/img0001_0001.djvu

			, 
'
 J, ( A I ł \ I 

-J)-J. ZDZIAŁANE lA Dl=łlY ZYNA 

I NA S . M YI AN.Y 


" ZĘST CHO SKI E 

 \ 
\. " 
\ 
. I 

 , r 
f<'" 
J,II 
P-," 


"A 


: 
. '11 ' 


'J . 
.- Ir' 
- 



 - 
, I . 
"Ul 

\ I 
II - ...., tlI 
( C 


 ci . !łl 

 . -, 
'\ 
, , ... 

- - -- 
- 

 . I 
I - 
\ 11: 
/:1 
 - 
(' fi)' < - 1.- 
I 
\ 

- 
, ' 




/ 
, , 
\ ' 


E''' 


.A. 


... , 

 .... Ill\ 
'
 
 
_ 
 
 i 

 .., \ ..7f:- 
Ił 
 
fI < 
( /, . . 
,. . 
,\; , \ 
' \ . 


1 


'C: '
 ! 
. 
('I 


I.. 


.::...l. 


[ J L 
7 


!... 


1-; \ __ 


\I
, 
,( 

 ł 
 
,
 

 
\\it 
L / 
-:0 ." 


-\ J 


.....:;;'-e . 


1'1 

 


" , 
......-.!łl" 
'- 


 
""", ł, 


\" 


\ ' 
/ 
\ 
,," 11/ 
o 


/ . 
, 



I 

f 
"1. 
"". . 
'd' 
, 


.. 

m 1/ 
.1< I 
f-1 

 -:)t
 
- - 
 
- 
t,ł 


, fi' 


& 


, j
		

/img0002_0001.djvu

			} 
. . 
,
.. . 
..;,
 - 
- .
		

/img0003_0001.djvu

			CUDA I ŁASKI 


ZDZIAŁANE ZA PRZYCZYNĄ 


NAJŚW. MARYI PANNY 
CZĘS TO CH O W SKIE'J 


ZEBRAł. I OPRACOWAł. 


O. ALEKSANDER ŁAZIŃSKI 


PAULIN Z JAS"EJ GÓRY 



 


, 


WYDANIE DRUGIE, POPRAWJONl 



 
(.:tf'
'l.
 
CiĘSTOCHOWA 
NAKŁADEM 00. PAULINÓW 
NA JAS'''
U GÓRZE
		

/img0004_0001.djvu

			iMPRIMI POTEST 


P. Piw Przezaziecki 


Częstochoviae, d. 2. II. 1938 ano 


'" 


'
 
,Gt 
. 


N I H I L O B S T A T. 


Ks. St. Zimorowicz 


125935 


Censor librarum. 


BG a.łSP 
11"1'111'1' 11"1 'III' 1'1" 111'1 'III 1"1 
125935 


REIMPRIMATUR 



ę8tochovłae, d. 30 martii 1938 a. 


t A. Zimniak 


Vicarius Generalia 


Episcopus Auxilian,; 


Wszelkie prawa przedr
ku zas 
 rzeżone. 
Druk. T, Nagłowskiego i S-ki w Częstochowie, 


'( -I l.
		

/img0005_0001.djvu

			. 


PRZEDMOWA. 


Jasna Góra!,.. lle
 treści zawierają te slowaJ. Jakie dro- 
gie wspomnienia powstają w pamięci, ile uczui gorących 
budzi. się w sercu, ile swoistych obrazów wylania si(} e przl- 
$zlości naszej na ich dŹ1vięk! 

. Jeśli prawdą jest, że "tak daleko Polski, jak dalello 
czci Matki Boskiej Częstochowskiej", to z niemniejszą pew- 
nością powiedzieć m02'na, że o tyle serce polskie po katoU

 
ku czuje, o ile w nim jest miejsce na Jasną Górę,. łW gO'l'ą 

 jej ukochanie. 
Z Woli Bożej wpleciona, jako złocisty szlak w kan-iDę 
historii naszego narodu, Jasna Góra. stała się spójnią du- 
chowyc1
 sil, ogniwem pblskich serc, symbolem wierności Bo
 
gu, Tronem Knjlowej Niebios i Królowej Polski, źródlem 
niezliczonych Jej łask. 
To polska Betsaida, w które) naj cięższe niemoce duchp 
i ciała znajdują pomoc skuteczną... 
Związana ści,śle z Ojczyzną naszą prze
 pięć i pół wi,. 
Mw, Jasna Góra tak ,ąlęboko spoiła się z duszą narodu, fi, 
trudno sobie wyotJrazić Polaka, któryby Jej nie znal, o 
niej nie czy tal i nawiedzić Jej nie pragnął. 
Siłą, która do stóp Jasnej Góry ściąga niezliczone rz. 
8ze - to Cudowny Obraz Przeczystej Bogarodzicy (malowe.- 
ny, jak niesie tradycja, przez św, Łukasza Ewangelistę), z 
którego Ona króluje i hojnie swe łaski na kraj zlewa. 
Jest w tym specjalna Opatrzność Boża, że obrazy Mat,- 
ki Najświętszej, a .iuż przedewszystkiem Częstochowski,' od 
larne.'Jo zjawienia się na ziemi polskiej zasłynąl z niezliczo- 
nej ilości różnorodnych cudów, 
1 dzisiaj ręka Boża z niemniejszą niż ongiś hojnościq, 
dziala cuda, byl-e w duszy człowieka znalazła odpowiednią 
wiarę i ufność. 
..,. Książka niniejsza ma ta zadanie podać niekt6re z tych 
nadz%'yczajnych łask, jakie w szeregu tviek6w aż do dni na; 
.zych ustawi.c'mie,niby okruszyny, spadały 8 królewskiegP 

 


,
		

/img0006_0001.djvu

			:
tolu Mar1Ji; ma ona przez to uczcić toiarę praojcó:W..flaszycn, " 
z ufności4 'Uciekających się pod opiekę swej Pani, jak rów
 
niei zachęcić wspólczesne i przyszle pokolenia, by wstępowa- 
ły w ich ślady. 
Poznanie cudów, na Jasnej Górze przez 
!Jfatką Boską 
zdziałanych ożywi w czytelnikach wiarę w pomoc i opiekę 
Maryi, pogłębi ufność, rozpali miłość, nauczy 'lO chwilach 
ciężkich i niebezpiecznych oddawać się całkowicie w ręce 
Tej, CO słusznie się Królową Polski nazywa, 
Jak niegdyś' w JJanie Galilejskiej, na prostą 7twagę 
Matki Najświętszej " Wina nie mają", Je.i Boski Syn 1tcZY- 
nił pierwszy cttd i rozpoczął dobrze czynić lttdzio1n, tak i o. 
becn
e żarliwa- modlitwa, 11.a wierze oparta, nie może nie byf 
wysl-ttchaną, skoro będzie miała za sobą pośrednictwo Maryi, 
której Syn w niebie nic odmówić nie może. 
Nieck Bóg uwielbion będzie za to, że ąal ludziom tak 
wielką i świętą Matkę, niech Mu będzie cześć i chwala na 
wieki, że naszą kochaną polską ziemię takim skarbem obd
 
'tzyć. raczył, a 'l ej, cD tak rozmilowana w nar;odzie naszym, 
na Jasnej Górze stolicę sobie obrala,by stamtąd na lud 
wierny zlewać łask potoki, - bezgraniczną miłość i- wier- 

ość ślulntjmy na wieki!... 


Jasna Góra, 
dnia 2 lutego 1930 .... 
"
		

/img0007_0001.djvu

			R o z d z i a ł I. 
NAUKA KOSCIOŁA KATOLICKIEGO O CUDACH 


Podając w pracy niniejszej cały szereg nndzwyczaj- 
nych faktów, zdziałanych Wszechmocą Bożą za przyczyną 
Najśw. Panny Częstochowskiej, uznałem za rzecz koniecz- 
ną umieścić na piel'wstym miejscu rozdział specjalny, 
mający za zadanie podać w streszczeniu naukę Kościoła 
katolickiego o cudach, 
Co więc nazywamy cudem
 
Cudem nazywamy wszystko to, co, według św. To- 
masza (I gm, 110, IV), dzieje się poza porządkiem całej 
natury, a więc wszystko, co przechodzi granice możliwoś- 
ci ludzkiego działania, każdy fakt albo czyn, którego przy- 
czynowości cała wiedza i mądrość świata wytłumaczy6 
w sposób naturalny nie jest w stanie. 
Według nauki Kościoła, cud jest to zdarzenie lub 
czyn nadzwyczajny, nie wywołany siłami natury, lecz po- 
chodzący bezpośrednio od Boga; innymi słowy: jest to zja- 
wisko w obrębie świata zmysłowego, zdziałane w celu 
objawienia ludziom woli Boga, uj8wnienia Jego potęgi, 
stwierdzenia Jego Najwyższej Opatrzności nad światem. 
Przeto tylko Bóg, ponieważ nie jest stworzeniem, ale Pa- 
nem stworzenia, własną mocą może działać 
nda, (t:w. 
Tomasz I III, IV conclusio). 
Cuda bywają dwojakie: pozorne, czyli fałszywe, i 
prawdziwe, Spra-wcą pierwszych jest szatan, który przy 
użyciu sił naturalnych dokonywa różnych dziwnych rze- 
czy. Z takimi dziwami w świecie naturalnym spotykamy 
się i w dzisiejazych czasach wśród dzikich ludów, gdzie 
rozmaici czarodzieje. bałamucą łatwowiernych swych wy- 
znawców sztuczkami i zjawiskami, które zwykły porządek 
rzeczy przekraczają. O takich .zjawiskach wspomina Pismo 
św. w Starym Testamencie, kiedy to magowie egipscy wy- 
woływali podobne zjawiska, jakie Bóg czynił pr7.e
 Mojże- 
sza, a w Nowym Testamencie mamy wzmiankę o Szymo.
		

/img0008_0001.djvu

			r 


"
 



 


", 


I '.
		

/img0009_0001.djvu

			'l 
nie czarnoksiężniku, który tumanił ludzi r"óżnymi sztucz- 
kami, naśladując w tym cuda Apostołów. 1) 
Prawdziwe cuda pochodzą jedynie od Boga, są bfla-- 
pośrednim objawem Jego potęgi, jako Pana ws
stkich 
stworzeń i praw natury. 
Bóg dzia!s cuda albo dla okazania większej Swej 
chwały, albo dla potwierdzenia prawd wiary, których ro- 
zum ludzki zgłębić i pojąć nie może, albo dla stwierdze- 
nia świętości zmarłych już osób, albo w kOTICU dla '00- 
zania ludziom Swej dobroci i sprawiedliwości. I t&k żyWe 
Pana Jezusa było przepełnione cudami, aby wykazać świ&- 
tu, że On to właśnie jest tym obiecanym Mesjaszem, s.y- 
nem Bożym, którego Ojciec Niebieski 'zesłał ludziom dla 
ich zbawienia. 
Niejednokrotnie obiera sobie Bóg jakieś miejsce na 
ziemi, np. świątynię lub obraz, gdzie wierni, pomodliwszy 
się z wiarą, otrzymują nadzwyczajne łaski, o które gdzie- 
indziej napróżnoby prosili. 2) Do t3kich miejsc w Polsce 
przedewszystkiem zaliczyć musimy Jasną Górę, którą Bóg 
obrał za tron dla Swej Matki Najświętszej i gdzie za Jej 
przemożną przyczyną żlewa na proszących niezliczone łaski. 
Każdy nar6d takimi uprzywilejowanymi przez Boga 
miejscami poszczycić się może. 
Niekiedy na skutek modłów albo z opatrznościowej 
dobroci Boga wytryska z ziemi zródło, którego woda, 
z wiarą używana. przywraca zdrowie, a często i życie. 
Znamy takie źródło w Lourdes we Francji, przy kościełe 
św. Barb
ry w Częstochowie, św. Stanisława w Krakowie 
na Skałce i t. p, Takie miejsca były i w Starym Testa- 
mencie, takim miejscem była w Jerozolimie sadzawka 
Betsaida, gdzie odzyskiwlłł zdrowie każdy, kto, dotknięty 
jaką1wlwiek niemocą, pierwszy wstępował do wody, gdy 
ją anioł poruszał. (
w. Jan roz. V). 
W sprawowaniu cudów Bóg bardzo często posługu- 
je Się ludzmi, którzy w Imię Jego rozkazują przyrodzie i 
ta ich słucha, jak to uczynił św. Grzegorz Cudotwórca 


1) Magicy 1 czarodzieje, mówi św. Augustyn, czynią cuda wyslu- 
chllni raczej przez szatanów, którzy im w tym pomagają. (LXXXIII, 79). 
. 2)" Wprawdzie Bóg wszędzie jest obecny i żadIlym miejscem 
o
JętYI!l ani ściśnionym być nie może. Któż jednak zbadać może tę 
t
Jeml!lCę, .dlaczego na jednym miejscu dzieją się cuda, a na nru- 

I
 mc" (s,
. Augustyn t. II epi:>. LXXViIl), co i Apostui mówi o 
sWlętych: "Ole wszyscy mają dar uzdrawiania" (Cor. XlI. 80).
		

/img0010_0001.djvu

			'8 
Z górą, której kazał przemesc się na inne mieJsce; lub 
aw. Stanisław Biskup Krakowski, wskrzeszający Piotrowi- 
na. .Tacy ludzie, czyniący cuda w imię Boż
, są wysłan- 
nikami Najwyższego i mocą tych cudów dają świadectwo 
praw,izie. 
, ' K[
ięgi święte i historia Kościoła pełne są przykła- 
dów, świadczących o udzielanej ludziom przez Boga wła- 
dzy czynienia cudów. Czynił je Mojżesz od czasu kiedy 
został wodzem ludu żydowskiego; czynili je Prorocy dla 
udowodnienia posłannictwa swego; czynili je Apostołowie 
:l:a życi.a i po śmierci Pana Jezusa; czyniło je tysiące 

więtych poprzez wszystkie wieki i na wszystkich :miej- 
scach. Czynią je i dzisiaj ludzie święci, bo takich nigdy 
nie brakowało, nie brakuje i nigdy nie zabraknie- w Koś- 
ciele Bożym. 
Pan Jezus, czyniąc cuda, działał je w imię swoje, bo 
sam był Bogiem, i dlatego, wskrzeszając Łazarza, powie- 
dział: "Łazarzu, wstnń!"; albo do zmarłego młodzieńca 
z Naim rzekł: "młodzieńcze, tobie mówię - wstań!" Apo- 
stołowie zaś i święci działali nie w swoim, lecz w imieniu 
Boga, jako słudzy Jego; przykładem niech nam będzie 
uleczenie chromego żebraka przez św. Piotra, który go 
uzdrowił słowami: "Złota ni srebra nie mam, ale co mam. 
to ci dam: w imię Jezusa Chrystusa wstań i chodi!" 
Są ludzie, którzy twierdzą.,; że cuda są niemożliwe, 
gdyż to sprzeciwia się mądrości Boga. Od Boga, powia- 
dają, pochodzi natura i wszystkie prawa nią kierujące, 
oud więc, zawieszając prawa natury, lub działając poza 
naturą, dawałby dowód, że Bóg w danym wypadku popra- 
wia sam siebie i zmienia prawo, które sam ustanowił. To 
twierdzenie jest błędne i pochodzi od ludzi, którzy Pana 
Boga .nie znają albo Go znać nie chcą, boć i na ziemi ma- 
my często wyjątki od prawa powszechnego; tak np. król, 
choć stanowi prawo śmierci dla z'brodniarzy, ale w'pew- 
nych wypadkach, całkowicie od prawa niezależnych, ska- 
Z"anego na śmierć, ułaskawia i życie mu darowuje. Wyją- 
tek t
ki jednak nie zmienia prawa. Jeśli prawodawca na 
zielni tak uczynić może i nikt tego nie bierze jako coś 
ujemnego dla mocy i godności prawa, dlaczegóżby Pan 
Bóg nie miał robić wyjątków w prawie ogólnym, jeśli chce 
'fi specjaJny sposób okazać swą dobroć i opiekę nad ludzmi? 
ZI' 
ztą przy cudach siły naturalne częstokroć dzia- 
lać nie ;.-rzestają, owszem współpracują z nimi. np. pl'ZY
		

/img0011_0001.djvu

			9 
nngłym cudownym uleczeniu z ciężkich ran, pozostająca 
blizny niczym się nie różnią od tych, jakie powstałYQY f 
przy uleczeniu środkami naturalnymi, gdyby takowe m9- 
gly odnieść pożądany skutek. Cud więc prawom ogólnym 
nIe uwłacza. lecz doskonale z nimi harmonizuje. Stwa- 
rza go ten sam Bóg Wszechmogący, który stwórzył natu. 
rę i prawa jej ustanowił. 
Niedowiarkowie i różni dzisiejsi fatszywi uczeni 
twierdzą. że cuda są tylko urojeniem, albo poprostu złu- 
dzeniem zmysłów. Zaatakowali oni nawet cuda w Ewange1'l"i 
przez Chrystusa uczynione. a samego Pana Jezusa nazwa- 
li twórcą cudów jedynie w tym znaczeniu, że łatwowł€W- 
ni ucwiow'e wszystkiemu wierzyli, a bezkrytyczny tłum 
w swym pale wszystko za rzeczy nadzwyczajne poczy- 
tywał. 
Na bluznierstwa jest odpowiedz jasna i krótka: 
czy ni, ,;kszym byłoby cudem złudzenie pięciu tysi7{oy 
mężów 'icz nif'wiast i dzieci), którzy po spożyciu pię- 
ciu Cł, w, pobłogosławionyah przez Chrystusa Pana 1 
czują nietylko nasyceni, lecz nadto' pozostoły..mi 
resztk r 011 napełniają dwanaście koszów? (
w, Mateua
, 
rozdz. yr ). 
CZ} my w żywocie św. Anastazji męczennicy, że 
gdy ją I :i chcieli wyrzucić z łodzi do wody, ręce jm 
uschły, .'idz sama do brzegu wróciła. Czyż te sto dw.- 
dzieśc! b, które patrząc na to uwierzyło w Chryst1t- 
8a, nar \c się przez to na straszne męc
arn:.e i śmierć 
okrutnb też podległo złudzeniu? 
Zr. - ) takie zbiorowe złudzenie daleko wspanialszym 
byłoby ('l lam, aniżeli sam fakt rozmnożenia chleba, czy 
też usei.. lcia rąk i powrót samej łodzi do brzegu. 
Ta' metoda niedowiarków w zaprzeczaniu cudów 
może t:; J zwiększyć wiarę w ich istnienie i prawdz.i- 
wośc ty .e, 
Zr(' tą w naszym XX, wieku wszelkiej nauki i kł'J'-' 
tyki. mal!..T tak dużo cudów, że inne wieki mogłyby nam 
pozazdrościć, Jak za czasów Chrystusa Pana, tak i obeG- 
nie cała ludzka wiedza współczesna staje wobec cudu be. 
radna i tylko wypowiedzieć może te proste a wiele 
mówiące słowa; .. Tego faktu nauka wytłumaczyć nie 
potrafi" . 
Do cudów na Jasnej Górze w ostatnich lat dziesią1l. 
kach dołączają się niezliczone wprost cuda w Lourdes,
		

/img0012_0001.djvu

			10 
których ani bezbożna wiedza ani niedowiarstwo dzisiejsze 
zaprzeczyć i obalić nie może. 1) 
Zapewne, że potęga Boża w różnych czasach i miej- 
scach rozmaicie się objawia; to tylko pewnym jest, że Bóg, 
jako Dobroć i Mądrość nieskończona, swe dary na ludz- 
kość zlewa celowo, to jest zgodnie z okolicznościami 
chwili i usposobieniem człowieka. 
Według św. Augustyna, cuda, tak liczne w pierw- 
8z'ych wiekach Kościoła, w miarę jak Ewangelia rozszerzała 
"się i gruntowała w narodach, już nie były tak dalece po- 
trzebne. Słusznie św. Paweł Apostoł mógł twierdzić, że 
.
naki" (t. j. cuda) są przede wszyl3tkim dla niewiernych; 
'\\1erni mają wiarę i to im wystarcza do życia dla Boga 
na ziemi i do zasług na niebo. Pewność wiary bowiem 
-ł>arta jest na słowie Bożym, które ma większą powagę, 
aniżeli rzeczywistość naoczna, 
Zmysły mogą mylić i często mylą; Bóg nie błądzi 
iJfgdy i omylić nikogo nie chce i nie może. 
Jednakże i między wiernymi Bóg niejednokrotnie 
'działa cuda w celu pomnożenia wiary i wynagrodzenia 
gorącej a pęłnej ufności modlitwy błagalnej. 
Cud upatrujemy nietylko w faktach z dziedziny 
"nmterii, których nauka wyjaśnić nie może, gdyż. spowo- 
'd.owane nadzie
ską mocą, przechodzą siły natury, - lecz 
także w niezwykłych zjawiskach z dziedziny ducha, gdzie 
potęga Boza dokonywa dzieł ponad wszelkie pojęcie ludzkie. 
Cuda w dziedzinie materii z Dlłtury swej nie mogą 
b,yć zbyt częste, notomiast cuda w dziedzinie ducha spo- 
'Vkomy na każdym niemol kroku, a doniosłość ich jest 
t:fieskończenie większa, 
Materia słucha swego Stwórcę i nic w tym dziwnego; 
dusza ludzka, będąc z natury istotą wolną, moze Mu się 



 :I) W Lourdes została zbudowana kilkadziesiąt lat temu wspa- 
nIała klinika, a przy niej Biuro stwierdzeń. Założycielem i długi czas 
prowadzącym biuro był stary lekarz Dr baron Dunoit (umarł w r. 
t891). Po nim objął prezesostwo lekarz Dr Boissarier. który od r. 
1858 począł wydawać ,.Annalles de Lourdes", opisujące szczegółowo 
r:udowne uzdrowienia (jest ich już przeszło 	
			

/img0013_0001.djvu

			11 
oprzeł!; to teź nawrócić grzesznika jest w pewn
 zna- 
czeniu czymś więcej, aniżeli go stworzyć lub nawet- cały 
świat wyprowadzić z nicości. 
:> Na Jasnej Górze uzdrowienia widzialne zdarzają się 
dość często i każdy rok notuje ich przynajmniej kilka, ale 
któż zliczy owe uzdrowienia dusz, wiadome tylko Bogu 
i tym, którzy tej łaski doznali!.., 
Pewien niedowiarek, pozujący na mędrca, wyraził 
się, że pielgrzymki są rzeczą przestarzałą i w d:ł;isiej- 
szyoh czasach muszą wyjś!5 z użycia; inny znowu twie:v- 
dził, że wobac dzisiejszej wiedzy cuda utrzymać się ni
 
mogą, - tymczasem odpowiedzią na te gołosłowne twie:D- 
dzenia są '9tki i tysiące pielgrzymek n
 miejsca, gdzw 
cuda nie wyczerpują się nigdy, a nauka wobec nich tylko 
czoła kornie uchylić może. 
Kroniki jasnogórskie przechowały nam bardzo cie" 
kawe opisy ,-,udów. Niektóre' z tych cudów zostały uwiecz- 
nione na sklepieniu Bazyliki, gdzie geniusz znakomitego 
malarza szwedzkiego, Karola Dankwarta, potrafił z tych 
pojedyńczYCll cudów stworzyć przepiękną pieśń artystycz- 
ną. głosząC'o cześć Niebieskiej Sprawczyni tychże, Niepo- 
kalanej Maryi. 
Notatki, od chwili umieszczenia Cudownego Obrazu 
na Jasnej Górze skrupulatnie z dnia na dzień przez za- 
konników prowadzone, wykazują zdarzenia dziwne, opi" 
sane szczer;o:e, prosto, zwyczajnie, jakgdyby rzeczy co- 
dzienne, jednakże zawsze na poważnych świadectwach 
oparte. 1) Gdy się je czyta, ma się wrażenie, że niejako 
namacalnie dotykamy tych obfitych błogosławieństw Nie- 
ba, zlewanych za przyczyną Maryi na cały naród polski. 
Do tej, zarÓwno pisanej piórem jak i pędzlem arty- 
sty wyrażonej historii hojności Boga, ,dołączają się ustne 
podania i przykłady, które krążą w narodzie, a przecho- 
wywane z wielkim pietyzmem -z pokolenia na pokolenie, 
stwarzają tę przepiękną i niebiańską atmosferę ducha, 
której ogniskiem jest Matka Boga, Królowa Polski i Opie- 
kunka narodu, Niepokalana Maryja Jasnogórska. 


1) Pierwsze cuda notowane sięgają roku 1415.
		

/img0014_0001.djvu

			. 


,', 


.. 


"9 


Ił'" e:, 


,. 
, 



-..: 
.
 
# 


,..11'
 "J.
..
"4 
.. 
 ';' . \. 

 ' l 


,I " 


1= r 
.,,' 


b 


.oii' f . 
ł . 

....

 


.:,...', ""' 


* 


ł 
"i-: 
.; '
",
' 


,
 
,!
.." 


" 


... 


:.l: 


,'.J. .. 
.. '.
:J,.;t.
. 


,.. ., 
t,. 


.
 . 
..... ,oJ. 
. 
( 


. , 


*'
k 


. J 
 
",j 


" 
, , 


!r 
> '. '*' 


j, l 
:; ł 
 . 
<:<" "f'łl 


.; " 


, "'><-
. . . 
"... ,:t' . fI .. 
-.ł.",
:"" 
 
.
 \...
? 


" 



 J. .... 
 


';tJ 
:t 


J;: . 
'\ " 


"-. 

 
w '"'::: 1 
ł. lJt '; 
, 


;i 
. 'f
 
. . 


7- .
.. 


, '4; 


; .. 
;....."1- 


. "
" 


"'" l
 


!> '; 
:. :.;"!- 
i< ",. 
..:" ?'" "{. 


...
 


" "'l', 


. 
'
'. 


'rr 
': ..A;'
'" *" :
: 


MATKA BOSKA CZĘSTOCHOWSKA
		

/img0015_0001.djvu

			18 


Rozdział II. 
HISTORIA CUDOWNEGO OBRAZU MATKI BOSKIEJ 
CZĘSTOCHOWSKIEJ. 


Magnesem Jasnej Góry, skarbem jej największym, 
źródłem niezliczonych cudów od pięciu i pół wieków jest 
Cudowny Obraz Matki Boskiej, Dla Niej, Najświętszej, 
powstała kaplica i kościół, i skarbiec, i wieża, i wały - 
słowem wszystko, czym Jasna Gora była. jest i będzie; to 
też poznanie dziejów Obrazu jest chyba dla każdego rze- 
czą najpożądańszą. 
O powstaniu Obrazu i jego dziejach do roku 1382, 
t. j. do umieszczenia go na Jasnej Górze, niema spisa- 
nych historycznych wiadom08ci; te bowiem, jak 
wiadczy 
o tym kronikarz Nieszporkowicz, w cZ3sie najazdu husy- 
t6w na Jasną Górę zniszczone zostały (1430 r.) 
Natomiast powstanie Obrazu Matki Boskiej Czę!fto- 
chowskiej odnosi ustna tradycja wieków do tej epoki ży- 
cia Najśw. Panny, o której poeta tak mówi: 
"Została Matka sama na ziemi, z boleścią swoją, ze 
łzami swymi; dwie tylko chwile radosne miała: gdy na 
świat przyszedł Syn Jej jedyny i gdy w dzień trzeci po 
Jego zgonie zmartwychwstałego znowu ujrzała. Przez lat 
czternaście przy św. Janie mieszkała smutna, cicha i 
skromna Boskiego Syna Matka wybrana; ziemską piel- 
grzymkę Swoją kończyła w modłach, w wspomnieniach, 
w dusznej tęsknocie, wpatrzona w niebo, gdzie Syn Jej 
mieszka, wpatrzona w ziemię, co łzy Jej piła, a Jego 
krwawe ślady nosiła. Choć siedem mieczów tkwiło w Jej 
-łonie, chociaż w cierniowej żyła koronie, choć' Jej do 
krzyża Syna przybito, w sercu' nie miała cierpkiej gory- 
czy ani do św:ata, a.ni do ludzi; ich przyjaciółką, ich 
opiekunką. ich dobrodziejką była do zgonu i po wiek 
wieków pozostać miała. A choć krwawymi łzami płakała, 
łzy te na kwiaty ziemia zmieniała. 
Choć całe niebo z swym majestatem czekało na nil\ 
jak na królowę, Ona z litości wielkiej nad światem z lud!- 
mi wolała przebywać w smutku i sama żałość tłumiąc 
swą wielką, była im Matką Pocieszrcielką. N a ludzką nę- t 
dzę dokoła siebie patrząc pełnymi od łez oczyma, chciała 
J' 'l wszystek poznać na ziemi. aby ciel:piących byli Matkl\ 
w niebie...
		

/img0016_0001.djvu

			ił 


l zadumana pdtąd boleśnie ze smutkiem w oczach, 
z chmurą na czole, szła jU7 przez życie tak, jak Ją we 
śnie na cyprysowym malował stole Apostoł Łukasz-Ewan- 
gelista, - od ziemskiej zmazy wolna i czysta!..." 1) 
O stworzeniu wizerunku Najśw. Panny przez św. Łu- 
kasza-.Ewangelistę piszą szeroko różni pisarze. Sława 
piękności i cnót Matki Boga rozchodziła się szeroko. 
wzbudzając ciekawość całego ówczesnego świata. Między 
innymi przechował się list św. Ignacego Antiocheńskiego, 
pózniejszego męczennika, do św. Jana Apostoła, w któ- 
rym pisze: 
"Jeżeli mi się godzi, do Jerozolimskiej kl'aiI)y chcę 
się udać i widzieć świętych,. którzy tam są, a osobliwie 
Maryję Józefową, o której powiadają, że jest wszystkim 
przedziwna, wszystkim: pożądana; kogoby bowiem nie ci e- 
tizyło widzieć. i rozmawiać z Tą. która })rawdziwAgo Boga 
zrodziła. 
Uczony Dionizjusz Carthusia pisze w pracach swych, 
że wszyscy wierni pragnęli widzieć Najśw. Pannę, tłum- 
nie cisnąc się do domu św. Jana. Ci zaś z chrześcijan, 
którzy mieszkali zdala, pragnęli oglądać choć wizerunek 
Matki Chrystusowej. To samo twierdzi Kanizjusz (ks. I, 
rozdz, 20): 
"Gdy tedy wielu ludzi mieli pohudzony umysł, aby 
Pana Boga swego, w niebie królującego, Matkę pr7'3d so- 
bą widzieli, a nie wszyscy zewsząd do Niej przybyć i swo- 
jemu pragnieniu zadośćuczynić mogli, tę wieczystą pa- 
miątkę, tak przytomni, jako i nieprzytompi (obecni i nie- 
obecni) dla swej pociechy zachowali, a Jedni drugim też 
wl.ajemnie udzielali" 
Idąc przeto za ogólnym żądaniem ludu a także 
własnym pragnieniem, aby posiadać pamiątkę po swej u- 
kochanej Matce, stowarzyszenie panien, otaczających Najśw. 
P.wnę w Jeruzalem i tworzących pod Jej przewodnictwem 
l',)rlzaj pierwszego zakonu niewieściego, nalegało na św. 
Łukasza, biegłego w sztuce malarskiej, aby wizerunek 
Najśw. Panny wymalował na stole z Nazaretu, znajduj 
c 'm się potym w domu św. Jana, przy którym Matka 
r ,'za zwy kła była pracować. O fakcie tym świadczy 
Eykstus Seneński (Biblio t" lib. 2, lit. l): "Błogosławiony 


1) "Królowa Niebios" Gawalewicza rozdz. XII,
		

/img0017_0001.djvu

			15 
Łukasz, po napis.nnym przez siebie Chrystusa Zbawiciela 
żywocie, obraz Jego i Matki Jego pendzlem i farbami 
wym
lował". A rzymski pisarz Nicefor (Ub, 15, cap. 14) 
dodaje jeszc
e: "Najśw. Matki obraz św. Łukasz sam swo- 
imi :tękarni wymalował, gdy jeszcze żyła i tablicę widzi,a- 
ła, a zatym czar twarzy swojej sama weń tchnęła". Ze 
obrazów cudownych N, P. Maryi przypisanych. pracy św, 
Łukasza wyliczają kilka, nie zbija to wcale Jego autor- 
stwa. Wszakże nierzadko jednego artysty oglądamy kilka, 
czy kiikanaście obrazów treści zbliżonej. a nawet tej 
samej. 
A o licu tym. świętym i zewnętrznym wyglądzie Mar 
ryi P. tflk się wyraża św. Epifaniusz u Nicefor8 w książ- 
ce 2 his t.. kościelnej: 
_ByJa I\laryja we wszystkich rzeczach poważna, mało 
i to potrzf'blle l'zeczy mówH1ca, do słuchania łacna i wiel- 
ce przyjemna, cześi\ i poszanowanie wszystkim oddująca. 
W7.1'08tem niecu mierną wysokość przechodziła. Przystoj- 
ne) w mowie wolności do wszystkich używała; bez śmiechu 
i bez zmieszania, a bez gniewu najwięcej. Koloru była 
do pszenicy podobnego, włosu żółtego, oczu bystł'.ych; 
przyżółtawych, a nakształt oliwk'owego koloru źrenice 
w nim mająca; brwi Jej były powiesiste i przystojnie 
czerniawe: nos przydłuższy, wargi kwitnące i słów słod- 
kich pełne. Twarz nie okrągła, ani kOJICzasta, ale nieco 
przydłuższa; ręce także i palce przydłuższe. Była na- 
ostatek bez wszelkiej wyniosłości, szczera i bynajmniej 
twarzy nie zmyślająca. - Pokorę z'namienitą kochająca, 
szatami, które nosiła swojskiego koloru kontentowała 
się, co i teraz św. Głowy Jej welon pokazuje, i że na 
wszystkich rzeczach wielka od Boga d:ma Jej była 
wdzięczność" . 
O stole zaś czyli blacie, na którym obraz był wy- 
malowany, jest takie podanie: Kiedy młodziuchny Jezus 
z Matką swoją i Józefem św. mieszkał w Nazaret, zapra- 
wiał się do pracy ciesielskiej przy św. Józefie 1 pod kie- 
runkiem jego wykonywał różne ł'oboty. Między innymi 
zrobił ten stół dla potrzeby domowej. Sko\'o zaś Jezus 
umarł na krzyżu, Najśw. Panna. oddana za Matkę Jano- 
wi św., przonosząc się do domu- jego w Jeruzalem na 
pomieszkanie dożywotnie, snać tcn ubogi sprzęt swój 
'Jwy z Nazaret zabrała jako najdroższą pamiątkę po
		

/img0018_0001.djvu

			t6 
Jezusie i na nim to Obraz przez św. L
kasza został W$- 
malowany. ') 
Czy mozna wyobrazić sobie bardziej wzniosłe po- 
czątki Obrazu, bardziej nadziemskie poohodzenie przed- 
miotu. przechowanego do naszych czasów! Chrystus PaD 
Boskimi rękoma, dziecięcy rai jeszcze, wykonywa go. dając 
przykład obowiązku pracy. Maryja Najśw. spędza przy 
nim długie godziny, w rozmyślaniach, smutkach i tęskno- 
cie. Na tym stole spoczywały co chwila t5więte ręce, któ- 
re Boga-Człowieka piastowały; wsiąkła w niego niejedna 
łza, gdy po ukrzyżowaniu Chrystusa sama siadywała przy 
nim Matka Boleściw
. Wreszcie za sprawą pobożuyc:h 
dziewic Jerozolimskich stół ten dostaje się w I'ęce św. 
Łukasza-Ewangelisty, malarza. i ten spędza nad nim dłu- 
gie godziny, wpatl.ując się w święte oblicze Maryi, uwiecz- 
ni8jąc jB swą sztuką, prowad:r.ąc z nią rozmowy, które 
miały stać się z czasem ważnym pr:r.yczynkiem do stwo- 
rzenia Ewangelii. Któż bowiem lepiej, niż Matka Najśw., 
JIIogła objaśniać dziejopisar:r.a Kościołu Chrystusowego 
O tajemnicy Zwiastowania, Wcielenia, Narodzenia Chry- 
stusa Pana. ucieczki do Egiptu i lat Jego dziecięcych? któ- 
re on tak dokładnie skreślił. 
Drogocenny ten wizerunek Bożej Rodzicielki prze- 
trwał wszystkie wieki. wszystkip. przemiany czasu; cu- 
downa opieka Boża czuwa wyraźnie nad świętym Obra- 
zem, wybawiając go od zniszczenia w czasie oblężenia 
i zburzenia Jerozolimy. Chrześcijanie bowiem' z na- 
tchnienia Bożego wyązli z Jerozolimy wcześniej i schro- 
nili się w górach, w miasteczku Pella, zabierając ze sobą 
Obraz Młltki Zbawiciela. 
Przez pierwsze trzy wieki droga ta pamiątka prze- 
chowywana była przez wiern,}'ch w Ziemi świętej, zwłasz- 
cza w Jerozolimie, i starannie ukrywana w podziemiach 
i katakumbach. 

 


t) Kiedy raz na rok w Wielki Czwartek cudowny Obraz 
przez 00. Paulinów dla okurzenia z pietyzmem jest wyjmowa- 
ny, wtedy zbliska można oglądać deskę dość grnbą z drzewa ży- 
wicznego bez słoi, bardzo zbliżonego do drzewa cedrowego. Kroni- 
karz Ambroży Nieszp.orkowicz nazywa Cudowny Obraz, a raczej cuda 
i laski Jasnogórskiej Pani: "Ąnalecta Mensae Heginalis" t. j. okruszy- 
ny czyli odrobiny Stołu Królewskiilgo (Kraków 1681 r.), a kronikarz 

 Anastazy Kiedrzyński wprost: "Mensa Nazaraea" (Drukarnia Jasno- 
górska i 763 r.) t. j. Stól Nazareński.
		

/img0019_0001.djvu

			11 
W roku 326, św. Helena, matka cesarza Konstantyna 
Wielkiego, pałając gorącym pr3gnieniem odnalezienia naj- 
świętszych pamiątek po Chrystusie Panu i N. Pannie Maryi, 
mimo podeszłego wieku i uciążliwych na owe czasy podróży, 
ud3je się do Jerozolimy i tam wiele z nich odnajduje: od 
żłóbka - kolebki aż do krzyża - trumny. Wtedy to i Obraz 
cudowny Matki Bożej znajduje przy zgromadzeniu panien, 
towarzyszek Matki Bożej, które wiernie przechowały Jej 
święty wizerunek i tradycję o nim. - Obraz ten cesarzowa 
Wr:łZ z innym
 relikwiami odwozi i ofi3ruje synOwi swemu. 
Konstantynowi Wielkiemu, przebywającemu już wówczas 
w nowej stolicy Bizancjum. Wedle słów Nicefor:l (lib. 8, 
car, 16), cesarz po synodzie Nicejskim buduje w Konstan- 
tynopolu przy swym pałacu kogciół pod imieniem Maryi 
i tam O:':raz cudowny umieszcza; miasto nazwał nowym 
Rzymem, J1. Matkę Boską obrał za jego patronkę. 
Obi'az ten zasłynął łaskami i cudami i otoczony był 
powszechnq czcią, W tej czci dla Maryi naśladowali Kon- 
stantyna i pózniej
i cesarze wschodni przez czas jego 
500-letniego popytu w Konstantynopolu. Pewnego razu 
kiedy Saraceni oblegli miasto, Obraz Najśw, Panny był 
obnoszony przez 
nakomitych panów i senatorów z procesją 
po ulicach i wałach, a Saraceni przerażeni pierzchnęli. 1) 
Kiedy jednak w VIII i IX w. rozszalała burza obra- 
zoburstwa i niszczono obrazy, nawet najcenniejsze dzieła 
sztuki, zwłaszcza za cesarza Leona III :[zauryka (716-741), 
Konstantyna V Kopronima (741-175) i Leona V (813-820), 
pobożniejsi książeta wschodni, skoligaceni z ruskimi, 2) chro- 


t) Obraz ten, jako najcenniejszy dar, cesarzowe oddawały jedna 
drugiej pod specjalną opiekę: Irena - Eudoksji, Eudoksja - Pul- 
cherii, Pulcheria - następnej cesarzowej i t. d. 
Mikołaj Lanckoroński, poseł za króla Zygmunta I-go w Kon- 
stantynopolu, starannie i źródłowo badał na miejscu wszystkie szcze- 
góły co do pochodzenia Obrazu Częstochowskiego i przyszedł do 
wniosku, że cała ta tradycja opiera się na pewnych i historyczn
7ch 
dokumcntach. Historia ta przez niego spisana na pergaminie i dedy- 
kowana królowi niestety zaginęła w czasie napadu Husytów na Jasną 
Górę w 1430 r., jak o tym świadczy kronikarz Nieszporkowicz. 
2) Podobne koligacje książąt były wówczas przyjęte, jak to wi- 
d
imy u książąt polskich i ruskich. I tak np.: l\1atia Dobrogniewa, 
c('rl'3 Jarosława, była małżonką Kazimierza I; Wisława, ksi. żnic" ka 
fl ła żoną Bolesława 11_ Smiałego; 'Bolesław III Krz,r 'l._sty 
]P łotwę; Bolesław IV Kędzierzawy najprzód Anastazj,=, potpm 
}J :eczysław III Eudoksję; Leszek Biały - Grzymisław ; Le- 
f, 'łrny - Gryfinę 
. i łaski, 2
		

/img0020_0001.djvu

			18 
niąc Cudowny Obraz, przewieźli go na Rus do Bełza i tam 
1)8 Zamku umieścili, I tu znowu Obraz Cudowny blisko 
500 lat przebywał. 
W roku 1352 Kazimierz Wielki przyłącza Ruś Czer- 
woną do Polski, a po jego śmierci Ludwik, król węgier. 
ski i polski oddaje ją we władanie Władysławowi OpoI- 
czykowi. Bełz jednak, jako forteca na Kresach, ciągle był 
niepokojony napadami tatarskimi. W jednym z takich na- 
padów przy oblężeniu zamku strzała tatarska wpada przez 
okno do wnętrza domowej kaplicy i wbija się w szyję N. 
P. Maryi w Cudownym Obrazie. Wtedy Władysław Opol- 
czyk po cudownym uwolnieniu od oblężenia,. wzruszony 
zniewagą, zadaną Jej umiłowanej Króluwej Niebieskiej, po- 
stanawia przenieść Obraz do swego księstwa na Opolu, Ja- 
dąc po drodze zatrzymuje się pod Jasną Górą w Często- 
chowie na nocny odpoczynek i tu we śnie otrzymuje obja- 
wienie woli Ni
bios i N. Panny Maryi, aby Cudowny Obraz 
W drewnianym wówczas parafialnym kościółku na Jasnej 
Górze zostawił. Rzeczywiście konie w dalszą drogę ruszyó 
nie chciały i książę, nie śmiejąc się już dalej opierać woli 
Bożej, choć z przykrością Cudowny Obraz w kościółku 
umieścił. Wkrótce, juk o tym świadczy oryginał doku- 
mentu pergaminowego, przechowanego do dziś na Jasne
 
Górze, sprowad?:ił zakonników reguły św. Pawła I Pustel- 
nika, sławnych WÓwczas na Węgrzech z surowego życia 
i wielkiej świątobli wości i im Cudowny Obraz oddał pod 
opiekę roku 1382, jak to widać w obrazie, umieszczonym 
na Sali Rycerskiej. 
Odtąd Cudowny Obraz N. Panny Maryi i Jasna Góra 
stale zostaje pod opieką białych Ojców Paulinów, którzy 
6 i 1/ 2 wieku dzierżą straż przyboczną Królowej Nieba 
i Polski. 
Obraz przybył na Jasną Górę, wbrew mniemaniu 
niektórych znawców sztuki, już ze sławą cudown
go i sta- 
rożytnego wizerunku Najśw. Panny Mal'yi, jak o tym 
świadczy Długosz, nazywając go "vetustissima Imago B. 
Mariae Virginis", a księga cudów, przechowana w Archi- 
wum Jasnogórskim, sięga roku 1415, To też sława i roz- 
głos Jasnej Góry rosły z każdym rokiem i dniem nawet, 
rosły też bogactwa, pomnażane darami i wDtami cudownie 
'Qleczonych z naj rozmaitszych chorób i niedomagań duszy 
i ciała, co już w roku 1430 sprowadza bandę husytów 
w celach rabunkowych. Napadają oni na klasztor Ja'sno-
		

/img0021_0001.djvu

			19 
górski, mordują jej stróżów (12 Paulinów zostało umęczo'" 
nych, jak 
wiadczy o tym drugi z rzędu obraz na Sali 
Rycerskiej), i Obraz Cudowny wywożą, a. gdy konie 
około dzisiejszego kośoioła św. Barbary stanęły i iść d
- 
lej nie ohciały, jeden z rabusiów zrzucił z furią Obraz 
Cudowny na ziemię, rozbił na trzy części i ciął szablą 
2 razy Cudowne Oblicze Najśw. P. Maryi, za co na miej- 
scu został ukarany nagłą śmiercią, jaka go tam spot- 
kała. l} Dwa cięcia do dziś dnia widnieją na 'Twarzy Matki 
Bożej. Cudowny Obraz, przez świQtokradzców znieważony 
i zniszczony król ,Jagieno rozkazał zawieść do Krakowa 
i tam przez pierwszorzędnych .mistrzów sztuki malm'- 
sldej gruntownie odnowić. a potem na Jasną Górę, jako 
nn. Tron sw6j stały uroczyście z powrotem wprowadzić. 
Obecnie Obraz Matki Bożej ozdobipny jest złotymi 
koronami (dar Piusa X z roku 1910) 2) i drogocenną bry- 
lantową sukienką. Raz na rok w Wielki Czwartek, a to 
dlatego, że w ten dzień niema żadnego nabożeństwa w Cu- 
downej kaplicy, 00. Paulini wyjmują Cudowny Obraz 
z ołtarza i na rękach przenoszą do skarbca, tam zdejmują 
korony i sukienkę, oczyszczają ją i wśród serdeczrrych 
modłów wstawiają z powrotem na swoje miejsce. Ci wszy- 
scy. którzy niosą obraz lub z bliska Mu się przypatrują, 
wyzna ą żt> chwila ta robi wrażenie nigdy niezatarte, 
.;iejedeń, wpatrując się Vi Cudowny Obraz, pomyślał 
sobie: dlaczego twarz Matki Najew. taka ciemnal1 Poru- 
szyły tę sprawę niedawno dzienniki niemieckie, 
Jak sobie rzecz tę wytłumaczyć? Widocznie cudowny 
Obraz malował artysta, który znał i widział Matkę Bożą, 
Już bowiem w Piśmie sw. znajdujemy słowa, określające 
wlnsnośl\i zewnętl'Zne twarzy Matki Boskiej, i Kościół do 
Nioj f' :'nje te słowa: "Czarna jestem. ale 'pi
kna". (Pieśń 


I, znieważeniu Obraz został przez 00. Paulinów obmyty 
wodą Ze ;dła, które tam wytrysło. Wodę tego źródła wierni 'uwa- 
7.1:lą za lowną. 
2) '(oronacji Cudownego Obrazu było 2: pierwsza (była to za- 
razem pierwsza poza granicami Włoch), odbyb się w 1717 r., a ce- 
remonii dokonał biskup Jan Krzysztof Szembek. Uroczystość ódbyła 
się wspaniale, przy tak licznym napływie wiernych, że kronika klasz- 
torna podaje, iż w tych dniach samych komunikantów wydano 148 
tysięcy. - Druga koronacja w 1910 r. ściągnęła na Jasną Górę zgó- 
rą pół rr ;H"lla wiernych; koronacyjn

::.aktu dokonał biskup włoc- 
ławski.
 I.
zitowiecki. Ur?c:tyst
ś
 fj
 _wspR?iał?ścil\ przeszła 
wSZystkiE, jalue dotychczas mlli
 mIeJsc.e_n
asnel Gorze, 
-'ł.
 
.--:l 
- ......
ł:-.y
		

/img0022_0001.djvu

			!O 
qod pie
niami). Choć więo te słowa mogą być brane 
v( znaczeniu przenośnym i duchowym, ,to jednak zarówno 
Oznaczać mogą piękność i kolor twarzy. A czyż to nie 
fWl'nwdza się na obrazie Jasnogórskiej Panienki? Choó 
Obraz ciemny, czyż jednak jest gdzie Matka Boża pięk- 
niejsza, więcej kochana, nawiedzana i więcej łask wyjed- 
nywająca, niż na Jasnej Górze? 
Jaką była w rzeczywistości Najśw. Pannl'i Mary jat 
podają nam niektórzy pisarze kościelni i Jej zewnętrzne 
cechy. A właśnie Obraz Matki Boskiej na Jasnej Górze 
posiada je, tak więc teł', kto cudowny Obraz malował t 

usiał Matkę Najświętszą widzieć i znać, i tu tradycja 
przychodzi nam z pomocą i z wyjaśnieniem, że był nim 
!;w. Łukasz. 
By na długie lata zakonserwować Obraz CudownYt 
:.o; inicjatywy Stróżów miejsca św., 00. Paulinów, z wie- 
dzą i aprobatą cBłego Episkopatu polskiego została w 1925 
roku stworzona komisja, składająca się z pierwszorzęd- 
ł'tYch znawców szt.uki i malarstwa, która miała zbadaó 
l'2:eczywisty stan Obrazu i wybrać malarza w celu odno- 
meriia go. Tę zaszczytną ale i bardzo poważną pracę ko- 
l!lisja jednogłośnie powiel'zyła prof. Janowi Rutkowsktemu t 
pierwszemu konserwatorowi zabytków sztuki w Warsza- 
"ie, znanemu już z odnowienia kilku religijnych obrazów, 
II ostatnio obrazu Rubensa w Kaliszu "Zdjęcie z Krzyża"_ 
Prof. Rutkowski z najwi
k8ZYlll pietyzmem i z nie- 
rflniejszym 
oczuciem wielldej odpowiedzialności, wziął 
!tę do odnowienia Najśw. Skarbu i przyznać trzeba, że 
chlubnie spełnił powierzone sob'ie zadanie. Prace konser- 
'tatarskie t}'wały od listopada 1925 r. do marca 1926 r. 
Odświeżony lecz nienaruszony Obraz został umieszczony 
(1')nownie w ołtarzu. 
Obraz bez ram m3 122,2 cm. wysokości, 82,2 cm. 
szerokości i 3,5 cm. grubości, malowany jest na trzech 
1Q)0,ionych z sobą deskach; a farby, użyte do twarzy i rąk 
. Matki Boskiej tudzież twarzy, rąk i stopy Dzieciątka Je- 
zus, zawierają w sobie łącznik temperowo-żywiczny. 
Badania wykaz3ły, że Obraz ten podczas swego po- 
I}ytu na Jasnej Górze był 2 razy restaUl'owany: raz w r. 
(430 po znieważeniu go rzeź Husytów za czasów Jagieł- 
4', a drugi r
z 1682 ' a Jana Sobieskiego. 
Z drugiej stro J) Obraz - udownego na całej jego 
powierzchni było P 
 l j tno, a na nim różne wi- 
.. Gl. 
 
fJ- 
"..
		

/img0023_0001.djvu

			21 
zerunki i sceny, mające za przedmiot historię Obrazu 
i niektóre cuda, zdziałane pl'Zez Maryję. Jak wskazuje 
napią na dole, jest to dodatek z odnowienia <łbra7'J. 
1 G82 roku. 
Po konserwacji w 1925 roku sukienka już nie przy- 
lega jak dawniej bezpośrednio do Obrazu, gdyż to szko- 
dzj malaturze, lecz na całej przestrzeni odstaje kilka- 
dziesiąt mm. i umooniona jest na specjalnym metalowym 
pancerzu. 
Obraz Cudowny podczas swego. przebywania na Ja- 
snej Górze był trzy razy wywożony z Częstochowy, a dwa 
razy z Jasnej G6ry do kościoła św. Barbary. Pierwszy 
raz był wywim:iony do Krakowa po napadzie Husytów, 
w celu naprawienia go i odnowieniu, a dwa razy na Gór- 
ny 
ląsk. kiedy wielkie niebezpieczeństwo zagrażało klasz- 
torowi i hyła obawa, aby nie znieważono Cudownego 
Obrazu. Raz był przewieziony do Głogowa, a raz w oko- 
lice Lublińca. Widzimy tu jak Bogarodzica szczególni
i- 
szą miłością d81'ZY GÓ1"no
lązaków. Jeszcze na 90 lat 
przed sprowadzeniem Cudownego Obrazu zostali oni od- 
łączeni od macierzy i dostali się pod pano\\-anie Czechów, 
a Matka Boża, jakby tęskniąc za nimi i pragnąc mieć swe 
()czy na nich ZW1'ócone, ze swego Obrazu patrzy na za- 
chód, jakby na dowt'id, że choć odcięci zostali od Matki- 
Ojczyzny, Matka Niebieska z oczu ich nie spuszcza, 
To też gdy po wojnie światowej ważyły się losy 

ląska. wszyscy Polacy z tej dzielnicy szli w pielgrzym- 
kach do Częstochowy, tu nabierali siły, odnawiali swe 
polskie dusze i w plebiscycie 1921 r. zwyciężyli. Matka 
Boska połączyła ich z m::wierzą, a przyjdzie czas, że i re- 
szta GÓ1'nego Śląska złączy się z całością pod znakiem Orła 
1
;1l1ego, który szybuje pod opieką Jasnogórskiej Pani. 
Ale nie tylko nad Śląskiepl roztoczyła swą Królew- 
ską Opiekę N. Panna Mal'yja. Władza Jej sięga wszystkich 
ziem polskich od Bałtyku po Karpaty i od Odry po 
Dniepr, wszędzie po dworach i chatach wiejskich, w pa- 
łacach i mieszkaniu robotnika oglądamy Cudowny Obraz 
Matki Boskiej Częstochowskiej, ten znak widomy kr610- 
wafiia Maryi nad Polską. I nie tylko kilku wiekowa hi- 
stol':ia naszego państwa świadczy o tym. Owszem dziś po 
odzyskaniu wolności wdzięczny naród, bo wierzy że mu 
lo Jago Królmva wyprosila, tym liczniej gromadzi się 
,:oto swej Pani i w tych tysiącznych rzeszach, zwiększa-
		

/img0024_0001.djvu

			22 
jących się z każdym rokiem, zbiorowych stanowych piel- 
grzymkach ślubuje Maryi dozgonną miłość i wierność, pro- 
sząc o Błogosław.eństwo dla siebie i Pol sld. Spełniła się tu 
prawio. dosłownie wizja i "Przedświtu" Krasińskiego: 
N a tle pereł, na tle kwiatów 
Diamentowa lśni korona... 
Krzyż n a piersiach zwite dłonie, 
Złote gwiazdy w Jej koronie. 
Czy pbznajesz ty, kto ona
 
Witaj, witaj - to Krójowa - 
Po swym ludu długo wdowa, 
I dziś wraca \V tej koronie, 
Którą w polskiej Częstochowie 
Niegdyś dali Jej ojcowie; 
I tych ojców przez te tonie 
Patrz! prowadzi.., 
Następujący opis cudów wielkich i nadzwycz3jnych, 
zdziałanych w ciągu wieków za pośrednictwem N. Panny 
Maryi na Jasnej Górze, będzie najwymowniejszym dowo- 
dem Jej królowania nad Polską, 


R o z d z i 8 ł III. 
MARYJA WSKRZESZA UMARŁYCH. 


1. W roku 1517 w Husiatynie, powiatu kamieniec- 
kiego żyło zacne i pobożne małżeństwo: StaniRław Wadzie 
i zona jego Anna. Mieli 5-1etniego synka Samuela. Życie 
płynęło im cicho, spokojnie i bogobojnie. Naraz dotkliwy 
cios spadł lIa rodziców: ich pociecha, synek naj milszy, za- 
chorował ciężko. Próżne były starania, leki i modlitwy:- 
po trzech dniach strasznych cierpień dziecię zmarło. 
Któż potrafi opisać ból rodziców? Zamknęły się na za- 
wsze słodkie oczęta; usteczka, tak zawsze szczebiotliwe, 
zamilkły. Czyż nigdy nie wyjdzie z nich ten tak miły 
sercu matki okrzyk "mamo"?! Umarł w sobotę - w dzień 
Maryi. I cóż czyni biedna matka? ucieka się do Matki 
Boskiej Częstochowskiej i, płacząc serdecznie, ofiarowuje 
Jej zmarłego synka, ślubuje pielgrzymkę na Jasną Górę, 
Modli się, błaga, zebrze miłosierdzia. Noc straszna, czarna 
na:hhodzi... czarniejsza dla biednej matki, niż wszy- 
ie
		

/img0025_0001.djvu

			23 
inne noce... Nieszczęsna niewiasta od trumny oderwać 
się nie może, ufa Maryi i błaga Ją, choć cienie 
śmierci coraz widoczniej powlekają twarzyczkę dzieciny.., 
Modli się i ojcieo. Gdy rankiem w niedzielę słonko za- 
błysło, strosk::tny ojciec udał się do kościoła, by omówić 
sprawę pogrzebu, lecz matka klęcząc modli się, płacze 
i nadziei nie traci. A Maryja Częstochowska słucha, zbie- 
ra łzy matczyne, jak klejnoty do swej królewskiej koro- 
ny i wysłuchuje: bo oto twarzyczka chłopczyka nabiera 
życia, znika bladość, dziecko otwiera oczy, uśmiecha 
się, wyciąga do matki. rączki i,gdy ojciec wrócił, zastał 
dziecię żywe i najzupełniej zdrowe. Wkrótce po tym 
przed cudownym wizerunkiem Maryi na Jasnej Górze 
szczęśl1wa rodzina świadectwo cudp. złożyła:, ofiarowując 
przy tym dwie świece wielkości chłopca. 


. 
. . 


2. Straszny wypadeK w roku 1540 wstrząsnął umy- 
sły mieszkańców miasta Lublińca na 
ląsku, pięć. mil od 
Częstochowy położonego. Oto w tym mieście żył rz-eźnik 
Marcin Lanio z .żoną swą Małgorzatą oraz synkami czte- 
roletnim Piotrem i dwuletni
 Kazimierzem. Pewnego 
dnia rzeźnik ten poszedł. ze swym czeladnikiem po zaku- 
py, a matka, chcąc upiec chleba, a nie mając kwasu, udała 
się do sąsiadki z prośbą o pożyczenie jej odrobiny tegoż. 
W domu zostali bez opieki dwaj synkowie. Starszy Pio- 
truś, który zapewne nieraz widział ojca, bijącego cielęta 
i barany, chciał zabawić się' w rzeźnika. Najodpowied- 
niejszym do tej zabawy wydał -mu się śpiący w kolebce 
mały Kazio. Nie namyslając się długo, wziął ostry nóż 
i podciął gardło nieszczęsnego dziecka, lecz widząc krew 
zalewającą brata - zrozumiał, że stało się coś strasznego. 
Zdjęty przerażeniem, w obawie kary, skrył się w otwar- 
tym piecu. gdzie schło drzewo, przygooowane do pieczenia 
chleba. WkrÓtce powróciła Małgorzata i, sądząc, że dzie- 
cię śpi spokojnie, szybko wzięła się do napalenia w piecu; 
lecz co to
 jakiś rozdzierający krzyk dobywa się z wę- 
wnątrz. Zakrzepła krew w żyłach matki... Spogląda w głąb 
pieca i widzi tam Piotrusia, wyciąga go, lecz za późno, 
chłopiec już nie żyje: dym z ro:.:palonego drzewa .zadusił 
go. Oczy przerażonej matki padają na kolebkę i widzi 
d 'l1gie swe dziecię martwe,' pływające we krwi. Naraz 
z 'miała wszystko i z- rozpacznym jękiem padła na zie-
		

/img0026_0001.djvu

			2 


mię, po tym zel'wawszy się biła głową o ścianę, rwała wło- 
sy, darła ubranie; wyglądała jak nieprzytomna, Tymcza- 
sem wraca ojciec, widii trupy dzieći, a żonę w takim sta
 
nie; bez namysłu rzuca się pa nią i uderzeniem siekiery 
zabija ją na miejscu, Gdy' się opamiętał i zrozumiał co 
uczynił w obłędnym szale, ogarnęło go przerażenje, lecz 
nagle promień światła Bożego rozjaśnił mu umysł. Nie 
poddaje się więc rozpaczy, słucha rad pobożnej sąsiędki 
i ufa, że Maryja z Jasnej Góry wysłucha go i wskrzesi 
zmarłych. Ona wszystko zrobić może!... Zbiegli się ludzie 
i dziwią się,. bo Mal'cin Lanio - szepcąc modlitwy - na 
wóz trzy trupy ładuje i. przeżegnawszy się, w stronę 
Częstochowy konie popędza. Na straszny ten i tragiczny 
orszak patrzą ludzie: jedni z trwogą. drudzy ze łzami. 
które im ta żywa wiara nieszczęsnego wyciska. l\Iija po 
drodze żałobny wóz wioski i osiedla. łany zbóż i wonne 
łąki, kościoły i krzyże przydrożne. chatki i dworki, a ze- 
wsząd biegną ludzie, zdumiewają się i z trwogą żegnają; 
bo i cóż to sobie myśli ten człowiek, wlokąc te trupy 
pomordowanych ze sobą? co chce z n)mi uczynić? kto 
zdolny jest je ożywić? Lecz Marcin Lanio nie zważa na 
nic, wierzy Maryi. modli się i dąży do Niej, Już zama- 
jaczył w oddali krzyż na wieżycy klasztornej. Już słyszy 
dzwony, wzywające wiernych. Zbiera resztę sił, popędza 
konie i modli się, modli nieustannie. Przybył nareszcie 
i przy. pomocy dobrych ludzi. wnosi okropne trzy trumny 
do kaplicy. Lecz sam wejść nie chce, nie śmie, padł tedy 
krzyżem: przed wejściem i ludzi wchodzących całując po 
r
kach i nogach, błaga o modlitwę. 
W' .kaplicy mrok; nadziemskim blaskiem jaśnieje 
ciemne oblicze cudownej Pani. Przed ołtarzeln nieszpory 
celebrował pełen cnót i świętości błogosławiony Stanisław 
Oporowski. Modli się czcigodny kapłan, woła o miłosier- 
dzie n
esżczęśli\yy mąż i ojciec, kaja się, kruszy; płacze 
i modli--się lud zgromadzony w świątyni. Od ołtarza pły- 
ną dźwięki przecudnego hymnu Maryi "Magnificat" ... 
Serca w oczekiwaniu cudu zamarły, tylko serC(1 biednego 
Marcina 'Limio bije, jak dzwon na trwogę, bije, jęczy, łka 
i błaga o łaskę, A gdy zaśpiewano "Uczynił mi wielkie 
rzeczy. który możny jest i święte Imię Jego" dreszcz 
rrzeszedł tłumy... Odczuli wszyscy, że teraz J9snogórska, 
( :downa P?nieilka okaże swą łaskę, okaż(> I - uli- 
t "ę się nsd biednym grzesznikiem. Z m ., . r" tu-
		

/img0027_0001.djvu

			25 
nów grobowych }>odnoszą się trzy trupy. Jeden okrzyk 
miłości i wdzięczności wzniósł się do Maryi ze wszystkich 
piersi, a dołączyły się do niego pieśni dziękczynne zmar- 
twychwstałej matki i dźwięczne głosiki dzieoięce. 
Sława tego cudu rozniosła chwałę Maryi po całym 
iiwiecie. Dowiedziawszy się o tym, cesarz niemiecki kazal 
sprowadzić kopię Cudownego Obrazu do Wjednia, którą 
następnie zawieszono w świątyni. (Niedawno historię kopii 
Matki Boskiej Częstochowskiej poruszyły dzienniki au- 
striackie). . 
. .. 


3, Rok 15"64. W cichej wiosce Zborów w pow. ka- 
liskim bawiła się gromadka chłopców w sąd. Wybrano 
sędziów, kata, obrońców i oskarżycieli. Oskarżonym był 
Walenty Żeromski, syn rządcy miejscowego majątku. Wi- 
nowajcę osądzono na śmierć przez powieszenie. Założono 
mu na szyję powróz i chłopczyna zawisł na wiel'zbie. 
Radość była ogromna. Waluś tak doskonale uda wal wisiel- 
ca, tak zabawnie kopał nogami. Lec,.z gdy chłopcy zoba- 
czyli jego twarz dziwnie się zmieniającą, przejęci lękiem 
chcieli go zdjąć; jednak słabe ich siły nie podołały ternu 
Zostawiwszy go więc, przerażeni pouciekali, a - bojąc się 
kary - nikomu o tym nie powiedzieli. 
Radośnie rycząc, wracało już z pastwisk bydełko. 
Słopce purpurową swą głowę schyliło na spoczynek. Mrok 
wieczorny spowijał ziemię, a z pobliskiego kościółka roz- 
kołysał się dzwon na "Anłoł .Pański". Z kominów prosto 
w niebo wzbił .się. dym, zwiastując bliskość wie
zerzy. 
Już wszystkic dzieci ze wsi schroniły się pod sKrzydła 
matek... niema tylko Walusia. Jejmość pani Żeromska 
zdziwiona, że go już od trzech godzin nie widzi, woła 
synka stroskanym głosem, lecZ. chłopczyk nie slyszy. 
Okropna śmierć wzięła go już w .swe lodowe objęcia i nie 
puści. Zziębło maleńkie cinłko na zawsze. 
Przerażeni rodzice rozpoczęli poszukiwania, !ecz ich 
trwożne nawoływania pozostały bez echa. Znalezli go 
wreszcie na wlęrzbie, Trudno wyobrazić sobie ich roz- 
pacz. Próżno rozoierają skostniałe członki, próżno mat- 
ka własną piersią, własnym oddechem pragnie je roz- 
grzać, próżno ojciec słucha, czy bije małe serdufJzko; 
niestety, trupek{ to 'już- tylko, Zrozpaczeni rodzice padają 
na kolana, i ofiarowując dziecię Maryi. Jasnogórskiej, 
ślubując Jaj tron w Częstochowie Dawiedzić, - W(' '. roi_
		

/img0028_0001.djvu

			/ 
'"" 
/ 
f 
" l' /' 
/ 


;" 



 
$' 
f/ .. . -- 
f; 1 ;- 
, 


"' 


........ 


- "* 




, 
. 
;C 
" ." 



 
,
 

 



. 



, 


, 
" .'">-.- 


f _
 


" , 
. 
 . 


- ----... 
. /

 

" 



 
 "\' 
 
"\... 
'. \. . 
:\ \. ... 
-- ." 
. \ J , 
\ 
 ' I ,. "
 "!"" 
" ' 
... '.', ", ' 
---ę. 


'- 


...
:I, 


"'" 
). 
'..:"( t 


....... 


, , 



 , 
..,

 


Matka Boska wskrzesza umarł)ch 
Frcsk na Wielkim Kościele 


J 


. ( 


"' 

; 
.\. . 


i 
. . -..,. 



 
, 


, .... 
 ...,.
		

/img0029_0001.djvu

			27 
łosiel'dzia i stnł się cud. bo l\Iatka Nnjświętsza, ta matka 

nlJjboleśniejsza. pamiętn te chwile, gdy piastowała martwe 
zwloki Syna. pamięta ten ból i serce Jej przejęło się bó- 
lem biednej matki, trzymającej nieżywe ciałko dziecięcia 
s,wego. Jasnogórska Panienka wróciła życie chłopięciu. 
Wnluś otworzył szeroko oczy, rozejrzał się zdumiony do- 
koła i powstał żywy i zdrowy. - 
Jeden z pięknych fresków na sklepieniu świątyni 
Jasnogórskiej głosi ten cud od 250 lat. 


" 
.. .. 


4. Maciej i Jadwiga Klimczakowie, mieszkańcy Ka- 
zimierza, mieli tylko jedno dziecię, córeczkę Ewę. Dzie- 
cinka chowała się zdrowo, była całym szmr.ęś'Jiem rodzi- 
ców, największą ich radością -i duma. W roku 1598 Ewa 

ko[lCzyła dwa latka. Pewnego dnia piastunka, chcąc za- 
bawić dziewczynkę, poss.dziła ją na oknie. Dziecko, ura- 
dowane z widoku, jaki się z okna otwierał, zaczęło uciesz- 
nie sknkać. W pewnym momencie piastunka odsunęła się 
od okna; dziewczynka straciła równowagę, zachwiała się 
i sp3dła. Gdy przerażona niańka pobiegła i podniosła 
dziecię, już ono nie żyło. Straszne chwile zapanownly 
w domu, tak dotąd szczęśliwym i wesołyPl. Żal za utra- 
coną tnk nagle jedynaczką i gniew na niedbałą piastunkę 
był ogromny. Lecz ból i żal zmarłej nie wskrzesi, płacz 
rodziców jej. nie obudzi. 
Ubr:mo dziecinę w białą sukienkę, na główkę wia- 
neczek mil.towy włożono, w sine rączęta dano święty 
obrazek Maryi Częstol?howskiej. W domu całym, zamiast 
szczebiotu dzieciny, słychać jęki i płacz zboinłych rodzi- 
ców. Nieszczęśliwi patrzą na swą ukochaną córeczkę, a 
po tym spogląd:Jją na- obraz Częstochowskiej Bogarodzicy, 
i nn
lf'. j:Jk błyskawica, oświetla ich zrozpaczoną duszę 
myśl: - "Pan ienka Częstochowska już tylu zmarłych 
wsk1-zesiła i n3m pomocy nie odmówi." Bez namysłu 
kładą n'aleńką. białą, otwartą trumienkę na wóz i wiozą 
do Częstochowy. Wiozą dniem, a złote słońce, gorącymi 
promieniami pieszczotliwie całując lodowatą twarzyczkę, 
nie może jej rozgrzać. Wiozą o zmierzchu, lecz srebrny 
księżyc próżno spojrzeć chce w oczęta. nie otworzą siQ 
one na blask jego. Mija jeden dzień podróży, mija drugi 
i trzeci. Gorąca wiara, wiara, co góry przenosi, winra, 
co zmarłych wskrzesza, nie opuszcza zbolałych rodziców.
		

/img0030_0001.djvu

			28 
Serca ich w nieustannej modlitwie WZnIeSiOne do Maryi, 
płoną tak silną miłością i ufoością ku Niej, że niepo- 
dobna, aby ta Najlitościwsza Pani, wysłuchując tyle próśh, 
nie wysłuchała i ich. nieszczęśliwych. 
Czwartego dnia, a bylo to w połowie drogi do Jasuej 
Góry, ufność i modlitwa rodziców w7.magająća się z bżdą 
chwilą, doszła do najwyższego napięcia. gdy sercem i my- 
ślą stanęli u stóp t1'Onu Matki Boga, a wzrok natężony 
utkwili w córeczkę, 81.ał się cud: dziewczynka poruszyła 

ię i otworzyła oczy, powstała żywa i zdl'owa. Tak na- 
grodziła Maryja wielka wiarę Klimczaków. 
Uszczęśliwieni pl'zyhyli na Jasną Górę złożyć Czę- 
stochowskiej Pani podziękę i ofiarę. QPowiadając wszystko 
co się stało_ . 
.. 


6. Szymon Wruszewski z Białej Rusi w wielkim 
poście 1628 r. zachorował obłożnie. Rodzina starała si
 
wszelkimi siłami o pomoc dla niego. lecz pl'óżne leki; 
w sam Wielki Czwm'tek Szymon umarł. 
Tak zwykle wesołe Bwięto 7.mo1.twychwstania Pań- 
skiego, w tym roku nuały być dla tej rodziny pełne 
smutku. Pogrzeb chciano urządzić uroczysty i dlatego 
miał się on odbyć dopiero po świętach. W Wielki Piątek, 
do łez wylewanych przy rozpamiętywaniu męki i śmierci 
Zbawiciela, dołączyły się łzy żalu za zmarłym. Płakano, 
mówiąc: "Chrystus Pan zmartwychwstał po trzech dniach; 
gdyby to i nasz zmarły za przyczyną Matki Boskiej Czę- 
stochowskiej- na święta wstał z trumny, o jakieżbyśmy we- 
sole mieli, jak radośnie śpiewalibyśmy pieśni! Sprzeczne 
wprost z rozumem było to ich pragnienie, lecz wiara wszyst- 
ko może, A więc modlą się, a jedno im tylko myśl prze- 
pełnia: "Maryja wszystko może, Maryja Jasnogórska zawsze 
wysłuchuje tych. co Ją z ufnością i wiarą proszą." 
W Wielką Sobotę w południe w świątyniach kapłani 
śpiewali "Alleluja!" - Chrystus zmartwychwstał! Zamiast 
kołatek na "Gloria" uderzono w dzwony, dźwięk ich 
zwiększył jeszcze w sercach rodziny zmarłego, błagającej 
Maryję Częstochowsl}'ą o c'ud, i tak już wielką wiarę, że 
Jasnogórska Pani wysłucha i Szymon ożyje. I przed wie- 
czorem, wraz z ostatnimi promieniami słońca, padł na 
zmarłego promień łaskawości Maryi, stał się cud: Szymon 
wstał z trumny i razem z rodziną począl śpiewać chwałę 
Zmartwychwstałego Jezusa i Je'go Matki, cudami na Jas-
		

/img0031_0001.djvu

			29 
Dej Górz e słynącej, Z piersi ich wzbiło się w niebo 
dziękczynne "Alleluja". 
A potem na podziękowanie Matce Najświętszej Sz:)<- 
lMn Wruszewski odwiedził Jej tron na Jasnej Górze 
i z tego co zaszło zeznanie uczynił. 


. 
. . 


6. Zabrakło Ju
 sił, zabrakło już łez Małgorzacie 
Złoczewskiej z Podola, gdy w roku 1674 syn jej Stefan 
zachorował ciężko. Jednak zbolała niewiasta, pełna wiary, 
ślubowała Matce Boskiej Częstochowskiej, że jeżeli jej syn 
odzyska zdrowie, to go na Jasną Górę zaniesie i złote 
wotum złoży. Pękało z bólu Eercc biednej matki, gdy pa- 
trzyła na swego ukochanego syna. walczącego ze śmier- 
cią. I śmierć zwyciężyła: skonnł Stefan na rękach matki. 
Lecz Małgorzata, choć zdawałoby się, że Maryja wysłu- 
cbać Jej nie chce. boć mimo modłów i ślubów syn jej nie 
tyje, peł
a, jak ewangeliczne Maria i Marta, żywej wia. 
ry, nie przestaje wołać do Panienki Jasnogórskiej o życie 
dziecka. Nie zważ'a, że dusza chłopca już od kilku godzin 
uleciała do Boga; ona wierzy, że Królowa z Jasnej Góry 
na ziemię powrócić ją może, bo dla Maryi' Bóg wszystko 
uczyni. Ona wie, że ten najlepszy Pan tylko poto zabrał 
jej dziecię, by je potem na prośby Matki -Chrystusowej 
wskrzesić. 
Modli się Małgorzata Złoczewska. Całe serce i duszę 
włoży la w modlitwę, wprost oderwała się od ziemi. 
Z modlitwy tej, l'ozpalonej bezgraniczną wiarą, budzi ją 
radosny. a jednak pełen dziwnego lęku głos piastunki, że 
dziecię mruga oczkami, że martwe i zimne już cialko o- 
żywia się. Z okrzykiem: "Stefcio żyje!" wpada matka do 
pokoju i, pełna wdzięczności i miłości ku Bogu, pada na 
kolana, a za chwilę przytula do serca, zwróconego. przez 
Maryję Częstochowską, do życia syna. 


. 
. . 


7. Żałosnym jękiem uder.zyły pewnego JesIennego 
poranku 1680 roku dzwony kościoła w Nowogródku, ude- 
rzyły na pogrzeb Imci pana sędziego Mikołaja Grochol- 
skiego, Ciężko chorował pan sędzia i oto. zmarł. Zgroma- 
dziłą się rodzina, krewni i powinowaci, zjechali sąsiedzi; 
przygotowali staropolskim obyczajem pogrzebową ucztę i 
grób, a gdy miano już brać trumnę ze zwłokami, naraz,"
		

/img0032_0001.djvu

			30 
ku przerażeniu zgromadzonych, sędzia podnosi się żywy 
i zdrowy. W pierwszej chwili powstał popłoch, lecz gdy 
obeMi obaczyli, że jednak sędzia nie jest duchem, ale 
żywym z ciała i krwi człowiekiem, zapytali go, co jest przy- 
czyną tego zmartwychwstania, a sędzia tak im wyjaśnił: 
"Gdy ju
 byłem konający i nie mogłem się spowiadać 
z grzechów swoich, gy już mowę straciłem, wtedy w ser. 
cu poleciłem sie Matce Częstochowskiej i obiecałem na 
wiedzić Jasną Górę, więc wróciłem do życia za Jej przy- 
czyną, abym mógł grzechy wyznać i pokutę czynić.. 
Wielkie wzruszenie wywołały te słowa sędziego i wielką 
wiarę w pomoc Mąryi, a w domu tym, pełnym ł9Z i żn. 
łoby, zapanowała radość i wesele, 
Jednakże sędzia, mimo tak wyraźnej łaski i cudu, 
zwlekał ze spełnieniem śluhu i po, pewnym czasie znów 
zapadł w ciężką chorobę. Zdawało się, że już teraz nic 
go z niej nie dźwignie, lecz konającym będąc, Imć pan 
Grocholski uznaje swą winę, kl.USZY się, żałuje, Pannę 
Najśw. Częstochowską przeprasza, błaga o zdrowie i ser- 
decznie ślub ponawia. r oto pewnej nocy we śnie otrzymuje 
upomnienie, aby już nie zwlekał i ślub wypełnił. Po tym 
śnic sędzia rano obudziwszy się, jak naj zdrowszy wstaje, 

araz też wypełniając przyrzeczenie, pielgrzymkę na Jasną 
G6rę odbył, Matce Najśw. dzięki u Jej stóp w Częstochowie 
złożył, wyspowiadał się i życie do końca uczciwe prowadził. 


. 
. . 


8. Tenże sam Imć sędzia Grocholski miał przyja- 
ciela Jana Kłokowskiego, l'ycerza pełnego cnót obywatel- 
skich i rycerskich. Pewnego dnia 1680 l'oku rycerz ten 
twiczył się w jeździe konnej i nagle w pełnym biegu 
spadł z konio tak niofortun'nie, że, złamawszy szyję, sko- 
nał. Dowiedziawszy się. o tym sędzia, stroskany wielce 
straszną śmiercią przyjaciela, przybywa po sześciu godzi- 
nach podróży na miejsce wypadku, Rozstąpił 
lę za jego 
przybyciem tłum ludu, a Grocholski podazedł do trupa 
i z gorącą wiarą wzniósłszy w niebo oczy, jakby tam wi- 
dział swą Wskrzesicielkę, Panienkę Częstochowską, pada 
na kolana i woła głosem tak pełnym wiary, że obecnych 
dreszcz przeszedł: "O Panno Jasnogórska, jak mnie cu- 
downie do życia przywr6ciłaś, tak i jego racz wskrzesić, 
ab- Ci mógł służyć, jak i ja!" Tak woła sędzia do Ma- 
l'Y 'Ile za nim z płaczem wołają obecni, I bije w niebo
		

/img0033_0001.djvu

			31 


tli prośba rzewliwa i ścfele się to wołanie pełne wiary 
II f!t(jp Królowej Nieba. A Maryja Częstochowska nie mo- 
że milczeniem odpowiedzieć na ten krzyk pełen ufncści 
w Jej pomoc, i o dziwo; w oczach' oniemiałego ze zdu- r 
mienia ludu podnosi się z martwych jak najzdrowszy ry- 
cerz Kłokowski, wsiada na konia i dzięli:czynną podróż 
natychmiast na Jasną Górę odprawia. 


. 
. . 


9. Mich!:!ł Pruszyński, k:lDonik kijowski, proboszcz 
w Toporowie, diecezji Łuckiej, dekanatu Bielskiego, zez- 
nał dnia 14 czerwca 1720 roku pod przysięgą: . 
"Powołanie do stanu lcapłnńskiego zawdzięczam Mat- 
ce Boskiej. Służyłem Jej wiernie życie całe. Byłem i jes- 
tem słabej kompJeksji. W końcu 1917 roku zasłabłem 
i prlez cułe dwa lata ciężko chorowałem, zostałem całko- 
wicie sparaliżow:my, zagłuchłem i zaślepłem, leżałem jak 
trup, kaz3łem przygotować trumnę, i grób na cment3rzu. 
8 lutego 1720 roku w obecności XX. Piotra Markowskie- 
go, Piotra Brzozowskiego i Jakóba Kruszewskiego zrobi- 
łem testament i tegoż dnia, jak mówią obecni, umarłem. 
Włożono mnie do trumny, przykryt0. wiekiem i wyniesio- 
no do pokoju bez okien, gdzie leżałem 0'1 południa do 
wieczora na silnym mrozie. Pamiętam, że ukazał mi się 
pobożny st::łrzec zakonnik, św. Paweł, patrYal'cha 00. Pa... 
ulinów, którego święto obchodzi' się 10 stycznia, wziął 
moją prawą rękę i, obudziwszy mnie, rzekł: .. Wstań i idź 
uczcić Cudowny Obl'3z Matki Boskiej Częstochowskiej - 
z .Jej bowiem łaski z grobu wstajesz". Gdy zniknął, ze 
rłowami "Jezus i Maryja Panna Częstochowska" zacząłem 
wołać o pomoc. Trwoga. wszystkich ogm'nęła, zrobił się 
cgl'ornny tumult. Jedni pouciekali, drudzy odbili trumnę, 
a ja pytam się, gdzie jest ten staruszek, co mi kazał wsta6. 
Nie było go, Gdym wstał, zobaczyłem, że byłem przez 
cały dzień na wielkim mrozie, w ci6nkiej tylko albie; u- 
czułem jednocześnie, że słyszę, widzę i mam w całym cie- 
łe czucie. Wybrałem się tedy wkrótce na Jasną Górę, l 
n ly mi odradzano, powiedziałem, że choćbym miał nR\' t 
w drodze umrzeć, od postanowienia nie odstąpię. Tak prr. 1 
byłem około 70 mil i 13 kwietnia stanąłem na Jasnej GÓJ , 
g lzie sam bez pomocy poszedłem po schodach do klatlzu 
Te sprawy wszystkim opowiadałem już po kilka razy i .1 
d > ód obecną pielgrzymkę wobec i świadków przytaczam.
		

/img0034_0001.djvu

			32 


Sprawił on po tym Obraz Matki Boskiej Częstochow- I 
sldej do kościoła parafialnego, przed którym wiele łask 
ludzie otrzymywali. * 
.. * 


Podobnych cudów wskrzeszenia kroniki. Jasnogórskie 
notują 33. 


R o z d z i a ł IV. 
NARY JA RATUJE OD- 
MIERCI W KOPALNIACH, NA 
MORZU I RZEKACH. 


1. W roku 1609 w kopalni w Olkuszu górnicy do- 
bywali ołów l srebro. W jednym szybie pracowało ich 
razem pięciu: Jakób Gola, Walenty Łomigonek, Jakób 
Piwowarek, Szymon i ,Jan bracia Budzinkowie, Pracowali 
jak zwykle, gdy naraz usłyszeli jakiś huk straszny i jed- 
nocześnie poczuli, ze sypie się na nich ziemia. Porwali 
się szybko do ucieczki, lecz było już za późno. W którą- 
kolwiek stronę się zWl'ócili, nie było wyjścia, część skle- 
pienia się zerwala, grzebiąc ich żywcem na gO stóp pod 
ziemią. Jakze straszne było ich położenie! Odcięci od 
świata na zawsze, a choćby nawet i dokopano się do nich. 
to kiedy? czy zdołają bez jedzenia, picia, światla i dosta- 
tecznego powietrza doczekać tej chwili? Lecz dzielni i po- 
bozni górnicy nie wpadają w rozpacz, nie tracą nadziel, 
Wiara ich jest tak silna, że przebije ich grób. Górnicy 
ślubują Matce Boskiej Częstochowskiej, że za ocalcnie od 
straszliwej śmierci odprawią pielgrzymkę na Jasną Górę. 
Padają na kolana i z wielką wiarą modlą się o ratunek. 
\V tym czasie na powierzchni ziemi rozgrywały się 
straszne sceny. Rodziny nieszczęśliwych, na wieść o kata- 
strofie, zbiegły się do kopalni. Żony, matki i dzieci z pła- 
czem i jękiem chciały się dostać do pogrzebanych, z tru- 
dem zdołano je uspokoić; nie mogąc czynem, zaczęły mod- 
litwą do Matki Boskiej Częstochowskiej ratować swych 
ojców, mężów i synów. Cale gromady górników rozkopy- 
waly zasypany podziemny korytarz. I tak w pracy i mod- 
litwie płynęły strasznie długie dni, płynęły noce okropne, 
a im więcej dni upłynęło, tym mniejsza była nadzieja 
kopiących dostania się do zasypanych. Lecz na powierzchni 
i tam pod ziemią nie ustawała modlitwa, krzepiona wiarą 
w nigdy nie zawodzącą pomoc Maryi. Pięć długich jak 
,
		

/img0035_0001.djvu

			83 
wiecznosc dni kopano. Piątego dnia pogrzeb:łni usłyszeli 
głuche odgłosy uderzeń kilofem i zrozumieli, że Maryja 
sprowadza im pomoc. Z jeszcze większą żarliwością po- 
płynęły. modły. Po pewnym czasie poczuli prąd świeżego 
powietrza i za chwilę ujrzeli blask lampek i górników. 
rozkopujących przejście. Zdumienie tych ostatn
ch było 
nieopis:me, gdy zamiast, jak się spodziewali, trupów zma- 
sakrowanych, ujrzeli pogrzeb:'łnych zdrowych i całych. 
Lecz gdy się dowiedzieli, że ocalenie ci nieszczęśliwi za- 
wdzi()czają Maryi Jnsnogórskiej, zdumienie zamieniło się 
we wdzięczność i dziękczynienie. A gdy wkrótce pięciu 
ocalonych znalazło się na powierzchni, gdy nie wątpiące 
o ich ocaleniu rodziny ujrzały wracających, jakby z gro- 
bu, - radosnym łzom, modłom i pieniom na czeŚĆ Pa-- 
nienki Częstochowskiej nie było końmI, 
Wkrótce potem wszyscy ocaleni wraz z rodzinami 
złożyli Maryi na Jasnej Górze gorące dzięki, 
Ten cud uwiecznił artysta pięknym freskiem na skle- 
pieniu świątyni Jasnogórskie}. (Freski Karola Dankwarta 
z 1695 roku). .. 
.. ... 


2. W roku 1643 Jan WiełiczJm, schodząc do głębo- 
kich podziemi, Oierze ze Robą swego syna Wawrzyńca 
i obaj na sznurach spuszczają się w dół. Lecz nieszczęśli- 
wym trnfem sznur przerywa się i obaj spauają z wyso- 
kości 60 stóp. Zbiegło się kilkuset przer!lzonych ludzi i 
wydobywają ciała nieszczęśliwych,. a myśląc, że ci już 
mają pogruchotane kości, sądzą, że ratunek na nic się już 
nie zda. Padają na kolana i wspólnie jednym wprost gło- 
sem wołają na pomoc Maryję Częstochowską. A Matka 
Boża Jasnogórska, tak zawsze chętnie śpiesząca na ratu- 
nek tym, co Ją z wiarą wzywają, przybywa i oto wkrótce 
wst!1ją obydwaj zdrowi j cali i wspólnie ze wszystkimi 
Maryję wychwalają. .. 
.. .. 


3. W cieply wiosenny dzień 1748 roku w mieście 
Łańcucie, wyszła piastunka na przechadzkę z dwuletnią 
dzieciną swych pracodawców, 'Anną Górniakówną. Dziew- 
czynka uradowana żywo biegała. Naraz zobaczyła dół, za- 
ciekawiono, korzystając z nieuwagi piastunki, weszła doń, 
R w tym ziemia się zarwała i zasypała dziecko. Na krzyk 
służącej zbiegli się ludzie i wzięto się do odkopywania. 
Dwie godziny pracowało przy tym kilku ludzi. Gdy dzie- 
Cuda i łaski. 8
		

/img0036_0001.djvu

			B! 


cię odkopali, okazało się, że nie daje Ono znaku życia. 
Ciałko dziewczynki było już zimne i sine, Przywolana 
Rozalia, matka dziewczynki, nie chce wierzyć, aby jej 
dziecię miało już nie żyć, nie chce myśleć, że dwie go- 
dziny. przywalenia ciężką ziemią wystarczy, aby takie 
maleństwo zabić, ona raczej ufa Maryi że jej dziecię 
wskrzesi, wiara jej dorównuje wierze niewiasty ewange- 
licznej; bierzę dzieciątko na ręce i, modląc się z wielką 
wiarą, niesie do kościoła 00. Dominikanów, Próżno Zna- 
jomi wołają: "Co robisz? stój, ona już martwa, włóż ją 
pierwej w trumienkę!" Lecz ona odpowiada: "Puście 
mnie, Maryja Jasnogórska wskrzesi mi ją". Wbiega do 
świątyni i; oddając dziecię Matce Bożej, ślubuje jedno- 
{\ześnie, że odwiedzi Jasną Górę. Żywa wiara matki nie 
pozostaje bez echa; dziewczynka otwiera oczy i do życia 
powraca, a wdzięczna matka wkrótce potem na Jasnej 
Górze Maryi serdeczne dzięki składa. 


.. 
.. .. 


4. Po długiej i uciążliwej podróży, zdążał do Polski 
w roku 1537 okręt. Na morzu Bałtyckim spotkała go 
straszna bur7.8, Zdawało się, że żywioły sprzysięgły się 
na zgubę jego. Srogie bałwany udcrzały nań z potężną 
siłą, szalejące wichry na drobne strzępki porWfJ.ły żagle; 
jak cienkie patyczki połamały maszty, a okręt pędziły 
gdzieś do wybrzeży moskiewskich, gdzie go czekało nie- 
chybne rozbicie. }Jastały ciemności, niebo i morze przy- 
brały jedną ołowianą barwę, Pioruny biły z niesłychaną 
siłą, a ogniste węże błyskawic raz po raz rozdzIerały 
niebo. Postrach padł na jadących i wszyscy, przerażeni, 
gotowali się na śmierc, A był między nimi pewien Polak, 
rycerz grobu Pańskiego, imieniem Stanisław Łas
i; ten 
widząc, że tylko cud zdolny jest uratować ich od nadoho- 
dzącej już śmierci, klęka i z wiarą błaga w głos Matkę 
Boską Częstochowską i oto na imię Maryi. o którym 
w godzinkach .codzień śpiewamy: "Jako olej wylany, o Ma- 
ryjo, imię Twoje" burza cichnie, uspokajają się fale, jak 
gdyby rzeczywiście spłynęła na nie oliwa łagodności; 
"Gwiazda morza" oświeoa ciemności, robi się jasno, w po- 
płochu uciekają czarne chmury, a okręt szczęśliwie za- 
wija do portu
 
Gdy po raz drugi tenże bogobojny rycerz jechał 
okrętem z Aleksandrii do Konstantynopola, na morzu
		

/img0037_0001.djvu

			35 
Śródziemnym spotkała go podobna burza, Statek z poła- 
manymi masztami i podartymi żaglami pędził na oślep, 
az. wpadłszy na skały, rozbił się i poszedł na dno, a po- 
drózni wpadli do morza, Nasz rycerz płynął z innymi, 
lecz sił mu już zabrakło, a pod nim ogromna głębia czy. 
hała, by go pochłonąć. Nie widział nieszcz.ęsny żadnego 
ratunku, jedynie Maryja mogła mu pomóc. Wzbudza więc 
w sobie mocną wiarę i ślubuje, że Maryję na Jasnej Gó- 
rze odwiedzi i cześć Jej złoży, jeżeli raczy go z tej cięż- 
kiej opresji wybawić. I tak się modląc i walcząc Z' falą 
resztkami sił, czuje naraz pod ręką płynący kawał drze- 
wa; uczepił się go kurczowo i za chwilę został wyrzucony 
przez morze na brzeg. Wkrótce potem rycerz na Jasnej 
Górze korne dzięki Maryi złożył. 


.. .. 


5. Potężnej opieki Królowej Częstochowąkiej do- 
znawnli nietylko Jej wierni poddani, Polacy, lecz także 
i cudzoziemcy, o ile tylko z wielką ufnością do Niej się 
uciekali. 
Pewien Anglik, imieniem Sebastian, przybył w roku 
1589 do Gdańska, a tknięty łaską Bożą, zmienił religię- 
z heretyka stał się katolikiem. Bardzo to oburzyło star- 
szego brata jego, który starał się bezskutecznie odwieść 
go od tego czynu. Po pewnym czasie wracał Sebastian 
wraz z bratem do ojczyzny.. Nim opuścili wody Bałtyku, 
spotkała ich wielka burza. Wykorzystał to bezbożny brat 
i zacz,\ł namawiać Sebastiana, aby wyrzekł się wiary ka- 
tolickiej, gdyż śmierci nie ujdą. Nie słuchał tych pod- 
sZ9ptów szatańskich Sebnstian, Zajadły heretyk, widząc 
jego opór, kazał go związać i w wodzie zanurzać; tak 
nH)CZonego pytano: "Czyś gotów wiarę zmienić? Dlaczego 
t:Jk nienawid';.isz Kalwina?" Lecz mężny konwertyta nie 
uląkł się cier
ń i wiary świętej katolickiej nie zaparł 
sil). Widząc, że namówić go nie będą mogli, wrzucili Se- 
bastiana do morza. Nieszczęśliwy borykał się ze spienio- 
nymi burzą falami. Patrzy wokoło, ale nigdzie nie widzi 
ratunku. Okręt z nielitościwym bratem jego odpłynął już 
szybko i daleko. Nigdzie śladu innego okrętu, czy łodzi 
lub belki choćby. Lecz Sebastian nie traci ducha, on 
wie, że Polacy, od których się wiary katolickiej nauczył, 
mają obronę, ratunek i wszelką pomoc w Maryi Często- 
chowskiej, Przenosi się tedy myślą na Jasną Górę i całym
		

/img0038_0001.djvu

			I 



 


-,- 
" 
A ),... 

fIr 
,,\ IJ , JI!' 
.... 
 
 f 

- I:.... 
\ ,\, 
, 
 
!" 


- \ 


i' A. :' 
.- 


"' 


'l 


",.I 


" , 


J. 


,II 


.... 


r- 


Matka Boska ratuje na Morzu Bałtyckim 
Fresk na Wielkim Kościele 


"- 
" 
, 
" 
, 
...;; 
"! 



l'
 
- 
 , łj 


'-o 
.
		

/img0039_0001.djvu

			87 
sercem z iarliwą wiarą oddaje się w opiekę Pani Często- 
chowskiej wzywając Jej pomocy i woła: "Ratuj mnie, bo 
ginę!" I oto w całej pelni okazała się łaska "Gwiazdy 
mOl'za ll , bo nagle zjawił się jakiś okręt, a marynarze, wi- 
dzqc na fali rozbitka, wciągnęli go szczęśliwie na pokład, 
W rok potem wdzięc2ny za cudowne ocalenie Se- 
bastian przybył- z dalekiej Anglii i na Jasnej GÓl'ze dzięki 
Matce Boskiej złożył. . 
. . 


6, W roku 1626 wysłała Najjnśniejsza Rzeczpospo- 
lita w poselstwie do sułtana tureckiego Imć pana Stefana 
Ossowskiego, herbu Gryf, 
 województwa Lubelskiego. 
Z nim razem jechał Imć Pan Ożga, kapitan z Trembowli, 
Spełniwszy szczęśliwie poselstwo, udał się Ossowski pew- 
nego dnia z kilku panami na przejażdżkę morzem w stro- 
nę Azji". Początkowo -przejażdżka była bardzo miła, po- 
goda sprzyjała, a wietrzyk chłodził przyjemnie. Naraz 
błękitne dotąd niebo pokryło się czarnymi ohmurami, ze- 
rwał się wicher i z ponurym rykiem począł pędzić okręt. 
Deszcz lał strumieniami. Fale rosły do olbrzymich roz- 
miarów, a okręt, gnany wiatrem, to wznosił się na szczy- 
ty bałwanów, to spadał z nich, jakby w otchłań. Trwoga 
opanowała podróżnych tym więcej, że marynarzom za- 
brakło już sił do walki z burzą, padali wprost 
e znuże- 
nia. W tym niebęzpieczeństwie poseł Ossowski, gotująo 
się na śmierć, wspomniał, że ma na piersiach ryngraf 
Matki Boskiej Częstochowskiej, bez którego wówczas ża- 
den rycerz nie 
YI'uszał z domu; tknięty zbawienną my- 
ślą, zdejmuje ten ryngraf, zawiesza na ścianie okrętu l. 
padając krzyżem wraz ze wszystkimi obecnymi, oddaje 
się całkowicie w opiekę Maryi Jasnogórskiej i ślubuje ją 
nawiedzió w Jej stolicy, W odpowiedzi na ten akt pełen 
głębokiej. żywej wiary. Maryja, .matka Tego. co burzom 
rozkazuje, skinęła litościwie i natychmiast ucichł wicher, 
rozpierzchły się chmury, znikły fale, a podróżni szczęśli- 
wie do portu przybyli. 
Tak cudo
nie ocaleni wkl'ótce ślubu dopełnili i go- 
rąoe dzięki złożyli swej Wybawioielce na Jasnej Górze. 


. 
. . 


7. W roku 1668 Wisła, królowa rzek polskich, sze- 
roko rozlała swe wody, zatapiająo hen, daleko, brzegi, 
W tym czasie wyjechały z Opatowa dwa pojazdy z pod-
		

/img0040_0001.djvu

			38 
różnymi: to Jacek Dombski z Lubrańca z żoną Anną i syn- 
kami, Andrzejem i Pawłem, choieli się przeprawić na drugi 
brzeg Wisły niedaleko Zawichostu. Po namyśle zdecydo- 
wano się przewieźć pierwszą karocę z podróżnymi promem. 
Gdy prom z umieszczoną ka'retą dopłynął do połowy rze- 
ki, łańcuchy łączące prom z brzegiem nieszczęśliwym b'a- 
fem zerwały się i karoca, że znajdującymi się w niej 
dwoma synami pana Dombskiego, wpadła do wody. Prze- 
rażenie rodziców, znajdujących się na brzegu, było okrop- 
ne. Wody Wisły podniesione kazały przypuszczać, że dla 
dzieci wybiła ostatnia godzina. Niebezpieczeństwo zwiQk- 
szało się jeszcze przez to, że okna powozu były otwm,'te 
i woda, wdarłszy się, mogła zatopić chłopców, 
W tym ciężkim strapieniu pobożni rodzice padają 
na kolana i gorąco wz
wają Maryję Częstochowską na po- 
moc, a mnóstwo ludzi, patrząc z brzegu na ten wypadek. 
łączy swe modły z modłami rodziców. Matka Najświętsz8 
Jasnogórska natychmiast pośpiesza z pomocą: stał się cud, 
kareta zamiast ciężarem swym opaść na dno, płynęła 
spokojnie, a gdy nareszcie nadeszła pomoc, sprawdzono, 
że ani jedna kropla wody nie dostała się do wnętrza 
i dzieci wyszły bez naj mniejszego szwanku, 
Wkrótce potem cała rodzina przybyła na Jasną Górę, 
aby Panienoe Jasnogórskiej dzięki należne złożyć, 


.. 
.. .. 


8, W roku 1749 wracała z Jasnej Góry kom- 
pania, złożona ze 100 ludzi, do dom\! na Morawy. 
Pątnicy zmuszeni byli przeprawić sią na drugi brzeg 
Odry promem. Gdy już płynęli, zdarzył się wypadek: 
wskutek nieumiejQtności przewoźnik6w prom się przechy- 
lił i połowa pątników wpadła w gląboki nurt rzeki. Prze- 
rażenie pozostałych na brrzegu i na promie było strasz- 
ne, a co mówić o tych, co walczą z falami i, nie umiejąc 
pływa6, z:1c7.ynają już tonąć'? Lecz to byli pątn icy, czci- 
ciele Matki Boskiej Częstochowskiej. Wszak od Niej 
wracają i tyle łask na Jasnej Górze z Jej miłosierdzia 
otrzymali; udają się tedy z modlitwą do Niej, a ci co na 
promie i ci co na br7.cgu padają na kolana i zlał się w je- 
den głos kI'żyk hłagalnych tych wszystkich pozostałych 
i tonących: "Panno .Ta
nogórska, ocnl nas'" I oto wszy- 
scy tonqcy, niewidzialną ręką Maryi kierowani. zostali 
szczęśliwic uratowani. W pierwszej chwili po ocaleniu
		

/img0041_0001.djvu

			39 
spostrzeżono, że brakuje czterech osób; zdawało się, że 
poton(,)ły, lecz wkrótce znaleziono wszystkich na bl'zeg 
wyrzuconych, żywych i zdrowych. 
Cud powyższy zeznał na Jasnej Górze uczestnik tej 
kompanii, Józef Cerka. .. 
.. .. 


9. Dnia 6 września 1Rfifi roku Bartłomiej Sanok ze 
wsi Przeciszewa w powiecie Wadowickim w Małopotsce -_
 
wówczas pod zaborem austriackim b(,)dącej - przybył na 
Jasną Górę i zeznał co nast(,)puje: służąc w wojsku aus- 
triackim, w roku 1850 stał z pułkiem w pewnej wiosce 
odległej o 3 mile od Mediolanu we Włoszech. Pewnego 
wieczora o godzinie 8-ej śpieszył z raportem z koszar do 
kwatery dyżurnego oficera. W ciemności przez nieuwagę 
wpadł w gł(,)boki kanał o brzegach murowanych. Biedak 
próbował się wydobyć, ale nie mógł z powodu prostopad- 
łych ścian kanału. Długo pasował się w wodzie, długo 
płynął, nie mogąo znaleźć żadnego występu w murze, po 
którym mógłby się 'wydostać na brzeg; ani też przedmio- 
tu, którego mógłby się uczepić i tak wzywać ratunku. 
Stracił siły oraz przytomność i począł tonąć. Gdy się już 
prawie żegna z życiem, wspymniał nagle na Ojczyznę i na 
to najdroższe każdemu sercu polskiemu miejsce, Jasną 
Górę, zaczął wzywać na pomoc Mal'yję Częstochowską, 
wołając: "Królowo niebios i ziemi, Matko Boska Często- 
chowska, ratuj mnie!" I naraz uczuł, że siły mu wl'óciły, 
rozjaśnił się umysł tak, że mógł swobodnie płynąć; do- 
płynął więc do jakiegoś słupa, którego uchwyciwszy się 
wzywał ratunku. Zaraz też zjawili się ludzie, którzy go 
z kanału bez szwanku na brzeg wydobyli. 
Na podziękowanie tedy za cudowny ratunek na Ja- 
sną Górę przybył i Maryi hołd złożył. 


.. 
.. .. 


Podobnych cudów w kronikach jasnogól.skich zano- 
towano przeszło 50. 


R o z d z i a ł V. 
WODZOWIE ZA WDZIĘCZAJ1\ MARYI ZWYCIĘSTWO, 


1. W roku 1410 król Władysław Jagiełło, fundatOl' 
świątyni i klasztoru JasP()górskiego, wielki czciciel Maryi
		

/img0042_0001.djvu

			40 
Częstochowskiej, wyruszył na wojnę z licznym. bo około 
100.000 rycerzy liczącym wojskiem. przeciw Krzyżakom. 
Wielce czułego serca król nie chciał tej wojny, lecz zmu- 
sili go do niej sami Krzyżacy, napadając i łupiąc ziemie 
polskie i litewskie. Dnia 15 lipca stanęły obydwa wojska. 
gotowe do boju, naprzeciw siebie. Przed bitwą pobożny 
WładYEław Jagiełło wraz z całym wojskiem słuchał 
Mszy św. klęcząc, modlił się i płakał. że tyle krwi chrześ- 
cijańskiej ma się za chwilą polać, i błagał l\Inryją Jasno- 
górską o pomoc i błogosławieństwo. A butni wrogowie 
szydzili z naszych walecznych rycerzy i króla, mówiąc: 
"Więcej jest łyżek. w obozie, niż mieczy do walki", 
Zaintonowano "Bogu Rodzica Dziewica", a cale ry- 
cerstwo polskie podchwyciło tę przepiękną pieśń i z zie- 
lonych pól Tannenberga popłynął ku niebu zgodny chór 
stu tysięcy rozmodlonycq głosów; śpiewano z całego ser- 
ca i z głęboką wiarą w pomoc Matki Najświętszej, 
I starły się ze sobą oba wojska, Krzyiacy z pysz: 
nym okrzykiem: "Gott mit uns!", Pofacy szepcąc półgło- 
sem: "Z'drowaś :Maryja". Zwycięstwo chyliło się to na 
jedną, to na drugą stronę. a ranni i zabici usłali całe 
pole bitwy. I był moment, że już zwycięiać zaczęli Krzy- 
żacy. . lecz oto upadającym ze znużenia Polakom ukazał 
się na niebie św. Stanisław Biskup. Zrozumieli rycerze, 
że Maryja Jasnogórska z3yła im ten znak swej opieki; 
z okrzykiem: "Jezus. M3!'yja!", ze wzmożoną siłą i odwa- 
gą rzucili się na wroga i, wkrótce zdobywszy 51 cho- 
rągwi krzyżackich, zmusili go do sromotnej ucieozki. a 
zdobyte sztandary zawieszono, jako wotum dziękczynne, 
Maryi w Katedrze ,vawelskiej. 1) 


.. 
... 


2. Gdy W roleu 1521 wybuchła woinfl między kró- 
lem Zygmuntem, n siostrzeńcem jego Albertem Brande- 
burskim. rycerz pewien. z zacnej krwi książęcej pocho- 
dzący, Przemysław Lanckoroński, wielki czciciel Maryi 
Częstochowskiej, mnóstwo bitew z, Niemcem, na pomoc 
Maryję wezwawszy, wygrał. Razu pewnego, osaczony 
przez prze ważające siły nieprzyjacielskie, ńie widział już 
i) Że król Jagiełło przypisywał to zwycięstwo N. Pannie Maryi 
Jasnogórskiej. dowodem jest jego votum: szczero-złota blacha z pro- 
mieniami około głowy N. Panny w Cudownym Obrazie; a także wieł- 
kie nabożeństwo, .jakim zawsze darzył to cudowne miejsce.
		

/img0043_0001.djvu

			- 


.I 
żadnego ratunku. Nie chcąc się poddać, ani też zginąć, 
udaje się do Matki Najświętszej. "Maryjo Jasnogórska, 
przybądź mi z pomocą - woła - a ja Imię Twe Naj- 
świętsze do śmierci sławić będę". Zaledwie to wyrzekł, 
aliśoi napór nieprzyjaciół cudownie sfolgował; mężny ry- 
cerz, wzywając ciągle Imienia Maryi, przebił się z hono- 
rem przez zbrojne zastępy nieprzyjaciół i tak życie swe 
uratował, a potem na Jasnej Górze dzięki i ofiarę złożył. 


41 


.. 
.. .. 


3. W roku 1537 rotmistrz, Prokop Siemieński, wa- 
leczny rycerz, wojując z Turkami, nad rzeką Seretem 
stoczył zwycięski bój. Jednak wkrótce, skutkiem odmiany 
losu, został zewsząd otoczony nieprzyjaciółmi. Walczył 
mężnie na czele swojej chorągwi, lecz wobec przeważają- 
cej liczby wrogów był skazany albo na haniebną niewolę 
(o czym i myśleć się wzdragal), albo na śmierć w boju, 
Mimo strasznego położenia, rycerz pragnie uratować ży- 
cie swych towarzyszy i własne, Przeto zwraca się do Ma- 
ryi Jasnogórskiej - a płonął zawsze ku Niej serdeczną 
miłością - i w gorących słowach, przepojonych głęboką 
wiarą, blaga Ją o wybawienie z tak srogiej opresji, ślu- 
bując odbyć pielgrzymkę, [ wysłuchała Najświętsza Panna 
:Maryja pobożnego s
ugę swego, Był to dzień Jej święta, 
2 lutego, Matki Boskiej Gromnicznej. Nie zwykła nigdy 
Maryja prośbom odmawiać, a cóż dopiero w Jej uroczys- 
tość: i oto on i jego towarzysze poczuli, iż siły ich się 
skrzepiły, odwaga wzmogła, a nieprzyjaciel, jakby prze- 
rażeniem zdjęty, nie czyni przeszkó	
			

/img0044_0001.djvu

			. 


42 
może, czcią otaczał. Kiedy objął dowództwo nad wOJ:Hdbm, za- 
stępy swe w liczbie 66.000 rycerzy, przeszedłszy Dniepr, obo- 
zem pod Chocimem rozłożył. Cały miesiąc oblegany był przez 
armię tnrecką, liczącą trzysta tysięcy ludzi, Siły były tak nie- 
równe, że cudu trzeba było Polakom, aby nie zostali zmiaz- 
dżeni .przez dzikie pogaflskie hordy. Wiedział o tym wielki, 
a pobożny wódz, to też nakazał w obozie gorące modły. Ka- 
płani coozień odprawiali Msze święte, których klęcząc, wódz 
i rycerstwo nabożnie słuchali, 
lubowano Maryi Często- 
chowskiej pielgrzymki i wota i kornie proszono o pomoc 
i zwycięstwo, które, po ludzku sądząc, było niemożliwe. 
Codzien nie szły ćmy wroga do szturmu, codzien nie 
zostawiając tysiące zabitych. sromotnie przez polskie ry- 
cerstwo odpierane były. Już tylko w obozie naszym jedna 
beczka prochu pozostała, już widmo klęski stanęło przed 
oczami Polaków. Tymcz3sem dnia 10 pażdziernika tRstę- 
py tureckie z niebywałą furią rzuciły się do ataku. Nie 
tracą ducha Polacy, owszem czują, że jakaś dziwna moc 
z nieba zlewa się na nich, czują, jakoby się zwiększały 
ich zastępy. - ..Anielskie li to hufce na pomoc przyby- 
wają, przez Panią Jaśnogórską, Aniołów królowę, przy- 
słane'?" - mówią zdumieni między sobą i siła ich się 
zwiększa i odwaga wzrasta, a wrogowie jak muchy pa- 
dają, gdziekolwiek uderzą na nich rycerze, Imienia Maryi 
wzywający. Czuli w sobie Polacy moc z nieba i nic dzi- 
wnego, bo w tym czasie, gdy pod Chocimem rozgrywal 
się bój o życie i wolność całego chrześcijaństwa, kapłan 
pewien z Zakonu Jezuitów, O. ObOl'ski, przebyw
jący 
wówczas w Kaliszu, miał widzenie: iż lJad polem bitwy 
unosił się wóz przedziwny, w którym klęczał zmarły 
w 1568 roku w opinii wielkiej świętości (wówczas nie .ka- 
nonizowany jeszcze) św. Stanisław Kostka, a zwracając 
twarz swą w stronę walczących zastępów polskich, wska- 
zywał je ręką znajdującej się Pl'zed nim Najśw, Pannie 
z Dzieciątkiem na łonie i błagał o pomoc, a Dziecię Je- 
zus, na znak wysłuchania próśb, z miłością wyciągnęło 
swe boskie rączęta ku świętemu chłopięciu. Przejęty tym 
widzeniem, czcigodny kapłan opowiedział je braciom 
swym, nie wiedząc, coby znaczyło, i dopiero w kilka dni 
po tym dowiedział się, że w owym dniu Bóg dał zwy- 
cięstwo wojskom naszym nad Turkami. 
A padło w on pamiętny dzień tak wiele pohańców, 
że sułta:! trwogą zdjęty prosił o rozejm. Zav. :1rto tedy
		

/img0045_0001.djvu

			43 
dnia 10 pazdziernika korzystny dla Polski pokój, i dzień 
ten, na podziękowanie Maryi Częstochowskiej za cud, po 
wiek wieków za święto ogłoszono. A król Władysław IV, 
który po ojcu tron objął, przybył na Jasną Górę i oso- 
biśde za tę łaskę Maryi dzięki złożył. 


.. 


.. 
.. .. 


5. Stanisław Koniecpolski, marszałek wielki koronny, 
zięc bohater
 Sta nisława Żółkiewskiego, mąż charakteru 
bez skazy, zażywający słusznie wielkiej sławy, pełen męstwa 
i świątobliwości, bardzo wiele w swym życiu zwycięstw 
dokonał, a jak to sam na Jasnej Górze z pokorą i ze łzami 
zeznał, zawdzięczał je wszytkie Maryi CzęRtochowskiej. 
Odnosił sukcesy: w r. 1625 pod Kryłowem nad Ko- 
zakami, w r. 1627 pod Hamersztynem i w r. 1629 pod 
Trzcianą nad Szwedami. W 1630 roku bije Tatarów pod 
Perejasławiem, a w roku 1633 Tm'ków pod Paniowcami. 
Poskramia bunty Kozaków w r. 1635 i w r. 1638 w obo- 
zie nad Starczem. Osaczony niejednokrotnie przez Woło- 
chów, Turków, czy Kozaków, albo i Szwedów w przewa- 
żającej liozbie będących, zawsze obronną ręką z tych o- 
presji wychodził, gdy tylko pomocy Panienki Jasnogór- 
skiej wezwał. Przeto w dowód wdzięozności na Jasną Górę 
w r. 1638 przybył i świeczniki złote jako ofiarę zostawił. 


.. 
.. . 


6. Gdy w roku 1655 zachwiała się potęga polska 
pod butną stopą najeźdźcy szwedzkiego; gdy warowne 
polskie zamki i grody jedne zdradą, a inne siłą przez 
wroga zdobyte zostały; gdy Kraków i Warszawa padły 
w boju; gdy już prawie że piędzi ziemi wolnej nie zosta- 
ło, Jasna Góra postanowiła nie poddać się Szwedom. Po- 
słał król szwedzki, Karol Gustaw, pod dowództwem gene- 
rała Burcharda Millera swe wojska, by zdobyć tę niezbyt 
warowną fortecę,' 18 listopada Miller otoozył z kilkuty- 
sięcznym wojskiem klasztor i żądał poddania się. 1) 
A był wówczas na Jasnej Górze przeorem 00. Pauli- 
nów mąż wielce świątobliwy i mężnego ducha, O. Augus- 
tyn Korde cki. Ten, mając zgromadzonych w klasztorze 
1) Kordecki w swej Nowej Gigantomachii podaje siły Millera 
wraz z jego sprzymierzeńcami hr. Wrzeszcz owi c ze m, Landgrafem 
Heskim i Sadowskim około 12.000 żołnierzy i 19 ciężkich dział, któ- 
rych później jeszcze więcej z Krakowa sprowadził.
		

/img0046_0001.djvu

			44 
kilkudziesięciu zakonników, garsc mieszozan, trochę Ezla- 
chty i żołnierzy, natchniony duchem Bożym, odpowie- 
dział, że klasztoru nie podda. Rozgniewany Szwed przy- 
puszcza gwałtowne szturmy do twierdzy, myśląo, że "ten 
kurnik" odrazu zdobędzie, lecz zawiódł się srodze; ze 
wstydem i dużymi w ludziaoh stratami cofać się musiał, 
odparty celnymi strzałami broniącej się garstki zołnierzy 
i zakonników. I tak dzień po dniu w ciągu prawie 6 ty- 
godni ataki ponawiał, pieniąc się w bezsilnej złości, że 
klasztoru zdobyć nie może, 
A na Jasnej Górze dzień i noc zanoszono modły 
do Maryi; dzień i noc na zmianę leżeli krzyżem; ry- 
cerze, mieszczanie i mnisi. Postać pobożnego O. KOI'. 
dec kiego jakby się pomnażała. Był wszędzie. To go wio 
dziano w k
plicy modlącego się żarliwie, to z krzyżem 
w ręku przebiegał wały,_ zagrzewając do obrony, to krze- 
pił wątpiącyoh, to rannych pocieszał, wszędzie widać by- 
ło jego białą postać. A Maryja Jasnogórska codzień cu- 
downą swą ot>iekę jawnie okazywała, Przy każdym sztur- 
mie widziano z obozu szwedzkiego Panią W błękitnym 
płaszczu, w towarzystwie sędziwego starca, zapewne św. 
Pawła pustelnika, jak, unosząc się nad oblężoną twierdzą, 
l'eką kule z nad klasztoru na obóz nieprzyjncielski odrzu- 
cała, i płaszczem swym od pożaru Jasną Górę osłaniała. 
Co dzień z okrzykiem; "czary, czary katoliokie!" padali 
razeni własnYlili kulami żołdacy szwedzcy, Zastępy ich 
ciągle malały, zaścielając stoki polskiego Syonu, a klasz- 
tor stał cały, i obrońcy jego,' ducha nie traoąc, mężnie 
się bronili. I oto generał Miller, nie - mogąc ani siłą, 
ani układami zdobyć "kurnika", w święto Bożego Na- 
rodzenia, w nocy cichaczem z hańbą odstąpił. Na Jasnej 
Górze zapanowała radość ogromna. Z tą siłą, z jaką 
proszono, dziękowano tcraz za cud wspaniały. Lecz nie- 
tylko samą Jasną Górę Maryja cudownie obroniła, z nią 
obroniła i Polskę całą. Na wieść, że Matka Najświętsza 
Częstochowę uratowała, obudził się naród z rozpaczy 
i odrętwienia. Ta pewność, że "Panienka Jasnogórska 
z nam{!" wskrzesiła 
awne męstwo. I wkrótoe wróg, sro- 
motnie wypędzony z granic Rzeczypospolitej, ustąpić mu- 
siał. A król Jan Kazimierz 28 lutego 1657 r. na Jasnej Gó- 
rze Maryi dzięki złożył, wprzód Ją we Lwowie dnia 1 kwiet- 
nia 1656 roku uroczyście Królową Polski ogłosiwszy. 


". 
lO
		

/img0047_0001.djvu

			45 
7. W roku 1683 nawała turecka groziła zalewem 
całej Europie. Wojska mahometańskie posunęły się aż pod 
Wiedeń. Zdawało się, że niema dla chrześcijaństwa ratun- 
ku. W tym ciężkim położeniu posyła Ojcieo św. Inocenty 
XI posła swego z prośbą do .Jana III, króla polskiego, 
aby pośpieszył na odsiecz Wiednia. Zebrał więc poboŻTlY 
król 34 tysiące wojska i ruszył na pomoo, . Przed tym 
jednak zatrzymał się na Jasnej Górze, gdzie przebył cały 
dzień, gorąco się modląo przed Cudownym Obrazem Ma- 
ryi, Jej opiece się polecając i o zwycięstwo prosząc; tamże 
od Ojców Paulinów na wyprawę błogosławieństwo otrzymał, 
jak również szablę Chodkiewicza w kosztownej pochwie. 
Przybył król pod Wiedeń, gdzie połączywszy się 
z niewiele więcej niż 34.000 ludzi liczącym wojskiem ce- 
s.arsldm, gotował się do rozstrzygającej bitwy. Rano dnia 
12 września słuchał Jan nI Mszy świętych, sam do jednej 
z nich służąc, komunikował" pobożnie, krzyżem leżał 
i ciągle wraz z całym woj'skiem Matce Najświętszej się 
polecał i aby wszystko pod Jej znakiem było, hasło na 
ten dzień wojsku wydał: "W Imię Panny Maryi, Panie 
Boże dopomóż". O godz. 2 po południu, śpiewając "Bogu 
Rodzica". ruszyli rycerze do ataku; król, stojąc na wzgó- 
l'ZU, błogosławił ich drzewem krzyża św. i relikwiami świę- 
tych, a w rozstrzygającym momencie sam dowodził husarią. 
I rozsypała się w proch w onym dniu potęga bisur- 
mańska; nim noc zapadła, Maryja, kierująca mieczem sług 
swycl] "starła pyszne rogi, Turczynowi " a padło ich wów- 
czas 25.000, gdy polskich rycerzy tylko tysiąc. 
O. Marek D'Awiano knpucyn, kapelan królewRki, zez. 
nał, iż widział w cz'asie bitwy, unoszącą się nad głową 
króla i rycerzy, białą gołębicę. Był to zapewne widomy 
znak cudownej opieki Maryi Jasnogórskiej. 
Wdzięczny Jan Sobieski za tak cudem uzyskane zwy- 
cięstwo, wiele pamiątek na Jasnej Górze zostawił, zwłasz- 
cza trofea na Turkach zdobyte. 


. 
. . 


8, W latach 1914 - 18, wielu PolakÓ"w' życie swe 
i w bojach zwycięstwo Maryi Jasnogórskiej zawdzięczało. 
Oto jeden przykład: w roku 1918 w walkach z ukra- 
ińcami w obronie Lwowa, brał udział młodzieniec pewien, 
dziecko prawie, Hieronim Szulc-Waj zych z Częstochowy
 
Chłopiec ten przed wojną jeszcze bez wiedzy kQ.chających
		

/img0048_0001.djvu

			46 
go opiekunów (Hieronim od lO'i-oku życia był sierotą) został 
członkiem jednej z bojowych organizacyj, to też w roku 1916 
zawezwanO go migle z wielu innymi do legionów. Przed 
wyjazdem z Ozęstochowy miał zaledwie odrobinę czasu, by 
się pożegnać z ciotką, która mu błogosławieństwa i poboż- 
nych rad nie szczędziła. Młodzieniec ten, wychowany nad- 
zwyczaj bogoboj nie, miał, jak każdy Polak - katolik, w do- 
datku częstochowianin, gorące nabożeństwo do Maryi Jaąno- 
górskiej. Wyjechał więc uzbrojony czcią do Niej i okryty 
Jej puklerzem: miał bowiem na piersiach zawieszony na 
łańcuszku, poświęcony na Jasnej Górze, dość duży ryngl'af 
z Matką Boską Częstochowską, otrzymany od pewnej po- 
bożnej panienki, mieszkanki Podjasnogórza. 
Ze wszystkich przygód wojennych Hieronim wycho- 
dził cało i bez szwanku. Naraz w czasie potyczki pod 
Bełzem pada ugodzony wrażą kulą w pierś, lecz co to? 
podnosi się natychmiast zdumiony, czuł wprawdzie ude- 
rzenie dość bolesne, ale krwi nie widzi, ogląda nJifJjsce 
ugodzone - znajdowało się ono na piersiach tam, gdzie 
spoczywał ryngraf -- i co spostrzega? oto kula, godząo 
w serce, przebiła mundur i zatrzymała się na medaliku, 
a nie czyniąc najmniejszej rany, spadła na ziemię. I tylko 
na ryngrafie tam, gdzie była wyobrażona główka Dzieciątka 
Jezus, pozostał znak jej bytności: dość znaozne wgłębienie. 
Wkrótce Hieronim, korzystają
 z urlopu, przybył 
do Częstochowy, gdzie Maryi górące dzięki za ooalenie 
złożył. . 
. . 


9. Zdawałoby się, że już teraz, gdy Opatrzność 
Boska powołała znów Polskę do samodzielnego życia, Oj- 
czyzna nasza nareszcie odetchnie. JednaKże Bóg miłosierny 
chciał jeszcze Naród nasz doświadczyć, obmyć raz jeszcze 
dawne winy we krwi ofiarnej wiernych Polski synów, 
. W roku 1920 jeden ogromny jęk podniósł się od 
wschodnich rubieży Polski. Wróg Ojczyzny naszej, dziki 
Bolszewik, wtargnął w granioe kraju, niszcząo i potoka- 
mi krwi zalewająo miasta i wioski. Krwawy wróg wycinał 
bezbronnyoh, palił, rabował, bezcześcił świątynie i dwory, 
zabijał i więził sługi ołtal'za, W ślad za jego zaborczą stopą 
płynęła krew, dymiły zgliszcza. Wojsko nasze zmęczone co- 
fało się i oofało ciągle, a wróg szedł wytrwale naprzód. 
Lęk padł na Naród. Nowe widmo niewoli, niewoli 
straszniejszej niż poprzednia, stanęło przed nami. l zni-
		

/img0049_0001.djvu

			47 
kąd ratunku. Sąsiedzi, jedni z radością, jak Niemcy, a dru- 
dzy obojętnio p-ttrzyli, jak Polskę, t:> przediuUl'ze cywili- 
zacji, zalewa brudna i krwawa fala Bolszewizmu. Na po- 
czątku sierpnia już straszne hordy wroga podchodziły pod 
Warszawę, znikła, mówiąc po ludzku, nadzieja zwycięstwa. 
I oto wspomniał Naród nasz, że ma na Jasnej Górze Naj- 
,vyższą pomoc i ratunek, że stamtąd już nieraz wyciągała 
się ku niemu zbawcza dłoń Maryi. Popłynęły tedy modły 
z całego kraju do Królowej Korony Polskiej i uderzyły 
dzwony, wzywając wiernych na nowenny błagalne. War- 
szawa cała, za wzorem bohaterskiego i pobożnego generała 
Józ.efa Hallera, błagała o zmiłowanie; na miasto w pro- 
cesjach błagalnych, wynoszono Najświętszy Sakrament z re- 
likwiami świętych, a wszystkich oczy i serca zwrócone 
były w stronę Jasnej Góry, czekając stamtąd ratunku, - 
gdy Marszałek Piłsudski szykował wojsko do obrony. 
Na Jasnej Górze w tym czasie rozpoczęto nowennę 
błagalną do Maryi. W pierwszych dniach nowenny zapeł- 
niona była wiernymi cała świątynia, lecz później 12 i 13 
sierpnia, kościół okazał się za małym, przeniesiono więc 
naboleństwo na Szczyt i tu u stóp M31'yi leżał w prochu 
twarzą na ziemi lud zbolały i strwożony: leżeli krzyżem 
świątohliwi zakonnicy, a na tle kopii Cudownego Obrazu, 
Chrystus utajony, ze złotej Monstrancji, słuchał jęków 
i błagań. I szły ku Maryi ślubowania i ofiary, a w czasie 
pokutnej modlitwy "Przed oczy Twoje, Panie" tysiące 
rąk wznosiło się ku niebu, a strumienie łez przesiąkały 
ziemię. Codzień jeden z zakonników, w krótkich a ser- 
decznych słowach przemawiał i ostatnie wiadomości z frontu 
ogłaszał, od których z trwogi włosy powstawały na gło- 
wie, serce zamierało, a krew w żyłach krzepła. I były 
te wiadomości codzień gorsze: już straszny wróg stanął 
nad Wisłą pod samemi murami Warszawy; już w stolicy 
huk armat spłoszył sen z powiek. Gotowano się do stra- 
sznej, ostatecznej rozprawy. l stanęła z jednej strony 
ćma bezbożnych Bolszewików, a z drugiej, żołnierzyki- 
dzieci, chłopcy od 14 do 20 lat, lecz z wrogiem był sza- 
tan, a z nami Maryja; na piersiach polskich żołnierzy 
był szkaplerz Maryi, na ustach Jej Imię, w .sercu Jej mi- 
łość, a na czele kapłan, ks, Skorupka, z godłem zbawienia, 
krzyżem, w podniesionej ręce.. I jak pada pod .kosą żni- 
wiarza w sierpniowy dzień łan złotego zboża, tak tego 
dnia 14 sierpnia 1920 roku, .?nia po wieki pamiętnego,
		

/img0050_0001.djvu

			.j 
padł zastęp chłopiąt-rycerzy z Imieniem Mnryi na stygną- 
cych ustach, padł kapłan-bohater, lecz z nimi razem padła 
i moc wrnża. Męczeńska krew tych dzieci, modły narodu 
oałego, wzruszyły serce Maryi: Królowa wstawiła się za 
wiernymi poddanymi, a pokazując Jezusowi czyste dusze 
poległych młodzieńców, rozbroiła swą prośbą sprawiedli- 
wą rękę Boga, I stał się cud: na wroga padł dziwn!V nie- 
pojęty lęk; on, tak dotąd butny i szatańsko pyszny, zat- 
rzymał się na moment w krwawym pochodzie, a po tym 
w trwodze cofać się począł. Wojska pol8kie, wspierane 
mocą z wysoka, kierowane Najświętszą ręką Maryi Często- 
chowskiej, parły go zwycięsko na wschód. 
Zabrani przez wojska pasze jeńcy bolszewiccy wyz- 
nawali naszym żołnierzom, że, gdyby nie jakaś postać nie- 
wieścia, która, unosząc się nad Warszawą, odrzucała po- 
ciski, przez ich baterie miotane na stolicę, gdyby właśnie 
nie te jakieś "katolickie czary", oniby nietylko Warsza- 
wę, ale Polskę całą zdobyli, a nasi dzielni wojacy, żegna- 
jąc się pobożnie i czule całując zawieszone na piersiach 
szkaplerze i medaliki, ze łzą w oku mówili: "Tak, napew- 
no Królowa Korony Polskiej, Panienka Jasnogórska, War- 
szawy i Polsld broniła" 
Gdy na Jasnej Górze 14. sierpnia na zakończenie no- 
wenny, jeden z białych stróżów klasztoru zawiadomił 
wiernych, że Maryja_wysłuchała prośby nasze, że już za- 
chwiał się wróg, z tysiąca piei'si ku błękitom nieba wyr- 
wał się ogromny, potężny, dziękczynny szloch, i pnclli 
wszyscy krzyżem, i podwoili modły do Panienki Jasnogór- 
skiej o dalszą pomoc i zwycięstwo. 
I uciekł sromotnię pohańbiony wróg, a choć zostawił 
po sobie płacz matek, wdów i sierot, Nnród nasz krzepił 
się wiarą, że Maryja Częstochowska nas kocl;a, że zleczy 
rany i pocieszy. Z wdzięczności też za cud nad Wisłą, 
w maju 1926 roku ze składek polskich kobiet złożone zo- 
stało Maryi na Jasnej Górze wotum: kosztowne berło 
i jabłko królewskie, jako symbol Jej władzy nad nami, 
a dzień zwycięstwa, dzień Jej Wniebowzięcia 15 sierpnia, 
obrał sobie nasz Naród za święto narodowe i odtąd czci 
ów wielki przez Maryję uczyniony "Cud nad Wisłą".
		

/img0051_0001.djvu

			49 


R O z d z i a ł VI. 
MARYJA UWALNIA JEŃCÓW ZE SROGIEJ NIEWOLI 
LUB W CIERPIENIACH POCIESZA. 


1. Wacław Chol'zelski i Jan Wielecki w roku 1540, 
za panowania króla Zygmunta Starego, zostali przez Ta- 
tarów wzięci do niewoli. Okutych i przywiązanych do 
siodła, wlekli okrutni Mongołowie do swych osiedli. 
Wreszcie zbici, głodni, spragnieni, bkryci ranami, w nędz- 
nych łachmanach, znaleźli się na półwyspie Taurydzkim, 
gdzie ich, skutych ciężkimi łRńcuchami, wtrącono do ciem- 
nych i wilgotnych lochów. Zdawało się, że z tak okrop- 
nego położenia niema już wyjścia, że tylko śmierć litoś- 
ciwa wyratować ich może. Lecz oni ducha nie tracą. 
Obaj bardzo pobożni, odznaczali się szczególniejszym na- 
bożeństwem do Najświętszej Panny Częstochowskiej. Nie 
rozpaczają więc, nie szemrzą, nie złorzeczą, lecz z naj- 
większą ufnością padają na kolana, a wzniósłszy oczy 
w górę, ślubują Jasnogórskiej Panience, że Ją w Często- 
chowie odwiedzą, i proszą z dziecięcą ufnością, by ich 
z tej niewoli wybawłła. I oto nie mija nawet killm dni, 
a Matka Najświętsza sprawia, że cudownym sposobem pę- 
kają kajdnny, niepostrzeżeni wydostają się z lochów, i nie- 
zatrzymywani przez nikogo, szczęśliwie uciekają do ojczy- 
zny, gd7.i
 natychmiast spełniając ślub, nawiedzają Jasną 
Górę, a cudownej Wybawicielce gorące dzięki skład
ją. 


.. 
.... 


2. W roku 1617 waleczny rycerz, Gabriel Czarnecki, 
bijąc dzielnie na Wołyniu Tatarów, nieszczęsnym trafem 
razem z oddziałem swym dostał się do niewoli. Przywle- 
czono go do obozu przytroczonego do Ironia i skazano na 
śmierć. Wiedział rycerz, że Tatarzy, nim jeńca uśmiercą, 
pierwej okrutnie znęcają się nad nim, i cała dusza jego 
wzdragała się na myśl czekających go tortur. Skuto biednego 
jeńca łańcuchami i na noc przytwierdzono do pala, wbi- 
tego w pośrodku obozu. Może to właśnie ten pal miał być 
okrutnym narzędziem męki? pomyślał nieszczęsny rycerz. 
I przejęty trwogą, począł błagać Maryję Jasnogórską, aby 
siQ nad nim zlitowała i ratunek jakowy zel3łać raczyła. 
I ślubował wierną służbę ku Jej czci i pielgrzymkę do 
CZQstochowy, gdy już będzie wolny. Gdy tak Bię żarliwie 
Cuda i łaski. "!- ł 
.:: .
		

/img0052_0001.djvu

			50 
i z ogromną wiarą modli, naraz nietknięte ręką nicz:rjq 
cudownie spadają ciężkie łańcuchy i rycerz zdumiony uj- 
rzał się wolnym, Tłumiąc kroki i oddech, a w głębi serca 
wzywając ciągle M
tkę Nnjśw" przechodzi niewidziany 
i niazatrzymywany przez śpiący obóz i wydostaje się na 
wolność. A oto rano Tatarzy, obudziwszy się, spostrzegają 
ucieczkę jeńca, siadają na rącze konie i puszczają się za 
nim w pogoń, obiecując mu zgotować jeszcze cięższe mę- 
czarnie. Dogonili ryce,rz8 w szczerym polu, nie miał miej- 
sca, dołu, góry, czy drzewa lub kamienia, by się schro- 
nić, Naokół gładki, równy 'step... Widząc, że się doń zbli- 
żają i lada chwila na arkan schwytać mogą, pada na ko- 
lana i woła: "Ratuj Panienko Niepokalana, bo wybiła moja 
ostatnia godzina". I stał się drugi cud: rycerz zrobił się 
niewidzialnym i Tatar
y przejechali obok, nie widząo 
go zgoła, 
Przybywszy szczęśliwie do Polski, rycerz nie zwle- 
kając ślub swój spełnił, Jasną Górę nawiedzając. 


'" 
'"'" 


3. Krzysztof Cieszyński, marszałek polny, walcząc 
w obJ.'onie Ojczyzny, został w niefortunnej bitwie w roku 
1623 wzięty przez Turków do jasyru. Trzy lata zakuty 
w ciężkie pęta, źnosił okropne męki niewoli. Nie szczę- 
dzono mu cierpień ani fizyeznych, ani moralnych. Na każ- 
dym kroku był okrutnie H:ony i męczony. Próbował nie- 
raz zdjąć nienawistne kajdany, ale okazało się to niepo- 
dobieństwem" Pewnego dniv. po niepomyślnych wysiłkach 
w celu uwolnienia się, zrozpaczony 
ashął mocno. I oto 
ukazał mu się we śnie jakiś czcigodny starzec (pewnie 
św. Paweł I pustelnik) i rzekł: "Idź do Częstochowy". 
Budzi się marszałek, odruchowo chwyta za łańouchy i zdej- 
muje je z padzwyczajną łatwością. Pada tedy na kolana, 
składa dzięki Pannie Najśw, Częstochow;3kiej za cud i prosi 
gorąco o dalszą pO,moc. I nie zawodzi go ufność; szczęśli- 
wie pokonywa wszelkie trudności, dociera do Polski, idzie 
aż do Częstochowy i tu na Jasnej Górze, przez całą Mszę 
świętą krzyżem leżąc, .za cudowne wybawienie z niewoli 
dziękuje. . 
'" . 


4. W roku 1629 napadł na Polskę dziki i okrutny 
ban tatarski, Dżannibeggirej. Hordy jego dotarły aż do 
Przemyśla, gdzie wówczas poLi'ano mnóstwo niewiast
		

/img0053_0001.djvu

			61 
i dzieci do jasyru. Między innymi w liczbie tych nie- 
szczęśliwych branek znajdowała się i Jadwiga Strzyzew- 
ska, Ta biedna niewiasta, delikatnego zdrowia, dużo 
w tej strasznej niewoli (znosiła udręczeń ciała i ducha. 
Najsrozej jednak dokuczała jej tęsknota za rodziną i Oj- 
czyzną, Tak cierpiała 2 1 / 2 roku. Wyprowadzono ją wresz- 
cie wraz z 50 towarzyszkami na targ niewolników i tu 
pewnemu panu sprzedano. Pierwszej zaraz nocy, będąc 
przejęta okropną trwogą o los, jaki ją u nowego pana 
czekał, padła na kolana i, rzewnie płacząc, Matce' Najśw. 
Częstochowskiej polecać się poczęła. Gdy tak się modli, 
sż oto mocą cudowną opadają kajdany, i drzwi, na wiele 
rygli i kluczy zamknięte, same się otwierają na oścież. 
Zrywa się Jadwiga i wybiega na dziedziniec, nigdzie ni- 
kogo niema, nikt jej nie widzi. Uciekła, Obudziwszy się, 
pan zobaczył drzwi otwarte, porzucone łańcuchy i pustą 
ciemnicę. Woła więc wiernego sługę i, strasznym gnie- 
wem miotany, puszeza się w pogoń konno za niewolnicą. 
Dopędzono ją na drodze. Branka nie traci ufności w po- 
moc Maryi, nie zważa na prześladowców i idzie dalej 
śmiało, I stał się cud: pan i sługa, którym Panna Najśw. 
Jasnogórska wzrok zaćmiła, spojrzawszy w twarz spotka- 
nej ,Jadwidze, nie poznali w niej zbiegłej niewolnicy i po- 
pędzili dalej. A ona, polecając się ciągI" Matce Najśw., 
przybyła bez szwanku do Ojczyzny i Panme Najświętszej 
na Jasnej Górze złożyła najserdeczniejsze dzięki. 


. 
. . 


5. W czasie pamiętnej wyprawy wiedeńskiej w roku 
1683, dostał się do niewoli tureckiej Albert Jarzyna, po- 
bożny czciciel Matki Boskiej. Przez 12 lat ten nieszczęsny 
znosił wszelkie udręki niewoli. W tym czasie wypadła 
wojna mi
dzy Turkami a Persami i Arabami. Turcy zmu- 
sili biednego jeńca do wzięcia w niej udziału. 
Oprócz Jarzyny było w niewoli dużo innych jego 
l'odu. 6.
. Pewnego razu został skrytobójcżo zamordowany 
jakiś Turek i podejrzenie padło na Polaków, Próżno się 
biedni bronili, wykazując swą niewinność; skazano ich 
wszystkicb., a między nimi i Jarzynę, na karę śmierci. 
Rozpoczęta się egzekucja. Wyprowadzano skazańc6w tra- 
lejno na miejsce kaźni i okrutnie mordowano. Pozostał 
jeszcze w lochu Jarzyna, Widząc zbliżającą się ostatnią 
chwilę, ptHła nieszczęsny na kolana i w"ła z głębi serca: 
,
		

/img0054_0001.djvu

			Lb 


"Najmiłosierniefsza Matko Zbawiciela i Najulwchańsz8 
Matko moja, PanienkQ Częstochowska, tyiuś już wybawiła 
od śmierci niewinnej, wybaw i mnie!" Zaledwie to wy- 
mówił, aliści kajdany same opadają; podbiega do drzwi- 
okazuj q się otwarte; wychodzi na dziedziniec - Turcy 
w dziwnym zamieszaniu nie spostrzegają go, ucieka więc 
szybko i po szcześliwym zwalczeniu trudów długiej po- 
dróży staje na Jasnej Górze, gdzie Najśw, Częstochowskiej 
Maryi najkorniejsze i najserdeczniejsze dzięki za życie 
i wolność składa. 


.. 
.. .. 


6. W roku 1745 Kazimierz Kozłowski, war townik 
na Jasnej Górze, będąc raz w gospodzie niedaleko klasz- 
toru, zauważył, że jeden z obecnych tam gości, Jakób Ko- 
morowski z Sieradza, ogromnie swym towarzyszom doku- 
czał i do gniewu złośliwymi żartami i obelgami ich pobudzał; 
chciał go od tego powstrzymać, najprzód słowami, a gdy 
to nietylko nie pomagało, ale jeszcze więcej awan turnika 
rozzuchwalało, wystąpił czynnie. Choąc go uderzyć kijem 
w pleoy. trafił w głowę tak nieszczęśliwie, że na miejsou 
zabił. Powstał krzyk przerażonych widzów. Najwięcej ze 
wszystkich przerażony był sam zabójca, stał osłupiały, nie 
myśląc uciekać. Związano go łańcuchami i poprowadzono 
do twierdzy; wkrótce zebrał się sąd, który go skazał na 
śmierć przez rozstrzelanie. Biedny zabójca! nie mógł 
wprost pojąć za co go karzą; był winien, bo zabił, lecz 
nie chciał zabić, chciał tylko uspokoić kłótnika i stało się 
nieszczęście, a oto teraz zginąć musi marnie. Przyszedł 
spowiednik O. Konstanty Pawłowski, profesor filozofii. 
który skazańca na śmierć przygotował, serdecznymi słowy 
pocieszał, a dając mu na pożegnanie obrazek Matki Bos- 
kiej Częstochowskiej do pocałowania, pobozilie nim bie- 
daka przeżegnał. Za chwilę wyprowadzono Kazimierza, 
otoczonego dziesięciu żołnierzami, którzy go mieli roz- 
strzelać; towarzyszył im tłum ludzi. Tak szli na pole, 
obok kaplicy św. Rocha położone, gdzie wyrok miał być 
wykonany. Idąc na śmierć, zwrócił nieszczęsny swe oczy 
na Cudown
 kaplicę i tak się modlił: "Panno Naj miło- 
sierniejsza! dziesięć lat w Twej twierdzy tutaj służ yłem, 
a teraz z wypadku złego mam umierać. Zmiłuj się nade 
mną, a będę Ci służył do ostatniego tchu, jak ostatni nie- 
wolnik". Niektóre osoby, znając jego poczciwóśó, wsta- 
v.:qły się za nim, lecz sędziowie byli nieubłagani i zwol-
		

/img0055_0001.djvu

			... 63 
nić go nie chcieli. Doszli na mIejSCe stracenia i postawili 
nieszczęśliwego przy p:łlu. Zabrzmiała salwa - a Kazi- 
mierz mimo, że prosto w niego celowano, pozostał zupeł- 
nie nietkniQty, Dziesięć kul, uderzywszy w jego odzienie, 
upadło pl'zed nim. Stwierdzili to wszyscy obecni, a było 
ich bardzo wielu, W obec jawnego cudu, nie wiedząc co 
z więźniem uczynić, zaprowadzono go z powrotem na Ja- 
sną Gór
, gdzie władzom o tym cudzie raport złożono, 
A był tam wówczas Prymas Polski, Stanisław Szembek, 
Arcybiskup gnieinieilski, ten wyznaczył kilku zacnych 
i poważnych mężów, aby zbad:łli tę sprawę, Męzowie ci 
stwierdzili, że ów stróż odznaczał się zawsze życiem ucz- 
ciwym i pobożnym, a zaś ci, którzy wykonywali wyrok. 
nie kierowali się podstępem i uczciwie spełniali swój nie- 
miły obowiązek, zachodzi więc w tym wypadku cud je- 
dynie, co też uznano i więzionego wypuszczono, 
Wartownik uwolniony tak łaskawie od śmierci przez 
swoją Panią, której wiernie przez dz.iesięć lat służy! i dal- 
sze swe życie jeszcze gorliwiej na Jej służbę poświęciŁ 


.. 
.. .. 


Podobnych cudów liczą kroniki jasnogórskie około 120, 
NR sklepieniu Bazyliki Jasnogórslciej niektóre z nich 
artysta - malarz odtworzył. 


.. 
.. .. 


Nie tylko jednak pojedyńczo swych wiernych podda- 
nych ratowała w niewoli Królowa Korony Polskiej, Pa- 
miętała Ona o całej Polsce. 
Po rozdarciu przez wrogów Polski nR trzy części 
buntował się Naród, chcąc zrzucić hańbiące jarzmo. Dwa 
razy, w roku 1830 i 1863, zrywała się młodzież do wł11ki 
za wiarę i wolność; dwa razy padła zdeptana brutalnie. 
I tylko k:łzamaty więzienne zapełniły się kwiatem Narodu 
i rozełkały jękiem katowanych. Tylko stoki cytadeli spły- 
nęŁy potokami krwi męczeńskiej, a kraj cały najeżył się 
lasem szuuienic, drogi zaś zapełniły się kibitkami, w któ- 
rych wywożono zesłańców na Sybir, lub gromadami za- 
kutych w kajdany pędzonych pieszo przez Kozaków, I za- 
hierano nam mowę ze szkół i urzędów; prześladowano za 
wiarę. I upadał duch Narodu. dławiony rękami zaborców, 
i byłhy upadł ze wszystkim, zmiażdźony niewolą, gdyby 
nie Jasna Góra. Jak 
pieszą spragnieni do źpódła, tak
		

/img0056_0001.djvu

			,< 


, 
i _ 
ąf""j.""":,,-" 


\ \ 1.1:
 
,'
 


lr 



 


J".":: 
- 


. 
..
' 
.:. 
li. 


'''-: 


... 


-(l 


& 
.1'j
 - 



 


" 


\:0 
., 

)' 
. 


\\ , ,\ I 
/"'"" .;f \ ł 
. / /# ) " 
. -- . 



.. 


_ ._dt 



:< t:I
 
--,1 '1-" 
'
 


., 


. L 


., 
2 


= _

La Boska r 
 uj
 rozbitka na Morzu Bałtyckim 
Fresk na Wielkim Kościele 


" 


\,-
 


" 
..... '\,' 



 


, 


.. 


., 
ł:; 
;...;= 
" _ 1.."
		

/img0057_0001.djvu

			55 
z pod trzech zaboró'w śrieszył Naród do Maryi Często- 
chowsldej po pokrzepIenie, Tu wzmacniał się duch, tu od- 
żywała nadzieja, tu w tej stolicy duchowej Polski nabie- 
rano sił do walki. 
Nie tyle Warszawa, Kraków i Poznań stawały się ser- 
cem kraju, lecz Jasna Góra, w której władała Pani Narodu 
naszego, Królowa Korony Polskiej-Maryja. Po wielu latach 
niewoli nic już nie łączyło rozdartego Narodu Polskiego. wy- 
chowywanego w każdej części inaczej przez wrogów, w każdym 
zaborze innym jadem zatruwanego, jedynie tylko Jasna Góra. 
I Tu u stóp Matki i Królowej jednako wszyscy czuli i myśleli, 
jedno wszyscy kochali. A po więzieniach, gdzie jęczało setki 
bojowników za wolność, kto balsam pociechy zlewał na serca 
zbolałe? czyje Imię powtarzano i wzywano na ratunek? Prze- 
słodkie Imię Maryi! Do Jej serca uciekano się wtedy, gdy 
bowiem: "Ojciec zagniewany siecze, szczęśliwy kto się do 
Matki uciecze", Ona wspierała, ratowała, godziła z wolą Boga. 
Lecz tam, daleko. w tajgnch Sybiru, w lodowatych krainach 
podbiegunowych, gdzie zda się, serce i duch zamienić się 
winien w bryłę lodu, co czuli zesłańcy polscy, przykuci 
łańcuchami do taczek w kopalniach? czy rozpacz ich 
zżarła. czy niewiara zobojętniła? O nie, po stokroć nie
 
W długich nocach podbiegunowych promiei1Oą zorzą świe- 
ciło im wspomnienie Jasnej Góry. Przykutym do taczek 
w kopalniach Uralu koiła krwawy trud słodka postać Ma- 
ryi Częstochowskiej, ukazująca się stęsknionym, przez łzY' 
przesłonionym oczom skazańców. W promieniach piękniej- 
szych niż słoneczne, w nieziemskich blaskach na tle po- 
nurych chropowatych ścian podziemi wykwitał, jak żywy, 
obraz Panienki Jasnogórskiej z Dzieciątkiem na łonie 
i padali wszyscy na kólana i dłonie skrwawione, żelazem 
okute wznosili ku Niej i z płaczem wołali: n Witaj Królo- 
wo", "Serdeczna Matko", "Pod Twoją obronę uciekamy 
się", A po każdym takim widzeniu, rozgrzewały się ser- . 
ca, tajały dURze, leczyły rany i słodka pociecha, Jak bal- 
sam. spływała na zmęczone głowy. I ochotniej znoszono 
męki, ofiarując je Panu na zadosyćuczynienie za grzechy 
całego Narodu na uproszenie wolności. Jedno z takich 
objawień, vi prześlicznym obrazie przedstawia nam sławny 
malarz polski, Artur Grottger, 
Tak Maryja łączyła rozdarty na części Naród, koiła 
smutek, zmniejszała trud sybirakom, łagodziła tęsknotę; 
przA."; ,Jasną Górę utrzymywała poczucie polskości
 a wia-
		

/img0058_0001.djvu

			56 
rę świętą katolicką, ten skarb i największe dobro Polski, 
w całej nieskazitelno
ci zachowała. 


. 
. . 


Gdy w roku 1875 rozgorzały prześladowania unit6w 
za wiarę, gdy ziemia przesiąkła krwią męczennik6w, . a 
więzienia i sybir znów zapełniły się skazańcami, gdy Ro- 
sjanie wszelkimi niegodziwymi, tyrańskimi, godnymi Na-. 
rona i Dioklecjana prześladowaniami, starali się zatrzeć 
::1lad wszelki po wierze katolickiej węród unit6w, znów 
Jasna Góra jest ich ostoją, znów wspomnienie, że wCzę- 
stochowie króluje Panna Najświętsza, dodaje sił do wy- 
trwania w św. wierze, do zniesienia cierpień i śmierci 
męczeńskiej
 Na Jasną Górę pod osłoną nocy przemykają 
się lasami "oporni", by tam od Matuchny Najśw, wziąć 
błogosławieństwo, by się' przed nią użalić, wypłakać i do 
św. Sakramentów przystąpić. Tu potajemnie setkami i ty- 
siącami chrzcili się i wstępowali legalnie w związki mał- 
żeńskie i przystępowali do spowiedzi i Komunii '
więtej, 
święcili sobie obrazki, krzyiyki, kupowali polskie książki 
do nabożeństwa, różańce i t, p, I niósł taki "oporny" 
odważnie pęk medalików, poświęconych na świętym miej- 
scu, i katechizmów paczkę i moc otuchy, zaczerpniętej 
z samego zdroju, z sam6j krynicy łask Bożych i przyno- 
sił po wielu trudach do swoich. Tak to z pomocą Maryi 
Jasnogórskiej walczy li, cierpieli i umierali za wiarę unici 
i tak dzięki jej opiece przetrwali niewolę aż na nowo za- 
błysła wolność i Królowa Polski wróciła do władzy.nad 
swym narodem. 


R o z d z i a ł VII. 
MARYJA PRZYWRACA WZROK 
LEPYM, SŁUCH GŁU- 
CHYM, MOWĘ NIEMYM, CHROMYM I KALEKOMWŁA. 
DZĘ W 'CZŁONKACH. 


1. Nadworny malarz króla Władysława Jagiełły, Ja- 
k6b Wężyk, ciężko zachorował na oczy, wskutek czego 
oślepł zupełnie. Straszne to nieszczęście dla każdego, lecz 
stokroć cięższym było ono dla malarza i jeszcze tak za- 
miłowanego w sztuce, jak mistrz Wężyk. Rozpacz go 
ogarniała. Nigdy więc nie odm:łluje tego, 00 mu w tW0':'-
		

/img0059_0001.djvu

			B7 
czych wi,!jach gra c'Q.dnymi barwami tęczy? Nie. pomogJi 
na tę ślepotę medyoy kr61a Jegomośoi j biedny ma1arJ, 
w Wilnie od. 
ilku lat zamieszkawszy, czekał z rezygnac1.ą 
i utęsknie
iem na wieczny ódpoczynek, kiedy to oczy je- 
gOł na światłość wiekuistą. otwarłszy się. nigdy już po 
wiek wieków ślepoty nje 
aznają. 
W rok;u 1392 dowiedział się, że od dziesięciu lat, ho 
od roku 1382 na Jasnej Gór.ze w Częstochowi:e na dr"o- 
gim ' krańou RzeczYPosp6litej króluje Maryja z Obrazu. 
według pobożnej tradycji, przez św, Łukasza malowanego, 
Dowiaduje się, że spodobało się Pannie Najśw. przywiąz
 
do tego Obrazu swoje błogosławieństwa i laski, a łR
k 
tych i cudów do
nalo już wielu ludzi. Tą wiadomoścłą 
tedy krzepiąc, się na duchu, pełen nadziei, postanowił od- 
być pieszą pielg
zymkę na Jasną Górę w -celu Vrproszenia 
światła dla zamarłych oczu. 
Qkoło tysiąca kilometrów dzieli Wil
o od Często- 
chowy. T
siąo więc prawie kilometrów idzie, pełen gorą- 
cej wiary, Jakób Wężyk, idzie z pieśnią "Bogarodzioa" 
i' modlitwą na ustach, Przechodzi, prowadzony prze
 mi- 
łosiernych ludzi, wsie i miasta, pustkowia, ciemne bo!'y 
i puszcze odwieczne, przez dzikiego zwierza zamiosz
nneł 
a nierzadko i przez kryjących się po kniejach, pogańskich 
Litwinów. Przechodzi rzeki i strumyki; przeprawia się 
przez Wisłę, aż wreszcie.. po ciężkiej i długiej pielgrzym- 
ce, staje na Jasnej Górze. Wprowadzony do cudownej ka- 
plicy, nie widząc słodkiego oblicza Maryi, pada twarzą na 
ZiAi\lię i z oałą gorącością duszy modli się o laskę uprag- 
nioną. Modli się, a łzy strumieniem płyną z jego zagas- 
łych już od tylu lat oczu. Prosi o zmiłowanie. A tu jakiś 
wewnętrzny głos skłania go, aby zwrócił martwe swe 
oczy w tym kierunku, gdzie przypuszczał, żo się Obra:i 
żnaj duj e, podniósł więc twarz w górę i krzyk potężny, 
jak grom, wydarł się z jego piersi. Zobaczy:i: Cudowny 
Obraz, zobaczył po raz pierwszy w życiu wizerunek Naj- 
święt.szej Maryi Panny Częstochowskiej i tuk mu się zdał 
cudny, tak promienny, jakby to' nie obraz, ale samll 
Matka Najśw. była. Odtąd już widział dobrze i malował 
z wdzięczności obrazy swej Niebieskiej Dobrodziejki. Cud 
ten został potwierdzony przez biskupa Marcina Szys". 
kow>:kH'
o, naocznego świadka. I wszystko to w kroni- 
kac'_ klasztornyoh ząpisano. " 
. 
..
		

/img0060_0001.djvu

			68 


2, Wielce bolesną chorobą oczu nawiedził Bóg Ja- 
kóba .Poznańskiego z Grabowca, pow. Bełzkiego. Straci,ł 
już cały majątek na leki, lecz nic !IlU się nie polepszyło, 
przeciwnie oślepł zupełnie i cierp;:ił okropnie. Tak w tej 

trasznej ślepocie upłynęło mu kilkanaście lat. W 1592 r, 
do wsi Grabowca przyszedł dnia pewnego Kapucyn, i od- 
wiedziwszy chorego, ubolewając nad Jego cierpieniem, po- 
Qieszał, a w końcu rzekł: "Dlaczego to nie udnsz się do 
Maryi Panienki w Częstochowie i oie błagasz Jej o świa. 
tło dla twych oczu?" Tknięty tymi słowy, Jakób Poznań- 
ski postanawia pójść za radą pobożnego zakonnika, Prze- 
jęty głęboką wiarą i ufnością w pomoc Maryi, natych- 
miast wyrusza w daleką drogę, Matka Najświętsza, pełne. 
litości dla strasznego kalectwa, chcąc nagrodzi6 żywą wia- 
rę Jakóba, już w czasie drogi zsyła mu ulgę. Im bardziej 
sję do świętego miejsca zbliża, tym mniej cierpi. Ponawia 
więc akty wiary i ufności, poleca się Częstochowskiej Pa- 
nience; śpiewa, modli się, a coraz to lżej mu, na sercu, 
jnśniej w duszy i ból w oczach mniejszy. Tak doszedł do 
Częstochowy. Gdy stanął przed drzwiami kaplicy, ogarnęło 
go dziwne uczucie, ni to lęk, ni trwoga, jakieś drżenie; 
nic nie słyszy, nie czuje, tylko serce w nim omdlewa 
w przeczuciu tego, co za chwilę ma nastąpić, Wchodzi do 
Cudownej Kaplicy i .oto łaska Maryi Jasnogórskiej spły- 
(Jęła nań, Oczy jego ociemniałe i bolące od kilkunastu 
{at uleczyła Panna Najśw. jednym swym promiennym 
1'1ejrzeniem. Jakób Poznański ujrzał nagle Jej święte 
atJlicze i z okrzykiem, pełnym wdzięczności i miłości, 
wpadł przed Nią na twarz. A w kronikach Jasnogól.skich 
wszystko to wiernie zapisane zostało. 


. 
.. 


3. W roku 1595 biednej Małgorzacie Pierzcha le z My. 

enic zabrakło c
erpliwości z powodu ślepoty, jaką zno- 

ła już od 12 lat. Zadne środki nie pomagały. Za podszeptem 
S'zatana, postanowiła znkończyó swą niedolę samobójstwem, 
Ody tak nieszczęsna przemyśliwała nad swym grzesznym 
r;amiarem, trafem usłyszała kogoś opowiadającego o cudach 
&tatki Najśw. w Częstochowie. Tak się tym przejęła, ze 

pędziwszy krzyżem świętym namowy złego ducha, po- 
s'tanowiła udać się do Maryi po lek na swe kalectwo. 
Wybrała się Małgorzata w drogę pieszo, pod kierun. 
J9.em przewodnika, Szła, wzbu1zając w sobie akty wiary 
.1
		

/img0061_0001.djvu

			69 
w pomoc Maryi, Gdy nfll'eszcie stanęła na Jasnej GÓl'ze J 
poczęła ogarniać ją obawa, czy Panna Najśw, zeohce wy- 
słuchać grzesznicę, która targnąć się choiała na swe ży.. 
ci e, lecz wspomniawszy, że Maryja jest Ucieczk.ą grzesz,. 
nych i :Matką Miłosierdzia, korzy się ze łzami, żałuje za 
grzechy i tak, pełna ufności i skruchy, wchodzi do Cu- 
downej kaplicy. Patrzą ludzie, jak biedna ociemniała nie- 
wiasta powoli posuwa się przed ołtarz, słyszą jej modły 
i jęki, i serca litościwe wstawiają się za nią do Maryi. A 
Małgorzata pada na kolana i, bijąc się w piersi, błngn 
Matkę Boską Częstochowską o cud. I oto, gdy podniosła 
swe martwe źrenice, Zl'oszone łzami wiary i skruchy, 
"Ranna jutrzenka" dotknęła blaskiem swej łaski jej zgasłr 
oczy i stał się cud: Małgorzata Pierzohała ujrzała wychy- 
lającą się z obruzu Cudowną Twarz Maryi Częstochow- 
skiej. Z okrzykiem "widzę!" poczęła iść do ołtarza, Po- 
wstał wielki płacz i krzyk w kaplicy: to lu
 zebrany 
świadkowie oudu opiewali głośno chwałę Maryi. 


.. 
.. .. 


4, W roku 1597 z Kamieńca wybierała się piel- 
grzymka na Jasną Górę, Już mieli wyruszyć, gdy pod- 
szedł do przewodników mieszkaniec Kamieńca, Marcin 0- 
bietyński, ślepy, głuchy i niemy od wczesnej młodoścj. 
Jakimś przedziwnym sposobem zdołał wytłumaczyć pąt- 
nikom, że pragnie z nimi udać się do Częstochowy 
w celu uproszenia sobie zdrowia. Wzruszeni jego 
okropnym stanem i żywą wiarą, litościwi pielgrzymi 
zabrllli go ze sobą i przez całą drogę troskliwie się 
nim opiekowali, już to prowadząc go, już to wioząc 
na przemian. Kilka ty"godni trwała pielgrzymku, a przez 
cnły ten czas nieszczQśliwy Marcin zachowywał się 
jak najpobożniej, na jego twarzy .znać było wielki. 
skupienie. 
Nareszcie kompania zdrożona, lecz szczęśliwa, przy- 
była na Jasną Górę. Gdy chorego wprowadzono do Cu- 
downej kaplicy, rzucił się biedak na ziemię, a nie mogą. 
mówić, jękami i łkaniem modlił się do Najśw, Panny. 
Wszyscy obecni, widząc mękę nieszczęśliwego, otoczywszy 
go, z płaczem modlili się zań, Podczas podniesienia Mar.; 
(lin, jak potem zeznnł, poczuł, że moc jakaś wzięła g'Q 
w swą opiekę, zerwał się nugle i głośno krzyczy: "Chwa- 
ła Jezusowi i Jego Matce Maryi Dziewicy!" Widział, sły- 
.
		

/img0062_0001.djvu

			60 
szał i mówił; był c}1downie uzdrowiony,)a lud cały na,,- 
Dymi łzami płakał z radości. 
Do domu Marcin Obietyńat: wracal pieszo. 


. 
.. .. 


5, W roku 1631 przybyła ze Stt'ykowa na Jasną 
Górę pewna panna, ślepa już od. dłuższego czasu. Gdy ją 
wprowadzono do kaplioy, uklękła przy kracie i poczQln 
Z 'wiarą żarliwie się modlić, prosząc Pnnią .Jasnogórską 
O cud, W tym czasie odprawiał'o się tam urocLYt!t:: nabo- 
teństwo z wystawieniem NajświQtszego S:Jkramentq. '1..,'li 
się tedy z bezgraniczną ufnością w pomoc Maryi nie- 
szozęśliwa dziewczyna, a oto kapłan pl'zenosi Obol;;: niej 
Najśw. Sakrament i naraz otworzyły się oczy ślepl;j, uj1'l.i'lia 
.Jezusa w MonstrancjI, a w ołtarzu obraz Najśw. Panienki, 
To Chrystus Pan, jak niegdyś w Kanie Galilejskiej, na 
prośby swej Niepokalanej Matki, oudownie tej pannie oczy 
uleczył. .. 
.. .. 


6. W roku 1672 purpurowa łuna oblała niebo. Pa- 
rno się w pobliżu domu Imć Pana Filipa Wołuckiego, 
śtarosty Rawskiego, Na widok POŻaI'U wybiegł z dworu 
pan starosto, a zwoławszy domowników, pośpieszył z nimi 
Stłumić ogień. Pędząc galopom, wpadł z koniem Da stojące 
4rzewo t.ak nieszczęśliwie, że ga!ęzię tegoż wykłuły mu 
oczy, z b6lu spadł z konia i rozbił się dotkliwie. Na 

rzyk pana zbiegli się słudzy, podnieśli go ostroznie i za- 

lieśli do domu; tam, gdy mu rany nD. głowie i krwią za- 
{ane oczy obmyli, przekonał się staroGta, że światło dla 
t}jego na zawsze zagasło. Powstał lament i płacz rodziny. 
Sprowadzono czym prędzej najznakomitszych lekarzy, naj- 
f?l'zedniejs:;;e i naj droższe leki, lecz nic mu już wykłutych 
C)Czu wrócić nie mogto, miał pozostać do końca życia śle- 
pym, W tym jego nieszczęściu znaleźli się życzliwi, któ- 
t!zy doradzili mu, aby szukał ratunku u Matki Najświęt- 
azej nn Jasnej Górze. Ucieszył się z tej rady pan FiUp 
Wołucki i w towarzystwie kilku 00. Jezuitów wybrnł się 
d,o Częstochowy. 
Przybyli do miasta wieczorem i udali się na nocleg. 
Towarzysze pana starosty pokładli się 118 spoozynek, on 
Z'aś całą noc czuwał i spędził na modlitwie, jękach i proś- 
tłach, by się przygotować do jutrzejszego nabożeństwa 
ł godnie stanł4cJ przed tronem Królowej z pokorną prośbą. 
, ,
		

/img0063_0001.djvu

			81 
j, 
Gdy tsk się w gorącości ducha rzewnie modlił, nagle ja- 
kiś pl'zedziwny dreszcz przeszył jego ranami pokrytą gło.- 
wę, Przerażony podniósł rękę do czoła i poczuł, że z ran 
ptynie krew i ropa. Budzi tedy służącego i woła, aby ten 
przyniósł mu świecę, Zdziwiony sługa pali światło, lecz 
jakież było jego zdumienie, g	
			

/img0064_0001.djvu

			6... 


czyć cudownie uzdrowionego, a każdy wielbił i dzięki 
czynił Maryi. 
Któż pojmie radość matki i całej rodziny, gdy imć 
Skarbnik przywiózł do domu z Jasnej Góry cudownie 
uzdrowionego syna. . 
. . 


8. W roku 1754 zakonnik klasztoru franciszkańskicgo 
w Pyzdr3ch, ziemi kaliskiej. Ojciec Bonawentura Sikorski, 
zachorował na oczy i przez 6 tygodni nie widział. Zacny 
kapłan czuł się ogromnie przygnębiony tym nieszczęś- 
ciem. Jednakże nie tracił ufności w pomoc Maryi i w tym 
celu rozpoozął nowennę do Matki Boskiej Częstochowskiej. 
Gorąco l z głęboką wiarą modlił się przez osiem dni, a 
dziewiątego dnia Maryja okazała mu swą łaskę, uchylając 
rąbek zasłony, za]crywającej jego oczy. O, Bonawentura 
trochę przejrzał, a zaraz po tym przybył na Jasną Górę 
prosić u stóp tronu Bogarodzicy o dokończenie tego, co 
w swym miłosierdziu rozpoczęła: o zupełne przywrócenie 
.wzroku. 
Odprawia O. Bonawenturn Niekrwawą Ofiarę przed 
Cudownym Obrazem, lecz co wzniesie wzrok do góry, nie 
może dojrzeć słodkiego oblicza Maryi, coś jakby mgła, 
jakby welon jaki przesłania jeg9 oczy. Więc modli się 
biedny kapłan, wi
c wzdycha, a mocna jego wiara 
w wszechmoc Ma.ryi ani na moment nie słabnie. Zbliża 
się chwila konsekracji i zaraz po tym ma O, Bonawentura 
podnieść i pokazać wiernym Jezusa, Syna Maryi Panny, 
utajonego pod postacią chlebno I oto ten wspaniały mo. 
ment obrała Panienka Częstochowska na zdziałanie cudu. 
W chwili, gdy ręce chorego wzniosły Najświętszą Hostię, 
reszta zasłony spadła z jego wzroku, Ujrzał naj wyraz niej 
S?kramentalną postać Chrystusa, a wyżej w ołtarzu Nie- 
poknltłne Oblicze Matki Bożej. Słodkie łzy wdzięczności 
popłynęły z jego uzdrowionyoh trenic. Z wielkim wzru- 
szeniem dokończył Mszy św. i następnie wobec 00. Pauli- 
nów cud ten zeznał. 


. 
. . 


9. Cudowne uzdrowienie na oczy Anny Korsak z Lu- 
blina z dniu 29 maja 1921 r. Oto jak ona aama opisuje: 
.Chcę Ze szczegółami opowiedzieć, co się stało ze 
mną W' onym pamiętnym dniu :39 maja. Jeszcze na począt- 
ku 1919 r. zostałam dotknięta ciężką chorobą oczu, zapa- 
lenie siatkówki wraz z. zaburzeniami w samym oku, og61-
		

/img0065_0001.djvu

			fil 
 

- 
 
ny stan Zf h 'ia wyczerpywał mnie coraz bardziej. Zna- 
łam o tyle fizjologię, że wiedziałam doskonale, co mnia 
czeka... CBlkowita ślepota była nieunikniona. Radziłam się 
największych powag lekarskich i to specjalistów. Byłam 
pod opieką dora Kamockiego, eławnego okulisty, profeso- 
ra d.ra Majewskiego, członka Akademii z Krakowa i dora 
Noiszewskiego, profesora uniwersytetu w Piotrogrodzie, 
ale stan oczu, z małymi wahaniami, stale się pogarszał. 
W lutym i marcu 1921 r. nawet z pomocą bardzo silnych 
szkieł nie mogłam już dojrzeć liter, a o ozytaniu nie mo- 
gło być mowy. Bóle głowy stawały się coraz okropniejsze; 
do tego dołączyły się jeszcze sercowe ataki; zdawało mi 
się, że mi wyrywają z głowy mózg po kawałku, a w 0- 
czach czułam uderzenia bata. Bóle głowy stawały się częst;:. 
sze i boleśniejsze. Musiałam siedzieć w ciemnościach, a na 
głowę używałam bardzo radykalnych środków. Nawet na 
przestrzeni dwóch kroków nie mogłam rozpoznawać osób, 
mówiłam do swego ojca myśląc, że to matka. Jeśli komu 
odpowiadałam, to jedynie rozpoznająo po głosie. Było to 
męczarnią nieopisaną. 
Przed tym byłam zupełnie niewierząoa; teraz' ogarnę- 
ło mnie pragnienie szukania ukojenia i pomocy w koście- 
le - i nagle, jak promień słońca, przemknęła mi myśl: 
Częstochowa! 
29 maja 1921 roku weszłam do Cudownej Kaplicy. . 
Wzruszona głęboko,' przygnębiona świadomością, że znikąd 
na ziemi nie mogę się spodziewać się pomocy, czułam, że 
jeśli gdzie, to tu jedynie dokonać się może uzdrowienie 
moje. Wszak tu, w tej kaplicy, przed tym Obrazem, tyle 
już dokonało się oudów! 
. Stałam długo... Czy się modliłam
 Tak, ale w jaki. 
sposób - nic O tym nie mogę powiedzieć. Jakimi były 
moje myśli, jakie wypowiadałam słowa
 Nie wiem. To 
tylko pewne, żem nio nie widziała i nic nie słyszała. Bez. 
wątpienia modliłam się każdym nerwem, każdą kropl
 
krwi. Jak długo to trwalo? Nie wiem. 
Gdy przyszłam. do siebie, poczułam, że jakiei!3 świa.. 
tło mnie oślepia, a tysiące ognistyoh klłl wiruje koło mnie. 
Bylam wśród tłumu ludzi, obok mnie modliła się jakaa 
pani. Zapytałam jej, gdzie jest Obraz Cudowny. .Oto tu.. 
taj - brzmiala odpowiedt, tu właśnie jest Cudowna ka- 
plica". - "Tak, ol;lezwalam się, ale nieoh mi pani pokaże 
miejsce, gdzie jest Obraz, bo ja go nie widzę". - "Tam,
		

/img0066_0001.djvu

			64 -. 
gdzie się palą świece, trochę wyżej nad niomi jest głowa 
Najświętszej Panny. "Poza mną słyszę czyjeś słowa: "To 
jest jakaś niewidoma"_ - Upadlam na kolana. Niewidoma! 
Boże mój, 
iłosierdzia! O Najświętsza! miej litość nademną!
 
Seroe z
częło mi bić mocno, a piersią wstrząsnął 
s2loch, Z dziwną jasnością stanęły mi przed oczyma duszy 
wszystkie grzechy całego życia; jakiś żal wielki bezmier
 
oy przejął mnie do głębi i łzy popłynęły strumieniem. 
"Płacz - to śtp.ierć dla oczu pani - były słowa dokto- 
ra - unikać 
zruszeń". Lecz teraz było mi już wszY!Jtko 
jedno - modliłam się, żebrałam, płakałam,.. Ujl'zeć Ją, 
ujrzeó konieoznie, . ujrzeć na chwilę tylko, a potem niech 
będzie co Bóg da, choćby ślepota na zawsze. 
Podniosłam oczy: czarna, ponura, wielIra plama za- 
miast Obrazu. Bezmierny ból wstrząsnął mą duszą, a ra- 
Zem ze słowami modlitwy blsgalnej z głębi Serca pópły- 
nęło do stóp Najświętszej ślubowanie wielkie, niezłomne: 
"Zmienię życie moje, wyzbędę się wszystkiego, rzucę za- 
bawy, stroje, będę czysta! Nie bywałam w kościele - te
 
raz codziennie do Komunii świętej przystępować pragnę". 
I żnowu podniosłam oczy. O Boże! co to? Korona na 
główce Dzieciątka... 
"Widzę, ja widzę!" krzyknęłam. 
Utkwiłam wzrok w Obraz; kule ogniste znikły, z O- 
brazu spojrzała na mnie słodka twarz Jasnogórskiej Pani. 
Prawie' nieprzytomna ze szczęścia, na klęczkach przy- 
czołgałam się do Ołtarza, na klęczkach obeszłam go doko- 
ła i wszystko, co miałam przy sobia-psmiątki, biżuterię, 
pieni
dze, '7!0iyłam na ofiarę. 
Pełna radości, spieszę do Sióstr Szarytek, gdziem się 
zatrzymała i gdzie czekała na mnie moja siostr3. 
Proszę o gazetę i przebiegając z łatwością oczyma 
po druku, wołam z uniesieniem: "Czytam... czytam... Chy
 
ba umrę ze szczęścia.., II Po tym gwałtownym wzruszeniu 
naetąpił niewypowiedziany pokój. 
Odtąd mogę czytać i uczyć się. Zapisałam się na u- 
niwersytet katolicki w Lublinie, obierając sobie historię. 
Jestem obecnie na ukończeniu egzaminów, któro powiodły 
mi się doskon
le. Już złożyłam z logiki, psycholo' 'tli- 
storii Polski, historii Niemiec i encyklopedii. r nie 
czeka "mnw egzamin z łaciny. Nic mogę uwiel'Z, b.. mu 
S7.częścin, że zamiast być ślepą i nieszczęśliwą \.10 
' 'bu, 
r' 
'm obecnię, poza zajęciR"'\ w Uniwersytecie, lekcje M-
		

/img0067_0001.djvu

			e5. 
storii polskiej w gimnazjum SS. Urszulanek i lekcje nie- 
mieckiego języka w 5 starszych klasach gimnazjum pani 
Czarneckiej, a wszystko idzie mi łatwo i dobrze. 
Każdy krok mój, każdą pracę rozpoczynam w Imię 
Boga. Odtąd w dzień cudu nademną, t. j. 29 maja, przy- 
jeżdżam co rok na Jnsną Górę i spędzam ten dzień na 
ćwiczeniach pobożnych, składając swe serce i duszę u stóp 
mojej Niebieskiej Matki i Lekarki." 
List ten jest zachowany w archiwum klasztornym. 


.. 
.. .. 


lO. W roku 1572 Jadwidze z Rychlińskich WolskiEfj 
z l..ęcz:;'cy. wskutek przebytej niedawno ciężkiej choroby, 
zaczęła się psuć kość w podniebieiliu, a wkrótce doszło 
do tego. że biedna ta pahi ust otworzyć nie mogła. Tra- 
pił si<: tym niezmiernie małżonek jej, m
\)'twiła rodzina 
cała. Sprowadzono najbicglejszych lekarzy, lecz ich nauka 
i cnła mądrość nic tu już poradzić nie mogła. Orzekli 
więc, że Jadwiga Wołska jest nieuleczalną, a tym samym 
wydali na nią wyrok okropnej śmierci. Płacz i narzeka- 
nie powst
!ło w całym domu. Wszystkim się zdawalo, że 
z chwilą. gdy chorą lekarze opuścili, nieszczęśliwa um- 
rzeć musi nieodwołalnie. Lecz gdy tak wszyscy płaczą 
i rozpaczają, biedną chorą nadzieja nie opuszcza. Ona 
wie, Żp ponad mądrością tego światA jest in mi mądrość, 
ponad 7i p mskie leki jest lek niebieski, a szdarką jego .::- 
Matka N:>j:iwiętsza, która na Jasnej Górze tron swój obra- 
ła. Zbwra więc Jadwiga wszystkie siły ducha, skupia c2'le 
uczuCJP s "'ca, wzmaga swą wiarę, potęg
je ufność i T k 
w my?'li w .la (bo ustami już nie mogła): ..Najświętsza r .:1- 
n _ '!Owska, słysząc o Twych wielkich cudach, T..',- 
rymi ]3bnJ< jesz, do Ciebie biegnę i błagam, byś zechci:>
a 
mnie 117flrnwić, a ja ślubuję Ci podziękować osabi, ,e 
w CZęstoLllOwie". Zaledwie ten akt w myśli złożyła, zgn 
a 
szczęka nnbrzmiewa, wychodzi z niej ropa i zdr
n\"ie r l.- 
ty<,hmiast wraca. Woła męża, rodzinę, lecz ci OCZG;n 
swym i 
lszom wierzyć nie chcą. "Jakto, wołają, ty na 
śmierć niechybną skazana, przed chwilą prawie już kona- 
jąc:!, mówisz i chodzisz zdrowa?" Lecz gdy się dowie- 
dzieli, jakto pobożna niewiasta Maryję o cud prosiła, zd:ti- 
mienie ich zamiqniło się w dziękczynienie i ten przęd 
chwilą rozpaczą i jękiem napełniony dom stał się przy
 
bytkiem radości i wesela Bożego. . 
Cuda i łaski, l)
		

/img0068_0001.djvu

			66 


Wkrótce potem Jadwiga Wolska wraz z męzem sta. 
"\1iła się na Jasnej Górze z podzięką, spełniając w ten spo- 

b swój ślub. .. 
.... 


11. W roku 1634 wracał Maciej Święcik, mieszka- 
I).iec wsi Kaliny, z lasu z wozem naładowanym drzewem. 
W jednym miejscu, gdzie droga spuszczała się z dość 
znacznej góry, przestraszone czymś konie poniosly. Wóz 
pędził z szaloną szybkością, naraz Maciej stracił równo- 

3gę i spr:dł z wozu, a koła, przejechawszy przez niego, 
pogruchotały mu kości u obu nóg tak, że. się tylko na 
-.kórze trzymały. Na krzyk nieszczęśliwego zbiegli się 
będący w pobliżu ludzie i przenieśli mdlejącego z bólu 
I:tiedaka do domu, Sprowadzono natychmiast chirurga, 
Ten, stwierdziwszy połamanio kości, użył całej swe, sztu- 
Id, nie skąpił wszelkich wysiłków, lecz mim'o to nic nie 
mógł Maciejowi pomóc. W czasie badania i zestawiania 
B..Óg, nieszczęśliwy krzyczał z bólu tak strasznie, ze obec- 
nym krew stygla z trwogi. Gdy się nieszczęsny dowie. 
dział, że niema dla niego ratunku, że nic mn juz nie 
pomoże, ogarnęła go rozpacz; dotąd był pelen zdro- 
wia i sił, a teraz w tak krótkim przeciągu czasu, albo 
ś-łnierć go czeka w męczarniach, albo, co może gorsze, 
d1ugie, ciężkie kalectwo. On ma być ciężarem dla ro- 
dziny! Boze, miłosierdzia! i powiódł na pól obłąkanym 
wzrokiem po żonie płaczącej, po dzieciach strwożo. 
nych, jak stado spłoszonych owieczek. Przerażonemu 
rym widokiem włosy zjezyły się na głowie. Więc co 
z nim będzie
 Gdzie znajdzie pomoc w swej stL'asz. 
riej doli? Lecz czyjże to obl'nz wisi tam na ścianie, 
na miejscu honorowym, otoczony kwieciem, oblany pur- 
purowym światełkiem płonącej lampki
 Czyjeż to oczy 
z: ciemnej twarzy patrzą nań ze współczuciem
 To Maryja 
Jasnogórska! To Cudownej Najświętszej Panienki jest wi- 
zerunek! Tak, tu się znajduje dla niego ratunek, tu łaska 
i cud. Zwraca się więc wszystkimi siłami serca i duszy 
C1łłej do Matki Miłosierdzia i woła z całych sił: "Ratuj 
Matko, bo tylko w Tobie moja nadzieja, 11 ja Ci ślubuję, 
te całe me zycie Tobie poświęcę i na Jasną Górę zaraz 
pieszo pójdę!" Ledwie tych słów dokońozył, nagle cier- 
pienia ustały, czuje, że pogruchotane nogi jego prze- 

wa jakaś moc przedziwna, zrywa się więc i swo- 
bQdnie schodzi z łóżka. Podbiega zdumiony ..chirurg, bada
		

/img0069_0001.djvu

			6"f 
.... 
nogi i stwierdza, że kości są zrośnięte. Powstała nieopł- 
sana radość; wszyscy wołają: cud, cud! A wieść o tYI\l 
rozniosła się lotem strzały po całej wsi i wszyscy biegł.) 
ujrzeć cudem uleczonego, jak z rodziną klęcząc, wielbQ 
i dziękował Maryi. Wkrótce zaś spełniając ślub, odbył 
pielgrzymkę na Jasną Górę. 


. 
.. .. 


12. MIeszkanieo Warszawy Wawrzynieo 
liwińsła 
str'zasl..ał sobie nogę nad kolanem i jakkolwiek noga si! 
zrost3 i wyzdrowiał3, musiał chodzić zawsze o kulacB 
Mając gorące nabożeństwo do Matki Najśw. CzęstochoW'- 
skiej, trzy razy pielgrzymował do Niej na Jasną Gór
 
i mimo silnej ufności w Jej łaskawą pomoc, mimo próśb 
i błagań, pozostał kaleką. 
W roku 1796 po raz czwarty wybrał 'się do Częst<'- 
<)howy. Pełen żywej wiary modlił się w knplicy pobożn
 
i ze łzami błagał Matkę Boską o cud, lecz bez skutku. 
Jak poprzednio, wyszedł ze świątyni, nie doznawszy łaslQ. 
Przechodząc około szczytu Cudownej Kaplicy, pobożnie 
p,.zykląkł, pozdrawiając Najświętszą Pannę Jasnogórską; 
w tej chwili coś mu w chorym kolanie strzyknęło, odczuj 
wewnętrznie, że jest uzdrowiony, bierze tedy niepotrzebne 
już szczudła i zanosi do zakrystii na Jasnej Górze. 
A złożywszy przed .Cudownym Obrazem serdeczne dzię>- 
ki, wraca uzdrowiony do domu. 1) 


.. 
.. .. 


Niektóre z tych cudów są uwiecznione na sklepie- 
niu kościoła. 
W kronikach jasnob"UI skich zanotowano podol.Juych 
cudów 236. 


R o z d z i fi ł VIII. 
MARYJA UZDRAWIA KALEKI, SPARALIŻOWANYCH 
I FURIATÓW. 


1. Anna Kuliska z Krakow3, od lat wielu kaleka rta 
obie nogi sztywne w kolan3ch, bez pomocy kul ani jed- 
nego kroku zrobić nie była w stanie. Udawała się nie- 



" t) Kilka par szczudeł wisi w Cudownej Eaplicy na kratach."'
		

/img0070_0001.djvu

			68 
jednokrotnie do lekarzy, le
z ci byli bezradni i na jej 

alectwo nie mieli lekarstwa. Wiosną 1617 roku pewna 
łfogobojna pani. litując się nad Anną, poradziła jej odpl'a- 
wić nowennę do Matki Boskiej Częstochowskiej. Chwyciła 
liię tej rady, jak ostatniej deski ratunku i rozpoczęła no- 
'lVennę, obiecując po wyzdrowieniu odbyć pielgrzymkę na 
Jasną Górę. Przejęta głęboką ufnością, wierzyła mocno, 
te Maryja ją wysłucha. Dnia 26 marca, a był to siódmy 
dzień nowenny. już od rana czuła chora dziwne wzrusze- 
łue, jakiś miły niepokój przenikał jej serce. Pocz(!ła się 
modlić i, zapominając o tym, że nogi jej od szeregu lat 
riia zgjnajil się, chciała uklęknąć i, o Cudowna Panno Ja- 
snogórska!, kolana Anny stały się elastyczne, znikla nagle 
ich sztywna martwota. Uradowana, jak dziecię, klęka, 
wstaje, przechodzi przez pokój i znów klęka. Czuje się 
Jiajzupełniej zdrową. Wkrótce też pełna wdzięczności ku 
Matce Bożej, odbyła pieszą pielgrzymkę na Jasną Górę. 


. 
. . 


2. Wielebny ks. Jakób Neapolitańczyk, proboszcz 
..e Zbuczyna, został nagle sparaliżowany na całym ciele. 
W parafii pGwstał wielki smut.ek, proboszcz leżał jak ka- 
wał drewna, nie mogąc poruszyć' ani ręką, ani nogą, a 
nikt mu, pomimo najlepszych chęci, nic pomóc nie>mógł. 
Sprowadzeni lekarze leczyli go długo, ale bez skutku. 
Biedni parafianie w swym ciężkim strapieniu postanowili 
ehorego ofiarować Matce Boskiej Częstochowskiej; w tym 
celu rozpoczęli nowennę za swego ukochanego pasterza, 
a było to w roku 1620. Dziewiątego dnia. jak co dzień, 
zgromadzili się w świątyni, modląc się z głęboką wiarą 
i ufnością w pomoc Matki Najświętszej, gdy naraz ujrzeli 
ftlącego przez kościół swego proboszcza najzupełniej zdro- 
wego. I oto tak wyjaśnił czcigodny kapłan swą obecność 
w świątyni; leżąc na łożu boleści, w pewnej chwili uczuł 
prąd ożywczy w obumarłym ciele, spróbował powstać 
f przekonał się, żę może doskonale władać wszystkimi 
członkami; widząc w tym cud oczywisty, udał się do 
kościoła, aby wspólnie ze swymi owieczkami Matce 
Boskiej Częstochowskiej za łaskę podziękować. Usły- 

awszy to, parafianie zaczęli śpiewać radosne "Te Deum u 
(dnia tego nie było kóńca modlitwom, pieniom i unie- 
.'eniom wdzięczności ku Najświętszej Pannie Maryi ,h. 

ogórskicj. ",
		

/img0071_0001.djvu

			) 
Wkrótce czcigodny kapłan odbył pieszą pielgrzJ ł 
\....'-' Częstochowy, a na znak wdzięczności zło
ył Jej ) 
wotum - szczerozłotą blachę. 


. 
.. 


3, W roku 1718 Imc Pan sędzia Szczepan Słubicki 
z Brzeinicy zeznał, iż był naocznym świadkiem poniż- 
szego zdarzenia. 
Pani Kasztelanown Domicela z Walewskich Grabska 
jechała z kilku znakomitymi paniami do Częstochowy 
w celu złożenia czci Najświętszej Pannie. Dostojne towa- 
rzystwo zatrzymało się na spoczynek w pewnym zajezdz
!3 
w Chojnach; tam zastały kobietę chromą na nogę,. o rę- 
kach bardu, pokrzywionych, piastującą dziecię. W paniach 
zrodziło się podejrzenie, że kalectwo tej niewiasty pocho- 
dzi ze złego życia z grzechu nieczystego i poczęły śmia6 
się i złośliwie o niej wyrażać. Słysząc to, biedaczka wy- 
jaśniła im, że jest zamężną i że choroby tej nabawiła się 
przed narodzeniem dziecka. Zawstydzone panie umilkły, 
a chroma-, dowiedziawszy się, że panie jadą do Często- 
chowy, w ich obecności zwróciła się do gospodyni ober- 
ży, prosząc o pozyczenie trzech groszy miedzianych, co 
ta też chętnie uczyniła. Wtedy niewiasta poprosiła panią 
Grabską, by raczyła wziąc ze sobą te trzy grosze i zło- 
żyć w jej imieniu, jako ofiarę Matce Boskiej. Spełniła to 
życzenie znakomita pani, fi gdy po pewnym ozasie wra- 
cala tą drogą, spotkała tęż samą niewias
ę już zupełnie 
prostą i zdrową. Zdumiona pyta jej, kiedy się to stało, 
i stwierdza, że właśnie w. tym dniu, o tej samej godzinie, 
w której kładła ten naprawdę "grosz wdowi" do skarb0ł-łY na 
Jasnej Górze, ręce i nogi kaleki nagle cudownie się wypros- 
towały. Wzruszone tym cudem panie z pokorą Imię Panny 
Niepokalanej wielbiły, . 
.. 


4. Anna Wróblewska, córka lekarza z Sandomierza, 
była jedynaczką, pieszczoną i kochaną. Dzieweczka nie- 
winna i poboina radowała serca i oczy rodziców. Skrom- 
ny ich domek pełen był zawsze bogobojnej rado
ci. 
Anusia wesoła i jak ptaszek szczebiotliwa uwijała się 
po miłych pokoikach. I oto,' jak piorun, w to spo- 
kojne szczęście rodzinne uderzył straszny cios. Pewnego 
dnia panienka siedziała obok rodziców zajęta jakąś robót- 
, gdy nagle padła na ziemię. Porwał się ojciec, prze-
		

/img0074_0001.djvu

			I I 



' 


:..._
 

 


" 


.. ' " 


l 


\ 


\ł. 
.
 J 
_____JJ 


./ 


:ł-f- 


Cud wskrzeszenia trzech zabitych w Lublincu 
w środku widać na posadzce 3 trumny 
Obra:r: w Chórze Kanonicznym
		

/img0075_0001.djvu

			r .Ir'''''yła matka, AnnIka leży z wyl	
			

/img0076_0001.djvu

			72 
odwied
onia Jasnej Góry, hrabia tego l\..
t-' )- 
warzys:>:a poprosił. Przyjechano szczęśliwie do 0zęoLI). 
chowy, służba wniosła paralityka do zakrystii, gdzie się 
chory z wielką skruchą spowiadał, a potem prosił, by 
go do kaplicy zanieśli, co też uczyniono. Gdy się tam 
chwilę z ogromną wiarą modlił, powstał naraz o własnej 
sile z krzesła i, dzięki Matce Najświętszej złożywszy, bez 
niczyjej pomocy do hotelu, gdzie zanocował, jak naj- 
zdrowszy poszedł. Było w czasie tego cudu w kaplicy 
wiele osób, a między nimi przeor 00. Paulinów, ks. 
Laurenty Kubaczek, zakrystian ks. Marceli Ficenes i przy- 
były z hrabią ks. Krajewski, który widząc to uzdro- 
wienie, wielbił imię Najśw. Panny Maryi. 


.. 
. .. 


6. W roku 1921 C0i'ka Anny Wiśniewskiej, miesz. 
kanki Gniezna, dziewczę 17-letnio, imieniem Franciszka, 
zachorowała, według orzeczenia D-ra A. Ossendowskiego, 
na kurcz«:! tetaniczne. Cierpienia te by
y tym boleśniejsze, 
ze połączone z utratą przytomności w czasie ataków tej 
choroby, które powtarzały się po kilka razy w tygodniu, 
a trwały nieraz i kilkana
cio godzin; mięśnie rak i nóg 
II chorej sztywniały tak, że nie można było zgiąć stawów, 
nie mogła też wtedy żadnych pokarmów przyjmować. 
Straszne te cierpienia tak wyczerpywatr organizm Frl.1n- 
ciszki, że stała się niezdolną do chodzenia i smutne swe 
życie poczęła spędzać w łóżku. Pięć lat trwała ta choro- 
ba, pięć lat ciągłej męczarni i córki i patrzących na jej 
cierpienia rodziców. Pięć lat nie rozjaśni
>nych nawet na- 
dzieją wyzdrowienia, bo D-r Ossendowski nie taił się 
z. tym, 'że tylko cud zdolny jest chor<
 uzdrowić. A nie 
było w tym domu dostatku, owszem, prędzej niedostatek, 
co utrudniało już i tak ciężką dolę Wiśniewskich, 
Chora, głębolw religijna, w maju 1926 roku uprosiła 
matkę i pielęgnujące ją bezinteresownie od lut czterech 
dwie siostry zę zgromadzenia Służebniczej;: Niepokalanego 
Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Gnieżnie, aby ją 
zawiozły na Jasną Górę, bo wierzyla mocno, że Panienka 
Jasnogórska ją uzdrowi. Przybyły do Częstochowy te 
cztery osoby dnia 6 maja wieczorem i na spoczynek za- 
trzymały się w schronisku św. Antoniego u SS. Szarytek. 
N t;ępnego dnia, t. j. 7 maja 1926 roku, chorą na Jeżaku 
w )ż,)'o
onym w schronisku, '!' towarzystwIe matki i SS.
		

/img0077_0001.djvu

			73 
Służebniczek; Eleonory Staszakówny i Arkadii Napiera- 
łówny, przywieziono do Cudownej kaplicy. Na Mszy ŚW., 
odprawionej o godzinie 9 przez ks. Kasprzaka, prefekta 
z Radomska, chora błagała Matkę Najświętszą o uzdro- 
wienie, do Komunii świętej podprowadzona przez matkę 
i zakonnice, po przyjęciu Ciała Paflekiego nagle uczula 
się uzdrowioną i już o własnych siłach od ołtarza odeszła. 
Następnie tego samego dnia, o godzinie :3 1/ 2 po południu, 
stawiła się Franciszka Wiśniewska wraz z matką i Sio.. 
strami Służebniczkami w zakrystii J asnogórskirj, gdzie. 
zeznanie o powyższym złożyły. Chora, lubo juszcze osła- 
biona po długotrwałym cierpieniu i ogl'omnie na ciele 
wyniszczona, podczas badania i pisania protokółu cały 
czas stała o własnej sile. Następnego dnia wyżej wymie- 
nione os.ohy celem podpisania protokółu stawiły się zno-. 
wu na J: ,nej Górze i przysięgą jeszcze raz ten cud po- 
twierdził.' 


. 
. . 


7. Dzieje paralityka Michała Bartosiaka, cudownie 
uzdrowionego na Jasnej Górze dnia 14 sierpnia 1929 r., 
tak się przedstawiają: 
Michał Bartosiak, będący obecnie w starszym już 
wieku, przed dziewięciu laty pracował jako robotnik we 
wsi Gondelsheim w Lotaryngii. 
Pewnego lipcowego dnia Bartosiak zajęty był przy 
, żniwie. Właśnie schylił się, aby wyjąć kOi!ę ze żniwiarki, 
gdy nagle uczuł silne uderzenie w bok. Odwrócił się, aby 
zobaczyć, kto mu ten cios wymierzył. W pobliżu nie było 
nikogo. W tej samej chwili Bartosiak uczuł silne i bOo- 
lesne wstrząsy na całym ciele i zwalił się na ziemię. 
Zrobiło mu się mdło, chwyciły go straszliwe kurcze i stra- 
cił przytomność, 
Przybiegli ludzie, pracujący opodal i poczęli rato- 
wać. Docucili go dopiero po kilku godzinach. Lecz nogi 
miał bezwładne zupełnie. 
Tknięty paraliżem, wysłany został do szpitala w mie
 

cie Rufa, skąd po trzymiesięcznym pobycie przeniesiono 
go do szpitala w Kolmar, gdzie leżał lat kilka. 
Najlepsi lekarze zajęli się zagadkowym wypadkiem. 
Stosowano wszystkie najnowsze środki lecznicze, nie wy
 
łączając masażów, naświetlań lampą kwarcową i t. d, Nogi 
Bartosiaka wciąż były sparaliżowane.
		

/img0078_0001.djvu

			74 


Po czterech latach prób - uznano go wreszcie za nie. 
l1J,eczalnego i odesłano do Polski. Było to w roku 1927. 
Rząd francuski, w porozumieniu z rządem polskim, 
odesłał go do Zbąszyna, na granicy polsko-niemieckiej; 
rLąd polski zaś posłał tam po niego dw6ch felczerów, I 
którzy go odwiezli do Gdańska. Tu, uznany przez leka. 
rzy za nieuleczalnego, Bartosiak odesłany został wraz 
z dwoma wymienionymi felczerami do Gostyńskiego 
przytułku, 
O stanie jego siostra zakonna Irena Nestorowiczówna 
tak pisze: "Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Bartosiak 
był kaleką od lat dziewięciu. Po pierwsze świadczą o tym 
papiery, przysłane o nim z Francji; powtóre od 1927 r. 
pozostaje pod moją opieką, udawać nie mógł tyl
 czasu, 
co jest niemożliwe. Czołgał się stale na desce, nogi miał 
sztywne i zupełnie martwe, kropli krwi trudno było 
w nich dopatrzyć, czucia żadnego nie milJł -- można było 
igłą kłuć, bólu żadnego nie czuł", 
Następnie siostra stwierdza, że doktorzy jednogłośnie I 
uznali stan Bartosiaka za nieuleczalny. Dodaje wreszcie, 
że powodem choroby byto prawdopodobnie życie niemo- 
ralne, z którego się, nieraz, przechwalał. Wogóle zachowa- 
nie się Bartosiaka przez cały czas pobytu w przytułku 
było jak najgorsze: uważał się za zdel)larowanego socja. 
listę, bluznił, szydził z rzeczy najświętHzych i niejedno- 
krotnie takie wyprawiał awantury, źe trheba było wzywać I 
policję. Słowem, był postrachem dla cbłego Zakładu aż 
do k,
jetnia 1929 roku. Nagle stało się z nim cóś nadspo- 
dziewanego: "Proszę siostry, rzekł, j& cncę się poprawić I 
i życie swe stanowczo odmienić!" Przyrzeczenia tego do- 
trzymał: od kwietnia żył świątobliwie, us
łując naprawić 
dawane dotychczas zgorszenie i budując wszystkich swym 
przy kładem. W czerwcu prosił, by. wysłać go do Często- 
chowy, co siostra naturalnie przyrzekła. Przez ostatnie 
dwa miesiące modlił się ciągle, dwa razy w tygodniu 
pościł '0 sucbym chlebie i wszystkim powtarzał, że ma 
mocną nadzieję, iź wróci zdrów. 
Zacna siostra Irena dotrzymała obietnicy. Wystarała 
się, że starostwo Gostyńskie kupiło bilet kolejowy dla 
paralityka, Dnia. 13 sierpnia wniesiono go do wagonu 
i umieszczono moźliwie naj wygodniej. Kaleka czuł się 
I o
adzwyczaj wzruszony. W drodze z Gostynina aż do 
SJdel'lliewic opiekował się nim troskliwie czcigodny kapłan
		

/img0079_0001.djvu

			7'; 


-. 
ks. Arendzikowski. Tam wysiadając, polecił go gorąco 
opiece kolejarzy, którzy z zadania doskonale SIę wywią- 
zali. Pociąg stanął w Częstochowie o godzinie 9.30 wi&- 
czorem. Poczciwa służba kolejowa, przy pomocy litośc... 
wych pątników, wyniooła Michała z wagonu i umieściła 
na noclegu, 
Ranek dnia 14 sierpnia 1929 roku był prześliczny. 
Resztki nocy śpiesznie uchodziły "przed jasnością dnia. 
Na wschodzie niebo rumieniło się, ze wzruszeniem ocze- 
kując wzejścia słońca. Obłoki grały całą gamą barw: sele- 
dynowa, złota i różowa, błękitna i purpurowa rywalizo- 
wały ze sobą świetnością. W stronę Jasnej Góry w3pionymi 
ulicami miasta ciągnęły już gromadki pątników, przyby- 
łych koleją. Jednym z chodników czołgał się biedny pa- 
ralityk. Bartosiak wyruszył z noclegu już o godz. 3.30 
rano i wolno na desce posuwał się naprzód. Mijali go 
ludzie, obdarzając wzrokiem pełnym współczucia. Mijały 
rozśpiewane kompanie, a on wlókł się i wlókł cierpliwie 
naprzód, Pierwsze brylantowe strzały słońca ugodziły 
w klasztor. Zajaśniał cały, jak w glorii chwały. Złoty 
krzyż wieży rozgorzał milionem złotych iskier, Oczy ka- 
leki wpatrzyły się w ten widok i zaszkliły .łzami wzru- 
szenia, a pierś pory szyło westchnienie pelne skruchy 
i miłości. 
Wysoko wzeszła ognista kula słoneczna na niebo 
i miasto dawno się już ze snu zbudziło, gdy Michał do- 
czołgał się do bram kościoła. Ruch przed świątynią był 
w pełni: grały orkiestry, kompaniami i grlipami ustawieni 
przed zamniętymi jeszcze bramami klasztoru ludzie wiel- 
bili pieśnią i muzyką Maryję. Tu godzinki śpiewano, ów- 
dzie kapela grała "Kiedy ranne", tam wznosiła się pieśń 
II Witaj Królowo", to nowa pielgrzymka przybyła, gdzieś 
znów słychać "Gwiazdo śliczna wspaniała", a tam zebrana 
większa grupka, z zapałem dzierżąc w rękach kartki z no- 
wą pieśnią' ku czci Maryi Częstochowskiej specjalnie na- 
pisaną, wdzięcznie nuci: "Zdrowaś... Częstochowska Panno 
Maryjo" . 

I Przed posuwającym się z trudem paralitykiem ludzie 
skwapliwie się usuwali, torując wolne przejście, a gdy 
otwarto drzwi kościoła, pomogli mu dostać się do kapli- 
cy. W kaplicy Michała owia
 Czar świętego miejsca, w ser-, I 
cu jego wzmogło się uczucie wiary i ufności, że naprawdę 
wyjdzie stąd uzdrowiony, Wyszła prymaria, Paralityk słu-
		

/img0080_0001.djvu

			76 


chał jej z głębokim nabożensfWem, raz po raz zalewając 
się serdecznymi łzami i ciągle błagając z wiarą Cudowną 
Panienkę o uleczenie, Skończyła się pierwsza Msza św.; 
chory nie czuł żadnej ulgi. ROZP9częła się druga !\fsza św., 
sekundarią zwana, pątnicy śpiewali pobożne pieśni, Barto- 
siak śpiewać nie mógł, jakiś skurcz bolesny ściskał mu 
gardło, czuł się bardzo wzruszony i przejęty. Myślą i ust Y 
ciągle jedno w kółko powtarzał: "Matko Najświętsza Cu- 
downa Częstochowska, uzdrów mnie!" - "Ucieczko grzesz- 
nych, ratuj!" - "Uzdrowienie chorych, okaż miłosierdzie!" 
Naraz ciałem ukorzonego paralityka wstrząsnął okropny 
dreszcz, bezwładne nogi przeszyły jakby strzały ogniste 
i w chwili, gdy kapłan podniósł w górę Najświętszą 
Hostię, jakaś niewidzialna moc uniosła chorego, od- 
padły deszczułki od nóg, wróciła siła pierwotna. Mi- 
t3hał został kompletnie uleczony. .W kaplicy na widok 
jawnego cudu powstał krzyk, sercami ludzi targnął szloch 
dziękczynny. Płakali, wielbiąc miłosierdzie Maryi, i ci- 
flnęli się wszyscy do .uzdrowionego, Wszak przed godziną 
zaledwie widzieli go wlokącego się z trudem, takiego 
biednego, złamanego cierpieniem kalekę. I oto teraz o- 
czom wprost trudno uwierzyć! leżą na posadzce deseczki, 
a on prosty, zdrowy -i silny stoi, jak każdy z nich. 
Po złożeniu dziękczynienia, udał się Bartosiak do za- 
krystii, gdzie o cudownym fakcie zeznanie złożył. 
Na wieść o tym cudzie mieszkailCY Gostynina po- 
czuli się głęboko wzruszeni, nawet żydzi, bijąc się'w piersi, 
mówili; "Wielki Bóg. katolicki!" 


. 
. . 


Tego rodzaju cudów dawnych i świeżo zdziałanych 
zanotowano najwięcej, bo 268. 


R o z d z i a ł IX. 
MARYJA UWALNIA SWE DZIECI OD ZŁEGO DUCHA. 


1. Pewien rycerz polski (nazwisko i imię umyślnie 
. nie podane, aby potomków nie kompromitować), człowiek 
.
 
elce pobożny i zacny, był często nawiedzany przez 
Qzarta i w czasie tym. czy to w domu, czy poza nim był 
oij:rutnie bity, a nawet katowany, tak straszliwie, że z bólu 
tracił przytomność. . Po każdym takim atak1.t złego ducha,
		

/img0081_0001.djvu

			..... 


77 


J;n ciele rycerza widniały ślady mierzeń w formie sińców 
i pokaleczeń. Nieszczęśliwy wszelkich środków używał 
w celu pozbycia się wroga, jezdził do świątobliwych 
osób, radził się spowiedników; kapłani nad nim egzor- 
cyzmy ezynili, wszystko napróżno, szatan nie ustępował, 
owszeQ1 z większą zajadłością na niego napadał. Pozostał 
mu tylko jedyny ratunek - moc Boża. Wspomniał biedny 
na J
sną Górę i pomyślał: - "Matka Najswiętsza Często- 
chbwska wskrzesza umarłych, leczy kaleki, wybawia z ja- 
syru, może, gdy Ją poproszę, i mnie z niewoli szatana 
wybawi?" Wybrał się tedy, a było to w roku 1569, do 
Częstochowy. Przybywszy na święte miejsce, długo i gorą- 
co się modlił przed Cudownym Obrazem. Uproszony prze- 
zeń jeden z pobożnych ojców zakonnych odmówił nad nim 
eg-zorcyzmy, w czasie tego rycerz uczuł nagle na sercu 
i duszy wielką lekkość, nie odczuwaną już od paru lat, 
jak gdyby spadł zeń jaki wielki ciężar; życie. tak 
otąd ok- 
ropne, wydało mu się piękne i jasne, ustąpiły' z my.s.li i
.- 
go owe trwogi i lęki, które go dotąd trapiły, i zdało mu 
się, jakoby się na nOWo narodził.. Maryja Jasnogórska wy- 
gnała :leń czarm. Pożegnawszy Pannę Najśw. i s
rqeczn
 
Jej dzięki złożywszy, powrócił do domu i odtąd już, choć 
żył jesżcze wiele lat, nigdy przez czarta niepokojony ni
 b:ył. 


. 
. ot 


2. Szczęśliwą się czuła JWPanna Czarnkowska, wy- 
szedłszy za mąż za wojm,,"odę poznańskiego JWPana Przy- 
jemskiego, lecz szczęście jej nie długo trwało. Wkrótce po 
zamążpójściu wdała się w jakieś znajomości z niewiastami, 
pomawianymi o uprawianie wróżb, czarów i zaklęć; sku- 
tek tych zakazanych stosu.nków był taki, że wojewodzinie 
zaczął się pokazywać 
zart. Brano to z początku za Ul'oje- 
nie, póz niej zdawało się, że to jakaś przedziwna choroba, 
jednakże wkrótce po objswach poznano szatana, który, 
opętawszy swą ofiarę, zadawał jej wiele udręczeń ducha 
i ciała. Tłukł nią,. rzucał, wydając przeZ' jej usta ohydne 
głosy i słowa. Przez pięć lat znosiła Anna te męczarnie, 
a p rzez cały ten czas wiele osób- duchownych modłami 
i egzorcyzmami starało się uwolnić ją od. tego nieszczęś- 
'cia; wszystko napróżno. W roku 1625 z porady pewnej 
pobożnej osoby udała się wraz z mężem na Jasną Górę, 
gdzie przez cztery dni oddawała się pnhożnym ćwiczeniom, 
')dlitwom, postom i jałmużnom. Wyspowiadała się też
		

/img0082_0001.djvu

			78 
i Komunię św. pobożnie przyjęła. W tym wszystkim nie 
doznała żadnych przeszkód od szatana, Piątego dnia za- 
prowad
ono ją do kaplicy przed Cudowny Obraz, gdzie 
kazano nieszczęśliwej położyć się krzyżem, mąż, obok 
klęcząc, gorąco i z głęboką wiarą prosił CQ.downą Panien- >" 
kę o uwolnienie małżonki od szatana, a jeden ze świąto- 
bliwych. Ojców Paulinów począł odmawiać nad leżącą eg- 
zorcyzmy - i oto przez usta wojewodziny duch nieczysty 
wyjawił, dlaczego w niej zamieszkał, a potem jął nią tar- 
gać i rzucać z wielką siłą o posadzkę. Czcigodny kapłan 
nie ustawał w modlitwie, a zły duch znęcał Hi
 nad bied- 
ną ofiarą; wkońcu 
Iitowała się Matka Najświętsza; szatan, 
ryknąwszy, wyszedł z opętanej. 

wiadkami tego cudu było wielkie mnóstwo narodu, 
zapełniającego kaplicę. Kapłan skończył modlitwy, a woje- 
wodzina powstała całkiem uzdrowiona. 
Małżonkowie po serdecznym dziękczynieniu i złoże- 
niu znacznych ofiar, szczęśliwi niezmiernie, powrócili do 
domu. . 
. . 


3_ W pięknym pałacu, należącym do jednE\go ze 
znakomitych rodów polskich (nazwisko umyślnie jest za- 
tajone, aby rodowi wstydu nie czynić), pędzono życie we- 
sołe i wspaniałe. Córka pana włości, imieniem An na, Va- 
nienka piękna i bardzo wesoła, o usposobieniu może nad- 
to żywym, lubiła się bawić ochoczo. Komnaty pałacu roz- 
brzmiewały weselem. Częste zabawy, biesiady, tańce gro- 
madziły dostojnych przyjaciół. Zdawało się, że jasne niebo 
nad tą l'odziną nigdy się nie ściemni. A oto pewnego dnia, 
jakoby grom, spadło na te'n dom nieszczęście, tym strasz- 
niejsze, że uderzyło w pełną życia. ukochaną córkę Annę. 
Dziewczę to rozdrażnione przez swą pannę dworską, 
uniosło się strasznym gniewem, a zapominając się w swej 
złości, nieostrożnie wymówiło. jakieś bluzniercze słowo 
i w tejże chwili duch nieczysty opanował ją, Smutne dni 
rozpoczęły się odtąd w pałacu. Zamiast dawnej muzyki- 
słychać było straszny krzyk torturowanej p!'zez szatana 
Anny; zamiast 2miechów - płacz rodziców;, zamiast 
ochoczych pląsów - czart miotał nią, rzucając ją na 
,:demię i bijąc okrutnie. Sąsiedzi i krewni odsunęli się 
od tego domu, jak od zarażonego. Zarosły trawą drogi, 
prowadzące do pałacu. Służba i dworzanie, słysząc nie- 
ludzkie wycie opętanej, zamYBlali uciekać. Ten stan rze-
		

/img0083_0001.djvu

			79 
czy trwał 12 miesięcy. Przez ten czas rodzice sprowadzali 
ciągle różnych świątobliwych kapłanów, którzy czynili eg- 
zorcyzmy; modlono się, dawano jałmużny, lecz wszys
ko 
bez skutku. Jedynym ratunkiem dla nieszczę
liwej była 
Jasna Góra - tak pomyśleli rodzice - i tam też ją zawieźli; 
a było to w roku 1632. Przez trzy tygodnie zamieszkaJi 
z Anną w świętym miejscu, modląc się z gorącością i wia- 
rą głęboką w pomoc Maryi. Cały ten czas panienka za- 
chowywała się spokojnie, i wszyscy sądzili, że ją czart 
opuścił. Wybrano się więc w towarzystwie dwóch 00, Pa- 
ulinów z powrotem do domu. W Kłobucku na postoju za- 
częły się na nowo udręczenia Anny. Czart utaił się tylko, 
by teraz z większą furią wybuchl)ąć. Przebudzeni krzy- 
kiem opętanej, zakoonicy święconą wodą trochę ją uspokoili, 
a następnie całe grono wróciło na Jasną Górę. W chwili, 
gdy na horyzoncie ukazał się jadącym szczyt wieży, padli 
wszyscy krzyżem na ziemię i z głęboką wiarą błagali 
Maryję o cudowne uzdrowienie. I począł czart przez usta 
opętanej ryczeć, aż trwoga straszna padła n!l wszystkich, 
lecz w modłach nie ustawali, a oto zły duch, rzuciwszy 
dziewczynę z wielką siłą o ziemię, opuścił ją na zawsze, 
pozostawiając ją wprost bez życia. Gdy ją ocucono 

 ciężkiego omdlenia i przywieziono na Jasną Górę, czuła 
się, jakby odrodzona na duszy j ciele. Wdzięczni za cud 
rodzice ofiarl)wali Pannie Jasnogórskiej złoty kielich, wy- 
sadzany perła
i, i posadzkę marmurową, bardzo cenną, 
w kaplicy ufundowali. Panienka zaś, żywot swój zu- 
pełnie odmieniwszy, marnościami świata wzgardziła, 8 
wstąpiwszy do zakonu Klarysek, na służbę Panu się 
ofiarowała, Tam wielce Imię Maryi Jasnogórskiej wy- 
chwalając, w świątobliwości życia dokonała. 


. 
. . 


4. Pewnego dnia 1699 roku zauważyli pątnicy, prze- 
bywający na Jllsnej Górze, jakiegoś kapłana, który, wszedł- 
szy do cudownej kaplicy, z wielką żarliwością, ze łzami 
w oczach Pl'zed Matką Najświętszą się modlił, a twarz je- 
go wyniszczona taką jaśniała radością, iż się wszyscy do- 
myślali, że za jakowąś łaskę tak serdecznie dziękuje, Ja- 
KOŻ kapłan ów, Wielebny ks. Wojciech Mrówczyński, 
przybył na Jasną Górę dla dopełnienia ślubu i w księgach 
klasztornych, pOłliźej umieszczone zeznanie o łasce otrzUr 
r 'aj, własnorQcznie skreślił. .
		

/img0084_0001.djvu

			o 


.. 
"Przed 9 mIesIącami zh,
ony byłem cjężką chorobą 
i, jeżdżąc do lekarzy w Sandomierzu, Opatowi e i Lublinie, 
nietylko nie znnlazłem żadnej ulgi, ale przeciwnie zrobiło 
mi się jeszcze gorzej. Nie mogłem nic pić, ani jeść-- czu- 
łem okropny ogień w sobie, a wszystkie stawy jakby mi 
kto rozrywał. Co zaś było najgorszego to to, że jeśli Z3- 
zdrowia byłem przez złych duchów nagabywany podczas 
pacierzy, lub Mszy św. - to obecnie to się wzmogło i do- 
szło do tego, że ciężko byłem przez nich do krwi biczo- 
wany. Niekiedy wjdziałem około siebie straszne widziadł2: 
potwory, bestie, węże... potem wprowadzany byłem da 
różnych miejsc pięknych i przyjemnych - to znowu do 
brudnych i wstrętnych, widziałem dus'ze w strasznym 
ogniu cierpiące i sądziłem, że to był czyściec, lub piekło. 
W tych uciskacb, {)oniewnż nie mogłem ani słów}w 
wymówić, myślą tylko i sercem wzywalein pomocy Maryi 
Jasnogórskiej, której wizerunek nosiłem na piersiach. 
Pewnego razu doszło do tego, że w tych męczarniach du- 
cha już prawie konałem. Wtedy 00. Reformaci, 'moi zna- 
jomi, i inni zakonnicy i krewni ofiarowali mnie Panłł- 
Bogu przez ręce 1\Iatki Boskiej Częstochow3kiej - i po 
długich i gorącyc
 prośbach wstałem zupełnie zdrów i do- 
tąd nic mi się już z tego nie przytrafiło. 


.. 
.. .. 


5. Andrzej Lewandowski z Wiskitek niedaleko War- 
szawy ożenił się z wdową 34-letnią Marianną Jasińską. 
-Wdowa ta przed swem zamążpójściem bY'ł'a opęt:ll1ą przez 
czarta, który bardzo dużo rzeczy okropnych i wstrętnych 
pł'zez nią mówił i ludziom wiele przykrości przez ową 
niewhłó3tę robił. Po wyjściu jej za mąż Z" 1. r -vandow- 
ski ego czart zmienił postępowanie, lecz stał się nie- 
mniej strasznym: oto Marianna, dręczona zazdrością i nie- 
nawiścią względem męża, dom w piekło zamieniła. Wpa- 
dając codziennie wprost w furię, wszystko psuła i nisz- 
czyła. Cały ciężar gospodarstwa domowego, wychowanie 
dwojga dzieci z. pierwszego małżeństwa opętanej, wszyst- 
ko to spadło na biednego męża; żadnej pr:JCY, żadnego tru- 
du jąć się nie chciała, owszem wszystko z szatańską prze- 
biegloącią utrudniala. Andrzejowi groziła ruina majątko- 
wa, mimo jego wprost nadludzkich wysiłków, Cokolwiek 
zbudował, lub zaoszczędził, ona natychmiast postarała się 
zniszczyć. Pewnego razu, używajl\c podstępu, udało mu się
		

/img0085_0001.djvu

			8t 
zawieźć Mariannę do Studzianny, gdzie jest Cudowny 
Obraz Matki Boskiej, tam gorąco Nnjświętszą Pnnią o li- 
tość prosił. żonę Jej miłosierdziu polecał, a jeden z Oj- 
ców Filipinów modlił się nad nią długo, Wróciła Marianno 
do domu i przez czas jakiś była spokojną i zdawało się, 
źe jest uleczoną. lecz wla'ótce duch ciemności znów wró- 
cił, a z nim dawne niepokoje. Nie mogąc już dłużej 
ścierpieć tak ciężkiego życia, udaje się nieszczęśliwy mąż, 
do Matki Najśw. Częstochowskiej, zabiera żonę i jej dwo- 
je dzieci, Antosia i Zosię, i przybywa na Jasną Górę. 
Z wielkim trudem wprowadził opierającą się niewiastę do 
Cudownej kaplicy. Tu opętana, wpadłszy w straszliwą 
furię, chciała uciekać, łecz Andrzej, silnie ją ująwszy, 
trzymał mocno na kolanac
, a szatan począł z dziką na- 
miętnością wyprężać i wykręcać ręce i nogi nieszczęśli- 
wej, rozr'71.!!''lł jej' włosy, krzyczała przy tym biedna nie- 
samowity!"! głosem. Pątnicy, zgromadzeni w kaplicy,. 
z przerażeniem odsuwali się od niej. A stroskany mąż 
trzymał ją mocno i modlił Eię z głęboką wiarą i błagał 
j żebrał miłosierdzia Maryi dla opętanej, a niewinne gło- 
siki dzieci łączyły się z jego modłami. Swiadkiem tego 
był O, Tomasz Sowiński, spowiednik Apostolski; ten rui 
prośby męża i dzieci zajął się nieszczęśliwą. Przez 3 dni 
modlitwą, postem i egzorcyzmami walczył z nieprzyjacie-' 
lem rodu ludzkiego. Po wielu wysiłkach i trudach kapła- 
na, po wyspowiadaniu się opętanej w czasie Mszy świętej 
dnia 16 lipca 1802 roku, zlitowała się Niepokalana Dzie- 
wica. Ta, która skruszyła głowę węża piekielnego, U\' ,\1- 
niła w dzień swego święta Mariannę od szatana. Opuścił 
opętaną z wielkim wyciem, pozostawiając ją prawie martwą 
na posadzce. Po upływie pul godziny przyszła do przy- 
tomności, wielbiąc Boga i Jego Najświętszą Matkę za cud 
tak wielki. 
Po powrocie do domu, pobożnie dzieci swe wycho- 
wując, była do końca życia przykładną żoną. Gospodarna, 
oszczędna i pracowita, stała się podporą i pociechą swego 
zacnego męża. . 
. . 


Podobnych lask zanotowano w kronikach jasnogór- 
skich 87. .. 


Cuda i łaski.
		

/img0086_0001.djvu

			:-;;.
. ,.
! 

,<>'
i') / 
:::
 V ,. / .. 
I .:r . 
. 
" / .. 
. J' 
 ."'< 
"J' j ! , 
,. .r "r ..
 



/ 


/ - 
--... 



.
 
, ,.f 
. . 
, 
f 


I' 


. 
\' 
,'w 


-i 


... 


:. r' ':.." ..... '\ "'
,l "", .... 
. ,.
1(:>' , " . 
 
 " ' 
 t ,t"" . :.....,. 

_C --..... '..f>	
			

/img0087_0001.djvu

			83 


Rozdział X. 
MARYJA OTWIE.RA OCZY HERETYKOM I NIEDO- 
WIARKOM. 


1. Poboznym zwyozajem szła w roku 1672 ze Śląska 
pielgrzymka piesza na Jasną Górę. Powodowana cieka- 
wością (a właściwie ręka Opatrzności tym kierowała), 
dołączyła się do kompanii pewna panna, luteranka, imie. 
niem Marta. Dziewczyna przysłuchiwała się pieśniom 
i modlitwom, lecz w nich udziału nie brała, zbyt bowiem 
zakamieniałą była w swej herezji. Po paru dniach podró- 
ży, idącym pokazał się szczyt wieży; przejęci wzrusze- 
niem upadli na kolana, by cześć oddać świętemu miejscu; 
ze łzami w oczach modlili się gorąco, chwaląc Boga i Ma- 
ryj
. Marta, r,ridząc te oznaki głębokiej czci, wyśmiewała 
się w duchu z pielgrzymów, nazywając ich "zabobonnika- 
mi", a chcąc im pokazać swą wyższość w wierzeniach, 
stała sztywno, nawet głowy nie schyliwszy. Aliści z wie- 
ży klasztornej pada na nią promień przedziwnego światła 
i z taką siłą, że, jak św, Pawła Apostoła,. powala stojącą 
na ziemię. Przerażeni pątnicy rzucili się do niej, aby ją 
ratować i stosując różne środki orzeźwiające po długich 
wysiłkach zdołali przywrócić omdlałej przytomność. Przy- 
szedłszy do siebie, wyznała im swe szydercze myśli 
i swoją pychę, gdy stała patrząc z pogardą na klęczą- 
cych, a potem opowiedziała o tym świetle niebieskim, 
które ją z wieży poraziło i tak ogromną w duszy i ser- 
cu odmianę sprawiło, że obecnie widzi jasno i w
- 
raźnie, jak zaślepioną była w swej herezji, jak upartą 
w bł
dach. 
Kompania ruszyła dalej powiększona o jedną duszę 
katolicką, bo za taką czuła się już w swym sercu Marta. 
Gdy tylko znaleźli się pątnicy na Jasnej Górze, nawró- 
cona panna uczyniła wyznanie wiary, a na widok Cudow- 
nego Obrazu natchnął ją Bóg taką tkliwą miłością ku Matce 
, Najświętszej, że odtąd już do końca życia, wdzięczna za 
cudowne nawrócenie, naj wierniejszą i gorącą Jej wielbi- 
cielką została. . 
. . 


2. W roku 1672 do Częstochowy za interesami przy- 
jechał pewien Turek nazwiskiem Klater. Poczciwy ten 
człowiek, mieszkając już czas dłuzszy w Polsce, czuł się 
'I..
		

/img0088_0001.djvu

			84 
naj zupełniej Pplakiem, tylko o zmianie wiary nie myślał, 
za bardu, był przywiązany do mahomotanizmu. Jednakże 
bawiąc w tak sławnym dla Polaków mieście, namówiony 
przez znajomych i własną ciekawością powodowany, po- 
szedł na Jasną Górę. Już wspaniałe wnętrze wielkicgo 
kościoła olśniło go, lecz, gdy wszedł do Cudowncj Kapli- 
cy i spojrzał na święte Oblicze Maryi, stanął jak wryty. 
. Serce jego przepełniło nieznane dotąd uozucie; macierzyń- 
skie oczy Pani Częstochowskiej patrzyły nań słodko. Pod 
tym spojrzeniem duszę zalewała mu tkliwość bezmierna. 
Nie, takich wrażeń nie doznawał jeszcze nigdy! Spogląda 
na ludzi, wszyscy klęczą i modlą się żarliwie, jakaś nie- 
przeparta siła każe mu uklęknąć, coś zgina jego kolana, 
nie zdzierży!..., i oto już kornie klęczy; fala nieznanych 
uczuć rozpiera mu piersi i wyrywa z nich łkanie. Ach, 
te oczy ciągle nań patrzą, coś łagodnie, a mocno rozka- 
z'Qją! Czego chcą od niego? Czego chce ta Pani z Dzie- 
oiątkiem? On Jej nie zna, ale chce poznać, bardzo chce 
poznać. Ach! - wyrywa się z serca westchnienie ulgi - 
teraz wie, ozego chc'e Ona, z tych miłosiernych oczu pa- 
da na niego oślepiający blask i rozjaśnia jego umysł: 
pragnie Jasnogórska Pani, by. włatinie dlatego, że Jej nie 
ZDa, teraz postarał się Ją poznać. Tak, tego chce Ona, 
o tym doń mówią Jej cudowne oczy. Uderza więc czołem 
o. posadzk
, składa serdeczne pozdrowienie i, wiedziony 
ja-kby niewidzialną ręką, idzie szukać kogoś, ktoby go 
Dauczył czegoś o tej Pani, kto by mu coś o Niej powie- 
dział. Prowadzą go do przeora, a był nim właśnie sławny 
i święty O, Augustyn Kordecki. Czcigodny kapłan pyta, 
, QZegoby sobie życzył, a on składa r
ce i błaga: "Mów mi, 
Ojcze. o tej świętej Pani z Obrazu, chcę być Jej sługą i 
czcicielem do śmierci". I dobrotliwy kapłan z ojcowską 
miłością wyuczył go prawd wiary św. katolickiej i do 
chrztu św. przysposobił. Wreszcie ochrzcił w Cudownej 
Kaplicy. 
Płoną światła na ołtarzu, tłum pobożnych zapełnił 
kaplicę, zabrzmiał z chóru hejnał, zgięły się kolana, po- 
chyliły, głowy, z piersi wyrwało się westchnienie. Odsła-, 
niają Cudowny Obraz, a za chwilę Ojciec Augustyn Kor- 
dpcki udzieli chrztu Turkowi, nadając mu imię Urban. 
Wzruszenie w świątyni ogólne, Wprowadzają przed ołta"z 
Qłałn l1Jwanel5o neofitę. Twarz jego opromienia niebiańska 
rau.u",,,. v, .""niZ on już swą PaIJią i Królowę zna dobrze.
		

/img0089_0001.djvu

			86 
l'eraz już jest Jej dziecięciem! Już swe serce na za. 
Ws"e Jej oddoł, on teraz pfwienki Jasnogórskiej na wieki 
rab i niewolnik oddany! Pada na kolanR. I znów, jak 
I wtedy patrzą Najświętsze oczy na niego. Lecz teraz Mat- 
ka i syn już się zrozumieli, on jej swe serce u nóg 
składa, Ona mu błogosławi, łaski zapewnia... 
I tak do śmierci Urban Klater pozostał wiernym 
i oddanym sługą i czcicielem Maryi. 


. 
. 
 


3, Wesoły był, swobodny; życie doń się śmiało. 
Czerpał więc z niego hojnie pełnymi garściami przyjem- 
ności i rozkosze, bo l'az się tylko żyje, więc trzeba ko- 
rzystać, póki czas, póki sił starozy , Takiej się trzymał 
zasady. Wszakże nic go nie krępowało. Protestantem był, 
a ta sekta na nikogo przymusu moralnego nie nakłada, 
byleby wierzył, nie zabrania używać przyjemności, choć- 
by nieraz i bardzo grzesznych. Więc i pozwalał sobie. 
A dusza'? Ił wieczność? och, ona już zapewniona, Chrystus 
ją dlań na krzyżu już dawno wysłużył, a zasług osobis- 
tych na niebo, podług wierzeń protestanckich, mieć nie 
potrzeba, to już wszystko załatwione. A Bóg? czy Mu się 
takie swobodne życie podoba? jak patrzy na grzechy? O. 
Bóg, Bóg w Jego pojęciu nie patrzy na takie drobiazgi. 
nie patrzy, co ludzie robią na świecie, Zresztą takie my- 
śli rzadko go nawiedzały, odrzucał je od siebie, bo pocóż 
sobie psuć radość istnienia'? Więc bez troski o duszę pę- 
dził życie Krystyn Helians, oficer wojsk saskich. I nic 
się nie zanosiło 'na to, by je miał poprawić, nie mówiąc 
już o zmianie religii. Nigdy mu nawet w głowie ta myśl 
nic powstała, by miał zostać "papistą" 
atolikiemr Może 
wierzyć w Matkę Boską!!! Nie, w "zabobony" katolików. 
jak to nieraz z pogardą mówił, on, człowiek rozumny, 
nigdy nie wierzył i nigdy, przenigdy nie uwierzy! 
W roku 1703, znajdując się ze swym pułkiem w Czę- 
stochowie, z wielu innymi wszedł do Cudownej Kaplicy. 
Półmrok -tam panował, tylko ołtarz gorzał od liwiateł. Od- 
prawiało się właśnie nabożeństwo przed odsłoniętym 
Obrazem. 
Cała atmosfera tego świętego miejsoa przesiąknięta 
jest czcią ku Matce Boskiej, dziwnie też czuł się tu ofic"er 
protestant. Może pierwszy l'"
:: był w świątyni katolickiej. 
Przyzwyczajony do zimnych, nagich ścian swego zboru,
		

/img0090_0001.djvu

			86 
zdumiony był, widząc ołtarze i mnóstwo rozwieszonych 
na !cianach złotych i srebrnych przedmiotów, kt6rych 
znaczenia się nie domyślał. Rzesze wiernych, klęczących, 
z oczyma zapatrzonymi w Obraz, rozm()dlonych, oderwa. 
nych od ziemi, silnie podziałały na niego. Było mu dobrze, 
jak przy sercu matczynym. To butne i pyszne uczucie, te 
szydercze myśli, z którymi tu szedł, zatrzymały się przed 
progiem kaplicy, a on wszedł dziwnie cichy, jak dziecię. 
które obawiając się kary za popełnione winy, zbliż'} się 
do matki, niepewne jak ona je przyjmie. Doszedł do kra- 
ty, dalej bał się posunąć, nie śmiał, Spojrzał na Obraz. 
Ach, to jest ten skarb Polaków, to jest to ukochan:e Na- 
rodu! Dziwne, tyle już obrazów katolickich widział, ale 
zaden nań takiego nie wywal'ł wrażenia, jak ten. Przeszły 
go dreszcze i lęk jakiś uchwycił za gardło. Serce łopo- 
tato, jak schwytane ptaszę. Czegóż się tak bać? Tyle juz 
razy był w różnych niebezpieczeństwach, a jeszcze się tak 
nigdy nie lękał. Ta twarz z Obrazu, te pełne wyrzutu 
oczy, słodkie i święte. Nie, on w żadnych świętych, 
w żadne obrazy nie wierzy, trzeba się otrząsnąć z tyoh 
czarów. Chce odejść - nie może, coś go tu trzyma, przy- 
kuwa wprost. Chce oczy odwrócić, - niepodobna, tamte 
oczy go więżą, I coraz większa trwoga go ogarnia, a pa. 
mięć nasuwa mu wspomnienia grzechów. Ach! jakiż po. 
tworny, jakiż straszny to korowód, coraz ich więcej i to 
wszystko on popełnił, jakże mu wstyd za nie wobec tego 
Obrazu Maryi, Matki Jezusowej, wobec tej świętej twarzy! 
On nigdy o swych winach nie myślał, nie żałował za nie, 
a teraz tak mu się smutno robi, duszą go łzy, żal strasz- 
ny, okropny ściska serce, które omal nie pęka z bólu, 
wSttrząsa nim !kanie stłumione. O, ten Obraz, ta twarz 
Maryi, taką w jego duszy odmianę czyni! Jakże to on 
mógł żyć z tym brudem w sercu, z tymi plamami na duo 
szy! Lecz gdzie znajdzie oczyszczenie, czy w swoim zbo. 
rze? nie, nigdy! tam go nie zrozumieją, nie zdejmą tego 
ciężaru, nie zmyją grzechów. Więc chyba udać się do ka. 
płanów, tych dotąd wzgardzonych "papistów", do stI
óżów 
tego Obrazu? Tak, to jedyna droga do odrodzenia, bo on 
tak dłużej żyć nie chce i nie może. Zal za grzechy COYaJ 
silniejszy go ogarnia, poznał błędy swej sekty, pozna! 
prawdę i nie spuszcza wzroku z Obrazu, a łzy skruchy 
serdecznej strumieniami płyną po twarzy. I padł na obli, 
cze i w proch się ukorzył ten I1iwietny oficer królewski, 
ł
		

/img0091_0001.djvu

			87 
uderzył czołem o kamienną posadzkę, a z ust jego wyr- 
wał się szloch: "Matko Chrystusowa, Maryjo! ratuj, uproś 
mi miłosierdzie i grzechów odpuszczenie! Ty, coś mi łzy 
żalu wyprosiła, z Synem Twoim mnie pojednaj!" 
I dziwią się heretycy koledzy, nie rozumiejąc, 'co 
się z nim stało, a wierni, patrząc na leżącego i łkaniem 
wstrząsanego, domyślają się, że w tej chwili dzieje aie 
coś nadprzyrodzonego, jakiś nowy cud miłośierdzia Maryi 
Częstochowskiej. 
I podniósł się Krystyn z twarzą bladą, zmienioną 
i poszedł do zakrystii, gdzie opowiedział o swym cu- 
downym nawróceniu i prosił o nauczenie zasad wiary ka- 
tolickiej, 
Wkrótce uczynił wyznanie wiary, a gdy, rozgrze- 
szony z win, przed Cudownym Obrazem połączył się 
w Komunii św. ze swym Bogiem i Panem, spojrzała nań 
z Obrazu z macierzyńską czułością Panienka Jasnogórska. 
a fala szczęścia bez miary zalała mu duszę. 
Odtąd Krystyn odmienił zupełnie swe 
ycie. Pobożny 
i cnotliwy, do śmierci był gorącym czcicielem Maryi 
Częstochowskiej, . 
. . 


4. "Przed 36 laty, jako zdeklarowany niedowiarek 
przybyłem nn Jasną Gór
, jak Zola do Lourdes, w celu 
zbierania wzorów do zdyskredytowania Kościoła. Mówiono 
mi, że Obraz Cudowny wywiera jakiś nadziemski Ul"ok, 
któremu się oprzec niepodobna; postanowiłem więc nie 
wchodzić wcale do kaplicy i wierny byłem temu posta- 
nowieniu. Tak spędziłem na Jasnej Górze parę dni, lecz 
nic nie mogłem dostrzec, coby mi dało materiał do osiąg- 
nięcia mego celu. Powziąłem przeto zamiar przenieść swe 
poszukiwania poza obręb klasztoru i wyruszyłem w stro- 
nę kościółka św. Barbary. Tu zwró!3ił moją uwagę sędzi- 
wy kapłan 1), idący na Jasną Górę; szedł wolno, z wi- 
docznym wysiłkiem, od czasu do czasu przystawał dla 
wytchnienia, a wtedy usta jego szeptały: "Jezu" lub "Ma- 
ryjo" , Postanowiłem go śledzić. Gdyśmy się minęli, po- 
zwoliłem mu ujśc kilka kroków, po czym zawr6ciłem i za- 
cząłem iś6 za nim. Wszedł do wielkiego kościoła, ukląkł 
i długą chwilę się modlił. Udał się do zakrystii; tu znowu 
byłem świadkiem :tarliwej jego modlitwy. po ezym wstał. 


1) Ksiądz TeofU Słeckl (około roku 1902 faId ... miał miejsce). 
.
		

/img0092_0001.djvu

			-88 
ubrał się do 'Mszy świętej, i prowadzony pr
\Jz kościel- 
nego, wyszedł przed ołtarz do wielkiego kościoła. Po 
Mszy św, powrócił do zakrystii, gdzie znowu zatopił się 
w gOl'ącej modlitwie. Z zakrystii udał się na chór, gdzie 
przechodząc naprzeciw Przenajświętszego Sakramentu, 
przyklęknął, by oddać hołd Bogu. Gdy chciał się pod- 
nieść, siły mu odmówiły posłuszeństwa... upadł na kolana 
- i dopiero po parokrotnych usiłowaniach powstać zdo. 
łał. Gwałtowne łkanie wstrząsnęło mą piersią; wybuchną- 
łem głośnym płaczem... Siedzący opodal w konfesjonale 
Paulin wychylił się, powstał i zaczął mnie głośno wzy- 
wać: "Proszę, proszę pana!"... Zrobiłem ruch, że nie przy. 
szedłem do spowiedzi; zakonnik jednak nalegał - i po 
chwili, sam nie wiem w jaki sposób, znalazłem się przy 
kratce. Na pełne współczucia pytanie zakonnika oupowie. 
działem, że w tej chwili w duszy mojej nłJstąpił dziwny 
przewrót: odzyskałem wiarę... Widząc, że jestem teraz 
zbyt wzruszony, bym mógł się spowiadać, zakonnik wziął I 
mnie ze sobą do celi i tam opowiedziałem mu dzieje me. 
go zyoia. - W młodości wierzący, potem utraciłem wiarę, 
i pełen nienawiści do wszystkiego, co ongiś było mi 
święte, chciałem zedrzeć nadziemską aureolę z naszej I 
świątnicy narodowej. Widok modlącego się kapłana, jego 
gorąca, głęboka wiara były dla mnie chwilą przełomową. I 
. On wie, w co wierzy i dlaczego wierzy", pomyślałem - I 
i w duszy mojej stał się cud, zapewne jeden z wielu 
u stóp Jasnogórskiej Pani. Odbyłem spowiedź św. i Wy- I 
jechałem szczęśliwy. Odtąd jestem katolikiem wierzącym 
i praktykującym". . 
. . 


Podobnych nawróceń zanotowano bardzo wiele, Zre- 
sztą dzieją Rię one stale, codziennie niemal, az dotąd, 
Dziać się tez na Jasnej Górze będą i nadal, bo wiara na. 
sza nie zmienia się, a Matka Boza zawsze gotowa ratować 
ginące dusze, które tak drogo kosztowały Jej Syna. 


R o z d z i a ł XI. 
MARYJA LECZY CIĘŻKIE NIEMOCE. 


L 
więcenia kapłańskif\! Ks. Biskup wyświęca w Gnie- 

nie młodego diakona Mikołaja Sochaczewskiego. Serce
		

/img0093_0001.djvu

			, 
lewity przepełnione zapałem rwie się do pracy w \viuuicy 
Pańskiej. 
Krótki oz as minął, a oto młody ten kapłan zarażony 
zostaje strasznym trądem. Twarz jego i ręce, to jedna 
okropna, wstrętna i cuchnąca rana, Lecz boleśniej zra- 
niony duch nieszczęśliwego; oto praca przerwana; oto 
odwracają się od niego z obrzydzeniem oczy ludzkie; oto 
slyszy mówiących: "To Bóg widocznie go tak karze 
, 
ciężkie grzechy jego". Smutnym stało się życie biedaku. 
Udaje się do lekarzy, w Poznaniu nie robią mu żadnej 
nadziei wyzdrowienia. Obchodzi więc miejsca cudowne 
w tym }pieście, polecając się Bożej Opatrzności. Pewnego 
dnia wszedł do kościoła 00: Karmelitów, gdzie w Hostii 
świętej ukazywał się Pan Jezus. Modlił się ksiądz Mikołaj 
gorąco, lecz po niejakim czasie ze zmęczenia usną} 
i w tym śnie otrzymał radę, by się udał do Częstochowy, 
gdzie zostanie z trądu oczyszczony. Budzi się, a uważając 
ten sen za glos Boga, wyrusza natychmiast w drogę. 
Słońce sypało żarem na rozpaloną ziemię. Piasek 
parzył bose stopy wędrowca, pot strumieniami zlewał jego 
osłabione ciało. Zbliżało się południe, spojrzał pielgrzym 
na niebo, lecz w tejże chwili spuścił twarz ku ziemi, oczy 
jego w krwawych obolałych powIekach nie mogły znieść 
blasku gorejącego słońca. Usiadł na przydrożnym kamie- 
niu, był głodny, spragniony i śmiertelnie zmęczony. Do 
. najbliższej wioski trzeba było iść jeszcze spory szmat 
drogi. Odpoczął chwilę i powlókł się dalej, szepcąc. spie- 
czonymi ust Y modlitwy Po jakimś czasie doszedł do wio- 
ski. Z kościółka dobiegł idącego głos dzwonu na "Anioł 
Pailski". Padł na kolana i, wzniósłszy w górę ręce, po- 
czął po łacinie odmawiać rOhdrowienie Anielsń.,b. ,-,Kuli- 
czył i poszedł dalej. We wsi skrzętne gosposie przygoto- 
wywały południowy posiłek. Przy krzyżu przydrożnym 
gromadka dzieci zawieszała wianki. Ujrzawszy zbliżaj
cą. 
się okrytą zapylonymi łachmanami postać, podbiegły cie- 
kawie, lecz zaraz z okropnym kl"zykiem nieludzkiej trwo- 
gi poczęły uciekać. Wybiegły na progi chat wystrAszone. 
matki, chcąc zobaczyć, jaki jest powód przerażenia dzie- 
ci, i ujrzały człowieka odzianego w strzępy szat, z twarzą' 
wyglądfl.jącą jak jedna rana, pokrytą cuchnącą ropą, a ręce 
jego, zżarte przez trąd, przedstawiały okropny widok. 
Grozq zdjęte, niewiaety cofnęły się przed tym \Yid:,
 
'TI, 
a w
lirowiec, szepcąc modlitwy, wyciągnął okrwawione 


8lł
		

/img0094_0001.djvu

			o 'JO 
-iłonie, prosząc o jałmużnę, Litością zdjęte, ""wyniosły lT'11 
posiłek i napój. Na ich zapytanie, kim jest, odpowiedział, 
i:e nazywa się Mikołaj Sochaczewski, jest kapłanem, a do- 
iwiadczony przez Boga tą ciężką chorobą, odbywa pieszo 
'iJ żebranym chlebie pielgrzymkę na Jasną Górę, by tam 
'Jd Maryi otrzymać łaskI;: uzdrowienia. Posiliwszy się, po- 

drowił słowem Boiym miłosierne niewiasty i, wspierając 
.'Jię na kiju, poszedł dalej. 
Tak pielgrzymował dziewięć długich dni trędowaty 
kąpłan. Deszcz siekł, słońce piekło, ostre kamienie raniły 
Jbolałe, pokrwawione stopy, rany niemiłosiernie bolały, 

ł- on szedł, prosząc o jałmużnę, szedł do Maryi, do 
. Uzdrowienia chorych". 
Dziesiątego dnia ujrzał w oddali szczyt wieży; na 
t.en widok, wzruszeniem zdjęty, padł na kolana i z wielką 
wiarą począł błagać Matkę Najświętszą o oczyszczenie, by 
mógł z twarzą zdrową wejść w święte progi, by ręce jego 

rleczone mogły przed ołtarzem dotykać w czasie Mszy 
;jwiętej Jej Boskiego Syna, ukrytego pod postaciami chle- 
ba. Gdy tak gorąco się modlił, uczuł nagle, że się w nim 
,'o.g dziwnego dzieje. Powstał. Poczuł się dziwnie lekki, 
zmęczenie zniknęło, spojł.za! na ręce - niema ran; nie 
wierzy oczom swoim - gdzież się podziała wstrętna zgni- 
lizna? dotyka twarzy - nie boli, skóra jej dziwnie miękka 
I gładka jak atłas; nie pojmuje, co się z nim stało; usta 
w: ekstazie szepcą: "cud, cud". Swobodnie, jak dziecię, 
podbiega do źródełka, pr7:egląda się w spokojnej toni i o- 
krzyk podziwu wyrywa się z jego ust: czyż to jego twarz 
wychyla się ku niemu? czyż to jego oblicze tak świeże 
i młodzieńcze? Przejęty wdzięcznością, pada na twarz 
tO sławi Imię Maryi. 
Gdy dnia 8 września stanął. nareszcie na Jasnej Gó- 
ł'r.;e i przed Cudownym Obrazem odprawinł Niekrwawą 
Ofiarę, twarz jego, cudownie oczyszczona, promieniała 
lIiebiańską radością. Serce jego, wezbrane wdzięcznością, 
we łzach obficie wylewanych wyrażało dziękczynienie. 
I znów, jak przed tym, ks. Mikołaj Sochaczewski 
przez długie lata, aż do śmierci, pracował nad zbawieniem 
dusz -- zaszczepianiem w nich nabożeństwa do Najświęt- 
Rej Panny Częstochowskiej. 
Cud ten stał się w roku 1402. 


'II 
.. ..
		

/img0095_0001.djvu

			-f)} 


2, Sercem Imć Pani wojewodziny miotał niepok6j, 
ilekroć spojrzała na wątłą twarzyczkę swego nowonaro- 
dzonego dziecięcia. Jedyny on, synaczek najmilszy, pr66i 
niego niema innych dzieci. We wspaniałym dworze Irrtt 
Pana Szczawińskiego, Wojewody Brzeskiego i pobożn't!J 
małżonki jego, Zofii z Sokołowskich, nie słycl1ać byłe, 
kwilenia dzieciny i oto narodził się syn, spadkobierc.:o 
świetnego imienia. Lecz czy się wychowa, będąc tak mi- 
zernym, czy ominie go los tamtych dzieci? Troje ich ju
 
było, Franciszek, Barbara i Władysław, wszystkie ODtl 
jcdno po drugim, przeżywszy po parę miesięcy, dosta. 
wały epilepsji i w męczarniach schodziły ze świata, po- 
krywając kirem żałoby rodziców i dom cały. Teraz tQ, 
czwarte z kolei dziecię, czy podzieli los tamtyoh'? - nle 
daj to Boże, szepczą strwożeni. Na chrzcie św. dali dzie- 
cięciu imię Kazimierz, chcąc mu zapewnić opiekę tak 
wielkiego świętego. I codzień w modłach błagali Boga 
i tego świętego patrona o zdrowie dla dzieciny, Mijają 
w niepokoju i udręczeniu serca dni i tygodnie. Po upły- 
wie zaledwie paru miesięcy dziecię, mimo opieki lekar- 
skiej i wszelkich zabiegów, zapada na zdrowiu i ku prze- 
rażeniu rodziców dostaje ataku epilepsji. Trwogą zdjęci 
nie tracą przytomności, nie rozpaczflją, lec
 oboje padają 
na kolana i gorąco z wielką ufnością ofiarowują dziecię 
Matce N
jświętszej Częstochowskiej, ślubując pielgrzymkę 
i prosząc z silną wiarą o uzdrowienie synka, o cud. I wy- 
słuchała Najświętsza Panna ich prośby, atak mija, dziecię 
otwiera oczki, przyjmuje pokarm i wygląda jak najzdro- 
wiej. Upływają miesiące - synek nie choruje, nabiera sir 
i coraz lepszego wyglądu. Wdzięczni rodzice dopełnili 
ślubu i Maryję Jasnogórsk
 w, ,Jb] sLOlicy nawieazlli. 
Minęło wiele lat, chłopiec pod opieką Najświętszej 
Panny rozwijał się doskonal£', nie chorując nigdy, i wy- 
rósł na zacnego człowieka ku pociesze rodziców. A działo 
się to w roku 1626, . 
. . 


3. Zuzanna Olejską z WiJ na otrzymała po rodzicach 
nieszczęsną spuściznę - epilepsję, inaczej zwaną chorobą 
św. Walentego. -- Cierpiała w czasie ataków tak strasznie, 
że już śmierci pragnęł8, bo ludzie jej pomocy żadnej dać 
nie mogli. Pewnego dnia, a było to w roku 1635, dostała 
Zuzanna gwałtownego napfldu tej choroby. Upadła na zie- 
mię, wijąc się w strasznych kurczach, uderzyła głową
		

/img0096_0001.djvu

			112 
o ziemię, na usta wystąpiła piana, przycięty język krwawił 
obficie. Podbiegli domownicy, by ją podtrzymać, lecz po. 
.l11óc jej nie umieli, W tym czasie wszedł do mieszkania 
iebrak, a widząc wszystkich bardzo zasmuconych, pytał 
.coby się stało. Usłyszawszy o cierpieniu pani domu, po. 
radził by ją ofiarowano Matce Najświętszej Częstochowo 
s1dej i ślubowano pielgrzymkę, a Marya chorą uleczy. 
Posłuchano natychmiast. Wszyscy, modląc się gorąco, bła- 
gali Matkę Boską o cud. Następnie żebrak, podszedłszy do. 
chorej, poprosił, aby podano mu kubek mleka. Gdy go o- 
trzymał, wsypał doń szczyptę jakiegoś proszku białego i 
ta.k przyrządzony napój kazał wlać do ust Zuzanny, co 
!;dy uczyniono, chora natychmiast, przytomna i spokojna, 
powstała o własnej mocy. UszczQśliwieni pytali nieznanego 
dobroczyńcę, co by to było za lekarstwo tak cudowne, i 
wyjaśnił im żebrak, że Wraca z Jasnej Góry, gdzie sobie 
nzbierał pyłu z posadzki w kaplicy Matki Boskiej i to było 
właśnie owym lekarstwem, które podał chorej. Zdumieli się 
wszyscy, słysząc tę odpowiedź, a chora wdzięczna za ła:s- 
kę otrzymaną, pielgrzymkę na Jasną Górę odbyła i nigdy 
już odtąd na tę chorobę nie cierpiała. 


.. .. 


4. W zamku królewskim zamieszanie, stroskane o- 
blicza panów i dworzan domyślać siQ każą czegoś niezwy- 
J[lego, a bardzo smutnego. Przesuwają się zamyśleni 
Z" brwią ściągniętą, zakłopotani lekarze. Umilkł gwar zaw- 
..'Ze tak wesoły. Najjaśniejszy Monarcha polski, Władysław 
IV, leży chory na kamienie żółciowe. Nadworni i z zagra- 
nIcy sprowadzeni lekarze próżno się wysilają żadn<1j 
1f1gi przynieść choremu nie mogą. I oto już śmierć swe 
c:mrne skrzydła roztoczyła nad zamkiem warszawbkim. 
Lecz król się nie lęka i,. mając wielkie nabożeflstwo do 
Matki Boskiej Częstochowskiej, postanawia Ją prosić o u- 
zdrowienie. Zaledwie tylko rozpoczQto w świątyniach mo- 
dlitwy, powstał król zdrowy z łoża boleści. WdziQczny za 
ioznaną łaskQ, złożył na Jasnej Górze tabliczkQ złotą z na- 
pisem: "Wielkiej Bogarodzicy Maryi zawsze Dziewicy, U- 
s-drowicielce chorych, jako hołd wdzięczności za ocalenie 
od okropnych cierpień, spowodowal1'Ych kamieniami żółcio- 
wymi, ofiaruje sługa Władysław". 
Minęło lat dziesięć od tego czasu i król cieszył się 
anjlepszym zdrowiem, gdy naraz w roku 1635 wraca ta
		

/img0097_0001.djvu

			93 
S::....1 choroba. I znów, jak przed laty, po komnatach kró- 
lewskich snują się zafrasowani dworzanie; lekarze łamią 
sobie głowy, lecz nic poradzić nie mogą, Stosują przeróż- 
ne środki; nic ulgi nie przynosi. Dołącza s
ę druga dole- 
gliwość, krwawa biegunka; godziny króla już są policzone. 
Trwoga padła na rodzinę królewską, na zamek, miasto i 
kraj cały. Pobożny monarcha chory nieuleczalnie. Cicho 
na palcach stąpają książęta; oblicza panów powlókł smu- 
tek; z sypialni króla wyszli medycy bezradni wobec o- 
kropnych cierpień monarchy. Leży Władysław IV na łożu 
i myśli złowrogie snują mu się po głowie. Oto mądrość 
ludzka ulżyć mu nie może. Lecz czego oni nie potrafią, 
to Matka Najświętsza Częstochowska uczynić raczy. Na- 
dzieja rozpromieniła mu twarz. Król wzywa dworzan i 
kopię Cudownego Obrazu przynieść sobie każe. Przynieśli, 
Król z pomocą sług klęknąwszy, tak ze łzami się modli: 
"Ponieważ ci ludzie - lekarze nie mogą mi w niczym ul- 
żyć, do Ciebie, moja naj droższa Patronko, od której już 
tyle otrzymałem łask, wzrok swój zwracam i błagam, byś 
raczyła na mnie grzesznego spojrzeć i życie moje osłabio- 
ne i sterane odnowić". Niedługo czekał pobożny król na 
skutek. Trzeciego dnia gorących modłów powstał zupełnie 
uzdrowiony i już odtąd do końca życia na tę chorobę nie 
cierpiał. .. 
.. .. 


5, Ks. Jerzy Pakowski, Archidiakon Zakonu św, Ba- 
zylego i przełożony tegoż w Wilnie, przez pięć lat 
cierpiał na podagrę i przy chodzeniu, czy poruszaniu 
się odozuwał niezmierne bóle. Leczył się u wielu leka.- 
rzy i najrczmaitsze środki stosował, a wszystko bez naj- 
mniejszego polepszenia. Udręczony tą chorobą, w roku 
1727 udał się do Matki Boskiej CzęstochowskIej, do 
której czuł wielkie nabożeństwo. Wszyscy krewni, zna- 
jomi i cały konwent nieustannie modły do Matki Naj- 
świętszej zanosili. I chory, któremu naj znakomitsi le- 
karze nic pomóc nie zdołali, wkrótce uczuł się zupełnie 
uzdrowionym. Chcąc okazać swą wdzięczność za cud, 
wybrał się natychmiast do Częstochowy, gdzie Maryi na 
podziękowanie złożył dwie olbrzymie świece i srebrną 
tablicę z wyobrażeniem rąk i nóg wykrzywionych cho- 
robą, tudzież trzy Msze święte dziękczynne przed Cudow- 
I 
'm Ohl'8Zem odprawił. 


.. 
.. ..
		

/img0098_0001.djvu

			94 


.a 


6. \V roku 1787 dnia 26 września jeden kapłan zło- 
żył następujące oświadczenie: ł,; 
.Przytomny na tym miejscu ręką własną zapisuję, B 
prawym sumieniem kapłańskim stwierdzam, że stojąc my- 
ślą obecny przed Bogiem, Sędzią Najwyższym, i z Pawłem 
św. mówiąc: iż nie kłamę, oznajmuję, ie w roku 1785 
w ostatnich dniach pazdziernika, na tydzień przed uroczy- 
stością Wszystkich Świętych, z przyczyn różnych przypad- 
ków i stąd pochodzacych zgryzot i utrapienia. wpadłem 
w melancholię. Jak mogłem z ,początku czyniłem starfwiB 
z w yciężać się męstwem i rozumem; do tego pomngali mi 
przyjaciele, ale żadna usilność, tak własna jak przyjaciół 
i lekarzy, nie była szczęśliwa i skuteczna, nlbowiem co- 
dziennie powiększała się melancholia, smutek, bojaZń i bez- 
senność. ustawiczna obstrukcja; gniew i rozpncz zagniez- 
dziły się w całej machinie duszy i ciała. Wszystkie świę- 
tości stały mi się obrzydzeniem. Czas mówienia pacierzy ka- 
płańskich, odprawinnia Mszy św.. słuchania Spowiedzi św., 
był dla mnie czasem największych dolegliwości i wstrętu. 
Kościół zdawał się być jaskinią zarazliwych smoków, obrazy 
świętych - nieprzyjnciół zgl'ają! włnsny dom - grobmll, B 
cudzy teatrem wyszydzenia: obcowanie z przyjaciółmi - 
nnjnudniejszą było rzeczą; żndna zgoła zabawa. chociaż przy 
zdrowiu naj milsza, nie była mi rozrywką. Samo wstawanie, 
ubieranie się i naj istotniejszych potrzeb odprawa zadawa- 
ły szczególne ciosy zgruchotanemu od melancholii umy- 
słowi. Gdy przyszło list odebrać, czytać i nań odpisać, 
powstawały srogie udręczenia, 
Jednym słowem, całe życie przez 22 miesiące stało 
się zbiorem męczarni i boleści: to zamknięcie żołądka. to 
utrata smaku, to parcie. to czkawki. to wrzody w gardle, 
a na ostatek żółtaczka. Postae człowieka wprawdzie ży- 
jącego, wysuszonego, zawsze smutnego, przedstawiała pa- 
trzącym obraz mało co różny, jeżeli nie przykrzejszy od 
trupa. Zaś za jednym prawie razem, gdym przybył na to 
święte miejsce, stała się odmiana, Przybyłem tu na to 
cudowne miejsce. od czterechset lat łaskami przedziwnej 
Bogal'odzicy Maryi zawsze Panny słynące, w dniu 21 lip- 
ca roku jak wyżej, a przybywszy poleciłem się Najświęt- 
Izej Maryi Pannie. Gdy to uczyniłem, uczułem natych- 
miast folgę, powoli nabywałem Bil, aż wreszcie d, żą- 
danego pierwszego doszedłem zdrowia, przytomnOb .ve- 
soLści i zupelnego wewnęt"hJ1ego uspokojenia. Mił
 '!1i
		

/img0099_0001.djvu

			96 
jest, co było w obrzydzeniu, lekkim, co było nieznośnym 
ciężarem, świętem, co ducha zrażałQ. Niechaj m6wią i są- 
dzą biegli w teologii, czy dezolacja ducha, w najwyższym 
stopniu będąca, mogla byc fizycznie uleczona, niechaj ze- 
znają fizycy i lekarze, czy mają lekarstwa, dowcip, prze- 
pis i środki na tak okropną chorobę
 Muszą wyznaó jed- 
ni i drudzy, że na taki stan dus7Y i ciała tylko w niebie 
znajduje się apteka, doktór i lekarstwa. Tak jest, a nie 
inaczej. Tak wierzę, tak wyznaję i tak przysiąc mogę, 
żem cudownie został uleczony. Nie ten, co widział, sły- 
szał lub czytał, ale ten, co cierpiał, czuł i długo dozna- 
wał, może o tej prawdzie rozumowaó i twierdzić. 
Dzięki nieskończone niechaj będą Najwyższemu Bo- 
gu i Najświętszej Jego Matce Maryi Pannie w Jasnog6r- 
skim Obrazie! Należy mi tu przydać, jaki sen miałem 
w tej chorobie, bo ten sprawdził się w naj ważniejszej częś- 
ci zupełnie. Ze środy wstępnej Postu Wielkiego, czyli jak 
nazywamy, ze środy popielcowej na czwartek śniło mi się, 
jakobym przybył na Jasną Górę do kaplicy cudownej 
Matki Boskiej, niosąc wielki krzyż drewniany na ramio- 
nach, wtem przyszedł od ołtarza teraźniejszy Ks. Przeor 
January Luboiński Pl'zeciw mnie, zdjął krzyż z ramion 
moich i odłożył na bok. Powrócił zaś do ołtarza ubrany 
w kapę I, obrócony cum Sanctissimo, śpiewał "Salvum fac 
populum Tuum, Domine" , potem dał mi kielich, krzyż, 
pacyfikał, kadzielnicę z łódką i przeżegnawszy odprawił 
mnie. Nazajutrz obudzony ze snu, odebrałem wiadomoś6 
(bo byłem w cudzym domu), iż kościół naszej kolegiaty 
kieleckiej okradziono, co dopełniło wielkoś6 krzyża, 
gdym w chorobie melancholicznej dowiedzial się o 
świętokradztwie. Dopełnił się znak zdjęcia, gdym przez 
W. Przeora łaskawie przyjęty i więcej jak dwa mie- 
siące w klasztorze Jasnogórskim przy wielkich wygodach 
był utrzymany. Nadto za modlitwą zgromadzenia cudem 
do zupełnego zdrowia przyprowadzony zostałem, Gdyby 
jeszcze resztująca czqstka snu dopełniła się, możnaby za- 
wołać: "Consumatum est", W całym życiu mojem opowia- 
dac tego i głosić nie przestanę. Upewnić i poprzysiąc mo- 
gę, że nie wygaśnie w mym sercu wdzięczność, póki nie 
zgaśnie życie. Zaprzysiąc t9ż mam powinność Najprzewie- 
lebniejszych miejsca tego Przełożonych, aby w zdarzają- 
cych się. przypadkach i potrzebach dawali mi znać, gdzie. 
kiedy i jak mam się im odsługiwać. Znajdą mnie zawsze
		

/img0100_0001.djvu

			00 l 
goto.wym, wiernym. o.cho.tnym przywiązanym ściśle. DZIa- 
ło się i pisało na Jasnej Górze l'o.ku i dnia, jak wyżej." 
Po.dpisy: Anto.ni Franciszek z Krynna, Dunin Ko.zicki , 
Szaniecki, Pile ck i pro.bo.jJzcz i oficjał pleban Niegowski. 


. 
. . 


7. Zeznanie własnoręcznie spisane przez panią Zofię 
z Czarto.ryskich Zamo.jską: 
"W końcu sierpnia 1823 roku, w czasie choroby 
mo.jej córki Jadwigi, jednej nocy z czwartku na piątek, 
zmartwiona i niespokojna nad wyraz, patrzałam na jej 
cierpienia i kaszel zatrważający, kt'Jry od kilku miesięcy 
ją niszczył i co noc Snu pozbawit:i. W smutku moim 
uklęknąwszy, modliłam się za nią i postanowiłam odpra- 
wić no.wennę do. Najświętszej Panny Maryi Do.brej Rady, 
a zacząć ją już nazajutrz, t. j. w piątek rano. przy Mszy 
świętej, a zarazem Po.słać ofiarę do Częstochowy z prośbą, 
aby tam odprawione zostało pabożeństwo za córkę moją, 
Uskuteczniłam to. z pobożnością i spokojniejszą się czu- 
łam przez dzień cały, ale jaka radość, zdziwienie 
i wózięozność mo.ja była, kiedy położywszy się tego wie- 
ozoru, pierwszy raz przespałam noc całą przy córce mo- 
jej. która ,kaszle
 nie zbudzo.na, jak to zwykle bywało, 
naj sPo.koj niej spała, Od tego dnia co.dzień się kaszel 
zmniejszał i nareszcie ustał zupełnie. 
Wtedy po raz drugi po.słałam ofiarę do. Częstochowy, 
pro.sząc, aby przez całą zimę aż do 1 maj3 1824 rok
 co 
wto.rek odprawiała się Msza św, z litanią do Najświętszej 
Panny na podzięko.wanie za tak wielkie nad nami miło- 
sierdzie i na uproszenie nowych łask dla córki mojej. Po- 
wróciła o.na do zupełnego zdrowia, a ja, uszczęśliwio.na 
zachowaniem. mi tego. dziecięcia, Q które się lękałam, urny. 
Iniłam 
ło.żyć pamiątkę wdzięczności mojej.w Częstocho.wie 
za tyle łask, które Op&trzno.ść zlewa na wszystkie dzie- 
ci mo.je. . 
Obdarzo.na siedmiu synami i trzema córkami. wycho.- 
wawszy wszystkie dotąd szczęśliwie, ciesząc się ich zdro- 
wiem, cnotami, ich do rodziców przywiązaniem, jako. 
s.zczęśliwa j wdzięczna matka, z uniesieniem dziękuję Bo.- 
gu i Maryi, w której ufność Po.łożyłam i której to drogie 
dziecię zawsze o.ddaję i Po.lecam i składam na ołtarzu Jej 
ofiarę, pro.sząc, aby tam na wieczne czasy złożo.ną była, 
hko. znak ufno.śoi 1 wiary, _ którą przejęta jestem. ::::3a to
		

/img0101_0001.djvu

			97 
lilie, otoczone gałązką laurową złotą szmalcowaną. Na 
trzech lihach wyryte są imiona moich córek: Celestyna. 
Jadwiga i Elżbieta; na siedmiu listkaoh laurowych - i- 
miona siedmiu synów moich: Konstanty, Andrzej, Jan. 
Włady!!ław, Zdzisław, August i Stanisław; na przepasce 
złotej wyryta jest prośba, którą każdego dnia powtarzam. 
unosząc duszę moją z wielką ufnością do Matki Zbawi- 
ciela mego, której dzieci moje oddaję, - prośba, aby je 
miała w opiece i pod obI'oną swoją i aby im wyjednała 
wiarę niewzruszoną i cnoty miłe Bogu, aby je prowadziła 
dl'Ogą zbawienia do życia wiecznego. 
Winnam dołożyć, że przed dziesięciu laty doznałam 
także oczywistej pomocy, gd.ym się udała do Najświętszej 
Matki Goskiej. Wid1:ąc matkę moją gwałtownie cierpiącą 
na ból w nodze, który już jej nie pozwalał momen- 
tami o własnej sile -chodzić, umyśliłam, _ siedząc przy niej, 
posłać ofiarę do Cz
stocbowy na uproszenie wyzdrowienia 
jej, i w rzeczy samej w parę niedziel posłAłam tam nóżkę 
złotą na diamentowej obrączce zawieszoną, a ciel'pienia 
matki mojej wkrótce ustały, noga odzyskała siłę, od tego 
czasu nigdy się ten ból nie powraca i matka w roku 
80-ym życia tAk dobrze chodzi, jak w młodości. na co 
z uszczęśliwieniem pstrzę i zawsze z wdzięcznością chwa- 
lę imi
 Maryi, w której jedyna ufność i nadzieja moja po 
Zbawicielu moim". 
Dnia 15 pazdziernika 1824 r. 
Zofia z Czartoryskich Zamojska. 


. 
. . 


Podobnych cudów w kronikach Jasnej G6ry zanoto
 
wano 315. 


R o z d z i a ł XII. 
MARYJA DAJE POTOMSTWO NIE PŁODNYM I W BO. 
LEŚ CIACH PRZYCHODZI Z POMOCĄ. 


1. Zofia Kurytkowa, podkomorzyna Przemyska, zło- 
żyła takie świadectwo w roku 1510: 
"Miałam czworo dzieci, dwóch chłopców i dwie 
dziewczynki, ale skOl'o t y lico ujrzały światło dzien!1(" j11.Ż 
nie rokowuły długiego życia i. nie dochodząc roku, jak 
Cuda i łaski. 7
		

/img0102_0001.djvu

			98 
podcięte kwiateczki, kładły się do trumny. Nie było spo- 
sobu utrzymania ich pny życiu, mimo że robiło się 
wszystko, by je ratować. ,Ja z mężem byliśmy w ogrom- 
nym przygnębieniu, gdyż uważaliśmy sobie za wielkie 
nieszczęście zejśĆ ze świata bez potml1stwa. Przychodzi 
na świat piąte dziecko, chłopczyk - Paweł, a razem z ra- 
dością wkrada się do serca okropny lęk o jego życie i zo- 
stawienie naszego ogniska bez dzieci. Robimy z mężem 
naradę - co robić, by to maleństwo od losu zmarłych 
dzieci zabezpieczyć - i oto przychodzi nam myśl ofia- 
rowaó je Matce Bożej na Jasnej Górze, Spełniamy tę 
myśl i razem z mężem i małym Pawełkiem wybieramy 
się' w drogę, Przybywszy szczęśliwie i synka całkowicie 
w opiekę Matki Bożej oddawszy, złożyliśmy różne dary 
na pamiątkę i, przepędziwszy kilka dni na modlitwie, wró- 
ciliśmy do domu. Matka najlitościwsz8, co sama zaznała 
b61u serca matczynego, zlitowała się nade mną, bo obda-. 
rzyła Pawełka silnym zdrowiem, ratująo nasze nazwiskp 
od zagłady, a mężowi dając dzielm'go spadkobiercę i na- 
stępoę vi urzędzie. Całe też życie mqje dziękuję ltlaryl 
za tę, łaskę". . 
. . 


2. Małżonkowie Agnieszka i Andrzej Maszenowicze 
ze Lwowa przez lat 16 nie mieli dzieci, a choó uciekali 
się do różnych lekarzy i zabiegów chirurgicznych, nie- 
płódność nie ustępowała. Żyli więc w przygnębieniu, a do- 
mu rodzinnego nie miał kto rozweselić i umilió'. Zrezy- 
gnowali już z tej pociechy, ale na spowiedzi otrzymała 
ni
płodna wna radę, by swe strapienie powierzyła Matce 
Boskiej Częstochowskiej. Odprawiają więc razem z mężem 
nowennę. a po jej ukończeniu ślubują, że jeżeli Matka 
Boska da im potomka, osobiście z dzieckiem przyjadą na 
Jasną Górę i ofiarują je na służbę Bogu. Wkrótce potem 
ich gorące pragnienia zostały wysłuchane i następnego 
roku, t. j. 1610, powiła Agnieszka syna, któremu dała 
imię' Marian, jako dar M3tki Boskiej, i poświęcono go na 
Jasnej Górze Bogu. Gdy wyrósł, został, kapłanem i wiel- 
kim ozcicielem Matki Boskiej Częstochow'skiej. 


" 
" " 


3. Marianna Tęgobol'ska z Ciechanowa ziemi płoc. 
kiej wobec zbliżaiąc.ych się narodzin dziecka dostała o- 
kropnych boleści. Całą noc bardzo się męcząc, wpadła
		

/img0103_0001.djvu

			99 
w omdlenie i straciła zupełnie świadomość. Obecni 08ą- 
dzili, że kres matki jest bliski. Do konającej wezwano 
proboszcza z Wiatykiem. Gdy ją zastał nieprzy
mną, 
okropnie bladą i zmienioną, zalecił wszystkim tam będą- 
cym gorącą modlitwę, a że tu chodziło o życie dwojga 
istot, zaraz sam padł na kolana, za nim wszyscy i w żar- 
liwej modlitwie prosili Matkę Boską Częstochowską, kt6- 
rej obraz chora miała nad łóżkiem, o ulgę w cierpieniu. 
Z podniesionymi rękami i łzami w oczach ofiarowali mę- 
C2ąCą się rodzicielkę w opiekę Niebieskiej Matki. I oto 
skoro zmówili litanię do Matki Boskiej i "Pod Twoil:\ o- 
bronę" oraz "Pomnij", chora doznała nagle ulgi i w kwa- 
drans potem przyszedł na świat synek Aleksander, z kt6- 
rym matka na drugi rok, t. j. w roku 1627, na podzię- 
kowanie przybyła na Jasną Górę. 


.' 
. . 


4. Mieszkanka Chęcin, Anna Pieczarska, żona An- 
drzeja, po urodzeniu w roku 1643 dziecka, wpadła w cho- 
robę i cały czas Wielkiego Postu trawiła ją okropna go- 
rączka tak, że o życiu jej wszyscy zwątpili. Chodziło tu 
i o matkę i dziecko, które również z matką dzieliło cier- 
pienie i schło w oczach. Mąż, nie widząc innego środka, 
rzucił się w Wielką Sobotę przed Obrazem Matki Boskiej 
Częstochowskiej na twarz i ze łzami prosił o pomoc dla 
żony i dziecka, obiecując nawiedzić Jasną Górę i ofiaro- 
wać dwie świece wielkości wzrostu żony i córeczki. Wy- 
słuchała Matka Najświętsza modłów pobożnego i pelnego 
wi3ry męża. Żona nagle straciła gorączkę i poczęła szyb,. 
ko wracać do sił. Dziecię odżyło, nabrało ciałka i zdro- 
wego wyglądu, a wszystko to stało się tak prędko, że już 
\V niedzielę przewodnią, t. j. ósmego dnia, wszyscy na 
Jasnej Górze dziękowali Niebieskiej Opiekunce za cu- 
downc uzdrowienie. 


e 
. . 


5. Zofia Komorska, żona Antoniego z Piotrkowa, 
nie mając dzieci przez lat tl'zynaście, była z tego powodu 
bardzo źle traktowaną przez męża, który już nawet chciał 
ją opuścić, DJwiedziawszy się o tym, nieszczęśliwa nie- 
wiasta udaje się do Częstochowy i tu na klęl'zkach prosi 
i błaga o pociechę. Wl'aca potem i zastaje m
ża zupelnie 
zmienioncgo: Pl,zyjmuje ją z wielką miłośc' i traktuje . 
bardzo serdecznie. Zdziwiona taką odmianą. '. raz dl-ugi
		

/img0104_0001.djvu

			100 
idzie na Jasną Górę, prosząc o potomstwo. Została wy- 
słuchaną i na drugi rok, t. j. w roku 1790, powiła syna 
i dała mu imię Józef. Szczęście obojga było niezmierne. 
Dom cały w raj się zamienił. Ale jak wszystkich na 
świecie, tak i tu Pan Bóg tych małżonków doświadczył. 
W drugim roku życia Józieczek począł marnieć i gasnąć 
w oczach Stroskana matka zwraca się do Jasnogórskiej 
Panienki o ratunek. Błnga Ją, prosi i żebl'ze - i dziecię 
wkrótce zostaje zupełnie zdrowe. Wdzięczna za łaskę, idzie 
z mężem na Jasną Górę i daje na ofiarę srebrną tablicę 
z wyobrażeniem synka i rodziców, klęczących po bokach 
z podniesionymi rękami, a u góry Matka Boska wobło- 
kach. Tablica ta znajduje się na ołtarzu. 


. 
. . 


Podobnego l'odznju cudów zanotowano w klasztornych 
kronikach 71. 


R o z d z i a ł XIII. 
MARYJA CIĘŻKO ZRANIONYM SIŁY I ZDROWIE 
PRZYWRACA. 


1. Adom Krycki, sekretarz królo Zygmu ntH III, 
w roku 1590 w potyczce z Tat rami otrzymał ranę po- 
strzałową w głowę, Rana ta czas dłuższy nie chciała się 
zagoić, sprawiając mu ogromne cierpienin. Udawał się do 
wielu znakomitych chirurgów o pomoc, lecz ich troskli- 
'fe starania żadnej mu ulgi nie przyniosły, li. nawet bóle 
jeszcze się wzmog-ły. Jeden z lekal'zy podjął się bardzo 
dla chorego bolesnej, fi według zapewnień chirurga sku- 
tecznej operacji zranionej głowy. Mimo cierpień, jakie mu 
ten zabieg sprawił, cieszył się Imć P. sekretarz, że się 
już jego męka nareszcie skończy. Po operacji i zażyciu 
nowych leków, chory nie czuł jednak żadnej ulgi, owszem, 
obcąc powIedzieć jakie zdanie, wydawał tylko z ust dzi- 
Wlly bełkot. Przerażona rodzina znwezwała medyków; 
którzy, zbadawszy usta chorego, stwierdzili, iż język jego 
wskutek niefQrtunnej operllcji i leków został rażony pa- 
raliżem i Imć Pan sekretarz stracił mowę, na co oni jed- 
rtak żadnego lekarstwa nie mają. W domu chorego zapa- 
nował smutek ciężki, graniczący z rozpaczą. Nietylko, że 
zraniona , głowa nie została uleczoną, ale nawet mowa od.
		

/img0105_0001.djvu

			ł 101 
jęta! i to na zawsze. Nie mogli biedni patrzeć na męki 
choJ'pgo, który, cierpiąc niezmiernie, nie mógł słowami 
wyrazić swych potrzeb, bełkocząc tylko ciągle, czego oni 
nie rozumiejąc, gorzkimi łzami odpowiadali. Przejęci tak 
ciężkim zmartwieniE'm, rodzina i domownicy postanowili 
ud3ć się na Jnsną Górę do cudownej Matki Najświętszej 
o pomoc. Ofiarowują więc chorego NiebieRkiej Lekarce 
i ślubują odhyć pielgl'zymkę do Częstochowy w razie 
uzdrowienia. Rozpoczęli nowennę Codziennie gromadzą 
się wszyscy na wspólne modlitwy u łoża chorego; co- 
dziennie z podniesionymi rękami błagają z głęboką wiarą 
Panienkę Najświętszą o uzdrowienie. Chory w tej nowen- 
nie uczestniczy tylko sercem. W siódmym dniu nowenny, 
a hyło to dnia 25 marca 1590 roku, święto Zwiastowania 
Nnjświętszej Maryi Panny, gdy się tak wszyscy modlili, 
M:łtka Najświętsza cudem nagrodziła ich żywą wiarę, roz- . 
wiązując niemy język sparaliżowanego. Oto chory nal'aZ 
zawołał: "Matka Boska Częstochowska wróciła mi mow'ę!" 
Radość niezrniel'na ogarnęła wszystkich, lecz w modłach 
nie ustawali. pl'OSZąC serdecznie o uzdrowienie rany 
w głowie. Dziewiątego dnia nowenny rozgłośne" Te Deum" 
napełniło dom sekretarza, W dniu tym bowiem chory 
nagle poczuł tak wielką ulgę w bolącej dotąd głowie. jak.. 
gdyby mu ktoś zdjął- z niej ciężar ogromny, a straszne 
ciel'pienie znikło momentalnie. Zdumiony, dotyka ręką ()oo 
knleczonego miejsca - niemasz go - palce jego natra- 
fiają, zamiast na otWÓ1' krwawiący i ropiejący, na gładką 
ikórę. Woła obecnych, by zobaczyli, co się z jego głowI} 
dzieje, i ci na własne oozy widzą, że tam, gdzie była 
okropna niezagojona rana, tylko blizna widnieje. Dzięk- 
czynieniom i radosnym okrzykom na cześć Maryi Jasno. 
górskiej ni
 b,}'ło końca. Wszyscy po wielekroć razy oglą- 
dali cudownie uleczone miejsce, zdumiewając się i wielbiąo 
Matkę Najświętszą za cud. A na Wielkanoc Imć Pan se.. 
kret:Ił'Z królewski u stóp Najświętszej Królowej w Czę.. 
stochowie za cud tak wielki dziękował, łzami radości si
 
zalewając. . 
. . 


2. Andrzej, służący IM Pana Sebastiana Poniatow.. 
skiego, w l'. 15H5 został zaproszony do Łowicza na we.- 
.ele swych krewnych, Tu, podochociwszy Rohie trochę, 
W sprzeczce z jednym parobkiem uniesiony gniewem, ude. 
rzył go w twarz tak silnie, iż ten padł nieprzytomny na
		

/img0106_0001.djvu

			1lJ_ 
ziemię, a wojowniczy chłopak, oie troszczą
 się. o pO"'.1- 
lonego
 począł ochoczo się bawić i tańczyć z nadobnymi 
łowiczankami. Nie długo czekał na skutek swej zapalczy- 
wości. Oto parobek, ocknąwszy się z omdlenia, zapałał ku 
swemu przeciwnikowi żądzą zemsty, pochwycił przeto nóż 
i ugodził nim niespodzianie Andrzeja w bok tak silnie, 
że mu wszystkie wnętrzności przebił, a przez rany począł 
się na zewnątrz wraz z krwią wydobywać i pokm'm nie- 
dawno spożyty. Jak stado spłoszonych kuropatw, roz- 
pierzchły się z krzykiem przerażone drużki. Powstało 
wielkie zamieszanie. Do rannego pławiącego się we włas- 
nej krwi podbiegli, trwogą zdjęci, stateczni gospodarze 
i parobcy, lecz mimo szczerych chęci, żadnego ratunku 
dlm'i wymyślić nie mogli, Złożyli więc konającego chłopca 
na wóz, wysłany sianem, i ostrożnie do dW01'U pana jego 
zawiezli. A z krwią, z l'an strumieniem płynącą, uchodzilo 
życie rannego. Gdy go przywieziono do pana, ten myśl3ł, 
że to już trup tylko. Bezradny, nie wiedząc co czynić, 
gdyż lekarza w pobliżu nie było, zawezwał małżonkę swą 
Il\1Panią Gertrudę, matronę wielce pobożną i' miłosierną. 
Ta, powiadomiona o nieszczęściu, wzięła z sobą bandaże, 
chcąc chorego opatrzyć, lecz ujrzawszy ciężkość ran i o- 
słabienie niezmierne z powodu uchodzącej ciągle krwi. 
zrozumiała, że pomoc ludzka nic tu już poradzić nie zdo- 
ła. Wzywa więc wszystkich domowników i służbę i, pada- 
jąc z nimi na kolana, zaofiarowuje umierającego Matce 
Boskiej Częstochowskiej, ślubując, że w razie wyzdrowie- 
nia. sama z mężem i Andrzejem pojedzie do Częstochowy. 
Ledwo to zaofiarowanie uczyniła, l'anny, dotąd bez zmy- 
słów leżący, otwiera oczy, krew przestaje płynąć,. rany 
cudownie się zrastają. Zdumiewają się obecni, nie wierząc 
oczom własnym, lecz świątobliwa pani ze łzami radości 
wola': "Uwielbiajmy Panienkę Jasnogórską, która nam 
wie\ki cud uczyniła!" i wszyscy razem z uzdrowionym, 
padając krzyżem, dzięki Najświętszej Maryi Pannie złożyli, 
A w tydzień potem Andrzej już się jął ciężkiej pracy, jakby 
nigdy nie był chorował. Wkrótce pan. pani i sługa, ślub 
spełniając, na Jasną Górę przybyli, gdzie pan na podziękowa- 
nie Maryi za cud tablicę srebrną z wyobrażeniem człowieka 
poranionego złożyŁ . 
. . 


3. IMPan Marcin Lamowski, z demi przemyskiej, 
W roku 1623 posprzeczawszy się ze swym sąsiadem, otrzy-
		

/img0107_0001.djvu

			103 
mał ciężką ranę w gardło i szyję. Padając jednak na zie- 
mię, w obronie swojej wymierzył przeciwnikowi cios tak 
silny, iż go trupem na miejscu położył, po czym sam 
omdlał. Przewieziono go do domu. Tymczasem krewni za- 
bitego postanowili zemścić się na zabójcy. Wnoszą więc 
skargę na niego do sądu i domagają się kal'y śmierci. 
Lecz obawiając się, by ciężko ranny i prawie dogorywa- 
jący Lamowski nie zmarł przed wyrokiem, starają się 
przyspieszyr dzień sądu. W tym celu poruszają wszelkie 
wpływy i u
aje im się swego dopiąć. Nad zabójcą ma się 
odbyć sąd doraźny. Sędziowie, jak najgorzej uprzedzeni 
przeciw niemu, już się zebrali w sali sądowej. Gl'oźne 
!Ch oblicza nie rokują żadnej nadziei dla nieszczęsnego, 
pr7.eciwnie, każą przypuszczaó brak litości nad nimi wy- 
l'ok bardzo gurowy. 
Oskarżyciele, zatwgrdziali w nienawiści, szczęśliwi, 
że już swą zemstę nasycą, radują się. oczekując skazania 
Lamowskiego na karę śmierci przez powieszenie, a bied- 
ny, śmiertelnie chory szlachcic, gdy mu doniesiono, co 
go czeka, ż"e go choć umierającego z ran powieszą, zbiera 
l'esztki gasnących Bił, korzy się przed Bogiem, za grze- 
chy żałuje i, polecając się przemożnej opiece Maryi Czę-'- 
stochowskiej, błaga Ją, by go z tego śmiertelnego niebez- 
pieczeństwa wybawiła, obiecując, żę gdy go jeszcze zdro- 
wiem obdarować raczy, to na Jej cześć pielgrzymką na 
Jasną Górę pieszo odprawi. 
Rozpoczął się sąd: jedna i druga strona z drżeniem 
oczekuje wyroku i oto, wbrew mściwym nadziejom oskar- 
życieli, sędziowie, których serca Matka Najświętsza Ja- 
snogórska cudownie zmięniła, wydali wyrok uniewinnia- 
jący od wszelkiej winy i kary, wychodząc z założenia, że 
Lamowski, napadnięty przez przeciwnika, w obronie wła- 
snej go uśmiercił. 
Uszczęśliwiony szlachcic, gdy mu też wkrótce .Panna 
Najświętsza zdrowie wróciła, z ciężkich ran zleczywszy,- 
ślubowaną pieszą pielgrzymkę na Jasną Górę odbył 


. 
. . 


4. Synek Piott'a Rozdzielskiego, ko
ala z miastecz- 
ka Warta pod Kaliszem, chłopię sześcioletnie imieniem 
Tomek, bawił się pewnego dnia 1668 roku ostrym klu- 
czykiem, a wkładając go z figlów do buzi - połknął. 
W pierwszej (': 'viIi zmartwił się tylko utratą pl'zemiłej
		

/img0108_0001.djvu

			,--- --- - - 
... 


I t 
; 


II 
 


I 
' 

 ""i 


.-/ 
- 'ot 
:::-.ł .) 
,.. 
, f
 y 


.... 
'
---. 
, 
 


l 


"
ł' 


, , 



 
.", 
 
.. 'ł
 


"" 
:. 


.ł. 


""-f _.;. , 


- --.;;
 
A" . . 
 
". .. 


.... .:.- \ ... 


"..... 
" 
/::.-, - 

 

 


; 


Matka Boska wraca życie powieszonemu w zabawie przez rówieśników 
chłopu, Walusiowi Zerowkiemu. 
Fresk na Wie1kim Kościele
		

/img0109_0001.djvu

			205 
7 .Dawki, ale gdy poczuł wewnątrz ból, pobiegł z krzy
 
kiem i płaczem do matki: "Matuniu, mnie tam w brzuszku 
kluczyk boli!" PI'zeraziła się matka. "Jaki kluczyk To- 
musiu, gd7.ie on jest?" pyta, - "Do buzi włożyłem i nie- 
ma już, boli, oj mamusiu, jak barrlzo boli!" jęczał, wijąc 
się w strasznych boleściach. Zrozumiała biedna, co się 
stało, i orZąc z trwogi, pobiegła po sąsiadki, błagając 
O r3dę. Zbiegły się poczciwe niewiasty, każda z nich inny 
środek, inną I'adę dawała, lecz nic nie pomagało. Tomuś 
lo'zyczał z bólu coraz więcej. Sprowadzono lekarza.. Ten 
po z:Jstosow3niu wielu lekarstw i po różnych próbach 
wy 'obycia połknięt.ego przedmiotu, oświa£1czył matce, że 
nic por:ldzić w tym wypadku nie może. Zholała niewiasta 
zwraca się wtedy £10 M3tki Najświętszej Częstochowskiej, 
bierze jęczącego chłopca na l'ęce, niesie przed obraz Naj- 
ś w ięls7.ej P:lnny Jasnogórskiej i bł3ga O ratunek, ślubuj
c 
pielgrzymkę za uratowanie od śmierci dziecka. Gdy tak 
z wieJl,ą wiarą i ufnością się modliła, Tomuś uspokoił się 
nagle, oiywił i pI'7.estał płakać, na dl'ugi dzień zaś klu- 
cżyk z ł:ltwością bez bólu wyszedł z chłopca, nie czyniąc 
mu n:łjmniejszej kl'zywdy. 
Wkrótce potem matka z synkiem przybyła na Jasną 
Górę, gdzie, wdzięczna za cud, złożyła srebrne wotum. 


. 
. . 


5, Działo się to w roku 1748 w województwie po- 
morskim, w dobrach Krzewiny. Administrator tych dóbr, 
Franciszek Białkowski, pewnego dnia kontrolując lasy, 
spost.rzegł wieśniaka, krad nącego drzewo. Podszedłszy do 
z!odziej3, chciał go schwytać i oddać w ręce sprawiedli- 
wości, lecz ten, widząc, ie nie zdoła uciec, rzucił się na 
adrninistl'atora. raniąc go siekieJ'ą w twarz. Napadnięty, 
chcąc J'alow:1ć życie ucieczką, skoczył do dl'zewa, przy 
klól'yrn zostawił pl'zywiązanego koni3, nie zdążyf jednak 
tego dokon:Jć, gdyż wieśniak, wyprzedzająo go, zręcznym 
ru('hem chwycił konia za uzdę, nie dopuszczając doń 
rządcy.. Nieszczęśliwy Białkowski, któremu krew z rany 
zalewała oczy, stanął oszołomiony, tr:lCąc przytomność u. 
mysłu i nie wiedząc, co czynić. Skorzystał z tego na- 
pastnik i, rzucając się nań z siłą wielką, powalił go na 
ziemię. Ujrzawszy przed sobą niechybną śmierć, nie- 
szczęsny zdolni tylko zawołae: "Matko Boska Częstochow- 
ska, ratuj mnie!". a już rozwścieczony jak zwierz dziki
		

/img0110_0001.djvu

			106 
wieśniak, chcąc go zabić, począł deptać nogami, kłuć drą- 
giem, a w końcu myśląc, że celu dopiął i 2;abił admini- 
stratora, odszedł, zostawiając go na ziemi broczącego 
krwia, .-: 'i
" 
Minęła długa chwila; w
a

':L szuQ}iał w' konarach 
drzew, ptaszęta leśne zanosiły Slę. od splew.u, z gąszcza 
wynurzały się raz po raz cickmve sarenki: le'cz ujrzawszy 
le.z!icego czl'owieka, cofały się .płocł'ł:l}wie, koń wolno,pij'- 
szczony podszedł do pIlna, ;'smutnie pochylił' głowę'" nad 
nim i, rżąc żałośniej wpat.rywał się w jego 
whrz. Ranny 
obudził się z omąlenia, a przypomnia
szy ,ęobie wszyst- 
ko, co go spotkało, zrozumhł, że tylko 'cudcm uszcdł 
śmierci i z ust jego wyrywa się pełen wdzięczności 0- 
kriyk: . 
O :Matk9 Boża, dziękuję Ci za życie!" Po
v.l'ó!d 
się 0.0 domu, .
dzie z ran i potłuczeń 
iężk\ph wkrótc
 
lę 
wyleczywszy, nn podziękowanie za ż,Y.cie i zdrowie pieszo 
na Jasną Gór
, poszedł i drogie w9tum ofiarował. 


" " 
" .' 
ł ;:;.,.... .' 
"Podobnych cudów 
v:J
l'onikach 
towano 54. 


.......\.. 


ją
ń
górskic,
 2;arjo.. 


t' 


,:R o z d z i a ł XIV.- 
DUSZE W CZY
CU CIERPI:ĄCE MARYJA DO NIEBA 
WPROW ADZA. 
1. Działo się to na początku XVI wieku w Slawoni
;
 
\V mieście Pl'ywidz. Pewien mieszkaniec tego miasta,' il11ie
 
nien Oswald, zachorował ciężko. Będąc w niebezpieczeń- 
stwie utraty życia, opu
:ł!p
oI)Y przez lekarzy, udał się po 
ratunek do l\1atkiBoskiej Częstochowskiej, ślubując w ra- 
zie wyzdrowicnia odbyć pielgrzymkę ną Jasną Gth'ę. Po. 
dobała się Matce Najświętszej ta 
fność i wi31;a 
 Jejpo-' 
moc i Oswald wstał n
g
e zupełnie uzdrowiony. Jednakże 
i\lubu odrazu nie wypełnił, odwlekając ciągle obiecaną 
pielgrzymkę. Tak przeszło kilka lat. Jednego roku Oswald 
zRchoro\vał ciężko, śmiertelnie i, pojednawszy się z Bogiem, 
którego zawsze był wiernym sługą, zmarł, ślubu przez lek- 
komyślność nie dopęłniwszy. A miał te
 człowiek .syna, 
młodego jeszcze bal:d.zo,	
			

/img0111_0001.djvu

			107 
a oto naraz osłupiał: w izdebce, gdzie był pewnym, że 
próQz niego nikogo więcej nie było, gdyż drzwi, zam- 
knięte od wewnątrz na rygiel, żadnej osoby bez jego 
wiedit. Ii woli wpuścić nie mogły, znajdował się jakiś 
«iiQ

i
k.' , 
g
ista 'l
go pos
ać był
 dziwnie przejrzysta, 
jakby otulona w calun śmiertelny. Przeciera chłopiec 
oczY" myśląc, że i
!1i._ mu się to tylko. Ale nie, postae 
nAe . ustępuje, prżeći,
nie z,bliza się do niego, jakby 
P'łYIJA
 w powietrzu. Trwogq' zdjęty, chłopiec zegna się, 
imie
la':'
oskiego wzywając, -

9'
 widmo nie znika; zbli- 

yło się 'doń' już o tyle, ze syn poznał w nim I!Iwego 
dopiero zmarłego ,9jp.a, Nie lęka się więcej, lecz, wy- 
.£1


?j,ą
 r

 ':}';Rt
' ;.
.
 wzru.#'
'!1i'e'
: "Ojc:«:'" Duch u- 
smlCchnął się Ho aZIecka z wie
ką tkliwoSClą. choć nie- 
zmim'nie smutno, i począł mówic 'głosem nie z tego świa- 
ta: że cieszy się szczególną opieką Bogarodzicy, lecz cier- 
pi bardzo w czyścu za niewypełnienie ślubu, uczynionego 
'Y chorobie. Bóg llłHoiąierny pozwolił mu ukazać się syno- 
'vi' i"pI;osić <-> modlitwę oraz, by ten, zostawszy kapłanem, 
za niego pielgrzymkę na Jasną Górę odbył i tam za jego 
duszę pierwszą Mszę św. odprawił. Wzruszony syn przy- 
rzekł prośbę ojca wykonać. Wtedy duch, mile się na 
chłopca patrząc, zniknął. 
Minęło kilka lat. W roku 1521 młodzieniec został 
wyświęcony na kapłana, a chcąc spełnić obietnicę daną 
. ojcu, wybierał si
 z pięJ'\Vs
ą Mszą św. do Polski. Krewni 
jednak, dowiedzia'wszy' się <> tym i obietnicy jego, 
poczęli mu tłumaczyć, by tego nie czynił, gdyż wstyd by- 

oby człc!wiekowi rozumnemu widżenie, prawdopodobnie 
sedna, bl:ać za' rzeczywistość; . Tmkłania1i go, więc, by 
w mieście rodzipr:iy,m prymicję odprawił, a będzie to 
z jednakim pożytkiem dla dusiy zmarłego OjCB. Młody ka- 
pł
n dał się ,.p'
zl3kona
, ' ' 
_- jt;wiąty,
ię w Prywidz zapełnił tłum pobożnych; prze- 
ważają wśrąd n'ich członkowie rodziny, krewni i przyja- 
ciele nowowyświęconego kapłana. Ołtarz, przybrany w kwia- 
tY.t płonie mnóstwem świec. Wszyscy są niezmiernie wzru- 
BzeJiLmającą nastąpić uroczystością, Od sh'ony zakrystii 
zadźwięczał dzwonek na znak, ze Msza św. za e.hwilę się 
rozpocznie. Wszys'ikie' oczy zwróciły się ku ołtarzowi, 
gdzie stoją już: proboszcz w kapie i prymicjant, Lecz co 
to? chce młody kapłan odmówić "Introibo" , lecz język od- 
mawia mu posłuszeństwa, ; 
inego wyrazu, bodaj dźwięku
		

/img0112_0001.djvu

			108 
, 
jakiegoś, usta jego wydac nie są zdolne, patrzy l'ozpaczl[. 
wie na asystującego kapłana, ale ten nie wie, o co mu 
chodzi. Wtedy nieszczęśliwy zn3kami pokazuje, że nagle 
oniemiał. Przerażony probosz zawiadamia wiernych. że 
z powodu gwałtownego zasłabnięcia młodego kapłana pry. 
micji nie będzie, Wierni, przejęci riieszczęściem, opuścili 

wiątynię. Gdy w chwilę później przestraszeni krewni ob. 
stąpHi w zakrystii przerażonego prymicjanta, ten nspisał, 
iż w tym zdarzeniu upatruje wyraźną karę Bożą za nie- 
dotrzymanie obietnicy danej zmarłemu ojcu. Zgodzili się 
z tym twierdzeniem krewni i sami pomogli mu do wy- 
jazdu do Polski. 
Przybył niemy kapłan na Jasną Górę, o swym wi- 
dzeniu i nieszczęściu pismem zawiadomił 00. Paulinów, 
prosząc ich o modlitwę, i sam gorąco się modlił. Serce 
biednego kapłana zamierało ze wzruszenia, gdy klęcząc 
przed Cudownym obrazem w głębi duszy błagał Mal'yję 
o rozwiązanie języka i miłosierdzie nad duszą ojca. I mi- 
łosierna Matka Najświętsza Jasnogórska cudownie wróciła 
mu utraconą mowę. Z wielkim wzruszcniem odprawił pry. 
micję, ofiarowując ją za duszę ojca, 
Następnej zaraz nocy ukazał mu się duch ojca, jaś- 
niejący wielkim blaskiem chwały niebieskiej, podziękował 
za usługę i oznajmił. że już się znajduje u stóp Królowej 
Anielskiej w niebie. .. 
.. .. 


2. Andrzej Miaskowski z Po turzycy, cierpiąc już od 
siedmiu lat na różne ciężkie choroby, w końcu wpadł 
w takie zniechęcenie do życia, że w roku 1623 w napa- 
dzie hipochondrii uchwycił sztylet i wbił go sobie w pier- 
IiIL Podbiegła na ratunek żona, Dorota z Konarzewskich, 
wyrwała mu skrytobójczą broń, lecz przybyły lekarz nie ro- 
kował rannemu życia, przepowiadając rychły koniec. Nie- 
szczęsny Andrzej, któremu teraz jasno stanęło _przed oczy- 
ma, jak ciężkiego dopuścił się przestępstwa, godząc na 
własne życie, żałował serdecznie za swe winy, pokutował 
za nie ile tylko sił mu starczyło i, pojednawszy się z Bo- 
giem, św. Sakramentami zasilony, rozstał się z życiem. 
Po pogl'zebie dziedzica, we dworze poturzyckim za- 
panowała cisza. Pogrążona w głębokim smutku, wdowa 
Oddawała się tylko pracy i modlitwie za duszę małżonka, 
Pokój jego, w którym się nieszczęsny targnął na życie, 
był . niezamieszkany i stale zamknięty. Pewnego dnh,
		

/img0113_0001.djvu

			109 
a był\. jako
 niedługo po śmierci Imc Pana Andrzeja, 
jeden ze służących, przechodząc w południe obok tego po- 
koju, usłyszał wychodzące z niego straszne jęki i jakieś 
słowa błagalne; sądząc, że tam ktoś wszedł, otworzył 
drzwi i zajrzał do pokoju, nie było w nim jednak iywej 
duszy; przeszukał wszystkie kąty i schówki, ale nikogo 
nie znalazł. Zdziwiony zawiadomił o tym panią, lecz po- 
niewai l"Zecz się stała w biały dzień, w samo południe, 
nie widziała pani w tym nic strasznego i. sądziła, że słu- 
żacy się przesłyszał. Wkrótce, a było to wieczorem, znów 
usłyszano w tym pokoju jęki i słowa błagalne. Teraz już 
ogarnęło wszystkich przerażenie, a gdy potem jeszcze kil- 
ka razy wieczorem i w południe słyszano te same jęki 
i błagania, jednomy
ilnie osądzono, że w pokoju straszy'. Je- 
den ze służby odważniejszy trochę, zatt'zymawszy się pew- 
nego słonec?:l1ego południa przy tych drzwiach, usłyszał 
płaczliwy głos proszący: ,,
lubowałem po
ció w soboty i 
odbyć pielgrzymkę do Częstochowy, błagam, by to za 
mnie wykonano". Sługa zrozumiał, że tam jakiś zmarły 
pokutuje, przerażony więo uciekł i zawiadomił o tym in- 
nych, zapanowała w całym domu straszna panika. Nikt 
się nie odwazył wieczorem czy też w południe, to jest 
w chw(]ach, gdy głos dawał się słysze6, przejśc obok te- 
go pokoju, Omijano go z lękiem, żegnajl\c się ze strachu. 
A głos jęczał, żebrał i prosił. Ulitowała się nad pokutu- 
jącym pewna niewiasta mniej lękliwa niż inni, Ta, -wszedł- 
szy do pokoju w czasie, gdy głos słyszano, zapytała: ..Kto 
jest ten, co prosi oto?" i otrzymała wyrdną odpowied
 
że jest to pan tego domu, zmarły przed paru miesiącami 
i, że cierpiac strasznie w płomieniach czyścowych, prosi 
o pomoc duchowną i dodał: ..Będę was tak dłngo molesto- 
wał, aż zadośćuczynicie moim prośbom. Niech będą dawa- 
ne jałmużny ubogim w Częstochowie za moje grzechy i 
niech się odprawiają Msze św. przed Cudownym Obrazem 
za moją duszę, a wtedy rychło będę uwolniony". Usły- 
szawszy to, żona zmarłego natychmiast spełniła dokładnie- 
wszystkie te prośby, a wkrótce potem ten sam głos oznaj- 
mił, że już od mąk jest wolny, za co serdecznie dziękuje 
tym co się do tego przyczynili. 


. 
. . 


3. W roku 1670 zmarł w dobrach własnych w wo- 
jewództwie sieradzkim IMĆPan Marcin Stokowski. Po
		

/img0114_0001.djvu

			1
 


jego śmierci majątek objęli jedyni spadkobicl'vJ' urat 
zmarłego Jakób i małżonka jego Marianna. Wkrótce PQ 
śmierci dawnego pana, panna służąca IMĆPani Marian.ny 
ujrzała przed sobą jakgdyby z pod ziemi wyrosłą postać 
jakąś, zewsząd otoczoną gorejącymi płomieniami; gdy się 
przyjrzała owej 
i-a,wie, }J'6znała w niej ś. p. Marcina, któ- 
ry się zwrócił do niej ze słowami pełnymi boleści: "Nie- 
chaj moi krewni przyjdą mi z pomocą, gdyż jestem 
W strasznych cierpieniach, a pomocy sobie żadnej dać nie 
mogę; niechaj zamówią pięć Mszy świętych przed obra
em 
Matki Najświętszej Częstochowskiej - to '.mi- u1gę., ptzy- 
niesie!" Powiedziawszy to, widril'oo" jęĆ7Jąc " ż%łośnie,': z(jikjb 
z oczu dziewczyny. ,Przer:\żoha : lJi

vymównie, ::'ł>obi.egls 40 
państwa, oznajmiffją
_ li. wiazen:iu' J:WP;\.! tNI
b 8tokowśki 
i wierzył w to cwników, rozmawiano o 
dziwnym widzeFliu })'-anriy 
łużącej, gdy naraz zebranLnaj- 
wyraz
iej" uśłyszeli gIo!;! 
niarłego, jak gdyby wy.ołiodzą
y 
z pod ziemi; wszyscy; stI"l1chleH" z pl'
eraienia.Głt)!!f"ten 
powtórzył się parę 1'8ZY, - h 
t:lf "siedzieli' :jak skamienieli, 
nie p1ogąc;Się :f!orus
yć,' ni SłOWfł.- 'wymówi(;, a po chwili 
po śtole, Pl'ZY którym siedzieli, jakaś niewidzialna 1.ękfl 
p9częła k1
eślić węglem rozpalonym pismo nieznane. Po 
jilkłmś czasie, gdy się już głos przestał odzywać, fi ręka 
ducha pisac dziwne i #.iezl'ozumiałe słowa, obecni Uf'!PO- 
koili się trochę i poczę'tort!.dżlc co czyniĆ". J-ednogłośnie:pe- 
stanowiono według woli' zlnal'lego' udać
'się. zal'az do Czę- 
stochowy. ". ,.; 
Następnego dnia wyruszyła cnła rodzina. do. sl;oliey 
Matki Nnjświętszej. W podróży zatrzymano się oS"":t'jdpo- 
czynek i -nocleg w zajeździe w mieście Widawie. Rozsiedli 
s

 podr
ini w ogromnej izbie gościnnej, gdzie prócz nich .. 
znajdownł się gospodarz i trzech kupców ze 
ląska. Któ- 
raś z jojmości położyła na ...stole różaniec. Rozmawiano o 
podróży i o Częstochowie, a oto naraz widomie dla. wszyst- 
kich obecnych, jak żywy, stanął przed zgromauzonymi 
w izbie ś. p. Marcin Stokowski. Twarz miał ł;>ladą, zbo- 



,
		

/img0115_0001.djvu

			tl1 
AltJ:-ą niezmiernie, a cała jego postać zdawała się wychod
i6 
.iiik

y z morza pło
iel!i
__Zebranym .słą-wa zlu]1arJy n8,
1;I.
 


h, .nikJ z tv\vogi' '.nię: .,poruszył się, ban się nawet 00- 
4ych:H
. A zmarły pod
edł do stołu, 'Y
iął do ręki leżący 
tam różaniec. podniÓsł do gó
y, opuścił z powrotem i bła- 
galnym głq.sel!i J?oprosił, by ,się za niego na różańcu mo- 
dlotl.o.f'! p'O'CZ;ęlQ;
 
pikł: z oązą'.-8sJupiałyc.ł1.}udzi. Długi c
a8 
upłyn

, 
aJ!im wS;Zyscy przyszli do siebie i. st9SlljąC Ijię 
do. 'pro
by., pokutującego, odmówili za spokój jego duszy 
r9.żariiec. . . _ . 
Gdy pątnioy przybyli na Jn.sną Górę, .:i:1ajp!erw za- 
m6wili pięć Mszy św. i egze
wie.za duszę zI¥rłego Mar- 
cina, a póznier z ł¥>rąc	
			

/img0116_0001.djvu

			112 
śląc, że to ktoś znfljomy, spojrzał w kierunku słyszanego 
głosu i zobaczył człowieka, wynurzającego się ze stawu, 
wołającego: "Pójdź do mnie". Człowiek ten, jak zjawisko 
wychodzący z głębi wód, głos jego tak strasznie dziwny 
o grobowym dzwięku, twarz blada o gorejących we- 
wnętrznym ogniem oczach, i szata przypominająca całun 
śmiertelny; wszystko to wywarło tak okropne wrażenie 
na Józefie, iż stanął jak skamieniały, nie mogąc postąpić 
kroku; coś go tak ścisnęło za gardło, że nawet krz.yknąć 
nie mógł. Tymczasem upiór, jakby unosząc się nnd wodą 
zbliżał się do niego i począł z wielką usilnością lJłngać, 
by mu zrobił wielką łaskę i za niego odpr'awił pielgr'zym. 
kę na Jasną Górę i tam przed Cudownym Obrazem Mszę 

w. za jego duszę zamówił, a on mu za to odwdzięczy się 
serdecznie. W końcu dodał: "Jestem star'ym ogrodnikiem 
z sąsiedniego dworu, imieniem Sebastian, i na tym miej- 
scu muszę pokutować, aż ktoś za mnie tego nie spełni". 
To wszystko powiedziawszy, znikł z przed oczu wieśnia- 
ka. W kilka dni potem poczciwy Józef, litością dla poku- 
tującego zdjęty, wybr.ał się do Częstochowy i tam zamó- 
wiwszy Mszę świętą, gorąco się za duszę Sebastiana 
modlił. 
Od tego czasu dziwny jnkiś spokój i radość niebiań- 
ska zapanowała w jego duszy i w całej rodzinie. W bo. 
jaźni Bożej, z sumieniem czystym, vi zgodzie i miłości 
żyli odtąd wszyscy w cichej zagrodzie ,Nowaka. To dusza 
Sabastiana odwdzięczała się w ten sposób za wybawienie 
z czyśca. . 
. . 


'" 


5. Pani Zuzanna Kawecka, żona notariusza z Sie- 
radza, w roku 1845 zeznała, co następuje: 
Miała cór.kę z pierwszego m:łlżeństwa, imieniem Ewa 
Domańska. Córka ta, zachol'owawszy ciężko, zmar'ła opa- 
trzona św. Sakramentami. Matka ciągle się za jej duszę 
gOl'ąco modliła. Pewnego razu, wkl'Ótce po pogrzebie, sie. 
działa pani Kawecka w swoim pokoju zajęta jakąś p,'acą; 
nie było tam p,'ócz niej nikogo. Naraz spostrzegła jakąś 
osobę. która cicho ku niej się zbliża. Nie wiedząc, ktoby 
to był i jak się do niej do
tał, patrzyła zdziwiona, a oto, 
przygl'ld8jąc się tajemniczej postaci, poznaje w niej swą 
zmarłą có,.kę. U "adowała się matka i pyta, po co do niej 
przychodzi, a ta, jęcząc boleśnie, poczyna mówić: . Ulituj 
się nade mną, matko, gdyż okrutne ciel'pienia w ogniu 
...
		

/img0117_0001.djvu

			113 
czyścowym znoszę za grzeohy nieposłuszeństwa, kłamstwa 
i lekkomyślności przy modlitwie. Ratuj mnie!" Matka, 
zdumiona tym co słyszy, odpowiedziała, że przecież ciągle 
się modli za nią. Na to odrzekła córka: "Tak matko, i to 
mi Elprawia wielką ulgę, ale to wszystkó mało. Najsku- 
teczniejszym grodkiem wybawienia mnie z mąk, to Msze 
święte zamówione na Jasnej Górze przed Cudownym 
Obrazem!" A gdy matka wyraziła zdziwienIe, że dusza 
jej tak długo cierpi w czyscu, usłyszała odpowiedz: "Nie 
na takie męki zasłużyłam przez swoje grzechy, po smieroi 
inaczej się sądzi, nit za życia. Jeżeli dwadziegcia Mszy 
świętych będzie za mnie odprawionych, to za przyczyną 
Matki Boskiej Częstochowskiej zostanę jut od cierpień 
wolną". To powiedziawszy, znikła z pokoju. Matka na- 
tychmiast pojechała na Jasną Górę, gdzie zamówiwszy 
Msze święte, gorąco 
ię za duszę córki modliła. 
Po powrocie do domu, pewnej nocy ujrzała Ewę 
odzianą w jasne szaty godowe, opromienioną światłem 
nieziemskim, która, zblitywszy się do niej, gorąco za po- 
moc dziękow:ała, oznajmując, że jest już w niebie. 


. 
. .. 


Podobnych taktów kroniki klasztoru notują 32. 
j 


R O z d z i a ł XV. 
MARYJA BRONI SWYCH CZCICIELI OD ZARAZY 
I OGNIA. 


1. W roku 1506 nawiedziła Polskę morowa zaraza. 
Poohód jej znaczył się tysiącami ofiar. MiDsta i wioski 
wyludniały się pod jej dotknięoiem. Wiele okolic wyglą- 
dało jak cmentarzyska. Bywały wsie. w których nie po- 
został ani jeden człowiek. Chaty były grobowcami. Zdzi- 
czały drób i bydło w3łę R ały się po zarosłych chwastami 
ogrodach, a psy .wychudłe włóczyły się, wyjąc żałośnie. 
Fetor straszny z niepogrzebanych trupów rozchodził się 
naookoło, zarażając coraz więcej i więcej wsi i miast. 
Brakło juź rąk do grzebania, brakło lekarzy. Ludzie 
zdrowi, trwogą zdjęci, uciekali w lasy, myśląc, źe ujd" 
zarazy i tam, głodem wycieńczeni.. padali w gąszczach, po 
drogach i polach, dotknięoi 'Straszną chorobą. 


i
ili 8
		

/img0118_0001.djvu

			L 



T mieście Wrocławiu został c}otknięty zarazq pe,,, lcn 
obywatel, imieniem Wojciech. Lekarze, którzy żadnych 
środków na nią nie mieli, nic mu pomóo nie mogli. Biedny 
W ojciech, widząc, że smierć nadchodzi, przygotował się 
z wielką stara n nością na jej 'przyjęcie i, opatrzony na 
drogę wieczności sw. Sakramentami, oczekiwał kresu, zda- 
jąc się nsjzupełniej na wolę Bożą. Gdy tak leżał i modlił 
się gorąco, trzymając w ręce płonącą gromnicę, ujrza. 
przed sobą jakiegoś nieznanego starca o nadzwyczaj czci- 
godnym i miłym obliczu, z długą śnieżną brodą, odział 
nego w szaty białe (był to zapewne św. Paweł, pierwszy 
pustelnik) który, zbliżywszy się do chorego, rzekł: "Uczyń 
ślub pielgrzymki do Matki Boskiej Cząstochowskiej na 
Jasną Górę a Ona ci wyprosi przedłużenie życia". Woj- 
ciech, choć nie wiedział nawet, gdzie jest C
ęstochown, 
ujęty świętością, jaka biła od tego poważnego starca, ucz
'- 
nil natychmiast ślub, a zmęczony chorobq i wycieńczony 
straszną gorączką, usnął zaraz mOCnO. Sam ten sen był 
oJldem Matki Boskiej Częstochowskiej, gdyż Wojciech obu- 
dziwszy si,ę powstał naj zupełniej zdrowy. 
Wkrótce, wywiązując się ze Ślubu, przybył na Jasną 
Górę, gdzie świadectwo o tym cudzie złożył. 


.. 
.. .. 


2. Anna MycieIska, mieszkanka wsi położonej nie- 
daleko Tarnowskich Gór, zaraziła się w roku 1603 od są- 
siadów jakąś ciężką chorobą. Przez osiem miesięcy cier- 
piała strasznie. WijąC się w bólach, prosiła Boga, jak 
o wielką łaskę, o śmierć. Mąż i pięcioro dzieci, nie mo- 
gąc patrzeć na jej nieludzkie cierpienia, któl'ym lekarze 
zaradzić nie byli w stanie, umyślili z3wipźć chorą do 
Częstochowy. Złożono Annę na wozie i wolno, bo każdy 
wstrząs potęgował jej bóle, powieziono na święte miejsce. 
Towarzyszyli chorej mąż i dzieci. Po pnru dniach pOdl'Ó- 
ży przybył ten smutny orszak do Częstochowy. 
Był ranek, słonce tylko co wstało i oświeciło tę ma- 
łą gromadkę, która, złożywszy cierpiącą na noszach, ostroż- 
nie wniosła do kaplicy. Wierni dopiero poczęli się gro- 
madzić. przed ołtarzem zapalano świece, Cudowne oblicze 
Maryi pokrywała jeszcze srebrna zasłona. U stóp ołturza, 
spowita w chusty, jęcząc boleśnie, leżała chora niewiasta. 
Był to obraz jakb)" wyjęty z Ewangelii świętej, gdzie 
wspomniano, że przed Zbawiciela chorych na noszach pl'zez
		

/img0119_0001.djvu

			115 
daoh wpuszczano. Na ch6rze uderzoQo w bębny i fanfary 
i znbrzminł hejnał. Małżonek Anny i pi
cioro jej dzieci J 
upadłszy obok chorej krzyżem, w gorąoych i pełnyoh .wia- 
ry słowach prosili dla nieszczęśliwej o zdrowie. A ona 
nieprzytomna. szarpana straszny.mi bólami, błędny wzrok 
utkwiła w ołtarz. I oto w chwili, gdy zasłona na CUdow- 
nym Obrazie podniosła się, ukazując w całym blasku i ma.. 
jestacie prześliczne, naj świętsze oblicze Maryi, cbora, cu.. 
dem uzdrowiona, powstała nagle przytomna naj zupełniej, 
a wszystkie boleści ustąpiły zupełnie. Wzniósłszy ręce J 
poczęła wielbić potęgę i łaskawość Maryi. 
Trzy dni jeszcze zabawiła cudownie uzdrowiona na 
Jasnej Górze. a potem wraz z rodziną pieszo do domu 
powróciła. . 
. . 


S. Gdy w roku 1620 morowa zaraza dziesiątkowała 
ludno8ć w Polsce, Imć Pan Samuel Kałuski, podsędzia 
w Liwie, ziemi podlaskif'j, przerażony tym, 
e już poło.. 
wę jego wioski zaraza wyludniła, oszańcował się w swoim 
dworze wraz z rodziną, nikogo ze świata nie wpuszcza- 
jąc. Zdawnło mu się, że już uniknął zarazy, lecz przed 
morem, ani szańcem, ani drzwiami okutymi nikt się nie 
zastawi, śmierć wszystkie zapory zwalcza, I oto wkrót- 
ce widzą l'odzice, że naj młodsze dziecię zmienia wygląd; 
twarzyczka jego z gorączki purpurowa, ciałko całe po.. 
krywa się strasznymi wrzodami i maleństwo poczyna ko.. 
nać. Jui i piastunka jego słania się w okropnych bólach 
i oboje w wielkich męczarniach iycie kończą. Jeszcze 
większy strach ogarnqł podsędka, Zabiera żonę i pozosta- 
łych troje dzieci oraz jednego wiernego sługę j ucieka 
w lasy. Ciężkie życie wiedli uciekinierzy. Deszcze, upały, 
zimno, glód i niewygody dokuczały im bardzo. Szał.as, 
z chróstu upleciony, niedostatecznie ich osłaniał, w zimne 
dni wiatr przedostawał się przez szczeliny, gasząc roznie- 
cony pgiAń. Posłanie twarde i niewygodne często zalewał 
deszcz. W noce pochmurne i chłodne cisnęli się wszyscy 
do ogniska, z tt.wogą patrząc w ciemny las i drżąc za 
każdym szmerem, w obawie, zali to nie śmierć zbliża się 
do nich w postaci błąkającego się chorego, jakioh w owe 
czasy pełno było po lasach. I tuliła matka do siebie prze.. 
rażone dziatki; uspokajał je ojciec sam nie mniej I!Itrwo.. 
tony; pocieszał i bawił poczciwy sługa. Leczf!traszna 
ohoroba mimo tych zabiegów i tam trafiła. Pewneio dnia 
'"
		

/img0120_0001.djvu

			116 
-# 
p. Kałuski uczuł dreszcze, gorączkę i straszne'" osłabienie, 
wkrótce całe jego ciało pokryte zostało okropnymi cuch- 
nącymi wrzodami. Zaraza. najpierw jego w swe straszne 
chwyciła szpony. Powal9ny tak. okrutnie bez żadnej po- 
mocy w tym odludziu, widząc, że śmierci ujść nie zdoła, 
postanawia kołatać do nieba o cud, Zbiera więc ostatki 
przytomności umysłu i w pokornych słowach z wielk.ą 
wiarą i ufnością ofi:łrowuje Najświętszej Pannie Często- 
chowskiej siebie, rodzinę swoją, starego sługę i wioskę 
całą i ślubuje, iż w razie. uzdl'owienia, pieszą pielgrzym- 
kę na Jasną Górę wraz z całą rodziną odprawi. I modli! 
się serdecznie, a z nim żona i dzieci. A Matka Najświęt- 
sza, ta "Róża duchowna" i "Edenu wonna lilia", oczyś- 
ciła powietrze jednym sWJm tchnienipm. Podsędek wstał 
z posłania z wrzodami mIgle uleczonymi, a ciało jego 
wkrótce stało się zdrowe i czyste, jak gdyby nigdy ropą 
i ranami nie było pokryte. Przejęci tym cudem, pełni uf- 
ności w opiekę Naj świętszej Panny Jasnogórskiej, wrócili 
do dworu, I od tego dnia, w któl'ym to zaofiarowania 
p. Kałuski uczynił, nikt we wsi nie zachorował i nikt n3 
zarazę nie umarł. 
W dzięczny za ten cud podsędek tegoż roku dnia 15 
sierpnia 'w dzieli Wniebowzięcia N3jśw
ętszej Maryi Panny 
z całą rodziną na. Jasną' Górę przybył i srebrną blachę 
z wyobrażeniem swoim, żony, trzech synów.i służącego 
złożył z napisem po łacinie: ,,'Niebieskiej Zachowawczyni 
od morowej zarazy". . 
. . 


4. Często ojczyznę naszą nawiedzało' morowe po- 
wietrze. Historia notuje takich wypadków ba,'dzo wiele. 
W latach 1622, 1625, 1630, 1677 i 1707 tysiące ludzi zgi, 
nęło od niego, Tysiące rodzin okryła 'żałoba. Warszawa- 
Kraków, Lwów, Poznań, Piotrków, Pińczów, Wieluń, Krze- 
pice. i okolice G.zęstochowy wyludniły się do połowy. 
Zmarli zalegali domy, drogi i ulice miast nawet,. bo bra- 
kło już sił i rąk do grzebania trupów, Kto miał jeszcze 
zdrowie, uciekał do lasów i borów, lecz i tam śmierć do- 
sięgała. Niedobitki, wyblsdłe z chłodu i głodu, snuły się 
po. drogach, budząc postrach w .zdrowych; opędzano się 
od nich nieJ,'2.udko i bronią, byle tyHl	
			

/img0121_0001.djvu

			117 
wolna od zarazy. Jak spokojna wyspa pośród fal rozhu- 
kanych. jak oaza w pustyni, stała nietknięta morem, a na- 
około padali ludzie od zarazy, jak padają wątłe roślinki 
pod kosą. Prawda, żo Ojcowie Paulini wszelkie środki 
ostrożności stosowali, ale mimo to każdy wiedzial dobrze, 
że tylko opieka matczyna Bogarodzicy nie dopuściła, by 
ktokolwiek będący na Jasnej Górze, umarł od zarazy. 
Kto ją lekkomyślnie opuszczał - ginął, kto do niej przy- 
chodził, choćby i zarażony był - żył. Kto żył w klasz- 
torze, czy to zakonnicy, czy świeccy, czy służbn, albo 
żołnierze - wszyscy podczas tych smutnych lat oieszyłi 
się zdrowiem, choć wokół ludzie tysiącami marli. Płaszez 
Nujczystszej Dziewicy, którym Jasną Górę okl'ywała, nie 
dopuścił do niej nawet oajmniejszego tchnienia zarazy, 


.. 
.. .. 


5. Było to w 'roku 1588 \V mieście Sieradzu.. Po 
trudach pracowitego dnia ułożyła się do snu w drewnia- 
nym domu rodzina Krzysztofa Godziszewskiego. Wszyscy 
zasnęli snem mocnym i zdrowym. W nocy w uśpionyih 
domku wybuchł pożar. Trzask ognia, dym i krwawa łuna 
obudziły sąsiad6w, porwano się na ratunek. TymcZ8.sem 
Godziszewscy, nie wiedząc o niczym, spali dalej i dopie- 
ro, gdy dym napełnił sypialnię, ocnęli się ze snu. Jakiet 
było ich przerażenie, gdy się ujrzeli osaczeni zewsząd 
przez szalejący ogień! Nie było żadnego wyjścia. w któ- 
rąkohviek stronę się zwrócili, wszędzie płomienie tamo- 
wały drogę. Widząc już okrutną śmierć przed sobą, oj- 
ciec rodziny pada twarzą na ziemię, a za nim wszyscy 
i w serdecznych slowach oddają się z wielką ufnością 
w opiekę Matki Najświętszej Częstochowskiej, której obraz 
znajdował się w pokoju. l oto stał się cud. Pożar nagle 
się przytłumia, rozstępują płomienie, zostawiając bezpiecz- 
ne wyjście, wszyscy uchodzą i naraz wiatr ustaje. spada 
moment::llnie ulewny deszcz, który zalewa zupełnie ogień. 
W ten sposób Najświętsza Panna Jasnog6rska nietylko 
dom Godziszewskiego, lecz i cale miasto od straszliwej 
klęski ocaliła. .. 
.. .. 


n. W roku 1623 żyła \V Prusach w mieście Tukno 
pewna rodzina anabaptystów: Marcin i Małgorzata Po- 
krzywińscy z CÓl'ką Zofią. Mieli oni w służbie dziewczynę 
katoliczkę Młodziutka Zofia przywiązała się bardzo do
		

/img0122_0001.djvu

			°'- 7 ' itf' I I' 
'.... /,!j 
'. 
 l / _ I 
. ," /V . 

 ff'" : > 
/ ..-' 

 
 
.-.- 

1= 
f
 


, 

 


\. , 
) 


.' 
. . 


-
 


I 
.;:.
 


-S 


je' 


. 



'
 _

" ,r I 
,;

.

.,. ,
)\
 
 
... 
. .. , \ ... 

 . - " 
I '-. ..........
\\. . 
:. .... 
, ' "\. \ . 
.,


 

" 
. (-;.' 
 :
 
 . .'

 
, , 
, 
\. 


" 


, ł 
" ,1 " 
: ' 
 I 

, 
" . 


./, 
'''I 


""' ' 
r .x 


, 


!' "

 
'---'; 
 
'ł 
. 
"",.,.......?:'

: 
!.. 



." 


F"';
_ 


Matka Boska chroni od strasznej śmierci- w ogniu Zofię Pokrzywińską 
Frc!Sk na Wielkim K(1ściC'!\'!
		

/img0123_0001.djvu

			119 
pobożnej, zacnej służącej i z natchnienia Ducha, 
w. po- 
częła ją wypytywa6 O zasady wiary katolickiej. Intereso- 
wały ją Sakramenta śWięte i postą.ć Matki Bożej. Dobra 
dziewczyna uczyła więc Zofię pokryjomu w obnwie pl'zed 
p:lń:!twem, kt6l'ZY, juko zagorzali heretycy, nigdyby na 
podobne nauki nie pozwolili. Nn)mi\szą dla Zofii była roz- 
mowa o Matce NnjświętHzej. 
wietlana postać Niepokala- 
nej Dziewicy nie odstępowała nigdy myśli dziewczęci\-!; 
wkl'ótce Zofia tak się W niej rozmiłowała, iż zapragnęła 
w t8j
mnicy zmienić wiarę. Tak się też stało, Zofia z he- 
retyczki stała się gorliwą katoli.czką Gdy się o tym .do- 
wiedzieli rodzice, złóści i nienawiści nie było miary, Naj- 
pierw namawiali ją, by powróciła do sekty, a gdy pa- 
nienka stanowczo powiedziała, iż tego nie uczyni, poczęto 
jej obiecywać przeróżne n!lgl'ody, Htl'oje, klejnoty, lecz 
Zofia była nieugiętą; odpowiadała, że nnj wiĘ'kszą dla niej 
nagl'odą będz.ie niebo, najcellniejszym klejnotem - wiarr. 
święta rzymHko- katolicka, a naj wSlJanialszą szatą - szkn.. 
plPrz Maryi. Widząc, że obietnicami nic nie zdziałają, 
wzi
lj się do innego środka: odtąd dziewczę, zamknięte i 
Ódp'odzone od świata i rodziny, było głodzone, l
one i kt!- 
towane, lecz stułość jej ani na minutę nie zmniejszała się. 
Z pogodną twarzą modliła si
 do Matki Najświętszej Czę- 
stochowsldoj, O któl'ej łaskach i miłosierdziu .o.d dob.rej 
służącej tylH słyszała; i w opiekę się tej NujświętHzej O- 
rędowniczce polecajqc, o męstwo i wytrwanie pI'osiła. Pe- 
wnego dnia przyszli do jej ciemniey rodzice i ter3Z juz 
z płaczem zaczęli ją namawiać i bł!lgać, by się "błędów 
kntolickich" wyrzekła, Ale ona, pomocą z nieba wspiera- 
na, nie z!lchwiala się tymi łzami, lecz westchnąwszy do 
BogR, powiedziała: "Kochani ojcze i matko, to nie ja m:Hn 
si
 bt
dów - jak mówicie - wYI'zokać, 81e rac7.cj wy, któ- 
l'zyśc.ie, od prawdziwej Chrystusowej wiary odstąpiwszy, 
w herezji się pogrqżyli". I padłszy im do nÓg, pl'osiłfl 
serdecznie, by się z nią w wyznawaniu wiary k
tolickiej 
połączyli. Oni jednak odepchnąwsz.v córkę, szatnńską złoś- 
cią li niesieni. zapowiedzieli jej. że już tł'raz dla nif'j żadnej 
litości nie m:łją i życiem za swój upór zapłacić musi. Nfe 
przeraziła się tym zbytnio Zofia, tylko zaczęła się przy- 
gotowywać na śmierć 
Zebrała się cała rodzina i jAdnog!ośaie skazano "p3.
 
pistkę" na karę śmierci przez spalenie żywcem na stosie, 
jako heretyczkę. Rankiem następnego dnia na miejscu
		

/img0124_0001.djvu

			120 
kaźni zgromadziło się duzo anabaptystów ciekawych, jak 
konae będzie wątła dziewczyna. Wyprowadzono Zofię. 
Szła z l'adosnym obliczem; nie znać po rJiej było żadnej 
tJ.'wog
. Szła, szepcąc modlitwy do Matki Najświęt3zej. 
Patrzącym przyszły na myśl opisy męczeństwa za wiarę 
świętą dziewic za czasów Nerona. Niektórym, o lepszym 
SłJrcu, łzy popłynęły z oczu. Ale zawziętych rodziców 
widok panienki, tak spokojnie idącej na śmierć, do jeszcze 
większej złości pobudził, Ułożono wysoki stos z drzewa, 
ojciec wziął zapaloną głownię do ręki. TymczaRf1m Zofia 
padbl na kolana i głośno poleciła swą duszę Bogu. Kre\vni 
brutą1nie pochwycili ją i rzucili na stos. Stanęła prosto, 
j9.k Bwięta męczennica, wołając: ,,0, Panno Qzęstochowbka, 
bądź" moją obroną" i wzniosła oczy w niebo, jakby tam 
kogo widziała. Jednocześnie podpalonQ stos. Buchnął wiel- 
ki og'ień i dym olbrzymim słupem do góry i zasłonił nS 
, dłuższą chwilę postać męczennicy. Z lubością p trzyli he, 
. retycy na ten widok, oczekując na jęki dziewc:ł:yny i na 
krzyki boleści, lecz nic nic słychać, tylko trzaskanie pło- 
nącego drzewa. Gdy po pewnym czasie rozwiał się dym, 
ujrzano resztki dopalającego się stosu i panienkę stojącą 
Pl'osto, żywą, ze wzrokiem zwróconym w gÓł'ę. Matka Naj- 
świętsza przybyła na pomoc z wiarą wzywającej Ją dziew- 
czynie i. otoczywszy macierzyńskim swym płaszczem, cu- 
dem od niecbybnejśmierci uratowała. Na dowód cudu 
pozostał na boku ocalonęj znak od opalenia. Obecni, prze- 
rtłźeni tym widokiem, poczęli uciekać, krzyczqc: "Czary. 
czary papistów - czary katolickie!" Zngniewani rodzice. 
nie skruszeni wcale tym oczywistym cudem, lecz w każ- 
dym i'azie przestraszeni, uwolnili Zofię od śmieł'ci, by- 
najmniej nie przeRtając jej sr..go prześladować. Atoli po 
pewnym czasie udało się jej umknąć od rodziców i przy- 
być na Jasną Górę. A miała ta panienka pewien de- 
fekt mowy: jąkała się od urodzenia. WszedłRzy dw ka- 
plicy, zalała się tkli wymi łzami na widok obmzu Tej, dla 
której chwały tak ochotnie na okrutną śmierć szła, a któ- 
ra ją tak cudownie od męki i śmierci oca\iła. Serce po- 
bożnej Zofii rozpływało się w podzięce, a oto nagle uczu- 
ła, że język jej jakby naraz uwolniony został z' krępują- 
cych go jakichś więzów, nie pojmowała, co się z nią robi, 
, lecz w chwili, gdy znÓW głośno znczęła wyrażać Cudow- 
nej Panience Jasnogól'skipj swą miłość, wdzięczność i u- 
wielbienie. zdumiała się faktem, że tak płynnie słowa jej
		

/img0125_0001.djvu

			121 
z ust wychodzą bez najmmeJszego zacięcia się, lub zająk- 
nienia. To Maryja jeszcze jedną łaskę wiernej Swej w:r'-- 
nawczyni okazała. 
Wszystko to ta panienka, Zofia Pokrzywińska na 
Jasnej Górze zeznała, potwierdzając prawdziwość tych cu- 
dów zeznaniem naocznych świadków, 
Cud ten uwieczniony został przez artystę malarz8 
na głównym sklepieniu Bazyliki Jasnogórskiej. 


.. 
.. .. 


7'. Jednej letniej nocy 1748 roku nad wsią Ridów 
rozszalała się straszna burza. MieszknilCY wsi, obudzeni 
nieustannie bijącymi piorunami, pozapalali gromnico i mo- 
dlili się pobr/żnie. Wstał tpż świątobliwy ksiądz proboszcz 
Józef Abramowski i również modlił się, polecając siebie 
i całą par&fię w opiekę Maryi Częstochowskiej, do której 
miał wielkie nabożeństwo. Grzmia
o ciągle, Wicher wył, 
nllotał się i Rzm'pał strzechy chat, giął do ziemi wyniosle 
konary drzew. Po czarnym niebie raz po raz przelaty- 
wały złote zygzaki błyskawic i rozlegały się potężne 
grzmoty. Ziemia cała drżała od huku. Pioruny raz po 
raz uderzały w drzew.a, rozdzierając je od wierzchołka 
aż po korzenie. Nagle tuż w pobliżu kapłana, modlącego 
się ciągle, uderzył grom ze zdwojoną siłą. .,Słowo stało 
się ciałem i mieszkało między n3mi", szepnął pobladłymi 
u!lty ogłuszony i przestraszony proboszcz. Jakże jednak 
zwiększyło Jlię jego przerażenic, gdy ujl'zał, że piorun, 
ugodziwszy w stodołę, r.apełniQną zbożem i- sianem, spo- 
wodow1l1 okropny pożar; najgorsze zaś było to, że &todoła 
stała blisko k08cioł3, a wichcr miotał cnlcl snopy iskier 
włąśnie., na dach świątyni. Z chat wybiegU poczciwi wieś- 
niacy, noszono wodę, zalewając pożar, kto żył starał się 
pomagać w tłumieniu ognia. Lecz wszystko zdawało się 
napróżno,' wiatr C01'3Z więcej 'rozdmuchiwał: ogiell i oba- 
wiano się, iż lada chwila pożar obejmie kościół. Widząc, 
że ludzki ratunek nic tu nie pDdoła, ksiądz Abramowski 
pada. na twarz przed obrazem Matki Boskiej Częstochow- 
skiej i błaga ze łzami o opiekę; następnie zdejmuje ze 
ściany święty wizerunek, błogosławi nim w stronę świą- 
tyni, a potem stawia go w ulmie naprzeciw palącej się 
stodoły. I o dziwo! gdy tylko to uczynił, Panna Naj- 
świętsza, -której żywioły wszelkie są posłuszne, zabroniła 
wiać wiatrom, i momentalnie stnła się cisza tak wieiks, że
		

/img0126_0001.djvu

			122 
ną.wet listek nie d
gnął, a ogłen, pozbawiony swego naj- 
większego pomoonika, wichru, przygasł. Wszyscy wieśnia. 
cy, widząc tak jawny cud, wraz ze swym proboszczem 
padli na kolana, wielbią'J Imię Matki Boga. 
Wkr6tce na podziękowanie Maryi Jasnogórskiej za 
ocaleni& kościoła, za cud, na który tyle osób P!łtl'zyło, 
wyruszyła z tej wsi piesza pielgrzymka do Częstochowy 
pod przewodnictwem księdza proboszcza i o tym co zaszło 
na Ja
nej Górze zeznanie złożyła. 


. 
.. 


8, Sześć razy nawiedzały Jasną Górę poial'Y; W ro- 
ku 1622. 1718,. 1724, 1726, 1744 i 174f1, Sześć razy sza- 
tan, któremu w niecnych jego dziełach ta twierdza d}lchn 
stała na przeszkodzie. starał się w perzynę obrócić klasz- 
tor, Jecz w SW(-j bezsilnej. złości nic nie zdz.iałał. Te liiześć 
razy ugaszono o
rień bez żadnych strat. Lecz dwa P01.fił'Y 
uczyniły świętemu miejHcu wielkie szkody: W roku 1690, 
ki
dy to spłonął cały wielki kościół i zawaliła się wieżn, 
chbÓ i wtedy kaplica. wraz z -Cudownym Obl'azem, Zl.l łas- 
ką Matki Najświętszei. wyszła nietknięta, i w roku 1900, 
,
iędy podobnież spaliła się wiaża, a kościół i kaplica o- 
calały. Ostatni ten pożal' wybuchł 15 siel'pnia w czasie 
odpustu na Wniebowzięcie Matki Boskiej. Ogromne rzesze 
pątników zgromadziły się na to świQt..o. Dorocznym trady- 
cyjnym zwyczajem palono w tym dniu na cześć Kró- 
lowej nieba ognie sztuczne. Nieszczęsnym trnfem jakaś za- 
błąkana iskra- padła na drewniane cz(;'
ci wieży, wysuszone 
upalem, i ogień P9czął się. tlić, Jednakże wieozoi'em nikt 
tego nie zauważył, dopiero w nocy, gdy wszyscy udali się 
na spoczynek i tylko gdzicniegdzie gromadki pątników 
pod Szczytem na cześć Matki N
jświętszej lipiewały, sp o- 
strzelono ze zgrozą, iż na jednym z pięte!' wieży wystrze- 
lił jaskrawy słup ognia. Powstał ogromny krzyk, cała 
ludność miasta pośpieszyła na ratunek. Opustoszały domy. 
Wynoszono konwie, beczki, pompowano nieustannie wodę, 
nawet dzieci małe pomagały starszym: Dzielna straż z na- 
rate.niem życia broniła kaplicy i wielkiego kościoła. Wkrót- 
ce całą wieżę ogarnęło morze płomieni. Rozległ się roz- 
dzierując;y placz, lutl
ie klęcząc modlili się gorąco; z oka- 
licznych" wiosek, w których widoczną była wieża, r?zgo- 
rżała pożarem, pO!'lpiestQno z końmi i wozami na pomoc. 
Straszny był to widok; jęk i szloch ludzki, ta płonąca na
		

/img0127_0001.djvu

			123 
J 
tle czarnego nieba rubinowa zda się WIezyca, szum poża- 
ru. huk padających belek. i ten okropny dźwięk dzwonów. 
bijących w niebo z błagalną prośbą o ratunek, i to żałos- 
ne zawodzenie syren fabrycznych. Zdawało się, że to chy- 
ba już koniec świata nastal. Posłano natychmiast depesze 
po straże pożarne do Warszawy i Łodzi. W tych miastach 
i innych, gdzie dotarła wiadomość o nieszczęściu, rozgry- 
wały się wzruszające sceny: ludzie na ulicach padali na 
kolana, błagając Matkę Najświętszą, by swój przybytek ra- 
towaó raczyła. "Jakto - wolano - Jasna Góra się pali! 
Więc gdzież my sieroty po pomoc. po łaski t pocieohy pój- 
dziemy, gdy nam tej świątyni nie stanie?" Jeden ogromny 
jęk bolości podniósł się w niebo z całej Polski: " Ratuj 
Jasną Górę, Maryjo, bo zginiemy'" Tak samo modliły się 
tysiące pielgrzymów, zebranych u stóp płonącej wieży. I 
zmiłowała się Królowa z Jasnej Góry, ulitowała się, wi- 
dząo ten ogólny ból Narodu, osłoniła kościół i kaplicę, 
ten święty Sion, Jej czci od wiek9w poświęcony. I stał 
się oud: 4 słupy potężne ośmio.metrowe, na czterech ro- 
gach wieży stojące, które gdyby spadły w kierunku świą- 
tyni. zmiażdżyłyby sklepienie - te cztery słupy spadły 
wszystkie w jedno miejsce zdala od kościola i kaplicy. 
Jedno westohnienie wdzięcznoś	
			

/img0128_0001.djvu

			t24 
,vięcej zażarty bój, gdzie nl\jsroższa walka, tam napewno 
był !MP. pułkownik, Ten nieustraszony rycerz nie znRł, 
co trwoga. Pierwszy wyruszał na. plac boju. ostatni zeń 
schodzit Wielekroć razy znajdując się w niebezpieczeń- 
stwie utraty życia, przez większą liczbę nieprzyjaciół 0- 
f-1RCzony, ducha nie tracił i zawsze zwyciQsko wychodził. 
Wpośród gradu kul i gęsto wymierzonych ciosów nie. 
tkni
ty zostawał. Za.bito pod nim kilkanaście koni, leoz 
lemu i włos z głowy nie spadł. Bywnło, że wraże kule 
rozszarpywały na nim odzież. mimo to on szwanku żad. 
nego de poniósł, Pytano go, skąd czerpie taką odwagę i 
co go od kul chroni, czyżhy talizman jakiś? A On odpo- 
wiedział: "Chcecie wiedzieć co mnie od ran i śmierci bez- 
piecznym czyni'? Oto Panienka Najświętszn Częstochowska, 
do której gorący nfckt od zarania dni moich czuję, oto 
Jej puklerz przezacny - medalik lia piersiach zawieszony 
- - to moja obrona i to, że zawżdy z sumieniem czystym 
do każdej bitwy stawam". Tak wyznał szlachetny rycerz, 
B takich wówczas w naszej Polsce wielu było. Oby i dziś 
Ojczyźnie naszej podobnych nie brakowało. 


.. 
.. .. 


') W roku .1672 przybył na Jasną G6rę Il\fP. Adam 
8trzałkowski z wielu wial'ogodnymi świadkami i zeznał, 
co następuje: 
Walcząc pod królem Sobieskim, w jednej z bitw od- 
cięty przez wrogów od wojska, wzięty był w niewolę. Je- 
den z Tat31'ów już podniósł w-górę szablę, by go ściąć. 
Widząc przed sobą pewną śmierć, przycisnął rycerz do 
piersi medalik Matki Boskiej Częstochowskiej, który zaw- 
sze na sobie nosił, i począł Ją gorąco na ratunek wzywać, 
oddając się w Jej pieczę całkowicie. I oto w tejże chwili 
stał się cud: Tatarowi poczynają drżeć ręce i, nie mogąc 
szabli utrzYlfiać, upuszcza ją na ziemię, Zawstydzony swą 
niemocft, nie znając jej źródła, udnje przed jeńccm, że nie 
dlCiał go zabić, tylko tak go straszył i że mu życie daru- 
je. Lecz po pewnym czasie, szaloną złością uniesiony, 
podnosi ów Tatarzyn sznblę po raz wtóry, by mu głowę 
uciąć, aliści w tym momencie znów czuje to samo drżenie 
i osłabienie rąk i znów szablę wypuszcza z dłoni. Teraz 
przestr3szył się tym powtórnym objawem czegoś niezwy- 
k.J:ego i zrozumiał, że jakaś moc z góry nie pozwala mu 
jeńca tknąć; puszcza wi
c natychmiast rycerza na wol-
		

/img0129_0001.djvu

			125 
n:>:5ć. I wrócił Adnm Stl'załkowski do Ojczyzny, lecz nie 
spoczął, gdyż- wkrótce w Jej obronie wziął udział w woj- 
nie z Turczynem. W zaciętej bitwie pod Cudnowem ugo- 
dziła go w serce kula: widział rycerz pocisk, lecący ku 
niemu, czuł i słyszał srogi o uderzenie w pancerz, lecz 
z konia się nie zwalił; dotyka ręką miejsca ugodzonego- 
dziura w metalowej kolczudze jest; nie czując jednak żad- 
nego bólu, walczy dalej. Po bitwie bada. jak się właściwie 
z tą kulą miało, i wzruszony niezmiernie widzi, iż pocisk 
przebił pancerz i zatrzymał się na medaliku Najświętszej 
Panny Jasnogórskiej, zostawiając na nim ślad uderzenia, 
a potem zsunął się na ziemię, nie uczyniwszy mu zgoła 
żadnej krzywdy. Widząc to, wszyscy towarzysze, jako 
świadkowie tego cudu, z nim razom wielbili Imię Maryi 
Częstochowskiej. . 
. . 


3. Andrzej Jeżowski. pu
kownik wojsk polskich, no- 
sił zawsze na swej piersi ryngraf Mutki Boskiej" Często- 
chowskiej, nigdy się z nim nie rozstając. W' bitwie pod 
Wojniłowem, w r. 1677, mając pod sobą 1500 rfcerzy, wy
 
ruszył przeciw dziesięciotysięcznej armii. złożonej"ż Tur- 
ków i Tatarów. Nie poszczęściło. mu się i został wzięty 
do niewoli. gdzie znosił okrutne udręczenia. Głodzono go, 
lżono strasznie i trzy razy w tygodniu katowano. dając 
mu 25 pałek za każdym razem. Gdy go po raz pierwszy 
do bicia rozbierano, zauważyli 0pl'awcy na piersiach jego 
zawieszony ryngraf. ZłoBcią uniesieni, złorzecząc mu 
strasznie, medalion zerwali i na większe pohańbienie rzu- 
cili między konie. Na błagania nieszczęśliwego, by mu 
jego skarb zwrócono, odpowiedzieli przekleństwy i obol- 
g'Jmi; nic nie pomogły łzy i prośby: zamiast ryngrafu o- 
trzymał razy dotkliwe. Skatowanego bezlitośnie rzucono 
D9 b
rłóg w więzieniu. Nie mając co do piersi z nabożeń- 
stwem przycisnąć (a zawsze tak w udręózeniQ czynU, wiel- 
kiej pociechy z tego doznając), począł "błagać Matkę Zba- 
wiciela, JasnogóI:ską Panienkę. by mógł choó na Jej wize- 
runek jaki popatrzeć i tern swoje bóle i cierpienia ducho- 
we ukoić. Zaledwie zdążył swą prośbę wyrazić, a już uj- 
rzał obok siebie leżący ukochany ryngraf, Porwał go, mi- 
łośnie do serca" tuląc, i łzami radości oblawszy, natychmiast 
na piersiach 
awiesił. Zobaczył to dozorca jeńców, okrutny 
Tatarzyn, i klnąc strasznie, chciał medalion pułkownikowi 
zerwnć." Widząc to ws
ystko i upatrując w powl'ocie ryn- 
,
		

/img0130_0001.djvu

			126 
grafu cud (co zresztą słusznym było), jeden ze starszych 
Tatarów zabronił dozorcy zrywać medalionu, i rzekł: "Po- 
2wól, by ten' nieszczęśliwy oddawał cześć swojemu Bogu, 
jak my oddajemy swojemu". Po tym oczywistym dowo. 
dzie opieki Maryi, nikt mu już jego skarbu nie zabierał, 
a wkrótce cudem uwolniony z niewoli, do Warszawy wr6. 
ci wazy, całą tą sprawę przed królem Janem III j. senato- 
rami opowiedział. * 
* . 


4. Na Jasnej Górze zeznał rycerz Franciszek Two. 
rzewski o opiece Maryi przez medalik, co nastf;'puje: 
Działo się to pod Poznaniem dnia 29 września 1704 
roku, Wojska polskie, w których zeznający był oficerem, 
pod naporem przeważających liczbą wojsk sz
edzkich mu- 
siały uchodzić. Jedyna droga prowadziła pt'zez Wartę. 
W wielkim poś!Jiechu wskakiwano do rzeki. Dziewiętnastu 
już przed nim poszło .na dno. 00, party przez wrogów, 
choć widział pewną śmierć, skoczył w pełnej bojowej zbroi 
do wody. Natychmiast znalazł się w niebezpieczeństwie, 
bowiem zestra
zone konie tłoczyły się jeden na drugiego, 
wzajemnie sobie przeszkadzając - o ,wyratowaniu nie by- 
ło mowy. "Polecająe - tak to sam opowiadał - duchn 
swego w ręce Boga, w dzi wny sposób ujrzałem obraz Matki 
Najświętszej Częstochowskiej bardzo wyraznie; wtedy 
wspomniałem, ze taki sam obraz mam na piersiach, więc 
przycisnąłem go do serca i W' tej chwili, jakby z ciężkie- 
go snu si.ę obudziwszy, pod Jej opiekę się oddałem. Wal. 
ka trwała, a nad głową moją ciągle kule świstały. Co da- 
lej było - nie wiem, dość, że zanur
ony w wodzie, cią- 
gle miałem obraz Matki Boskiej przed oczyma, daleko od 
brzegu uchwyciłem się jakiego!!! korzebia i tak przetrwa- 
łem do końca bitwy. Żołnierze mnie wyciągnęli bez żad- 
nej rany". * 
. * 


5. W bit\yie pod Belgradem w roku 1717 po stro- 
nie austriackiej walczył pułkownik Ignacy Zawisza, Polak. 
W pewnej chwili uczuł silne uderzenie w piersi i oszo- 
łomiony tym, spadł z konia. Padając, resztką świadomości 
wezwał serdecznie Matkę Boską Częstochowską na pomoc. 
I wysłuchała Najświętsza Panna, ratując go w zgiełku bitwy 
od niechybnego stratow
nia. Pułkownik odzyskał nagle przy- 
tomność, nabrał sił i p.odniósłszy się zdrowy zupełnie, uj- 
rza
, że kula, godzqc w serce, trafiła w ryngraf, który
		

/img0131_0001.djvu

			, 
zawszl losił zawieszony na szyi, i tam została utkwiona, 
nie czyniąc żadnej rany. W tejże bitwie raniono pod nim 
konia, ldóry padając przygniótł go swoim ciężarem i po 
raz dł'ugi śmierć mu w oczy zajrzała. 
cigający go Tur- 
cy z dobytymi mieczami znajdują się tuż przy nim, a on 
się podnieść i uciec nie może. Lecz Maryja i teraz przy- 
bywa mu na ratunek: zaciemnia jasność wzroku wrogów 
i ci przebiegają mimo, nie widząc go zgoła, a IMP. Za- 
wisza ukrył' się i nocą do swoich szczęśliwie przeszedł. 
Minęło parę tygodni od tych wypadków. Pewnego rnzu 
kolega pułkownika, zagorzały heretyk, ujrzawszy na szyi 
jego ryngraf, począł szydzić z jego pobożności, mówiąc, 
że nosi "niepotrzebny oięzar". Zaledwie dokończył blu
- 
nierstwa, aż oto koił jego, dostawszy nagle szaleństwa, po- 
czął biec naoślep w stronę jarów i przepaści, unosząc 
z sobą jeźdźca. Powstał nieopisany krzyk, koń biegł jak 
strzała, a nikt go nie był \V stanie powstrzymać. Herety- 
kowi groziła pewna śmierć. Lecz pułkownik, nie tracąc 
chwili czasu; wyjmuje wyszydzany przed chwilą ryngl'aI, 
błogosławi nim ponoszonego rycerza i gOI'ąCO się do Mat- 
ki Boskiej Częstochowskiej modli, poleoająo jej" opiece nie- 
szczęśliwego. Naraz koń zrzuca z siebie jeźdźca, a sam 
wpada w pl'zepaśó i ginie. Gdy koledzy pospieszyli na ra- 
tunek, zastali heretyka leżącego w ranach śmiertelnych, 
choć jeszcze dyszącego, a wtedy bierze pułkownik ów "nie- 
potrzebny ciQżal.", dotyka nim ran bluźniercy, które się 
momentalnie goją. Ul'8towany, a następnie uzdrowiony tak 
eudownie heretyk naWl'aca się i staje się gorliwym czci- 
cielem Maryi. 
W roku 1719 pułkownik Ignacy Zawisza, jadąc 
z Wiednia na Litwę, zatrzymał się w Częstochowie, aby 
Matce NajświQts1.ej Jasnogórskiej za tyle łasI, podzię- 
kować i powyższe zeznanie złQżyć. 


127 


. 
.... 


, 


6, Pewnego dnia roku 1743 na jednej z ulic Siera- 
dza rozległ si,ę przejmujący krzyk. Przerażeni mieszkań- 
cy, nię wiedząc co się dzieje, wybiegli na ulie
. Oczom 
ich ukazał się okt.'opny widok: ujrzeli leżącą na zi
mi nie-- 
wiastę, Mariannę Michalską, zbroczoną krwią, a nad nią 
r02wścieczonego psa, znanego ze swej dzikości i flIiły. Rzu- 
cono się na ratunek, odpędzono rozjuszone zwierzę, a do 
ciężko poranionej niewiasty wezwano chiruJ'ga. '.P.D przy.. 


.
		

/img0132_0001.djvu

			128 
był, ran)' opatrzył, lecz krwi, ciągle płynącej, zntamowa
 
nie zdołał. 1) Na nic się zdały wszelkie środki, krew bro- 
czyła ciągle i byłaby wszystka wypłynęła, powodując pew. 
ną śmierć, gdyby nie siCzęimwa myśl pokaleczonej. Miała 
Ona na sobie medalik Matki Boskiej Częstochowskiej, bie- 
rzo więc go, zdejmuje, n dotykając nim ran, modli się 
żarliwie o uzdrowienie i natychmiast krew płynąć prze- 
staje, n wkrótce I rany się zabliźniają. 


.. 
.. .. 


7. Wielce nabożny IM};>. Tomasz Stanisław Wolski 
wybrał się w roku 1753 wraz z wielu innymi podróżny- 
mi do Jerozolimy dla zwiedze
ia miejs świętych. Począt- 
kowo pogoda dopisywała, lcćz później wiatry się zmieniły 
i wkońcu zaskoczyła ich burza tak gWfillowna, że żatrzy- 
mali się obok WYRPY Tenedos, bojąc się płynąć dalej. Tam 
przebyli kilka dni, czekając, aż burza ucichnie. Jakoż 
wkr6
ce uspokoiło się morze o tyle, że mogli puścić sili 
w drogę. Nie długo jednak trwała pogoda: zerwala się' 
straszna burza, a że już l;>y1i na pełnym morzu, nig
zie 
więc przed nią schronić się nie mogli. 
Morze szalało, bałwany raz po raz pokrywały cały 
okręt tak, że podróżni myśleli, i'Ż już na zawsze pod wo- 
dą ,zostaną. Oczekiwano ze zgrozą śmierci, alA znajdował 
się na okręcie jeden jedyny człowiek, kt6ry nadziei oca- 
lenia nie tracił: był nim Tomasz Stanisław Wolski. Ten 
zacny mąż, do Matki Najświętszej Częstochowskiej bai'dzo 
nabożny, miał na piersi swej obrazek Najświętszej Panny 
Jasnogórskiej, z któl'ym się nigdy nie l.ozstawal. Gdy 
więc ujrzał grożące jemu i towarzyszom podł'Óży niebez- 
pieczeństwo, w ełowach pelnych siły natohnął ich ufnoś- 
cią do Mał'yi NIepokalanej. Następnie zdjął z siebie obra- 
zek i pełen wiary w pqmoc Matki Najświętszej, poblogo- 
sławił nim morze i tę Etronę nieba, z której Ezhl burza, 
i o dziwo, zaledwie to uczynił, uspokoiły się r07.sznlałe 
żywioły, zmieniły się wiatry i cudna nastała pogoda. Wi- 
dząc to, wszyscy w serdecznych słowach chwaiili Imię Pa- 
nienki Częstochowskiej. Odtąd do końca podróży obl'azek 
ten, zawieszony na okręcie, był otoczony powsz'echną czcią, 


.. 
O! .. 


l) Na owe czasy nie znano środków skutecznych w podobnych 
wypadkach i śmierć groziła nieszczęśUwej.
		

/img0133_0001.djvu

			J29 
8. Pewna niewiasta z Krakowa (nazwisko umyślnie 
zatajone) miała męża wielce niegodziwego, Człowiek ten 
był gwałtownego charakteru, przy tym marnotrawny bar- 
dzo, a' co najgorsze - zdradzał ją. Biedna niewiasta przez 
długi czas cierpliwie to znosiła, modląc się tylko za n1ego. 
W roku 1755 tak się mężowi juz żona sprzykrzyła i tak 
mu w jego złym życiu na przeszkodzie stała, że postano- 
wił ją otruć, aby raz na zawsze jej się pozbyć. Wystarał 
się więc o jakąś gwałtowną truciznę i dnia 6 stycznia, 
w dzień święta Trzeoh Króli, postanowił zamiar swój speł- 
nić, Pobożna niewiasta wstała w tym dniu woześnie, a 
chcąc swobodnie uczestniczyć w solennych nnbożeństwa
h, 
już z rana ugotowała zupę na obiad, a potem poszla na 
wotyv/ę i sumę do kościoła Mariackiego, 'ram w rzewnych 
gorących modłach polecała męża Matce Najświętszej Czę- 
stochowRkiej do której miała specjalne nabożeństwo, i pro- 
siła 8Ardecznie o łaskę nawróceniń dla niego. Nabyła też 
sobie piękny medalik Matki Boskiej i zawiesiła na szyi, 
Gdy tak się modliła, mąż tymczasem, korzystająo z jej 
nieobecności, wsypał truciznę do garnka z zupą, kt6ra o- 
na po przyjściu z kościoła miała spożyć. 
Skończyło się nabożeńRtwo. Wraz ze wszystkimi 
wyszła i ona ze świątyni, Gdy weszła do mieszkania, 
na jej spotkanie wybiegł pies, a radując. się z powro- 
tu swej }:I.łni, począł ją witać, skacząc na n
ą wesoło; próż- 
no z dobrocią opędzała się odeń, skakał ciągle. Czując się 
doŚĆ głodną, wzięła do ręki garnek z zupą, a będąc jesz- 
cze p	
			

/img0134_0001.djvu

			130 


R O z d z i a ł XVII, 
WODA ZE ŹRÓDŁA U 
W. BARBARY I OLEJ Z LAMP 
 
PŁONĄCYCH W CUDOWNEJ KAPLICY, UŻYWANE 
Z WIARĄ, PRZY WRACAJ A ZDROWIE. 


1. W roku 1430 rozgorzały łuną pożarów okolice 
Częstochowy. To bezbożny husyta szedł na Jasną Górę PQ 
łupy, trup
mi i zgliszczami znacząc swój ślad. W klaszto- 
rze nie było zbrojnej załogi, to te
 kilkunastu Ojców Pauli- 
nów, osłaniających mężnie wł snymi piersiami świątynię od 
zbezczeszczenia zginęło męczeńską śmiercią. Niegodziwi he- 
retycy, dostawszy się do klasztoru, zrabowali wszystRie kosz- 
towności, a takżo i święty Obraz, który złożono na wozie, 
wypełniónym łupami. Wóz, zaprzężony w dwa silne, rosłe 
konie, skierowano w stronę południową. Lecz gdy do 
miejsca, gdzie teraz znajduje się kościół św. Barbary do- 
jechali, konie bez żadnej przyczyny stanęły, nie chcąc 
iść dalej; okładano je biczami, zachęcano łagodnymi sło- 
wy, doprzężono wreszcie koni więcej, nic to nie pomogło; 
wóz nie ruszył się z miejsca. Wówczas heretycy z p as 
zrzucili na ziemię Obraz Maryi, a jeden ze zbirów, wy- 
jąwszy miecz, dwa razy uderzył z mocą w Najświętsze 
Oblicze, zostawiając dwa ślady, które do dziś dnia na obra- 
zie widnieją. Pod silnytni ciosami -Obraz rozbił się na trzy 
części. Zapamiętały husyta chciał uderzyć po raz trzeci, 
lecz gdy uniósł miecz w górę, z jasnego nieba padł nie- 
()ozekiwanie piorun i położył go trupem na miejscu. Towa- 
rzysze jego, przel'sżeni oln.opnie, w popłochu uciekli. 
Gdy rozproszeni Ojcowie powrócili do klasztoru 
i ujrzeli brak Cudownego WizeTunku, pełni b'wogi, mo- 
dląc się, poszli śladami rabusiów i znaleźli Obraz święty 
rozbity, okaleQzony i błotem okryty, Przerażeni tym wi- 
dokiem, szukali wody, chcąc obmyc błoto, ale nigdzie 
choćby najmniejszego strumyka, studni, czy nawet kałuży 
nie znalezli. Padli więc na kolana i, płacząc rzewnieJ 
przepl'aszali Boga za zniewagę, wyrządzoną świętemu wi- 
zerunkowi, i wyrażali swój żal, że nie mają wody na ob- 
mycie go. I okazał Pan swą laskę. Na Jego skinienie wy- 
tryskuje nagle obok nich maleńkie zródełko czystej, jak 
kryształ wody. Uszczęśliwieni tym cudem, Ojcowie Paulini 
Qbmywają cudowny Obraz i tonże na Jasną Górę z wiel- 
ką czci!-ł Ddnoszą. 


e
		

/img0135_0001.djvu

			181 
Odtąd woda ta staje aię cJldowną i źródłem wiel- 
kich łask, jakie Matka Najświętsza na ludzi przez jej uży- 
cie sprowadza. Na pamiątkę zaś tego cudu, najpierw sta- 
wiają tu krzyż drewniany, a potem murowaną kaplicę. 
Kał'dynał M.aciejowski, biskup krakowski, wyznaczył pewną 
sumę na postawienie okazałej kaplicy, lecz śmierc go za- 
skoczyła j. nie dokonał obietnicy. Dopiero księżna Lubo- 
mirska kazała to miejsce murem otoczyć, a O. Andrzej Goł- 
donowski w wieku XVII wzniósł tu kościół pod wezwa- 
niem św. Barbary i rozbudował kaplicę, w której mieści 
się cudowne źródło, Obecnie jest na tym miejscu studnia, 
z której wodę pielgrzymi czerpią. 
Także. oliwa z lamp, ktore stale palą się w Cudownej 
Kaplicy, z wiarą używana przez wiernych już wiele cu- 
downych uzdrowień spowodowała. 
Kroniki notują ich okolo 50, a nowe ciąglę przy- 
bywają, z tych dwa podajemy: 


. 
. . 


2. W roku 1752 córka Jana Langhammern, z Gór- 
nego Śląska z miasta Olbendodfu, Maria Teresa, dziew- 
czyna dotąd zupełnie zdrowa, nagle zachorowała na jakąś 

ziwną chorobę. Całe ciało bez żadnej wiadomej przyczy- 
ny pocz
ło gnić do tego stopnia, że zalęgły się w nim ro- 
baki, tocząc nieszczęśliwą za życia. Nie pomogły przeróż- 
ne, a często wymyślne leki, choroba ciągle się zwiększała. 
Trzy lata przeleżała Teresa w łóżku, cierpiąc wprost nie- 
ludzkie męki, które tyllm do ciągłego konania przyrównać 
się dały. Cierpieli i rodzice, nie mogąc patrzeć na jej 
boleści. I doszło do tego, że i oni i chora poczęli już 
pragnąć, by Bóg choćby śmiercią ?;akończył raz te katu- 
sze, Z porady jednej z sąsiadek zacz
)i odprawiać nowennę 
do Matki Boskiej Częstochowskiej, by Bóg za Jej orędow- 
nictwem okazał swą wolę łaskawą, czy to zabierając hie- 
szczęśliwą do swej chwały, czy to udzielając jej zdrowia; 
w razie uzdrowienia chorej ślubowali pielgrzymkę do 
Częstochowy, Następnie, pełni wiary i ufności w pomoc 
Najświętszej Panny Jasnogórskiej, wzięli wody z cudow- 
nego źródła i modląc się gorąco, poczęli obmywać zgnił
, 
cuchnące ciało. Skutek był natychmiastowy. Maria Teresa. 
odrazu poczuła niewypowiedzianą ulgę. W przeciągu t y- 
godn
a wstała zupełnie zdrowa, 3, ciało jej dotąd wstrętne, 
wyglądaj
ce jak jedna rana, stał!> się świeże i czyste. Tyl-
		

/img0136_0001.djvu

			1
 
ko jako pamiątka cierpień i cudownego uzdrowienia pozo- 
stało jej utykanie na jedną nogę wskutek ściągnięcia nerwu. 
Dnia 15 sierpnia 1755 roku przybyła uzdrowiona na 
Jas.Di\ Górę wraz z ojcem, by Matce Najświętszej Często- 
chowskiej za ten cud dzięki złożyć. 


. 
.. 


8. Matka ośmiorga dzieci, Marianna Gębicka z San- 
domierza,- w . roku 1725 zachorowała. Trudno sobie wy- 
obrazić jej moralne cierpienia, jakie obolt fizycznych zno- 
siła, gdy widziała tak liczną, a ukochaną gromadkę pisk- 
ląt pozbawioną jej czułej i troskliwej opieki ffiRtczynej. 
Serce jej pękało, gdy widżiała je zaniedbai
e i smutne, 
jak z trwogą na swą ukochaną matkę patrzały. Wszelkie 
środki, które jej stosowano, żadnej ulgi nie przynosiły. 
I dnia 2 lutego, w dwięto oczyszczenia Najświętszej Pan- 
ny, chora dostvła tak silnej gorączki, że wprost w oczacb 
nikła, a w końcu zupełnie przytomność strncił9. i wpadła 
w agonię. Rodzina już poszła trumnę i grób zamówić, a ko- 
nającą obstąpiło ośmioro dzieci z płaczem i krzykiem. 
Jedna z obecnycll tam sąsindek, Anna Krupińska, osoba 
barazo zacna, która już w swoim czasie cudu od Matki 
Boskiej Częstochowskiej doznała, widząc, że tu już ludzie 
nic poradzić nie mogą, przyniosła trochę oliwy wziętej 
z Jasnej Góry i, btagająo z wielką wiarą Maryję Jasnogórską 
o uzdrowienie, potarłu nią b}ade usta umierającej, A 
w czesie tego wszysoy obecni wraz z. mężem i dziećmi 
na kolanach Matkę Najświętszą prosili o ratunek. I oto 
po półgodzinnych moJłach, chora otwiern oczy i zupełnie 
przytomna wstaje z łóżka, prosząc, by jej szybko podar:o 
jedzenie, gdyż czuje ogromny głód. Uszczęśliwione dzieci, 
Najświętszej Uzdrowicielce se
deczno dzięł.i składając, po- 
dajl\ matce pożywienie, I chora wstaje zupełnie zdrowa. 


R o z d z i a ł XVIII. 
MARYJA UKAZUJE SIĘ WIDOMIE SWYM CZCICIELOM 
I PRZYNOSI IM ZDROWIE, WOLNO
Ć I POCIECHĘ. 


1. W pogodny dzień letni 1613 roku wybrała się 
księtniczka Anna Wiśriowiecka na samqtną przejażdżkę 
łódkl\ po głębokiej i bystrej rzec' ,Pf)ki pogoda sprzy- ' 
I
		

/img0137_0001.djvu

			ł 
jr
. księżniczka wiosłowała odważnie, rozkoszując l3ię 
przejrzystą tonią, słońcem, powietrzem i myślf\ o tym ży- 
ciu radosnym i szczęśliwym, które wiodła w domu kocha- 
jących ją rodziców. Nagle wszystko się zmieniło. .Po
sta1 
wicher, jasno - błękitne niebo pociemniało, a gradka- po- 
wierzchnia wody poczęła się gniewnie marszczyć., Od- 
biegła księżniczkę odwaga. Przestraszona burzą, która sję 
szybko zbliżała, wypuściła z rąk wiosła i sama, zbytnio 
się przechyliwszy, w głębię wpadła, Biedna panien!ra nie 
umiała pływać, a na brzegu i na rzece nie ,byto nikogo, 
kto by ją mógł poratować, W tym niebezpieczeństwie 
księżnic
ka, która zawSZj3 miała żywe i gorące nabożeń- 
stwo do Najświętszej Panny Częstoćhowskiej, zawołała 
z wielką wiarą i z całego serca: ,,0 Panienko Jasnogór- 
ska, ratuj mnie!" Aliści jeszcze echo tych słów nie prze- 
bl'zmiałó, a już Matka Boska pospieszyła na ratunek swe- 
go dziecięcia. I jak niegdyś Boski . 'Jej Syn wyprowadził 
z toni św. Piotra, tak i tu ujrzała dzieweczka Niep9kalaną 
Maryję Częstochowską odzianą płaszczem świetlistym, oto- 
czoną chwałą, z licem niebiańsko-promiennym, która, 
wziąwszy ją za rękę, jak po lądzie po wzburzonych fa- 
lach na brzeg wyprowadziłn.. . 
Wkrótce potem księżniczka Niepokalanoj Dziewicy 
na Jasnej Górze dzięki za uratowanie złożyła i tabH.cę 
srebrną z opisem 'cudu ofiarowała. 


13 


.. 
.. .. 


2. 36-letni Feliks Skiba dostał się w roku 1617 do 
niewoli tm'eckiej i tam był okropnie przez Turków mę- 
czony, Używano go do ciężkiej pracy, morzono głodem 
i często bito. Szozególniejsze zaś ciel
piał prześladowania 
za to, że ich wicrzcń przyjąć nie chcinł; ale one, choć 
srogie, wiary jego zachwiać nie mogły. Ciągle się do 
Królowej Częstochowskiej modlił z ufnością, prosząc 
o siłę i męstwo przeciw wrażym zakusom. Spodo- 
bała się Najświętszej Pannie ta jego ufność i. wytrwa- 
łoŚĆ w świętej wierze. Pewnego wieczora, gdy się połozy! 
w swym podziemiu na spoczynek smutniejszy i bardziej 
zbolały niż zwykle (a miał codziennie ręce i nogi na noc 
skuwane), nagle zupełnie ciemna dotąd jego cela zajaśnia- 
ła dziwnym światłem. Przesłonił oczy, nie mogąc znieść 
tego blasku, a oto coraz się widniej robi; naokół, zda się, 
wszystko w płomienio.ch goreje. W powietrzu roztoczył
		

/img0138_0001.djvu

			134 
się zapach jakiś przedziwny, cudniejszy niżtJh a róz 
i lilij, i słyszeć się dały jakoby dźwięki arf, czy plen a. 
nieIskich. Snuła się jakaś melodia niebiańska, jakoweś 
granie przewdzięczne... A potem z tych lśnień, woni 
i dźwięków spłynęła ku zachwyconemu tym wszystkim 
Feliksowi postae ni
\Vicścia, spłynęła z górnych niebios 
sfer, prześliczna, NiepolmIana, jaśniejsza nad gwiazdy 
i słońca, Bogarodzica - Dziewic:!... zjawiła się biednemu 
jeńcowi Panienka Jasnogórska, a poprzedzało Ją dwóch 
aniołów z płonącymi pochodniami... I podeszła do więźnia 

ajświętsza Pani i, położywszy swą miłościwą dłoń lJa 
jego głowie, słodszymi nad miód i łagodniejszymi nad 
balsam słowami pocieszała go w smutku i cierpieniu, a 
znikając l'zekła: "Nawiedź mnie, synu, na Jasnej Górz9 
w domu moim," I na znak, że to rzeczywistoiić a nie sen 
tylko, na skinienie wszechmocnej ręki Maryi z rąk i nóg 
jego opadły ciężkie żelazne kajdany, drzwi się same z ry- 
gli i zamków otwarly, a jeniec przeszedl pośród śpiących 
Turków. I przewędrował ów człowiek całą Turcję nie po- 
znany przez ścigających go wrogów, i dostał się do Pol- 
ski, a przyszedłszy na zaproszenie Matki B.ożej na Jasną 
Górę, tam Jej swe pokorne i gorące dzięki za cudowne 
uwolnienie złożył. . 
. . 


Tego rodzaju ła'sk zanotowano w kronikach Jasno. 
górskich 84. 


R o z d z i a ł XIX. 


I 
JAK BÓG KARZE TYCH, CO 
WIĄTYNIĘ JEGO MAT. 
KI NAJ
WIĘTSZEJ ZNIEWAŻAJĄ ZŁYM ZACHOWA- 
NIEM SIĘ I BRZYDKO
CIĄ SUMIENIA. 


1. Z kompanją, kt6ra w r. 1524 wyruszyła z Łęczy- 
cy do Częstochowy, szła między innymi pewna bogobojna 
niewiasta, imieniem Anna, z córeczką 17-letnią Krystyn", 
Jak matka z po'ród innych niewiast wyróżniała się po- 
bożnością, tak c6rka płochością i lekkomyślno
cią. Matka 
zabrała ią z sobą, ufając, że ją pielgrzymka nawróci. Jed- 
nakże zawiodła się srodze. Krystyna ani myślała się zmie- 
nić. Ubrana stroinie. jakby na zabawę lub wesele, roze
- 
miana, niesforna, przeszkadzała innym w modlitwie i sku-
		

/img0139_0001.djvu

			135 
pieniu. Wszędzie jej było pełno: tu się śmiała tam zarto- 
wała złośliwie, to znów bez litości drwiła z każdego, kto 
jej nie był miły. Napróżno ją matka strofowała, napróżno 
wskazywała na Boga, Któremu się to jej zachowanie nie 
podoba, napróżno groziła jej karą Bożą: ona się tyllm 
jeszcze bardziej śmiała. Z płaczem zaklinała ją strapiona 
niewiasta, by jej i sobie wstydu nie robiła i serca ma- 
cierzyńskiego swym postępowaniem nie raniła. Za całą 
odpowiedz Krystyna swawolnym śmiechem wybuchała. 
Po kilku dniach podróży ukazał się pielgrzymom 
szczyt wieży, wszyscy wzruszeni padli na kolana. tylko 
Krystyna śmiała się i żartowała jeszcze więcej. Dosyć już 
tego było matce; rzecze tedy w surowych słowach: "Wi- 
dzisz, że już blisko tron Maryi, odrzuć swe swawole 
i głupstwa, przynajmniej odtąd przyodziej się w skromność, 
byś godnio stanęła wobec swej Pani i Królowej; jeśli się 
już ludzi nie wstydzisz i zatraciłaś wszelkie poczucie skrom- 
ności wobec nich, to przynajmniej bój się Boga, który 
\V obronie czci swej Matki może cię strasznie ukarać". 
Lecz i to upomnienie nie zrobiło na niej żadnego wraże- 
nia, owszem w swej głupocie i niepohamowanej pysze 
zlekceważyła je i dalej w złem brnęła, zachowując się co- 
raz gorzej, Następne
o dnia wszyscy zaczęli się w czyste 
. a skromne szaty odziewnć. chcąc godnie stanąć u tronu 
Królowej. I Krystyna postanowiła się przebrać. Włozyła 
na siebie wspaniało suknie, a przesadnie skrajane, jakie 
wówczes tylko nn tańce i zabawy noszono Szyję, ramiona 
i ręce miała obnażone, włosy kunsztownie utrefione roz- 
puficiła, a policzki różem i bielidłem ubarwiła. Tak niesto- 
sownie ubrana, z dumnie podnie,ioną głową poszła sama 
na Jasną Gól'ę, bo matka z tak ubraną iść się wstydziła. 
Ale zaledwie próg Cudownej Kaplicy przestąpiła, zauwa- 
żyli ludzie, że zachwiała się i jakby omdlewając, o odrzwia 
się wsparła; w oczach jej malowało się przerażenie; po 
głowie, czole i obliczu spływał strumieniem pot. Chciała 
go otr
eć, l
cz zaledwie dotknęła głowy, w oczach prze- 
razonych widzów wraz z potem starła z niej wszystkie wło- 
sy tak, że czaszka jej pozostała goła jak kolano. Po chwi- 
li nieszczęsna, lekkomyślna grzesznica, blada jak trup, o- 
suwa się na ziemię w strasznych drgawkach. Nadbiegła 
matka i wzięła córkę do mieszkania, gdzie się na noclegu 
zatrzymali; tam przez trzy dni dziewczyna wiła się w 
okropnych męczarniach, a potem nieoczekiwanie, nie odzy-
		

/img0140_0001.djvu

			136 , 
... 
skawszy przytomności, bez Sakramentów św. zmarła. Nie- 
opi!'iane wrażenie wywarł ten wypadpk na wszystkich 
pątnikach i mieszkańcach Częstochowy, gdy się dowiedzieli, 
że to za zgorszenie, jakie z siebie dawała, za przybycie 
na święte miejsce bez skupienia, za strój bezwstydny, 
którym świątynię i Matkę Najśw. znieważała, taka ją 
kara spotkała 
Pochow
mo ją przy drodze bez udziału kapłana i, aby 
była prze
trogą dla podobnych do siebie i żywą pamiątką 
kary Bożej, położono jej na grobie kamień z napisem: ,Tu 
lpży t3, którą Bóg strasznie ukarał za zniewagę przybytku 
Swej Matki Najświętszej, wez z tego naukę, i ze czcią 
wielką od wied
3j ę więtą Górę". 
1: długie lata ten samotny, ponury grób bez krzyża, 
bez kwiecia, budził lęk i był groznym ostrzeżeniem dla 
wielu. . 
. . 


2, W roku 1663 pewnego dnia na Jasną Górę przy- 
była grupka niewiast, ażeby N:Jjśw. Pannie cześć i pokłon 
oddać. Niewiasty głęboko wzruszone weszły do Cudownej 
Kaplicy. Na widok świętego Obrazu, zal:me łzami, padłJ 
wszystkie na twarz, Jedna z nich tylko imieniem Helena, 
klęcząc wodziła zdziwionym wzrokiem po ołtarzu i ścia- 
nach. Po chwili przeciera oczy, idzie dJllej w głąb i jesz- 
cze więcej okazuje zdziwienia, a w końcu pyta innych, CZJ 
widzą Obraz. Odpowiadają, że widzą. nA gozież on jest.
 
ba j:1 go dojrzeć nie mogę". - "Patrz, tu przed tebą, nie 
widzisz'?" - "Nie, nie widzę nic!" mówi z trwogą. Próżno 
wytęża wzrok, próżno się do samego ołtarza zbliża, jej 
oczy wszystko spostrzegły tylko nie Obraz.. Ogromnie 
smutna wyszła z kościoła, '30 zamknąwszy się w mieszkaniu, 
zaczęła się w skupieniu przygotowywać do sakramentu 
pokuty. Na drugi dzień poszła do konfesjonału i odprawiła 
spowiedz. Idzie potem do kJlplicy, lecz tam dzieje się z nią 
jeszcze gOl'zej - już nietylko Obrazu Cudowopgo, lecz 
nawet ołtarza, w którym on się zpfłjduje, nie widzi. Wra. 
ca więc z jękiem i płaczem do spowiednika, ten ją pocie- 
sza, każe się modlić i iść z powrotem do kaplicy. Idzie 
więc i patrzy, e inni ze wzrokiem ut.kwionym w Obraz 
widzą go i m, "ą się tylko na' jej oczy Bóg zesłał ślepotę. 
Zanosząc się ly płaczem, jęczy tal<, że wszystkim z li- 
tości aż serc tę kł'ają. Przechodzi tamtędy przezacny ks. 
Augustyn Kl ,.'cki, a słysząc te sl'rdeczne zaw(!dzenia
		

/img0141_0001.djvu

			137 
i lamenty, podszedł do nieszczęśliwnej i pyta, co się sta- 
ło. Ta z wielkim szlochem opowiada ..mu wszystko, Świa- 
tły i świątobliwy znawca dusz odrazu zrozumiał, że przy- 
czyną tej ślepoty ciała jest ślepota duszy, a mianowicie 
jakiś grzech ciężki zatajony. Bierze więc łagodnie nie- 
wiastę za rękę i plowadzi na ubocze do konfesjonału. Tam 
ją ośmielił, obudził ufność i wykrył przyczynę kary. He- 
lena ze łzami szczerej skruchy wyspowiadała się, a .otrzy- 
mawszy rozgrzeszenie, za radą spowiednika, drżąc z oba- 
wy i nadziei, poszła jeszcze l'az do kaplicy. I oto zaledwie 
znalazła się poza progiem, ujrzała najwyrazniej Niepoka- 
lane Oblicze Maryi Jasnogóskiej; mogła już teraz, jak in- 
ni, wpatrywać się w Cudowny Obraz i swoje zachwyty 
i radości, a także smutki i trwogi przed Nią składać. 


. 
.. .. 


3, Zuzanna Staruba z Moraw przybyła po raz pierw- 
szy w 1725 roku do Częstochowy na odpust. Gdy się 
znalnzła w kaplicy, zdumiała się niezmiernie, nie mogąc 
dojrzeć Obrazu podczas, gdy wszyscy inni będący z nią, 
widzieli go dos.konale. Strnpiona tern bardzo i zasmUCOna, 
przez całą noc oka zmrużyć nie mogła, rozmyślając nad 
pl'7.yczyną tej ślepoty. Wzrok miała doskonały, nigdy na 
oczy \v swym życiu nie cierpiała. Więc coby to było'? 
Gdy dłuzf'j się zastanawiała, doszła do pewności, że nic 
innego tylko grzechy, które obarczały jej duszę, były po- 
wodem, iż Obrazu zobaczyć nie mogła. Przed świtem 
jeszcze zerwała się z łóżka i pobiegła nil Jasną Górę, tam 
wyspowiadała się ze swych win i szczerym żalem i posta- 
nowieniem poprawy obmywszy duszę, stawiła się po raz 
drugi przed Obliczem Matki Najśw. i oto bez żadnych ju
 
przeszkód ujrzała Cudowny Wizerunek Maryi. A wtedy 
serce jej zalała ogromna radość i szczęście i rozpływała 
się we łzach serdecznych, dziękując Jasnogórskiej Panien- 
ce za łaskę nawrócenia i oglądania Jej świętego Obrazu. 


.. 
.. .. 


Podobnych faktów kroniki klasztorne notują 18. 


-
.....
		

/img0142_0001.djvu

			f 


 
"\ ' 
. .":,1 
; l'; :, 
· , li, 
I ł 1,; 
" \:! 
, ", 
.'\

 I 
,1\\' , 
, , 
.. ;, 
:) 't ;- 
,,'i' , 


, 
( 



 
ł 
 t .t- 
'j' 

l" 
! 
. 
- . ' " 
, . . 
:l' , , 
, ł . 
'f l' 
ł ' 


II J 


r . ,'-" 


: . 
 Ił 
'1:' '/ ' 
l, . 


rl '. 


----
 
'" - ,'
- ......- ......

 -.....,.., ..,...:::,,- ........"'..,--ł ,... - .J. 


, ; 
- " 


.. ,. I' 'Ił 
.. " 
\ 
'fi' ') 
. I (r,
 
rtr). I)
 
1 
l' 

. J . ,lJ 
. -.. l"
 
p,"., 
._" . .. 
 l 
' .' I 
\. 
 I 
., : 
. . 
. ' Jl
" I 
J 
\' 
h' 
, , ł j; 
I t ' 
! 
" 
{t:ł'
 
l . I : 
') \J
'- 
. 
"" ;! ;'
 
. 
po 
 './ ' '.t.': 
. 

 
A 


T'r.", "' ........ 


.\' 
I ' 
I
; 


'." 
"':'- -ł..I<; ....... 



.
 ...."..... 
,:.. .. ,-(' 
 
.M1fIIt-S.!:.. " , 


. . 
...,,,:.. 


-'!' 


Oblężenie Częstochowy w 1655 r. 
Fresk na Wielkim Kościele
		

/img0143_0001.djvu

			139 


Aby stworzyć ciągłość historii cudów i b5'k, jakie 
Królow
. Korony Połsldej hojną ręZLą :rozdaje" swym wier- 
nym cl.clcielom na Jasnej Górze, co dawnych ,,",,(:ruie ii skru.. 
pulatnie p,.zez pięć wieków spisywanych i przech3wI!uycb 
dotąd w Archiwum Jasnogórskim, dodajemy najświcbze 
z lat ostatnich jui to nadesłane nam lastownie, już to na 
miejscu spisane ł przez świadków wiarogodnych potw1er- 
dzone. Podajemy icb zaledwie kUka, gcły
 jest ich zbyt 
wiele, aby umieszczać wszystkie, Te je£!r.:.sk, U6re umiesz- 
czamy w Diniejszej książce, wystar,
x	
			

/img0144_0001.djvu

			140 



 


STWIERDZENIE CUDOWNEGO ULECZENIA. 


W imię Boga Wszechmogącego zeznaję pod przysię- 
gą, ze moja siostra Helena Halinowsk
, lat 36, zam. w War- 
szawie na Siekierkach, ul. Bartycka 19a, została cudow"nie 
uleczona na Jasnej Górze w Cudownej Kaplicy podczas 
Mszy św. .w.dniu 6 wl'ześnia 1936 roku,: a mianowicie: 
Helena Halinowska była chora na chorobę nerwową 
-od czterech lat. DoktOl'ZY robili jej funkcję do głowy, co 
jeszcze powiększyło chorobę, bo zaczęła się skrzywiać u- 
podając nieraz na żiemię. Lekarze, a shczególnie dr, Kuli- 
kowski w Warszawie ul. 'Viejslw 2, orzekli, że wszystkie 
środki są wyczerpane. Po kon
tlium lekarskim w czasie 
pobytu trzy miesięcznym w szpitalu Dzieciątka Jezus, (kli- 
nika UniwersJ'tecka w Warszawie) p. Borowska pielęg- 
niarka, słyszała jak lekarze między sobą - rozmawiając 
stwierdzili, że jest to choroba nieuleczalna. To powiedziała 
pod sekretem p. Michalinie Dutkiewicz i p. Józefie Sier- 
pińskiej, zastrzeglljąc sobie tajemnicę w tym względzie. 
W czasie ogio3zenia Z ambony prze7.. ks. "Henryka 
Klpczyiiskiego w ko£iciele św. Józefa na Powązkach, że 
w czerwcu wyruszy pielgrzymka chorych na Jasną Górę, 
mnie w sercu powstała myśl i silna wiara, że gdy moja 
siostra Helena Halinowska dostanie się do Częstochowy 
to będzie zdrowa. Chwilowo myśl- o Częstochowie poszła 
w zapomnienie. Póin,iej, gdy sama wybierałam się w cza- 
sie urlopu do Częstochowy, postunowitmn chorą siostrę 
zabrać z sobą do Częstochowy, pomimo, że mąż chorej 
sprzeciwiał się temu. 
Po przyjeździe do Częstochowy zamieszkałyśmy u 
Fl'
nciszki Czernej, ul. Siedmiu Kami	
			

/img0145_0001.djvu

			141 
fiarownłam za dusze w czyścu cierpiące, mając ufność, że 
dusze zmarłych uproszą zdrowie chorej, bo ja sama czu- 
łam się niegodną. I rzeczywiście Matka Boska dobra i mi- 
łosierna wysłuchała mnie niegodną i chora odzyskała 
zdrowie. 
Po powrecie do Warszawy, mąż chorej ujrzał ją ze 
zdziwieniem zupełnie zdl1ową. Chora zaś opowiedzlałfi 
wszystko co się stało, co stwiel'	
			

/img0146_0001.djvu

			1-12 
odpocząć przy tak okropnym b6lu, Tej jednak nocy pie. N- 
f1ZY raz po wielu bezsennych nocach, spał twardo. Gdy 
się rano obudził; oświadczył, że już widzi na oko i b6- 
Mw żadnych niema, a czuje się zupełnie zdrów. Puchlina 
ustępować poczęła i mąż mój nie poszedł do' szpitala, 
nIe z radością wróciliśmy do domu. ,Szybko wyzdro- 
wiał bez żadnych środków lekarsKich i bez operacji, 
która była, zdaniem lekarzy specjalistów, niezbędna. Wszys- 
oy byli zdumieni tak szybką zmianą zdrowia męża. My 
zaś dziękując Matce Bożej za łaskę tak wielką, uznaliśmy 
to za cud i pragniemy, ażeby to nasze zeznanie umiesz- 
(:7.one było w Księdze cudów i łask w Klasztorze M. Bo- 
::<1j w Częstochowie. DZIś spełniam swą obietnicę i odby- 
\vam pielgrzymkę do Częstochowy. 
Ludwik Bieniek z żoną Rozalią. 
parafia Wola' Osowińska - dn. 3/VI-35r. 


lO 
0$ $ 


L i d a, d, 2.-XI,-33 r. 


.) pulk lotniczy_ 


Szanowna Pani! 
Jestem już po urlopie, w domu Rodziców i u swej 
Narzeczonej, należycie wypoczęłem i obecnie jestem w puł- 
ku-pl'ZY miłej i sympatycznej pracy wojskowej. Kocham 
wojsko i sw6j zawód lotniczy - nie zamieniłbym go za 
iadne skarby ziemskie. Czuję się" dobrze i szczęśliwie - 
bo oddałem się całkowicie Panience Częstochowskiej, a Ona 
nie opuści mnie ani na \.'hwilę, lecz. zawsze i wsz
dzie bQ- 
dzie czuwać nade mną i grzeszną duszą moją. Wypadek 
swój nie podaję O. Generałowi Przezdzieckiemu lecz po- 
krótce opiszę Pani, a Pani może to powtórzyć osobom 
zainteresowanym. 
Wypadek mój miał miejsce na kursie szybowcowym 
d. 22 września 1'. b.; odbywałem początkowe samodzielne 
loty w dosyć znacznej wysokości; w pewnym momencie 
stI
aciłem panowanie nad sterem i szyhowiec mający dużą 
szybkość i sprzyjający w danej chwili podmuch wiatru 
zamiast lecieć w linii lotu piął się do góry i był moment, 
że przekręci się' na plecy - brakowało do tego 1/100 se- 
kundy -:- lecz w tym momencie natchnęło mię coś - 
wogóle nie wiem sam jak się to stało, że oddałem siQ o- 
piece Matki Bożej - wspominając na medalik z wizcl'un-
		

/img0147_0001.djvu

			14.3 
'k-iem Panienld Częstochowskiej, który noszę na piersiach 
od chwili ukończenia szkoły Podchorążych Lotnictwv. 
i otrzymania st()pnia podporucznika, i nie rozłączam siCl 
z Nim nigdy 
 ani na sekundę - naraz zacząłem spa- 
dać, widziałem ziemię nad sobą i pod sobą - dopiero 
nad samą ziemią przyszedłem do równowagi, stery częś- 
ciowo zareagowały, ale szybowiec spadł pomimo to z taką 
siłą, że został zdruzgotany i połamany, a ja wyszedłem 
bez szwanku - byłem tylko biały i blady jak ściana 
i trząsłem się jak trzcina. W tym była ręka Boża, palec 
Maryi Częstochowskiej, do której postanowiłem udać się 
zaraz po ukończeniu kursu i tak tez zrobiłem. Dalsze ko- 
leje są dla Pani znane. W niedzielę i święta modlę się 
i proszę swą Opiekunkę o stałą pomoc, a zato postano- 
wiłem oddać Jej serce czyste i bronió Jej Czci będę zaw- 
sze - tak mówi i przyrzeka Jej pokorny sługa i wierny 
rycerz. Heniek. 
Szanowna Pani-jeżeli ma Pani czas, proszę skreślić 
do mnie killm słów, adres podam niżej. W Częstochowie 
będę niedługo ze 8woją narzeczoną i będę prosił Matkę 
Bożą o błogosławieństwo dla nas obojga, Proszę czasem 
westchnąć i szepnąć krótką modlitewkę za p
myślnośc 
moją w lotach stratosfcrycznych. 
Pozostaję z poważaniem 
Szczęsny Henryk 
podporucznik pilot. 


- 


ZAKONCZENIE. 


Poznaliśmy łaski i cuda Boże, zdziałane za pr3y.zyną 
Najśw. Panienki na Jasnej Górze. Poznaliśmy i podziwia- 
liśmy hojną rękę Boga i moc wstawiennictwa Maryi. 
A jednak przytoczone tu łaski i cuda - to tylko 
maleńka cząsteczka tE'go, co dla swych wiernych sług 
zdziałała Częstochowska PanU... 
Łaski i cuda te, zarówno w kataklizmach dziejowych 
ujawniają opiekę Bożą nad całym narodem, jak i w naj- 
cięższych chwilach życia podnoszą na duchu poszczególno 
j
dnostki: doznają ich tak możni tego świataJ. jak i ma-
		

/img0148_0001.djvu

			114 
luczcy; czuje ich moc dOPl''';v:..ynną zal'ó"wIlo starzec, sto
 
jący nad grobem, jak i mąż dojrzały, młodzieniec i dziecię. 
Niema ani jednej niedoli ludzkiej, gdzieby oko. Matki Bo- 
"':ej nie wejrzało, serce matczyne nie współczuło, a dobro- 
czynna ręka nie pośpieszyła z pomocą. 
Na rozkaz wszechwładnej Pani świata uciszają się 
rozszalałe żywioły, okrutna śmierć posłusznie oddaje swe 
ofiary, chore i bezwładne członki odzyskują siłę. 
Przed mocą Królowej Niebios drżą potęgi piekiel 
i opuszczają na Jej rozkaz ciała i dusze tych, których 
Ona pod swoja wzięła opiekę. 
Wreszcie Matka Boża ukazuje się nieraz widzialnie, 
by o Swej opiece nas zapewnie, cierpienie oslodzić, w wie- 
rze utwierdzić i pokój do zbolałych wlać serc, 
Wszakże doskonale wiedząc, nil czym prnwdziwe 

zczęście polega, (Mauyja ullziela Swych ziemskich łask 
'.>,tedy jedynie, gdy one do zbawienia wiecznego nie prze- 
szkadzają, ale pomocą być mogą, Dlatego też pełna miłości, 
niekiedy i surową być um;n, jeśli w poczuciu matczy- 
nego swego obowiązku widzi, że inaczej krnąbrnego 
dziecka od smutnych następstw tu i po śmierci urato- 
wać nie zdoła. 
Dziękujmy Bogu za taką Matkę, jak dziękowali 
przodkowie nasi; w
erzmy w Jej potęgę i opiekę, jak oni 
wierzyli; módlmy się za Jej przyczyną, jak oni się modlili, 
a nasz wiek XX stanie się świadkiem jeszcze większych 

ask i cudów, aniżeli te, o których w tej książce jest mowa. 
W duszy polskiej złożył Bóg niewyczerpane zasoby 
łask i darów swoich, a między innymi gorącą miłość do 
Swej Najświętszej Matki, Niech więc ta miłość serdeczna 
i po
ężna obejmuje coraz więcej dusz, rozpala coraz wię- 
cej serc i sprawi ten wiel
i cud - odrodzenie moralne 
narodu przez Maryę! 


Kr61uj nam Kl'61owo Nieba i Polski i m6dl się ,a 
nami!
		

/img0149_0001.djvu

			T R E S Ć. 


Str, 
Przedmowa. 3 
R o z d z i a ł l. Nauka Kościoła katolickiego o cudach Ó 
R o z d z i a ł II. Historia Cudownego Obrazu Matki 
Boskiej Częstochowskiej . 18 
R o z d z i a ł III. Mnryja wskrzesza umarłych . 22' 
1. Rok 1517 w lIusintynie, przywrócenie do ży- 
cia 5-letniego Samuela Wndzica , . 22 
2. Rok 1540 w LubIiflCl1, wskrzeszenie matki 
i 2 dzieci. . 23 
3. Rok 1564 we wsi Zborów, wskrzeszenie B-let- 
niego Walentego Żeromskiego 25 
4. Rok 1598 w Kazimierzu, wskrzeszenie 2.1et- 
niej Anny Klimczak . 27 
5. Rok 1628 na Białej Rusi, wskrzeszenie Szy- 
mona Wruszewskiego. . 28 
6. Rok 1674 na Podolu, wskrzeszenie Stefana 
Złoczewskiego . 29 
7. Rok 1680 w Nowogródku, wskrzeszenie' Mi- 
kołaja Grocholskiego . . 29 
B. Rok 1680 w Nowogródku, wskrzeszenie Jana 
Kłokowskicgo . . 30 
9, Rok 1717 w Toporowie, wskrzeszenie ks. Mi- 
chała Pruszyńskiego . . 31 
R o z d z i a ł IV. Maryja ratuje od śmierci w kopal- 
niach, na morzu i w rzekach . . 32 
1, Rok 1609 w Olkuszu, wybawienie 5 zasypa- 
nych górników. ;32. 
2. Rok 1643 w Wieliczce, wybawienie Jana i 
Wawrzyńca Wieliczków 83 
S. Rok 1748 w Łańcucie, wybawienie Anny Gór- 
niakównej. . 33 
Cuda i laski. 10
		

/img0150_0001.djvu

			146 
4, 
5. 
6. 
7. 
8. 
9. 


Str, 
Rok 1537 na Bałtyku, wybawienie Stanisława 
Laskiego . 34 
Rok 1589 na Bałtyku, wybawienie Sebastia- 
na, Anglika 35 
Rok 1626 na morzu Śródziemnym, wybawie- 
nie Stefana Ossowekiego 37 
Rok 1668 na Wiśle, wybawienie dzieci Jacka 
Dombskiego 37 
Rok 1749 na Odrze, wybawil:mie pie:,lgrzymki 
z Moraw , 38 
Rok 1855 w Mediolanie we Włoszech, wyba- 
wienie Bartłomioja Sanoka. 39 
II o z d z i fi ł V. Wodzowie zawdzięczają Mal'yi zwy- 
cięstwo. 39 
l. Rok 1410 - król Władysław JagieUo pod 
Gl'unwaldem 39 
2, Rok 1521 - Przemysław Lanckoroński w bi- 
twie z Prusakami 40 
3. Rok 1537 - Prokop Siemieński w bitwie 
z Turkami 41 
ł, Rok 1621 - Karol Chodkiewicz pod Choci- 
IDem 41 
5. Rok 1627, 1633 i 1638 - Stanisław Koniec- 
polski z Turkami 43 
6. Rok 1655 - O. Augustyn Kordecki ze Szwe- 
dami 43 
7. Rok 1683 - Król Jan Sobieski pod Wied- 
niem 45 
8, Rok 1916 - Hieronim Szulc- Wajzych z Ukl'a- 
ińcami 4'5 
9. Rok 19:10 - "Cud nad Wisłą" 46 
R o z d,
 i a ł VI. Maryja uwalnia jeńców ze sl'ogiej 
ti1owoli lub w cierpieniach pociesza. 4g 
1. Rok 1540 - Wacław Chorzelski i Jan Wie- 
lecki z jasyru tatarskiego . . 49 

. Rok 1617 - Gabriel CzarO( 'ki z niewoli Ta- 
tarów . 49
		

/img0151_0001.djvu

			i47 
Str. 


3. Rok 1623 -- Krzysztof Cieszyński z niewoli 
Turk6w , . 50 
4, Rok 1629 - Jadwiga Strzyżewska z niewoli 
Tatarów . 60 
5, Rok 1683 - Albert Jarzyna z niewoli Turków 51 
6. Rok 1745 - Kazimierz Kozłowski z pod ka- 
ry Śmieł"ci 52 
7, Rok 1830 i 18(:3 - naród polski - powstanie 53 
8. Rok 1875 - Unici i Moskale 56 


R o z d z i a ł VII. Maryja przywraca wzrok ślepym, 
słuch głuchym, mowę niemym, chromym i kale- 
kom władzę w członkach 56 
1. Rok 1392 - wzrok malarzowi Jakóbowi Wę- 
żykowi 66 
2, Rok 1592 - wzrok Jakóbowi Poznańskiemu 
z -Grnbowca 68 
3. Rok 1595 - wzrok Małgorzacie Pierzchałe 
z Myślenie . 58 
4. Rok 1597 - wzrok, słuch i mowę Marcinowi 
Obietyńskiemu z Kamieńca nn Podolu. 59 
5. Rok 1631 - wzrok pewnej pannie ze Strykowa 60 
6. Rok 1672 - wzrok Filipowi Wołuckiemu 
z Ra wy . 60 
7, Rok 1724 - wzrok synowi Ossolińskiogo 61 
8, Rok 1754 - wzrok O, Bonawenturze P_HCOl'- 
skiemu z Pyzdr 62 
9. Rok 1921 - wzrok Annie Korsak z Lu' Ina 62 
10, Rok 1572 - mowę Jadwidze Wolskie
 
czycy 65 
11, Rok 1634 - władzę w nogach r 

więcikowi z Kł1liny . " 6G 
12. Rok 1696 - władzę w noga
h Wawrzyńcowi 
Śliwińskiemu z Warszawy, . , . 67 


R o z d z i a ł VIII, Maryja uzdrawia kaleki, sparali- 
żowanych i furiat6w 67 
l. Rok 1617 - Annę KuliRk-a ?; 0"_
		

/img0152_0001.djvu

			148 


Str. 
2. Rok 1620 - uzdrowienie z paraliżu ks. Ja- 
k6ba Neapolitaticzyka ze Zbuczyna . 68 
3. Rok 1718 - sparaliżowaną kobietę w Choj nach 69 
4. Rok 1742 - uzdrowienie z paraliżu Anny, 
Wróblewskiej z Sandomierza 69 
5. Rok 1867 - hrabiego Łubieńskiego z War- 
szawy . 71 
6. Rok 1926 - Annę Wiśniewską z Gniezna . 72 
7. Rok 1929 - Michała Bartosiaka z Gostynina 73 


R o z d z i a ł IX. Maryja uwalnia swe dzieci od złe- 
go ducha 
1. 1569 rQku pewnego rycerza 
2. 1625 roku pannę Czarnkowską 
3, 1632 roku Annę - , 
4. 1699 roku ks. Wojciecha Mrówczyńskiego 
5. 1802 roku Mariannę Jasiilską 


76 
76 
.77 
. 78 
. 79 
. 80 


R o z d z i a r x. Maryja otwiera oczy heretykom 
i niedowial'kom . 83 
1. Rok 1672 Marta ze Śląska 83 
2. Rok 1672 Klatel' Ul'ban, Turek 83 
3, Rok 1703 Krystyn Helians 85 
4. Rok 1902 - pewien niedowiarek, . 87 
R o z d z i a ł XL Maryja leczy ciężkie ni\ómoce 88 
1. Rok 1402 - uzdrowienie z trądu ks. Miko- 
laja Sochaczewskiego z Poznania. . 88 
2. Rok 1621; - uzdrowienie Kazimierza Szcza- 
wińskiego z Brześcia. 91 
3. Rok lG3:) - uzdrowienie. z epHepsjj Zuzanny 
Olejskiej z Wil'na . 91 
4. Rok 16j5 - UZdl'owienie z kamieni żółcio- 
wych króla WładysŁawa IV. 92 
5. Rok 1727 - uzdrowienie z podagry ks. Je- 
rzego Pakowskiego z Wilna . 93 
6, Ilok 17'137 - uzdrowieni z okropnej melan- 
ellOlii ks. Antoniego Ko :ego. . 94
		

/img0153_0001.djvu

			7. Rok 1823 - uzdrowienie z ciężkiej 
Jadwigi Zamojskiej 


149 
Str. 
choroby 
. 96 


R o z d z i Ił ł XII. Maryja daje. potomstwo niepłod- 
nym i w bole
ciach przychodzi z pomocą. . 97 
l. Rok 1510 - Zofii Kurytkowej z Przemy
la. 97 
2. Rok 1610 - Agnieszce Maszenowiczowei ze 
Lwowa . 98 
3. Rok 1627 - Mariannie Tęgoborskiej z Cie- 
chanowa . . 98 
4. Rok 1643 - Annie Pieozarskiej z Chęcin . 99 
5. Rok 1790 - Zofii Komorskiej z Piotrkowa. 99 


R o z d z i a ł XII, Maryja ciężko zranionym siły 
i zdrowie przywraca . 100 
1. 1590 roku -- Adamowi Kryokiemu od rany 
p.ostrzałowej 100 
2. 1595 roku - Andrzejowi, służącemu Seba- 
stiana Poniatowskiego. 101 
3. lC23 roku - Marcinowi Lamowskiemu z Prze- 
myśla 102 
4. 1668 roku -- Tomaszowi Roidzielskiemu 
z Warty . 103 
5. 1748 roku Franciszkowi BiałkowskieIDu 
z f'omorza 105 


R o z d z i a ł XIV, Dusze w czyśou ciel'piące Ma- 
ryja do nieba wprowadza 106 
1. 1521 roku - Oswalda z miasta Prywidz, 
Slawonia , 106 
2. 1623 roku - Andrzeja Miaslwwskiego z Po- 
turzycy . 108 
3. 1670 roku - Marcina Stokowskiego w Sie- 
radzkim . , 109 
4. 1774 l'oku - Józefa Nowaka ze wsi Mostek. 111 
D. 1845 roku -- Zuzanny Kaweckiej z Si eta- 
dZQ , 112
		

/img0154_0001.djvu

			150 


Stt.. 
R O z d z i a ł XV. flial'yja broni swych czcicieli od 
zarazy i ognia 
1. 1506 roku - Wojciecha z Wroclawia. 
2. 1603 roku -- Annę Ivlycielską z Taro. GÓl' 
3, 1620 roku -- Samuela KRłuskiego z ziomi 
podlaskiej. 
!, 1622, lG25, lG77, 1707 roku -- Jasną Górę. 116 
5. 1588 roku - K I'zysztofa nodziszewskiego 117 
G. 1623 roku - Zofię Pokrz,}'wiiiską w Prusach, 
Tukno 
7. 1648 roku - -ks. Józefa Abramowskiego z Ki. 
dowa 
8. 1622, 1718, 172G, 1749 i 1900 roku - Jasną 
Górę . 122 


113 
. 113 
114 


115 


117 


121 


R o z d z i a ł XVI. Maryja wspomaga tych, co ze 
czcią nosza Jej medalik lub walczą pod Jej 
sztandarem . . 123 
1. 1590 roku - Mikołaja Ivloczarskiego, pułko- 
wnika 123 
2. 1672 roku - Adama StJ'załkowskiego, woj- 
skowego . 124 
3. 1677 roku - Andrzeja Jeiowskiego, pułko- 
wnika 125 
4. 1704- roku - FI'anciszka Tworzewskiego . 126 
li. 1717 roku Ignacego Zawiszę . 127 
6. 1743 roku - Mariannę Michalską z Sieradza 127 
7. 1753 roku - Tomasza Wolskiego . 128 
8. 1755 roku - p
wną niewiastę z Krakowa . 129 
R o z'd z i a,ł XVII. Woda ze źródła św, Barbary 
i olej z lamp Cudownej Kaplicy, używane z wia- 
rą, przywracają zdrowie, . 130 
1. 14'::1 roku - powstp.nie źródła . . 130 
2. 17.2 roku - Marii Langhammerównie z 01- 
be dorffu. 131 
3. 17:5 roku - Mariannie Gębickiej z Sando- 
mierza t32
		

/img0155_0001.djvu

			R o z d z i a ł XVIII. 
swym czcicielom 
n0ść i pociechę 


151 
Str. 
Maryja ukazuje siQ widomie 
i przynosi im zdl'owie, wol- 
. l ,132 


1. Rok 1613 - księżniczce Annie Wiśniowieo- 
kicj, . 132 
2. Rok 1617 - Feliksowi Skibie w niewoli . 133 


n o z d z i a ł XIX Jak Bóg karze tych, co świąty- 
nię Jego Mutki znieważają złym zachowaniem się 
i brzydkością sumienia . tSł 


1. Rok 1524 
2. Rok 1663 
3. Rok 1725 


Krystynę z Łęczyckiego. 
Helenę ze 
ląska . 
Zuzannę Staruba z Moraw 


134 
136 
137 


Uzupełnienie 


. 139 


1. Rok 1930 - uzdrowienie z ciężkiej choroby 
św. Walentego Agnieszki Horyń - i w roku 
1933 - uratowanie przejechanej przez wóz 
dziewozynki 189 
2. Rok 1936 - uleczenie' z choroby nerwowej 
Heleny Halinowskiej z Warszawy HO 
3. Rok HI21 - uzdrowienie z choroby oka Fe- 
liksa Ripńka Hl 
4. Rok 19aa - wYl'ntowanie w katastrofie lot- 
nika Henryka Szczęsnego . 142 


Zakońezenie 


. US
		

/img0156_0001.djvu

			SPIS ILUSTRACYJ. 


Str. 


1. Posta6 O. Augustyna Kordeckiego, wzięta z po,n- 
n
 6 


2. Matka Boska Częstochowska 
S. Matka Boska wskrzesza umarłych 
4. Matka Boska ratuje tonącyoh w morzu 


. 12 
26 
. 36 


5. Matka Boska ratuje l'ozbitka na Morzu Bałtyckim 54 
6. Cud wskrzeszenia trzech zabitych w LubJińcu 70 
7. Matka Boska wypędza złych duchów. 82 


8. Matka Boska wraca życie powieszonemu w zaba- 
wie przez rówieśników chłopcu Walusiowi Że- 
romskiemu 104 


9. Matka Boska chroni od strasznej śmierci w ogniu 
Zofię Pokt'zywińską. 11 S 


10. Oblężenie Częstochowy w 1655 roku 


. 1:18
		

/img0157_0001.djvu

			BG 
SP 
1//11111111//11111/1/11/11//1111/1//11 
125935 


(. 


)
		

/img0158_0001.djvu

			. . 


" 


..
 
BIBLIOTEKA GŁOWNA 
Wyższej Szkoły PedagogiczneJ 
w Częstochowie 



9 \
 


-,.