unmcz'lc przyczynt; swojej OdnlOWY: 


[on] przecleZ me "''Yglosilbym nagle, po raz plerwszy w Zycm m sTQd m zowqd referaru 
o teatrze, a taki by} warunek Potrzebny im bylem, bo Vi'Szystkie dobre i jakie talie nazwi- 
ska odm6wily, bo widocznie uw:ri:aly slusznie, ze lepiej pracowac, niz bawic si
 w ple- 
pIe. (L, s. 266) 


Ten cytat wlasciwie moZna by pozostawic bez komentarza. gdyz opiniaMroZka na 
temat wartooci "referatow 0 teatrze" ("ple-ple") jest aZ zbyt jednoznaczna i szczera do 
bolu. Poprzestant; zatem tylko na konstatacji, ze nie odczuwal potrzeby snucia owej 
refleksji metateatralnej przez co najnmiej osiem pierwszych i bardzo plodnych lat 
swojej tworczosci dranmtopisarskiej. 


Mistrzostwo, oryginalnosc, arcydzie10 
Jeden z najwczeSniejszych Afal)'ch lisro1l'. opublikowany w nunlerze 5 ..Dialogu" 
z 1974 r., zaczyna sit; take 


PrzychodZ1 Illl do glowy kr6tka rozprawka hryczna pod tytulem Sa11lomistr= cg'/i zami- 
str=mmnie, skClrgCl SCl11l0mlstr=a na s11lierc zCl11listr:::awcl1lego. 0 glupIm losle dramaturga. 
bfuy upraW1a dramarurgl
 wystarczaJllco dIugo, zeby nITwali} si
 w sWIadomoscl otocze-
		

/td_Page_192_0001.djvu

			192 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


nia ]310 dramaturg 1 doznal pewneJ dozy sukcesu. "''YstarczaJIlCej. aby go zatwlerdzono 
jako dramaturgaz sukcesem. 


Od tej chwili zanuenia sit; w konia wyscigowegu, zmuszanegu do coraz szybszego 
biegu po coraz wit;ksze sukcesy: 


Lee 1 pISZ arcydZ1e1o 1 rule] nowy sukces. [on] Drugte arcydZ1e1o, pateill ]eszcze W1
ksze 
arcydzie1o, pateill super -arcydzie1o, a pateill ]uZ zupelnie "''YJlltkowe, nad-super -arcy- 
arcydzielo. 


W zakoitczeniu felietonu wyraZnie nawiqzuje do Gombrowicza (ktory juz w Ferdy- 
dllrke,jakpanut;tamy, radzil pisarzom zastrzec sobie prawo do glupoty iniedojrzaloSci): 


Do diabla z rnistrzostwem. rnistrzami i arcydzielami Oglosmy nasze kontr -prawo, prawo 
do gmpoty, "niskiego poziomu", zmatolenia i nieustajllcego debiutu. Nie podskal-ujrny, 
zeby zlapac z
bami nasz wlasny pomnik za pi
t
. Odw:r6cmy si
 plecami do Doskonalo- 
sci, Mqdrosci i Wielkich Aspiracji Zas rn.'3:rz:.t ku nieodpowiedzialnosci wobec naszej 
Odpowiedzialnosci za StyL Gl
bi
, Orygmalnosc. Nie piszmy ad rnistrzostwa ku rni- 
strzostwu ]eszcze W1
kszemu> tylko tak soble. Czy me 0 to przeclez chodZ1 wlasc1\V1e, 
czynie ad tego si
 wszystko zacz
lo? Wrocmy do POCZ1:tl-u.. do sedna, do Zr6dla. Na p61 
martwi od sportowego "''YsiJI...-u - w:r6cmy do Zycia. 


Ze byla to jego wlasna strategia. 0 tym swiadczy jego wypowiedZ w rozmowie 
przeprowadzonej po slyllllym dwutygodniowym krakowSkinl "MroZek Festival", 30 
czerwca 1990 roku, a opublikowanej w 3 nunlerze "NaGlosu" z 1991 r.: 


Jasiebie nieuwazamza literata.,ja siebie nawetnieuwazamza pisarza. Po prostu pis
. (s.145) 


Czy w tej strategii byl konsekwenmy, to juz zupemie inna kwestia. ktor'l znacznie 
komplikujl} opublikowane wraz z t'l rozmuWI} listy, pisane du Jalla Bluitskiegu w pu- 
CZ'ltkowym okresie przedluiaj'lcego sit; pobytu za granic'b ktorego jeszcze nie chcial 
nazywac emigracj'l. 


Humor czyli clcgancja 
W felietonie Testament moj (D
iennik p01l'rotll) wymienia hunlOr jako jedn'l 
z cech nowoczesnego teatru: 


Byna]lllill
 tu me chodZ1 0 p
kame ze Snnechu, dowcrpy, groteski parodie] tym podobne. 
C6Z za okropnose! JakiZ zapleSnialy beton te wczor
sze jui nume:ry! Wi
c zamiast powie- 
dziee »hmnor<{ i narazie si
 na nieporozumienie, naleialoby powiedziee »elegancja<{, a ta 
nieodlQczna jest od nllstrzostwa. od perfekcyjnego opanowaniamaterialu i srodk6w. (s. 113) 


Poczucie komizmu 
Tadeusz Nyczek pisze we wstt;pie do Listo1l' 1963-1996 Jalla Bloitskiego i Slawo- 
mira MroZka: 


M6w] s]
 0 wrodzonym pesynnznne blazn6w; satyryk6w] kornediopIs3IZY, ale J\.l:rozek 
zdaje si
 i pos:r6d nich bye Diogenesem. (s. 29)
		

/td_Page_193_0001.djvu

			3. MROZEK 


193 


Warto przyponmiec fragment rozmowy, prowadzonej przez bohaterow opowiada- 
nia Pasa:=er z tomu Des=c=, na tenlat "prawdziwej smiesznosci": 


- [on] A gdzie ana jest, ta panska prawdziwa smiesZIlosc,jesli laska? 
- Wsz
dzie. We nmie, w panu. W tym. ze jesteSmY. Bo, istniejllc, z gOry pretendujemy do 
czegos. Ale nie mniemy porz:.tdnie odpowiedziec. do czego. nie wiemy, do czego. I przez 
to juZ llaraZamy Sl
 na SnnesZIlosc. bo uda]emy. chocby nawet samych slebie. a kaZde 
udawame Jest z narury snneszne, pretensJonalne. Ja leZ jesrem, mech pan "''Ybaczy, kale- 
k:t. Bo przyszedlem juZ na swiat ze zmyslem tej immanentnej SmiesZIlosci. Widz
 jll W 
kaZdym czlowieku, a takZe kiedy patrz
 na zwierz
 czy przedmiot To nie "''Yllik intelek- 
tualnej spekulagi Widz
jll takjakpodobno niel"i6rzy majllPrzekl
ty dar widzenia szkie- 
letu wzywym czlowiel-u.. widz
jllzmys}owo. (Opowicu/cl1lia, s. 287) 


Nyczek podkresla, ze "poczucie egzystencjalnego absurdu" u MroZka nm charak- 
ter skrajnie nihilistyczny. Oczywiscie, dzieli to "poczucie egzystencjalnego absurdu" 
z Ionesco, Gombrowiczem i innymi "absurdystanli", od ktorych odcinal sit; np. Cze- 
slaw Milosz, pisZ'lc w Irid::eniach nad Zatokq San Francisco: 


Nie lubw. absurdu 1 me chc
 mu Sl
 klamac posmgu]IlC Sl
 sTylem absurdu, nawet ]ezeli 
nmie zapewniajlb ze ten styl pochodzi zprotestu. 38 


Milosz jeszcze dostrzegal granict; mit;dzy konuzmem a tragizmem, ktora w oczach 
Ionesco ulegla juz zupememu zatarciu. Wypowiedzi autora Ersej spie\l'acki na ten 
temat nalez'l do najcz<;Sciej cytowanych, ale moze warto przynajnmiej jednll z nich 
przytoczyc raz jeszcze za Janem Kottem: 


We:i:cie tragedi
 - pisal Ionesco w Notatkach - przyspieszcie ruch, b
dziecie mieli sztuk
 
komicZIlllm tragi-komicZIlll 39 . 


Kicz w tcatrzc - "przcsadna afcktacja kiczu" 


Nie ma kiczu bez hipo
i Ani bez manifestacji "Kocharn ci
!" - "''Ykrzykuje kicz, 
pada na kolana, caluje po rqezkaeh, szlocha i przewraea oezarni Moze si
 nawet tarzac 
po ziemi u stOp ukochanej. No dobrze, ale z drugiej strony co komu po nie wyznanych 
uczuc13eh., skrytych uWlelhIemaeh 1 tajemnych holdaeh? Nic. ale dlaczego od razu druga 
strona? Nie mowlrny 0 zadneJ drugIej stronie, Tylko 0 przesadneJ afebacji laczu. Czy on 
naprawd
 aZ tak kocha? Ta jego przesada jest podejrzana. 40 
Kicz jest zatern caly w manifestacji, ekspresji, "''Ypowiedzi, wyrazie. Wszystko, co pisa- 
ne, malowane, mowione i pokazywane, jest jego domernt. Nie jest nill natomiast akcja, 
gdyz ezyny i uezynki, akeje i reakcje obywajll si
 bez manifestacji Ani nie klamilb ani 
nie mowillprawdy, po prostu dziejll si
 i tyle, a komentarze przycho
 dopiero poiniej i 
przewai:nie zajmuje si
 nimi kicz. Czy przesada jest klamstwem? Jesli cos jest tylko let- 
me, lecz nazwane gorllcym. ezy nazwane zostalo klamliW1e? MmeJSZ3 z tym. gdyz lacz. 
ezyh clepluSlOSC nie skaZona prawillb 1 tak obeJmu]e wladzt:.. a wladza me potrzebu]e 


38 Krakow 1989. s. 159 
39 Jan Kott Jonesco albo inned: w cicl0'. [w:] Ka11lieml)' potok. Londyn 1986, s. tJ5/6tJ. 
40 Cieple i =i11lllem, [w:] D=iellllik p011'ronl, s.170.
		

/td_Page_194_0001.djvu

			194 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


usprawiedliW1ema. Wladz
 zas ObejIllU]e. gdyz nastal czas Wiellaej KOIlllUl1kacji Po- 
Vi'SzechneJ, Urna, lei za sprawq bezu, to on jll tak nazwal, przedstawia Sl
 jako Wielka 
Powszechna Kamuma. Pan Kicz Sl
 po wladz
 nad SW1atem. (s. 171) 
Kicz jest liryJ.ut chamstwa. (s. 172) 
Wi
c kicz operuje juZ nie tylko w sentymentalizmie, do l-t6rego na agol si
 ograniczaL 
Mamy juZ kicz sadyzmu, erotomanii, furii, kicz mizantropii abak kiczu filantropii, kicz 
transgresji abak kiczu ortodoksji i political COJTectness. Do tej pory kiczowate bylo tylko 
niebo, obecnie pieklo tez staje si
 kiczem. Jezeli kicz Illa szans
, bo jest cieply - tym 
samym nikt i nic. co jest chlodne. szansy nie ma. I rzeczywiscie nie majll szansy ragona- 
lisCl, OSlemnastowleCZIl1 klasycy ma]1'! szans
 na scenach tylko .wtedy, laedy Sl
 lch do- 
brze podgrze]e. Nawet Hamlet i Cyd ma]1'! szans
]edyme wowczas, gdy 8'1 histerykaml, 
a Czechow, l-t6ry brzydzil si
 ostentaglli manifestagll, podlega surowej reeduk3(ji,juinie w 
duchu (dziS jill upiOlze) pol-Vi'Ychu (polityczno-wychowawczym), ale wedlug szkoly show 
collI shout your thi1
g (.,pokazuj i wrzeszcz swoje"), l-t6ra nastwila po szkole do your thing 
(.,rob swoje", ale "pokazuj" staIo si
jednoznaczne z ,,rob", a nawetje zastwi1o). (s.172/3) 


Bez komentarza. 


"Praw nalezy przestrzegac pod kar,! nicosci" 
Opowiadanie Kogllt, Lis i ja, podobnie jak i poprzedzaj'lce je opowiadanie Na ro- 
gatce 41, stanowi narracyjn'l kontynuacjt; scenicmych przygod tytulowych pustaci. Do 
swrnta przedstawionego wkracza m osobiocie autor ze swoimi problemanu warsztato- 
wynu, w ktore usiffije wtajenmiczyc swoich bohaterow. Ci jednak S'l zbyt zaabsorbowa- 
ni niebezpieczeitstwanli, w jakie sanl ich \vpi'ltal, zeby jeszcze zaprZ'ltac sobie glowy 
jego mmrtwienianli. Musi wit;c radzic sobie sanl. Na razie opoZnia tak dlugo, jak moze, 
nadejscie nieuchromlej katastrof'y, rozwaiaj'lC mozliwe warianty innego zakoitczenia: 


Skreslic zb6jc6w? Jill nie moma. To by znaczylo lUlicestwic opowiesc, a tym samym 
siebie jako autora. A gdyby zb6jcy dostali czkawki i musieli napic si
 wody? Przerwac t
 
okrutnll zabaw
? Ale co potem? Pionm zapala domostwo, pozar lUllozliwia nam uciecz- 
k
. Nie. to Sll arbitralne chwyty i jill lepiej od I3ZU skreslic zb6jc6w niz lamac prawa. 
l-t6re sam Vi'Ybralem. Praw naleiy przestrzegac pod kanl- mcoscL (s. 94) 


Ta ewidentna parodia literatury autotematycznej zawiera refleksjt;, ktor'l trzeba 
potraktowac bardzo serio. Zmierza ona w zgola przeciwnym kierunku niz teoretyczne 
wywody (i praktyka tworcza) Witkacego, ktore owe prawa unicestwialy. Warto przy- 
ponmiee, co pisal 0 dranmturgii Witkacego Konstanty puzyna - jeden z najwit;kszych 
entuzjastow tworczoSci autora S=ewC01t': 


[no] nadmieme rozbicie wiqzan przyczynowo-skutkowych gasi nasz:.t ciekawosc. Nie chwy- 
tamy jill regul gry; a skoro wszystko jest dozwolone, nic nie budzi zainteresowama 42 


Z tynu konstatacjanli wspolbrmu opinia Tonmsza Gryglewicza 43 : 


41 Opowiculania, Krak6w 1981. 
42 ITitkaey, [w:] Stamslaw IgnacyWitlaewlczDramary. t. I. Warszawa 1972. s. 30. 
43 Cytowana przez Arm
 Janus-Sltarz w pracy Groteskaliteracka. od cliabla w Da11laszku po Becketta 
illJro3\Cl,Krak6w 1997, s.100.
		

/td_Page_195_0001.djvu

			3. MROZEK 


195 


W dramatach Witkacego panu]e tylko ]edna zasada rnOVi'lllca. ze ..wszystko ]estrnozhwe" 
[mI. 


Dalszy ci
 refleksji autora-bohatera dotyka jakZe powamego problemu naszej 
niezgody na ograniczenia, jakie narzucila nanl natura: na bycie "tylko tym. czym je- 
steSnlY": 


Ach.. gdyby Kogut rnogllatac l Wzbilby si
 wtedy "\\'Ysoko ponad zb6jcow, Lis by si
 go 
uczepil i razem "''Ylecieliby przez kamin. Niestety. Kogut jest -wprawdzie ptakiem, ale 
zdegenerowanym. Ach, czemuZ ]estesmy tylko tym. czym ]estesmy. bez odwolama, bez 
zadneJ rnoZIloscl cudu. Ach, CzenluZ sl
przeC1wko temu blUltu]emy. Lls 1 Kogutme chcleJi 
bye tylko postaciami z bajki, zblUltowali si
 i majll teraz za swoje. Ja nie chcialem bye 
tylko autorem. chcialem bye jednoczesnie postacill rnojej wlasnej opowiesci i tei zosta- 
lern za to ukarany. Zachcialo Illi si
 brae udzial, .zyc... Za kar
jestem ni to autorem. ni to 
postacill_ Pomieszalem pOIZ:.ldki Podobnie jak Kogut i Lis, zgrzeszylem grzechem pier- 
worodnym, pychll transcendencji, zqd
 bycia wszystkim i wsz
dzie. (s. 94/95) 


Muszt; przerwac w tym miejscu cytat, bo trudno powstrzynmc pytanie, czy nie 
zostala m wpisana mi
y wiersze polemika z Gombrowiczem, ktory w D
iennikll 
snul marzenia 0 uczynieniu z siebie wielkiego bohatera literackiego - ,jak Hanllet, 
albu don Kiszot" (Dz VII, s. 179). Gombrowicz, uczywiocie, widzial siebie na sanlym 
szczycie hierarchii bohaterow literackich. obok Hanlleta i don Kiszota - Mrozek unue- 
ocil sit; na sanlym dole, wsrod anoninlOwych 1 alegorycznych postaci z bajek. 
Zastanawiaj'lce jest to sanlOoskarZenie: "zgrzeszylem grzechem pierworodnym, 
pych'l transcendencji, z'ldz'l bycia WSZYStkinl i wsz
ie." Trzeba je chyba potrakto- 
wac najzupeh1iej serio. Formuluje je autor, pisarz, ktorego koledzy po piorze cz,",stu 
przypisuj'l sobie wprost bosk'l wszecmnoc, nmnifestuj'lc'l sit; w akcie creatio ex nihi- 
10. Mrozek jest chyba jak najdalszy od takiej megalomanii. Przede WSZYStkinl zdaje 
sit; odrzucac juz sanlO pojt;cie creatio, sprowadzaj'lc swoj'l rolt; (profesj<;) do opowia- 
dania, czyli snucia opowiesci. Opowiadacz niczego nie stwarza, a zwruszcza swoich 
bohaterow, opowiada przeciez 0 prawdziwym swiecie, prawdziwych ludziach i praw- 
dziwych zdarzeniach (moze tylko z lekka koloryzuJ'lc). Bohaterowie MroZka tez S'l 
najzupemiej prawdziwi; iyj'lprzeciez od stuleci w literaturze. S'lrowniereaffii,jak on 
sanl; a moze nawet ich reamosc odczuwa mocniej niz wlasn'l st'ld pokusa, zeby 
zaj'lc obok nich miejsce we wlasnej opowieSci. OpowieSc zaczyna sit; od, powiedzmy, 
konsultacji ze swoimi bohateranu. kt6rzy S'ljuz nieco znudzeni powtarzaniem sit; fa- 
bul: 


Kogut. Lls l]a szlismy przez las. 
- Zawsze to sarno - zrz
dzil Kogut. - Zawsze ld
 przez las, laedy ldt; z wann. 
[m] 
- I jeszcze jedna prawidlowosc. Czy zauwaiyliseie, ze kiedy idziemy 0 glodzie i ch1o- 
dzie, Virtedy zawsze zaskal-uje nas noe? 
- Prawda! zawolali eh6rem. Slonee zachodzi, a my nie mamy gdzie noeowac! 
- A wi
e wszystko si
 zgadza. To b
dzie pocz:.ttek nowej opowiesci. 
- A ja mam tego dosyc - powiedzial Kogut 
- Przeeiez opowiesc jeszcze Sl
 nie zacz
la.
		

/td_Page_196_0001.djvu

			196 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


- Ale na pewno czekaJIl nas dalsze trudy 1 nowe mebezp1eczenstwa. 
- Oczywiscle. Gpo-wiese powmna bye clekawa. 
- Nle dla liune. 
- Opowiest nie jest przeznaczona dla ciebie. Ty jestes tylko bohaterem opo-wiesei. 
(s. 87/88) 


JeSli ktos nrialby ochott;postawic w tym nuejscu autorowi zarzut braku oryginalnosci, 
przyponrinajqc, ze takie rozmowy bohaterow z autoranu juz sit; wielokromie toczyly w 
literaturze. a takZe na scenie teatramej (chocby w sztuce Pirandella S::cic postaci 1I'pOS
II- 
ki\l'anill alltora), niech przyponmi sobie, ze dewiz:t MroZka jest: "podpatrzeC i rozwin'J1'''. 
Autorowi juz zdarzylo sit; kiedys - w pocz'ltkach jego tworczosci - wejsc w bez- 
posrednie relacje z postaciami z wlasnych utworow. Stalo sit; to w opowiadaniu 
W s
lIflad.:ie z tumuSlOil. W tytulowej szufladzie malazl caly swiat zanueszkaly przez 
nmleitkich ludzi. Dwoje z nich. sympatyczna mloda para. zwrocilo sit; do niego 0 
pomoc. Opisuj'lc dysproporcjt; pomu
dzy sob'l a nmli, si<;ga po (wsponmiane m juz) 
porownanie z Bogiem: 


Bylem wobec nich wielki jak Bog i ci
zki Usmiechnqlem si
, a rnOj uSmiech rnusial bye 
dla nich tym. czym zmiana pogody na niebie. 44 


To porownanie zostaje rozwini<;te w takinl wywodzie: 


[no] nagle znalezmna relaCJa rnl
dzy lch Zyclem a IllmIlll r
kann_ Il101Ill glosem. IlUlIl 
- sprawila I111 dzm'ill! 1 me znanll dotqd przyJemnosc. Bo stalem Sl
 mespodZ1ewame 
nieogramczonll sil:t, kt6ra m srqd, m zowqd zahaczywszy 0 bieg lch przeZyc, rnogla na 
nie -wplywac. Byli tak maE, ze w gruncie rzeczy byli dla nmie niczym;ja rnoglem bye dla 
nich wszystkim. (s. 51) 


Zwrocmy uwagt;, ze w opowiadaniu Kogllt, Lis i ja ta dysproporcja znikla i autor 
nie czuje sit;juz wobec swoich postaci wszecmnocnym Bogiem, ktory moze je unice- 
stwic Oak w opowiadaniu W s
lIflad::ie) ,jednym. niecierpliwym ruchem rt;ki". Od- 
czuwal wprawdzie przez moment taklllikwidatorsk'l pokust; ("SkreSlic zhOjcow?"), 
ale natychnriast j'l odrzucil, swiadom, ze taki niecierpliwy gest lanri'lcy prawa przez 
siebie sanlego przyj<;te unicestwilby i opowiesc, i autora. 


RZEiNlA CZYU KRES DRAMATURGII "JP:: 


R::-e::nia jest dla rnterpretatora utworem tylez intryguj'lcym co klopotliwym - ukazuje 
sit; mu bowiem od razu w ogronmej wielooci perspektyw znaczeniowych. Kilka z nich 
wskazal w znanym i czt;sto cytowanym liscie do Konstantego puzyny45 sanl autor: 


44 Opawiculania. Krakow 1974, s. 50. 
45 LiST na lemal "Rze::ni". "D1a1og", 1973, ill 9.
		

/td_Page_197_0001.djvu

			3. MROZEK 


197 


konflikt mit;dzy "starym" i "nowym", mit;dzy spontanicznosci'l i sztywnosci'l, "pot
- 
pienie absolutystycznej obsesji" i jeszcze part; innych. Niektore (chyba w pemi swia- 
domie?) przemilczal, np. perspektywt; psychoanalitycZfi'l. w ktor'l wprowadza nas 
najbardziej chyba eksponowany w R::-e::ni konflikt pierwiastka mt;skiego i zeitskiego. 
Zdaje sit; on miec w utworze znaczenie podstawowe - do niego zostaj'l sprowadzo- 
ne wszystkie problemy roztrz'lSane przez owladnit;tego "absolutystyczn'l obsesj'l" 
Skrzypka. 
We wczeSniejszej tworczusci MroZka postacie kobiece pojawialy sit; z rzadka 
i raczej na druginl czy nawet trzecinl planie. Co waZniejsze: nie wnosily one z sob'l 
iadnych treSci erotycznych. ProwokatorowazPolicji czy OheyowazAfl,!celistll'aPiotra 
Ohe)'a to byly po prosm gderliwe zony, ktore nie wywolywaly u widza iadnych "ta- 
kichmysli". Co prawda w Afl,!celistll'ie... jestjeszcze Corka, w ktorej pokoju zainsta- 
lowal sit; Naukowiec, ale ten przeciez natycmniast oswiadczyl: "chodzilem do szkoly 
koedukacyjnej i tajenmica plci nie budzi we nmie iadnych sensacji". Z kolei w fnd)'kll 
erotyka w egzaltowanej konwencji romantycznej staje sit; przednliotem parodii. Po- 
dobnie w Zabmt'ie - oto par<; kwestii parobka B, przebranego za kobiett;: "Pojdz, moj 
luby!", "Czym nie pit;kna?", "Chcialbys Spocz'lC na mym lonie?", "Ranuunanli cit; 
otoczt;". A parobek S dodaje jeszcze: ..Daj mu usta twe pal'lce". Rowniez marzenia 
erotyczne panow na delegacji w C
ar01l'nej noc)' S'l wyraZrutparodi'l. Dopiero w Tan- 
gll pojawil sit; erotyzm potraktowany serio - tanl takZe zostaly zderzone z sob'lPO raz 
pierwszy dwa odnlienne swiatopoglqdy: mt;ski i kobiecy. Ich nosicielanu 8'1. oczywi- 
ocie, Artur i Ala. 
Domen'l mt;zczyzny jest sfera abstrakcji filozoficznej - dociekanie znaczeit, war- 
tosciowanie, strukturalizacja swiata. Artur mowi Ali: 


Nic nie jest powaine sarno w sobie, nie jest w agate zadne. W szystko jest nijalie. Jezeli 
sami nie nadamy rzeczom jaliegos charal-teru. utoniemy w tej nijakosci. Musimy stwo- 
rzyc Jal,es znaczema. ]ezeli lch me ma w naturze. (US II. s. 52) 


- a Ala pyta: ,,Ale po co, po co?". Dla niej pojt;ciowa fikcja nie ma najnmiejszego 
znaczenia, podobnie jak i oparte na tej fikcji ceremonialy, np. slub. 


I tak. jezeli b
d
 rniala dziecko, to z tobll, a nie z ksi
dzem. Wi
c 0 co chodzi? 


Konfrontacja tych dwoch swiatopoglqdow to zderzenie filozofii z fizjolo
. Nie- 
rozwi'lzaffiy antagonizm... Antagonizm pomi
y Zywiolem i ladem, reprezentowa- 
nynu przez kobiett; i mt;zczyznt;. 
Uscislijmy to: kobietareprezenmje postawt; biemego poddania sit; Zywiolowi Zycia. 
bezrefleksyjnej akceptacji owej nijakosci, przeciw ktorej bunmje sit; Artur. On z kolei 
jest uosobieniem aktywnosci, ktorej silt; napt;dow'l stanowi refleksja fIlozoficzna. Ce- 
lem jego wysilkow jest porz'ldek. lad. ktory bylby w stanie zapanowac nad Zywiolem. 
Powiedzmy sobie od razu, ze tak zarysowany problem ociera sit; 0 banal, ale prze- 
ciez wlasnie banal, stereotyp myslowy czy jt;zykowy byl zawsze dlaMroZka punktem 
wyjscia.
		

/td_Page_198_0001.djvu

			198 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Pojt;cie banalu wydaje sit; kluczem do R::-e::ni. Wloiyl nanl go do rt;ki sanl autor, 
pisZ'lC we wsponmianym liscie: 


Wszystkie wady Rze
li,jej wady jako utworu literacliego, SIl swiadome, chcialem sobie 
pogaworzyc i dlatego pisalem dla railia. 


Zanlysl iscle Gombrowiczowski: napisac w pemi swiadomie utwor ulonmy, dIliyc 
nie do doskonalosci ale do kalekosci wlasnie. Tak oto MroZek unlykal tym, ktorzy 
oczekiwali od niego kolejnego arcydziela. Wyszydzil ich zreszt'l nieco pozniej otwar- 
cie w jednym z Afalych listo",46, cytowanym w poprzednim szkicu. 
Tak wit;c banalne gaworzenie. raz po raz popadaj'lce w infantylizm, jest w R::-e:oni 
swiadomie przyjt;t'l konwencj'b przez ktor'l czytemik musi sit; nieustamrie przebijac 
do wailich treSci psychologicznych i filozoficznych, do zastanawiaj'lco trafuej din- 
gnozy wspolczesnej kultury, do refleksji 0 problenmch odbioru sztuki i wielu innych, 
gdyz ten utwor traktuje po trosze 0 WSZYStkinl. Ale glownie 0 sanlOstwarzaniu sit; 
czlowieka, 0 autokreacji. Trud ten w swiecie MroZka podejmuje wyl'lcznie mt;zczy- 
zna. gdyz kobieta znajduje sit; w pozycji uprzywilejowanej: natura powolala j'l do 
nadrz
ej roli matki - zatem kobieta realizuje sit; w calej peh1i w nmcierzyitstwie. 
Mt;zczymie natura puzostawila funkcjt; ojca - funkcjt;pomucnicz'b drugor
. kto- 
rej wypelnienia nie moze on uznac za pein'l sanlOrealizacjt;. Szuka wit;c szansy dla 
siebie poza rol'l wyznacz0ll'l mu przez naturt;. 
Tak sprawa zostala postawiona w R::-e::ni w peh1ej zgodzie z ustaleniami psycho- 
analizy, ktore tez juz z	
			

/td_Page_199_0001.djvu

			3. MROZEK 


199 


Taktyka stOSOWalla przez Matkt; jest bardzo zroznicowalla; szantai miesza sit; w 
niej z pochlebstwem, zapewnienia 0 calkowitym oddaniu z wymowkanli: 


Za rnoje siwe wlosy, za rnoje "''Yplakane oczy, za rnoje serce, za rnoje pmca, za rnojll 
wq:trob
n. Ty nie wiesz, ze nmie khtje w pmcach. [.n] 
Czyna to ci
urodzilam_ umylam. uczesalam. "''YPIasowalam. zebys tyon (USN, s.16) 


Obie wypowiedzi s'l swoistynu., wyliczankanli", w ktorych droga wiedzie zawsze 
od "wielkiej metafory" do banalnych konkret6w, kompromimj'lcych ow'l metafort;. 
Wielkodusmosc zmienia sit; w malostkowosc. Warto zwrocic uwagt;, ze druga z tych 
wyliczanek uporZ'ldkowalla jest alfabetycznie - zupelnie po ROZewiczowsku: najpierw 
wyrazy na ..u". potem na ..w". Ten autonmtyzm jt;zykowy osmiesza Matkt;, denmsku- 
j'lC jej zaborczy egoizm. A tak m6wi 0 niej Skrzypek do Flecistki: 


Tam. za drZWl3llll. czyha IllOJa maika. M6] dozorca. dozgonny stroz IllOJeJ W1eCZIlej prze- 
kl
teJ mewmnoscl, kat rnojego szc
scia. Nie \V1e, ze pani tu Jest, ale maze tu wejsc 
w kaZdeJ chwih 1 dOW1edziec Sl
m 0, JakZe ch
tIl1e by tuta] weszla. zeby Ilune napoic 
rnlekiem. tranem i syropem. nadziac nmie marchewk:t, aSpllyrnt i \vitaminll, a patem owi- 
Il:lC nmie szalikiem. 0, ten jej szalik! Nienawidz
 go! Ten jej szalik jest jak boa dusiciel, 
Ict6ry mnie dusi, dusi mnie w jej imieniu, kiedy jej nie rna przy nmie, kiedy ana przestaje 
nmie obejrnowac osobiscie, ten szalik to S'ljej zast
cze ramiona. Nawet zazi
bic si
 nie 
rnog
.niewolnorni.(s.12) 


Matka Jest prawdziwym demonem, ale przy tym zwyczajnym pasoiytem; ona chce 
po prosm wjechac na grzbiecie syna na estrady koncertowe calego swiat, w swiatla 
reflektorow. Kobieta-treser, kobieta-pogromca, ktora zmusza unlt;CzOne zwierzt; do 
pokonania jeszcze jednej przeszkudy, putem nast<;pnej, i jeszcze jednei, i jeszcze... 
Rozewicz w sztuce Na clI'orakach przedstawil j'l po prosm w stroju cyrkowej po- 
gromczyni i z batem w rt;ku. 
Kariera Skrzypka nie jest dla Matki celem - to Srodek do celu, ktorym jest jej 
wlasna kariera. Sanm jej zrobic nie potrafi jest ona dla niej osi'lgaffia tylko pOSred- 
nio, przez syna. Skrzypek to zwierzt; poci'lgowe. dla ktorego nie ma litosci. Przypomi- 
na sit; w tym miejscu opowmdanie Matki z GruPT Laokoona 0 karierze Piesi, ktor'l 
Wicka sil'l do fortepianu wysadzala, ale Rozewicz nie przekraczal granicy patologii, 
w ktor'l Mrozek w R::-e::ni si<;ga bardzo glt;boko. Skrzypek musi bronic swojej fizycz- 
nej odrt;bnosci przed Ma
. ktora chce sit; z ninl calkowicie utozsanlic, wchloll'lc go, 
wessac. narzucic mu wlaSll'l wiedz<;, doswiadczenie Zyciowe. Jest to patologicme pra- 
gnienie, by wydany na swiat plOd ukryc z powrotem w swoinllonie. Skrzypek wypo- 
wiada slowa b
ce wyrazem elementamej sanlOswiadomosci: 


Nie,ja toja, a tyto ty. Jestesmy osobni i oddzielni (s. 22) 


Przyponllna Sit; opowiadanielntenml, w ktorym dwaj zapasnicy, spleceni ze sob'l 
tak, ze stanowili jedn'l brylt; mit;Srti, w podobnych slowach fommlowali odkrycie wla- 
snej psychofizycmej odrt;bnosci. Analogia wydaje sit; oczywista.
		

/td_Page_200_0001.djvu

			200 


STANISLAW G
BALA - Tea/ra/nase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Skrzypek desperacko probuje uciec z niewoli Matki. Szanst; takll stwarza mu Fle- 
cistka. gotowa do roli kochanki, ale bohater rychlo zorienmje sit;, ze to ucieczka iluzo- 
ryczna. bo w istocie prowadZ'lca w niewolt; innej kobiety. 
Kobieta drastycznie ogranicza mozliwosci mt;zczyzny, ktory moze bye dla niej 
tylko dzieckiem lub kochankiem, ewentualliie ojcem jej dziecka. W kaZdym wypadku, 
co podkreslaj'l psychoanalitycy, jest to rola drugorz<;dna. niezaspokajaj'lca anlbicji 
mt;zczyzny i niedaj'lca mu szansy peh1ej sanlOrealizacji. Mt;zczyzna nie moze i nie 
chce uwierzyc, ze jedyny sens jego Zycia moglby bye aZ tak trywiamy: zostac ojcem, 
zaplodnic kobiett;. daj'lc pocz'ltek nowemu Zyciu. To po co mu w takinl razie ten 
wspanialy, logiczny, precyzyjny unlysl, zdomy przenikac tajenmice wszechSwiata. je- 
sli Zycie jest tak beznadziejnie wyjalowione z wszelkiej tajenmiczosci? I Skrzypek 
wykrzyknie: 


Brzydz
 si
 natur.t, brzydz
 si
 t'1 materilllepkll i plugaw:t, gnilnll i rozrodc
 tym sle- 
pym rDjeniem si
, mnieraniem i rozmnazaniem. (s. 32) 


To wyznanie godne jest najwyzszej uwagi. Stanowi ono pot<;pienie ciala z pozycji 
czystego ducha. 
Antagonizmowi pumit;dzy "duchem" a "cialem" poswit;cil Mrozek jeden ze swu- 
ich Afal)'ch listo",47. w ktorym sarkastycznie rozprawia sit; z romantycZll'l apoteoz'l 
"ducha". Mozemy go uznac za cenny komentarz do R::-e::ni: 


Powiada si
, ze "duch ochoczy, ale cialo mdle" Cialo pasl-udne, ci
ilie, ziemskie, zas 
duch lotny. czysty i w agate przyjemny. Narzekamy na cialo i zalujemy, ze pt:ta naszego 
ducha. T ymczasem cale szc
scie, ze p
ta 1 tylko to nas chrom ad generalnej i ostateCZIlej 
katastrafy. 
"Wymagania ciala SIl skromne, to znaczy ograniczone. Cialo Vi')'T3inie wie, czego chce 
i domaga si
 tego bez ogr6dek C6zjesttakiego okropnego wVi'Ymaganiach ciala? <-lIce 
Zyc, chce sprawnie funkcjonowac, nie chce, zeby go balalo. Kiedy jego zqdania SIl spel 
nione, nie Vi'Yllysla juZ dalszych. Obzarstwo, pijanstwo, rozpusta SIl grzechami ducha 
(wyobraini) przeciwko cialu.. na jego koszt i wbrew jego protestom, weale nie odwrotnie, 
ehoe wlasnie zwyklo si
 uWaZac odwrotnie. Cialo jest uczciwe i poczciwe. To ono osta- 
teczrne plaCl Vi'Szystl,e rachunkJ, me tylko za s1eb1e, ale takZe za wszyst:l,e szalenstwa 
naszego ducha. 


Mrozek podj'll sit; niebywale trudnego zadania, gdyz to ronlalltyczne przekonanie 
- mocno wsparte na przytoczonym przez niego cytacie z Biblii - 0 moralnej wyzszooci 
ducha zostalo ugruntowane przez najwit;ksze autorytety pisarskie i stalo sit; przekona- 
niem powszechnym. Oto, dla przykladu, wypowiedZ Lwa Tolstoja, zanotowana przez 
Maksynm Gorkiego: 


- Cialo powinno bye uleg1ym psem ducha, tam powinno biee, gdzie je duch posle, a my 
jak iyjemy? Cialo rzuca si
, szaleje, a dueh wleeze si
 za nim bezmyslnie i zalosnie. 48 


47 "D1alog". 1976, nr 12. W wydamach kS1qZkowyeh nOS1 on tytul Cialo i duch. 
48 Maksym Gorki,Lew Tolstoj. "Pohtyka", 1978, nr 37.
		

/td_Page_201_0001.djvu

			3. MROZEK 


201 


Ale Mrozek w tym beznadziejnym - wydawaloby sit; - sporze nie jest osanlOmio- 
ny; nieco wCzeSniej wszcz1l1 go w naszej literaturze powojellllej Tadeusz Ro:i:ewicz, 
przeciwstawiaj'lc ronlalltycznej apoteozie ducha groteskow'l apoteozt; ciala. wraz 
z wszystkinli jego funkcjanli fizjologicznynu - a obaj razem nmj'l sojusznika w osobie 
Alberta Canmsa, ktory w swojej powojellllej publicystyce wzywal: Urat01l'ac ciala 49 . 
Dla tych i wielu innych ludzi piora stalo sit;jasne, ze to "duch" doprowadzil do wojen- 
nej katastrof'y; "duch", krory stworzyl okresloll'l ideologit;. 
W rozwaZaniach MruZka musial sit; pujawic "duch" Hitlera: 


Duch czysty? Duch sprawiedliwy? Bez :kartaw. Rome rzeczy dziejll si
 w ludzkich glo- 
wach i wielkie to szcz
scie, ze nie magI'! si
 przeniesc na inny teren inaczej, jak tylko 
pokonujllc opor materii Opor, przed kt6rym alba rezygnujll, alba tez odksztalcajll si
 po 
drodze i rzadko si
 realizujll w swojej pierwotnej, czystej postaci. AdolfHitler byl "''YfaZ- 
nie rozgoryczony, kiedy t
e Zycie stawilo opor jego blyskotliwym pomyslom. Wielcy 
przyw6dcy zawsze byli obraZeni na rzeczywistosc. 


W tych oskarZeniach ..ducha" nie ma cienia demagogii. Ich logika jest nieublaga- 
na - choc logika rowniez zostala postawiona w stan oskarZenia, jako wytwor "ducha" 
slu4cy konstruowaniu rozmaitych ekstrenuzmow myslowych. (panlit;tamy, jak Mro- 
Zek denmskowallogikt;juz w swoich pierwszych sztukach, np. w Karolll, gdzie z na 
pozor niewinnego potucznego powiedzonka "starosc nm swoje prawa" wyprowadzo- 
no logicznie prawll'l sankcjt; zabijania przez Dziadka ludzi.) 
"Duch" zostal m oskarwny wlasnie 0 ekstremizm, ktory stanowi smierteme nie- 
bezpieczeitstwo dla ciala - a wit;c i dla "ducha" w konsekwencji, gdyz jakkolwiek roi 
on ci'lgle u uwolnieniu sit; od "mdlego ciala", moze ismiee tylko w ninl. Tak to Mro- 
Zek uswIadanlia nanl podstawow'l sprzecznosc tkwi'lc'l w naszej strukturze psychofi- 
zycznej - pomit;dzy unliarkowaniem ciala i ekstremizmem ducha. 
Skrzypek - jak juz wiemy - rozwiqzuje tt; sprzecznosc jednoznacznie na rzecz 
"ducha". Odrzucaj'lc ze wstr<;tem naturt;, konsekwenmie odnmwia spelnienia jedyne- 
go obowi'lzku, jaki onananiego naklada - nie chce bye ojcem. Ta odnlOwa jest w jego 
nmiemaniu aktem autokreacyjnym; odrzucaj'lc biologiczne deternrinanty, czyni'lce 
z niego anoninlOwego przedstawiciela gamnku, staje sit; niepowtarzah1'l indywidual- 
nosci'l. wyodrt;bnioll'l z tej bezksztaltnej, "grUhlej i rozrodczej" nmterii. Teraz juz 
moglby powiedziee u sobie jak Jozio z Ferdydllrke: "Ja! Duch!". 
Glowll'l wladz'l..ducha" jest wyobraZnia. (A moze nawet S'l to synoninlY, Jak zda- 
je sit; sugerowac pierwszy z dwoch przytoczonych fragmentow Afalego listll, w kto- 
rym pojt;cia "duch" i "wyobraZnia" wyst<;puj'lzanliemrie.) Skrzypek mowi: 


Wyobrainia jest maim kr6lestwem. Czy tez ja jestem kr6lestwem rnojej "''Yobraini? Cza- 
sami Illi si
 "''Ydaje, ze to ona IllIlIl rzqdzi, a nie ja nill. W cillZ rni podsuwa rozmaite rnysli 
i obrazy. Ale czy w og6le rnog
 istniec inaczej,jak tylko sam siebie sobie "''YobraiajIlC? 
Przeciez cokolwiek pornysl
 0 sobie. wszystko jestrnOJIl "''Yobraimll. CokohV1ekporny- 
sl
, wszystko Jest rnojll rnysill. Wwc leZeli ja sam lestem zroblOny z rnOJeJ "''Y0braim, to 


49 Albert Camus, ESeje. Wyb6r 1 przeklad Joanny Guze. Warszawa 1971, s. 253.
		

/td_Page_202_0001.djvu

			202 


STANISLAW G
BALA - Tea/ra/nase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


co doplero rzeczy 1 zdarzema, co doplero cala reszta sWIata n Tal. Ja ]estem tylko mo]1'! 
"''YobrazIl1Ib z wi
c tym bardzteJ caly SWIat. (s. 26) 


Jak widac, wyrwawszy sit; z bezksztalm lepkiej nmterii, oddzieliwszy sit; od niej 
ostatecznie, niepowstrzymany odt'ld "duch" zegluje az do najdalszych kraitcow krainy 
wyobraZni - i nieuchronnie musi dojsc do solipsyzmu, zaprzeczaj'lc jakoby materia 
ismiala obiektywnie. Ale swiat realny, ktory nagle znikrujl w pseudofilozoficznych 
spekulacjach Skrzypka, uparcie daje znac 0 sobie: wrzaskiem dzieci bawi'lcych sit; na 
podworku i glosem strofuj'lcej je Matki. Ona z pewnosci'l nie jest wytworem wyobraz- 
ni jej reamooci Skrzypek nie odwaia sit; kwestionowac. W stosunku do Matki czuje 
prawie zabobonny It;k: 


[no] rnoja mama jest czarnwnicll. Czy nie "''Yczarnwala nmie ze swojego brzucha, w swo- 
im brzuchu,jakwtyglu a1chemicznym? To nazywa si
rnacierzyiistwem. ale dlaczego nie 
czamoksi
stwem? Czy naprawd
 wi
cej wiemy 0 macierzyiistwie niz 0 kamieniu filozo- 
ficznym? Jestem. chac me W1em, k:1mjestem. am skqd, ani dlaczego. (s. 26) 


W tych slowach wyraia sit; poczucie nizszusci mt;zczyzny wobec kobiety-matki, 
wyplywaj'lce st'ld. ze tajenmica macierzyitstwa pozostanie dla niego zawsze nieprze- 
nikniona. Bez odpowiedzi pozostanie rowniez pytanie "dlaczego?" - czyli pytanie 
o sens Zycia. 
Swiadomosc wlasnej nizszosci w hierarchii wyznaczonej przez naturt; rekompen- 
suje sobie mt;zczyzna poczuciem wyzszosci intelektuameJ. Jego domen'l staje sit; sfe- 
ra wyobraZni - m mt;zczyzna jest wszecmnocnym kreatorem. Mt;zczyzna czy dziec- 
ko? Bo przeciez nieposkromione fantazjowanie to cecha infantyma. Warto zauwaZyc, 
ze Skrzypek jest postaci'l nieuleczaooe infantyh1'l; jego rojenia 0 olSniewaj'lcych try- 
unnach na estradach koncertuwych, 0 egzaltuwanych holdach kobiet S'l zwykl'l dzie- 
cina
. ale pod lll'l kryje sit; pragnienie. ktore trzeba juz traktowac powaZnie - pra- 
gnienie wyjScia z anoninlowosci, z tlunlu, marzenie 0 dunmej sanlotnosci ponad tru- 
mem, ktory tysi'lcanli zachwyconych oczu sledzi kaZdy gest geniusza. W rozmowie 
z popiersiem Paganiniego Skrzypek okreSla to pragnienie jako przyrodzone czlowie- 
kowi: 


PAGANINI Cllc131bys bye gemuszem? 
SKRZYPEK Naturalnie. 
PAGANINIApo co? 
SKRZYPEK Jakto, po co. Bo jestem czlowiekiem. 
PAGANINI WlaSnie. Czy ci to nie "''Ystarczy? To juZ banlzo wiele, to wszystko. Mac 
poruszac si
, oddychac, Jese, odczuwac bol albo przyjemnosL 
SKRZYPEK Czlowiekiem? I C02 z tego. KaZdy jest czlowiekiem. Bye czloW1elaem. to 
dla Ilune za malo. to m1 me Vi'Ystarcza. Ja chc
 bye czyillS W1
CeJ, a W1
C czloW1ekiem 
wyjlltkoVi'Ym. Kto JesT wYJlltkiem? Anysta. Ale tylu jest anysT6wn. W1
C trzeba bye czlo- 
wiekiem wyjlltkowynl., wyjlltkiem wsrod wyjlltkow. Czyli geniuszem. Jedynym i niepo- 
wtarzalnym. Tak ja chc
 bye geniuszem. Inaczej nie oplaca Illi si
 bye ani czlowiekiem, 
ani :utyst
. (s. 31)
		

/td_Page_203_0001.djvu

			3. MROZEK 


203 


W ostatnich slowach pobrmuewa jakas zlowroga detemrinacja. Skrzypek odrzuca 
jakiekolwiek kompronusy; "byc" znaczy dla niego tylko bye ,jedynym i niepowtarzal- 
nym" - bye jednym z wielu nie oplaca mu sit;. W tym momencie wiemy juz, ze jego 
katastrofa jest tylku kwesii'l czasu. Nas'tjpi ona nieuchromne w momencie, gdy bohatera 
przestan'l zadowalac akty kreacyjne w sferze wyobrazm i przyst@l do dzialania 
w swiecie nmterialnynl, w mysl wlasnej dewizy: "To wyobraZnia ksztaltuje rzeczywistoSC, 
a nie odwrotnie." Jego wyobraZnia zreszt'l spisuje sit; wspaniale; oZywia Paganiniego, 
z ktOrym zawiera swietn'l transakcjt;, i'ldaj'lC geniuszu w zannan za oZywcze du1knit;cie 
r<;ki. Skrzypek jako wytwor wlasnej wyobmZni sanl siebie wprawia w zdunuenie: 


"Wyszlo nawet lep1eJ, mz Sl
 spodztewalem. MOJa "''Y0braZma przechodzt sam:t Sleme. (s. 40) 


WyczuwanlY m jakby cieit autoironii i przyponunamy sobie natycmniast inny 
z Afalych listo,,'. w ktOrym Mrozek wyszydzil takie modne wowczas hasla. jak ,,reali- 
zacja siebie sanlego" czy "poszukiwanie swojego prawdziwego Ja,,50. Pisarz stwier- 
dza. ze ,ja" nie moze bye przednuotem wyboru ale tego wlaSnie faktu czlowiek 
wspolczesny nie chce przyj'lc do wiadomooci. 


Mysl 0 jakirnkolwiek ograniczemu, 0 jakiejkolwiekniedowolnosci jestwszystkim wstn
__tna, 
a politycznie zdyskredytowana jako wsteczna. 


Wszyscy wit;c poszukuj'l swojego "prawdziwego Ja", poprzez niekoitcZ'lce sit; 
przebieranki: 


Oto asystent Sorbony przebrany za trapera, tam bogacz w stroju zebraka (bardzo kosz- 
townym jednak), owdzie chudzina W okularkach lecz jako Czapajew, dama przebrana za 
Lygank
 i Oxfordczyk jako Cllinczyk Poczciwy pryszczaty z Iowa (USA) jako dziecko 
Kriszny, intelel-rualista "''Ystylizowanyna brutala, blondynkana afro, sl-llTwysyn na C1ny- 
stusa, dyrel-tor banl.-u na artyst
_ artysta na rnopsa. mops na klopsa. Starzec przebrany za 
m1odzte:6.ca. m10dztemec za TolstOJa, kobiety zarn
zczyzn.. rn
zczy:Zm zakobiety, henna- 
frOdYCl zaneandenalczykow, neandenalczycy za transcedemalczykow. 


Ciekawe, czy Mrozek czytal krolk'l scenkt; Afeta1l10rfo
y, napisall'lprzez Rozewi- 
cza kilka lat wczeSniej a pokazuj'lC'l podobnych przebieraitcow - lyle. ze w naszym 
swojskinl, poczciwym tranl\vaju. Oba obrazki mowi'l 0 tym sanlym: 0 zaniku poczucia 
tozsanlOsci, 0 niebezpiecmej nmnipulacji sob'l sanlym w mysl hasla sanlOstwarzania 
sit; albo ,,robienia siebie". I oba s'ljakby przeciw Gombrowiczowi - a jeSli nawet nie, 
tu wyraiaj'l na pewno t<;sknott; do autentycmosci, niech<;e do metamorfoz i przebiera- 
nek psychicmych. Zreszt'l san] Gombrowicz, glosZ'lcy konsekwentnie nieautentycz- 
nose i sztucmosc czlowieka. w zapale polemicmym napisal zdanie, ktore jemu sanIe- 
mu dokladnie przeczy: 


[.n] albo si
jest limS, albo si
 nie jest - ale nie rnoZ:na fabrykowac siebie sztucznie. 51 


50 "D1alog", 1977, nr 7. W Vi'Ydamach kSlqZkOVi'Ych pod tytuJernD=iculekIgnacy. 
51 D=tela, t. VII, s. 261.
		

/td_Page_204_0001.djvu

			204 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


TemetanlOrfozy s'l w R::-e::ni wt;zlowynu punktami akcji. S'lone wyraZnie dwukie- 
runkowe: miernota przemienia sit; w geniusza. a geniusz w topornego prymitywa. To 
zupemie nowy motyw tworczosci MroZka, w krorej doqd te dwie kategorie postaci - 
prynutyw i artysta b'ldZ intelektualista - wyznaczaly granice statycznych, nieudwra- 
camych ukladOw sytuacYJnych. Wprawdzie Kapitanowi z Inti)*a nlafzyla sit; kariera 
skrzypka-wirtuoza. ale jego przerazliwe rzt;polenie nie pozostawialo cienia zludzeit 
co do mozliwosci takiej metanlOrfozy. Skrzypkowi z R::-e::ni, jak wiemy, udala sit; ona 
doskonale. W sferze wyobraZni wszystko sit; udaje, zwlaszcza jesli jest to wyubraZnia 
infanty ma. Wystarczy powiedzleC: ja chct; bye straZakiem. pilotem, generalem... Albo: 


SKRZYPEK [on] Ja chc
 bye gemuszem 1 komec. 
PAGANINI No to bqdz rum, bqdz! Bqdz gemuszem 1 me krzycz. 
SKRZYPEKJok? 
PAGANINI Zwyczajnie. Po prostu bqdz genialny_ 
SKRZYPEK Dobrze, ale jak to si
 robi I 
PAGANINI Nic si
nie robi Jest si
. (s. 32/33) 


Ten dialog uswiadanlia nanl, ze w rzeczywistosci siebie nie moma "zrobic" - 
trzeba po prosm bye. Za to w wyobraZni mozliwooci autokreacji S'l zupemie nieogra- 
niczone - MroZek odslania jednak zalosny infantylizm takich inmginacyjnych meta- 
morfoz. 
Megalomaitskie z'ldanie Skrzypka: "Ja chct; bye geniuszem" przypomrnaroszcze- 
nia do wladzy nad swiatem zdziecinnialego staruszka z opowiadania Podanie", krore 
zdaje sit; bye sarkastyczn'l kpin'l z romantycznego "Daj mi rZ'ld dusz!". Wojnt; z ro- 
mantycznynu urojenianli toczy Mrozek od pocz'ltku swojej tworczuoci literackiej. Jest 
to wojna pod haslem: okielznac rozhukanego ..ducha"! 
Warto przytoczyc w tym miejscu zakoitczenie cytowanego juz Afalego listll (PL 
Dllch i cialo): 


Duch ,.czysty? Cialo "brudne"? Zmysl powonieniakaZe nam lUlikat sillmdu. Cialo nawet 
najwi
kszego zbrodniarza nie lubi przebywac w poblifu padliny, a "najczystszy" duch 
bez drgnienia obcuje duchowo z najwi
kszym sViriiistwem [m wi
ksze swiiistwo, tym 
banlziej prZYC1:tga ducha. Duch zawsze lubil pubhczne egzel-ucJe. lubil gromadzic Sl
 
wok61 ulicznych "''Ypadkow, czyrac 0 rnordach seksualnych. W czasach, laedy]eszcze 
wojowano r
cznie, tylko zm
czenie fizyczne, omdlalosc rqI.;:. kladlo koniec rzeziom. Duch 
rZrutlby da1ej. 
Niech si
 duch nad tym zastanowi. 


Jeszcze raz denmskowany m zostal grohty ekstremizm "ducha", czyli intelekm 
albo wyobraZni, bo S'l to u MroZka, jak panut;tamy, synoninly. "Duch" nie b
ie sit; 
czul nigdy zaspokojony w swoich z'ldaniach; gdy spemione zostanie 4danie genial- 
nOSci, postawi nast
pne: 


[no]]a teraz JltZ me szukam p1
lala. Ja teraz chc
 bye silny 1 mezalemy. (USN, s. 61) 


5
 Z tomu Wesele w Atomicach.
		

/td_Page_205_0001.djvu

			3. MROZEK 


205 


Te slowa Skrzypka bardzo przyponrinaj'l eskalacjt; z'ldait Artura z Tanga: sila, 
wladza, wreszcie Prawda - ale, oczywiscie, Jedyna. Absolutna i Ostateczna. (I tt; uzur- 
pacjt; osmieszyl MroZek w jednym z lvfalych list01l,53.) W cZeSniej jednak Skrzypek 
musi sit;jeszcze tylko wyleczyc ze swoistego kompleksu dziecka. w krorym utrzymuje 
go Matka. czyli musi zostac mt;zczyzn'l. Skwapliwosc, z jak'l Matka wyraia na to 
zgodt;, w dodatku sanla przyprowadzaj'lc Flecistkt;, nasuwa mu podejrzenie, ze mt;z- 
czyzn'l wcale sit; nie zostaje zapladniaj'lc kobiett; i poczynaj'lc nowe iycie, ale - prze- 
ciwnie - zabijaj'lc. 
I tak wrocilismy do podstawowego antagonizmu pierwiastka mt;skiego i zeitskie- 
go, krorych ismienie, zdaniem psychoanalitykow, jest wyrazem fundanlentaffiej bie- 
gunowosci calego swiata. R:=e::nia zdaje si
 sugerowac, ze ta biegunowosc jest tozsa- 
nm z opozycj'l "duch" - "cialo". Skrzypek mowi 0 kobiecym ,,111onopolu na iycie" 
i dalej tak rozwija tt; mysl: 


W grunCle rzeczy Jestescie Vi'Szystl,e rnatkann, to jest wasze prawdztwe oblicze 1 praw- 
dziwa natura. 0 to toczy si
 gra, zeby rodzic, zeby "''Ydawac dzieci na swiat. Dlatego 
jestescie talie silne i spokojne, dlatego nie rniotacie si
, nie szukacie niczego ani w sztu- 
ce, ani wnauce, ani wpolityce, ani wreligii czy Illozofii (s. 70) 


Te slowa, wyj<;te zrozmowy zMa
. nawiqzuj'l takZe jakby inny dialog - z Sekre- 
tark'l z Kartoteki Rozewicza, krora mowila: 


M
zCZYZ:ni 8'1 strasznie dziecinni Ci:tgle d:tZ:t. a jak juz dotr:t do celu, rozpaczajll_ Spie- 
SZQ si
, rnordujll_ Nigdy by w nich nie dojrzal p16d. Sllnieuwa:mi Zaden z nich nie uchro- 
ni przez dziewi
c rniesi
cy OWOCU. Jak to dobrze, ze my dzwigamy i rodzimy Zyciem Oni 
sll urodzonymi abstrakgonistami W tyill jest Snllerc. (T I, s. 102/103) 


Ciekawe... Rozewicz na tt; fundanlentalnq biegunowosc swiata patrzy najcz<;Sclej 
oczann kobiety (Kartoteka, Ilj'S
edl 
 d01l111, Stara kobieta 1I')'siadllje, Biale macen- 
st1\'o), Mrozek oczann mt;zczyzny. Co nie znaczy, ze mu przyznaje racjt;; przeciwnie 
- pot<;pia (przynajnmiej w R::-e::ni, 0 czym pisal do Puzyny) "absolutystyczn'l obsesjt;", 
kror'l owladnit;ty jest mt;zczyzna. Tt; obsesjt; zdradzaj'l slowa Skrzypka: ..zaczynanl 
rozunliec i chct; zrozunnee do kofica". Zrozumiec do kOllca - to dewiza wielu boha- 
terow MroZka. prowa	
			

/td_Page_206_0001.djvu

			206 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


Prawdziwynn bohaterann R::-e::ni s'l czysty intelekt i wyobraZma, ktore zdonnno- 
waly czlowieka. Utwor przestrzega nas, ze przygody czystego intelekm nader czt;sto 
bywaj'l smierteme. 
Tak wit;c nasz najgromiejszy wrog wewn<;trzny zustal zdenmskowany. I co z tego?... 
Czy to poprawia nasz'l sytuacjt;, czy pogarsza? Myslt;, ze pogarsza a przynajnmiej 
znacznie komplikuje i pit;muje glt;bokinl tragizmem, gdyz rozszyfrowawszy mecha- 
nizm myslowego ekstremizmu i uswiadomiwszy sobie stwarzane przez ten mecha- 
nizm zagrozenia - nie mozemy go pu prusm wylqczyc. "Absolutystyczna obsesia", 
krora stanowi przednllotkrytyki w R::-e::ni,jest takZe obsesj'l sanlego autora: przyznaje 
sit; do tego w tym sanlym Maln/1 liScie", nazywaj'lc j'l pych'l- ale pych'l niezb
'l: 


Trudno pogodztc Sl
 z tym.. ze me me W1em 1 mczego Sl
 JltZ me dOW1em. <-1l\V11ann 
sklOIllly]estem 8:.ldzuS, ze cala gorqczkowa. "'')'t
zona i wspaniala. lmponUJllca doprawdy 
dZ131alnosc mnyslowa ludzkoSCl nie naprowadzila nas na naJIlUlleJszy nawet slad. Kultu- 
ranasza przypomina ogromny slnwnik. w l-t6rym kaZde hasla v;ryjasnione jest za pomOCIl 
innych basel ale bral-uje wnim pierwszego S}OW3. Uklad zarnkni
ty, w 1.-t6rym wszystko 
si
 v;ryjasnia jedno przez drugie, jedno odnosi si
 do drugiego, ale sam uklad pozostaje 
me Vi'YJ3SIl10ny 
Jezeli tal, to rnoje zaj
cie polega tylko na powi
kszaniu slnwnika. na dorzucaniu do nie- 
go nowychkombinagi slow -zaj
cie, l--t6rego zasadnicza bezplodnosc obezwladnia. Trud- 
no w some podtrzymywac nieustanme to swi
te przekoname, ze "''Pf3wdzte me udalo Sl
 
cal
 ludzkiej kulturze, hlsmm, ale uda Sl
 liune, l\.IrOZkOWl z Borz
cina. Doprawdy, trudno 
o wi
ksz:t. ehoe niezb
drntPyeh
. 


Moma by ten cytat skomentowac slowanli Eliasa Canettiego: 


Oezel-uje jednego slowa. kt6re w jego oezach zrehabilituje i usprawiedliwi wszyst:1.ie 
mne. 


Dorzucmy jeszcze dwie mysli tego autora: 


Zdania, zdania! Kiedy wreszcie polqczyeie si
 znnwu w jedrnt ealase, zeby si
 nigdy 
wi
eej nie rozlqczye? [no] 
Calkiem mozliwe. ze po dzts dzte:6. wszystkle mysh obraca]1l Sl
 wok61 te] ]ednej, ktfua 
ciqgle ]eszcze nikomu me przyszla do glnwy. Bye moze wszystko zaleiy od tega. czy ktas 
wreszcle na mil wpadme. Ale to weale me jesT tal,e pewne. 55 


Do tego sztucznie skonstruowanego dialogu (czy rzeczywiscie sztucznie?) trzeba 
by jeszcze koniecznie dol'lCZYc glos Gombrowicza, krory przednliotem analizy. np. 
w Kos1I10sie, uczynil obsesyjn'l mysl 0 mozliwosci sprowadzenia swiata do jednej 
fomlUly, w peh1i go wyjasniaj'lcej. ("Jeszcze wierzysz w jedno prawo, choc wiesz, ze 
nigdy go nie odnajdziesz, choc wiesz, ze nie zna go nikt" - to znow Canetti.) 
Odwolaft do Gombrowicza nie spos6b m l1Ilikn:tc z tego chocby powodu, iz Mro- 
Zek - z rzadko spotykana wsrod pisarzy otwartosci'l - wielokromie wyznawal, ile 


54 Tes/mota za meta.fi::ykcl. 
55 Elias CanettI, lIl)'sli. Warszawa 197tJ. s. 61, tJ3.
		

/td_Page_207_0001.djvu

			3. MROZEK 


207 


zawdzit;cza autorowi F erdrdllrke. Mysli ich obu splata]'l sit; niekiedy nierozerwaooe. 
Trudno nie dostrzec na przyklad w R::-e::ni i w kilku Afal)'ch listach rozwinit;cia nast
- 
puj'lcej koukluzji Gombrowicza, zanlykaj'lcej rozwazania 0 dialektyce wielkosci 
i malosci: 


DOJsc do przecl
tnoscL OSJ:IgIUlC przecl
tnosc na ViryZSzym szczeblu - komprornituJllc 
wszelk:t krailcowosc, ale po uprzednim "''Yczerpaniu jej - wszystko w rnojej skali s6 


Czy nie tt; sanlamysl zawarl Mrozek w scenie metanlOrfozy Paganiniego w Rzez- 
nika? Stanowi ona dukladn'l odwromosc metanlOrfozy Skrzypka i spelnia pragnienie 
sanlOograniczenia - powrom do ciala jako najwyzszej wartosci. Do ciala czyli do na- 
mry . 
AlektOito wzywa w R::-e::ni: "Donamry, proszt;paitstwa, donamry!" .? Dyrektor 
FillmmlOnii przedstawiciellicznej rodziny MroZkowych denmgogow. A jak wyobra- 
za sobie tt; naturamosc i spontanicznosc, ktore nmj'l zapewnic zbiorowe szcz<;Scie. 
klad'lC kres indywidualistycznym rozterkom? Oto fragment jego przemowienia do 
melomanow, ktOrzy tez przeiyli zbiorow'lmetanlOrfozt; w oczekiwaniu na ,,koncertna 
dwa woly, obuch, noz i siekiert;": 


Jestesmy nadzy, swobodni, naturalni i spontaniczni Ajezeli ktos nie chce bye naturalny 
i spontaniczny, to go zmusimy. Co to znaczy, zeby ktos nie cheial bye naturalny i sponta- 
niczny, kiedy wszyscy s'1naturalni i spontaniczni? Co to znaczy, zeby ktos cheial pozo- 
stat nienatura1ny i niespontaniczny_ kiedy naturalnosc i spontanicZIlosc jestprawd:t, czy- 
h dobrem. a menaturalnosc 1 mespontamcZIlOSC jest klamstwem. czyli z}em? Czyzby ktos 
chclal zla. a me chclal dobra? Niech W1
C sllsJad przypilnu]e S'1sJada, aby by} swobodny, 
niechjedenzmusi drugiego, abybylwolny_ (USN, s. 76) 


To przemawia najbardziej zlowrogi "duch". Posluguj'lc sit; dobrze znallil nanllo- 
giJq. ktora byla tylekroc w tworczooci MroZka przednliotem cemych analiz. wzywa do 
natury, zeby wzi'lC naniej krwawy odwet; redukuje ludzi do ciala, zeby najskutecznJej 
zabijac. Wybujaly "duch" zawsze w koitcu nieuchronnie si<;ga po wladzt;, by manife- 
stowac j'l stale w ten sanl sposob - zabijaj'lc. 
R=e::,zia mowi nanl 0 trudnoSci bycia po prostu czlowiekiem i u koniecznoSci nie- 
ustannego zwalczania pokus do wznoszenia sit; ponad to zwykle czlowieczeitstwo 
i stawania nadczlowiekiem - w jakinlkolwiek sensie tego slowa. W szelkie ekstremi- 
zmy . zdaje sit; przestrzegac Mrozek S'l groZrte przede wszystkinl dlatego, ze nader 
latwo przemieniaj'l sit; w swoje przeciwieitstwa. Tak sanlO latwo, jak nadczlowiek 
przeobraia sit; w bestit;. 


56 D=tela, t. VII, s. 279.
		

/td_Page_208_0001.djvu

			208 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase / drama/ycznose. Gambraw/cz - R6zew/cz - Mrazek 


EMIGRANCI- 
ARCYDZIEtO DRAMATURGII JA I TV 


KaMe teatrame przedstawienie Emigranto1l' (podobnie jak spektakl telewizyjny Kazi- 
mierza Kutza z polowy lat 90.) zaczyna sit; tak sanlO: AA leZy naloZku i czyta ksiqi:kt; 
(w jednym przedstawieniu z tych, krore widzialem, siedzial przy stule), pu chwili otwie- 
raj'l sit; drzwi z prawej strony. wchodzi XX i mowi: "Jezdem". co znaczy: .,Wrocilem" 
albo ,,Przyszedlem" - i tylko tyle. Autor, krory poprzedzil swoj'l sztukt; (podobnie 
zreszt'ljak wiele innych, np. Tango) obszernymi didaskaliann zawieraj'lcynn bardzo 
szczegolowy opis teatramego ksztalm tej sceny (taka szczegolowosc uzasadnialaby 
nawet uiycie pojt;cia wprowadzonego niegdys do teatrologii przez Zbigniewa Raszew- 
skiego "partytura teatraffia"), nic nie wspomina 0 wejsciu XX-a, przedstawiaj'lc obu 
bohaterow w nast<;puj'lcy sposob: 


Na 16zku po lewej strollie leZy nieogolony rn
zczyzna w szlafroku. Nogi w skarpetkach 
zwrocone 1m widowni 
M
zczyzna jest raczej szczup)y, Ill1
dzy trzydZ1estk:t a czterdzIestk:t. Przerzedzone wIo- 
sy, okulary W clemnej oprawie. Czyta kSlqZk
. 
[n] 
Na krzesle po prawej strollie stom siedzi rn
zczyzna w czamym.. niemodnym ubraniu z 
grubego materialu jakie noszqjeszcze ad swi
ta chlopi w nie1.-torych krajach i pmwin- 
cjach. Biala koszula i krzyczqco jaskrawy krawat. Bucili banlzo szpiczaste i starannie 
"''Yczyszczone. M
zczyzna jest rnocno zbudowany, kr
y, rna grube r
ce i grubll twarz, 
gladko ogoloill!. G
ste wlosy oraz poczq:tkujllce baki Siedzi lewym prol1Iem do widowni, 
patrzqc na lezqcego partnera. Obaj SIl nmiej wi
cej w tym samym wieku. Przez chwil
 
jeden (AA) leiy 1 czyta. drugI (XX) siedz! i patrzy. (USN. s. 81) 


Zaponmial 0 wejsciu XX-a? Malo prawdopodobne.lnfomlacje 0 wejsciach i wyj- 
Sciach postaci nalez'l do najbardziej podstawowych, dotycz'l bowiem sanlego funda- 
menm dranlaturgicznego. Niektorzy dranmtopisarze (zwlaszcza z dawniejszych epok) 
ograniczali sit; wlasciwie tylko do tych infommcji. A zatem naleZy przyj'lc, ze autor 
chcial, aby XX na pUCZ'ltku sztuki po pros1u siedzial przy stole. W tei sytuacji jego 
"Jezdem" znaczy zupeh1ie co innego i znaczy 0 wiele wit;cej. 
PiSZliC juz kiedys na tenmtEmigranto1t. 57 zwrocilem uwag
, ze po tynl dwukrotnie 
powrorzonym na pOCZ'ltku "Jezdem" na nast<;pnych paru stronach az kilkanascie razy 
powtarza sit; zwrot "myslt; sobie". Trudno oprzec sit; pokusie pol'lczenia tych "low: 
,.Jezdem (wit;c) myslt; sobie" - w ten spos6b otrzymujemy po MroZkowsku przenico- 
wane Kartezjaitskie cogito. Podobnie nicowal autor np. w opowiadaniu Intenml Ein- 
steinowsk'l fommlt; E = mc': 


-Ajakby tak Vi'Zi:te mas
 i dae jll do l\\'adratu, a potem: trzask! - pOIlUlOZyC jllprzez 
pr
dkosc Sviriatla. to by ci bylo dopiero! n 58 


57 11Jro =ka Korclicl1l i Cham. "D1alog" 1977, nr 8. 
58 Opawiculania, Krakow 1974. s. 266.
		

/td_Page_209_0001.djvu

			3. MROZEK 


209 


o ile Jednak ten cytat moZna potraktowac jako czysty dowcip, 0 tyle cog/to XX-a 
wynmga chwili powamej refleksji. To jego "Jezdem" oznacza moment zbudzenia sit; 
swiadomosci indywidualnej (wczeSrtiej zapewne posiadal swiadomosc spolecZll'l czy 
nawet narodow'l, nie mowi'lc juz 0 klasowej). W tym miejscu jeszcze raz trzeba wro- 
cic do lntenmlll, w ktorym z jednej bryly mi<;sni zlozonej z dwoch niepokonanych 
dot'ld zapasnikow, Szatana-Maty i Gross-Pytona. wydobywa sit; taki oto dialog: 


- Pytonm - odezwal si
 "\\'Ieszcie Szatan- Mary. 
- Co? - odpowiedzial Gross-pyton. 
-Jestes? 
-Jesrem. 
-Ja tei-na to Szatan i znnwuzapadlo rnilczenie. [on] 
- Ja, to jam - stwierdzil stanowczo Pyton. 
Szatan- Maty zdziwil si
. 
- Ja, to ja - "'')TIazil sprzeciw - a nie ty. Ty, to calkiem co innego. 
- Jill wiern! - ucieszyl si
 tym odkryciem Gross-pyton. - Po prostujest nas dwoch. S9 


To podstawowe rozromienie ,ja" i "ty" pojawia si
 pomiej w ke::,zi, w krorej 
Skrzypek mowi do Matki: "Ja to ja, a ty to ty. JesteSmy osobni i oddziemi." 
Zbyt blisko znaleZliSrtlY sit; mtaj od obszaru rozwaZait (i sp""yficznego jt;zyka!) fIlo- 
zofii dialugu, zeby nie si<;gn'lc po cytaty z rozpraw przedstawicieli tego nurtu. Karl Barth: 


Skora ,ja" [.n]jestem. tojestem W odrofuieniu ad czegos i wrelagi do czegos, co wla- 
snie przez to, ze ja jestem ,ja" ,jest "ty" ,jest maim "ty", i dla czego ja z kalei jestem "ty" 
[...]60 


Eugen Rosenstock-Huessy: 


Bye czyillS innym lub czymS szczeg61nym to podstawowe przeZycie ja. A iltiZ ludzi do- 
chodzi w swym Zyciu tylko do tego t
ego, upartego "poczucia innosci" "\\')'IaZonego w 
zdaniu ,ja to ja", w owym pierwszym zdaniu wszelkiej indywidualnej psychologii i indy- 
widualnej etyki. 61 


Bez w'ltpienia XX sformulowal wlaSnie owo pierwsze zdanie sygnalizuj'lce prze- 
budzenie sit; swiadomosci indywidualliej. Co bylo przed tym jego "Jezdem"? To jest 
nie tylko w pelni uprawnione ale i wrt;cz konieczne pytanie 0 przedakcjt; Emigranto1l'. 
XX mieszka z AA w obskurnej suterenie, ktor'l sanl nazwie nor'b przynajnmiej od 
miesit;cy. NieZie juz przeciez z	
			

/td_Page_210_0001.djvu

			210 


STANISLAW G
BALA - Tea/ralnase I drama/ycznose. Gambrawlcz - R6zewlcz - Mrazek 


przez nast<;pne miesi'lce, moze nawet lata. Ale nagle nast<;puje spotkanie . w rozu- 
mieniu Buberowskinl. To "Jezdem" inicjuje wlasnie spotkanie Ja i Ty (warto zwrocic 
od razu uwagt;, jak czt;sto XX bt;dzie powtarzal to "ty"). Zaczyna sit; pierwsza praw- 
dziwa rozmowa AA i XX-a. Mrozek stwarza dla niej szczegolne okolicznosci. Jest 
ostatni dzieit roku, za kilka godzin przyjdzie Nowy Rok 
Warto zauwaZYc, ze AA podejmuje tt; rozmowt; z pewnymi oporanli; jakby nie 
wierzyl, ze w ogole jest moZliwa. Bo 0 czym on, intelektualista. moglby roznmwiac z 
prynntywnym robolem? Ogranicza sit; wit;c du wytknit;cia blt;du popeh1ionego przez 
XX-a: ,,MOW! sit;: jestem." Pohtiej tez nie zdradza wit;kszego zainteresowania jego 
opowieSci'lo wyprawie na dworzec kolejowy, k'lsliwymi dopowiedzenianli odslania- 
j'lC jej prynntywizm: 


xx [.n] Juirnialem isc, a tu patrz
:jedzie. 
AAPoci:tg. 
XX Skqd W1esz? (pclll=aj Zgadza sw. POC1:tg. Elel-uyczny. Po clchutku Jedzte. bo elek- 
tryczny. [...] 


xx [on] I on Virtedy podjechal, podjechal aZm 
AASt_1. 
XX Skqd wiesz? (pClu::a) Calliern stanqL (USN, s. 83) 


OczywiScie, AA \v swaim zarozUlllialynl lekcewa:i:eniu puszcza nllnlO uszu to 
wielokromie powtarzane ,,111yslt; sobie"; nie rozpoznaje w slowach XX-a: "Jezdem" 
(wit;c) "myslt; sobie" zagadnil'cia (w rozumieniu dialogikow), od ktorego zaczyna sit; 
spotkanie Ja i Ty. 


W tym momencie warto chyba jeszcze raz si<;g1l	
			

/td_Page_211_0001.djvu

			3. MROZEK 


211 


Myslalem ze to "''SZYstko odb
dz1e Sl
]ak zwykle. Ja Vi'Strzymam na chwil
 oddech. zeby po- 
metrze roztr..tcone niezna]Omym 1 otac
qce go rueprzemknt;10 I111 do pille -] nnruemy si
.
 


Podkreslone wyzej slowa i zwroty muZna bez trudu znalezc w wywudach dialogi- 
kow, np. u Karla Bartha: 


Z tym swmIll samookreslemem. z tym SW01Ill byclem "''Ychodzt on, czy I3CZeJ "''Ychodzt 
"ty" (bo tym wlasme Jest on przeciez. skora]a w stosunl-u do mega jestem ,ja"!) 11l1lie 
napr:::eciw -] to w tali spos6b, ze me rnog
 go Vi'YJll1llIlC W IllOJej wlasnej przesrrzeni, 
1.-t6ra (skora ]a]estem,Ja", to Oll]est "cas takiego ]al]a", a W1
C "ty"!)]estnie tylko IllOJIl, 
ale rau7lie= jego przestrzeni::t. [no] Nie rnog(( sit( wobec niego cofn:tc w siebie samego, aby 
nastgJnie, "''Ychodzqc z siebie samego jako z rniejscaneutralnego, utwierdzic sit( i rozwi- 
Il:lC obak niego lub ponad nim, poniewaZ bycie i okreslenie ze strony owego "ty" dotyczy 
nmie, osi:tga mnie, trafia we nmie: dzieje sit( takwlasnie dlatego, ze nie pochodzi ono ad 
jakiegos "to", lecz od "ty", bez I...-tmego ja nie bylbym "ja" .63 


Nawet tt; probt; "utwierdzenia sit; i rozwinit;cia obok niego lub ponad ninl" odno- 
towal MroZek na swoj parodystyczny sposob. Cytowany wyzej akapit z jego opowia- 
dania poprzedza nast<;puj'lce zdanie: 


Przybralem odpowiedni "''Yfaz twarzy, aby wydac si
 energicznym i pi
knym. 


Tym razem jednak zwykla strategia zawiodla: 


Ale on zagmdz1l rni drog
 i powiedzial: 
- Prosz
 si
 zatrzymac. Jutro, dokladnie 0 si6dmej, przyjdzie pan do nmie PospIZQtac 
rnieszkanie. 


Oto nast'lPilo zagadnil'cie zawi'lzuj'lce dialog. Temu momentowi dialogicy po- 
swit;cali w swoich pracach szczegom'l uwagt;. Zagadnit;cie u MroZka jest, oczywiocie, 
szokuj'lce i obcesowe. Ma ono formt; polecenia (rozkazu) wykluczaj'lcego jaiGjkol- 
wiek dyskusjt; (,'proszt; nie dyskutowac" - powie zreszt'l za chwilt; nieznajomy). Od 
razu zburzona zostala iluzja rownorz
osci obu postaci, ktor'lprobowal tworzyc bo- 
hater-narrator - wbrew rzucaj'lcym sit; w oczy cechum nieznajomego, swiadcz'lcym 
o jego fizycznej przewadze. Bohater-narrator podejmuje nierowll'l walkt; na slowa. 
w ktorej z pocz'ltku czytemik moze sit; z ninl calkowicie identyfikowac, uznaj'lC jego 
reakcjt; za najwlasciwsz'l: 


- Ale co to ma znaczyc?! [ n] Co pan sobie wyobraZa?! Prosz
mnie przepuscic! 


Poniewaz jednak reakcja jest stereotypowa (przytoczmy teraz pomini<;ty w cytacie 
wtr<;t narracyjny: "Odnalazlem wreszcie wlasciwy sposob odpowiadania na zaczep- 
ki. "), nieznajomy po prosm j'l ignoruje (,,- Niech sit; pan nie unosi.") i przystt;puje do 
udzielania szczegolowego instruktaZu: 



 Opawiculania, Krakow 1974, s. 130. 
63 Filo=qiia dialogu. s. 137-8
		

/td_Page_212_0001.djvu

			212 


STANISLAW G
BALA - Tea/ra/nase I drama/ycznose. Gambrawlcz - R6zewlcz - Mrazek 


Prosz
 posluchat: woda bIezl'tca jest na IlllejSCU. ro-wmez i sClereczl,. 


Wynnenia takZe odkurzacz. na co bohater-narrator reaguje pelnym oburzenia wy- 
krzyknikiem: 


- Jaki Odl"1lIZ3CZ'!! 


Jest to strategiczny hl'ld, bo ta replika moze zostac potraktOWalla Jako rzeczowe 
pytanie - powiedzmy 0 ma1kt; czy stan techniczny odkurzacza - wystarczy przesUll'lc 
akcent z drugiego wyrazuna pierwszy; tak tez post<;puje nieznajomy, ktory okazuje sit; 
wytrawnym nmnipulatorem. i odpowiada: 


- Doskonaly Odh."1lIZ3CZ. operowame rum to prawdzlwa przyJemnosc. 


Podobnego zabiegu dokonuje przy kolejnej wynnanie kwestii. Bohater-narrator 
znow manifesmje swoje oburzenie, posluguj'lc sit; fOml'l pytania retorycznego: 


- Ale Z Jak:1eJ racji]3 mam panu spIZqmc Imeszkame?! 


Tym razem manipulator dokunal pewnej operacji semantycznej nadaj'lc emocjo- 
namemu wykrzyknieniu .,zjakiej racji" neutralny sens prostego pytania "dlaczegoT 
albo "z jakiego powodu?", by moc udzielic na nie rzeczowej odpowiedzi: 


- Bo jest juz brudne i trzeba koniecznie trocht_ odsw1eZyc 


Bezczemosc i nmnipulatorska sprawnosc nieznajomego powoli ubezwlasnowol- 
nia bohatera-narratora, ktory zaczyna aIlalizowac techniczn'l stront; zadania, raz po 
raz jednak wyraiaj'lc swoje oburzenie: 


- Nie, to doprawdy nieslychane! n Przydalyby si
 szmaty filcowem Ale za kogo nmie pan 
bierze wlasciwie, co?! 


W koitcu ucieka sit; do ironizowania - wyprobowanej fomlY sanlOobrony ludzi spy- 
chanych na slabsz'lpozycjt;, ktorzy dzit;ki ironii zyskuj'l zludzenie chwilowej przewagi: 


- Jak to, nie rna pan swojej froterki? Nie rnoZ:na bylo sprawic? 


Narracyjne zakoitczenie ukazuje, jak pannt;tamy, bohatera-narratora calkowicie 
ubezwlasnowomionego: 


Odszedl, nie ogllldaj&C si
, krokiem sportnwca. Spoghtdalem za nim. dop6ki nie zniknql 
Kipiala we mnie obraZona duma, krzyczala zraniona godnosc osobista 
Nagle zrobilo Illi si
 ghtpio, poczulem si
 bezradny, bezbrOIlllYm nie zostawilrni przecieZ 
amesu. 


To krotkie opowiadanie zdaje sit;przede WSZYStkinl stawiac problem strategii dia- 
logowych, ktory w dalszej tworczosci MroZka stanie sit; prawdziwie fascynuj'lcy.
		

/td_Page_213_0001.djvu

			3. MROZEK 


213 


W pelnym wynllarze ukazuje SIt; on jednak dopiero w kontekscie zarysowanym przez 
filozofit; dialogu. 
Wracaj'lc do Emigrantov.- trzeba zauwaZYc, ze autor zrobil na pocz'ltku sztuki 
wszy,iko, aby XX -a skompromitowac nie tylko w oczach jego scenicznego partnera, 
ale takZe widza (ewentualliie czytelnika). Tego typu fantazje erotyczne, jakie snuje 
XX, zwyklismy okreslac jednym slowem: "dno". XX musial si<;g1l	
			

/td_Page_214_0001.djvu

			214 


STANISLAW G
BALA - Tea/ra/nase I drama/ycznose. Gambrawlcz - R6zewlcz - Mrazek 


w'l zdarzeit pozornie blahych, takich jak nagle wyl'lczenie prqdu i ponowne jego wl'l- 
czenie, odcit;cie i przywrocenie doplywu wody itp., zmusza widza do refleksji nad 
dziwll'l gr'l przypadku i koniecznooci. Oto jak Mrozek uruchanlia tt; grt;, ka4c boha- 
terom zdac sit; na najczystszy przypadek. 0 tym, ktu wypije herbatt; (na drug'l nie ma 
wody, bo wlasnie przestala lac sit; z kranu), rozstrzygnie losowanie, a scislej rzut mo- 
net'l. 


AA [on] Orzel czyreszka? 
XX OrzeL. (4...4 poclcllca monetf; 11:t'soko do gory) on Reszka! (moneta upacla na podlo- 
ge i toc-=)' sif; pod lO=ko po prctwej stronie. s..-ukajqc jej obaj zaglqdajqpod 103\0. Obojl;;t- 
ne, gcl=ie moneTa [0("..:1' si€ w r:::ec..:1'11'islOsci. AJ..1or:::y grajq tak. jaklrt, wlOc=yla si€ poel 
163;0) (s. 93) 


AA wyci'lga spod niego puszkt; konserw, co daje pocZ'ltek kapitalnej scenie, kto- 
rej Zywiolowy komizm prowadzi niespodzlewmrie - poprzez rozmaite wybiegi XX-a 
- do dranmtycznego i patetycznego momentu uswiadomienia sobie przezeit istoty god- 
nooci ludzkiej. 
Trzeba z cal'l dobimosci'l podkreslic, ze w Emigrantach wszystko, co dzieje sit; 
mit;dzy bohaterann, zdarza sit; pu raz pierwszy. Po raz pierwszy prowadz'l z sob'l 
prawdziw'lrozmowt;, po raz pierwszy pij'lrazem alkohol, po raz pierwszy opowiadaj'l 
sobie koleje wlasnego Zycia". W spotkaniu obaj uzyskuj'l pemit; czlowieczeitstwa- 
dokladnie tak, jak pisal 0 tym Martin Buber i inni dialogicy. A poniewaZ wlaociwie 
wszystko ich roini, spotkanie jest tak frapuj'lce. 
Wynneitmy przynajnmiej najwaZniejsze roinice. Najoczywistsze - choc nie naj- 
wazmejsze - wynikaj'l z roinicy spolecznego statusu. Wazmejsze od nich s'ljednak 
roinice mentalnooci; myslenie AA jest symboliczno-metaforyczne, XX -a - konkretne 
(co, oczywiscie, znajduje odbicie w ich jt;zyku). Myslenie AA zawsze szybuje ku uogol- 
nieniom, ku poit;ciowei abstrakcji - XX zdecydowmrie odnlawia "myslenia u mysle- 
niu". AA jest wrt;cz organicznie niezdomy do fommlowania stwierdzeitjednoznacz- 
nych; jego specjalnooci'ljest stawlaniehipotez. "Prawdopodobnie chodzi mtaj 0 [".]"; 
"NaleZyprzypuscic, ze [."j"; "Warto by porownac [".j" - to S'l ulubione przez niego 
figury stylistyczne. Rzecz jasna. jest to kabotyitski popis podkreSlaj'lcy przepasc mit;- 
dzy Ja i To; gdyz XX jeszcze nie zaistnial dlaAA jako Ty (znow si<;ganl po podstawo- 
we kategorie, ktorynn posluguje sit; filozofia dialogu), jest dla niego tylko obiektem 
obserwacji czyli przedmiotem. Ale XX juz nie zgadza sit; na takie uprzednliotowie- 
nie; AA pozwolil si
 - moze nieopatrznie - zagadn1!c i WC
C w rozmow
, musi 
wit;c uznac rownorz<;dnosc swegu partnera, a ten 4da od niego przede WSZYStkinl 
jednoznacznych odpowiedzi: ..Ty, chybamogt;, co?" 
Pytanie dotyczy nieszczt;snej konserwy mit;snej dla psOw znalezlOnej pod loz- 
kiem. Dot'ld XX zzeral te konserwy nie doswiadczaj'lc zadnych rozterek, bo po prostu 
nie wiedzial, co je. Teraz juz wie, jest swiadomy. Tt; tak komplikuj'lc'lmu Zycie swia- 
domosc obudzil AA. nic dziwnego wit;c, ze XX oczekuje od niego slowa rozstrzyga- 
j'lcego jednoznacznie w'ltpliwooci:
		

/td_Page_215_0001.djvu

			3. MROZEK 


215 


AAMozesz. ewentualmen 

"X Na pewno rnog
? 
AA Mozesz, rnozesZm (kr::yc::y naglej A zreszt:l ZryJ, co Cl Sl
 podoba! Co Ilune to ob- 
chodzi! 

"X To znaczy rnog
. (zabiera sif; do otwieJ"llnia pus::ki siekieJ"CO (s. 97) 


Wlasnie swiezo obudzona godnosc ludzka przegrywa walkt; z glodem. Ale - przy- 
znajmy - XX robi wszystko, zeby j'l ocalic. Ta scena nas rozsmiesza do lez i przejmuje 
dreszczem do szpiku kooci. XX nader sprawnie posluguje sit; swoinl chlopSkinl rozu- 
mem w celu oszukania - co znaczy w tym wypadku: ocalema - owej bezcellllej warto- 
oci, ktor'l wlasnie uzyskal: poczucia wlasnej godnosci. Zacytujmy jeszcze kilka kwe- 
stii, ktore poprzedzaj'l te dopiero co przytoczone: 



"X TYn. M6wiles, ze to maze bye takZe dla kataw? 
AA Maze. Domowi ulubie:6.cy, to magI'! bye takZe koty. 

"X Na pewno? 
AA Na pewno. Ale Jak:1ez to rnaznaczeme.. 

"X Bo jak dla kot6w. to rnoglbym :.t:)esc, ale]31 dla ps6w to me. O. co to. to me! Czy]a 
jestem pies, zebym ]adl Jakies pieskie ]edzenie?! 
AA Sam sobie odpowiedziales przed chwiht. 

"X Ale ty Illi powiedz, ty sam Illi powiedz, czy ja jestem pies? No, czy ja jestem pies?! 
AA Nie, nie jestes. Zaden czlowiek nie jest psem. A przynajIlUliejm nie pnwinien nim 
bye. 

"X A widzisz! To znaczy, ze jak to jest dla kataw, to ja teZrnog
 Ljesc. Katy to co innego. 
Koty to nie psy. Ty
 chyba IllOg
. co? (s. 96/97) 


To koitcowe pytanle juz slyszelismy. Powtarzanl je jeszcze raz dla podkreslenia 
owego "ty", ktore powtarza sit; tak czt;sto i z takinl naciskiem w wypowiedziach XX- 
a. W sluchajmy sit; z uwag'l i pelll'lpowag'b 0 ktor'l trudno w tej arcysmiesznej scenie, 
w pelen dranmtycznego napit;cia ton slow XX-a: "ty mi powiedz, ty sanl mi powiedz, 
czy Ja jestem pies?" 
Sk'ld to napit;cie? Ano st'ld, ze XX bardzo chce uslyszeC zaprzeczenie AA; tym 
bardziej, iz ma swiadomosc n
y wlasnej egzystencji niegodnej czlowieka. Bt;dzie 
musial jednak wypic duzo alkoholu, zeby sit; do tej swiadomosci przyznac: "Czy wiesz, 
jak ja m iyjt;? Jak pies!" I wtedy, gdy wreszcie wyrzuci z siebie te slowa, nie na wiele 
zda sit; zaprzeczenie AA - zreszt'l niezbyt przekonuj'lce: 


No me. przesadzasz. 

"X (ucler:::ajqc pif-sciq W sTill) Nle sprZeCIW1a] Ill1 S1
! Wlasme, ze jak pies. Sam Ill1 to 
przedtem powiedziales! (s. 120) 


Mentalnosc XX-a zostala uksztaltowana przez chlopsk'l biedt;, ponizej poziomu 
ktorej ludowe porzekadla spychaly juz tylko psa. Zastanawiaj'lca jest obfitosc powie- 
dzeit w rodzaju: na psa urok. psia pogoda. pieskie iycie. wygi'ldac jak zbity pIes. zabic 
jak psa, zdechll'lc jak pies itp. Moina by jeszcze si<;gll	
			

/td_Page_216_0001.djvu

			216 


STANISLAW G
BALA - Tea/ra/nase I drama/ycznose. Gambrawlcz - R6zewlcz - Mrazek 


xx Niemozliwe. 
AADlaczego "niemozhwe"? 
XX Bo to jest rnl
SO. Mi
so ma bye dla pSGW? (s. 95) 


Smiejemy sit; - ale ze scisni<;tym gardlem. To retoryczne pytanie zadaje chlop, 
ktory jadal mit;so tylko z okazji wit;kszych swi'lt. Chlop. dla ktorego jedyll'l pociech'l 
byla 8wiadomosc, ze jest na swiecie stworzenie jeszcze n
dzniejsze: pies. 
I w tym momencie trzeba powrocic do didaskaliow otwieraj'lcych sztukt;. Znajdu- 
jemy tam m. in. takll infommcjt;: Na 163m po prmt'ej stronie, na tande/nrm kOCII, le::y 
Pies Pillto. Afaskotka spOl')'ch ro::miar611' i 11' jasATmt')111 kolor
e. Ta nmskutka jest 
znakiem innego swiata. z ktorego znikn'll glod i w ktorym psy - dawne symbole dna 
n
y - wyleguj'l sit; na tapczanach. To ten symbol kamli XX swoj'lkrwawic'b odnm- 
wiaj'lc sobie nadal wszystkiego i iyj'lC jak pies. Nic dziwnego, ze ten symbol w finale 
sztuki musi zostac zniszczony. 
Ale wybieglismy za daleko naprzod. Na razie XX zabiera sit; - z oci
aniem - do 
swojej konserwy dla psOw. 
Panli<;tanlY, ze wlasnie XX ustanowil relacjt; "Ja i Ty". Jego Ja moglo zaismiee 
tylko w odniesieniu do Ty - i teraz b
ie sit; nieustannie domagac potwierdzeit, ze 
dla AA rowniez ismieje jaku Ty, a nie iako To, czyli wyl'lcznie obiekt ubserwacji. 
I takie potwierdzenie zaraz nast@i: 


AAZostawto. 
XX PrzecleZ sam p0W1edz131es, ze rnog(( jese. (4...4 11:t'ciclga spod lO=ka swojq 11'Clli=kf.. 
Otwiera jq klm'=ykiem. wyjmuje Z wClli::ki pus=ke kunserH: Trj1)'chu wali=ke z poU'rotem 
pocllO=ko, ale nie za11lyka jej na kluc-=)'k. Stawia pus=ke na stole pr:::ecl_'Ll") Dla ludzi? 
AADla ludzi. 
XX A, to co innego. (s. 97) 


Relacja "Ja i Ty" nie oznacza idyllicznej harmonii, przeciwnie: jest nieustanll'l 
wallq 0 donrinacjt;. AA jeszcze wiele razy bt;dzie manifestowal swoje megalomaitskie 
poczucie wyzszooci. Zacz'll, jak pann<;tamy, od belferskiego poprawienia blt;du XX -a. 
Pozniej, wykorzysmj'lC wiedzt; z zakresu psychologii. bezlitosnie osmieszyl jego fan- 
tazje erotyczne - ale tez chyba po raz pierwszy poczul cos w rodzaJu wspolczucta, 
kiedy XX-owi wyrwaly sit; slowa skargi: "Ty wszystko musisz zepsuc. [...j Dlaczego 
sit; czepiasz? [... j Zawsze sit; nmie czepiasz. Co ja ci zrobilem." Ale znow wzit;lo gort; 
zarozunriale mentorstwo AA: "Trudno, moj kochany. Ja ci tylko punmganl w uswiadu- 
mieniu sobie sytuacji. Skoro ty sanl nie potrafisz..:' Bezradna odpowiedz XX -a: ..Ja- 
kiej sytuacji. Ja poszedlem na dworzec" jest kolejnym dowodem biegunowych roznic 
ich mentamosci. AA zawsze zmierza do uogomieit; XX zawsze trzynm sit;jednostko- 
wego konkrem. Posluchajmy jeszcze paru kolejnych kwestii: 


AA To swiadczy 0 twojej sytuacji 
XX Ja chcialem, zeby Illi bylo dobrze. 
AA Wlasnie, u nas tak zawsze: upi
kszanie :fal--t6w, poczytywanie nierealnych Illarzen za 
rzeczywistosc, pobome Zyczenia... Falszowana terainiejszosc rodzi chorowit'1pIZyszlosc. 
Historiarnsci si
m
		

/td_Page_217_0001.djvu

			3. MROZEK 


217 



"X Jaka hlstona... 
AA Nasza. hlstoria naszego narodu. 

"X Jaka hlstona, co IlUne histona,]8 bylem na dWOfCU. (s. 89) 


o ile mysli XX -a nie mog'l oderwac sit; od konkretu, 0 tyle refleksja AA nie jest 
zdolna sit; na nml dluzej zatrzymac i, wykorzysmj'lC go tylko jako punkt odbicia. szy- 
buje niezmiemrie w rejony pojt;ciowej abstrakcji: sytuacja, teraZniejszosc, przyszlosc, 
historia (czyli przeszlosc) - te slowa ci'lgle przewijaj'l sit; w jego kwestiach dialogo- 
wych. One z kolei nader latwo przeksztalcaj'l sit; w monologi odslaniaj'lce jalowy 
autunmtyzm jego myslenia. ktore sanlO dla siebie staje sit;glownym problemem. Chcia- 
loby sit;powiedziee. ze AA nie mysli. leczjest myslany. Maszynka jego unlYslu miele 
wszystko, co w ni'l wpadnie. Oto moment jej sanlOCZYllllego uruchomienia: 


AA Powiedz mi, dlaczego ty tyle jesz. 

"XNie widziales gdzie klucza? (s. 94) 


Chodzi 0 klucz do otwierania konserw - ale AA juz nie slyszy tego pytania. bo 
nmszynka zostala puszczona w ruch: 


AA Spr6bu]rny Sl
 nad tym zastanoW1C. Motywy hedomstyczne z ca1:t peWnOSC11l me 
wchodz:t tuta] w gr
. Wwc co? [on] Prawdopodobnie chodZ1 tuta] 0 sam al-tpochlamama. 
NaleZy przypuscic, ze [no] (S. 94) 


itd., itd., aZ XX przerwie ten slowotok uderzaj'lc puszk'l z calej sily w stol W cZeSniej 
podobny slowotok zostal zagluszony przez szum wody w rurze kanalizacyjnej Gesz- 
cze jedna interwencja delis ex machina). Autor wyraZnie oci'lga swego bohatera w dol, 
do poziomu figury farsowej, zeby mu unlOzliwic pozniej podobnie jak XX-owi 
odbicie sit; od dna. 
Dranlaturgm .,Ja i Ty". oparta na zasadzie lustrzanej symetrii (przy czym, oczywi- 
ocie, lustro moze bye, i najczt;ociej bywa, krzywym zwierciadlem), daje MroZkowi 
w tej sztuce nieograniczone mozliwooci zarowno poszerzania pola tenmtycznego, jak 
i zwit;kszania skali napit;c emocjonalliych. Interesuj'lce byloby sporz'ldzenie swoistej 
listy tenmtow, ktore przewijaj'l sit; w ruzmuwie AA i XX-a, a moze bardziej jeszcze 
przeSledzenie owych wsponmianych juz dranmturgicznych "l'lczy" wprowadzaj'lcych 
kolejne tematy. ZaJ'llem sit; wlasciwie dot'ld tylko jednym - puszk'l konserw. W cze- 
Sniej funkcjt; takiego l'lcza pelni osobliwe "odkrycie" XX -a dokonane w k'lciku ku- 
chellllym za parawanem, gdzie nastawial wodt; na herbatt;: "Ty, dlaczego tu nie nm 
much?" Odkrycie zostalo zlekcewaZone przez AA. ale dla XX -a jest punktem wyjscia 
do nostalgicznych wsponmiefi, ktore partner gwaltownie mu przerywa, gdy pada slo- 
wo ,'panli
anl...": 


AA Pami
tam. pami
tam. pami
tam! A ja nie nie pami
tam! 

"X (s=c=er:::e zel=iwiollY) Jak to, nie pami
tasz" 
AA (.:J)'11'Q sif; Z lO=ka i choc/::i po pokoju) Nie. me me pamn
t3m 1 me chc
 pann
tac!
		

/td_Page_218_0001.djvu

			218 


STANISLAW G
BALA - Tea/ra/nase I drama/ycznose. Gambrawlcz - R6zewlcz - Mrazek 


Ci:tgle tylko slysz
: ..A pann
tasz to. a pamn
tasz tamto"... Zawsze. W1eczme. cl:tgle. ad 
tylu lat! A teraz te two]e rnuchy, ty, z twmIlll rnuchannn.64 (s. 91) 


Blahe spostrzezenie XX-astalo sit; detonatorem prawdziwego wybuchuAA. Trudno 
o wit;kszy kontrast pomi
y znikomosci'lprzyczyny a donioslosci'l skutku. Ta scena 
ujawnia jeszcze jedn'l biegunow'lroinict; mi
 partneranli: XX iyje wyl'lcznie wspo- 
nmieniann (a z drugiej strony nadziej'l na przyszly powrot do kraju), ktore ponmgaj'l 
rou mosic kOSZffi3.l1]4 teraZniejszosc; AA - wr
cz przeciwnie - czyni nieustaj4ce wy- 
silki (ci'lgle przez kogos niweczone. jak slyszelismy), aby anlputowac sobie pann<;c. 
a wit;c unlkn'lc z pulapki wsponmieit i iyc tylko terazmejszooci'l. Stosunek do prze- 
szlosci, teraZniejszosci i przyszlooci zawsze okreSlal podstawowe roinice mi
y po- 
stawanli polskich emigrantow. We wsponmienia ,,kraju lat dziecinnych" uciekal naj- 
wit;kszy z nich; uciekal od teraZniejszusci "na paryskinl bruku". Pustawa AA przypu- 
mina raczej Gombrowicza. ktory wprawdzie nie anlputowal sobie panlit;ci. ale enn- 
gracyjn'l teraZniejszosc ... manifestuj'lc zreszt'l bardzo spektakn1amie swojlj w niej 
obecnosc wykorzystal do bezwzgl
ej rozprawy z krajem lat dziecinnych. 
Ale zwycit;zc'l tej rundy pojedynku przeciwstawnych postaw emigranckich jest 
jednak XX. Cytowalem juz m jego krolk'l ripostt; na megalomaitsk'l tyradt; AA. ktora 
znow odslania podstawowy defekt inteligenckiego unlYslu uparcie przetwarzaj'lce- 
go przednnotowe konkrety w metafory i symbole. Jest to swego rodzaju anihilacja 
rzeczywistosci fizycznej: 


AA [n.J To nawet dobra metal ora. Muchy symbolizujll Illialkosc tych zagadnien. nal-t6re 
bylismy skazani tam, w kraju. Tamte wszyst:1.ie lakaIne problemy, problem:ili raczejn 
Male szowinizmy, male reformizmy, male porcyjki... Mali ludzie i maly kraj. Tutaj na- 
reszcie rnoZ:na rozprostowac skrzydla. 
XX Jok muszka... bzzz. (s. 91/92) 


I to Jest wlaSciwie zakoitczenie kolejnej rundy pojedynku obu bohaterow. AA w 
swojej megalomanii nawet nie zauwaiyl nokautuj'lcego ciosu i zachowuJe sit;jak nie- 
ktorzy bokserzy na ringu, jeszcze przez chwilt; utrzymuj'lcy sit; na nogach po otrzynm- 
niu takiego ciosu, a nawet nmchaj'lcy bezladnie rt;kann: 


64 Problem nostalgii - zaledwie tutaj zasygnalizowany - "''YJll3ga, oczywiscie, szerszego rozwini
cia. 
o nostalgii emigranckiej pisano wiele. Ja sam podejrnowalem ten temat w szlicu Odc=ynianie urokow- 
c=yli "TJ"Clns-Atlantyk" kontJ"Cl "Pan Tculeusz"(pornieszczonym w rnojej ksiqice Odpawiec!=ialnoSi: za 
sloH'o, Bielsko-Biala 1993), podkreslaj&c determinacj
, zjak:t Gombmwicz odrzucal nostalgi
. Jesli uznamy 
za trafne stwierdzenie Mrozka, iz Gombrowicz byl chirurgiem. Ict6ry operowal sam siebie
 to zgodzimy 
si
 chyba, ze ten chirurg przede Vi'Szyst:1.-ml amputowal some wlasnie nostalgI
. A sam J\.lmzek? Pewnie 
racj
 ma Tadeusz Nyczek okreslaJ&c go Jako czloW1eka, bmego "mgdy nie opuscilo autmromczne poczu- 
cie podw6jnosci", i dopatruj&c si
 w takich sztukach,jak Emigmnci, Letni c!=iel1 czy KontmJ..1mzdwojo- 
nych autoportretow: "Wsz
dzie tam wyst
uje dw6jka bohaterow b
d&cych swaim niemal rnechanicz- 
nym przeciwienstwem. przy czym jeden jest ex d€;finitione »lepszy<{, drugi »gorSzyK Ale to naprawd
 
jedna postac, tyle ze dramaturgicznie mzdwojona dla wi
kszej wyrazistosci. Modelem byl autor." (" Jri- 
c!=f;, ze sif; banl=o mf;c-=)'SZm ", w: Jan Blo:6.ski, Slawomir J\.lmzekListy 1963-/996, s. 17/18) Bez wq:tpie- 
nia cytowany dialog. zaczynaj&cy si
 od sakramentalnego "Pami
tamm", toczyl autor meustannie sam ze 
sob&.
		

/td_Page_219_0001.djvu

			3. MROZEK 


219 


AA Stawic czola zagadmemoIll, tylko W W1elkich zmagamach rodzt Sl
 W1elkosc. WieJka 
skala, wszystko na wieJk:t skal
. Nle, dla Ilune ]UZ me ma much, chwala Bagu. (s. 92) 


Jak widac, Mrozek dose bezlitusnie go kompromimje. To zastanawiaj'lce, ale sym- 
patie autora zdaj'l sit; bye po stronie prymitywnego robola, a nie inteligenta z preten- 
sjanli do miana intelektualisty ("Ja jestem czlowiek-glowa" - mowi 0 sobie zarozu- 
nllale AA). Ten robol jest tez. paradoksalnie - przednnotem nieustannej agresji ze 
strony inteligenta, ktora usprawiedliwia w naszych oczach desperackie akty sanlO- 
obrony XX -a. Agresjama wprawdzie charakter wyl'lcznie slowny (z wyj'ltkiem epizo- 
du, w ktorym AA potrZ'lsa XX -em chwytaj'lc go za klapy marynarki), ale jej niszczy- 
cielska skutecznosc jest nieporownanie wit;ksza niz np. siekiery XX -a podniesionej 
do ciosu - tynl bardziej, ze mow nastqpila interwencja dells ex machina: wlasnie w 
tym momencie zapalilo sit; swiatlo i smiertemy cios nie zostal zadany. (W czesniej 
zgaslo akurat wtedy, gdy rozwScieczony XX zanlierzal sit; do ciosu pit;Sci'l.) Moina 
powiedziec, ze opatrmosc czuwa raczej nad AA - XX-a pozwoli zniszczyc, a scislej: 
pozwoli mu sit; zniszczyc wlasnort;cznie. 
Ten wielki i ocieraj'lcy sit; 0 wynnar tragiczny. final sztuki jest dranlaturgicz- 
nymnmjstersztykiem. W ogoleEmigranci to z cai'lpewnosci'l"sztuka dobrze (powie- 
dzialbym nawet: znakomicie) ,oo-ojona". Zlozona ze "scen" czy "epizodow" (cudzy- 
slow jest m konieczny. bo, oczywisCIe. autor nie dZleli jej na iadne cz<;Sci). posiadaj'l- 
cych wlasne punkty kullilinacyjne i powiqzanych na pozor luino owynn ,,1'lCZanli", 
o ktorych tyle pisalem; jako calosc stanmvi jednak konstrukcjt; 0 niezwyklej zwarto- 
Sci. Tt; zwartosc unlacnia dodatkowo ci'lgle falowanie nastroju: od farsowego komi- 
zmu do pelnej dranlatycznego napit;cia powagi. Falowanie to trwa do sanlego koitca. 
Autor nie obawia sit; np. w ow wsponmiany tragiczny final wplese komediow'l scent; 
nieudanej proby sanlObojstwa XX-a, wywornj'lC'l tzw. salwy smiechu na widowni, 
ktorej rozbawienie nagle gaSnie z pierwszymi slowanli koitcowego monolugu AA. 
Potem 


Ro=lega si€pote
le chrapanie _1..1:: A....4 oclwraca si€ tWClr:::q do SciWl)'. Po c/m'i/i z chrCl- 
paniem miesza si€ bm)' (L
11'iek. szloch najpierw cich)
 a pocem coree glo!miejs0
 1"0=- 
cl::ierajqcy. (s. 141) 


Tak koitczy sit; pierwsze spotkanie AA i XX-a, rozpoczt;te nieopatrznym(?) za- 
gadnit;ciem przez tego drugiego. Koitczy sit; dla XX -a fatalnie; jego mentor zdolal go 
jednak wyprowadzic na smiertemie niebezpieczne nlallowce myslenia abstrakcyjne- 
go, na ktorych pojt;cia S'l waZniejsze niz najbardziej twardy konkret w postaci cit;Zko 
zarabianych i ciulanych zapewne przez lata pienit;dzy. XX niszczy je, zeby udowod- 
nic, iz nie jest niewolnikiem. Zeby udowodnic, iz nie przeszkodz4mu one w powrocie 
do kraju bo AA wykazal mu niezbicie przy pomocy swojej pokrt;mej logiki. ze to 
one wlasnie uniemozliwUt rou powrot. 
Emigranto1l' moZna odczytac jako oskarzenie inteligenckiego spekulatywnego 
myslenia, ktore nie tylko nie liczy sit; z rzeczywistosci'l. ale stanowi dla tej rzeczywi- 
stusci istume zagrozenie. Posluchajmy jeszcze jednego fragmentu dialogu, ktory uka-
		

/td_Page_220_0001.djvu

			220 


STANISLAW G
BALA - Tea/ra/nase I drama/ycznose. Gambrawlcz - R6zewlcz - Mrazek 


zuje AA jako denmgoga-manipulatoranie poczuwaj'lcego sit; do iadnej odpowiedzial- 
nosci za realne skutki swego teoretyzowania: 


xx Cojazrobilem. cojazrobilem l 
AA 0 co ci chodzi? Wyzwoliles si
 ze swojej niewolniczej kondycji, zblUltowales si
 
przeciwko tyranii pieniqdza. Udowodniles. ze stat ci
 na luksus wolnosci. Wi
c teraz si
 
Clesz. 
XX Ale]a terazme rnog(( Vi'IOC1C! 
AA Przedtem teZ nie ruogles. Wi((c jaka romica? 
XX To przez ciebie. 
AA A czy ja kazalem ci niszczyc pieniqdze? Ja tylko rozwaZalem teoretycznie, a tabie 
z3chcialo si(( bye Spartal-usem. (s.137) 


Zwrocmy uwagt;, jak gladko przy pomocy wyswiechtanych frazesow ("niewomi- 
cza kondycja", "tyrania pieni'ldza", "Iuksus womosci") odbiera AA nieszcz<;Sciu XX-a 
jego jednostkow'l konkretnose, anihiluj'lC je w abstrakcji i odrzucaj'lc bez chwili wa- 
hania zarzut, jakoby sanl ponosil za nie wint;. ..Ja tylko rozwaZaiem teoretycznie" - to 
niefrasobliwe sanlOusprawiedliwienie przychodzilo w drugiej polowie XX wieku zbyt 
latwo polskiemu inteligentowi, za ktorego krwawe nierzadko rachunki placil Chanl i 
robol. Placil je przede wszystkinl wyst<;puj'lC przeciw wladzy pod transparentem z 
4daniem womusci slowa, ktory wloiyl mu w rt;ce inteligent. Tt; mistyfikacjt; Mrozek 
odslania dose bezceremoniaffiie - XX mowi wyrazme. ze wladza nie ogranicza jego 
wolnosci slowa: ,,1v1ogtt. mowic ad rana do wieczora, nmie wladza \Veale nie zabrania 
mowic tego, co myslt;. Jakie tanl moje mysli..." (s. 124) 
I to jest sedno sprawy. Podstawowe haslo inteligenckiej opozycji to "womosc" 
- ono wyznaczalo centralny punkt. wokol ktorego skupialy sit; wszystkie postulaty 
i progran1Y- Oczywiscie, precyzyjnie rozroZnialy one" womose od" i "womosc do". To 
zbyt subteme rozroinienia dlaXX -a, ktory nlafzy tylko 0 "womosci od" - od bydlt;cej 
harowki. Posluchajmy uwainie; to jeden z nielicznych tak dlugich monologow XX-a: 


Ty jestes taki ksiqdz ad wolnosci. Jill przedtem tal Illi si(( cas zdawalo, jakZes mnie za 
klapy trzymaL Ksiqdz katecheta. Przychodzi taki i rubwi: widzicie t(( wladz
? To diabe1 
jest. Wy diablu nie slillcie. Wy sluZcie C1nystusowi A co to jest, ten wasz Chrystus, 
gdzie on jest? Tyrni go pokaZ Wolnosc? Jakajestta wasza wolnosc, co onaznaczy" Ja 
znam tylko jednll wolnosc: jak me rnusz
 isc do roboty. Ja w niedziel
jestem wolny. Ty 
rn1 zr6b s1edem niedztel w tygodmu, a w r
k
 e1
poealu]
,]ak samego C1nysrusa. Siedem 
niedz1el, ale platnyeh! (s. 124) 


Dalszy ci'lg rozmowy ukazuje kolejn'l bardzo istotn'l roinict; mentalnosci AA i 
XX-a, ktora manifesmje sit; w ich postawach wobec wladzy. AA reprezenmje inteli- 
gencki anarchizm, zrodzony ze slYllllego liberum conspiro; XX chlopski respekt wo- 
bec wladzy - jaka by ona nie byla: 


AA A gdybym ei odebral nawet t
jednll niedziel
? 
XX T y? A co ty rnozesz. Ty nie nie rnozesz. Ty rni nie rnozesz ani niezego dac, ani nieze- 
go odebrac. Ty rnozesztylko nakanapie lezec i rno-wic kazanie z kanapy. Apostol kanapo- 
v..'Y. SW1t;ty Szymon kanapmk
		

/td_Page_221_0001.djvu

			3. MROZEK 


221 


AA Ja me rnog
, ale wladza maze. 

"X To znaczy, ze z wladzq tTzeba Zyc w zgodZ1e. Bo]31 maze odebrac, to maze 1 dae. A 
ty me lublSZ wladzy? 
AA Nie przepadam. 

"X To dlatego ana nie rubi ciebie. A wiesz, czemu nie lubisz? 
AA Ciekawy jestem. 

"X Bas ty przed wladz:t nie jest lepszy ode nmie. Ty, z twoimi szkolanri i ksiqZkami.. Ty 
przed wladzqjestes taId sam ghtpi, co ja. Jakjestjedna wladza. to kaZdyjednakowo przed 
wladz:tportkanri trz
sie i wszyscy sllro-wni Przed wla
 wszyscy 8'1 ro-wni (s. 124/125) 


Ciekawe byloby zestawienie wypowiedzi bohaterow roinych sztuk MroZka na te- 
nmt wladzy, poczynaj'lc moze od takich slow Artura z Tanga: 


Tylka wladza da Sl
 stworzyc z mczego. Tylka wladza jest, chocby mczego me bylo. Oto 
jestemw g6rze.nad wann. W dole was wi
. wdole! (US II. s. 94) 


Ale ta konstatacja przenosi juz lekturt; Emigranto1l' na inn'l plaszczyznt;, wykra- 
czaj'lc poza ranlY dranlaturgii ,.Ja i Ty". Wracaj'lc natomiast w jej ranlY warto zauwa- 
Zyc, ze AA jest rodem raczej z dranmturgii "Ja" - dranlaturgii monologowej. Jego 
uwaga jest nakierowalla nie tyle na partnera, ile na siebie. AA jest sanlOwystraczamy 
a przynajnmiej ma takie najglt;bsze przekonanie. Nie potrzebuje wpatrywac sit; 
z natt;zeniem w oczy partnera, poszukuj'lc w nich swego odbicia potwierdzaj'lcego 
fakt wlasnego ismienia. 0 ile XX ci'lgle puwtarza "ty", gdyz jegu bardzo jeszcze nie- 
pewne siebie "ja" musi sit; nieustannie wspierac na owym "ty" (pann<;tanlY to dranla- 
tyczne: .,ty mi powiedz, ty sanl mi powiedz"). 0 tyle AA najwyraZniej rozkoszuje sit; 
powtarzaj'lc ,ja": "ja nie jestem lasy na twoje smakolyki" (s.93); ,ja uprzedzilem cit; 
z gory, ze nie skorzystam. Ja sit; odZywiam unnarlmwanie, racjonaffiie..." (s. 94); "Ja- 
gonokok, ja, ktory uwaZaiem sit; zawsze za drogocellilll komorkt; najwyzej rozwinit;- 
tej, mozgowej substancji"; "Ja potrzebujt; sloitca, powietrza, przestrzeni. Ja jestem 
czlowiek-glowa [...J Ja zawsze mieszkalem nanajwyzszych pi<;trach i mialem rozlegle 
,vidoki" (s. 98). To ewidenmy dowod narcystycznego sanlOuwielbiema, ktore - para- 
doksamie - potrafi sit; zywic nawet upokorzeniem. 
Relacja "Ja - Ty", ktor'l ustanowil XX, jest fascynuj'lca przez swoj'l nieustafill'l 
zmiennosc. Owo "ty" w ustach XX-a nabiera najroiniejszych odcieni emocjonamych 
- od respektu do lekcewaienia a nawet szyderstwa: 


Ty, juZ Illi przesz}o. (
"X do AA, s. 116) 
Do kogo ty z r
kanri, co?... [...] Ty do mnie z r
kanri?.. [on] Ty biala gnido, ty blady 
l--u:rduplu... Ja ci... (s. 117) 
Tyrnyslisz, zejaniemam? (s. 121) 
Ty. dlaczego tywlasc1\V1e siedZlSztuta] ze IllIlIl.. (s. 122) 
Co ty ill roblSZ? 
[...] ty "''Yksztalcony, ty znasz obce j
zyki.. Ty nie rnusisz. 
Ty bys some w
dzie dal rad
. 
Nie, ty czegos chcesz ode nmie. [...] Ty, czego ty chcesz ode nmie? 
Ty ze nmie ghtpiego nie r6b. [...] Ty, czemu ty pijesz ze rnrnt? 
TyjesteS taki ksiqdzod wolnosci [...] Tyrni zr6b siedemniedziel wtygodniu, a wr
k
 ci
 
pocaluj
,jak samego Ouystusa. (s. 124)
		

/td_Page_222_0001.djvu

			222 


STANISLAW G
BALA - Tea/ra/nase I droma/ycznose. Gambrowicz - R6zewlcz - Mrazek 


Ty? A co ty rnozesz. Ty me me rnozesz. Ty I111 me rnozesz am mczego dat. am mczego 
odebrac. Tyrnozesz Tylka na kanapIe sledZ1ec 1 ruo-wit kazame z kanapy. (s. 124/5) 


Przytoczone kwestie dowodz'lnatt;zonej uwagi, z jalqXX obserwuje AA. To spoj- 
rzenie w mektorych momentach nieuchronnie reifikuje drugiego czlowieka - na co 
rowniez zwracaj'l uwagt; dialogicy. Dranlaturgia "Ja i Ty" stawiaj'lc naprzeciw siebie 
dwoch ludzi skazuje ich na niekoitcz'lc'l sit; walkt; 0 dominacj<;. Jesli przeciwnicy S'l 
nierownorzt;dni, walka jest krotka i nmlo ciekawa. W Emigrantach jest prawdziwie 
pasjonuj'lca - a co najwaZniejsze obaj przeciwnicy osi
aj'l w niej pelny wynllar czlo- 
wieczenstwa, kt6rego w sobie zapewne nawet nie przeczuwali mijaj4c sitt. wczeSnlej 
w swojej codziennej krZ'ltaninie. 
Nie wiem czy Mrozek czytal Bubera (czytal go w kaZdym razie Gombrowicz, 0 
czym pisze w swoinl D
iennikll) i duciekanie tegu w tym miejscu wydaje mi sit; zbt;d- 
ne. Prawdziwie intryguje nmie natonllast ten typ dranmturgii, ktory redukuj'lc liczbt; 
aktorow na scenie do dwoch tylko cofa sit;jakby do pocz'ltku historii naszego teatru. 
Bo tak wlasnie wygi'ldal zdaniem Martina Bubera "Odwieczny pocz'ltek sztuki: 
jakiemus czlowiekowi wychodzi naprzeciw jakas postac i chce przez niego stac sit; 
dzielem.',65 


MI
DZY SZEKSPIREM A CZECHOWEM 


Aluzje i nawi'fZania do Hamleta 
W opowiadaniu Intenml znalazla sit; ciekawa "transkrypcja" wielkiego monologu 
Hanlleta; zostal on nllanowicie rozpisany na glosy, przeksztalcaj'lc sit; w dialog dwoch 
osilkow, ktorzy po raz pierwszy w Zyciu roztrZ'lsaj'l tej miary problemy egzystencjame: 


- Pyron, co jest lep1eJ: bye - czy tezme bye? - zagadnqI VirreSZCle Szaran-Mary. 
- To zaleZy - na to z zastanowieniern Gross-Pyton. - Co jest szlachetniejsze - to znaczy 
przezwyci
zac trudnosci i nrimo wszystko kontynuowac, cZ)' tez sprowokowac koniec, 
chocby za pornocll kawalka zelaza. Najgorsza jest ta niepewnosc - podjqI Szatan-Maty 
przy niemym akornpaniamencie switu, Ict6ry coraz "''Yfainiej "''YPelnial przestrzen pod 
kopul:l - Bo nie \Viadarno, co paterno Gdyby to bylo \Viadome, to kto by ZIlOsil to doku- 
czanie ze strony os6b 0 zlym charal-terze. nieposzannwanie prawa czy tez bezczelnosc 
wladzy.66 


Pytanie z wielkiego monologu Hanlleta powraca - najcz<;sciej stylistycznie zanm- 
skowane - w wielu utworach MroZka. Np. w Tangll w takich oto slowach Ali: "Dla 


65 0 Ja i 1)" [w:] Filo=Qfia llialogu, s. 41. PrzeloZyl Jan DoUm. Ten sam tlumacz w ksiqZce Martina 
Bubera Ja i 1)
 IT)'bor pism filozQfiC=ll)'ch prze10Zyl to zdanie inaczej: "Oto odwieczny poczlltek sztuki: 
czlowiekowi "''Ychodzi naprzeciw jakis ksztalt U6ry chce zajego sprawqstac si
 dzie1em." (s. 43-44) 
66 Slawomir l\.Irozek, Opawiculll1lia, Krak6w 1974, s. 266.
		

/td_Page_223_0001.djvu

			3. MROZEK 


223 


nmie [slub] moze bye albo nie bye." Zostalo ono wpisane rowniez w kwestit; Pagani- 
niego-RzeZnika z R::-e::ni: ,,Muzyka moze bye albo nie bye, ale rzeZnia bye musi.,,67 
A w VaJ::lavie znajdujemy nast<;puj'lc'l refleksjt;: "byc albo nie bye dobrym dzieckiem 
hd .
n68 
grzesznyc TO ZICOW 
Hanlletowskie "byc albo nie byC" u MroZka odnosi sit; z reguly do dziedziny sztu- 
ki (muzyka) lub obyczaju (slub), slowem do sfery duchowego Zyciaczlowieka, anie 
do sanlej fundanlentamej w'ltpliwosci co do sensu wlasnego ismienia. W tej kwestii 
czlowiek wspolczesny nie ma chyba cienia w'ltpliwosci i bez wahania powtarza za 
bohaterem wiersza Rozewicza: ..bye bye bye / za wszelk'l cent;" (Ro::m01I'a 
 ksie- 
ciem). 
MroZkowe odwolania do Szekspira nie ograniczaj'l sit;, rzecz jasna. do stylistycz- 
nych gier wokol pytania Hanlleta. Np. kwestia Artura, ktora pada w rozmowie z AI'l: 


Nic nie jest powaine sarno w sobie, nie jest w agale zadne. W szystko jest nijal-ie. Jezeh 
Sanll nie nadamy rzeczom jakiegos charal-teru.. utoniemy w tej nijakosci. Musimy stwo- 
rzyc jakies znaczema, jezeh ich nie rna w naturze. 69 


- jest oczywistym nawiqzaniem do slow Hanlleta wypowiedzianych w rozmOWle z 
Rozenkrancem i Gildenstemem: 


W rzeczy samej, nie nie jest z}em ani dobIeill sarno przez si
, tylko IllySl nasza czyni to i 
owo tal-im. 70 


Z kolei w jednoaktowceLis aspirantmonolog Lisa. zawieraj'lcy m. in. takie slowa: 


CzloW1ek - korona stworzema, czloW1ek - naJViryZsza forma bytu na teJ Z1eml 71 


jest wyramym nawiqzaniem do monologu Hanlleta ze sceny 2 aktu II: 


Jak doskonalym tworem jest czloW1ek! Jak W1elk:1m przez rozum! Jak mewyczerpanym w 
swych zdolnoSC13ch! Jak sz1achemym pOStaVi':.ll wporuszemach! Czynanri podobnym do 
aniola. poj
tnoscill zbhzony do b6stwa! Ozdobll on i zaszczytem swiata! Arcytypem 
wszechjestestw!72 


Mit;dzy Szekspirem a Czechowem zostala rozpi<;ta cala skomplikowana siec in- 
tryg w sztuce 


Milosc na Krymie 
Kiedy przeczytalem j'l po raz pierwszy, skwitowalem wzruszeniem rannon i - 
nieco poirytowany - odloZylem na polkt;. Wydalami sit; po prosm banalna a przy tym 


67 Slawornir Mrozek. Utwon' scellic
le nowe. Krakow 1975, s. 49. 
68 Cyt. za ksiqZkll Malgorzaty Sugiery DrCl11latwJ!ia SlctH'omira lIJro=kCl, s. 231. 
69 Slawornir Mrozek. Utwon' SCellic
le. t. 2, Krakow 1973, s. 52. 
70 Wiliam Szekspir, D=iela DJ"(l11lCltYC
le, t. 6, Warszawa 1973, s. 57. 
71 Slawomir Mrozek. Amor, Krakow 1979, s. 236/7 
72 D=iela DJ"Clma1)'c
le. t. 6, s. 58/59.
		

/td_Page_224_0001.djvu

			224 


STANISLAW G
BALA - Tea/ra/nase I droma/ycznose. Gambrowicz - R6zewlcz - Mrazek 


z pretensjanli do rang! wielkiego dziela teatramego. Ani rusz nie moglem na przyklad 
zrozunnec (i tego akurat nadal nie rozunliem), po co Mrozek wmieszal w to wszystko 
Szekspira? Dla sztubackiego dowcipu? (W pewnej chwili basowy Glos za scen'l wola: 
,Linloniady! Krolestwo za limoniadt;!", Zachedrynski przekonnje Lily pragll'lc'l za- 
grac Ofelit;, zeby zagrala raczej Otella itd.) Ambicje autora byly na pewno wit;ksze; 
dokonal przeciez sanl (0 czym infommje w Posl01l'ill) przekladu fragmentow Hamle- 
ta, Otella i Snll noc)' letlliej. 
Mrozek - jak dowodzi chucby part; pudanych wyzej przykladow - mial zawsze 
slabosc do Szekspira; aluzjanli do niego i cytatami z niego naszpikowane S'l nie tylko 
sztuki teatrame, ale i opowiadania autora fJ'esela 11' Atomicach. Drug'ljego slabooci'l 
(amoze nawet milosci'l?) jest Czechow i chyba cala wielka literaturarosyjska przelo- 
mu XIX i XX wieku. Szczegolna atmosfera tej literatury zawsze wywierala naMroZka 
wplyw zgola hipnotyczny. Wystarczy wsponmiec wczesne opowiadania. ktorych fabu- 
Iy osadzone byly czt;sto w jakichS bezkresnych przestrzeniach. Przyponmt;jedno zda- 
nie, ktore przed laty zachwycilo krytykow: "my m sann jedni w Srodku kraju leiymy, 
a dookola wiorsty i mogily" (z opowiadania Z ciemnosci). Tchnie z niego smt;tek tak 
bezbrzeiny, ze aZ nieudparcie komiczny. 
Ale ta sanm niezmierzona przestrzeit moze bye :hodlem niezm'lconej pogody du- 
chao "Gdzie spojrzeC przyroda, gdzie odetch11'lc - powietrze" - mowi Tatialla 
w pierwszym akcie sztuki, a odkrywcz'l tt; konstatacjt; kwimje sarkastycznie Sjejkin: 
,.,Zaprzeczyc nie moma." Istotnie, nie moma \V :i:aden spos6b. 
MroZkowi udalo sit; chyba uchwycic tu, co nieuchwytne w atrnosferze czecho- 
wowskiego swrnta teatramego, swiadczyc 0 tym mog'l chocby takie oto dwie kwestie, 
kt6re moma Wftt.CZ uznac za klucze do tego swiata: "JaIc to jest, prosz
 palistwa, ze nic 
sit; nie dzieje a wszystko sit; zdarza" - mowi Czelcow a Sjejkin wypowiada zdanie, 
ktore poiniei powtorzy jeszcze Lily: "Dzieit nie mija, ale lata mijaj'l." Mugloby ono 
posluiyc jako motto do naukowego studiunl pt. C
as 11' reafl-:::e C
ech01I'a - ale moje 
anlbicje S'l m znacznie skronmiejsze. Ot, zanlierzanl wydlubac par<; rodzynkow z cia- 
sta. ktore nie cale jest jednakowo snrakowite. 
Gra z Czechowem tez nm fragmenty nmiej i bardziej zajmuj'lce. Zaczyna sit; kon- 
ceptem prawie sztubackim: Zachedrynski infommje, ze na peronie dworca spotkal 
siostry Prozorow, ktore wyjezdZaj'l do Moskwy. W takich sztubackich pomyslach gu- 
stowal Galczyitski w Zielonej Gesi koryguj'lC znane fakty historyczne (np. XklZ<; Po- 
niatowski nie skacze w nurty Elstery, ale wyjezdza pracowac na Ziemie Odzyskane) 
czy nawet epizudy biblijne (Noe zbudowal atkt;, ale wody potupu zanlafzly i arkt; 
trzeba przerobic na sanie). Mrozek jednak z Czechowem obchodzi sit; bardziej oglt;d- 
nie i pod koniec aktu I kaZe Trzem Siostrom zawrocic z dworca. 
Jego postacie wcho	
			

/td_Page_225_0001.djvu

			3. MROZEK 


225 


swojego wspomika Lopachina. Zachedrynski: "A po co panu ten sad?" Czelcow: "Jak 
to po co, wyr'lbie sit; i znowu sprzeda. Pierwszorz<;dny interes." W spolnicy nalez'l 
jednak do dwoch roinych swiatow. Czelcow jest zwyklym MroZkowSkinl chanlem, 
ktory widzi w wyrt;bie wisniowego sadu tylko "pierwszor
y interes" (okreslenie 
"pierwszorz
y" pojawia sit; czt;sto w ustach teJ kategorii MroZkowych postaci); 
natonllast JemlOlka Lopachin mial z wisniowym sadem 0 wiele bardziej subteme po- 
rachunki. 
Myslt;, ze Czelcow i Czelcuwa zasluguj'lna chwilt; uwagi jako modelowa para cha- 
mow. Oczywiocie, MroZek osi'lga latwe (moze zbyt latwe?) efekty komiczne kaZ'lC inl 
komentowac arcydziela literatury (Czelcowa, ktora cos slyszala 0 przedstawieniu Otel- 
lac "Ja bym sit; nigdy nie pozwolila dusic Murzynowi." Czelcow: ,,Mowili i 0 jednym 
Murzynie w Omskiej gubemi... "), ale chyba chodzi mu 0 cos wit;cej. Chanl jest stworzo- 
ny do trywializuwania wielkich mysli i wielkich dziel- ale jest tu zarazem neutralizuwa- 
nie zawartego w nich wybuchowego ladunku. Chanl jest zawsze po stronie statlls qllo a 
przeciw wSzelkinl znrianom; ale gdy znriany juz staj'l sit; fuktem, przystosowuje sit; do 
nich natychnllast i najlatwiej znajduje dla siebie miejsce w zmienionym swiecie. 
Si<;gnijmy znow du tekstu. Rewolucyjn'l decyzjt; siostr Prozorow wyjazdu do 
Moskwy komenmje intelektualista (m bardziej pasowalby temlin Bloitskiego ..rot;- 
drek") Zachedrynski: 


A]a rn6W1
_ ze to zly znak. Dop6kl Sl
 "''YhIeraly. byla jakas r6wnowaga w przyrodZ1e. 
No. maze nie w przyrodZ1e. ale w Rosji Wymeraly si
, "''Yb1eraly. ale me "''YJezdZaly. Ale 
teraz. kledy v;')'jezdZaJIb to znaczy, ze Sl
 cas srame. 73 


Ale ich powrot z dwurca kwimje krotko Czelcowa: 


No i dobrze, po co rnialyby gdziesjechac. (s. 61) 


Gdy jednak nastt;puje rewolucyjna (w doslownym sensie) zmiana, Czelcowowie 
natycmniast znajduj'l dla siebie miejsce w nowym wspanialym swiecie - Czelcowa 
dostala nawet kawalek reamej wladzy jako kierowniczka muzeunl Lenina i z nanmsz- 
czon'l powag'l celebruje wypisywanie kwitow i przybijanie piecz'ltek, zeby "towa- 
rzysz Mesje", czyli mowi'lc po prosm "zabojad", zrozunnal podstawow'l roinict;: 


Tuniezagranica, tujestporz:.tdek (8.106) 


Nietrudno zgadn'lC, ze i kolejny obrot kolahistorii nie zmiaZdZy Czelcowow. Chy- 
ba ze statek 0 inlieniu Le\l'iatan pone wszystkich bez wyj'ltku... To byloby jednak 
zbyt ponure zakoitczenie - nawet jak na ,,komedit; tmgicznq". Poszukajmy wit;c raczej 
w niej komizmu. Jest on - jak zwykle u MroZka - rodzajowo dose zroinicowany: od 
grubego dowcipu (najsmakowitsze opowiadane S'l w jt;zyku roSyjSkinl) do subtemej 
parodii literackiej (np. Zachedrynski skariy sit;, ze nie moze spac: "W nocy lejtnanci 
strzelaj'l sit; po krzakach i budz'l. "). 


73 Slawonm Mrozek.lIJilosc na KrY11lie. Warszawa 1994, s. 26.
		

/td_Page_226_0001.djvu

			226 


STANISLAW G
BALA - Tea/ra/nase I droma/ycznose. Gambrowicz - R6zewlcz - Mrazek 


Z komizmem radzi Mrozek postt;powae ostroinie. Rad takich udziela zreszt'l in- 
scenizatorom i aktorom od pocz'ltku swojej tworczosci dranmtopisarskiej. Gdy czy- 
tanl np. taki fragnlent Poslml'ia z }'filosci na Kr)7Jlie, n13.l11 wfai:enie, ze zostal on 
wyj<;ty z U\I'ag 0 e\l'entllalnej insceni
acji rozpoczynaj'lcych Policje: 


[...] z konnzmem prosz
 ostrozme. Pnwtarzam.. w pewnych sytuaCJ3ch JeST on pozqdany, 
w innych dozwolony, w jeszcze innych ani jedno, ani drugie. Nie wolno go stosowac 
rnechanicznie i rnonotonme. 


Autor "powtarza", a inscenizatorzy robi'l swoje. Oni \viedz'ljedno: Mrozek musi 
bye smieszny. Przymus bycia smiesznym to juz jest rodzaj fatunl, ktorego autor byl 
swrndom bardzo dawno. skoro w jednym z wczesnychopowiadait (ten fragment Pas a- 
::era cytowalem wCzeSniej) porownywal poczucie smieswosci do fataffiej zdomosci 
\vidzenia przez cialo Zywego czlowieka jego szkielem (podobno s'lludzie posiadaj'lcy 
tak "dar"). 
W kaZdym razie w finale ,
filosci na KIJ'1I1ie Mrozek zrobil wszystku, zeby wi- 
dzom nie bylo do smiechu. Co robi'l inscemzatorzy. to juz zupemie inna sprawa. Pew- 
nie groteskow'lpantomin1t; z Zachedrynskinl i dwonm niedoszlynn mordercann uzbro- 
jonymi w bagnety moina tez przyrz'ldzie na wesolo; przeciez tak smieswie poruszaj'l 
sit; po omacku we mgle i siadaj'l Zachedrynskiemu na plecach, bior'lc go za kanneit 
nabrzeza. Zanliarem autora bylo raczej - jak sit; wydaje - przywolanie skojarzenia 
z finalem ProceslI Kafki czy - rowniez ,,kafkowSkinl" - zakoitczeniem powieSci Wie- 
niczki Jerofiejewa Afosk\l'a-Pietus
ki. 
A potem jest jeszcze wielki final w stylu prawdziwie operowym, z choranli cer- 
kiewnynn ("pote::1le prmmslmt'ne bas)' i bw'),toll)''') i purpurowo rozs\vietlonynn okna- 
mi cerkwI, zaninl zapadnie cisza i cienmosc. 


TRZY MONOGRAFIE 


W latach 1995 i 1996 ukazaly sit; aZ trzy monografie MroZka: Jana Bloitskiego Ws::)'stkie 
s
tuki Slml'01I1ira Afro::ka, Malgorzaty Sugiery Dra1l1aturgia SlaJI'01I1ira Afro::ka i Ha- 
liny Stephan Mro::ek"4. 


1. 
Ksiqi:kt; Bloitskiego czyta sit; znakomicie. Jest napisana piorem krytyka literac- 
kiego i eseisty nie obci'lwnym nadnliemie erudycj'l teatrologa czy historyka i teorety- 
ka literatury. Jest subiektywna. gor'lca, enmzjastyczna. Oczy\viscie. entuzjawl Bloit- 


74 JanBlonski ITs::ystkie s=tuki SlctH'omirallJro=ka. Wydawmctwo Llterack:1e. Krakow 1995: Malgo- 
rzata SUgIera. DrCl11latwgia SlawomiJ"llllJro=ka, UNIVERSITAS, Krakow 1996; Hahna Stephan, 1I1ro- 
zek, Wydawmcrwo Literack:1e, Krakow 1996.
		

/td_Page_227_0001.djvu

			3. MROZEK 


227 


skiego nie wyklucza krytycznego dystansu, aczkolwiek na pewno lagodzi sporadyczne 
oceny negatywne. 
Bloitski rowiesnik MroZka - towarzyszy, jako komentator i interpretator, nienml 
od poczqtku pisarzowi, ksztaltuj'lc w znacznym stopniu recepcjt;jego tworczooci. Pewne 
sformulowania Blofiskiego, ktore maJ'l urodt; swietnych aforyzmow, zapadaj'l w pa- 
mi<;c czytelnika na cale dziesit;ciolecia. Czasem przeSwimj'l one przez dzisiejsze shvier- 
dzenia krytyka. Gdy czytanl na przyklad zdanie: "W swiatku MroZka ideolugann by- 
waj'l na ogol starcy i urz
cy". to slyszt; W ninl jakby echo takiej oto konstatacji: 
"Starzec i urz<;dnjk dzierZ'l u MroZka klucz groteskowego inferna". Zacz'llem szukae 
po starych notatkach i znalazlem: to cytat z artykulu Afro::ek w sklad::ie porcelanr, 
opublikowanego w 24 nunlerze ,Zycia Literackiego" z 1958 roku. 
Ten przyklad najdobimiej dowodzi stalosci sqdow krytycznych Bloitskiego. Jego 
wykladnia interpretacyjna tworczosci MroZka nie zmienia sit; z biegiem lat, a jedynie 
dopelnia 0 teksty poswit;cone nowym utworom autora Tanga. Na ostami'lksi'lZkt; pra- 
wie w dwoch trzecich zloiyly sit; szkice zebrane juz czternascie lat temu w tonne 
Romans 
 tekstem: Afro::ka droga do komedii, Afedrek, cham i jednoakto1l'ka, Drama- 
turgia modelo1l' i Wsiebie\l'stqpienie. Dodal do nich dwa: Afro::ek 1I'irtuo
... i Afro::ek 
polil)* oraz lJ,fro::ek epik. Ksiqi:kt; zanlyka Aneks: Cell
or jako c)'telnik. 
Ten Aneks jest pewnym zaskoczeniem dla czytelnika oczekuj'lcego jakichS doku- 
mentalliych rewelacji - tymczasem Bloitski pisze wyl'lcznie 0 cenzorze ,,hipotetycz- 
nym", probuj'lc dociekae, jakinli kryterianli kierowal sit; dopuszczaj'lc na scent; de- 
biutanck'l sztukt; MroZka - Policje. Te dociekania S'l z pewnosci'l interesuj'lce. ale dla 
czytelnika rownie ciekawe (a moze jeszcze clekawsze) bylyby reakcje cenzora rzeczy- 
wistego - tego, ktory np. zmienil tytulPolicja naPolicjanci na afiszu teatramym zapo- 
wiadaj'lcym prapremiert; w warszawskinl Teatrze Dranmtycznym w r. 1958. Panli<;c 
o tym fakcie niezupelme pozwala sit; zgodzie z BlOitSkinl, ze "Sztuka przeszla jednak 
przez sceny jak list na poczcie - bez trudnosci." Zreszt'l sanlO to porownanie tez co 
nieco szwankuje, pannt;tanlY bowiem czas, kiedy nawet listy na poczcie mialy nieja- 
kie trudnosci. 
Tak oto - trocht; juz wytaft'l aluzj'l' przeszedlem do problemu aluzji. Byl to 
problem moma powiedziee bez cienia przesady - ogomonarodowy. Ale przede wszyst- 
kinl byl to problem cenzora. Pisze Bloitski: 


Cenzor pracuje na ago} jak ogrodnik t
illCY chwasty W ogrodzie: chwastanri zas tymi SIl 
a1mje. Almja to bf;te noire cenzora. 


A ogrod byl zachwaszczony niebywale; aluzja stala sit; glownym Srodkiem spo- 
lecznej komunikacji. Oczywiscie, musialo sit; to odbie negatywnie na zdrowiu psy- 
chicznym zbiorowosci, ktora zdradzala symptumy chorobliwego wrt;cz wyczulenia na 
aluzje polityczne. Mrozek, ktory w najwit;kszym chyba stopniu wsrOd naszych pisarzy 
wykorzystywal ten srodek komunikacji, musial miee rowniez swiadomose wsponmia- 
nej patologii, skoro w monologu Sierianta-Prowokatoranaszpikowal pi<;trowynn alu- 
zjann nawet slowa: "proszt; dwanmle piwa pod rZ'ld". Przyponmijmy,jak ow funkcjo-
		

/td_Page_228_0001.djvu

			228 


STANISLAW G
BALA - Tea/ra/nase I droma/ycznose. Gambrowicz - R6zewlcz - Mrazek 


nariusz rozszyfrowywal ukryty sens, rzuconego kioskarzowi ,,niby nigdy nic", zanlO- 
wienia w raporcie skladanym Naczemikowi Policji: 


UWaZ3 pan naczelnik? Pod rz
d. Ze to niby IZ:.ld nawarzyl piwa alba cas takiego, ze niby 
male i tal da1ej. 


Bloitski parokromie w swojej ksi'lZce podkreSla, ze odbior utworow MroZka, na- 
stawiony przede wszYStkinl na wyluskiwanie politycznych aluzji, wyjalawia tt; twor- 
czose - z niejakinl wit;c zdziwieniem przeczytalem (w tymze Aneksie) interpretacjt; 
U\I'ag 0 e\l'entualnej insceni
acji utwieraj'lcych Policje jaku blagania pisarza skiero- 
wanego do wszystkich wspOltworcow spektaklu. zeby jakinlS nieopatrznym dziala- 
niem nie obudzili czujnosci cenzora: 


J\.Irozek zdawal some dobrze spraw
, ze losy Policji przewaZyc maze wIos: a1mja sceno- 
grafa. gest al-tora.. 


Czyzby istotnie tylko takie obawy pomieScil (mi
 wierszann) Mrozek we wst<;p- 
nych U1I'agach? Wydaje mi sit;, ze w tym sanlym stopniu, co cenzora, obawial sit; 
autor rozpanoszonego w teatrze (chyba od czasow Wielkiej RefomlY?) inscenizatora. 
Sprzeciw wobec jego wszechwladzy zanlanifestuwali juz kilka lat wczesmej tworcy 
"teatru absurdu", dose drastycznie redukuj'lc widowiskowose i precyzyjnie wpisuj'lc 
swoj'l ubog'l wizjt; sceniczn'l w tekst. MroZek po prosm robil to sanlO - konsekwent- 
nie, od swojego scenicznego debium. Rzecz jasna. nie byl konsekwenmym zwolenni- 
kiem radykalnego ograniczania widowiskowosci - z czasem coraz bardziej rozbudo- 
wywal swoje proJekty scenograficzne; swobodnie zonglowal roinymi konwencjanli 
teatru . od naturalistycznego po nadrealistyczny ale zawsze mial anlbicjt; tworzenia 
pelnego ksztaltu inscenizacyjnego wlasnych sztuk. 
Nie tu miejsce. zeby rozpisywae sit; szerzej na ten temat poprzestant; wit;c na 
pelnej zdziwienia konstatacji, ze Jan Bloitski, znakomity znawca teatru, nie podj'll 
tych kwestii w swojej ksi'lZce. Moze zostawil je do nastt;pnej? 
Wroemy jednak du tegu co jest w tej, a znajduje sit; w niei doprawdy inlponuj'lce 
bogactwo propozycji interpretacyjnych. Bloitskiego sztuka interpretacji jest fascynu- 
j'lca, ale budzi tez od czasu do czasu w'ltpliwooci a nawet sprzeciwy. Te ostatnie ro	
			

/td_Page_229_0001.djvu

			3. MROZEK 


229 


sywnose. Chanl zawsze w tych sztukach przejawial agresjt; w stosunku do m
ka 
(pozostaitmy przy temlinologii Bloitskiego), ktory z kolei panicznie bal sit; dotknit;cia 
chanla (to znow temrinologia Gombrowicza. ktor'l posluguje sit; krytyk). W postaci 
modelowej widzielismy tt; relacjt; w Karolu - i Bloitski wskazuje ffik'l otu analogit; 
sytuacyjn'l: 


W Kamlul EmigJ"Cllltach wlasme slowa budujllprzegrod
 rnl
 c131em ofiary a strzelbll 
czy lapll kretyna. 
Gadanie pelni funkcj
 zast
c
 ratownicz'1 i opofuiajIlC'1: dlatego jest obludne, klamh 
we, snneszne. 


Hm... Panlit;taj'lc, ze interpretacja zawsze jest na tyle nacechowana subiektywnie, 
iz nie podlega ucenie w kateguriach: prawdziwa - falszywa, mugt; tylku przedstawie 
wlasn'lpropozycjt; interpretacyjll'l. kt6ra idzie dokladnie w przeciwnym kierunku. Oto 
w sytuacji z Emigranto1l' widz<;jakby odwromose sytuacji z Karola. XX - w przeci- 
wieitstwie do Wnuka - jest zupemie pozbawiony instynktu agresji, przeciwnie: sanl 
jest przednliotem nieustannej agresji "lownej AA. I nie tylko slownej: to przeciez AA 
chwyta w pewnej chwili XX-a za klapy marynarki. czym prowokuje jego atak furii. 
Czy zreszt'l koniecznie trzeba bye chanlem, zeby sit; zdenerwowae, kiedy ktos zaczy- 
na nann potrZ'lsae, tamlOSZ'lC za klapy nmrynarki? Ale XX jest chanlem - co do tego 
nie ma cienia w'ltpliwosci; chanlem, ktory stal sit;przednnotem agresji mt;drka. To nie 
Chanl chce m
ka "dudtkn'le palicem", jak Pijak Oica w Slubie Gombrowicza; to 
m
ek usiluje dotkrutc chanla - w znaczeniu doslownym (chwyta go za klapy i po- 
trZ'lsa),jakrowniez metaforycznym (chce go "dotkrute do Zywego" - co mu sit; znako- 
micie udaje). 
Interpretacja Bloitskiego nie jest zreszt'l konsekwenma - w koitcu przyznaje on 
przynajnmiej, ze AA pobudza XX-a do agresji, punawiaj'lc uparcie swoje proby "wy- 
chowywania (czytaj: drt;czenia) chanla!" Czyzby ..drt;czenie" drugiego czlowieka nie 
bylo foml'l agresji? 
Wdalem sit; w zbyt emocjonaffiy chyba spor, ale sprawanie jest blaha; Chanl wy- 
daje sit; bowiem rowniez Bloitskiemu w teatrze MroZka ciekawsz'l kreacj'l od 
m
ka. Chanl - paradoksalnie - nm wit;ksze mozliwosci ewolucyjne niz m
ek. 
Bloitski zestawia "wielk'l rodzint; ChanlOW MroZka" unlieszczai'lc w niej rowniez ku- 
biece, ,,najbardziej pokuSne". wcielenie chanm z ffj"J71' ro::. Monstruaffi'lrt;kt; ze S/rip- 
teasp'u postrzega takZe jako rt;kt; chanm, co dla nmie nie jest juz takie oczywiste - ale 
lepiej nie wszczynae w tym miejscu kolejnej polemiki. 
Przenikliwie tmfua wydaje mi sit; natomiast taka uwagaBloitskiego, sfommlowa- 
na przy ukazji znakomitej dla nmie naiciekawszej w calej ksi.,zce - interpretacji 
Pies=o: 


Mrozknwa opozyc]a chama 1 rn
drka zrodzila Sl
 -]31 rnysl
 - z przygllldama Sl(i Polsce 
wojenneJ i bezposredmo powOJenneJ. 


W Pies
o widzi Bloitski pocz'ltkowy punkt procesu epizacji dranmturgii MroZka. 
Jeszcze Jeden cytat:
		

/td_Page_230_0001.djvu

			230 


STANISLAW G
BALA - Tea/ra/nase I drama/ycznose. Gambrawicz - R6zewlcz - Mrazek 


PostaClPies.::o me ksztaltu]e dramatyczne starCle ale caloksztalt spoleCZIlo-hlstorycznych 
okohcZIlOSC1. I to jest wlaSnie ep1ckJe. 


Sfommlowanie jakby Zywcem wyj<;te z ktoregos z artykulow Jana Kutta z pierw- 
szych powojellilych numerow .,Odrodzenia"! Nie. to nie iadna zlosliwose: podobieit- 
stwo istotnie jest zdunlie\Vaj
ce, a rownoczes.nie trafnosc stwierdzenia Blonskiego 
trzeba uznae za bezdyskusyjn'l. (Moze wit;c trzeba bt;dzie jeszcze raz uwainie prze- 
czytae powojellilllPublicystykt; Kotta?) 
PoniewaZ okreslilem interpretacjt; Pies
o jako znakomit'l. muszt; wyjasnie, ze nie 
tylko mistrzowski warsztat krytycznoliteracki Bloitskiego nrialem na mysli. Nie bez 
znaczenia w tym wypadku jest fakt, ze krytyk mogl si<;gll	
			

/td_Page_231_0001.djvu

			3. MROZEK 


231 


znawc'b ba, poet'l strachu"; "Dowcip Gombrowicza jest akuszerem fOffil, humor MroZka 
- grabarzem"; "Hipokryzja - hold zlozony cnocie przez wystt;pek". Albo taka uwaga 
- sfommlowalla w poetyce przepis6w kulinarnych - 0 recenzentach karnrionych "pin- 
teranri na ioneskach i frischanri na brechtach...". Bloitski czaruje i uwodzi czytelnika, 
nie zawsze natonriast przekonuje. 
I chyba nie bardzo mu na tym przekonywaniu zaleiy. Jest bardziej artyst'l slowa 
niz egzeget'l. Czasem jego pisarskie fajerwerki ocieraj'l sit; 0 nonszalancjt;, jakby chcial 
powiedziee czytemikowi: "Nie nadlliasz za nlli'l? Trudno. Twoja strata." Czytemik, 
oczywiscie. moze sit; obrazie. albo przyspieszye kroku. To nie jest wyklad uniwersy- 
tecki, ktory musi sit; liczye nawet z najt<;pszynri smdentanri. To mowi pisarz 0 koledze 
pisarzu. RowieSniku w dodatku. Mowi bardzo subiektywnie i emocjonalliie: ,'poste 
p01l'iec to dla nmie najsmieszniejsza ksiqikaPolski Ludowej"; "Bardzo lubit; Uciec- 
ke na poludnie" itd. Autor dystansuje sit; tu od swojej roli nauczyciela akademickiego, 
pozostawiaj'lC polonistom Zmudnllpract; dokunlentacyjn'l: 


NiechZe to wszystko poloniscl pOSP1SUJIb p6la me zatrze Sl
 calk:1em pann
c 0 rozIl1cach 
rnnwy adwokack1ej, poliCYJnej, rzemleslniczej czy party]Ilej! 


Pisarstwo krytycznoliterackie Jalla Bloitskiego jest na tyle fascynuj'lce, ze nie- 
rzadko skupia uwagt; czytelnika wyl'lcznie na sobie, nieJako sanlO sob'lprzeslaniaj'lc 
przednriot, 0 ktorym traktuje. Nie wiem czy to, co napisalem, jest komplementem czy 
zarzutem; bo moje wraZenia w trakcie lektury S'l niekiedy anlbiwalenme. To mistrzo- 
81wo warsztatu literackiego krytyka. tak ostentacyinie sit; demonstruj'lce, w tym sa- 
mym stopniu poci'lga nmie i odpycha. Po raz ktorys z kolei bior'lc do rt;ki ksiqikt; 
Blonskiego stwierdzanl, ze to, co on pisze, traci na znaczeniu wobec tego, jak on 
plsze. 
Tym razem zapewne Zle sit; rowniez przysluZyl ksiqice czas, ktory uplynql od daty 
wydania Romansu 
 tekstem. Szkice 0 MroZku tam zawarte czytalo sit; z wypiekanri na 
twarzy. Powtorna lektura po kilkunasm latach ma in11'l temperaturt; emocjonain'l 
i raczej sprzyja tenlU przesunitt.ciu uwagi z "co" na ,jak". 
,.Stare" teksty z ,,nowynri" wi'lZe Bloitski wyrazanli w'ltpliwoScI w trafuose swo- 
ich zabiegow porz'ldkuj'lcych. Tak sit; koitczy w ksiq:i:ce Ws::)'stkie s
tu"i Slml'Omira 
Afro::ka esej Wsiebie\l'stqpienie (w Romansie 
 tekstem koitczyl sit; nieco inaczej - nie 
bylo dwoch ostamich pytait i odpowiedzi): 


Bardzo zawile SIl scieili, 1.-t6rymi podqiajll rozliczne l\.lroZkowe talenty. Bo tez czegoz 
ten czlowiek w Zyciu nie pisal, nie rysowal, nie reZyserowal! Nie bal si
 wstgJniaka, 
humoreski, skeczu, kamedii, dramatu, przypowiesci (i powiesci), nie rn6wi::tc 0 opowia- 
daniUm [no] Co do nmie stamm si
 pokazac - wtej rzemieslniczej bieglosci, l--t6rej niemll- 
drze nie podziwiac -linie przewodnie i przemome. te. I...-tme prowadzi1y najVi'Yzej. Ale 
czy pokazu]
 trafnie? Czy skuteczme? Nieraz 0 tym wQt:pI
. 


A tak zaczyna pierwszy z ..nowych" szkicow. Afro::ek1l'i,.tuo
... i Afro::ek poli0*: 


Czy dobrze uporzQdkowalem tworczosc MroZka? Sam me W1em.
		

/td_Page_232_0001.djvu

			232 


STANISLAW G
BALA - Tea/ra/nase I drama/ycznose. Gambrawlcz - R6zewlcz - Mrazek 


Ja tez nie wiem. W kaZdym razie faktem jest, ze uporZ'ldkowal je na dobrych 
kilkanascie lat. To jest zasluga i sukces krytyka. ktore nie podlegaj'l zadnym w'ltpli- 
wosciom. 


2. 
Ksiqika Malgorzaty Sugiery wpisuje tworczose dranlatyCZll'l MroZka w nowe 
konteksty, kwestionuj'lc zasadnose wiqzania jej z dranmturgi'l glownych przedsta- 
wicieli "teatru absurdu" Becketta i Ionesco. Jest tu ieden z wyj'ltkowu dlugowiecz- 
nych stereotypow interpretacyjnych, stworzonych przez krytykt;Jeszcze na przelo- 
mie lat 50. i 60., ktory trzeba zweryfikowae - i autorka robi to bardzo przekonuj'lco. 
Przede WSZYStkinl podkresla, ze wit;cej wspolnego nm Mrozek w sposobie konstruk- 
cji akcji i postaci z utworanli Arthura AdanlOva czy Fernando Arrabala. Porownuje 
np. Parodie AdanlOva ze StI'ip-tease 'em MroZka a Na pelnrmmor
u ze sztukll Arra- 
bala ArchiteA-t i cesar
 As)'rii. Dobitme podkreSla dystans, ktory dzieli MroZka od 
"teatru absurdu": 


Rornice rni
dzy dramatopisarstwem Mrozka a utworami nalezqcymi do kategorii teatru 
absurdu si
jll [no] samych:i:rode1 scenicznych ",riLji bowiem stawiajll iIllle pytania swiatu 
i co lIlllego chcll uswIadomic swmm odbJOfcorn. 


A chc'l in1 uswiadomie ni nmiej. ni wit;cej tylko ..skandalludzkiej egzystencji". 
"ontologiczny skandal", "skandal istnienia". Tymczasem 


l\.lrozek me dOCltl3 [.n] do pozmIllu ontologlcznego. ale zatrzymu]e Sl
 na plaszczyzme 
etyla, sledzqc 1 obnaiajllc lukl W ObOW1&ZU]llcych vi'Zorcach postl(powania 1 wartosciowa- 
nia. Nie do absurdu redul-u]e zatem. a do ObOW1&ZU]IlCeJ nonny, a I3CZeJ do takieJ sytu- 
agi, w 1.-t6rej ujawnia si
 konflikt norm 


K westionuj'lc zasadnose uZycia w odniesieniu do tworczooci MroZka okreSlenia 
Martina Esslina "teatr absurdu", si<;ga pu inn'l kategurit; stworzoll'l przez". teguz Es- 
slina: "absurd wschodni" (rak brzmi tytul jednego z rozdzialow ksi'lili Jenseits des 
Absurden). NajbliZszym kontekstem dla tak zak1asyfikowanej dranmturgii MroZka staj'l 
sit; sztuki W <;gra Istvana Orkeny i Czecha Vaclava Havla. Podobnie jak Mrozek byli 
oni zmuszeni tworzye ,jt;zyk ezopowy", ktorym opisywali spoleczno-polityczll'lrze- 
czywistose swego mk'ltka swiata. Ich utwory byly z koniecznosci szczegolnynri hy- 
brydanli. Esslin stwierdzal, iz na wschodzie "powstal dranlat realistyczny w tresci, 
lecz absurdamy w fomlie", a krytyka stworzyla nawet paradoksamy temnn - "dranmt 
absurdamo-realistyczny" i pisala 0 ,,realistycznym absurdzie". 
Absurd, groteska i paraduks - te trzy pojt;cia okreSlai'l specyfikt; pisarstwa Mroz- 
ka. Havla i Orkenyego: 


groteskowy paradoks. romynn rnetodann uzysk1wany. uznac rnoZ:na za najbardzteJ cha- 
ral-rerystyczny "''YZIl3cznik TWOrCZOSCl dramawpIsarzy zwanych "szkol:t wschodmego 
absurdu"
		

/td_Page_233_0001.djvu

			3. MROZEK 


233 


- konstatuje autorka. Ten" wschodni absurd" rozni sit; - czy moze lepiej uZye juz teraz 
czasu przeszlego: roznil sit; - dose zasadniczo od zachodniego. 0 naszym - wschod- 
ninl- poczuciu absurdu tak pisal Havel w Listach do Olgi (list z 10 lipca 1982): 


Jest to rnianowicie doznanie, ze cos, co dqiylo lub rnialo czy rnoglo dqiyc w kierun1.-u 
sensu - a wi
c cas zasadniczo ludzliego - nie dqZy w kierun1.-u sensu bqdz go traci, [no] 
obcosc swiata nie jest tu bowiem tym. co nieuniknione i do czego zostaliSmY przedpier- 
wotnie Vi'IZllceni, ale, przeciwnie, tym, czego rnoZ:na unikrutc, a w co si
, ze t31 powiem. 
Vi'IZllCamy sami. Bo przeciez - czyZ prawdziwy absurd nie Z3CzyIla si
 dopiero tutaj? 


Autorka komentuje: "absurd staje sit; w pojt;ciu Havla wyrainie kategori'l moral- 
nej oceny" - po czym akcenmje podobieitstwo wizji swiata wpisaneJ w tworczose 
Havla i MroZka: 


Urnieszczenie absurdu na plaszczyinie spolecznej i obarczenie czlowieka odpowiedzial- 
nosc-llt za bezsens swiata. jaki uksztaltowal wlasnymi r
kami,jednoznacznie potwierdza 
sugermvane przezkrytykow pokrewieiistwa dramaturgii Havla i l\.lroZka. Lqczy ich takZe 
ten sam stoslUlek do j
zyka ]310 narz
dzIa mampulowama ludZnl1. 


Ta czt;Se ksiqi:ki, w ktorej autorka poszerza i zmienia konteksty tworczosci Mroz- 
ka. wydaje mi sit; najbardziej wartosciowa. Bardzo interesuj'lce S'l rowniez rozwaZa- 
nia dotycz'lce groteski i jej relacji z absurdem ("groteskt; moZna w pewnym sensie 
nazwae krytyk'l absurdu" - pisze we fragmencie poswit;conym nmlo znanej u nas pra- 
cy Arnulda Heidsiecka Das Groteske und das Absurde im modernen Drama). Ale 
w tym precYZYJnym i konsekwentnym wywodzie znajdujemy pewllij sprzecznosc do- 
tycz'lC'l dydaktyzmu, ktory raz uznaje za jednll z typowych cech dranmturgii MroZka 
(i "calego tzw. wschodniego absurdu"), a kilkanascie stron dalej "brak dydaktyzmu 
w nastawieniu do odbiorcow" wskazuje jako WSpOm'l wlasciwosc MroZka i Szwajca- 
row - Maxa Frischa i Friedricha Diirremlmtta. 
Niestety, interpretacje dranmtow MroZka, ktore proponuje Malgorzata Sugiera, 
niekiedy rozczarowuj'l. Oto np. najbardziej intryguj'lca postae z Afecelistll'a Piot/'a 
Ohe)'a Stary Mysliwy zostaje po prosm zidentyfikowany jako "obywatel Zwiqzku 
Radzieckiego" ("Ktoz lepiej niz obywatel Zwiqzku Radzieckiego zna te tygrysy, co 
ulatwiaj'l Paitstwu ingerencjt; w prywamose obywateli?" - s. 92). Ta upolityczniaj'lca 
interpretacja jest nazbyt plaska i graniczy z trywiamosci'l. W dodatku zupemie pomija 
istomy chyba fakt, ze Ohey - w momencie jakZe dranmtycznym, gdy w peh1i uswiado- 
mil sobie smierteme zagrozenie - zwraca sit; du niego: "Ojcze!" Dopieru pozniej pa- 
daj'l cytowane przez autorkt; slowa: "Ty - jak Zye - mow!". Takie pytanie-4danie 
tradycyjnie stawiamy literaturze, zwlaszcza wieszczej literaturze romantycznej. Wy- 
daje sit; dose oczywiste, ze stamt'ld wlaSnie przyw
owal Stary Mysliwy - i dlatego 
Ohey, wspolczesny bohater dranlatyczny, ruzpoznaje w ninl swego literackiego ujca. 
Ten jednak nie nla rou nic do powiedzenia 0 naszynl swiecie wsp6lczesnynl. a na 
dranlatyczne pytanie: jak Zye w tym swiecie? - odpowiada belkotem. 
Po latach tt; bezradnose literatury wobec podobnych pytait najbardziej lakonicznie 
i przejmuj'lco wyrazila Wislawa Szymborska w zakoitczeniu wiersza Schrlek1l'ieku:
		

/td_Page_234_0001.djvu

			234 


STANISLAW G
BALA - Tea/ra/nase I drama/ycznose. Gambrawlcz - R6zewlcz - Mrazek 


Jak zyc - spytal Ilune w liscle ktos. 
kOgO]3 zamierzalam spytac 
o to sarno. 


Znowu i tal jak zawsze, 
co widac powyiej, 
nie rna pytail pilniejszych 
ad pytail naivi'llych. 


Zagalopowalem sit;... Manl tu przeciez prezentowac interpretacje autorki ksiqiki. 
anie wlasne. Zreszt'ljej interpretacje s'l w przewaiaj'lcej wit;kszosci bardzo ciekawe. 
Wi'l4 one niekiedy utwory czasowo odlegle od siebie (np. C
aro\l'nq noc i Ponret), 
wykazuj'lc ich zaskakuj'lce podobieitstwa. W ten sposob powstaje zarys nieco od- 
miellilej konstrukcji calosci dranlaturgii MroZka niz ta, ktor'l budowali inni krytycy; 
chocby KrzysztofWolicki, JozefKelera, Jan Klossowicz czy Jan Bloitski. 
Powiedzialbym jednak, ze Malgorzata Sugiera jest osobliwym "dalekowidzem"; 
znakomicie ogarnia calosci, natonriast gorzej widzi "detale". Gdy np. interpremje po- 
szczegome kwestie Edka czy Artura z Tanga, nie mogt; sit; powstrzymac przed glo- 
Srtym wyraianiem swego sprzeciwu (co groteskowo kontrasmje z cich'llektur'l). Nie. 
to nie tak! - wykrzykujt;, gdy autorka okresla jako "abstrakcyjne" powiedzonko Edka: 
"Ja go brzdt;k, a on mi pt;kl". To przeciez bardzo konkretna i zlowroga zapowiedz 
finalu Tanga. Trudno rowniez zgodzic sit;, ze Artur po prosm "bredzi", gdy mowi: 


Tylka wladza da si
 stworzyc z niczego. Tylka wladza jest, chocby niczego nie bylo. Oto 
jestem w g6rze, nad ",rami W dole was widz
. w dole! 


Przeciwnie; myslt;, ze jest w tych slowach sarkastyczna m'ldrosc wynikaj'lca z 
totalitarnych doswiadczeit XX stulecia. 
IllilY przyklad: interpretacja zakoitczenia Vatdava, w ktorym autorka dupatruje sit; 
optymizmu. jakby nie dostrzegaj'lc (bluznierczej?) kpiny w koitcowych slowach skie- 
rowanych wprost do widzow: 


Slyszalem. ze rnozna przeJsc pleszo po wodzte. S1yszalem takze. ze rnorze Sl
 rozstqpilo i 
ludzte przeszh na drugI'! stron
. [n.] Wy tu z3czeka]Cle. Jezeli me ",'[OCti, to znaczy, ze I111 
si
 udalo. Wtedy rnozecie po]se zaIlUlIl. 


Zestawiaj'lc Kontrakt i Vatdava pisze: 


W patetycznym gescie Magnusa 0 wiele nmiej zatem optymizmu niz w chrzescijaiisko 
stylizowanym przeslaniu Tat=lavQ. Jakby Mrozek coraz bardziej przekonywal si
, ze jesti 
nawet tamtemu uda si
 przejsc po wodzie i nie pnw:rocic, niewielu z widz6w ruszy jego 
sladem 


Alez widzowie nie nmj'l w'ltpliwosci, ze cud sit; me powtorzy, a Vatzlav z pewno- 
oci'l nie wroci, bo sit; po prosm utopi! 
Jednak spieraj'lc sit; z autork'l. a nawet glosno wykrzykuj'lc swoje sprzeciwy, ani 
przez chwilt; nie zanrierzanl odnmwiac jej ksiqice rzetemych wartosci poznawczych.
		

/td_Page_235_0001.djvu

			3. MROZEK 


235 


Duzo z niej moina sit; dowiedziee np. 0 funkcji slowa w teatrze MroZka. "Napisalo mi 
sit;" w teatrze - choc Malgorzata Sugiera konsekwenmie mowi raczej 0 dranlatach 
i dranmturgii MroZka. unikaj'lc mnozenia znaczeit pojt;cia "teatr". Dla niej teatr - 
podobnie jak dla jej bohatera - tu po prosm instytucja. Mrozek chyba nigdy nie mial 
poczucia, ze tworzy teatr, lecz 8wiadomosc, ze tworzy - czy po prostu pisze - dla 
teatru. Jest to rowniez cecha odrOiniaj'lca go od wielu wspolczesnych dranmturgow, 
ktorzy swoje utwory wydaj'l w tomach zatytulowanych Teall'. (Zrobilo to jednak wy- 
dawnictwu "Noir sur Blanc", tak wlaSnie tytuluj'lc tomy zawieraj'lce utwory sceniczne 
pisarza.) MroZek zapewne nie napisalby. jak Tadeusz Rozewicz: ..Teatr moj jest iy- 
wym organizmem [...]". 
Oczywiscie, stosunek MroZka do teatru rowniez interesuje autorkt; i to w dwu 
aspektach: do tworcow spektaklu i do publicznooci. Znana jest niech<;c, z jakll traktuje 
on "nuwomodnll sztukt; inscenizacji" (okreSlenie Sugiery), zatrzynmjmy sit; wit;c chwilt; 
przy tej drugiej kwestii. Autorka pisze: 


[on] Mrozek pilme baczyl na to, by W1dzoW1e w zaden spos6b me czuli sl
przez mega 
OSoblscle zaatakowam, co CZ
SClOWO Vi'YJ3sma ta]emmc
 ]ego popularnosci. Nle Tylka 
sam najch
tniej zajrnnwal pozycj
 tolerancyjnego - a przede wszystkim 1ronicznego - 
obserwatora, ale takZe swojll publicZIlosc oddzielal ad scenicznych postaci bezpiecZIlIl 
stref,! dystansu. Dodajllc konieczne dla zdrowego smiechu poczucie "''Yzszosci. 


Cos w tym jest... Teatr MroZka (powtorzt; to okreslenie, minlo wyzej wyraionych 
w'ltpliwosci) na pewno nie obral za sw'l dewizt; Gogolowskiego: "Z czego sit; smieje- 
cie? Z siebie sanlych sit; Snliejecie!" Raczej utrwalal podzial na "my" i "oni". utwier- 
dz.aj
c swoich widzow w poczuciu wyzszosci ,.,nas" nad ,,nimi u i ciqgle stwarzaj
c 
,.,nanl" okazje do wysmiewania "ich". 


3. 
Lektura ksiqiki Haliny Stephan uSwiadonllla mi fakt zadziwiaj'lcy: Mroikowl udalo 
sit; zahipnotyzowac krytykt; (przynajnmIej krajow'l) i wmowic jej, iz jego wlasne iy- 
cie nie ma nic wspomego z jego pisarstwem. Pod tym wzglt;dem Mrozek jest na pew- 
no anty-Gombrowiczem. Wmowienie okazalo sit; tak skuteczne i dlugotrwale, ze kry- 
tyka nie mogla sit; od niego uwolnic nawet wtedy. gdy Mrozek zacz'll pisac sztuki 
z wyrainymi odnieslenianli do wlasnej biografii (np. Pies
o), nie mowi'lc juz 0 publi- 
kowanych coraz cz<;sciej wywiadach. 
llllla sprawa, ze niektore fakty z biografii MroZka mogly sit; wydawac opinii pu- 
blicznej wprost nieprawdopodobne. Np. wyjazd z kraiu w r. 1963: 


Bezpowrotny v;')'jazd J\.lroZka. pisarza scisle i wielostrOIlllie zwiqzanego z lokalnym pod- 
lozem. byl tal wielkim zaskoczeniem. ze oficjalnie nie przyj
to go do wiadornosci i przez 
dlugie lata nie Virtajemniczona publicZIlosc nawet nie zauwaZyla nieobecnosci pisarza w 
kraju 


- stwierdza autorka.
		

/td_Page_236_0001.djvu

			236 


STANISLAW G
BALA - Tea/ra/nase I drama/ycznose. Gambrawlcz - R6zewlcz - Mrazek 


Bez w'ltpienia najwit;ksze zaciekawienie czyteffiika w ksi'lice Haliny Stephan 
wzbudz'l fragmenty dotycZ'lce powi'lzait biografii z tworczosci'l, ktore, oczywiscie, 
ismiej'l wbrew zaprzeczeniom sanlego pisarza; choc te zaprzeczenia tez nie S'l zupel- 
nie pozbawione podstaw, co potwierdza chocby taka konstatacja auturki: 


W jego twmczOSCl me zna]du]emy rennmscencji zr6znych Imejsc pobytu; rozm.31te kr
 
kulturowe, w l-t6rych si
 obmea}, nie zawaiy1y na jego koncepcji literatury; pozostaly 
prywat::rnt sprawQ autora. 


Halina Stephan jest najwidoczniej odporna na hipnozt;. Cytuje np. slowa MroZka 
z lism do Jozefa Opalskiego: 


Marz
 0 tym, zeby przestano mnie roztrzqsac jako autora, czlowieka. Ict6ry napisal danl'! 
sztuk
, a zaj
to si
 danym. poszczeg6lnym utworem 


- i tak je komenmje: 


l\.lrozek jest pisarzem. Ict6ry nie chce zostac przedmiotem analizy, pisarzem, 1.-t6ry kreuje 
niepochwytny obraz siebie samego W oderwaniu ad konkretnych rniejsc i okolicZIlosci. 
UWaZ3 si
 za profesjonalist
, przekornie l\\'estionuj:,!-c poznawczQ rol
 tradycyjnego i 
niedyskretnego z natury Vi'lZerun1.-U plS3Tza 


- po czym ze stOiCkinl spokojem robi wlasnie tu wszystko, czego Mrozek nie chce, 
tzn. Jego sanlego czyni przednriotem analizy, chwyta pisarza w konkretnychmiejscach 
i okolicznoSciach itd. Efekty takiego post<;POWanla S'l arcyciekawe; "poszczegome 
utwory", ktore dot'ld wygi'ldaly prawie jak zjawiska astrame - co najwyzej l'lcz'lc sit; 
w konstelacje, objawiaj'lnanl sit;jako cos organicznie zespolonego,jako odgalt;zienia 
wyrastaj'lce ze wspomego pnia przeiyc i doswiadczeit iyciowych. I otu nagle nanlit;t- 
ny monolog Bartodzieja, wygloszony do portrem Jozefa Stalina (sk'lilln'ld insceniza- 
cja znanego porzekadla: ,,111owil dziad do obrazu...") l'lczy sit; w spos6b naturamy 
z monologiem fikcyjnego gornika, wygloszonym podobno po smierci Stalina do in- 
nych gornikow, a zapisanym przez 23-lemiego dziennikarza Slawonrira MroZka i opu- 
blikowanym w specjamym artykule pt. lmie w krakowSkinl "Dzienniku POISkinl" 
z 15-16 marca 1953 r. Autorka wprawdzie nie kojarzy z sob'l bezposrednio tych dwoch 
monologow, ale jej metoda uruchanria mechanizm tego typu skojarzeit. 
Ksi'lZkn Haliny Stephan wypeh1ia ogronlli'llukt; w wiedzy czytemikow MroZka. 
udost<;pniaj'lc in1 chyba po raz pierwszy tak obszefll'l i uporz'ldkowall'l - biografit; 
pisarza. Okazuje sit;, ze nmterialu do niej bylo pod dostatkiem, a faktu, ze nikt tego 
przed ni'l nie zrobil, nie umiem wytlunmczyc inaczej, niz tylko wsponmianym 8-tanem 
hipnotycznego transu krytyki krajowej. W panicznym It;ku. zeby nie obniZyc "pozio- 
mu", budowano coraz bardziej spekulatywne konstrukcje interpretacyjne, nie bacz'lC 
na to, ze nierzadko wznosily sit; one w powietrzu. MroZek znakomicie nadawal sit; do 
uprawiania "sztuki interpretacji" a nawet "sztuki dla sztuki interpretacji". 
Wiedziona trafu'l inmicj'l autorka monografii si<;ga po opinie krytyki fommlowa- 
ne u progu wielkiej kariery MroZka i niejednokromie dawno juz zaponmiane. Jedna z 
nich wyszla spod piora Jerzego Kwiatkowskiego i brznli take
		

/td_Page_237_0001.djvu

			3. MROZEK 


237 


pasja. Z Jak:t l\.lrozek ukazu]e nonsensy stalimzmu. maze bye tylko pas]1l dawnego v..'Y- 
znawcy, wstrz:tsm
tegol przezartego rozczarnwamem. broni&cego si
]uztylko drwlllll 7S . 


o tym wyznawczym ukresie MroZka jakos szybko zaponmielismy, czyniqc z niego 
(i slusznie!) sztandarow'lpostac opozycji antykomunistycznej. Panlit;tanl wlasne zdu- 
mienie, gdy wertuj'lc w wieku calkiem juz dojrzalym (gdzieS pod koniec lat 80.) rocz- 
niki "Nowej Kultury" z pOCZ'ltku lat 50. znalazlem tanl np. (w m. 6 z 1953 r.) sprawoz- 
danie MroZka z procesu ksi
a Lelito. 
Helena Stephan jako profesor University of Florida ma niew'ltpliwie swobodniej- 
szepioro niz wielu krytykow i mroZkologow krajowych, ktorzy pewnie zawahaliby sit; 
przed napisaniem takiego chocby zdania: 


[on] zawsze juz b
dzie tuwarzyszyl jego pisarstwl.l ton nieco rnoralizujllcy - spadek po 
realizmie socjalistycznym. 


I przed przyponmieniem, ze w realizmie socjalistycznym Mrozek chcial kiedys 
widziee : 


Romantyzm socjalistyczny. Rzadko slysz
 te S}OW3. A przeciez nie jest on chyba ani 
Vi'Togiem, ani rywalem realizmu socja1istycznego. ale po prostu jego dusz:.t. Bezromanty- 
zmu soc]ahstycznego mamy zaledwie socjalistyczny cos-jakby-naturahzm. 


Wiemy, przed jakinri demonanri uciekal z kraju Mrozek w roku 1963, ale nie chce- 
my wiedziee, ze uciec przed ninli nie sposob, bo tkwi'l w sanlym czlowieku. Mrozek 
swoje demony egzorcyzmuje nieustamrie. Egzorcyzmem byl Por/ret - i ta jego egzor- 
cystyczna gwaltownosc dziwila zapewne wielu rodakow w kraju pod koniec lat 80., 
jaku zgola aIlachroniczna. Myslt;, ze powiqzanie utworow MroZka z jego biografi'l 
ulatwi zrozunlienie podobnych aIlachronizmow i symplifikacji (takich jak Afilosc na 
KI')'1I1ie). 
Bo fommla MroZka, ktor'lokreSlil on kiedys Gombrowicza ("chirurg, ktory ope- 
ruje sanl "iebie"), odnosi sit; takze do niego sanlego. 


75 Od kelnerow do Ka.fki. "Zycle Llteracl,e" 30/1957.
		

/td_Page_238_0001.djvu

			NOTA BIBLIOGRAFICZNA 


Arcydramat Gombrowic
a - w: Dramat polski .ITt i .1..t 1I'ieku. Intelpretacje i anali- 
::::1'. Redakcja naukuwa Lech Ludorowski. Lublin 1987. TakZe w: Stanislaw G<)ba- 
la, Odp01l'ied::ialnosc 
a slO1t'o (felieronr i s3ice). Bielsko-Biala 1993. 


Pr
estr
efz dla slowa - pr
estr
efz dla cdowieka - w: S1I'iat integraln}: Po11l'ieku 
t1l'orcosci Tadeus
a Ro::e\lica. Materialy konferencji literackiej 141istopada 1994 
pod red. Mariana Kisiela. Katowice 1994. 


"jestem ,'wiadkiem wyga.'ania" - ,,Zdanie", 1985, ill 3. TakZe w: Stanislaw G<;bala. 
Odp01l'ied::ialnosc 
a slO1t'o (m pt. Tadeus
 Ro::e1l'ic: "jestem s1I'iadkiem 1IJ'ga- 
sania "). 


Smierci pifkne i br:.ydkie "Dialog", 1'186, ill II. Takze w: Stanislaw G<;bala, Udpo- 
1l'ied=ialnosc =a SI01I'O. 


Formy dramatycz.ne Slawomira Mrotka - ..Si'lsk", 1997, ill 3. TakZe w: Genologia i 
kontekstr. Red. Czeslaw P. Dutka, Malgorzata Mikolajczak. Zielona Gora 2000. 


"R-:.einia'
 l"
J"li kres dramaturgii "Ja" - w: Stanislaw G
bala, fJsr6d s.::rderco11' i 
gd::ie ind::iej. Katowice 1981 (m pt. "R.::-e::nia" c)'li Mro::ka ro
prmm 
 "du- 
chem"). 


"Emigranci" - arcyd
ielo dramaturgii "Ja i Ty" - "Swiat i Slowo", 2003, ill 1. 


Tr;;)' monografie - ,,zdanie", 1997, ill 3-4 (m pt. 3.T Mro::ek).
		

/td_Page_239_0001.djvu

			INDEKS NAZWISK 


AdanlOV Arthur 232 
Althusser Louis 2 
Andrzejewski Jerzy 230 
Anzelm sw. z Canterbury 48 
AppiaAdolphe 128 
Arrabal Fernando 232 
Artaud Antonin 121, 124, 139 
Arystofanes 190 


Bacon Francis 130, 131 
Balucki Michal 121, 142, 191 
Barth Karl 20, 209, 211 
Beckett Sanmel15, 29. 59. 64. 65. 96.121. 
123,129,133,137,143,178,194,232 
Bergman Ingnlaf 176, 177 
Blizmski Jozef 191 
Bloitski Jan 6. 7, 13, 19,23,50,51. 122. 
129, 130, 146, 154, 158, 160, 165, 
174, 179, 191, 
192,218,225 
BochnakAdanll27 
Bondy Fran<;ois 47 
Bratny Ronlall 146 
Braun Kazinrierz 7, 8, 17,63, 80, 92, 94, 
113,116-147 
Brecht Bertolt 145 
Brejdygant Stanislaw 124 
Brodski Josif29, 189 
Broniewski Wladyslaw 52 
Brook Peter 128 
Brzozowski Tadeusz 118, 145 
BuberMartin 9-12,210,214,222 
Biichner Georg 20 


Caillois Roger 129 
Canms Albert 83, 132,201 
Canetti Elias 206 
Cataluccio Francesco M. 89 
Celine Louis Ferdinand 18 
Chopin Fryderyk 67 
Chwistek Leon 116 
Cieslak Piotr 52. 53 
Coetzee John Maxwell 50 
ComadJan 14 
Comad Joseph 27 
Cybulski Bohdan 145 
Czapajew Wasilij 203 
Czechow Antoni 91, 92, 133, 159, 194, 
222-224 
Czemiawski Adanl 130, 131 
CzyZewski Tytus 120 


Daszewski Wladyslaw 127 
Dejmek Kazinrierz 181, 183 
D<;bicz Maria 67 
Diogenes 193 
Doktor Jan 11, 222 
Dol<;ga-Mostowicz Tadeusz 126 
Dostojewski Fiodor 121,125,135, 142 
Drewnowski Tadeusz 72 
Diirremllatt Friedrich 132, 175,233 
DziewulskaMalgorzata 139, 140 


Einstein Albert 208 
Ekiert Janusz 53 
Eliot Thonms Stearns 63, 95 
EsslinMartin 149, 152,232
		

/td_Page_240_0001.djvu

			240 


STANISLAW G
BALA - Tea/ra/nase I drama/ycznose. Gambrawlcz - R6zewlcz - Mrazek 


Falkiewicz Andrzej 14, 32, 34, 35, 46, 
1I2, 126 
Ferency Adanl 171 
Filipowicz Halina 90, 107, 128, 130, 135 
Flaszen Ludwik 129 
Foucault Michel 13 
Franciszek JozefI 184 
Fredro Aleksander 120, 173-175 
Freud Zygmunt 14,107 
Frisch Max 144, 233 


Gadacz Tadeusz 209 
Galczyitski Konstanty Ildefons 224 
Genet Jean 144, 146 
Gide Andre 49 
Glowacki Janusz 147 
Glowiitski Michal 34, 41 
Goethe Johaml Wolfgang 51. 105 
Gogh Vincent van 76 
Gombrowicz Rita 10 
Gorczyitska Renata 81 
Gurki Maksym 200 
Graczyk Ewa 19, 28, 47, 49 
Grochowiak Stanislaw 97 
GrotowskiJerzy71, 128, 129, 139, 140,141 
Gryglewicz Tomasz 194 
Grzegorzewski Jerzy 1I8. 119 


Havel Vaclav 232, 233 
Heidsieck Arnold 233 
Hehnan Alicja 83 
Hitler Adolf 201 
Hlasko Marek 147 
Hochhuth Rolf 145 
Huloubek Gustaw 114 
Horney Karen 185 
Hunzinger Stefani 15 


Illg Jerzy 89 
Ionesco Eugene 15, 133, 149, 193,232 
Iredyitski Ireneusz 144 
Irzykowski Karol 129 
Iwaszkiewicz Jaroslaw 132 


Jachimczak Krzysztof 4 7 
Jachowicz Stanislaw 121 
Janus-Sitarz Alllla 194 
Jarocki Jerzy 118, 165 
Jarry Alfred 18 
Jarz<;bski Jerzy 29 
Jeleitski Konstanty Aleksander 6. 13,35 
Jerofiejew Wieniedikt 226 
Joyce Janles 18. 124 


Kaden-Bandrowski Juliusz 126 
Kafka Franz 18, 103-107, 124, 125,226, 
237 
KamIDn Imre 17 
KaluZyitskiZygmunt 150 
Kantor Tadeusz 71, 89, 129, 139 
Kartezjusz 208 
Kelera Jozef72, 99, 109.234 
K<;piitski Antoni 133 
Kierkegaard Spren 21, 22, 29 
KieSlowski Krzysztof 114 
Kijowski Andrzej 126 
Klossowicz Jan 234 
Kochanowski Jan 66,137,143 
Kolakowski Leszek 147 
Kunieczna ElZbieta 181 
Konopnicka Marla 11 O. 120. 121 
Kopera F eliks 127 
Kosiitski Jan 127 
Kott Jan 193 
Kraszewski JozefIgnacy 102 
Kubisiowska Katarzyna 29 
Kuharski Allen 20 
Kunstnmnn Heinrich 19 
Kunz Tonmsz 90 
Kutz Kazinlierz 78. 100 
Kwiatkowski Jerzy 236 


Lacan Jacques 13 
LautreanlOnt 18 
Lawaty Andreas 135 
Leas Adela 124 
Lenin Wlodzinlierz 225
		

/td_Page_241_0001.djvu

			INDEKS NAZWISK 


241 


Levinas Emanuel 89, 90 
Levi-Strauss Claude 13, 27 
Libera Antoni 29 
Lutoslawski Wituld 52 


Lapiitski Zdzislaw 38, 41, 47, 51 
Lonmicki Tadeusz 114 
Lukasiitski Walerian 80, 145 


Maci
 Wlodzinlierz 126 
Majakowski Wlodzinlierz 52 
Majcherek Janusz 99,101 
Majchrowski Zbigniew 67 
Malinowski Bronislaw 27, 179 
Malraux Andre 172 
Malecki Maciej 52, 53 
Mann Tomasz 29 
Markowski Michal Pawel19. 21. 22. 29. 
33,49 
Matuschek Herbert 135, 136 
MIldzik Leszek 118 
Merleau-Ponty Maurice 27, 30, 83 
MickiewiczAdan166, 71, 81, 91, 99,105, 
123, 147, 182 
Milosz Czeslaw 17, 32, 54, 81, 92, 133, 
147, 193 
Misiolek Ednlund 9 
Mole Wojslaw 127 
Molier 14 
Monet Claude 131 
Momoe Marilyn 18 
Mukai'ovsky Jan 166 


Nalkowska Zofia 60 
Napoleun Bonaparte 48 
Nietzsche Fryderyk 14, 37 
Niziolek Grzegorz 50, 90, 95, 116 
Norwid Cyprian Kanri! 91,143 
Nowakowski Tadeusz 15 
Nyczek Tadeusz 192, 193,218,184 


O'Neill Eugene 159 
Olivier Laurence 18 


Orkeny Istvan 232 
Osterwa Juliusz 128 


Para Jozef 114 
Pascal Blaise 48 
Pasternak Leon 132 
Pilch Jerzy 50 
PilsudskiJozef68.70 
Pirandello Luigi 196 
PiwiitskaMarta 69,113 
Poniatowski ks. Jozef224 
Pronaszkowie Andrzej i Zbigniew 127 
Prus Boleslaw (Aleksander Glowacki) 
108, 130 
Przybos Julian 132 
PuzynaKonstanty7, 14,32,52,71,171, 
194,196,205 


Raabe Williehn 105 
Rabelais Fran
ois 97 
Racine Jean 128 
RadziwilowiczJerzy 142 
Ranleau Jean Philippe 74 
Raszewski Zbigniew 65, 208 
Rattigan Terence 18 
Rau Krzysztof 114,115 
Rej Mikolaj 92 
Rilke Rainer Maria 139 
Robinson Marl<: 70, 71 
Rogoziitska Izabella 49 
Rosenstuck-Huessy Eugen 209 
Roux Dominik de 10 
Rozewicz Stanislaw 76, 77 


Sanaviu Piero 17 
Sandauer Artur 122, 146 
Sartre Jean-Paul 10, 55, 89 
Sayac Arlette 15 
Schultze Brigitte 14, 135, 136 
Shepard Sanl 144 
Sienkiewicz Henryk 76, 102, 130 
Skarga Piotr 68, 70 
Skolinlowski Jerzy 20
		

/td_Page_242_0001.djvu

			242 


STANISLAW G
BALA - Tea/ra/nase I droma/ycznose. Gambrowlcz - R6zewlcz - Mrozek 


Slojewski Jan Zbigniew 182 
Slowacki Juliusz 81, 91, 107 
Solski Ludwik 81 
Solzenicyn Aleksander 147 
Stachura Edward 122, 126 
Stalin Jozef 181, 182, 236 
Stempowski Jerzy 103 
Stephan Halina 226,235-237 
Strindberg August 9,159 
Stuhr Jerzy 142 
SugieraMaigorzata 149. 223, 226. 232-235 
Surynt Izabela 14, 20 
Swinarski Komad 114, 139 
Sylwester David 131 
Szajna Jozef 71 
Szaniawski Jerzy 133 
Szekspir Wiliam 8, 14,41,47,71, 145, 
182,222-224 
Szondi Peter 9. 150, 152, 154, 155 
Szubska Bamara 54 
Szymborska Wislawa 233 


Tammdge Victor 124 
Tischner Jozef 90 
Tolstoj Lew 105, 200, 203 
Toraitska Teresa 52 
Totzeva Sophia 136 
Towiaitski Andrzej 129 
Tuwinl Julian 132 


U Thant 62 


Valery Paul 48 
Velazquez Diego 130 


Wajda Andrzej 95, 145 
Waiyk Adanll29 
Weiss Peter 145 
Wesker Arnold 144 
Wierzyitski Kazinrierz 7 
Witkiewicz Stanislaw Ignacy (Witkacy) 7, 
16.18.27.53.78.113.119.120.122. 
123. 129, 133, 134, 136, 138, 140, 
143. 147, 159, 173, 177, 179, 180, 
194, 195 
Wittlin Jozef99 
VVolickiKrzysztofl01,234 
Woroszylski Wiktor 146 
Vkoblewski Andrzej 95 
Wyka Kazinlierz 113, 132, 138 
Wyspiaitski Stanislaw 16, 114, 122, 143, 
177 


Zinland Roman 47 
ZyburaMarek 14, 20,135 
Zychowicz Juliusz 209 


Zeromski Stefan 47
		

/td_Page_243_0001.djvu

			STRESZCZENIE 


Na ksiqi:kt; skladaj'l sit; szkice, poswit;cone glownie sztukom teatramym Witolda Gom- 
browicza, Tadeusza Rozewicza i Slawomira MroZka. W poszukiwaniu odpowiedzi na 
pytanie: co stanowi dla tych tworcow istott; teatramosci i dranlatycznosci? - autor 
si<;ga jednak takze do utworow narracyjnych, zawieraj'lcych, in nuce, pewne modelo- 
we sytuacje dranlatyczne. Do ich opisu wykorzysmje pojt;cie dranmturgii "Ja i Ty", 
ktore stworzyl w oparciu 0 filozofit; dialogu, przywoluj'lc przede WSZYStkinl nazwisko 
Martina Bubera. 
W cz<;sci poswit;conej Gombrowiczowi, poza krolk'l charakterystyk'ljego teatru. 
znalazly sit; szkice dotycz'lce trzech sztuk, ktore zajmuj'l szczegome miejsce w calo- 
ksztalcie tworczooci pisarza, ukladaj'lc sit;przy tym w wyrazisty tryptyk. Jego "skrzy- 
dla boczne" stanowi'l utwory juz sanlynri tytulanri nawi'lzuj'lce do operetki, a wit;c 
gatunku niejako z gory wykluczaj'lcego wyzsze anlbicje intelektuame (sanl tworca 
pisze 0 "bOSkinl idiotyzmie" operetki), natonllast unrieszczony w centrunl Slub zostal 
od razu zaplanowany przez autora jako arcydzielo na miart;Hamleta lub Fausta. 
W cz<;sciach poswit;conych teatrom Rozewicza i MroZka znalazlo sit; po osiem 
szkicow 0 bardzu roznej objt;tusci. Niektore z nich maj'l charakter syntetyzuj'lcy, inne 
raczej analityczno-interpretacyjny. ROZewicz. ktory refleksjt; 0 teatrze wpisywal nie- 
nlal od pOCZ'ltku w swoje sztuki (wystarczy przyponmiec chocby niezwykle rozbudo- 
wane didaskalia z Aktu pr
el'),,'anego), sanl wskazal jednll z perspektyw syntezy, ,,roz- 
rzucaj'lc" po przeszlo 30. latach kanoniczny tekst Kartoteki. Eksperyment, przepro- 
wadzony na Sceme Kanleramej wroclawskiego Teatru Polskiego w r. 1992. byl prob'l 
osadzenia tej sztuki w realiach pocz'ltku lat 90. Byla to zatem perspektywa historycz- 
na. wyznaczona sanlym uplywem czasu, ktory przysparzal inscenizatorom Kartoteki 
coraz wit;cej problemow, w miart; starzenia sit; Bohatera. h1n'lperspektywt; wytyczaly 
np. rozwa:i:ania Rozewicza 0 kurczeniu sitt. "przestrzeni dla slowa". 
Wlasciwie kaZdy ze szkicow przyjmuje za punkt wyjocia fomluly czy pojt;cia, 
przy pomocy ktorych tworca sanl okreSlai istott; swojego teatru. A zanlyka tt; czt;SC 
ksiqi:ki metateatraffia refleksja ROZewicza, wypreparowana glownie z jego rozmow 
z Kazinrierzem Braunem, zatytulowanych Je
l'ki teatl'll. Jest to wielki manifest teatru 
awangardowego i eksperymentamego; ,,Nowego Teatru". w ktorym dokona sit; ,,nowa 
synteza sacrunl". Obaj rozmowcy S'l rownie gor'lcymi entuzjastanll tego teatru, ktory 
traktuj'l zgola w kategoriach mistycznych, mowi'lc np. 0 "ziemi obiecanej teatru". 
Rozewicz z wyraZrui dunl'l stwierdza, ze udalo mu sit; l1Ilikn:tc blt;du ,,klasycznych" 
awangard, ktore zawt;ialy widownit; teatrain'l (chocby Teatr Laboratorium 13 Rz"dow
		

/td_Page_244_0001.djvu

			244 


STANISLAW G
BALA - Tea/ra/nase I droma/ycznose. Gambrowlcz - R6zewlcz - Mrozek 


Grotowskiego), podczas gdy Jego sztuki mialy widownit; wrt;cz masow'l. Za najwaz- 
niejsze zadanie teatru zgodnie uwaiaj'l "ukierunkowanie w przyszlosc" i przeciwsta- 
wiaj'loczekiwane "NOWE sztuki" - "skansenom teatru". 
Na tie Rozewiczowskiego manifesm tym ostrzej rysuie sit; biegunowo odnnelllla 
postawa MroZka. ktory 0 awangardach i eksperymentach teatramych wyraZai sit; za- 
wsze z sarkazmem (przyponmijmy tylko slYllllY okrzyk Stomila z Tanga: "Dajcie mi 
Boga, a zrobit; z niego eksperyment!"). Obce mu byly pokusy oryginamosci i prekur- 
sorstwa, a swoj'l dewizt; tworcz'l uj'll (w liScie du Jana Bloitskiego) sluwan1i: "Najle- 
piej podpatrzee i rozwm..c". I tak wlaSrtie budowal swoj teatr - podpatruj'lc i rozwija- 
j'lC najrozmaitsze pomysly i "chwyty" teatrame, a czasem rowniez fihnowe. 
W tytulach szkicow poswit;conych R::-e::ni i E1I1igrant01l1, sztukom bezposrednio 
S'lsiaduj'lcym z sob'l w dorobku Mrozka (ukazaly sit; drukiem w r. 1973 i 1974), poja- 
wily sitt. kategorie dramaturgia "Ja" uraz dramaturgia ..Ja i 1)" ". Zannarem autora 
bylo podkreslenie zasadniczej odnnelllloSci tych dwoch modeli dranmturgii, 0 czym 
traktuje zreszt'l takZe Irstep. 
Ksiqi:kt; zan1yka omowienie trzech monografii tworczosci MroZka, ktorych auto- 
rann S'l Jan Bloitski (lrs
rstkie s
tuki Slm\'01I1ira Afro::ka), Malgurzata Sugiera (Dra- 
1I1atllrgia Slml'01I1ira Afro::ka) i Halina Stephan (Afro::ek).
		

/td_Page_245_0001.djvu

			SUMMARY 


The book consists of a few sketches devoted mainly to the dran1atical works of Wit old 
Gombrowicz, Tadeusz Rozewicz and Slawonrir Mrozek. In order to answer the 
question of the core of their theatricality and dranmticality, the author also reaches to 
their narrative works containing, in IUlce, some prototypical dranmtical situations. Their 
description nrakes use the idea of the dran1aturgy of "I and Thou" which the author has 
fommlated on the basis of Martin Buber's philosophy of dialogue. 
In the part devoted tu Gombruwicz, in addition to a brief characterization of his 
theatre. essays concentrating on three of his most significant plays have been inclu- 
ded, thus constimtrng an apparent triptych. Its "side aisles" are constimted by the 
works which with their very titles refer to operetta. i.e. the geme which excludes intel- 
lectual an1bitions (Gombrowicz hinlselfwrites about the "divine idiocy" of operetta). 
The Ireddinf! (Slub) which occupies the centre had been originally planned by its 
author as the umsterplece nearing such works as Hamlet or Faustus. 
In the parts devoted to Rozewicz and Mrozek eight sketches of different lengths, 
devoted to each of the authors, have been included. Some of them are of a synthetic 
character, others are analytical-interpretative. Rozewicz, whu kept inscribing meta- 
theatrical reflections rnto his plays almost from the beginlring of his career (e.g. the 
elaborate stage instructions rn Act Interrupted [Akt pr
el')
t'anr]), has hinlself shown 
one of the perspectives of synthesis "scattering", after almost 30 years, the canonical 
text of Card File (Kartoteka). The experinlent, carried out on the stage ofTeatr Polski 
in Wroclaw in 1992. was an attempt at setting the play within the reality of the 1990s. 
It was thus a historical perspective detem1ined by the passage oftinle and the fact that 
the protagonist was growing old, which brought about more and more problems on 
the part of the stage directors. Another perspective was detem1ined by Rozewicz's 
consideratiuns on the narrowing "space for the word". 
Each of the essays assun1es as its point of departure a fom1ula or an idea by means 
of which the artist hinlself defined the concept of his theatre. This part of the book 
ends with ROZewicz's metatheatrical reflections drawn mainly from his conversations 
with Kazinlierz Braun, and published as The Languages of the Theatre. It is a great 
nmnifesto of experin1ental and avant-garde theatre - of "The New Theatre" in which 
there will rake place the "new synthesis of sacrum". Both interlocutors are equal en- 
thusiasts of tlmt theatre and treat it as amlOSt mystical, using such phrases as "the 
promised land of theatre". ROZewicz proudly declares tlmt he was able to avoid the 
mistake of the "classical" avant-gardes which constricted the theatrical audience (e.g.
		

/td_Page_246_0001.djvu

			246 


STANISLAW G
BALA - Tea/ra/nase I droma/ycznose. Gambrowlcz - R6zewlcz - Mrozek 


Grotowski's Laboratory Theatre of 13 Rows), while his plays were watched by large 
audiences. They agree tlmt the most inlportant task of the theatre its "future directio- 
nality" and they compare the awaited "NEW plays" with "outdated theatres". 
In comparison with ROZewicz's manifesto, Mrozek's attitude is completely diffe- 
rent. He has always been sarcastic as regards theatrical experimentation and avant- 
gardes. It is enough to remember the well known scene in which Stonril from The 
Tango shouts: "Give me a God, and I'll nrake an experinlent out ofhinl!" The tempta- 
tions of originality or harbingering were alien to hinl and his artistic dictun1 was, as he 
put it in a letter to Jan Bloitski, "to steal a look and develop". It is rn this way tlmt he 
was constructing his theatre, glanced at and developed various ideas, theatrical devi- 
ces, sometimes filnl devices. 
It the titles of the essays devoted to Slaughterhouse and The Emigrants (R.::-e::nia, 
Emigranci), the plays which directly follow each other in Mrozek's output (they were 
published in 1973 and 1974) there appear such categories as dramaturgy of '7" and 
dramaturgy of '7 and Thou". The ain1 of the author was to underline the unquestiona- 
ble disparity of the two dran1aturgical models which are also discussed in the IntlV- 
duction. 
The book ends with the discussion ofthree monographic works devoted to Mro- 
Zek's oeuvre: Jan Bloitski's Complete Plays ofSlml'Omir Afro::ek, Malgorzata Sugie- 
ra's Slml'Omir Afro::ek's Dramaturgy; and Galina Stephan's Afro::ek.
		

/td_Page_247_0001.djvu

			ZUSAMMENFASSUNG 


Das Buch setzt sich aus Studien zusanmren, die hauptsiichlich den Theaterstiicken 
vonWitold Gombrowicz, Tadeusz Roiewicz und Slawomir Mrozek gewidmet sind. 
Auf der Suche nach der Antwort auf die Frage: Was bildet rUT diese Schopfer das 
Wesen des Theatralischen und des Dran1atischen? - greift der Autor auch auf narrato- 
rische Werke zuriick, die, in nuce, gewisse typisch dran1atische Situationen enthalten. 
Urn diese zu beschreiben, wendet er den Begriff der Dranmturgie "Ich und Du" an, 
den er in Anlehnung an Philosophie des Dialogs erschaffen hat, indem er vor alien 
Dingen den Nanren Martin Buber angerUhrt hat. 
In dem Gombrowicz gewidmeten Teil fanden, au/Jer erner kurzen Charakteristik 
seines Theaters, Studien ein, die auf drei Theaterstiicke zutreffen und einen besonde- 
ren Platz inl Gesan1twerk des Schriftstellers annehn1en, indem sie die F om1 eines 
ausdriicklichen Triptiks annemnen. Seine "Seitenfliigel" bilden Werke. die schon mit 
ihren Titem an Operette ankniipfen, also an die yon Grund aus hOhere intellektuelle 
Anspriiche ausschlieBende Fom1 (der Autor selbst schreibt iiber "gottlichen Idiotis- 
mus" der Operette), das inl mittleren Bild angebrachte "Slub" dagegen wurde yon 
Anfang an yom Autur als Meisterwerk yom gleich hohen Rang wie "Hamlet" oder 
"Faust" vorgesehen. 
In den den Theaterstiicken yon Rozewicz und Gombrowicz gewidmeten Teilen 
sind jeweils acht Studien yon einem sehr unterschiedlichen Umfang zu finden. Einige 
yon denen haben einen synthetischen, andere dagegen einen eher analytisch-auslegen- 
den Charakter. Rozewicz. der seine Reflexion iiber das Theater in seine Theaterstiicke 
fast yon Anfang an mitverflochten hat (an dieser Stelle geniigt es etwa an die beson- 
ders erweiterten Didaskalien in "Akt pr
el')"'an)''' zu erinnem), hat selbst auf eine 
Perspektive der Synthese hingewiesen, indem er den kanonischen Text yon "Kartote- 
ka" nach iiber 30 Jahren "innerlich zersplittert" hat. Das inl Jahre 1992 auf der Biihne 
"Scena Kanreraffia" inl Teatr Polski in Wroclaw durchgerUhrte Experiment war ein 
Versuch, dieses Theaterstiick in der Realitiit der neunziger Jahren aufzurUhren. Dies 
war also eine historische und durch den Verlauf der Zeit bestinm1te Perspektive, und 
gerade dieser Zeitverlauf hat den Regisseuren yon "Kartoteka" inm1er mehr Proble- 
me mit dem Alterswerden des Heiden bereitet. Eine andere Perspektive verfolgen Z.B. 
Uberlegungen yon Rozewicz iibers Schrun1pfen "des Freiraun1s des Wortes". 
Der Ausgangspunkt jeder der Studien bilden eigentlich Fommlierungen und Be- 
griffe, mit Hilfe deren der Kiinstler selbst das Wesen seiner Theaterauffassung bestinl- 
mte. Diesen Teil des Buches schlieBt eine meta-theatralische Reflexion yon Roze-
		

/td_Page_248_0001.djvu

			248 


STANISLAW G
BALA - Tea/ra/nase I drama/ycznose. Gambrawlcz - R6zewlcz - Mrozek 


wicz, die ihren Ursprung nach auf seine Gespriiche mit Kazin1ierz Braun verfasst 
unter dem Titel "Je
yki teatm" - zuriickgreift. Dies ist das groBe Manifest des avant- 
gardistischen und experinlentellen "Neuen Theaters", in dem sich ,,neue Sacrun1- 
Synthese" verwirklichen wird. 
Beide Gespriichspartner sind gleichemmBen begeisterte Berurworter dieser The- 
aterauffassung, die yon ihnen in den beinahe mystischen Kategorien betrachtet wird, 
indem sie Z.B. tiber " das gelobte Land des Theaters" sprechen. Rozewicz - ohne 
seinen ausgepriigten Stulz zu verheinllichen - stellt fest, dass ibm gelungen ist, den 
Fehler yon ,Jdassischen" A vantgarden zu entgehen, welche bei einem sehr beschriinkten 
Kreis des Theaterpublikun1S den Einklang gefunden haben ( wie z.B. Teatr Labolato- 
riun1 13 R
ow Grotowskiego), wiihrend seine Theaterstiicke ein breites - beinahe 
nmssenhaftes Publikun1- gelockt haben. Fiir die wichtigste Aufgabe des Theaters hal- 
ten diese eins-tinmrig " den Blick in die Zukunft" und stellen die erwarteten ,,NEUE 
Kunstbewegungen" - den "Theatemmseen" entgegen. 
Auf dem Hintergrund des Manifests yon Rozewicz un1 so mehr zeichnet sich die 
vollig entgegengesetzte Ansicht yon Mrozek, der sich tiber Avantgarde und theatrali- 
sche Experin1ente inmrer mit Smkasmus iiu/Jerte ( rUhren wir da etwa den bekannten 
Stonrils Ausruf yon "Tango" an: "Gebt nrir den Gott und ich werde aus ibm ein 
Experinlent machen!") . Er war den Versuchungen der Originalitiit und des Vorliiufer- 
streben fremd geblieben, und das Motto seines kiinstlerischen Schaff ens hat er mit 
folgenden Worten (in einem Brief an Ian Bloitski) ausgedriickt: "Am besten ist es, zu 
beobachten und das Gesehene weiterzuentwickem". Und auf dieser Basis hat er auch 
sein Theater gebaut indem er verschiedenartige Ideen und "Tricks" yom Theater, 
und auch yom Film beobachtet und weiter entwickelt hat. 
In den Titem der Studien tiber "R.::-e,:,"ia" und "Emigranci" , also tiber die The- 
aterstiicke, die inl Schaff en vun Mrozek direkt nebeneinander liegen (diese wurden 
1973 und 1974 veroffentlicht), kan1en Begriffe Dran1aturgie "lch" und Dranmturgie 
"Ich /lnd D/I" zun1 Vorschein. Die Absicht des Verfassers war es, den grundlegenden 
Unterschied zwischen diesen beiden Modellen der Dran1aturgie zu betonen, was auch 
inl " Irstep" erortert wird. 
Den Abschluss des Buches bildet die Erorterung vun drei Monugraphien tiber das 
Schaff en vonMrozek, deren Verfasser Ian Bloitski (fJ's::ystkie s
t/lki Slml'Omlra Afro::- 
ka), Malgorzata Sugiera (Dramat/lrgia Slml'OmiraAfro::ka) und Halina St<;pieit (Afro- 
::ek) sind.