/img0001_0001.djvu

			, 
I' 
.
 


, 
.., 


Ilustrowany Tygodnik dla Indn, poświ
cony nance, rozrywce i zabawie. 


Wychodzi co piątek objętości 16 stronnic. Prenumerata kwartalna wynosi w urzędach pocztowych w Niem- 
czech 1 markę 25 fen.,. z odnoszeniem <1;0 domu 1 markę 40 fen, W Austryi 1 złr. bez stempla. 
Wprost z ekspedycYJ pod opaską w NIemczech 1 markę 60 fen., w Austryi 1 złr. bez stempla. 


Nr. 22. 


Rok II. 


Mikołów, dnia 29. maja 1896. 


".tI,lIl@ DIIDIi
(ł(ł 
Powieść historyczna z czasów wojny francuzko-niemieckiej 1870-1871, 
przez ś. p. Karola Miarkę. 


(C i ą g d a I s z y.) 


"Ciocia to Polak i katolik! uważałaś, 
jak pobożnie ręce złożył i z łzawem okiem 
się modlił?" na to się Niemiec nigdy nie 
zdobedzie !" 
. 
"Widziałem, jak medalik i szkaplerz, 
ukryty na piersi wydobywał i nauożnie ca- 
łował!" 
. "Ciociu!" pyta się Piotr z obawą, 
"WIęC go nie skażemy na śmierć?" 
"Przysięgałam zemstę Niemcom, ale 
me Polakom!" odpowiada Anna stanowczo. 
. 'JAle nasi koledzy go zabiją!" odzywa 
SIę PIOtr. 
"Kto? nasi koledzy? bez mojego roz- 
kazu?" pyta się dumnie Anna "frankt)'rerzy 
francuzcy nie zabiją nieszczęśliwego Po- 
laka! " 
Po długiej naradzie uchwalono, że Jó- 
zef musi zostać więźniem aż do końca woj- 
ny, a dla bezpieczeństwa, ukrywać się tym- 
czasowo w jaskini, aż go przeprowadzą 
na wygodniejsze miejsce. Ogłoszono to mi- 
gami i słowami, ile zdołali się porozumieć; 
opat
zono go żywnością i wodą, a na- 
reSZCIe zaprow!tdzono powtórnie do kryjówki. 


"N a z a ID k U." 
N a zamku państwa Rostek, któremu 
należały Swierkowce, panuje wielka radość 
z powodu listu, który odebrała Wielmożna 
Pani od syna, służącego przy armii. Przez 
długi czas czekała na wiadomość o jedy- 
naku; z każdym dniem powiększała się oba- 
wa, że go spotkało nieszczęście j z bojaźnią 
czytała smutna matka nadeszłe S}}1sy pole- 
głych i rannych, lękając się, że między nie- 
szczęśliwymi znajdzie imię najukocha{lszego 
syna, a smutek z panią podzielali słudzy i 
cała wioska, ponieważ panicz był dobro- 
dusznym młouzie{lCem, od którego, jako od 
przyszłego pana, wiele się dobrego spo- 
dziewali. 
Dla tego, gdy się dworzanie dowiedzieli, 
że listonosz przyniósł list wojskowy, wszyscy 
opuścili robotę, garnąć poczęli się do zamku, 
aby. się dowiedzieć o powodzeniu drogiego 
pamcza. 
Przeczytawszy list, wybiegła z rado- 
ścią Wielmożna Pani do zgromadzonych, wo- 
łając "panicz zdrów! pozdrawia wszystkich! 
jenerał posunął go na kapitana!"
		

/img0002_0001.djvu

			338 


Odpuść nam. 


"Niech mu Pan Bóg błogosławi!" Niech 
go Naj8w. Panna zachowa!" oupowiadali z 
rozczuleniem poczciwi robotnicy, a stary 
włódarz dodał z ukłonem: "A jak Wielmożna 
Pani odpisze, prosimy pokornie od nas przyła- 
czyć pozdrowienie i donieść, że każdy wi
- 
c
6r 
l Bożej M
k
 odmawiamy za panicza 
Lltamą do BozkleJ Opatrzności!" 
,,
oczciwe dzieci! napiszę wszystko, 
aby 
l1lał od nas pociechę, a jak powróci, 
pewme wam to nagrodzi!" 
-. ,,1\IJ:" to r:ie czynimy dla nagrody, lecz 
z przywlązama do Wielmożnej Pani i do 
panicza!" . 
"Niech wam Pan Bóg nagrodzi, po- 
czciwe dzieci; lecz, abyśmy wszyscy po- 
dzielili się radością, przeczytam wam list 
syna mojego: 
"Najukochallsza matko! 
Nieustanne marsze, codzienne walki z 
franktyrerami, brak wszelkiej konmnikacyi 
z P?
ztą, p.onieważ na ostatniem skrzydle 
armn operuJemy, są główną przeszkodą, że 
prędzej nie mógłem najukochallszej mateczce 
wiadomości o mojem powodzeniu przesłać. 
Dzięki Bogu, zdrów jestem i ocalony zostałem 
z mnóztwa niebezpieczeństw. Opatrzność 
llozka widocznie sie mna O I )iekuie o czem 
, lo "... 
 , 
s
ładcz'y 
astępują?; zdarzenie: Przed pię- 
CIU dmanll zabrahsmy w pewnej jaskini 
36 fi-anktyrerów, między nimi młoda uzbro- 
joną dziewczynę, która się broniła do upa- 
dłego. Wierząj mi, że mi żal było młodej 
franktyrerki, któr::;, widocznie nie należała do 
pospolitego ludu; lecz żołnierze uie podzie- 
lal.i moje usposobienie, owszem, mniej uwa- 
żaJąc na franktyrerki, rzucili się na bolła- 
terkę i p o g orace-i walce rozbroili J 'a żada- 
" J " 
 
jąc odemnie doraźnego sądu, i skaza- 
nia jej na śmierć. Wierzaj mi najdroższa 
mateczko, że wolałbym był rzucić sie na 
grzmiące armaty, jak wyrzec wyrok śmierci 
nad młodą dziewczyną, która broniąc oj- 
czyzny dostała się w nasze ręce. Gdy ka- 
załem powiązać franktyrerów i wraz z dziew- 
czyną odprowadzić jako jeńców do głównej 
kwatery, żołnierze wprawdzie wypełnili mój 
rozkaz, lecz z ponurem szemraniem nad 
ll.ł0ją łagodnością. Dziewczyna, do której 
SIę pr
yłączyła starsza siostra, z początku 
z najWiększą pogardą odwróciła się odemnie, 
lecz przy od.chodzie przystąpiwszy do mnie, 
rzekła: "MóJ Panie, ponieważ, jak pozna- 
łam z rozpraw twoich żołnierzy, wasz od- 
dział należy do polskich pułków, dla tego 
powierzam wam, że w kryjówce tejże ja- 


skini znajduje się jeniec, jeden z waszych 
rodaków. " 
"Za jf'j wskazówką znależliśmy żołnie- 
rza, który wychwalając szlachetność dziew- 
czyny, . dziękował jej i nam za wybawienie 
z podzIemnego więzienia. Ponieważ mój 
słnga zach
r?wał, zostawiłem go tymcza- 
sowo w mOJeJ służbie i dzieku-ie Pann BoO'u 
tk .. " 
, b 
za a, wlern
go 
ługę, który w dzisiejszej 
pot
Tczce ocalIł nn życie, ofiarując siebie Z
l 
mme. . 
d'y kl
la nieprzyjacielska złamała 
w rękoJesm mOJą szpadę, i gdy mnie bez- 
bronne
o 
aczepił olbrzymi francuz i już 
po
no
lł nnecz do ostatniego, cięcia, któreby 
mme mech

nie było pozbawiło życia, przy- 
skocz
Tł 
noJ nowy .sługa i zasłaniając mnie, 
nar
zlł .Slę na na
wlększe niebezpieczCJ'lstwo, 
odbl.el
aJąc za mme okropny cios. Mój wy- 
bawICIel leży w lazarecie, lecz podług wy- 
ro
u .leka
'zy w
ró!,ce ,w
zdrowi
je, ponie- 
waz l ana Jego me Jest smlertelną. N ąjdroż- 
sza mateczko, zamów u pobożnego ks. Pro- 
b(Jszc
a nabożell.stwo na moją intencyą i 
pozwol wszystkun sługom i robotnikom 
w?l.ny dzień,. a
)y się ,,:raz z tobą pomo- 
dhh, za mme l za mOjego wybawiciela. 
Wł:lśnie teraz dowiaduję się, że mój po- 
czmwy sługa nazywa sie Józef StacllOń 
i pochodzi .z
 
wierk?wc;,.. Dowiaduj się 
o Jego rodzune l pocIesz Ja ile możesz 
.. ...... " , 
w mOJem ll1uemu. 
Posyłam ukłony do ks. Proboszcza 
poz
r
wiam cały nasz dwór i wszystkicl
 
wło
Clan, 
tórzy 
 mnie pamiętają. Bóg 
z 'l obą, na.Ju
o
hansza, nąjdro
sza, jedyna 
mateczko, ktorej w duchu całuję rączki. 
N ajukochańszy syn 
Władysław. 
Jenerał mianował mnie ka- 


"Przypis: 
pitanem. " 
Już podcza.s czytania dały się słyszeć 
ciche łkania, które przy kOllCu listu prZ.e- 
mie
iły się w głośne modły za łaskawego 
pamcza. 
"Przepraszam "\Vielmożną Pani
l'" ode- 
zwał się sędziwy włódarz, "znamy wszyscy 
poczciwego Stachonia, W na pani znała jego 
niebożczyka ojca, naszego starego kołodzieja 
Wacława!" 
"Wacława? co moją pokojówkę pojął 
za żone?" 
, 
Ten sam tQ, a Józef, który ratował 
naszego panicza, jeRt syn jego! lecz niebo- 
rak, on na wojnie, a tymczasem lichwiarze 
odzierają jego ubogą rodzinę!"
		

/img0003_0001.djvu

			Odpuść nanl. 


339 


Właśnie dziś dziela sie je g o ma-iat- 
" " ". 
 " 
kiem, jak mi opowiadala Mar)Tsia Niedzie- 
lowa!" 
Włódarzu, każcie zaprzągnąć, pojadę 
do 

ierkow('a!" rozkazała pani i powró- 
ciła do zamku. 
Oj, spiesz Wielmożna Pani, boć nie wy- 
powi:dziana nędza u poczciwej Magdaleny, 
która od dwóch tygodni łoża boleści nie 
opuHciła. Febra nerwowa, wskutek nadzwy- 
czajnych wysil dl, jużto wskutek hezsennych 
nocy podczas choroby dziatek, opanowała 
wyczerpane siły i groziła niebezpieczeń- 
stwem. Hanusia nie opuściła chorej, i jak 
siostra miłosierdzia z ciel1)liwością i wy- 
trwałościa otaczała ja najtroskliwsza opieka, 
wójt Mar
in dostarcz
ł rady i pomdcy; lec"z 
wszelkie domowe lekarst.wa, które sasi
1(lki 
dostarczały nie przyniosły ulżenia.' Cho- 
ciaż bowiem gwałtowna gorączka nieco 
ustała, jednak słahość i bóle piersiowe, po- 
łączone z suchym kaszlem nie ustępowały." 
Było to w poniedziałek z rana, kiedy 
do Świerkowca przybył Rombaum i prostą 
drogą udał się do chatki Magdaleny, która 
co dopiero zasnęła była. Hanka niemało 
się przel'ikła, gdy niespodzianie stanął w iz- 
bie garbaty Berek, i ochrypłym głosem 
zapytał się: "czy tu mieszka Magdalena 
Stachoniowa ?" 
"Mieszka tu, lecz ciężko choruje i wła- 
nie co usnęła", odpowiada Hanka cichym 
głosem, aby chorej nie ocucić, 
"Któż to przyszedł", odzywa się prze- 
budzona ::\tragdalena. "Ej to ja, wasz przy- 
jaciel Berek z miasta!" 
" Witajcie Panie! przychodzicie w smutny 
cza:s! oto choruję już długo, wprzód dzieci 
chorowały! " 
Gdy Berek oprócz kiwaniem głowy 
l kwaśnem "hm! hm!" nic nie odpowiadał, 
prosiła smutnym głosem chorująca: "Zlituj- 
cie się panie nad ubogą wdową, która wam 
dług do ostatniego szelążka zapłaci, skoro 
ty lko wyzdrowieje. LL 
Żal mi was, lecz czekać nie mogę 
żadnym sposobem !'L 
"Zlitujcie sie nad dziećmi mojemi. ubo- 
giemi sierotami! 
 prosi Magdalena z pła- 
czem. 
"Nie mogę! LL odpowiada stanowczo 
Berek. 
Chciała chora powtórzyć prośby, lecz 


, napad kaszlu przeciął jej mowę tak, że po- 
kilku minutach bezsilnie upadła na wez- 
głowek. 
Berek usiadł na ławie obok okna, li- 
cząc coś na palcach, spluwając i w meza- 
dowoleniu szarpiac l'uda brode. 
Dzieci, bojące się' żyda: z począt.ku 
stały za piecem, a dopiero po odstąpieniu 
jego zbliżyły się do mat.ki, otaczając łoże, 
Jak gdyby ją bronić chciały przed natręt- 
nym człowiekiem. 
" Nie płaczcie dzieci moje! LL rzekła sła- 
bym głosem matka, której serce macierzyń- 
skie więcej ciel1)iało na widok płaczącej 
dziatwy, jak nad jej chorobą i osobistą 
niedolą. 
"Nie, moja Stachoniowa ", odzywa się 
żyd po uspokojeniu się dziatek, "nie trzeba 
najpierw 
kończyć nasz interes. LL 
"Boże miłosierny, skłoI} łaskawie tego 
człowieka do miłosierJzia! modliła sie z 
głębi serca Magdalena, a potem rzekła' do 
Berka: "Widzicie naszą nędzę! jakże wam 
dziś zapłacić mogę ?'L 
"Podpisaliście weksel na 70 tal., dziś 
jest płatny i jakbym dziś nie żądał pienię- 
dzy, to mój weksel przepadnie!" 
"Boże, któryś ratował Agarę i wdowę 
w Sarepcie", modliła się półgłosem Magda- 
lena, wybaw i mnie dziś z przy.krego po- 
łożenia! " 
Nim modlitwy skończyła, pokazał jej 
się we drzwiach otyły szachraj Rombaum, 
wołając gniewnie: 
"I czemuście mi nie posłali moją 
krowę i moją Hwinię? przecież wam pisałem 
i zapłaciłem jeden srebrnik od pisma! czło- 
wiek jeszcze ma stratę z takiemi ludźmi. " 
"Słuchajcie panie Rombaum", odpo- 
wiada Berek, wydobywając weksel z kie- 
szeni, "krowa i świnia należy do mnie, bo 
Magdalena 
tachOll podpisała weksel i od- 
powiada całem majątkiem za mój weksel." 
"Co mnie do waszego weksla?" krzy- 
czy Rombaum, pokazując Berkowi kawa- 
łek papieru, "oto Magdalena Stachoń sprze- 
dała mi przed ćwierć rokiem krowę i świ- 
nię i (lla tego są moim majątkiem, rozu- 
miecie? LL 
"Ona nie miała pl'awa sprzedawać, ani 
krowy, ani świni, bo przedtem podpisała 
weksel, rozumiecie? hę! 

 
(Ciąg dalszy nastąpi.) 


Ci) ' (iJ 
... c--,,

" .
		

/img0004_0001.djvu

			340 


RoteriR. 


SOTERIS
 


Opowiadanie z czasów cesarza Maximina. 


(D o k o ił C z e n i e,) 


Gdy się naSI wędrowcy zbliżyli do ka-. 
plicy poczęli im ludzie z wielkim szacun- 
kiem robić przejście, ciekawi spoglądali na 
nich, jedni drugim coś na ucho opowiadali. 
Wszyscy go tu prawie znali, wszyscy sza- 
nowali nie tylko dla wieku, dostojellstwa, 
ale jeszcze z innego powodu zwłaszcza w 
dniu dzisiejszym. 
Czytelnicy łatwo odgadną, kto to był 
ten starzec, Pół wieku minęło, jak Am- 
broży na tern miejscu pochował zwłoki św. 
Soteris. Od tego czasu co rok tu przyby- 
wał; jego hojności zawdzięczała kaplica 
ozdoby i sprzęty kościelne, z jego polece- 
nia utrzymywano też piękny ogród na około 
kaplicy i w zimie nawet, 
Już przed wielu laty pogrzebał Ambroży 
w tej kaplicy ojca swego, senatora Aure- 
liusza Semproniusza, tu przygotował grób 
i dla siebie, tu go wyprzedziła żona i syn 
ze swoją żoną. Małżonka jego była kre- 
wną św. Soteris, tym sposobem węzłami 
krwi ścieśnił wiez y duchowe łaczace g o z 
. . . 
patronką rodziny. 
Marcelina na Wielkanoc zeszłego roku w 
bazylice księcia Apostołów przyjęła zasłonę 
dziewiczą z rąk papieża Liberyusza, dziś w nią 
przybrana po raz pierwszy przyszła przed- 
stawić się tej, co ją od dawna do tego po- 
woływała. Z tego powodu bardziej uro- 
czyste było dzisiejsze święto dla tej rodzi- 
ny niż po inne lata. Ale i starzec był w 
dniu dzisiejszym dziwnie jakoś wzruszony. 
U bram kaplicy przyjął Ambrożego 
sługa kościelny i wskazał jemu i jego ro- 
dzinie miejsce honorowe w pobliżu ołtarza; 
Ambroży jednak uklęknął tuż przy sarko- 
fagu świętej i począł się gorąco modlić. Ze 
wzruszeniem świętem ucałował zimny mar- 
mur mieszczący w sobie jej relikwie, a usta 
poruszające się i oczy zwilżone łzą świad- 
czyły o gorącej jego modlitwie. 
Byłby tak klęczał Bóg wie jak długo, 
aż wreszcie Satyr zbliżył się do niego i 
wezwał go do powrotu. Ze łzami w oczach 
podniósł się starzec, we drzwiach kaplicy 
raz jeszcze stanął i wzrokiem jeszcze się że- 
gnał, poczem rzekł wzruszonym głosem: 
"Moje dzieci, ostatni raz modliłem się dziś 
na grobie świętej, wnet już zakOllczę ten 
żywot. Wiecie, jakie jest ostatnie moje ży- 
czenie, pochowajcie mię u jej stóp; wiem, 


że ona zezwoliłaby na tę łaskę. Ona przyj- 
dzie też w ostatniej chwili do mnie i WJ)l"O- 
wadzi mię do przybytków niebieskich..." 
Więcej nie mógł od wzruszenia mówić 
i milczac wrócił do miasta. 
Aż' nazbyt prędko sprawdziło się prze- 
czucie starca. Tejże nocy dostał febry, a 
w dziell urodzin świętej miał zakończyć życie. 
Otoczony wnukami spoczywał starzec 
na łożu 4miertelnem, naraz rozjaśniło się 
jego oblicze, długo przymknięte powieki 
podniósł i zawołał: "Soteris, moja pani!" i 
oddał Bogu ducha. 
r znowu upłynęło lat dwadzieścia i pięć 
i nadszedł dzień poświęcony czci św. Sote- 
ris. Z blizka i z daleka zeszło się pielgrzy- 
mów do kaplicy wielu. Jakiś biskup o po- 
ważnem obliczu odprawia mszę św. przed 
ołtarzem, po Mszy św. poczyna się modlić 
przy grobie, na którym widnieje napis: 
"Aureliusz Alllbrosius in pace", poczem w 
towarzystwie starszej kobiety i młodego czło- 
wieka opuszcza kaplicę. 
"Któż to jest ten biskup i ci co z nim 
poszli?" zapytał jeden z pielgrzymów ko- 
ścielnego. 
To jest Ambroży, sławny biskup z Me- 
dyolanu, staruszka to jest Monika, a mło- 
dy człowiek to jest j
j syn Augustyn, sła- 
wny mówca, którego nawrócił Ambroży 
swemi kazaniami. 


Kilka szczegółów historycznych 
o świętej Soteris. 
Akta męczeńskie św. Soteris zaginęły. 
'ro, co o niej wiemy, znajduje się w pi- 
smach św. Ambrożego, gdzie ją przypadko- 
wo wspomina, przed paru laty, gdy kata- 
komby rozkopywano, przybyło parę szcze- 
gółów do tego. 
Sw. Ambroży w piśmie swojem: Upo- 
mnienie do dziewictwa (de c ohort:a:tione 
virginita tis Cp. 12) odzywa się do dzie- 
wic chrześcijallskich, by zarzuciły próżność, 
wskazując im w tym względzie przykład 
św. Soteris. 
Lubo zacnej urody oblicza i szlachet- 
nego rodu, więcej sobie ceniła wiarę, niż 
sławę przodków, pomiędzy którymi było 
kilku konfilów i prefektów miasta. Kazano 
jej ofiarować bogom, a gdy odmówiła, ka-
		

/img0005_0001.djvu

			Soteris. 


341 


zał ją sędzia policzkować, by przyciśnięta 
bólem i wstydem ustąpiła. Usłyszawszy 
ten rozkaz, odsłoniła sama oblicze, które 
tylko wtedy dla męczellstwa zostawało nie- 
zakrytem; nadstawiła sama oblicze, by po- 
nieść cierpienie tam, gdzie skromność czę- 
sto tak wiele cierpi. Cieszyła się, że za 
cenę swojej urody ocali wstydliwość. Choć 
oblicze jej skrwawili i zranili, piękności je- 
dnak jej duszy naruszyć nie mogli. 
W drugiem piHmie o dziewicaelI (de 
v.irginib.us Li b. III. Cp. VI.) zwraca się 
święty biskup do swojej siostry lVIarceJiny, 
która w j53 lub 354 roku przyjęła zasło- 
nę dziewiczą z nlk papieża Liberym\za tcmi 
słowy: 
"Na co nam szukać przykładów dla 
ciebie, droga siostro, kiedyś wychowana 
do dziedzicznej skromności mając w rodzi- 
nic naszej przykład ntęczcnniczki Soteris. 
\V oczach prześladowalI zdobyła sobie pal- 
me mcczel'1ska przez takie obchodzenie sie 
z 
ią, 'jakiego' używano tylko względem nie
 
wolników. Zniosła to z odwagą i wy trwa- 
łOf
cią, że prędzej kaci znużyli się dręcze- 
niem jej, niż ona cierpieniem. Nie usunęła 
głowy, nie odwróciła oblicza, z ust jej nie 
wymkneło sie żadne westchnienie, żadna 
łza nie popłY;1ęła z -jej oka. Zwyciężywszy 
tę i inne jeszcze tortury, została Hciętą, jak 
tego gorąco pragnęła. 
.Martyrologium Rzymskic pudaje jako 
dziell męczellstwa św. Soteris szóstego lu- 
tego, ale oprócz tego święci się nadto jej 
pamięć jeszcze 10 lutego. Dziel1 szósty lu- 
tego był dies passionis natalis, dziell 
męczC1'1stwa, 10 lutego za
 dziel} urodzin 
(hum anita ti s exordia,) Pomiędzy lllę- 
czelmikami Kościoła rzymskiego tylko 
w. 
Aguieszka ma dwie podobne uroczystości, 
jest to więc znakiem, że św. Soteris dozna- 
wała wielkiej czci w Kościele. Podług źró- 
deł kościelnych śmierć Swiętej przypada na 
rok 304 za rządów cesarza Dyoldecyana i 
Maksymiana. \V najstarszem martyrolo- 
gium HW. Hieronima znajdujemy wzmiankę, 
że ją obok katakom b ścięto. R o m a e S 0- 
terem virginem in coemeteris passam. 
O katakombie przy drodze apijRkiej, 
nazwanej katakombą św. Soteris, pisał Rossi 
w II tomie R o m a S o t t e l' a n c a. Stanowi 
ona osobny oddział w sieci katakomby zwa- 
nej, dziś katakombami św. Kaliksta. Obok 
dawnego wchodu do katakomby wznosi się 
kaplica, tak zwana c e II a 111 e m o r i a e z 
trzema absyda,!l1i czyli myszami. Zdaje się, 
l!! 
'" 


że była już ona przed męczeństwem SWlę- 
tej i służyła jako mauzoleum, czyli grób ro- 
dzinny. Odnowiono ją za czasów papieża, 
Stefana II, 752 roku. Z powodu natłoku 
zwiedząjących katakomby, rozszerzono selw- 
dy wiodące z kaplicy do katakornb. Na- 
przeciw tej kaplicy jest małe cu b i c u l um, 
tak, że obie razem tworzą dość obszerny 
podziemny kości6ł. W kaplicy nie ma ża- 
dnych ozdób, ani malowideł, ani marnlU- 
rów, jest tylko zagłębienie w murze po pra- 
wej stronie, gdzie stała lampa. Tu złożuno 
tymczasowo zwłoki św. Soteris: potem do- 
piero za czasów Konstantyna, gdzie się prze- 
śladowanie skończyło przeniesiono je ztąd 
do kaplicy na górze, gdzie były aż do cza- 
sów papieża Sergiusza (844-846.) Kośció- 
łek był już wtedy blizki zawalenia, papież 
przeniósł wtedy relikwie do bazyliki św. 
lVIarcina, znajdujemy je bowiem w spisie re- 
likwi tam się znajdujących, Naprzeciw tcj 
podziemnej kaplicy jest komora okrągła: 
cubiculum Entychiorum, tu znajdują się 
kamienie grobowe członków rodziny Florii 
i Florentii, między nimi są zapewne i przod- 
kowie św. Soteris, (Por. de Rossi: Roma II 
stron 40.) 
Sw. Ambroży pochodził z rodziny Au- 
reliuszów i podpisywał się pełnem imieniem. 
Aureliusz Ambrosiusz, rzecz to znana (por. 
w tym względzie de Rossi, Bulett lt\65 str. 
15); św. Soteris była jego cioteczną babką 
Zwłoki św. Ambrożego, jego brata Satyra 
i siostry lVIarceliny spoczywają w lVIedyo- 
lanie, ale grób rodziny był w Rzymie, jak 
to widać z napisu na grobie lVIarceliny. 
Znaczną ilość grobowych kamieni członków 
tej rodziny odkrył de Rossi w pobliżu ka- 
phcy św. Soteris. lVIiędzy nimi jest kamiell 
grobowy Aureliusza Satyra, inny położony 
przez siostę Aurelię bratu Aureliuszowi Ty- 
cyanowl. 
Jest jeszcze druga dziewica tegoż imie- 
nia S oteris , również męczennica, jej pamiątkę 
obchodzi Ko
ciół św. 10 maja; trzecia tegoż 
.. lo .. .. .. 
llmema spoczywa wraz z mnyml męczen- 
nikami przy Via C a b i c an a. 
Przy kaplicy świętej zało
no cmentarz, 
gdzie się chowali wierni, by się polecić mod- 
łom świętej i modlitwom wiernych nawiedza- 
jących to miejsce. Około IX wieku po prze- 
niesieniu jej relikwii do bazyliki RW. Marcina, 
stygnie nabożellstwo do św. Soteris. Oby ta 
krótka historyczna wzmianka mogła rozbu- 
dzić na nowo nabożel\stwo do niej, zwłaszcza 
wpośród chrześcijallskich dziewic.
		

/img0006_0001.djvu

			342 


Dzi
je narodu Jluh;kiego. 


Dzieje- narodu polskiego. 


(C i l! g d a I 8 Z y.) 
Polska upadająca. (1586- L 795.) 


Zygmunt III Waza. (1587-1632.) I Zygmunt byl mIody, mial dopiero lat 21, 
ale był bardzo poważny! zir
ny i ruałomównJ:' c
 
Zanim Zygmunt, którego ojciee w przyjęciu zaraz z góry Polakom SI<'; me podobało. WIęcej 
korony stawiał tcraz różne trudności, przybył jeszcze powodów do niechęci ku niemu dal na- 
Maksymilian z licznem wojskiem niemieckiem, po- stępujący wypadek. 
większonem zastępami Zborowczyków, już był pod Na początku 1586 roku wyjecllał za pozwo- 
Krakowem, i chcąc się koniecznie królem polskim leniem senatu do llewla (w Estonii) dla widzenia 
koronować, zaczął stolicę zdobywać. Ale Kraków sie z ojcem swoim. Ojciec pełen przeczucia, że 
był w ręku Zamojskiego, więc sprawa nie była Zygmunt w skutek swego oddalenia, dziedziczny 
tak łatwa. Maksymilian, nietylko, że Krakowa tron Szwecyi łatwo postradać może, namawiał go, 
nie zdołał opanować, ale poniósł (24 listopada) aby tron polski porzucił i żadną miarą nie chcial 
znaczną klęskę, że zmuszony się widział odstą- go puścić do POlski. Zdaje się, że i Zygmunt 
pić od miasta. Tymczasem -- do życzenia ojca się przychy- 
nadjechał też morzem Zyg- I 4 :1 _ (lbhJp I 
ał! bo \
y
azd s
ój opóźniał 
munt ze Szwec)'i do Gdańska, ':-,'. (\... 
., l, Ja
 mOWlOno, taJcmme uk
a- 
zkąd następnie udał sili do 0- ' . -' '71i 
 I dał SIę z dworem austryacklm 
swobodzonej przez Zamojskie- 

',!i b 
t1('¥J! J o ustąpienie tronu polskiego 
go stolicy, gdzie uroczyście .
, 
'." ) '\.'
 
 arcyksięciu Ernestowi, pod pe- 
przyjęty, 28 grudnia koronacyę :
 oj/!t.li" '
 } "" \mj;'
 wnemi dla Szwecyi korzyścia- 
odprawił. fJ;:!:.it
. " , 
:l mi. Dopiero groźby panów 
Kiedy Maksymilian uwijał ',' :t",;;l
J / t ' :;A g 

!-:i; polskich,. to.war
ysząc,} . TC
l ZY . - 
się z w
jskiem około Krako- ..W;
 ,-" (, ,/,/t J;:::-.q;; gmuntowl, ze lUny kroI wy- 
k k 2i 
 ..., 
 \ tj, 
 

 . kł . ł 
wa, usił się ta że o zdobycie ,'- _ ,-:i,' .:", . 1\ '/;, 
?+:
 
 branym zostame, s om y go 
k Ol ,I d ,
. /f " 
 ą 4'+.-' 
zam u sztyna, guzie owo- 
h;;/
 .:"';:\,: . \I; ;::


 do powrotu. 
dził Kasper Karliński, który , -
 '/J. ;;
?
,.\..1\

)! 1 / PodczaI:! kiedy król, 

W. . ił 
w różnyeh wojnach siedmiu ., \ 
': ,'f; '
 ,'ri . w Rewlu, Tatarzy zapusc1l1 SIę 
synów utraciwszy, miał już .. 
 ,
' 
 ' . 

;;\_..." .%",,' 
: pod Lwów i Tar
opo.l. 
cho- 
tylko jednego naj młodszego, w t' '. ;. 
_' 
", 'I, " '
. Ii..:' f. ' dzący?h z łup.a
lll . sCl
alI Ko- 
blizkiej wiosce u mamki się . :- łJ '< ,,'.' .
 " 1-"& ' zacy l zapędzIlI SIę az w po- 
chowającego. Austryacy do- .
, C
tffł ,,:: /'J:J;> 8iadło
ci tureckie: Turc . yana- 
wiedziawszy się o nim, pory- --

'_ ł'?9?J

1 padam
m Ko
akowr. obu
zo?a, 
waja mamke z dzieckiem i pe- ", cl :::;9,kx'r-
.....;:jf zagrozIła wOJlUl. ZamOjSkI z 
dząc je prz
d sobą, wdzierafą ,7! ';.' //!-/I ,'f

 wojskiem kwarcianem, powięk- 
się na mury, w myśli, że Kar- . /, , 
 r ?:
::c szonem hufcami ruskich pa- 
l ., k . . l I . d d . -
, ' I 
 ;V.J- 
 
 . l . ł . Z . 
lUS l na WH o \: Je ynego zle- : .. 
 '" . /Ci w
 ;:
! now, pO( ązy na gramcę. 
a- 
cka nie będzie strzelał. Załoga ,l r. p . 1',% wienie się słynnego wojownika 
poznawszy, że to syn dowódz- !{j.'!;Ir ;.-- -
 spowodowało Turcyę do rozej- 
cy, strzelać nie chciała. Wtedy N l" f 
 
 mu (16!/O) pod warunkiem, żc 
Karliński nie zważając na zgl1- "'i, .: .
:"C . Rzeczpuspolita ukróci samowolę 
bę jedynego syna, chwyta za - -- 
:.;> Kozaków. Odwrócono więc nie- 
lont rozpalony i wymawiając' Z
Bmunt III. Waza, I bezpieczelIstwo, ale tylko na 
te słowa: "Pierwej byłem Po- urodz. si" lfiłj{j r., nmarł 1632 r. pali. lat 45. kr()tki czas, gdyż Turcya doszła 
lakiem, aniże]j ojcem", podpala - obecnie do szczytu swej po- 
działo. Zginęłu dziecko, ostatnia puciecha stra- tęgi i jeszcze przed zawarciem tego rozejmu wy- 
pionego ojca, ale nieprzyjaciele zostali odparci. magała haraczu od Polski. 
Po koronacyi wyruszył znowu Zamojski prze- Tajemne układy z domem austryackim, u 
ciw Maksymilianowi, który, jeszcze nie chciał u- których potworne rozsiewali wieści nieprzyjaciele 
stąpić. Idąc 
a nim trop w trop dognał go pod króla, 8. jeszcze więc
j, gdy Zygmunt wbrew ży- 
Byczyną na Slązku. Tu przyszło do krwawej czeniu og6łneml1, bez zezwolenia stanów Rzeczy- 
bitwy (24 stycznia 1(88) w której Zamojski po- pospolitej, wziął 
onę Annę z tegoż domu (1592), 
bił na głowę stronników i wojsku arcyksięcia, poróżniły go ze znaczną cZt;:ścią narodu, a na 
wziął g,o do niewoli i osadził w Krasnymstawie, czele z potężnym kanclerzem Zamojskim. Kiedy 
podej.mując go z wszelkieru uszanowaniem. Osta- więc król po wyprawieniu uroczystości weselnych 
teczme, kiedy Maksymilian przyrzekł nie dobijać i koronacyi Anny,."wołał sejm do Warszawy, wy- 
się już o kuronę polską, został na wolność wy- stąpili l1ieprzychylni Zygmuntowi publicznie prze- 
puszczony. ciw niemu, że nie dotrzymuje paktów konwentów 
Zwycięztwo pod Byczyua ustaliło Zygmunta i że szuka przyjaźni tych, z którymi niedawno 
na tronie ,Polskim. Najpien;si Litwini, dowie- wojnę prowadził. (Dom austryacki, posiadając jnż 
dziawszy SIę o zwycięztwie uznali Zygmunta kró- Niemcy, Węgry i Czechy, wszelkich dokładał sta- 
lem, poczem wszyscy inni pu d dali":' się pud jego rań, aby i Pulskę mógł posiadać. Dla tego łą- 
rządy. czył się z nią
przez małźeństwa. ubiegał się o ko-
		

/img0007_0001.djvu

			343 


Królowa niebios. 


ronę i wszystkich używał sposobów, aby zamiaru 
tego dopiąć.) Król zmuszony tłómaczyć się z za- 
rzutów i dopiero, gdy uroczyście przyrzekł, że 
tronu na przyszłość nie porzuci i bez wiedzy- na- 
rodu nic postanawiać nie będzie, uspokuiły się 
swary. 
ejm ten nazwany Sejmem inkwizycyj- 
nym, (śledczym) smutne pociągnął za sobą na- 
stępstwa, bo upacUą już w Polsce puwagę króle- 
wską coraz więcej niweczył; zresztą rozszedł się 
na niczem. . 
W kOllCu roku 15
2 umarł Jan, król szwedz- 
ki, ojciec naszego Zygmunta, zatem tron szwedzki 
jemu się należał, bo był jedynakiem. Za zgodą 
więc sejmu wyjechał król do Stukholmu, aby ob- 
jąć tron ojcowski. Uroczyście koronowany na 
króla szwedzkiego, zostawił rządy 
zwecyi stry- 
jowi swemu Karólowi, księciu sudermańskiemu, 
a sam wrócił do Polski (15!14.) 
W roku 15U2 wybuchła wujna pomiędzy 
AllstI'yą i Turcyą. Cesarz chciał koniecznie Pol- I 
skę wciągnąć w tę wojnę, a gdy Polacy, a szcze- I 
gólniej Zamojski planom tym nie sprzyjałi, pod- 
mówił niespokojnych Kozaków do napaści na po- 


siadłości tureckie. Skutkiem tego 'ratarzy znowu 
wpadli na Pokucie i szeroko kraj pustoszyli. Ru- 
szył przeciw nim coprędzej Zamojski z wojskiem 
jakie miał i najazd poskromił (15U5.) Równocze- 
śnie wyprawił się Zamojski na Wołoszczyznę, ko- 
rzystąjąc z powstałych zamieszek, i usadził na 
hospodarstwie mołdawskim przychylnego Polsce 
Jeremiego lVIo.hyłę, jako lennika Polski. Tymcza- 
sem hetman 7.ółkiewski poskromił Kozaków zapo- 
rozkich, którzy pod wodzą Nalewajki i Łobody 
tak się rozzuchwalili, że już nie na obce kraje, 
ale wpadli na Ruś, potem na WOłYli, a ztamtąd 
na Litwę, łupiąc co się dalo. Herszt Nalewajko 
z kilku innymi naczelnikami schwytany, straco- 
nym został w Warszawie w tern miejscu, gdzie 
tcraz ulica i plac Nalewki zwane. 
Równocześnie przyszło do skutku zjednocze- 
nie większej części Rusinów, którzy byli wyznania 
greckiego z kościolem rzymsko-katolickim na sy- 
nodzie czyli zebraniu duchownem w Brześciu li- 
tewskim, które ztąd nazwano "Unią' Brzeską" 
(1596 roku.) 


(Ciąg dałszy nastąpi.) 





 
I 

P;::" I 
Królowa niebios. 
Pobożne polskie legendy i podania o Matce Bozkiej. 


XV. 
Wiek dziecięcy Pana Jezusa. 
ypiękniało na świecie,- gdy się 
Pan Jezus narodził; wszystkie 
łąki zapachniały z radości i we- 
sela, cała przyroda odmłodniała, 
a po ludzkich sel'cach powiał wietrzyk 
ożywczy. Matka Bozka z Panem Jezusem 
po świecie chodziła, prowadziła go za rączkę 
lla łąki kwitnące i zrywała Mu polne 
kwiaty do zabawy; chodziła z Nim po ludz- 
kich zagrodach i zaglądała do chat wieś- 
lliaczych, do pastuszków i pokazywała Mu, 
co ludzie robią, jak żyją. jak pracują; clLO- 
dziła z nim do kościoła na jutrznię, na 
wielka msze co niedziele i uczyła Go raczki 
małe 
łada6 i modlić się do Boga Ojc
. 
A kiedy do kościoła szli, to na część 
ich wrota kościelne same się przed nimi 
otwierały, dzwony same dzwonić zaczynały, 
świece na ołtarzach same się zapalały, księgi 
same się rozkładały, a msze same się od- 
prawiały, bo w małym Jezusie Boże Dzie- 
cię poznawały. I 
A kiedy Jezus dorastał, to Go Matka 
pracować uczyła, aby po próżnicy czasu I 
nie tracił. 
I widzieli ludzie na polu za pługiem 
Jezusa Pana; złoty pług w cztery konie 

aprzężony był, ą na jednym koniu siodło 


C i ą g d a I s z y.) 
leżało, a na siodle Pan Jezus siedział i orał 
rolę, jak prosty kmieć. 
O południu Matka spracowanemu Sy- 
naczkowi śniadanie na pole wynosiła i kiedy 
wypoczywał, ocierała mu dłonią uznojone 
czoło i rozmawiała jak dobra gospodyni 
z Nim i llarauzała się: "Cóż będziemy siali 
na tej świętej l"oli?.." A półkopków trzy- 
sta stawało na jednym stajaniu, aby do- 
bl'ym ludziom chleba nie zabrakło, skoro 
Pan Jezus sam na nich w pocie czoła 
swego pracował, 
Ale że ludzie, jak to ludzie, chleba nie 
szanowali, bo gdy go zadużo mieli, miotły 
sobie z kłosów robić poczęli i marnowali 
dary Boże, więc im ziemia tyle rodzić prze- 
stała; stało się to zaś z takiej przyczyny: 
Raz Pan Jezus z matka szli droga 
w upalny dzień, a pić im się chciało, i 
głodni byli, że ledwo wytrzymać mogli; na- 
potkali chałupę z kraju wsi, więc Pan Je- 
zus rzecze do Matki: 
"Matuchno, wejdźmy do tej chałupy; 
napijemy się wody i poprosimy chleba." 
A Matka Bozka na to: 
"Dobrze mój synku, zobaczymy też, 
czy tu ludzie są uczynni i miłosierni." 
W eszli do chaty i trafili na złą gospo- 
dynię, co wykrzykiwała i pomstowała na 
dziecko, że płakało; zobaczyli, jak piekąc 
chleb, właśnie, chwyciła z pieca podpło- 


.
		

/img0008_0001.djvu

			344 


Wielkopolska i Wielkopolanie. 


myk i rzuciła nim na płaczące dziecię, I 
a Matce Bozkicj odfukll
ła z gniewem: 
"Niema tu chleba dla dziadów! 
a choćby był, to nie dla was. Wy- 
noście się z chałupy! me stójcie mi 
po próżnicy!" 


Najświętsza Panna rozżaliła się bardzo, 
a Pan Jezus rozgniewał SIę kazał, aby 
odtąd zboże tyle ziarna, co dawniej nie da- 
wało; więc skurczyły się kłosy przez jedną 
niedobra niewiaste twarde g o serca. 
, , 
(Ciąg dałszy nastąpi.) 


.
I

;
r--J
.. 


Wielkopolska i Wielkopolanie. 


(D o koń c z e n i e.) 
Jechał Marek, na jarmarek, na potarzyn
. 
Kupił sobie. łokieć sukna, na łachmanin
. 
Kupił sobie, łokieć sukna, jeszcze nie cały, 
Kazał sobie, surdut uszyć. i szarawary" 
Jeszcze mu została łatka 
B(,)dzie miała czapkę matka; 
Jeszcze z uszkami. 
A jeszcze mu został płatek, 
Dla dziewcz
cia na kabatek; 
Jeszcze z tackami. 
Jeszcze mlł zostały kąski, 
Dla dziewczęcia na podwiązki; 
Być biedna nie była. 


P i O S n kir ó ż n e. 
Jechał Kuba do Wars
gi 
Na elekcyą, 
Najął sobie na przedmiesciu, 
W karczmie st.ancyą. 
Poczqli go przyjaciele 
Na piwko prosić, 
A on im jął familią 
W gór
 wynosić. 
Dziaduś mój był senatorem, 
Miał siwą brod
; 
A tatuś był wojewodą 
Bo woził wodł}. 
Stryjo byli wielkim panem, 
loswieconym. 
Bo nosili papiereczki 
Za jednym uczonym. 
Starszy brat był cborllżym, 
Nad kompaniją. 
Bo on nosił chorł!igiewkl}, 
Za prosacyą. 
Młodego mego braciszka, 
Bóg szczęściem darzył; 
Bo dobrze, nie ładajako 
Dla psów żreć warzył. 
Starsza siostra wielka pani 
Chodziła w szubie, 
U naszego dobrodzieja 
Służyła po ślubie. 
Przestał Knba. wszyscy czapka 
Od aredarza" 
Boć go ruiełi za lepszego, 
Za kołtuniarza. 
Potem pili do północka, 
Pili do rana; 
Bo miał Kuba rychło jechać 
Ubierać pana. 
* 


* 


* 
Jestem ja Mazur stl'asznie bogaty, 
Błyszczą sil} na mnie prześliczne szal,y. 
Koszuleczka dreliszkowa, 
Taka niby batystowa, 
Dl'atwami 8zyta, jedyna, 
Dratwami szyta. 
Miałem te
 kontusz. ten był od święta, 
Choć w nim mój pradziad pasał cieł
ta. 
A przy tem pas ze słomy lity 
Jeżowem fub"em podszyty; 
Całe ubranie, jedyna, 
Całe ubranie. 
A szedłem ja raz koło wioseczki, 
Spotkały mnie trzy cudne dzieweczki. 
Jedna si
 do mnie zaśmiała, 
l rą.czkę mi swą podała; 
Toć to wesele jedyna, 
Toć to wesele. 
A cóż mnie też to wykosztowało 
Na tem weselu, 
eby zagrano. 
lJtraciłem groszy cztery, 
Zeby dudy. basy dnęły, 
Dla mej Kachny, jedyna,
 
Dla mej KachllY, 
... * * 


. 


* 


* 


* 


A znasz ty to z Lomic pana? 
Kt.óżby go nie znał da dana! 
Mać tam córeczk.. i synka, 
Jest to z niej łebska dziewczynka. 
Ale mi też waćpan powiedz, 
Jeśli waćpan z Jakóbowic? 

o ja słyszał z dala trocha, 
Ze ją waćpan djable .kocha. 
A zkad to wiesz te nowiny'ł 
W k:irczmie gadały dziewczyny. 
Ale ja waćpanu życzlj, 
Porzucić t
 niewdziE;czniclj. 
I odtąd więcej na 'i3wiecie, 
Nie wierzyć żadnej kobiecie. 
* * 
* 


łdzie córuś do dom glowa jej się cbwieje; 
Matusia sil,: pyta: cóż ci się to dzieje? 
<-:órko, moja córko, tyś I!:orzałk
 piła. 
Matko, jak ci
 kocham, jam w kościełe była. 
Idzie lIlatka w rynek, pyta si
 szynkarki, 
Nie piła tu moja córusia gOl'Załki? 
Nie piła tu sama, piło ich tu cztel'Y; 
Jeden tylko garniec gorzalki wypiły. 
[dzie matuś do dom, bierze si
 do kija j 
Moja matusienku, tyś nie lepsza była. 
Bie
nij na jarlIlaczek sprzedaj kl"Ówkę łysI!, 
Nicch ci szynkareczki po ścianach nie piszą. 
* * 


>I: 
Hej, hej' idzie wiosna, sprzedała się z boru sosna. 
Hcj. hej! nie dbało si
, póki było, hułalo siq. 
Hej, h
j! idzie łato. a tn ani grosza na to; 
Hej, hej' nie dbało si
, póki było, hulało się. 
Hej, b
j! idzie jesień, a tu u mnie pl'óżna kiesz('ń. 
Hej, h('j! nie dbało si
, póki było, hulało się. 
Hej, hej! idzie zima, a tu ani gl'08Za niema; 
Hej, hej! nie dbało się, póki było, hulało się: 
Córka mówi o wyprawie, ja si
 w te rzeczy nie bawię; 
Hej, hej! nie dbało się, póki było. hulało się. 


Wielkopolscy włościanie mają dużo zaga- 
dek, 
które mianowicie młodzież i dzieci lubią
		

/img0009_0001.djvu

			Przed wizerunkiem Matki Bozkiej. 


345 


: ,""C,7mIT'I11m1I'1I1IT1Ti1111!1"1ll1111 
I 
I 
l' 


..- 


'-'/I"ltII1r ., 


l? 


'
 ';';":'_ .....
 
:_ II' "111 


M'" 


\ 



- ;:

 

, ':!I 



 


}o'. -; 


, , 


I,;" 

...."", 
'd


G'.
 
. i,.- 
 1:f,: 
f"'" , . " 
)'\
 l ':';' '," 
ł:,
\' , r,
I'; 
;\:::::'
'\ł' . ;Ij, Dmm 
'I III', 
'1t' 
: III;:', 
l',) 


-'o' ,
i; 


\\1 


:I
 
liii 
I
 
1'1 1 
I" 
p' 


\,
"";-
' 


1 ;/J 
,q' łi ,f
J 
I 
 
ifj 




 




, /II' 
:,
 
JJ
, 
/:1 
lU, ,.. 

1, i. 
'
i' 
,\\ 
',,\ 


!.

lilll!l 


t .
. ' . 
" 
! " 


,- 



,f; 


p--- -- 
,,- 

. 
-" //" 


.. 


-- 


IIIIIIIIIII 


, " 


l, 



r, 


I 
IIII 
>// 


:.11',1. " 


i / ""'jl:' 
'"I " 


,r l l', '.' l'} 
"",iIJI"I":' 
'I "i,' 

Il' IW' I
' d' 
<, lullll'
' 


" i!1I1 


Iii, 


'1.i1: 


,Jf,' 



'" 


;':1 
1\, 
 
, '. 
:'L' 
I 
II 
,t 


,;
:I 


-:'.. II','" 
"Ir ; 
 
l¥iWIJ 
'- 


...... 


. 
, 
III[!, 


\
, 


/I' 
l". 
II'" 
I"" 
--;' .,
1, ., 
'j,. '
, 


, 
.t 


'
1\ 
\ '" 
 
 



'
"!ł.._' " 
,iI",'" 
....
 - - 
 ,

 
, . .di!- 
, 
.' J",. 
,.... ,'1 


!ii\".; , 
. '"ł

.t1U; ::1

\ 
".', p, ,,}ł 
'," ""ł,,' 
"\ '" łt 


<ł!!!'.. ., 
.'J -.- 
, 
'.",ł 


I"", 



 



 
.
...- . 


""':Ł: 
 




<, 
";-
':
.)
" 


r
::\, 
" 
l;' 


",;; 


- 
.
 
i ¥',
 


. 


i'-;/i"... 


""
 
y: 
 

 
=:=
. '
 <: 
 .b- --= 
 
-..
 =--" - '- 
.\
 .r;.)}!/'Z' 


,I 
,. 


i ,
1' 



 


._--
-:;,
= 



 


-.

-=--= 



 


Przed wizerunl
iem Matl
i Bozkiej. U1Jja
nienie rycmy na stronie UU. 
Przynoszę ci kwiatki w darze 
Przed tron Twój i Twe ołtarze.
		

/img0010_0001.djvu

			346 


Od kulebki do grobu. 


sobie przy zabawie zadawae. Podajemy tu kil- 
kanaście najczęściej używanych i znanych po- 
wszechnie. 
Na kołeczku, w garnku, mógłbym przYl:!iadz że 
w nim tysiąc? (M a k ó w k a.) . , 
Nie ma nóg a chodzi, nie ma rąk, a bije. (Z c - 
g a l'.) 
W czerwieni sil} nal'Odziło, w zieleni sie nacho- 
dziło; w bieli je ści..to, do grobu wzil}to
 (Z b o'ż e.) 
W lesie wyrosło, liście miało, przYl:!zło do domu 
zaśpiewało? (S k r z y p c e.) 
Stoi panna w oknie, ogonek jej moknie. (l g ł a 
z nit k ą z a t k n i EJ t a w l' a m ę o k n a.) 
Stoi panna w sklepie, po bokach sie klepie? (K i e- 
rzenka, gdy w niej masło robią.) 
Ma pierze nie lata, ma nogi nie chodzi? (Ł ó ż k o 
z p i e l' z y n ą.) 
Jakich kamieni najwięcej w rzece? (I\-'[ o kry c h.) 
Co robi g..ś,_ gdy jednI] nogę podniesie? (N a d r u - 
g i e j s t o i.) 
Stoi wach na drwach, wyciaga łapy na gapy? 
(Wiatrak.) . 
Pod jakim krzem siedzi ząjąc, gdy deszcz pada 'ł 
(P o d m o kry m.) 
. Ni to ryba, ni to rak, we wodzie siedzi mówi kwak? 
(Z a b a.) 
Z włerzchu łój w 8rotlku nici, jak zapalisz to się 
świeci? (S w ie c a.) 
Pierwsze .wą" drugie .sy" a wszystko. pod nosem, 
macza się sosem? (W ą s y.) 



iedzi ł)aUlla za drzwiami, sto kozuchów na niej? 
(G..ś siedząca na jajach.) 
. Znamy taką pannę, co jak ją si
 rozbiera, trzeba 
nad mą płakać'
 (C e b u I a.) 
Maluśkie, czarniuśkie, przy ziemi go nie znać, nie 
da sil} okiełznać? (P c h ł a.) 
Ma cztery rogi i cztery nogi a nie bodzie i nie cho- 
dzi '? (8 t ó ł.) 
Mam jedm; nogI}, chodzić nie mogl}. lecz gdzie we- 
soło, tam biegam w koło'
 (K i e I i >I Z e k.) 
Chodzi chłop po polu w czerwonych cholewach? 
(B o c i a n.) 
Jestem kozaczka i cyruliczka, WOI'l nóżki niż 
liczka? (P c h ł a.) 
Ma us
y, a nie słyszy, ma nogi a nie chodzi? 
l G r a p a.) (Zelazne naczynia do gotowania.) 
Kiedy zając nąjlepiej smakuje? (K i e d y g o 
s i EJ je.) 
Jeszcze si.. ojciec nie narodził, a syn juz po świecie 
chodził. (D y m.) Bez płomienia nie ma dymu, który 
jednak pierw się rozchodzi, niż płomieil. 
W jakim razie 2 razy 2 jest sześć. (W żadnym.) 
Świtu, świtu, pełna skrzynia aksamitu? (S a d z e 
w k o m i n i e.) 
Jedzie wóz kil latowi, a dyszel ma ku wsi 't (P i e s 
I e c ą c y z e w s i d o I a s u.) 
Stoi panna we wrotach w dziesięciu kabotach? 
(C e b u l a.) 
Pojechał Marek na jarmark, kupi konia bez ogona; 
przyjechał do dom, przyprawił mu ogon? (I g ł a.) (Siekiera.) 
Leci, . leci, nie ma skrzydeł, siada, siada nie ma 
na czem? Snieg'? 


Od kolebki do grobu. 
Czytania miesięczne dla matel
 chrześcijańsldch. 


(C i ą g d a ls z y.) 


Taki chłopiec czternastoletni lub dziewczątko, 
które co dupiero wyszło ze szkoły, zazwyczaj me 
wieuzą nic o pewnym grzec11l1, któregu nie my- 
ślę tu bynajmniej nazywae: serca ich niewinne 
podubają się Bogu niewysłowienie. 
A posłuchaj. Moźeś ty wielki chudzina, nie 
posiadasz ani jednegu zagonka ziemi, ani kawal- 
ka ogrodu. Ale dajmy na to, że masz ładny 
ogródek, a w nim l)ełno kwiatów, gwoździków, róż, 
lilii, rezedy, i w tym ogródlul tak ślicznie, jak kie- 
dy we. śnie widzi się niebo. I cieszysz się, co rano 
i wieczór chodzisz du ogródka, i rośnie, ci 8erce 
patl'z

c na te kwiatki. Ot, idziesz sobie dnia jednego 
do ogródka, a tu co za żalosny widok! Psotnik ja- 
ki!; kwiaty wszystkie poobrywał, podeptał i z ziemią 
zrównał, straszne spustoszenie! Powiedz co się 
działo w sercu twojem! Czy nie tak, jak gdyby 
cię ktu nożem krajał? Gdybyś tego szkodnika 
dm,tał w ręce, nie chciałbym w jego skÓrze 
siedziee. 
Czystośe serca to jakoby ogródek Boży na 
zitJmi; niewinne mlodziany i panienki to jakoby 
kwiatki prześliczne, pełne woni i blasku, i gdy- 
by tego kwiecia nie byłu, Bóg nie miałby na co 
pa
rzee na ziemię. JeŻeli więc zły człowiek uwie- 
dZIe, popsuje takie nie\\ inne serce. ach, biada mu, 
bi
da złu.czyńcy! Apostół Paweł świ'ity grozi: 
,,
traszhwa rzecz wpaśe w ręce Boga iy- 
wego. " 
Mówię tedy do wszystkich. Oto siedzisz so- 
bie z drugimi w szynkowni, pracujesz w polu wspól- 
nie z innymi, a prowadzisz mowy takie, jakie by 


chyba wieprzowi, psu lub malpie, nie człuwie- 
kowi przystały, i jeszcze cieszysz się z tych wsze- 
teczeilstw swoich, i wszetecznoRC patrzy ci 'l oczu, 
a te mowy słyszy niewinny chłopczyna, niewinne 
dziewczątku: to powiadam ci, żeby dla ciebie 
było lepiej, gdybyś się był ulągl niedźwiedziem 
gdzie w boru jakim na Litwie, żył jak niedźwiedź i 
zdychał jak niedźwiedź, bo na tern byłby koniec. 
Ale żeś człowiekiem, więc nie będzie koniec z tobą, 
po śmicrci jeśli zgorszysz, zepsujesz niewinną du- 
szyczkę i bez pokuty w tym grzechu pójdziesz 
na drugi świat. Tyś w te.; duszę wsączył, za- 
szczepił jad 8traszliwy, a gdy cię Bóg przeklnie, 
potępi, to dla ciebie nie ma ratunku. 


c z e r W i e c. 


Rok ośmnasty do trzydziestego. 
Czas kwiecia. 


Te lata n3jważniejsze w życiu człowieczem. 
Jest-to czas, z którym się jak naj dokładniej 
trzeba rachowae, bo to czas gdy już sam sta- 
wasz na własnych nogach. Jeśli najpiękniejsze 
swe lata 
pędzisz źle, na kartach źycia swego 
porobisz plamy, to tego nic moźna rzucie w kąt 
jak kawałek papieru, nie można nową dać so- 
bie młodośC i nową duszę, i nowe życie rozpo- 
cząe: złe, poplamiune życie twoje pójdzie z tobą 
aź do starości, aź do wieczno
ci. Jak więc w tych 
latach aż do trzydzietego roku duszę swą nastroisz, 
taką pozostanie ona na wieki. 
Cóż tedy czynie? 
Przedewszystkiem nie zaniedbuj SIę w słu-
		

/img0011_0001.djvu

			Od kolclJki do grobu. 


347 


chaniu czytaniu, _ rozważaniu słowa Bożego. Pa- 
, 11 " . t . B , 
mietaj o moc Itwle, paml<'; aj o ogu. 
. Ciało w tych latach nabiera lnocy, t<,;gości, 
więc je mocno trzymaj n.a wodzy, żebJ: ni
 
wierzgało, nic 
'ozIJUk3;ł.o. SIę na .dobre.. Niechaj 
tedy nie po
ąda 
on! bl.lZlll
gO, am,trullk?w rozpa- 
lajacych; mechaJ me mągllle na tance, me wylega 
sie
 Jeżeli żądz cielesnych nie będziesz poskra- 
mi
ł, gdy jeszcze słabe, później prawie niepo,dobno 
zwyciężyć je, b.o me. bę.dą .chClały słuchac wo- 
źnicy, rozumu l. suml
m.a, l porwą za sobą w 
przepaść rozum l sumlellle. 
Lata te z reguły stanowią o całej przyszłości. 
Kto w tym czasie ladaco, będzie ladaco i potem, 
a z każdym rokiem będzie coraz większym. Co 
w czerwcu nie zejdzie, nie wyrośnie, to zazwyczaj 
już wcale nie wznijdzie. 
Byłeś już u wojska, czy pójdziesz dopiero? 
U żołnierzy łacno się zepsuć, bo tam wiele ludu 
rozmaitego, niedowiarków, letkiewiczów i t. p. Ła- 
two nawet i wiarę za.tracić. Uwóż i u wojska 
nie zapominaj o Bogu, nie zapominaj, źeś katolik. 
Piekna to rzecz być żolnierzem; ale żołnierz po- 
wi
ien tak się prowadzić, iżby nie przynosił hańby 
i wstydu stanowi swemu. 
Jeśliś nie był u żołnierzy, alboś wojsko- 
wość wysłużył, cóż myślisz począć? Chcesz 
iM w służbę, w rzemiosło? Dobrze, ale tak się 
urządź, byś mógł żyć według przepisów wiary 
świętej. Jeśli się dostaniesz w służbę, gdzie re- 
ligijność, porządek, to tak jakbyś się na słollCu 
wygrzewał, to tak, jak gdy ciepły deszczyk pada na 
rol
!: w takiej służbie nauczysz się poczciwości, po- 
rządku i religijności. Szukając służby, nie pytaj, 
gdzie płacą najlepiej, gdzie najlepi
j dają jeść, 
pytaj raczej o uczciwość, rzetelność, porządek i 
pobożność. Gdybyś wiedział, żc w mieście gra- 
suje cholera, albo że tam a tam już kilkoro 
umarło na tyfus, tambyś nie chciał przyjąć służby 
za największe pieniądze, boć zdrowie i życie milsze 
niż parę głupich złotych. A czy cnota, dusz
, 
zbawienie wieczne nic nie znaczą? Przypommj 
sobie słowa Pana Jezusa: Cóż pomoże człowie- 
kowi, choćby świat cały pozyskał, a szkodę 
by na duszy poniósł'? Unikaj zm\jomości ze 
zlymi ludźmi. Wyszukaj sobie jednego lub dwu 
uczciwych przyjaciół, z nimi przestawaj. Kto chce, 
niech leci, choćby i do piekła, kiedy mu się tak 
podoba. 
Dziewczyna, która opuszcza dom rodziciel- 
ski, w służbę idzie, naukę tę moją powinna jeszcze 
więcej brać sobie do serca, boć jest bardzo słabą 
istotą i byle podmuch pokusy lub przeciwności 
może ją powalić. Ach, żal mi cię, i bardzo żal, 
zwlaszcza jeśliś urodziwa, gładkie masz liczko, a 
służysz w mieście: wielkiego ci potrzeba hartu 
duszy, już bardzo gorąco trzeba kochać Pana 
Boga, by oprzeć się tylu podchlebstwom i tylu na- 
pa
;cioni ze strony rozmaitych rozpustników. 
.Jakąż mam-ci dać rad<,; f 
Jeźliś przyjęła slużbę w dOlnu, gdzie przebywać 
niebezpiecznie, to wypowiedz służbę; a gdzie już 


wyraźna rozpusta, uciekaj, choćby cię w karę 
wziać miano: Bóg ci to wynagrodzi. 
. Z mężczyznami unikaj poufałości!. w modli- 
twie częstej szukaj u Boga pomocy. l ratuuku. 
Gdy slużba ciężka, gdy pani, jak to meraz ?ywa, 
wymyśla, a tobie od żalu i bólu n
 p
acz Sl<'; za- 
biera i życie już niemiłe, to spoJrzYJ na obraz 
ukrzyżowanego Jezusa, wspomnij na tego Chry- 
stusa rozpi<,;tego na krzyżu, okiem dus.zy .spoglą- 
daj nail i zatapiaj się w ranach Jego I.C l e 
p z 
miłości ku Jezusowi. On patrzy na Clę, kIedy 
cię pani lży, łaje, przezywa, jak p'atrzał na 
wię- 
tego Szczepana, gdy go zajadli Zydzi kamieno- 
wali. I bedzie ci zaraz lżej na sercu. A kiedy po ży- 
ciu tyle .uprzykrzonem, tak ciężkiem i go
'zkiem 
przyjdzie śmierć i wiekuista Niedziela zawita, 

 
pewnie za nic w świecie nie chciałabyś odstąpie 
ani jednej przykrości, ani jednego bólu, coś tu 
musiała cierpieć na ziemi. Bogu się polecaj! Módl 
się, pracuj, cierp, bo otrze łzy twoje. 
* * 
* 
Teraz zwracam się do tych, co żyją jeszcze 
w stanie wolnym. 
Jakże chciałbyś tak żyć, jak ona królewna 
Joanna albo też zam y ślasz wstanić w zwiazki 
, ..ł-' 
 
małżel1skie i upatrzyłeś już sobie przyjaciołkę'{ 
Stan małżeński to wcale nie raj, jak 
może niejeden sobie wystawia. Dziwiłem się nie- 
raz, że dziewczyny tak się przepadają za pójściem 
za mąż, choć przecież co chwila na własne widzą 
oczy, ile to nieszczęśliwych niewiast w małżeń- 
stwie. Znam niejedno stadło, w którem mąż dałby 
sobie palec u ręki uciąć, gdJrby się mógł pozbyć 
swej żony niepoczciwej. 
Więc się nie trap, gdy ci się jakoś nie szczę- 
ści z żeniaczką; Bóg może chce cię przez to za- 
chować od wielu utrapień i zawodów. Jeśli zaś 
macie się ku sobie, ty i ona, to nie zabieraj si<,; 
tak obcesowo do stanu małżeńskiego. Rozważ sobie 
dobrze, żc się łączysz na zawsze, że już nigdy 
nie można się cofnąć. Nie patrz, czy ona gładka, 
rumiana: żmija też gładka, a jadowita; w czerw 0- 
nem jabłuszku nieraz brzydki lęgnie się robak. 
Nie rachuj też łakomie, ile krów, ile zagonów roli 
dostanie: jeśli będziecie mieć tyle, żeby wyżyć 
uczciwie i dzieci uczciwie wyżywić, jeśli ona nie 
równa ci wiekiem, lub nawet starsza od ciebie; jeśli 
nie harda, próżna, uparta i swarliwa; jeśli on nie 
karciarz, nie lubi zaglądać do kieliszka (nie bądź 
głupią, i nie mów, że on się po ślubie poprawi); 
jeśliście oboje dobrzy katolicy, znacie prawdy 
wiary katolickiej, toć się i pobierzecie w imię 
Boże! 
Ale przestrzegam, i o to jedno proszę was go- 
rąco: w święty stan małżeński wstępujcie b e z 
zmazy. Opłakany to zadatek na dalsze pożycie, 
gdy cielesnością splugawieni przy'jmujecie tcn 
święty Sakrament, gdy on przed ślubem pozna, 
że ona ladaco, a ona przekonuje się, że on roz- 
pustnik. Nic ::;ię tak nic mści straszliwie na 
cale życie, jak nadużywanie wolności i pou- 
fałości przed ślubem. (Ciąg dalszy nastąpi)
		

/img0012_0001.djvu

			348 


Rok kościelny. 


Katolicki rok kościelny. 
czyli 
abjąśnienia Ś!wiąt
 ę'b'l"zę	
			

/img0013_0001.djvu

			Nie wszystko złoto co się świeci. 


3M) 


1) Swą żywą i niezachwianą wiarę w obe- 
cność Pana Jezusa pod postacią Naj św. Sakra- 
mentu chce całemu ?'wiatu objawić swą radość 
z tego powodu. 
2) Obchodzi Kościół przez to tryumf; opro- 
wadza swego Bozkiego Oblubieńca na około świą- 
tyni, by pokazać światu, że Kościół katolicki jest 
jedynym prawdziwym Kościołem, o którym już 
przy założeniu go Zbawiciel powiedział, że z nim 
i w nim pozostać chce i pozostaje rzeczywiście po 
wszystkie dni aż do skończenia 8wiata. 
3) Składa przez to Kościół pubHcznie dzięki 
za niezliczonc dobrodziejstwa, którymi Bóg Ko- 
ściół obsypał. Ta procesya jest zarazem aktcm 
zadosyćuczynienia za rozliczne bluźnierstwa i obelgi 
wyrządzone Panu Jezusowi, utajonemu w Naj8w. 
Sakramencie od złych i niewdzięcznych hHlzi. 
Z tego powodu powinien każdy wziąć udział w tej 
procesyi. 
4) Jest ta procesya obrazem miłości dobrego 
pasterza. Opuszcza on swoje tabernakulum i wy- 
chodzi szukać i zapraszać wszystkich na ucztę 
niebiańską. 


Nie wszystko złoto 


5) Śpiewa się przytem początki czterech 
ewangelii na oznaczanie, że nauka oPrzenajśw. 
Sakramencie gruntuje się na Ewangelii i że Ko- 
ściół św. w tym Przenajśw. Sakramencie czerpie 
siłę do opowiadania i szerzenia Ewangelii po ca- 
lym ś
iecie. 
Swięto Bożego Ciala obchodzi się z oktawą, 
t. j. przez ośm dni. Przez cały ten czas wysta- 
wia się w kościele rano w czasie Mszy św., a 
gdzie niegdzie i podczas nieszporów }Jrzenajśw. 
Sakrament, przyczem, jeśli jest odpowiednia liczba 
ludzi, urządza się po k08ciele procesYą. Chce tym 
sposobem Kościół jak naj silniej zaszczepić w na- 
szych sercach wiarę i milość do Naj8więtszego 
Sakramentu. 
Procesya Bożego Ciała dala początek roz- 
licznym procesyom z Najśw. Sakramentem. Po 
wielu kościołach odbywają się podobne procesye 
po kościele lub cmentarzu kościelnym czqścit;j do 
roku, zwłaszcza tam, gdzie są jakieś bmctwa. Do 
tych procesyi przywiązał Kościół św. wiele od- 
pustów dla zachęcenia wiernych do brania udzialu 
w takowych. (Ciąg dalszy nastąpi.) 


.. . 


co sie świeci. 
, 


(Dokoilczenie.) 


... 


Pan mój dosłużył się był stopnia naezel- 
nika i nie myślał porzucać wojskowej służby, bo 
jeszczc nie było spokojnie na świecie i mówiono 
znowu o nowej wojnie. Przez zimę mieszkaliśmy 
we Warszawie, gdzie był sztab główny. Pomnę, 
razu iednego szedłem sobie ulicą Miodową, aż 
tu pod samemi filarami spotykam, zgadnijcie kogo? 
"Jużciż nie kogo innego, tylko Staśka", rzekła 
Maciej owa, "bo przecież o nim cała rzecz się toczy." 
"Zgadliście matko", odrzekł Bartłomiej, za- 
żywając tabakę, "ale zaledwie żem go poznał. 
Miał na sobie niedźwiedzią szubę i czapkę z so- 
bolami, utył, spoważniał, a panie odpuść, zdało 
mi się nawet, że urosł, a może też tylko głowę 
bardziej, niż przed tem, zadzierał do góry. Prze- 
szedł koło mnie i udał, że mnie nie poznał, ale ja 
zawróciłem za nim, i tak zaszedłem, aź do Nie- 
mieckiego hotelu." 
"Jak się ten pan nazywa", zapytałem odź- 
wiernego, wskazując na Stanisława, który skręcił 
na wschody. 
,,'fo pan MąkoIski, bogaty pan z Wołynia", 
odpowiedział sługa hotelowy. 
Nie wdając się wdalsząrozmowę, poszedłem do 
wskazanego mi numeru na pierwszem piętrze. Służba 
nie chciała mnie puścić bez poprzedniego opowie- 
dzenia się, ale powiedziałem, że potrzebuję się ko- 
niecznie widzieć ze samym panem, i to pilno, i gwał- 
tem wszedłem do pokoju. Stanisław nie koniecznie 
rad był z moich odwiedzin, kręcił się zrazu, jakby 
mucha w ukropie, niby mnie to nie przypo- 
mniał sobie, aż w końcu poznał, że te wszyst- 
kie wykręty nie na wiele się zdadzą, bom 
ja nie w ciemię bity, i przywitał mnie dosyć 
niby serdecznie. Opowiadał mi niestworzone rze- 
czy, jakim sposobem przyszedł do majątku. Niby 
to na żonę jego spadła jakaś sukcesya, po }JO- 
gatej ciotce, która mieszkała koło Berdyczewa. 
Wysłuchałem cierpliwie wszystkich tych bania- 


luków, alem mu nie wierzył, i swoje myślał 
w duszy. 
"Jakże się ma żona", zapytałem. 
"Umarła nieboga przed dwoma laty." 
"A dzieci?" 
"Jedno poszło za matką, dwoje się chowa, 
ale jakieś słabe i delikatne." 
Coś ci, mój Staśku, nie poslużyły pałace, 
pomyślałem w duchu, ale nie rzekłem ani słowa, 
boć to nie należy urągać cudzej niedoli. Przypa- 
trzyłem mu się bliżej i poznałem dopiero, że nie- 
bOl'ak postarzał jako8 okrutnie. Włosy mu wy- 
szły, twarz porysowała się zmarszczkami, a i w 
sercu nie było podobno wesoło. Brata radby był 
odwiedzić, jak mówił, ale tyle miał interesów do 
załatwienia w Warszawie, że sam niewiedział, czy 
mu wystarczy czasu. Kiedym się zabierał do wyj- 
ścia, wydobył z woreczka dziesięćdukatów złotem, 
wsunął mi je w rękę i prosił, żebym nikomu nie 
wspomniał o naszem spotkaniu. Położyłem pienią- 
dze na stole, powiedziałem, że i tak mam dosyć 
z łaski Pana Boga, a co do tajemnicy, to ją zacho- 
wam, i bez zapłaty. Jakoś dotąd para mi z ust o 
tem wszystkiem nie wyszła. 
Długo jeszcze ciągnęły się wojny, a i ja też 
włóczyłem się z pUlem po świecie. Byliśmy 
w Hiszpanii, i znów powróciliśmy do kraju, ale 
co wtedy, to już nie zastałem biedncgo mat- 
czysl,a; zapłakałem tylko na jej grolJie sierocemi 
łzami. Ale nie hyło czasu i na łzy, musiałem je 
obetrzeć i rUszać z panem w świat. Dlugożby 
to wszystko opowiadać, powiem więc tylko w 
krótkości, że pan mój ciężko postrzelony pod Be- 
rezyną, umarł niedługo z ran, a ja piechotą, 
w łacl1manacb, powróciłem do rodzinnej wioski. 
Oj! dobrze, że biedna matka nie dożyła tego, 
byłaby sie zapłakała, patI'ząc na Uluie, UD też 
nie podobny byłem do Bozkiego stworzenia. Pan 
Kasztelanie przez wzgląd, żem służył wiernie nie- 


.
		

/img0014_0001.djvu

			350 


Objalmienia rycin. 


.., 


bożczykowi bratu, zatrzymał mnie we dworze. 
Byłem już z dziesięć lat w nowej służbie, kiedy 
raz pod niebytność pailską, poszedłem sobie wie- 
czorem do poczciwego młynarza. Zasiedliśmy ua 
ławie przy kominie, ot jak teraz siedzimy, i po- 
pijaliHmy ciepłe piwko, gdy w tern psy okrutnie 
ujadać zaczęły na dworze. Janek młynarczyk 
wybiegł zobaczyć, co się tam dzieje, i powrócił 
za chwilę, a za nim wszedł w progi stary dzia- 
dowina, odziany ubogo, a taki przemarzły, że aż 
dł'Żał cały jak listek, i dzwonił jedno zębami. 
N o, czyż wy zgadujecie matko, kto to był taki.t 
"No, jużcić nikt inny chyba Stasiek", od- 
rzekła z uśmiecllem Maciej owa. 
,,'l'ak, nie inacz
j, Stasick nieborak", odrzekł 
Bartłomiej, "a całe bogactwo jego była torba p}ó- 
cienna i kij, którym się od psów oganiał." 
"A toć chyba musiały być czartowskie pie- 
niądze", rzekł Janek kowalczyk, "kiedy mu tak 
nie ręką poszły?" 
"Kto je tam wie", odparł Bartłomiej, " bar- 
dzoć to rzecz podobna do prawdy. Różnemi to 
sposolJami ten nieprzyjaciel duszy ludzkiej, ciąg- 
nie do siebie człowieka; a pieniądz jest może 
naj zdradliwszą jego wędką." 
"Ale jakimże sposobem biedny Stasiek 
z pallstwa przyszedł do takiej nędzy", zapytała 
Maciejowa, "mówcie prędko mój panie Bartło- 
mieju, bo już i wieczerza zaraz będzie na stole." 
"DokOllezę całą rzecz w kilku słowach. 
Przez pierwsze dwa lata wszystko szło Staśkowi 
jakby z płatka, byli i przyjaciele, bo znaleźli się 
nawet i jacyś krewni na Wołyniu, jacyś Mąkolscy, 
co tam osiedli przed stu laty, i tym samym niby 
co Staśko pieczętowali się herbem. Ale po dwóch 
lataell jakby biczem trzasI, wszystko się naraz 
urwało. , Naprzód choroba zagnieździła się w 
domu. Zona chorowała, nieboga przez cały rok, 
i zmarła w kOllCu. Dzieciszczka przyzwyczajone do 
życia swobodnego, do słollCa i ruchu na wolnem 
powietrzu, więdły jakby kwiatki w pałacu, i nie 
wyrastały jak należy. Gospodarstwo się nie 
wiodło, grad często wybijał zboże, dobytek mar- 
niał co roku, ziemia nie rodziła. Na wyclwwanie 
dzieci, a do tego pańskie trzeba było pozaciągać 
pożyczki, dość, że nim dzieci dorosły do lat, 


wartość majątku zmniejszyła się o połowę. Dziew- 
częciu wreszcie dobiegło lat ośmnaście. Wydał 
ją Stanisław za mąż, bo choć chorowita i nieuro- 
dziwa, znalazła przecież męża dla posagu, co go 
ojciec dać przyrzekał. Ale nie poszczęściło się 
niebodze; mąż nie dostawszy nic, jcdno obietnice, 
dokuczał jej bez miłosierdzia póty, aż ją w końcu 
wpędził do grobu. Z synem gorsza jeszcze była 
sprawa. Nie słuchał ojca, wda} się w złe towa- 
rzystwa, pil, lwlał, grał w karty, zastawiał się 
w żydy, począł wykradać zboże z ojcowskiego 
spichlerza, a w końcu nawet i pieniądze z ojcow- 
o skiej szkatuły, a naostatek sam sobic w łcb stl'ze- 
liI. z wielka obraza Bozka. 
. Biedny Stani
ław st
acił do reszty głowę, 
a że jak to mówią, dobry trunek na frasunek, 
zaczął w koilCU i zapijać sprawę. Bóg też coraz 
większe zsyłał na niego chłosty: poszła z dy- 
mem wieś cała, a nie było jej za co odbudować, 
wierzyciele rozszarpali ziemię; a on nieborak po- 
został, jak go Bóg stworzy}, bez grosza, a co gor- 
sza nad to, stracił zdrowie, stracił siłę; a prze- 
żywszy kilkanaście lat w dostatkach, zgnuśniał 
i odwykł od pracy." 
"Oj! gardłem wylazło państwo niebora- 
kowi", rzekła Macicjowa, kiwając głową z po- 
litowaniem. "Panie Boże! niezbadane Twoje wy- 
roki. " 
"Niezbadane, ale sprawiedliwe", odparł po- 
ważnie Bartłomiej. Stanisław dosta} od Pana 
Boga zdrowie, silę i sposobność do pracy; zmar- 
notrawił te dary, zaparł się poczciwości, bo się 
powstydził starych ojców i rodzonego brata. 
Chciało mu się zakosztować łatwego chleba, nic 
zarobiwszy go w pocie czoła, i Bóg go za to 
ukarał. Pracujmy więc miłe dzieci, ile siły, nic 
pożądajmy majątku, nie zazdrośćmy bogatym, bo 
wierzcie mi, mają i oni ciężkie krzyże do znie- 
si enia. N i e \V s z Y s t k o z ł o t o, c o s i ę 
ś w i e c i, prawdziwego szczęścia nie ma na 
ziemi, bo ziemia, to niby krzemieniste pole, które 
człowiek musi uprawiać w trudzie i boleści. 
Szczęście zupełne tylko w niebie u Boga, a je- 
żeli Jla ziemi człowiek znajduje go kiedy odro- 
binę, to nie w dostatkaell, nie w używaniu, ale 
jedno w miłości ludzkiej, w poczciwości i pracy. 


g:;;; 



 


Objaśnienia rycin. 


PI'ze«1 wizerullkielll 
Iatki Rozkiej. 
(Do ryciny na str. 345.) Widzimy dziewicę klę- 
czącą przed ołtarzem Panny Najświętszej. Ołtarz 
Jej kwiatami ozdobiła, a potem klęknąwszy za- 
nosi modły przed tron tej Kr6lowej Nieba i naszej 
Opiekunki. Cała postawa, a szczególnie twarz 
okazuje pobożność serca. Otóż, niechże i nas 
pobudzi ta rycina do głębokiej czci Bogarodzicy! 
Spieszmy przed Jej ołtarze i składajmy kwiatki 
u stóp naszej Matki. Jakkolwiek przyjmuje i 
naturalne kwiaty, to przecież bezwątpienia naślado- 
wanie cnót tej Przeczystej Panny są .Jej naj mil- 
szemi kwiatkami. 
Ach, jak pięknie jest na świecie! 
Wszystko zielone dokoła, 
Drzewa zdobi śliczne kwiecie, 
Cała przyroda wesoła. 


Skowronek w swem cudnem pieniu 
Chwali Boga wszcchmocnego, 
Radość wszelkiemu stworzeniu 
Zc słoneczka wiosennego. 
Kukułka po lesie kuka, 
Bocian waży się w przestworzu, 
Jaskółeczka g11iazdka szuka, 
A ktoś gwiżdże w traw morzu. 
Człowiek zwraca oczy swoje 
W niebo śliczne, przezroczyste; 
Za wiosenne dary Twoje 
Dzięki Tobie Jezu Chryste! 
Ach jak lubo jest nam w Maju, 
Pełno wszędzie róż, lilii, 
Taka wonność jakby w raju, 
Bo to jest miesiąc Maryi.
		

/img0015_0001.djvu

			ltozmaitości. 


351 


Weźmy wieilee .z kwiecia, z r6ży, 
Dajmy ).e MarJ:l w da.rz
, . . 
Na czesc MarYI, MatkI hoz
J, 
Strójmy niemi Jej ołtarze. 
ChwałŁ' .Jej i sławę głośmy, 
Tulmy' się do Niej jak dziatki, 


G miłosierdzie ją prośmy, 
Jako naszej dobrej Matki. 
Czcić Cię będzicm o Maryo! 
Wielbić będziem teraz w M
jli; 
Spraw to, niebicska lilio, 
Bym Cię wiccznie czcili w Raju. 


. ... . 


R.ozmaitości. 


..Sam, łam' Sam, łam'" 
(D o k o il C z e u i e.) 
. Panie gospodm'zn! macie wiedzieć, że panua Anna 
jest moją kochauką, a że profesor Watek stroił także do 
niej koperczaki!" 
To mnie tak z toru zbiło, że zapomniawszy o 
wszystkiem, skoczyłem do oku a, aby się przeświadczyć, 
czy to prawdą. Wtem rozłega się po sali ogromny 
śmiech: . przegrał! przegrał!" 
Pan Raczek, amator zakładek, będąc pewny swego 
przyrodzongo spokoju, i jak to mówią, swcj l'ybiej krwi, 
rzekł ua to: . iuu! pan przegrał, Iccz to jeszcze nie do- 
wodzi, żeby inny, up, ja tego nie dokazał! nie tylko 
e,wierć godziny, lecz całą godziu(} wskazywałbym palcem 
za wahadłem i bez omyłki powt.arzałbym: . sam, tam! 
sam, t.am!" 
Panowie śmiejąc sil} twierdzili, że to uie lada rzecz, 
łecz wujaszek wpadał w coraz wil}kszą gorączkę, aż na- 
reszcie oświadczył, że się żałoży i o 100 bit.ych, iż przez 
całą godzinę si
 nie omyli, ani w kiwaniu, ani w powta- 
rzaniu: .tam sam! tam sam!" 
Pauowie się drożyli i przedstawiali wujaszkowi, że 
doświadczeuiem pouczeni, nie mogą sil} zakładać, ponie- 
ważby go uszkodzili o 100 talarów. Pan Raczek zaś 
kr
cił się jak na m
kach i tak długo nalegał na panów, 
aż 8i
 zgodzili na zakładk
 o 10u bitych, że wujaszek 
ani pół godziny nie wytrzyma. 
Pan Raczek stanąwszy przed zegarem, czekał aż 
godzina doszła, a potem zaczął kiwać palcem w lewo i w 
prawo za kiwadłem, powtarzając: .t.am sam! tam sam!" 
Już si
 w duchu usmiechał do wygranych 100 tala- 
rbw, bo to był wypróbowany lis. 
Młodzi panowie postawili si
 w oknie, a różne i 
przedziwne rzeczy widzieli na nlicy; np: że szewc po- 
cięgłem okłada swoją żonę, że konie się spłoszyły i z dy- 
szleln wpadły do szklannych drzwi kupca! że dom są- 
siada stoi w płomieniach! i inne podobne nowiny. 
Pan Raczek sil} uśmiechał, ale z miejsca sil} nie ru- 
szył, ani nawet nie spojrzał na okno; aby si
 nie my- 
lić w kiwaniu pałcem i powtarzaniu: .sam tam! sam 
tam!" 
Wtem si
 odzywa jeden z panów: .zakład jest 
nie ważny, ponieważ pieniądze nie sI! w gotówce poło- 
żonel" 


To samo powtarza drugi pan, lecz wujaszek myśli 
sobie: "daremne wasze sztuczki, bo mnie nie zmylicie!" 
Sięga lewą ręką do kieszeni, w której chował wi
ksze 
banknoty, a wymawiając: . sam, t.am! sam, tam l" podawa 
przez rami
 panom lewą rl}ką pugilares z banknotami. 
. Widocznie, że przegrasz!" szepce jeden pan dru- 
giemu do ucha, .pan gospodarz jest pewien jak skała, nic 
go nie zbije z toru!" 
. Tyłko zaczekać!" odpowiada drugi choć po cichu, 
ałe tak, że wujaszek dosłyszał, a potem rzekł do gospo- 
darza: .panie gospodarzu, spuszczamy się na waszą poczci- 
wość, że tu pół godziny wytrzymacie; my tymczasem pój- 
dziemy na dół, i zabawimy si(} z panil! gosposią!" 


Pau Raczek pomysłał sobie: .ja nie tak głupi, że- 
bym nie rozumiał, co to ma znaczyć; pauowie wyjdą ze 
sali, a za drzwiami czycbać będą, aby mnie złapać!" 
Odeszli obaj pauowie, a wujaszek niezmiennie ki- 
wał palcem: .sam tam! sam tam!" 
Już było upłynęło minut dwadzieścia, gdy przystą- 
pił do paua Raczka chłopiec jego z doniesieniem: .ta- 
teczku, na dole jest jakiś pan mnie nieznajomy, który ma 
interes do t.ateczki!" 
. Znów nowa napaść!" myśli w duchu pau Raczek, 
wszakże mnie nie zlnylą, i zamiast odpowiedzi kiwa da- 
lej palcem: "sam, tam! sam tam!" 
Chłopiec się dziwi temu, co to ojciec I'obi, a potem 
przystępuje bliżej, a ciąguąc go za surdut powtarza swoje 
polecenie: rozgniewany ojciec lewą ręką wycina chłopcu 
tęgi policzek, lecz prawą dalej kiwa: . sam tam! sam 
tam!" 
Z płaczem odchodzi synalek do matki, która z nim 
bieży do m
źa: . nie rób ze siebie błazna, a schodź na 
dół do pana, który ci przyniósł jakieś pieniądze, i ma 
pilny interes!. 
Pan Raczek rozumiał, że to uowy figiel od Inłodych 
panów nastrojony: . wszakże mnie nie złapil! !" 
Chociaż oburzona małżonka grzmiała i piorunowała. 
mężulek wcale na to nie zwaźa, bo regularnie za zegarem 
powtarza: . sam, t.am! sam tam!" 
Wreszcie odbija zegar pół godziny; pan Raczek 
jako przydawkę wyrzekł po raz ostatni: . sam, tam!" 
a obracając si
 do żonki, pyta krótko: .gdzie bawią?" 
. Kto?" pyta si
 gosposia. 
.Nu młodzi panowie, co tu obiadowali i szampanem 
mnie częstowali!" 
.Ej ci już odjechali przed ćwierć godzinl!!" 
Panu Raczkowi było duszno, jak gdyby piorun 
z jasnego nieba był do niego uderzył; opamiętawszy si
, 
było pierwszem pytaniem jego: 
.Komuż oddali mój pugilares z banknotami?" 
Żona takiem pytaniem zatrwożona. odzywa sil} roz- 
paczliwym głosem: 
. Toś im za to, że ci
 błaznem zrobili, oddał twój 
pugiłares z kilku set banknotami?"_ 
Pan Raczek poznał, że jego kieszeń leksza o dwie- 
ście talarów, nie licząc w to dwóch porcyj obiRdu, cygar, 
wl}grzyna i drogiego szampana. W pierwszej chwili po- 
stanowił sobie, że jnż uigdy nie wda si
 w zakładkI} bez 
świadków; a gdy mu później znajomi przypominali obiad 
z szampanem i pośmiewali sie z niego, on także się uśmie- 
chał. lecz tern si
 pocieszał: .a przecież wygrałem, bo 
si
 ani jeden raz nie omyliłem przez pół godziny. ani 
w kiwaniu palcem, ani w powtarzaniu: "sam, tam! sam, 
tam !" 
Nosił sil} z nadzieją. że przecież kiedyś spotka 
si
 w życiu, choć z jednym z młodych panów, którzy go 
tak haniebnie oszwabili, lecz daremnie na to czekał aż do 
śmierci.
		

/img0016_0001.djvu

			352 


Zadania i rozwiązania. 


Nielitościwe serce. Do bogatego człowieka przy- 
szcdł n
dzarz, prosząc o jałmużn
. 
.Już dwa dni nic nie jadłem", mówił dl"Zącym 
głosem. 
. Tyś szczęśli
vszy odemnie" , krzyknął bogacz, .ja 
bez jadła ani dnia nie wytrzymałbym." 


Z podsłuchanei rozmow
. Wie hajst'? lcyk, tego 
nie morze prawde być, ja tego nie wierze." 
. Ku czemu nie prawdą? Ku czemu nie wierzysz 
1\'1 uzcs ? Ja b.:dzie prz ysiądz '
" 
. Nie, przysiądz nie, ale my będzie się założyć?" 
.Założyć? wie hajst założyć? ja nie chc
 si
 zało- 
żyć, a I e p r z y s i 
 g n o wać t o ID o g I} i 8 t o r a z y 
_...Ą

.- 


Zadania i rozwią.zania. 


s z a r a «1)'. 
Trzy głoski bcz drugicj kraj Azyi mmeJszej, 
Drugie z trzeciem owoc, jest z odmiany wi
kszej. 
Trzecie z pierwszem są to, p
knięcia na murze, 
Czwarte z trzeciem znaue, wąwozy w nat.urze. 
CałoM to kraj wielki, zimny choć bogaty, 
Wywożą tam ludzi, tak dziś, jak przed laty. 
Gdzic lud tęskni sobie, za ziemi!} kochaną, 
Drogą sercu człeka, a dziś rozebranI!. 


Złóż też pierwsze z trzeciem. sobie w jednę całość, 
Masz do gry obrazków, pi
kną okazałość. 
Drugie samo tylko, mówi dzieci
 w razie, 
Gdy mu kto znajomy, odchodzi na razie. 
Przy drugiem a skraja - wspak dwic od pierwszego, 
Sprz
tów, naczyń nazwa - z kościoła naszego. 
Całość to granica - z natury stworzona, 
Latem zdala czarna, zimą ubielona. 


PiCI'wsze, drugie, czwarte, miasto sycylijskie, 
Znów pierwsze i czwarte, miasto palestyńskie. 
Zaś pierwszego z drugim, złoczyńca si
 boi, 
Jest na rusztowaniu, przy nim wtedy stoi. 
Czwarte, trzecie, pierwsze, lud wtedy powiada, 
Gdy mu bieda, smutek, dokucza nielada. 
Wszystko to ci znane, imi
 zapowiada. 
Jeźliś myśli zebrał, zgadniesz, co wypada. 


Z a g a «I k i. 
Co jest potrzebniejsze, kowal czy siekiera? 


Jaka jcst różnica pomiędzy krawcem, a rozbójnikiem? 


Dla czego młynarze noszą białe czapki'
 


Rozwiązania nastąpią w 24-tym nnmerze. 


Uozwh!z:"uia zagach'l.. z IUłlłlł"rU 20. 
D z i a d ck, o j c i e c w n li k. 
Dobre rozwiazania nadesłali pp. C. Flak i A. Woź- 
niak z Ro];dzienia. . 


D z i li r a w y o r z e c h. 
Dobre rozwiazania nadcsłali pp. C. Flak A. Woź- 
niak z Rozdzienia. . 


Gw ce. 
Dobre rozwiazania nadesłał p. Jan Szulc z Gniezna 
w dość ndatnym wierszu. 
Cóż to Pauie Redaktorze? 
Czy jttŻ zgadnąć nikt nie może. 
Tej zagadki co czytali, 
Czytelnicy wielcy mali, 
W tym .Przyjacielu" ukochanym, 
W pilJknym maju nam przesłanym? 
Że jest trudną sami wiecie, 
Lecz jl! pono zgadłem przecie: 
.0" litera w .C" si
 chowa, 
To potwierdzi ml!dra głowa, 
Gdy wymówi razem: 
.Owce", co pasterze dnie i noce 
Mile przy nich czas sp
dzają, 
I dla korzyści swej chowają. 
Ot i całe rozwil!zanie, 
Tylko nie wiem, czy udane, 
Boć nie jestem żaden panek; 
Tylko ze wsi chłopek Janek; 
Wreszcie sami już przyznacie, 
Gdy coś warte, to mi dacie 
T
 książeczkI} obiecaną, 
Za zagadki - rozwiązanie! 


Rozwiązania szurad z IIUUłerll 20. 
G a ł k fi, P a łka. 
Dobre rozwiazanie nadesłali pp. C. Flak A. Woź- 
niak z Rozdzienia. . 


Nalepa. 
Dobre rozwil!zallie nadesłali pp. C. Flak A. W oź- 
niak z Rozdzienia. 


Łamigłówka. 
Dobre rozwil!zauie nadesłali pp. Jan Szulc z Gniezna, 
Jan Bednarski z Mikołowa. 


Drukiem i nakładem Karola Miarki w Mikołowie (Nicolai 0.-8.)